Maryja Pogromicielka szatana

 

o. Piotr Męczyński o.Carm.

 

 

„Dozwól mi Cię wychwalać, Święta Dziewico,
dodaj mi siły do walki z Twoimi wrogami”.

 

Święty Ojciec Maksymilian Kolbe w jednej ze swoich konferencji ascetycznych do braci franciszkańskiej nauczał: Ojcowie Kościoła mówią, że Pan Bóg wystawiając aniołów na próbę odsłonił im człowieczeństwo Jezusa Chrystusa i zapowiedział, że będą się musieli kłaniać Bogu – Człowiekowi. Jeżeli On objawił aniołom człowieczeństwo Pana Jezusa, musiał też odsłonić postać Matki Bożej jako zwykłego stworzenia, które będzie ich Królową. Duchowi czystemu, ale pysznemu, zdawało się to niemożliwe. Zbuntował się i strącony został w przepaść piekielną. Od tego czasu zaczyna się nienawiść szatana ku Niepokalanej. To było okazją, że on stracił niebo. Nie chciał służyć, chciał sam sobie zrobić niebo. Tymczasem zapomniał, że co miał, od Boga było. Szatan jest utwierdzony w swojej złości i dlatego i innych pragnie pozbawić tego szczęścia, które sam utracił. Trzeba ufność w Niepokalanej położyć, nie ufać sobie. Prośmy Matkę Najświętszą, byśmy się coraz bardziej Jej stawali.

Jak mówi święty Ludwik Maria Grignion de Montfort: Maryja, Najświętsza Matka Boża, jest największą nieprzyjaciółką, jaką Bóg przeciwstawił szatanowi. Bóg dał Maryi tak wielką władzę nad nim, że jak często sam zmuszony był wyznać przez usta opętanych, więcej boi się jednego Jej westchnienia za jakąś duszą niż modlitw wszystkich świętych; więcej boi się jednej Jej groźby niż wszelkich innych mąk.

 

Pewien kapłan podczas sprawowania posługi egzorcysty zmusił szatana do wygłoszenia pochwały Maryi. Zapytał go: Dlaczego się tak boisz, kiedy wzywam Dziewicę Maryję? Usłyszał taką odpowiedź za pośrednictwem opętanej: Ponieważ jest to najpokorniejsze stworzenie ze wszystkich, a ja jestem pyszny. Jest najbardziej posłuszna, a ja jestem najbardziej zbuntowany (wobec Boga). Jest najczystsza, a ja jestem najbardziej splugawiony. Jest jedynym stworzeniem, które może mnie zwyciężyć całkowicie, ponieważ nie została nigdy dotknięta nawet najmniejszym cieniem grzechu.

 

Najmilsi bracia i siostry! Na początku po upadku w raju pierwszych rodziców Bóg powiedział do węża: Wprowadzam nieprzyjaźń miedzy ciebie a Niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo Jej. Ona zmiażdży ci głowę, a ty czyhać będziesz na Jej piętę (Rdz 3,15 Wlg). Dlatego święty Piotr Apostoł w mocnych słowach wzywa: Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! (1P 5,8-9).

 

W tej walce duchowej jest z nami Maryja, Matka Pana. Kto więc jest Jej nieprzyjacielem? – pyta święty Maksymilian. To wszystko, co skalane, co nie prowadzi do Boga, co nie jest miłością, to wszystko, co pochodzi od węża piekielnego, czy kłamstwa i on sam, więc wszystkie nasze wady, wszystkie winy. Prośmy Ją, by nam dała moc przeciwko nim. Maryja: oto Ta, której bezwarunkowo potrzebujemy.

 

Dlatego święty Ojciec Pio wzywa nas do modlitwy różańcowej i przypomina: Różaniec jest bronią, dzięki której pokonuje się złego ducha i otrzymuje wszelkie łaski.

Święty Bernard wołał do Maryi: Dał Ci Bóg, o Maryjo, imię, aby na to imię wszelkie klękało kolano: niebieskie, ziemskie i piekielne.

 

Ks. prof. Andrzej Kowalczyk, egzorcysta z Gdańska, wspomina:
Było to jedno z moich pierwszych spotkań z człowiekiem zniewolonym przez ducha złego. Dobrze pamiętam to wydarzenie. Właśnie skończył się kurs ewangelizacyjny, uczestnicy rozjeżdżali się do domu, skończyło się również zebranie ekipy prowadzącej kurs. Prosto z tego zebrania udałem się do kaplicy i tam zastałem dwóch animatorów stojących na środku, jakby na kogoś czekali. Rzeczywiście czekali na pewnego młodego człowieka, który przed chwilą prosił ich o o modlitwę o uwolnienie. Już się nad nim modlili, ale on wyszedł na chwilę, żeby się uspokoić, ponieważ zaczęło nim bardzo rzucać. Postanowiłem i ja dołączyć się do modlitwy. Kiedy chłopak wrócił do kaplicy, spytałem go, czym się to zniewolenie objawia. Odpowiedział, że coś mu przeszkadza się modlić, po prostu coś go w czasie modlitwy zaczyna szarpać.
– Od kiedy? – pytam. – Od kilku dni.
– Czy jesteś świadomy, co mogło spowodować to zniewolenie? Przyznał, że nie wie, dlaczego tak się dzieje.
– Przecież jakaś przyczyna musi być – nalegam. Poznanie przyczyny zniewolenia jest istotne. Jeżeli nie zostanie ona usunięta, modlitwa pomoże tylko na pewien czas, albo w ogóle nie da rezultatu.


Młody człowiek zastanawiał się, ale nie odpowiadał. Postanowiłem, więc pomodlić się o światło dla niego i dla nas. I oto, gdy tylko uczyniłem znak krzyża, jakaś siła zaczęła gwałtownie przekręcać mu głowę w lewo i w prawo. Po chwili upadł i zaczął tarzać się po posadzce kaplicy. Modlitwy się przeciągały. Trzeba było cały czas trzymać go za ręce. Co jakiś czas przytomniał, wtedy można było z nim rozmawiać. Ale kiedy znowu zaczynaliśmy się modlić, konwulsje powracały. Nie mógł słuchać modlitwy Ojcze nasz. Najbardziej jednak działała na niego modlitwy różańcowa. Słysząc Zdrowaś Maryjo, wpadał jakby w szał. Poprzez zaciśnięte zęby powtarzał: – Tylko nie Maryja! Objawy zniewolenia opuściły go dopiero po wyspowiadaniu się i otrzymaniu rozgrzeszenia. Co mnie wtedy uderzyło? Jego lęk przed imieniem Maryi.

 

Drodzy Bracia i Siostry! Umocnieni i zachęceni jesteśmy tym świadectwem zwycięstwa Niepokalanej. I my z ufnością wzywajmy Jej imienia w codziennej modlitwie różańcowej. Idźmy przez życie w Imię Maryi, Pogromicielki szatana.

 

Anatol Kaszczuk, legionista Maryi, wielki apostoł modlitwy różańcowej w Polsce, wspomina:

 

12 grudnia 1952 roku na plebanie w Białym Kościele przyszedł pustelnik z Kalwarii Zebrzydowskiej i poprosił proboszcza o spowiedź generalną. Pustelnik w habicie franciszkańskim był analfabetą. Proboszcz ksiądz Stanisław Proszak polecił mi przygotować go do spowiedzi generalnej. W czasie gdy czytałem mu rachunek sumienia wykrzykiwał nieprawdopodobne rzeczy. Nie pomogły upomnienia, że nie jestem spowiednikiem, tylko „maszyną do czytania”. Wieczorem odmawialiśmy więc wspólnie różaniec o dobrą spowiedź dla niego. Podczas tej modlitwy przeszkadzał nam i w pewnej chwili wrzasnął, że jest diabłem. Ubrany w habit pustelnik okazał się opętany. Dowodów na to, potwierdzonych przez Rytuał Rzymski było bardzo dużo. Następnego dnia rano pojechałem do ordynariusza diecezji księdza biskupa Franciszka Jopa. Po wysłuchaniu sprawozdania i przeczytaniu pisma proboszcza powiedział: „Możecie egzorcyzmować waszego opętanego Różańcem. Różaniec jest wystarczająco mocną bronią przeciwko całemu piekłu, nie tylko przeciw jednemu opętanemu”. Byłem rozczarowany, bo prosiliśmy o pozwolenie na duży egzorcyzm. Okazało się jednak, że wola biskupa była opatrznościowa. Gdy zdałem księdzu Proszakowi relację z wizyty w Kurii, powiedział: „ W ten sposób biskup mógł Różańcowi nadać moc egzorcyzmu”. Rzeczywiście, kiedy zaczęliśmy mówić Różaniec, przekonaliśmy się, że opętany tak samo reaguje na Różaniec, jak na egzorcyzm. Poznaliśmy moc Różańca. Okazało się też, że jeden opętany może mieć legiony diabłów. My, niewolnicy Niepokalanej, nie mogliśmy zostawić tego opętanego biedaka bez pomocy. Wiedzieliśmy, że mamy walczyć aż do zwycięstwa. „Egzorcyzmowanie” Różańcem trwało od 12 grudnia 1952 do końca marca 1953 roku. Dopiero, gdy zaczęliśmy odmawiać Nieustanny Różaniec, zrozumieliśmy wreszcie, że modlitwy różańcowej z rozmyślaniami w formie egzorcyzmu nie możemy przerwać. W końcu marca 1953 roku nadszedł dzień zwycięstwa. Odmawialiśmy Różaniec bez przerwy, po odmówieniu piętnastej tajemnicy zaraz zaczynaliśmy pierwszą, i tak bez przerwy modliliśmy się siedemnaście i pół godziny. Dopiero wtedy pustelnik został uwolniony, płakał i dziękował całą noc. Odbyłem z nim pieszą dziękczynną pielgrzymkę z Białego Kościoła do Częstochowy. Poznałem, że Różaniec jest bronią niezwyciężoną, zwłaszcza Nieustanny Różaniec. Widzieliśmy potęgę i chwałę zawsze zwycięskiej Królowej Różańca Świętego. Dodać należy, że Pan Anatol Kaszczuk (zmarły 4 września 2005 roku) był twórcą pierwszego Jerycha Różańcowego w Polsce (1 – 7 maja 1979 roku na Jasnej Górze), inicjatorem i wielkim propagatorem Nieustannego Różańca Papieskiego.

 

Różaniec to miecz - mawiał Ojciec Pio. Miecz przeciw złu, które chce nad nami zapanować. Trwanie z Maryją przy Jezusie uzbraja mnie do walki z moją słabością, pozwala z nadzieją ruszyć w bój o zachowywanie Ewangelii. Bywa, że czuję się wobec własnej słabości jak Dawid wobec Goliata. Wtedy różańcowe czuwania, mogą się stać moimi płaskimi kamykami, którymi, podobnie jak Dawid, zwyciężę przeciwnika.

 

Podobnie mówi do nas św. Ludwik Maria Grignion de Montfort:
Zdrowaś Maryjo dobrze odmawiane, czyli uważnie, z nabożeństwem i pokorą, jest według świadectwa świętych nieprzyjacielem szatana, którego zmusza do ucieczki, jest młotem, który go miażdży, jest uświęceniem duszy, radością aniołów, śpiewem wybranych, pieśnią Nowego Testamentu, radością Maryi i chwałą Trójcy Przenajświętszej. Zdrowaś Maryjo jest rosą niebieską, która czyni duszę urodzajną; jest czystym i pełnym miłości pocałunkiem, jaki składamy Maryi; jest czerwoną różą, którą Jej ofiarujemy, kosztowną perłą, którą Jej składamy w ofierze; jest czarą ambrozji i boskiego nektaru, który Jej dajemy. Wszystkie te porównania pochodzą z ust świętych. Błagam więc was usilnie, przez miłość, którą ku wam w Jezusie i Maryi w sercu noszę, odmawiajcie codziennie, o ile wam czas pozwoli, cały Różaniec, a w chwili śmierci błogosławić będziecie dzień i godzinę, kiedyście mi uwierzyli.

Pamiętajmy także, by nie lekceważyć noszenia na piersiach poświęconego medalika lub szkaplerza, jako znaku przynależności do Maryi.


Św. Jan Vianney, proboszcz z Ars, miał dar czytania w sumieniach. Pewnego dnia przyszła do spowiedzi młoda światowa panna, by odprawić spowiedź generalną. „Musisz sobie przypomnieć – powiedział po chwili święty – bal, na którym niedawno byłaś. Na tym balu spotkałaś młodego człowieka, nieznanego nikomu, był on bohaterem balu”.

- Tak, mój ojcze – odpowiedziała. – „Pragnęłaś z nim tańczyć, byłaś nawet zazdrosna” – Tak! „Czy nie przypominasz sobie – mówił dalej święty Proboszcz – jak wychodząc z balu, spostrzegłaś dwa ogniste płomienie pod jego stopami i myślałaś, że to złudzenie” – Tak, ojcze, to wszystko prawda. "To nie było złudzenie, powiedział na końcu Święty, to był szatan. Do ciebie się nie zbliżył, bo nosisz na sobie szkaplerz i masz nabożeństwo do Matki Bożej". Młoda panna pod wrażeniem tych słów świętego Proboszcza, czytającego w głębi jej duszy, wzgardziła światem i wstąpiła do klasztoru.

 

O szkaplerzu karmelitańskim Matka Boża powiedziała: Ecce signum salutis – oto znak zbawienia. Ratunek w niebezpieczeństwie. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego (16 lipca 1251 r.).

 

Drodzy bracia i siostry! Dziękujmy Maryi Niepokalanej, która okrywając nas swoim świętym szkaplerzem i wzywając do odmawiania różańca, bierze nas pod swoją macierzyńską opiekę, strzeże w nas godności i wolności dzieci Bożych, odkupionych Najdroższą Krwią Chrystusa, naszego Pana. Wznieśmy nasze oczy i serca ku Maryi, powtarzając śmiało za św. Janem Damasceńskim:


Pokładając ufność w Tobie, Matko Boża, będę zbawiony; pod Twym orędownictwem i opieką nie będę się niczego obawiał; z Twoją pomocą będę zwalczał i zwyciężał moich nieprzyjaciół, gdyż nabożeństwo do Ciebie jest bronią zbawienia, jaką Bóg daje tym, których chce zbawić. Amen.”

 

Źródło: http://adam-czlowiek.blogspot.com/2013/04/maryja-pogromicielka-szatana.html

 

---------------------------------------------

www.duchprawdy.com