"Święty Antoni, słowa ognia, życie światła"


Przeor Tomasz z Gaul, Klasztor Św. Andrzeja, Vercelli, Włochy, 13 czerwca 1231.

Ostatni rozdział ksiązki Madeleine Pecora Nugent, SFO „Święty Antoni, słowa ognia, życie światła”, Wyd. Pauline Books & Media, Boston. Tłumaczenie z j. ang. i wprowadzenie: Magdalena Tuszyńska, Mtuszynska@hotmail.com czerwiec 2007.

 

Wprowadzenie: Św. Antoni z Padwy (1190? – 1231) Doktór Kościoła. Urodzony w Lizbonie, ochrzczony jako Fernando. 16 letni wstąpił do Augustianów, aby już po wyświęceniu jako kapłan wstąpić do Franciszkanów, przyjmując imię Antoniego. Pragnąc zostać męczennikiem udał się do Maroka, ale ciężko zachorował i wracając przez Sycylię udał się do Asyżu. Zasłynął jako kaznodziej i spowiednik, był cudotwórcą nawróceń. Po śmierci w wieku lat 30-kilku, przy jego grobie, w ciągu niecałego roku naliczono 53 udowodnionych uzdrowień. Autorka w/w książki przytacza również „cud kieliszka.” Ktoś, kto nie wierzył w świętość Antoniego, w trakcie uczty, podniósł kieliszek i powiedział: „Uwierzę w niego, jeśli rzucę tym kieliszkiem o kamienną podłogę i on się nie rozbije.” Rzucił. Kieliszek się potoczył, odbił dwa razy i zatrzymał. Nawrócony rycerz był jednym z gorących zwolenników natychmiastowej kanonizacji. I istotnie nastąpiła, w niecały rok po śmierci Św, w Zesłanie Ducha Świętego w 1232.

 

Przeor Tomasz usiadł przy stole w swojej maleńkiej celi, uciskając czoło palcami. Masując skronie w nieudanej próbie skłonienia swojego mózgu do pracy, jego czarna tonsura przechylała się w górę i w dół jak skaczące halo. Tak bardzo starał się skoncentrować na manuskrypcie, który leżał przed nim. Był właśnie w środku pisania rozprawy o Niebie, ale słowa przestały napływać.

 

Kilka tygodni temu Tomasz dostał bólu gardła i pomimo wszelkich możliwych starań wyleczenia się ziołami i oliwą z oliwek, choroba tylko się potęgowała. Gdy przełykał wydawało się, że przepycha skorupkę od orzecha. To nie jest fair, że taka mała cząstka ciała może uczynić całą resztę niezdatną do niczego. Dzisiaj mógłby być zwykłym zakonnikiem w średnim wieku, zamiast, jak to wielu teologów orzekło, być największym żyjącym doktorem teologii na świecie. Być doktorem nic dla niego dzisiaj nie znaczyło, dzisiaj chciałby zobaczyć doktora.

 

Tomasz odchylił się w tył na swoim krześle i zamknął oczy. Myśli po prostu nie przychodziły. Zamiast myśleć o Niebie zaczął myśleć o Bracie Antonim. Ból wydawał się nie przeszkadzać Antoniemu. Tomasz wiedział, że Antoni leży chory w Padwie, ale pod nakazem posłuszeństwa musiał pisać kazania i robił to. Pisał na drzewie, tylko tam. Może, jeśliby Tomasz wdrapał się na drzewo, to powiew oczyściłby jego mózg i zacząłby lepiej pisać. Potrząsnął głową. Nie, to jak się czuje dzisiaj, spowodowałoby na pewno, że spadłby z drzewa.

 

Gdyby tylko miał ten szybki umysł jak Brat Antoni. Gdy Antoni zaczął swoją misję nauczania, Franciszek posłał go do Vercelli, do Braci Mniejszych w zakonie niedaleko kościoła Św. Mateusza. Antoni miał nauczać w Vercelli i w Mediolanie i prowadzić rozmowy z przeorem Tomaszem, ażeby być pewnym, że jego teologia jest prawidłowa.

 

Tomasz westchnął. Prawidłowa? Teologia Antoniego była tak prawidłowa, tak głęboka i tak szeroka, że była natchnieniem dla Tomasza. Dwaj mężczyźni przesiedzieli wiele nocy, dyskutując na każdy możliwy temat. Po wysłuchaniu kilku kazań Antoniego i po spędzeniu wielu godzin na dyskusji z nim, Tomasz nalegał, ażeby Antoni przejął nauczanie kilku klas teologii, prowadzonych dotąd przez niego, tutaj w klasztorze Św. Andrzeja.

 

W tym samym czasie, Tomasz często i bardzo gorąco dyskutował z Antonim na temat swojego największego problemu, a mianowicie, ażeby Kościół położył nacisk na osobistą spowiedź wobec kapłana, tak jak to papież Innocenty III nakazał w 1213. Niestety, nie każdy katolik postępował zgodnie z nakazem papieża, który kładł nacisk na to, ażeby spowiadać się raz na rok. Wielu źle pojęło zalecenia i stale wierzyli, że zasady i zakłopotanie wynikające z publicznej spowiedzi były jedynym rodzajem żalu za grzechy akceptowanym przez Boga. Wielu wiernych czekało aż do momentu śmierci, żeby odbyć spowiedź. Inni wierzyli, ze prawdziwy żal za grzechy może być wystarczającym bez otrzymania odpuszczenia grzechów przez kapłana. Nic nie wskazywało bardziej na błędne zrozumienie niż alarmujący fakt, że Kościół miał niedostateczną ilość wyświęconych kapłanów, którzy sami mieli problemy moralne. Nic dziwnego, ze proces nawracania szedł powoli, jeśli w ogóle postępował. Wierni powinni być zachęcani do chodzenia do spowiedzi i natychmiast powrócić do Boga. Tomasz przekonywał. że każdy kapłan powinien opowiadać się za tym powrotem, a jeśli sam jest w grzechu, to ma żałować za niego żałować. Antoni podtrzymywał go w całej rozciągłości.

 

Tomasz wysłał Antoniego z powrotem do Franciszka ze słowami, „Wielu ludzi starało się zgłębić tajemnicę Trójcy Przenajświętszej, tak jak i to czynił Antoni, co znalazłem podczas przyjacielskich rozmów, jakie z nim przeprowadziłem. Posiadając niewielką wiedzę o tej głębokiej nauce, Antoni niesłychanie szybko zdobył poznanie mistycznej teologii, że jest jak zarzewie mistycznego ognia i ludziom wydaje się być wydźwigiwany przez boże poznanie.”

 

Tomasz widywał Antoniego nie często, tylko wtedy, gdy Antoni przybywał do Vercelli, aby nauczać. Gdy Antoni przybył do Vercelli w 1229 w drodze do Vareze, żeby zbudować tam zakon, Tomasz zauważył niezdrową zmianę w sylwetce zakonnika i jego widoczne osłabienie. Ale Antoni nic nie wspomniał o swoich dolegliwościach i obydwaj zagłębili się w dyskusjach teologicznych tak jak wiele razy przedtem. Tomasz słyszał, że Antoni pobłogosławił źródło w Vareze, którego wody miały lecznicze działanie. Tomasz nigdy nie próbował tej wody, ale dzisiaj czuł się kuszony. Ale przecież, wody te nie pomogły samemu Antoniemu. Tomasz, i cała Lombardia wiedzieli, że Antoni leży bardzo ciężko chory w Padwie. Ale też Antoni stale jeszcze pisał swoje kazania. Antoni pisałby o niebie nawet gdyby jego gardło było rozpalone ogniem piekielnym.

 

Niebo, Niebo. Tomasz potarł skronie. „Panie, czy nie mógłbyś dać mi trochę tego poznania, jakie dajesz Bratu Antoniemu?”

 

Stuk, stuk. Ktoś zapukał do drzwi. „Proszę wejść”. Słowa z trudem przeszły przez gardło Tomasza.

Drzwi się otworzyły. Brat Antoni. Zanim Tomasz mógł się przebić przez radosne pozdrowienia, Antoni powiedział, „Widzisz Ojcze Przeorze. Zostawiłem osła koło bram Padwy i spieszę się do mojej ojczyzny.” Antoni wyglądał normalnie, nie był opuchnięty, postawy wyprostowanej, dokładnie taki, jaki był podczas swojej pierwszej wizyty u Tomasza.

 

„Wróciłeś do zdrowia!” Tomasz starał się wyksztusić słowa.

Antoni uśmiechając się pochylił się nad stołem, „A ty nie” powiedział, łagodnie dotykając gardła Tomasza.

„Czy nie mógłbyś zostać na dłużej, zanim powrócisz do Lizbony?” Spytał Tomasz.

Antoni wyprostował się, pokręcił głową i skierował się do drzwi. „Nie, Ojcze Przeorze. Idę do domu.” I wyszedł, pozostawiając drzwi uchylone.

 

Tomasz wybiegł zza stołu. Manuskrypt może chwilę poczekać a on odprowadzi Antoniego do bram klasztoru.

Na korytarzu nie było nikogo z wyjątkiem zakonnika czytającego brewiarz. Jak Antoni mógł przejść tak szybko przez taki długi korytarz? „Gdzie poszedł Ojciec Antoni?” Spytał Tomasz. „Nie widziałem go” odpowiedział zakonnik.

Tomasz zdecydował, że pójdzie w kierunku dziedzińca. Siedziała tam grupa zakonników na ławce. „Czy Antoni przechodził tędy?” „Nie”.

 

Zdziwiony Tomasz zaczął metodycznie przeszukiwać cały klasztor, pytając każdego, kogo napotkał, czy przechodził tędy Antoni. Nikt nie widział księdza Antoniego. W końcu podszedł do bramy, zapytał zakonnika spełniającego funkcję portiera, ”Czy wpuszczałeś księdza Antoniego, przychodzącego do Mnie z wizytą?” „Nikogo nie wpuszczałem, i nikt nikogo nie chciał odwiedzać.”

 

Tomasz zaczerpnął głęboki oddech. Spojrzał w dół ulicy. Naturalnie, że Antoni nie poszedł tędy. Tomasz spojrzał w górę. Niebo!

 

Nagle już wiedział. Antoni zostawił osła - określenie zakonników dla swojego ciała - w Padwie. Szedł do domu, do Nieba. Zaskoczenie, radość i żal. Gdy Tomasz starał się pohamować wybuch płaczu ze zdziwieniem zdał sobie sprawę, że ten płomień w jego gardle już przestał się palić.


www.duchprawdy.com

Valid HTML 4.01 Transitional Poprawny CSS!