Eucharystia – Komunia Święta

 

fragmenty objawienia Jezusa (1934-1939r) - S.B. siostra Leonia Nastał

 

Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej


Eucharystia - Ciało i Krew Chrystusa

 

2

S. Leonia: Raz po Komunii św. oczom duszy przedstawiło się Serce Boże otoczone wianuszkiem serc, które Go w tym dniu przyjęły sakramentalnie. Było tam i moje serce. Po chwili Serce Pana Jezusa wchłonęło w siebie te wszystkie serca, a razem z nimi zniknęło i moje serce w Sercu Bożym. Pan Jezus mnie kocha, skoro ukrywa mnie w swym Sercu.

14

JEZUS: Serca czyste sprawiają Mi zawsze ucztę rozkoszy, toteż z radością wchodzę do nich w Komunii św., bo one Mi przypominają dziewięciomiesięczny pobyt w łonie mej Matki Niepokalanej. Przypominaj Mi często pieszczoty, jakimi Mnie darzyła Maryja. Dla nich zapomnę o obojętności, jakiej doznaję od wielu dusz, przyjmujących Mnie w Komunii św. niedbale i ozięble.

19

S. Leonia: Raz po Komunii św., kiedy trwałam w uścisku obecności Boga, żyjącego w mojej duszy, Pan Jezus szepnął: Przychodzę do ciebie, by cię przenieść na łono Ojca niebieskiego, który cię bardzo kocha. Wszystkie władze mojej duszy zbiegły się natychmiast do Ojca, czułam jednak, że przychodzę do Niego w Panu Jezusie i że jestem tak serdecznie przyjęta tylko dlatego, że Pan Jezus żyje w mojej duszy.

24

S. Leonia: Raz wieczorem oddałam się radości na myśl o tym, że jutro - jako w pierwszy piątek miesiąca - tyle dusz przyjmie Pana Jezusa w Komunii św. Pan Jezus odezwał się: Kocham dusze, które Mnie przyjmują w Komunii św., bo rozkoszą moją jest przebywanie wśród ludzi. Ale straszliwy jestem dla dusz, które przyjmują Mnie niegodnie. Tylko nieskończone miłosierdzie na prośby mej Matki Niepokalanej i dusz, które Mi radość sprawiają, wstrzymuje Mnie od zadania ostatecznego ciosu duszy już i tak umarłej. Wynagradzaj Mi za niegodnie przyjmowane Komunie św. Komunie duchowe przyjmuj z taką samą miłością jak Komunie sakramentalne. Kiedy jesteś w mojej obecności, zapomnij zupełnie o sobie, zajmuj się Mną jedynie. Gdybyś wiedziała, ile razy w chwilach, gdy ty toniesz w radosnej miłości przy mym Sercu, to moje Serce równocześnie tonie w bólu. Ludzie szydzą sobie ze Mnie, stroją żarty w szynkach, kabaretach, kawiarniach - a Ja słucham i milczę... Jeżeli znajdę duszę, która Mnie naprawdę kocha, zapominam przy niej o niewdzięczności ludzkiej.

31

[18 IV 1935 r.] S. Leonia: Klęczałam zawstydzona u stóp Jezusa, a On, jakby dla dodania mi otuchy, odezwał się słodko: Posłuchaj, dziś Wielki Czwartek, dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu. Posłuchaj o tej Tajemnicy Miłości. W chwili ustanowienia Najświętszego Sakramentu miałem przed sobą wszystkie dusze, którym się miałem oddać na pokarm, i te, które Mnie nigdy przyjąć nie miały do swoich serc. Patrzyłem w dusze pogan. Ach, to dusze moją najświętszą Krwią odkupione. Czemuż tej Krwi pić nie mogą? - bo katolicy za mało się modlą o ich nawrócenie, bo puszczają mimo uszu nawoływania Ojca Świętego i kapłanów do pracy misyjnej. Posłuchaj, w niebie osobno będę nagradzać tych, którzy Mi przyprowadzali dusze, bym je poił swoją Krwią najświętszą. Patrzyłem w chwili ustanowienia Najświętszego Sakramentu w dusze Żydów, którzy wołali, by krew moja spłynęła na nich i na ich syny (Mt 27,25). A dziś, gdy ta Krew sączy się niby źródło ożywcze w Kościele świętym, nie przychodzą jej czerpać, nie obmywają nią swej duszy, oddalają od [66] tego źródła własnych synów. A Ja i za nich Krew przelałem, nie na potępienie, lecz na zbawienie. Czemuż go nie przyjmują? Cierpiałem bardzo na widok zatwardziałości Żydów. Kto Mi za to wynagrodzi? Gorszy los czeka tych, którzy pili już Krew moją, upajali się jej słodyczą w dzień Pierwszej Komunii św., a potem odepchnęli Mnie od siebie, oderwali się od Kościoła i poszli pić męty fałszu i zguby wiecznej. Miałem przed swymi oczyma odszczepieńców wszystkich wieków, jakżeż oni ranili wówczas moje Serce. A jakiż ból trawiący wżerał się w moje Serce na widok dusz przystępujących do tej Tajemnicy Miłości w grzechu ciężkim. Zetknięcie się z nimi paliło Mnie już wówczas jak pocałunek Judasza. Serce moje wzdrygnęło się - czy zostać? Czy wchodzić do dusz tak zabłoconych? Ale widok dusz dziewiczych, niekochających niczego poza Mną, spragnionych mojej obecności, przynaglił Mnie do zostania z ludźmi aż do skończenia świata (Mt 28,20). O, żebyś wiedziała, z jaką miłością patrzyłem w każdą duszą, w każde serce, które miałem przeniknąć i tam pozostać jako jedyny Pan i Oblubieniec. W myśli mojej już w Wieczerniku były Mi obecne wszystkie te dusze, one Mi były osłodą w chwilach czekających tuż na cierpienia mąki bolesnej. Dla jednej Komunii [67] z tobą zostałbym na ziemi.

Słysząc to, odezwałam się: Jezu, ja nie pojmę tego, dlaczego chciałbyś ze mną pozostać. Zupełnie nie chce mi się to w głowie pomieścić. Ja sama siebie czasem znieść nie mogę, czuję się tak niegodną - sądzę, że bliźni znoszą mnie tylko z miłości ku Tobie, a Ty - Świętości sama, co znasz najlepiej brudy mojej duszy - mówisz, że dla jednej Komunii ze mną zostałbyś na świecie? Cóż jest ten robaczek maleńki, buntowniczy i grzeszny? A Jezus odpowiedział: Tak, ale ten robaczek maleńki ma duszą nieśmiertelną, w której upodobał sobie Ojciec niebieski, w której Ja składam dary łaski i miłości, a te będą świadectwem mojej dobroci i miłosierdzia na wieki. Ten robaczek maleńki, właśnie przez posiadanie duszy nieśmiertelnej, jest Mi droższy niż cały wszechświat materialny. Gdyby Mi kto zabrał twoją duszę, uczyniłby Mi większą krzywdą, niż gdyby postrącał z firmamentu wszystkie gwiazdy, niż gdyby w ruinę obrócił królewskie pałace i trony panujących. Gdyby matce wyrywano dziecko w tym celu, by je poszarpać i życie mu odebrać, jak sądzisz, czy nie oddałaby matka całego dobytku, owszem, ostatniej sukni swojej, byleby ratować życie swemu dziecięciu? A przecież dusza jest czymś bliższym Bogu niż dziecko swej matce, bo ona mu dała tylko cząstkę jestestwa, i to pośledniejszą - ciało. Bóg natomiast jest stwórcą i ciała, i duszy, a przede wszystkim jest dawcą życia nadprzy[68]rodzonego, Bożego.

33

S. Leonia: Po Komunii św. często Pan Jezus dawał mi tak żywo odczuwać swoją obecność, że nieraz zdawało mi się, że znikła zasłona tajemnic. Pan Jezus tulił mnie do swego Serca, do otwartej Jego rany. Raz w takiej chwili przemówił: Pij Krew mego Serca utworzonego przez Ducha Świętego z najczystszej krwi mojej Matki Niepokalanej. Kto pije tę Krew, musi się stać czysty, chyba że sam dobrowolnie sprzeciwia się memu działaniu. W Krwi mojej jest życie, jest ogień, jest siła.

35

JEZUS: Matka uważa dziecko za cząstkę samej siebie - dla niego żyje, dziecko żyje jej życiem. Tak ty i wszystkie dusze w stanie łaski poświęcającej żyjące są cząstką mojego Ciała Mistycznego. Czuję cię w sobie, bo cię ożywiam życiem Bożym. Od Ojca płynie ono, przez moje Serce i przez Serce mej Matki Niepokalanej, do twojej duszy złączonej ze Mną. Czuję cię w sobie, w swym Sercu, w swej duszy, bo żyjesz moim życiem, we Mnie i przeze Mnie.

S. Leonia: Pod wpływem tych słów Pana Jezusa zrozumiałam lepiej słowa, na które dotąd mniej zwracałam uwagi, żyjąc raczej szczęściem posiadania Jezusa w mej duszy: „Kto pożywa mego Ciała i pije Krew moją, we Mnie mieszka - a w następnej dopiero kolejności dodaje Jezus - a Ja w nim" (J 6,56). Zrozumienie tego odkryło przed moją duszą nowe horyzonty życia wewnętrznego, na które dotąd nie zwracałam uwagi. Więc już tu [78] na ziemi można żyć w Panu Jezusie, karmić się Boskością - o, jakież to głębie przepastnych tajemnic... Boże mój, jakież to szczęście żyć Twoim życiem, żyć w Tobie.

(…) Oddaj się mojemu Sercu dla wynagrodzenia Mu za zniewagi świętokradztwa, jakich doznaję w Najświętszym Sakramencie.

38

JEZUS: Chcę cię uczynić powiernicą tego, co Mnie boli. W Najświętszym Sakramencie jestem sam. Tak mało dusz przestaje wyłącznie ze Mną - nawet wówczas, gdy są w kościele. Wielu z nich jest myślą na rynku, w domu, a jeżeli w kościele, to zajmują się osobami ich otaczającymi, ich strojem, wyglądem itp., ale wyłącznie Mną - o, jakże mało dusz jest zajętych. A Ja tak bardzo pragnę przyjacielskiego obchodzenia się ze Mną, pragnę objawiać się duszom, ale nie znajduję ich wolnych od wszystkiego, zwłaszcza od siebie samych. Ach, gdyby te dusze wiedziały, jaką radość sprawia mojemu Sercu akt czystej miłości, oddania się, zaparcia [się] samych siebie - byłyby hojniejsze w oddaniu wszystkiego w ofierze miłości. Nic nie ujdzie mojego oka. Każdy akt nagrodzą sowicie. Jeżeli chcesz, bym nieustannie przebywał z tobą, przebywaj ty nieustannie we Mnie.

54

[16 XII 1935 r.] (…) JEZUS: Pójdź, moja mała siostrzyczko, zakosztuj słodyczy mleka dziewiczego mej Matki Niepokalanej. Tym nektarem żywiła Mnie Ona w mym niemowlęctwie. [117] Pragnę, by wszystkie dusze – wybrane dzieci mej Matki Najświętszej - zakosztowały tego napoju. Pragnieniu swemu czynię zadość już tu na ziemi, pojąc was Krwią moją. Mleko mej Matki przeczystej piłem w niemowlęctwie, wchłaniając je w siebie, w swoją krew, którą z miłości dla moich ukochanych zostawiłem do picia wszystkim, którzy zbliżają się do Mnie po życie.

(…) Czyż jest na ziemi życie bardziej pozornie bierne niż życie Jezusa w Eucharystii? A jednak jest to życie najistotniejsze. Jeżeli wejdziesz na drogę niemowlęctwa, upodobnisz się najbardziej do Jezusa w Hostii - do Niemowlęcia Bożego w żłóbku.

63

[26 II 1936 r.] (…) JEZUS: Łącz się ze Mną w moich cierpieniach, ofiaruj Ojcu niebieskiemu moje ukryte cierpienia - za ukryte grzechy, które ranią moje Serce tym bardziej, że je dusze ukrywają i przed spowiednikiem, krzyżując Mnie skrycie w sercu pełnym plugastwa. Pobyt w takich duszach w czasie Komunii świętokradzkiej jest dla Mnie odnowieniem wszystkich katuszy owej strasznej nocy spędzonej w więzieniu. Daj Mi odpoczynek w swoim sercu, odpłacę ci za to w wieczności.

65

[1936 r.] S. Leonia: W lutym bieżącego roku, w czasie Mszy św., po konsekracji, duszy mojej ukazała się obecność Trójcy Przenajświętszej na ołtarzu. Błagałam każdą z poszczególnych Osób o Komunię św., szczególnie najukochańszego Ojca niebieskiego. I nie zapomnę nigdy tej łaski - oto przez ręce kapłana sam Ojciec niebieski dał mi Jezusa.

Na drugi dzień, po konsekracji, byłam świadkiem tej samej tajemnicy. Głos wewnętrzny, wychodzący z głębi duszy, a równocześnie płynący z ołtarza, odezwał się: Na ołtarzu dokonuje się codziennie tajemnica wiekuistego rodzenia Syna Bożego. Codziennie, w każdej Mszy św. odnawia się Tajemnica Wcielenia Syna Bożego - Jego narodzenia, życia, śmierci, wniebowstąpienia - a tak mało ludzi bierze udział w tych tajemnicach swego odkupienia. Kto rozumie te tajemnice, niech się stara innych pociągnąć do udziału we Mszy św., której wartość jest nieskończona nie tylko ze względu na nieskończoną chwałę, jaką oddaje Bogu, ale i ze względu na korzyść dusz. Gdyby się podwładni dowiedzieli, że ich król otwarł skarbiec niewyczerpany i sam własnoręcznie rozdaje klejnoty, i to w takiej mierze, ile kto unieść potrafi, zapewne nie znalazłby się nikt, kto by nie pospieszył do króla, wiedząc, że koszta podróży opłacą mu się stokrotnie. A czymże są owe skarby królewskie wobec dóbr duchowych jednej, jedynej Mszy św. ? Nikogo Jezus nie odprawi z próżnymi rękoma. Pójdźcie czerpać, ile zechcecie, skarbiec otwarty. Nie chciejcie być nędzarzami, bo skarbiec wystarczy na wszelkie ozdoby królewskie, a [144] dziećmi Króla jesteście. Tajemnice Jezusa są waszymi tajemnicami, ale tylko o tyle, o ile zechcecie dobrowolnie i z miłością z nich korzystać.

72

S. Leonia: W czasie Mszy św. we czwartek ukazał mi się krzyż jaśniejący. U podnóżka krzyża siedział Jezus w postawie nieco pochylonej. W miejscu zetknięcia się obydwu ramion krzyża widniała duża, biała Hostia, w pośrodku której płonął ogień taki, w jakim ukazuje mi się kiedy indziej Ojciec niebieski. Jezus spojrzał na mnie, potem na Hostię, w którą wymierzonych było pięć strzał, tak jak malują spadający grom. Potem Pan Jezus powiedział: Tak krzyżują Mnie obecnie dusze. W dniu dzisiejszym 5 dusz przyjęło Mnie świętokradzko w Komunii św. Z miejsc, w które wymierzone były te strzały, spływała krew Pana Jezusa, który rzekł: Zbieraj Krew, by nie poszła na marne. Ofiaruj ją Ojcu przedwiecznemu za te dusze, by nie poszły na zgubę wieczną.

73

JEZUS: Leonio, kiedy ci pierwszy raz mówiłem o niemowlęctwie duchowym, mówiłem ci, że przez nie najbardziej upodobnisz się do Jezusa w Hostii. W moim niemowlęctwie najbliższym moim aniołem, który czuwał nade Mną, była moja Matka Niepokalana. Ona spełniała nade Mną wolę Bożą. Dziś taką rolę spełnia wobec Mnie kapłan. Jestem zamknięty w tabernakulum, dopóki nie otworzy drzwiczek kapłan, by Mnie podać na pokarm duszom, by Mnie zanieść na sercu swoim do chorego. Pod postacią Hostii spełniam cichą ofiarę za ludzkość całą, za każdą duszę z osobna. Milczę, ale modlę się za wszystkich; ukryty - zaglądam do głębi każdej duszy; na pozór sam bez życia - ożywiam milionowe rzesze cisnące się do Mnie po życie.(…) Zostawcie w swych sercach dużo miejsca dla [161] Jezusa, oddajcie Mu się całkowicie, by w was żył, jak żyje w Hostii. Biały opłatek, ów kawałek chleba, przeistacza się w Jezusa, już z jego istoty nic nie pozostaje prócz przypadłości. Leonio, Ja chcę tak przeistoczyć duszę. Chcę ją całkowicie przeistoczyć w siebie w sposób tajemniczy, jak się dokonuje przemiana chleba i wina w Ciało i Krew najświętszą. Ja chcę żyć w duszach, nie niszcząc ich wrodzonych uzdolnień i zalet, ale podnosząc je do współżycia ze Mną. Ze strony duszy potrzebna jest koniecznie ofiara - wyrzeczenie się siebie.

77

JEZUS: Posłuchaj, chcąc uwielbić Boga przez milczenie pełne zaparcia się siebie, trzeba zachować milczenie wewnętrzne. Na czym ono polega? Na tym, by umartwiać siebie wewnętrznie – opanować swoją fantazję, nie pozwolić jej obcować z wytworami imaginacji, z istotami bajkowymi. Dobre to dla dzieci, ale dusza kochająca Boga, żyjąca prawdą, stykająca się z nadprzyrodzonością, z Bogiem samym w Komunii św., ta dusza winna we wszystkim szukać Jezusa, Jego miłości. Jego chwały. Jezus-niemowlę myślało jednej wielkiej konieczności - o zbawieniu dusz - i tej sprawie poświęcał wszystkie chwile swego życia, wszystkie swoje energie życiowe. [W] każdej chwili czeka na was Jezus.

80

JEZUS: Posłuchaj i zapisz to dla dobra dusz. W żadnym udzielaniu się Boga na zewnątrz, tj. poza nieskończony obręb życia Trójcy Przenajświętszej, nie oddaje się Bóg tak stworzeniu jak w Komunii św. Bóg tak jest zajęty duszą, która się zbliża do ołtarza dla przyjęcia Najświętszej Eucharystii, że zdaje się zapominać o całym wszechświecie, bo ma dokonać największego cudu wszechmocy, miłości i miłosierdzia. Jezus w białej Hostii cichy i milczący - ale równocześnie jak przepastnych dokonywa tajemnic. Ojciec przedwieczny otwiera swoje łono, przyjmuje do swego wnętrza swoje stworzenie i daje mu własnego Syna, Boga równego sobie, wyrażenie swojej istoty. Syn Boga żywego przenika tę duszę, żyje w niej, a dusza w Nim i razem z Nim w Ojcu. Ojciec obejmuje Słowo Odwieczne nieskończoną miłością, a z Nim razem taką samą miłością obejmuje duszę, żyjącą w Jezusie, z Nim zespoloną tak, że tworzą jedno, z zachowaniem odrębności osób. Jezus karmi własnym Ciałem, poi własną Krwią. To przebywanie duszy w Bogu jest aktem tak niepojętym i tak wielkim - choćby dokonał się on tylko raz w życiu - że między Bogiem a duszą zawiązuje się niejako Boskie pokrewieństwo. Do pełnego szczęścia duszy brakuje już tylko jasnego widzenia Boga, którego posiada w swym wnętrzu. Bóg żyje duchowo przez łaskę poświęcającą przez cały dzień w duszy, ale w Komunii św. oddaje się jej więcej, oddaje się jej bardziej wewnętrznie, wlewa się w nią niejako. Dusza staje się najmilszą przyjaciółką Bożą.

Niech dusze dokładają wszelkich starań na [178] przygotowanie się do tej uczty niebiańskiej. Ona powinna być centrum, dookoła którego ma się obracać całe życie duszy. Z niczym Komunia św. porównać się nie da. Jest ona pokarmem, to prawda, ale takim, który duszę wchłania w siebie, by ją przemienić, przeistoczyć w siebie. Dla dusz maleńkich może posłużyć za porównanie karmienie niemowlęcia mlekiem matki, ale i to porównanie jest za słabe, bo któraż matka karmi dziecię własną krwią, gdy je tuli do piersi? Tak dusza przez Komunię św. żyje w Bogu jak dziecię w łonie matki przed przyjściem na świat. Bóg kształtuje duszę w sobie, na swoje podobieństwo, żywi ją sobą, napełnia sobą. Teraz rozumiesz, moje dziecię, dlaczego Bóg tak bardzo kocha dusze, które przyjmują Komunię św. ? Zapytaj się matki, dlaczego kocha swoje niemowlę. Zapytaj się matki, dlaczego ona gotowa [jest] skoczyć w ogień i w wodę dla ratowania swego dziecka; dlaczego poświęca mu bezsenne noce i wszystkie siły swego życia. Bóg napełnia

duszę Boskim życiem.

Dziecino, Ja mam prawo domagać się miłości, a dusza, której - jako nicości - nic się nie należy, przez to zjednoczenie z Bogiem nabiera niejako prawa, by ją Bóg kochał, jak kocha siebie samego - i Bóg to czyni, obejmuje duszą w uścisku swojej miłości. Słyszałaś niegdyś moje słowa: Miłością wieczną umiłowałem cię (Jr 31,3). Posłuchaj dzisiaj silniejszego akcentu - [179] miłością Boską, nieskończoną umiłowałem cię i dlatego oddałem ci się cały. Moje dziecię - Ja każdą duszę, która Mnie darzy miłością, kocham miłością nieskończoną i gdyby tylko dusza pozostała Mi wierna, dałbym jej odczuć tę miłość bez granic.

To, co ci dzisiaj powiedziałem o Komunii św., powiedziałem dla dobra dusz; dla rozbudzenia w ich sercach wiary, że je bardzo kocham, że większych dowodów miłości - Ja Bóg - dać nie mogłem nad Komunię św. Będą dusze, które pomyślą, że daję więcej duszom, które obdarzam łaskami nadzwyczajnymi. Nie, to nie jest więcej. Jedna Komunia św. to więcej niż wszystkie zachwyty, bo w nich nie udziela się Jezus aż w ten sposób, by duszę karmił własnym Ciałem, by ją poił własną Krwią. Nikomu krzywdy nie robię. Niech dusze przychodzą, niech czerpią - krynica otwarta, zdrój dostępny, skarbiec napełniony. A Ja nie tylko brać pozwalam, ale zachęcam - przyjdźcie do Mnie wszyscy po życie, ochłodę, po miłość. Przynieście tylko serca czyste. Ja napełnię, ubogacę, wzmocnię je. Jeżeli nie odczujecie całego ogromu szczęścia, jakim was

napełniam, odnajdziecie je w całości w niebie.

84

[18 IV 1936 r.] (…) S. Leonia: W czasie 40-godzinnego nabożeństwa Pan Jezus ukazał się mojej duszy. Wyglądał, jakby miał rozchyloną klatkę piersiową, choć rozstąpienia kości nie widać było, bo otaczała je przedziwna, niebiańska jasność. Pośrodku - w miejscu, gdzie się znajduje serce - jaśniała Hostia, nieco większa niż taka, jaką ma kapłan w czasie Mszy św. Hostia promieniowała również [188] nieziemskim blaskiem. Jezus zapraszał mnie: Zbliż się, przyjmij Mnie w Komunii św. Ale ja odpowiedziałam: Jezu, ja nie mogę przyjąć Komunii św. w takiej jasności - ja nie mogę. A Pan Jezus powiedział: Rozumiesz Mnie, moje dziecię, dlaczego ukrywam się w Hostii, dlaczego nie odkrywam blasków majestatu swego? Nikt nie ośmieliłby się przyjąć Mnie, a Ja tak bardzo tego pragnę. Wiara wystarczy moim dzieciom, w niebie będzie czas na jasnowidzenie. Wiarę nagrodzę sowicie. Pan Jezus zbliżył się następnie do mnie i podał mi zwyczajną, małą Hostię, dając mi poznać, że w Komunii duchowej przychodzi do mnie jak i w sakramentalnej, bez pomocy kapłana - sam.

86

[Maj 1936 r.] (…) JEZUS: Popatrz - S. Leonia:  i na moment ujrzałam Jezusa w Hostii, tulącego się do mojej duszy - cały się mieszczę w twej duszy, jak cały kryję się w Hostii, a nawet w każdej jej cząsteczce.

(…) Moje dziecię, boisz się przyjąć porównania, które uczyniłem, mówiąc o Komunii św., że dusza przez nią zanurzona jest w Bogu, jak dziecię w łonie matki, i że ta dusza tak żyje przez Boga i Bogiem jak dziecię przez matkę i nią. A jednak Ja tego nie cofnę, co powiedziałem. Wytłumaczę ci tylko różnicę, jaka zachodzi w tym, że Bóg nie udziela się duszy przez rodzenie, ale przez karmienie jej Boską swoją istotą, Boskim życiem, własnym Synem, który jest Bogiem współistotnym Ojcu. Wiele jest tajemnic, [193] których nie rozumiesz, a jednak chcę, byś je przyjęła od twego Jezusa.

87

JEZUS: O, niech usłyszą głos tęsknego mojego wołania, niech przyjdą, niech Mi oddadzą swe serce. W zamian oddam im siebie, a więc coś więcej niż świat cały.Gdyby ludzie mieli więcej wiary, a nade wszystko więcej miłości, nie byłoby człowieka, który by nie pragnął codziennie komunikować - a już w żaden sposób nie przeżyłby niedzieli bez tej Uczty Eucharystycznej. O, jak bardzo pragnę, by wróciły pierwsze czasy chrześcijaństwa, kiedy Komunię św. przyjmowano codziennie. Dajcie Mi więcej dobrze wychowanej młodzieży, a dam wam więcej dobrych kapłanów, którzy odrodzą świat, niosąc Komunię św. i słowo moje na pokarm dusz.

89

JEZUS: Powiesz więc Ojcu: Znalazłam Jezusa -przez Maryję - w tabernakulum, u kratek konfesjonału, w cichych łzach żalu i miłości, znalazłam Go w samotności, w zdłużonej modlitwie, w bliźnich moich, w których widziałam żyjącego Jezusa; znalazłam Go we własnej duszy, dokąd się schronił, gdzie zamieszkał tak, że mogłam powiedzieć: Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus (Ga 2,20).

93

S. Leonia: Ujrzałam przed Komunią św. Serce Boże otwarte, a z rany płynęła obficie [206] Krew najświętsza do mojego serca. Uczułam w sobie siłę, moc zdolną do podjęcia największych trudności po wzmocnieniu mnie tą Krwią najświętszą. Kiedy już byłam przed samymi balaskami, Jezus ukazał się w całym blasku swej piękności. Mój Jezu - powiedziałam - ja się zbliżam do Ciebie, bo wiem, że pragniesz, bym Cię przyjęła do mojej duszy, i wiem, że mi się oddasz w Hostii. Istotnie, zasłonił się Pan Jezus Hostią i mogłam Go przyjąć w Komunii św.

95

JEZUS: Owocem naszego życia wespół ma być pozyskanie dla nieba całego zastępu dusz. Ja, Jezus ukrzyżowany, wyniszczam się całkowicie dla dusz, aż do stania się Chlebem - pokarmem. I ty masz się wyniszczyć całkowicie dla Mnie, a przeze Mnie dla dusz, bo jak ci już powiedziałem, im więcej Mi dasz z siebie, tym więcej będę miał do rozdzielenia pomiędzy [211] dusze.

98

[20 V 1936 r.] (…) JEZUS: Jezus pragnie teraz zstąpienia z nieba, a wstąpienia do dusz, by w nich niebo założyć. Tak, moja droga - moim niebem jest każda dusza w stanie łaski poświęcającej. Ile razy dusza przyjmuje Mnie w Komunii św., tyle razy odnawiam w niej triumf mego wniebowstąpienia. Anio[2l6]łowie spoglądają w zdumieniu, na jakie gody wybiera się ich Król, a On wstępuje do dusz prostych, czystych, do dusz maleńkich i tak je tuli do siebie, tak się nimi cieszy, jak gdyby one stanowiły całe Jego niebo.

106

S. Leonia: Raz, kiedy w czasie Mszy św. modliłam się za kapłanów. Pan Jezus pokazał mi przedziwny widok. Bardzo wielka ilość kapłanów podtrzymywała dużą monstrancję. W pewnej chwili monstrancja sama zaczęła się podnosić w górę, unosząc ze sobą ręce kapłanów. I tak unosiła się trzykrotnie w górę i w bok w kształcie krzyża. Dotąd zajęta byłam tym wianuszkiem kapłanów. Teraz, zaciekawiona, jaką siłą podnosi się ta duża monstrancja, popatrzyłam w górę, a to Pan Jezus, w naturalnej, dużej wielkości, spoglądał przez malutkie okienko, gdzie umieszczają Hostię św. Rękę miał wzniesioną jak do błogosławieństwa, a za każdym wzniesieniem ręki podnosiła się cała monstrancja. Zapragnęłam koniecznie dotknąć tej monstrancji, w której stał Jezus żywy, prawdziwy. I oto naraz wszyscy kapłani odwrócili jedną rękę, jedną tylko podtrzymując monstrancję, a tę drugą podali mnie, ale nie byłam to już ja sama, ale ludzkość cała. Dane mi było zrozumieć, że przez pośrednictwo kapłanów my wszyscy dotykamy najświętszych tajemnic.

(…) W czasie konsekracji, w chwili gdy kapłan wymawiał słowa przeistoczenia, ujrzałam, jak za każdym jego słowem, ale jakoś raz tylko z ust jego wydobył się obłok, pełen niepojętej siły i wnikał w białą Hostię, a równocześnie głos wewnętrzny mówił słowa, których głębi nie rozumiałam: Słowo, które wymawia kapłan, nie jest jego własnością, ale tego obłoku, który z niego wychodzi i wnika w chleb, który przestaje już być chlebem, a staje się słowem wypowiedzianym przez kapłana. Duszę moją napełniło zdumienie, podziw, ale równocześnie świadomość, że gdyby nie wiara w przeistoczenie, nic bym z tego nie rozumiała.

116

[14 VI 1936 r.] (…) S. Leonia: W takim samym usposobieniu przyjęłam na drugi dzień rano Komunię św. Ból duszy i poczucie własnej grzeszności nasunęły mi myśl - a może ja „sąd sobie jem i piję" (1 Kor 11,29). Głos wewnętrzny odezwał się: Tak, jesz sobie sąd przebaczenia, miłości, miłosierdzia, świętości i życia. Sąd wydał Ojciec niebieski, dając ci miano córki swego upodobania, [248] skoro z Jego Synem przez Komunię św. stanowisz jedno. Sąd wydał Jezus, nazywając cię oblubienicą swoją sprawiającą Mu rozkosz przez zjednoczenie z Nim, bo rozkoszą Jego jest z synami ludzkimi przebywać (Prz 8,30-31). Sąd wydał Duch Święty, biorąc na świadectwo Matkę Słowa Wcielonego, był to sąd miłości. Według wyroku tego sądu skazana jesteś na życie miłości i na cierpienie miłości. Słowa te przenikały moją duszę do głębi, czułam się szczęśliwa, a równocześnie cierpiałam. Wiem, że za Jezusa w Hostii oddałabym [w] każdej chwili życie, bo kocham Go ponad wszystko. Zaprzysięgłam Mu raz jeszcze miłość i oddanie się całkowite.

117

JEZUS: Poproś spowiednika, by ci pozwolił trzy dni w tygodniu wstrzymać się całkowicie od przyjmowania posiłku na uwielbienie Trójcy Przenajświętszej - na uproszenie łask potrzebnych kapłanom. Poniedziałek poświęć Ojcu niebieskiemu i błagaj Go, by rodził w duszach kapłanów swego Syna, by ich kształtował [250] na wzór odwiecznego Arcykapłana, by urabiał z nich drugich Chrystusów. We czwartek wstrzymaj się od przyjęcia pokarmów na uwielbienie Jezusa, który w tym dniu zostawił swe Ciało na pokarm dusz. Błagaj Słowo Odwieczne, by kapłani godnie i z największą miłością sprawowali Najświętszą Ofiarę i rozdawali duszom Chleb Aniołów. Na uwielbienie Ducha Świętego poświęć sobotę, by razem z Niepokalaną Jego Oblubienicą Maryją zjednywać dla kapłanów najobfitsze dary Ducha Świętego, Jego światło i pomoc w głoszeniu kazań i kierowaniu duszami. Powiedz spowiednikowi, że moją wolę uzależniam od jego pozwolenia i że nie polecam ci tego w formie nakazu, ale życzenia uzależnionego od jego uznania.

118

JEZUS: Leonio, ile razy dusza czysta [253] przyjmuje Mnie w Komunii św., odtwarzam w niej swe Boskie rysy w ten sposób, że tulę się do tej duszy; w jej czystości i miłości osuszam moją krew, pot i łzy; zostawiam ich ślady w tej duszy.

119

JAHWE: Kiedy przyjmujesz Jezusa, przychodzisz aż tu, do mego łona, a Ja napełniam cię Jezusem, ale w sobie - ucztę Boską w Bogu pożywasz. Bóg cię karmi Bogiem - w tobie Bóg żyje. O, dziecino moja, Trójca Przenajświętsza z taką miłością na ciebie spogląda, gdy się karmisz Boskim Ciałem, jak matka, która z radością patrzy na swoje niemowlę, które sama karmi - i więcej jeszcze. Nie dziw się, gdy budzę w tobie odrazę do pokarmów ziemskich - komu Bóg smakuje, ten w czym innym przyjemności nie znajduje.

121

S. Leonia: Klęczałam wobec wystawionego w monstrancji Najświętszego Sakramentu, lecz zamiast Hostii widziałam płonące słońce. Po jakimś czasie z tego słońca zaczęły wybuchać promienie w takim tempie jak szybkość oddechu ludzkiego. A w każdym promieniu była mała Hostia - w każdej obecny Pan Jezus. Zapytałam Pana Jezusa, jak to się dzieje, że On jest obecny w każdej Hostii. Pan Jezus zamiast odpowiedzieć, sprawił że siebie widziałam wokoło, jakby w tysiącach luster rozstawionych wokoło mnie. Co to się dzieje, żeś wszędzie odbita? - powiedział Pan Jezus. – Bo [260] lustra są rozstawione. Tak i Ja, moja oblubienico, jestem jeden w chwale mego Ojca niebieskiego, w każdej Hostii, w każdej jej cząstce odbijam się cały, jakby w rozstawionych wokoło lustrach, z tą różnicą, że lustra są martwe i ty widzisz w nich tylko swój obraz. Ja natomiast w każdej Hostii jestem żywy, bo jestem Życiem samym, żyję i życiem obdarzam tych, którzy Mnie godnie przyjmują. Dając się na pokarm każdej duszy, nie przestaję jednak być obecny u Ojca - to tajemnica. Każdej sekundy udzielam się duszom. Czym jest oddech dla człowieka, tym dla Mnie udzielanie siebie ukochanym moim.

I znowu z tego słońca wydobywały się, jakby za każdym oddechem, Hostie. Otoczyły to słońce wokoło, jak atmosfera otacza kulę ziemską. Jezus był w każdej cały i zapraszał dusze do przyjęcia Go: Pójdźcie do Mnie - wołał. Pójdźcie po życie. Pójdźcie na ucztę niebiańską. Pójdźcie do Ojca na wieczyste gody. Gdy się zbliżały dusze, by Go przyjąć, wnikał w nie cały. Ale od tej duszy, aż do Ojca - w którego chwale żył Jezus - widniał promień świetlany, jakby przezeń spływało do dusz życie. Nie było go tylko wówczas, gdy Go przyjmowały dusze w grzechu ciężkim – tam była noc ciemna, luka.

125

9 VII [1936 r.] S. Leonia: Czułam się ogołocona ze wszelkiego dobra. Ze smutkiem myślałam - jak ja mogę zbliżyć się do Komunii św.? Głos wewnętrzny szepnął: Komunia św. jest więcej sprawą Trójcy Przenajświętszej niż twoją, zostaw Bogu przygo[12]towanie.

136

5 VIII [1936 r.] (…) S. Leonia: Klęczałam przytłoczona oschłością aż do podniesienia w czasie Mszy św. o godz. ósmej. Po podniesieniu, na ołtarzu, w postawie leżącej, ukazało się wśród miłej i łagodnej jasności Dzieciątko Jezus - maleńkie jak niemowlę. Od ramionek aż poniżej kolan zarzuconą miał Pan Jezus białą pieluszkę, rączki były nieprzykryte, główkę otaczała złocista poświata. Pan Jezus rozłożył rączki, jak to czyni kapłan przy Mszy św., wpatrzony był w górę i szeptał jakieś modlitwy, ale po cichu. [9] Następnie złożył je na krzyż na piersiach i znowu rozłożył, tym razem aż tak szeroko, jakby je kładł do przybicia na krzyżu. Zdawało mi się, że miał przebite rączki, lecz nie jestem pewna. Tuż poza główką Pana Jezusa stała Matka Najświętsza w białej szacie, z rękami złożonymi jak do modlitwy. Z ramion Jej spływał płaszcz niebieski, przetykany złocistymi gwiazdami. Płaszcz ten spływał aż pod korporał, na którym spoczywało Dziecię Jezus.

Skoro ujrzałam Matkę Najświętszą, rzekłam: Patronko i Matko kapłanów, polecam Ci wszystkich kapłanów całego świata, a szczególniej tego, który teraz odprawia Mszę św. To jest mój spowiednik, błogosław mu. Matko. A Maryja rzekła: Dam [10] mu źródło wszelkich błogosławieństw - Jezusa. W tej chwili usłyszałam dzwonek oznajmiający Komunię kapłańską. Zdziwiłam się, co się stało, bo dopiero było podniesienie i nie słyszałam dzwonka na Agnus Dei. Zamierzałam przystąpić do Komunii św. dopiero na ostatniej Mszy św., tymczasem Matka Najświętsza skinęła na mnie i rzekła: Przybliż się - dam ci moją Dziecinę Jezus. O, skąd Go weźmiesz. Matko - odezwałam się - wszak dałaś Dzieciątko kapłanowi. Widzę, jak się tuli do jego duszy. Uśmiechnęła się lekko Matuchna Niepokalana i pokazała mi znowu maleńkiego Jezusa, a kiedy zbliżyłam się do balasek, Maryja podała Dzieciątko kapłanowi. Jezus [11] skrył się w Hostii, którą ja przyjęłam i pełna szczęścia zaniosłam do swojego kącika, by móc Pana Jezusa upieścić i kochać.

138

6 VIII [1936 r.] (…) Jezus mi powiedział: Czasem po Komunii św. zanadto cieszyłaś się Mną - zadowolona, że ci się oddałem, nie pytałaś [21] się o moje sprawy. O swoich nie myślałaś, to dobrze, ale moje powinny cię żywo obchodzić, jeżeli kiedy, to po Komunii św. Módl się odtąd gorąco za Kościół św. - biskupów i kapłanów.

140

S. Leonia: Weszłam do innego kościoła, by wysłuchać jeszcze jednej Mszy św. Tutaj doznałam wstrząsu duszy, jakiego nie przeżyłam jeszcze w życiu. W czasie konsekracji mówił we mnie i jakby przeze mnie, choć nie mówiłam, głos silny i wyraźny: Hic est enim calix sanguinis mei, novi et aeterni testamenti. Mysterium fidei, Qui pro vobis et pro multis effundetur in remissionem peccatorum (Słowa konsekracji wina w języku łacińskim: “To jest bowiem kielich Krwi mojej…”). Pierwszej części konsekracji nie słyszałam, [31] a ta druga wymówiona była z taką siłą, że aż zadrżałam. Zdawało mi się, że przeze mnie przechodzi Boska siła i przemienia wino w Krew Pana Jezusa. Już nie wiem, co się potem stało, bo znowu - już po raz trzeci dzisiaj - ukazała mi się Trójca Przenajświętsza, jakoś bardziej niż poprzednio widzialna - a ja stałam się mała, jak kilkuletnie dziecię. Otrzymałam znak, by zbliżyć się do Trójcy Przenajświętszej. Uczyniłam to z najgłębszą pokorą, ze złożonymi rękami i na klęczkach. Pan Jezus podał mi kielich i rzekł: Daję ci kielich zbawienia. Przycisnęłam go do serca, a zwracając się do Ojca przedwiecznego, rzekłam: Ojcze, przyjmij ten kielich Krwi Jezusowej jako okup [32] za grzechy moje i za grzechy całego świata. Ojciec niebieski ujął kielich i przyłożył do moich warg. Ja jeszcze nie przyjmowałam Komunii św. - To ją przyjmij. I w tej chwili usłyszałam dzwonek wzywający wiernych do Komunii św. Zdziwiłam się, bo jak poprzedniego dnia, nie słyszałam dzwonka na Agnus Dei ani na Komunię kapłańską. Po Komunii św. Pan Jezus przyłożył kielich do mojego serca, nalał do niego Krwi swojej najświętszej, zasklepił miejsce, by nie było rany, a potem położył główkę na moim sercu i zasnął. Poza moim sercem wznosił się krzyż, wokoło krzyża rosły piękne kwiaty. Głowę Dzieciątka Jezus otaczała jasność. W pewnej chwili Pan Jezus zdjął ze swej skroni cierniową koronę, złożył ją na wierzchołku mojego serca, sam [33] zaś jeszcze lepiej przyłożył główkę do mojego serca i zasnął. Nie zaznaczyłam, że w owej chwili, kiedy Ojciec niebieski przyłożył kielich do moich warg, już trzykrotnie napiłam się Krwi Zbawiciela, bo Jezus mówił: Niech pije najmilsza moja, Krew, która daje życie. Czułam, że jest to napój duchowy, jednak powiedziałam Ojcu przedwiecznemu, że jeszcze nie przyjmowałam Komunii św. - i kazał mi Ją przyjąć.

141

S. Leonia: Po południowej adoracji Najświętszego Sakramentu i po odmówieniu Różańca zamierzałam już wyjść z kościoła. Już odeszłam ze swego miejsca i pokłoniłam się raz jeszcze Panu Jezusowi wystawionemu w monstrancji. Tymczasem duszę moją przykuł widok Pana Jezusa w takiej [34] postawie, w jakiej Go dotąd nie widziałam. Był niepojęcie piękny. Oblicze Jego pełne było młodości, szlachetności, a zarazem majestatu królewskiego. Nad głową Jezusa wznosiła się potrójna korona. Pierwsza - lśniąca białością, przetykaną złotem. Środkowa wpadała we fiolet, również złotem przetykany. Trzecia była zabarwiona rubinami, tak samo błyszczała złotem. Suknia Pana Jezusa była biała, lecz widziałam tylko jej rąbek, bo z ramion spływał długi, purpurowy płaszcz, a w ręce miał Jezus palmę złocistą. Mój Jezu - powtarzałam pełna upojenia - więc już nie ma cierniowej korony na Twej skroni? O, jak to dobrze, jak się tym cieszę. Więc już Twoje ręce nie [są] skrępowane łańcuchami, [35] lecz jaśniejące niepojętą pięknością, a z ran Twoich nie płynie już krew, lecz wychodzą pełne chwały blaski. Jak to dobrze, że w ręku Twoim już nie trzcina, dana na pośmiewisko, lecz palma zwycięstwa i chwały. Jezus nic nie mówił, ale słuchał modlitw ludu zebranego w kościele i moich okrzyków radości, że On jest pełen chwały. Trwało to około 20 minut. Potem Jezus zasłonił się tajemnicą Hostii.

144

S. Leonia: Kilka ostatnich godzin tego dnia spędziłam u stóp Pana Jezusa, wystawionego w monstrancji, w ścisłym z Nim zjednoczeniu, w pokoju i miłości. W czasie kazania, w miejscu monstrancji. ukazał mi się pelikan, ale tak niewymownie piękny - dzióbek miał złoty, szyję lśniąco białą. W pewnym momencie zanurzył całą głowę wewnątrz siebie, a gdy ją wyjął, miał w dzióbku białe Hostie.

152

22 VIII [1936 r.] S. Leonia: Cierpiałam duchowo bardzo. Jezus szepnął: Cierpisz nie dla siebie, lecz dla Kościoła, i to nauczającego – dla kapłanów. Przez ciebie użyczę im łask obfitych. Fizycznie odczuwałam ból, a właściwie nie był to ból - zdawało mi się, że mi do serca przyłożył [12] ktoś rozpaloną pieczęć, a jej żar palił jak ogień. To za tych kapłanów, którzy niegodnie noszą w swej duszy charyzmat kapłaństwa, i za tych, którzy nie szerzą miłości Najświętszego Sakramentu, nie płoną miłością sami. Wejdź aż tu, do mojego Serca. Żyj w Nim - kochaj Je za drugich.

W czasie Mszy św. o godzinie ósmej, po konsekracji chleba, Pan Jezus odchylił ranę swego Serca. Wypłynęła zeń obficie Krew najświętsza do kielicha - napełniła go po brzegi. Resztę zatrzymał Jezus w swym Sercu i rzekł: To dla ciebie.

154

28 VIII [1936 r.] S. Leonia: Zaczęłam odmawiać „Wierzę w Boga". Kiedy wymówiłam „wszechmogącego", głos wewnętrzny przerwał mi: Dzieła [21] mojej wszechmocy otaczają cię dookoła we wszechświecie. Wiedz jednali, że daleko więcej uwydatnia się moja wszechmoc w stwarzaniu w duszy cudów łaski. Każde posunięcie duszy na drodze doskonałości, każde pomnożenie w niej miłości jest cudem wszechmocy Bożej. A cudem wszystkich cudów jest tajemnica Eucharystii, tajemnica zjednoczenia duszy z Bogiem przez Sakrament Miłości. Dusza za każdym razem wchodzi głębiej w Boga - Bóg wchodzi głębiej w duszę. Istota ziemska nabiera coraz więcej cech Boskich. Wobec tych dzieł, choć niewidzialnych, lecz istotnych, blednie cały blask piękności [22] rozlanej w przyrodzie. Wobec sił duszy, nabytych w tym zespoleniu z Bogiem, słabnie mocarna potęga gromów. Tych cudów wszechmocy dokonuję ustawicznie w duszy, w miarę jej wierności i zaufania.

157

6 IX [1936 r.] S. Leonia: Przed Komunią św. dusza moja weszła w najściślejszy kontakt z Trójcą Przenajświętszą. [36] Zdawało mi się, że to trwanie w Trójcy Przenajświętszej było tak ścisłym połączeniem z Bogiem jak Komunia sakramentalna. Czułam, że w mej duszy nie ma ani jednej cząstki niezajętej przez Boga. Do Komunii Św. zbliżałam się, nie wychodząc z ukrycia w Trójcy Przenajświętszej. Miłość swoją oświadczałam Panu Jezusowi w słowach: Mój - mój Jedyny i na wieki. Słowa te cisnęły się do Jezusa mimo mej wiedzy. Ja Mu pragnęłam przez to powiedzieć, że kocham Go ponad wszystko, a umiałam tylko tyle powiedzieć. Czułam jednak, że Jezus mnie dobrze rozumie.

159

25 IX [1936 r.] S. Leonia: Aż do Komunii św. klęczałam wobec [48] Jezusa jak głaz - bez myśli i bez uczucia. W pokorze ducha zbliżyłam się do Komunii św., a kiedy już Jezus był u mnie, znowu zalałam się obfitymi łzami. Tęsknota za Bogiem jest jakby siłą żywiołową, która kruszy nawet kamienną opokę serca, które jęczy pod uderzeniami tej siły, lecz równocześnie czuje ukojenie. Niepodobna, by się Jezus nie ulitował i nie zabrał do siebie stęsknionej za Nim duszy.

163

25 X [1936 r.] S. Leonia: W czasie Mszy św., po konsekracji, odsłonił Pan Jezus na moment swoją Boską obecność. Był maleńki jak dziecię, a jednak czułam, że to Król królów i Pan panujących (Ap 19,16). Pan Jezus pobłogosławił ludność w kościele, a potem znikł.

26 X [1936 r.] W czasie nabożeństwa różańcowego Pan Jezus był w Hostii Najświętszej, taki maleńki, a taki [61] ukochany. Kiedy kończyło się nabożeństwo, zbliżyła się do Dzieciątka Jezus Matka Niepokalana, by je zabrać ze sobą do nieba. Pan Jezus odezwał się: Zostaw Mnie, Matko. Pozwól Mi pozostać tu przez całą noc. Tu są kochające Mnie dzieci ludzkie. Dla nich pozostanę w ołtarzu, chociaż Mnie zamkną w maleńkim tabernakulum. Mnie tak dobrze być z synami ludzkimi. Na Taborze chciał niegdyś Piotr, upojony szczęściem, wznieść trzy przybytki (Mt 17,4). Matko, Ja swój Tabor wśród ludzi znajduję. Pragnę również uczynić tu trzy przybytki: Ojcu [62] przedwiecznemu jeden. Tobie, Matko, jeden i mej braci jeden. Pragnę dać ludzkości potrójną szczęśliwość, która w całej pełni ujawni się w wieczności.

174

7 I [1937 r.] S. Leonia: Trzy razy wracałam dzisiaj do stóp Pana Jezusa w Eucharystii. Pan Jezus zdawał się nie zwracać na mnie uwagi, a ja pragnęłam koniecznie zaczerpnąć siły do zniesienia cierpień, jakie spodobało się Jego dobroci zesłać na mnie. Za trzecim razem zostałam dłużej. Kiedy już miałam odchodzić. Pan Jezus w tabernakulum zamknięty odsłonił swoją obecność i podał mi do picia kielich. Zdołałam wyszeptać: Mój Jezu - [49] o, gdyby ten napój pomnożył w mej duszy miłość ku Tobie... Jezus powiedział: Pij - w Krwi mojej jest sama miłość, kto pije Krew moją, miłość pije. Krew ta płynie z Serca, które żyje tylko miłością bo z miłości stało się sercem ludzkim. Boską miłość nieskończoną w ludzkim zamknąłem Sercu, by ją później w Krwi swojej wylać na umiłowanych przed wiekami, by nią poić dusze, z którymi w miłości połączę się na wieki. Jezu - poprosiłam - jeżeli Ty dajesz napój miłości, to pozwól mi jeszcze się napić. Ludzie upijają się alkoholem – ja pragnę się upić miłością, a potem zatonąć w Boskości na wieki. Pij - powiedział Jezus - ale widziałam, że z kielicha nic nie ubywa, że z Serca [50] Zbawiciela spływały coraz to nowe strumienie Napoju Miłości.

192

12 II [1937 r.] (…) JEZUS: Ja sam osobiście żyję w Sakramencie Miłości. O, ileż razy wołam błagalnie, że jestem samotnym więźniem, że pragnę towarzystwa synów ludzkich, w których swą rozkosz znajduję, a ludzie zamykają drzwi swego serca, nie chcą usłyszeć mego głosu. Gdybym wzywał na sąd i karanie, mieliby wymówkę, ale Ja zapraszam na gody, na poufną, przyjacielską rozmo[59]wę, na ucztę miłości, a ludzie Mną gardzą. O, jak bolesna będzie dla nich kiedyś moja skarga: Byłem samotnym więźniem, a nie nawiedziliście Mnie. Byłem głodny, a nie nakarmiliście Mnie.

W Eucharystii zostałem przede wszystkim jako pokarm dusz. Ktokolwiek zbliża się do Mnie, każdego karmię własnym Ciałem, poję swoją Krwią. A sam jestem zgłodniały i spragniony, a nie masz, kto by się ulitował nade Mną. Pokarmem moim [jest] miłość ofiarna. Czemuż Mi jej ludzie odmawiają? Nie skąpcie jałmużny Temu, który dla was stał się rozrzutny, który wam oddaje siebie samego na pokarm i napój, byście nie usłyszeli kiedyś mojego straszliwego biada.

Moja córko, posłuchaj jeszcze jednej skargi, z której kiedyś również [60] sądzić będę świat. Byłem więźniem, a nie wykupiliście Mnie. Więzieniami straszliwymi, do których Mnie dusze wprowadzają, są serca świętokradców. Umiłowane dzieci moje, wykupujcie Mnie z tych więzień, w których szatan panuje. Wykupujcie Mnie z tych więzień, w których cuchnie zgnilizna zmysłowości, w których czają się jadowite węże złości. To więzienia stokroć wstrętniejsze niż to, jakie zniosłem w ostatnią noc spędzoną na ziemi. Wykupujcie Mnie z tych więzień modlitwą i ofiarą, jednając dla biednych, zaślepionych dusz nawrócenie, żal i pokutę. Opłaci się wam ten okup, jaki złożycie. Jestem Synem Bożym. Ojciec niebieski sowicie nagrodzi za każdy trud, za każdą ofiarę podaną w celu [61] zrzucenia kajdan świętokradztwa, które nie pozwalają Jezusowi królować w duszy. Usłyszcie błaganie Jezusa żyjącego osobiście pośród was. Nie czekajcie straszliwej chwili sądu, bo gdy Mną gardzić będziecie, sami na siebie będziecie wydawać wyrok, a nie będzie obrońcy, który by mógł zniweczyć akta spisane przez was samych, wobec wiernego świadka - sumienia. Ja wolę być ojcem i przyjacielem niż sędzią, ale od was zależy, czym będę dla was w godzinę śmierci i w dzień Sądu Ostatecznego.

195

4 IV [1937 r.] (…) JEZUS: Siedliskiem miłości jest moje Serce. Jesteś w mojej miłości, [76] a przez to jesteś w moim Sercu. Czy rozumiesz teraz moje słowa? - Kto pożywa mego Ciała i pije Krew moją, we Mnie mieszka (J 6,56). Jesteś obecna w mojej duszy, która przenika i wypełnia moje ciało; w duszy, która jest najściślej zjednoczona z moim Bóstwem. Jesteś we Mnie. Ja cię czuję w mym wnętrzu. Ja kocham ciebie.

198

10 IV [1937 r.] (…) S. Leonia: Kiedy się tak modliłam, tonąc we łzach, wychodzi kapłan. Dzwonek daje znak, że Pan Jezus czeka na dusze zgłodniałe Chleba Anielskiego. Z miłością dziecka, z pokorą duszy pokutującej, pobiegłam do balasek. Przyjęłam Jezusa wśród bólu duszy, wśród łez miłości, dziękując Mu, że raczył się ulitować, rozpraszając moje obawy, a przede wszystkim dając mi siebie. Najgłębszy spokój duszy przeżywa[91]łam już przez dzień cały.

208

22 IV [1937 r.] (…) Pan Jezus mówił: Żyjąc w twym sercu, odbijam [120] w nim własne moje podobieństwo, zwłaszcza pragnę, by serce twoje było podobne do mego Serca - by było ciche, pokorne, łagodne i pełne miłości Boga i bliźniego. Miłość Ojca niebieskiego najbardziej upodabnia nasze serca do siebie. Ja chcę cię zupełnie we Mnie przemienić i dokonuję tego stale. W co się przemienia przyjęty pokarm? - W ciało, w coś, co do pokarmu nie jest zupełnie podobne. Usunięte zostają tylko części nieużyteczne. Przez każdą Komunię św. Ja tak wchłaniam duszę i przemieniam ją w siebie, w istotę Bożą, coraz bardziej Bożą, aż kiedy zupełnie podda się mojemu działaniu, kiedy już nic dla siebie nie zechce zostawiać, wtedy dopełniam [121] dzieła uświęcenia i zanoszę do Ojca.

209

1 V [1937 r.] S. Leonia: Z błogą radością, bo ze szczęściem obecności Jezusa w sercu moim, zbudziłam się ze snu. [125] Przed Komunią św. Pan Jezus skupił moją duszę, przypomniał mi słowa z dzisiejszej Ewangelii św., że do Ojca niebieskiego inaczej dojść nie można, jak tylko przez Niego (J 14,6), a kiedy Go poprosiłam, by mnie przyprowadził do Ojca, odsłonił mi obecność Trójcy Przenajświętszej wśród mojej duszy. Z zachwytem miłości tuliłam się do Ojca niebieskiego, jakbym po raz pierwszy była u Jego Serca. Cieszyłam się Jego chwałą, świętością, pięknością, a przede wszystkim tą świadomością, że On jest moim i Jego nieskończone doskonałości moją są własnością, przez udział w Jego Boskiej naturze. Mój Ojcze - zapytałam - co mi jeszcze dać możesz ponad to, co obecnie mam w duszy? [126] JAHWE: Zbliż się do Jezusa w Komunii św. - rzekł. W Nim mieszka pełność Bóstwa cieleśnie (Kol 2,9). Przyjmij Go. Ponad Syna mego, którego ci oddaję, już nic nie mam większego, co mógłbym ci jeszcze dać. Syn mój jest wszystkim moim. Ja w Nim jestem, a On we Mnie, a ponad Boga już nic nie ma większego, bo Bóg jest jeden, a On jest wszystkim, wszystko poza Bogiem jest tylko stworzeniem, a więc nicością. Zbliżyłam się do balasek z przekonaniem, że gdyby Bóg nie rozkazał, nigdy nie odważyłabym się na to, by Majestat Boga przyjmować jako pokarm duszy. „W Nim mieszka pełność Bóstwa cieleśnie" - a ja Go mam we [127] własnej duszy. Bóg we mnie, a ja w Bogu. O, niepojęta tajemnico, jak ty upajasz i nasycasz stworzenie nędzne i grzeszne. Tych głębin życia w Bogu i Bogiem nie można opisać. Trzeba je przeżyć, by powiedzieć w końcu, że to tajemnica, która dla duszy w danej chwili jakby przestaje być tajemnicą, staje się życiem nie ziemskim, lecz Bożym.

213

[1] 22 XII 1938 r. S. Leonia: W Szczawnicy świętokradztwo. Zrabowano kościół, podeptano Hostię i komunikanty. Klęczałam u stóp Jezusa z sercem rozdartym bólem. Pragnęłam Go pocieszyć, wynagradzać Mu za straszną zniewagę. Pan Jezus ze smutkiem odezwał się: Córko, wyrządzono Mi zniewagę, a jednak mniej ona Mnie boli niż świętokradzkie przyjmowanie Komunii św. Lepiej Mi było pod stopami tych zbrodniarzy niż w sercu splamionym grzechem ciężkim, do którego przyjmują Mnie grzesznicy. Złodzieje, którzy okradali kościół, wypędzili Mnie ze swoich serc, rzucili pod stopy. Tam przeciwnie, wprowadzają Mnie do serc, w których panuje szatan, zgnilizna, gnój i błoto. I w takiej kałuży zanurzają Mnie te dusze nieszczęsne.

Wśród łez bólu zapytałam Pana Jezusa: Dlaczego, mój Jezu, dopuszczasz do tego? Czyż nie mógłbyś odepchnąć takiej duszy, przeszkodzić jej zbliżeniu się do Ciebie? Stałem się [2] -   odpowiedział mi na to Pan Jezus - Barankiem ofiarnym, cichym i nieotwierającym ust swoich (Iz 53,7). Nikogo nie odpycham, a przyciągnąć do siebie pragnę wszystkich. Daję każdej duszy tyle światła, że wie o tym, gdy się zbliża do Eucharystii, czy jest wolna, czy nie, od grzechu ciężkiego. Oprócz świadomości ma każda [dusza] wolną wolę. Gdybym [ją] gwałtem odpychał, burzyłbym wolną wolę. Ja raczej pytam łagodnie, jak Judasza: Przyjacielu, na coś przyszedł? (Mt 26,50). To głos łaski, słyszą go te dusze. Jeżeli skorzystają z niej, zapomnę o doznanej zniewadze, dopomogę do zwalczenia szatana, który ich ciągnie na zgubę. Jeśli nie skorzystają - dopuszczają zatwardziałość do swych serc, którą ogień potępienia przepali.

Córko, gdy doznam zniewagi jak ta, którą Mi dzisiaj zadano, wynagradzają Mi dusze wierne przez ekspiację. Wiedz jednak, że zbrodnia świętokradzkiej Komunii św. jest częstsza, a tak mało mam dusz, które Mi wynagradzają zniewagi wyrządzone przez judaszów. Córko, bądź moją pocieszycielką.

223

3 II [1939 r.] S. Leonia: Weszłam do kościoła, w czasie gdy za chwilę miała być Komunia św. Ledwie weszłam do ławki, a Pan Jezus ukazał mi się w naturalnej wielkości, i to nie w ołtarzu, lecz przy balaskach. Uderzyło mnie to, że był ubrany w długą, czerwoną suknię przepasaną jakimś sznurem. Dotąd zawsze widywałam Go w białej sukni. Zdziwienie moje było tak wielkie, że się zawahałam, czy to jest Pan Jezus; czy to On w czerwonej sukni. To Ja jestem - rzekł Pan Jezus. Po szacie chcesz Mnie rozpoznać? Spójrz na Mnie. Spojrzałam, a On - pełen dobroci i miłości - pochylał się nad każdym [23] zbliżającym się do balasek i podawał Komunię św., wnikając w każdego. Potem odszedł do ołtarza, stanął po stronie Ewangelii, odwrócił się, wyciągnął ręce i przemówił: Pójdźcie do Mnie, moje dzieci, sam was karmię własnym Ciałem i poję swą Krwią. Przyjdźcie do Mnie, Ja was kocham, jestem waszym przyjacielem, znam wasze troski i współczuję z wami serdecznie jak ojciec. Potem zwrócił się do mnie i rzekł: Wszyscy, którzy obecnie są w kościele, są moimi dziećmi. Wszyscy Mnie kochają. Nie ma wśród nich moich wrogów. Wszyscy są w stanie łaski. Popatrz w piękno tych dusz.

I oto zdumionym oczom ukazał [się] cudownie piękny widok. Najbliżej Pana Jezusa klęczały dzieci w bieli, z liliami w dłoniach; wokoło starsi. A wszyscy [jawili mi się] w jaśniejącej bieli i tyle światła przedziwnego było w nich i wokoło nich, iż mi się zdawało, że aniołowie zstąpili przed balaski. Cieszyłam się przeogromnie. W głębi kościoła, poza mną, było kilka osób, które się przygotowywały do spowiedzi. [24] I one Mnie kochają - mówił [Jezus]. Są to dusze blade, wkrótce wniknie w nie ta sama promienność, jaka przenika i otacza tych, których widziałaś przed chwilą. Czy ci się podobały? Mój Jezu, zawołałam, to chyba niebo. O, jak się cieszę, że Cię otaczają dusze Tobie miłe. Pan Jezus dodał jeszcze: Powiedz o tym twojemu spowiednikowi, to będzie pociechą dla jego kapłańskiego serca.

227

JEZUS: Jestem w tabernakulum. Szukasz Mnie - oto tam znajdziesz Mnie na pewno. Przypomnij sobie, co powiedziałem, żyjąc na ziemi: Oto Ja jestem z wami aż do skończenia świata (Mt 28,20). Dotrzymuję obietnicy. Jestem w Kościele, jako jego głowa; jestem w jego członkach mistycznych, jako pierwiastek ich życia. Ale prócz tamtych rodzajów obecności mojej, jestem istotnie, osobiście, choć w sposób sakramentalny, w Hostii najświętszej. Kto Hostię uwielbia. Mnie uwielbia, kto Jej dotyka rękami, Mnie dotyka, kto Ją przyjmuje, Mnie przyjmuje. Mnie [10] kapłan podaje duszom na pożywienie, Mnie podnosi w Najświętszej Ofierze, Mnie zanosi chorym, Mnie zamyka w tabernakulum, bym mógł do wszystkich przemawiać w sposób duchowy, bym mógł na wszystkich spoglądać, bym mógł od wszystkich osobiście odbierać ofiary do mych stóp przyniesione, a zwłaszcza dar serc, który jest Mi tak miły. Jestem tu, dziecino, lecz ukryty.

Muszę się ukrywać. Byłem maleńki, musiałem uciekać do Egiptu przed złością Heroda. Czy myślisz, że dziś zabrakłoby Herodów, gdybym jawnie wystąpił jak niegdyś? Bolszewia, komunizm, zepsucie moralne, [11] niewiara, obojętność, zapomnienie o Mnie - to są wysłannicy Heroda dzisiejszego, który czyha na Mnie, a że Ja jestem ukryty, czyha na niewinne dusze. Biada współczesnemu Herodowi - Mnie nie dosięgnie, ale sam będzie zniweczony, zhańbiony i odepchnięty ode Mnie [swoją] nienawiścią.

 

-----------------------------------------------

 

Źródło: Uwierzyłam Miłości, Dziennik duchowy i wybór listów – s. Leonia Nastał – WAM, Kraków 2010

 

www.duchprawdy.com