Ofiara

 

Fragmenty objawienia Jezusa i Maryi (1934-1939r) - S.B siostra Leonia Nastał

 

Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej

 

 

JEZUS: Przyjmuję każdą, choćby najmniejszą, ofiarę złożoną z miłości i przechowuję ją w swoim Sercu, by móc za nią wiekuiście płacić. Każda ofiara jest kapitałem, który do Mnie całkowicie należy, a jego procentem nagradzać będę dusze wiecznie. Przez ofiarę dusza czyni dłużnikiem samego Boga. Czyż cię to nie napełnia radością?

 

5

Czułam się bezradna na myśl o tym, co inni czynią dla bliźnich, by im dopomóc, a ja nie mam do tego sposobności. Jezus mnie pocieszał: Oddałaś się za grzeszników na ofiarę... Cicha ofiara ma nieraz większe znaczenie wobec Boga niż rozgłośne, wielkie czyny, jeżeli nie są przepojone miłością Bożą. Jeden drobny akt zaparcia się siebie, uczyniony z miłości, więcej wart niż wylewanie się na zewnątrz, pozornie dla dobra bliźnich, w istocie - dla rozgłosu. Przyjmuję trudy i takich prac, bo w nich nie ma zamiarów wprost grzesznych, ale te dusze szkodzą sobie same. Postępują one z dobrami, jakie z prac apostolskich mogłyby osiągnąć, jak ci, co nie znając wartości banknotów, wymieniają je za bezcen.

6

Błagałam Boga, by mnie raczył przyjąć do nieba, gdzie mogłabym kochać Go już bez przerwy. A cierpienie? - szepnął głos. Zamilkłam zawstydzona, a otrzymawszy pozwolenie spowiednika, zaczęłam błagać Pana Jezusa, by mi udzielił łaski cierpienia. Ufam Miłości.

Oświadczałam Panu Jezusowi, że kocham Go ponad wszystko, a On z dobrocią odezwał się: Kochasz jeszcze siebie, nie umartwiasz się we wszystkim, jak tego żądam. Zaczęłam się usprawiedliwiać. Jezu, widzisz, jak słaba jestem, bądź moją mocą. Ja dopiero zaczynam życie ofiary, zresztą boję się odpowiedzialności za swoje zdrowie. - Jeżeli Ja żądam umartwienia, przed kim boisz się odpowiedzialności? Ja jestem Życiem, twoje życie też do Mnie należy. Ja nie zabijam, ale ożywiam. O, gdyby dusze znały cenę umartwienia, gdyby wiedziały, jaka [jest] ich cena, toby się ubijały o nie daleko więcej niż bogacz dobija się o zdobycie majątku. Małoduszność w poszukiwaniu umartwień jest tą zasłoną, którą boją sią podnieść dusze z obawy, by nie przyjrzeć sią z bliska własnej słabości dziecięcej. Nie chodzi Mi o umartwienia nadzwyczajne, do tych daję osobne powołanie komu chcę. Od wszystkich jednak dusz wymagam zaparcia się siebie w tym, co sprawia przyjemność, dozwoloną wprawdzie, ale z której można by złożyć ofiarę. To taka drobnostka. Żebrakowi czasem daje się na ofiarę tylko grosz, a Mnie i tego odmawiają dusze, niestety - nieraz dusze przeze Mnie ubogacane.

7

Przez szereg dni Pan Jezus milczał. Oschłość bardzo boleśnie odczuwana towarzyszyła mi ustawicznie. Za to, więcej niż kiedykolwiek indziej, czułam się złączona z moją Matką Niepokalaną. Matka Najświętsza nauczyła mnie dziękować Panu Jezusowi za oschłości, cieszyć się Jego szczęściem bez względu na to, że się nie przeżywa tego uczuciowo.

9

Ile Mi się oddasz, tyle Ja oddam się tobie. Oddasz Mi się całkowicie, Ja oddam się całkowicie tobie. Stań się maleńką, by jak niegdyś Dziecię Jezus, tak teraz ciebie mogła wziąć na swe ręce moja Matka Niepokalana, by cię zaofiarować Trójcy Przenajświętszej. Ofiara złożona przez ręce Maryi jest najmilsza Bogu.

10

Jesteś moim kwiatem, chętnie kryję się w jego kielichu, by pić miłość tak starannie dla Mnie przechowywaną. Na mocy twego oddania się memu Bożemu Sercu na ofiarę możesz zbawiać dusze

każdym, nawet najmniejszym, aktem zaparcia się siebie. Korzystaj z tego przywileju, ratuj dusze, które gubią same siebie.

13

Twoje siostry zakonne sprawiły Mi dużo radości. Niektórym z nich chciałbym udzielać łask nadzwyczajnych, ale Mi krępują ręce przez swoją małoduszność. Rozszerzcie swoje serca przez ufność, bym je mógł napełniać łaskami. Czemuż s. R. lęka się ofiary? Powiedz jej, że Ja żądam od niej ofiary. Powiedz jej o stowarzyszeniu „Dusz-Ofiar'' - ale nie nalegaj, niech wybiera do woli.

20

Ogołacaj się coraz bardziej ze wszystkiego przez umartwienie zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Korzystaj z pozwolenia na umartwienia drobne. Jeżeli otrzymasz pozwolenie na większe umartwienia, dodam ci siły do utrzymania zdrowia. (…) Ty masz być Mojżeszem, przechylającym szalę zwycięstwa na stronę Izraela (Wj 17,11). Ty swoją modlitwą i ofiarą masz słać posiłki walczącym.

22

Pokora i umartwienie to są dwa skrzydła, którymi dusza odbija się od ziemi, by wznieść się na szczyty świętości. Rozwiń te skrzydła, moja gołąbko, by wzlatać i odpoczywać. Odpoczywaj na nizinach pokory, wzlatuj przez umartwienie na szczyty bohaterstwa. Odpoczywaj w przepaści twej nadzy, wzlatuj na szczyt Golgoty. Odpoczywaj w swojej małości, wznoś się w ramionach Jezusa rozpiętego na krzyżu. Odpoczywaj w swojej bezsilności, wznoś się przez umartwienie aż przed tron Boga, jak dym kadzielny. Ziarna kadzidła rzuca się najpierw na ogień, który je niszczy, zamienia na inne wprost ciało, ale właśnie to zniszczenie sprawia, że rozchodzi się woń, której nie wydadzą ziarna niewrzucone na ogień. To sprawia w duszy pokornej umartwienie podejmowane z miłości ku Bogu.

Czy ci się podoba świętość, w której dusza jest całkiem ukryta, a Jezus przez nią objawiony? - Tak, mój Jezu, ja takiej tylko świętości pragnę dla siebie. Ja również taką świętość wybrałem dla ciebie. Ja będę przez ciebie pracować na zewnątrz, a ty kryj się coraz więcej. Ja będę przez ciebie pociągać dusze i serca tych, z którymi obcujesz, a ty trwaj ustawicznie przy moim Sercu, by je uwielbiać, wynagradzać mu i pocieszać za zniewagi i zapomnienia.

(…) Każde zgromadzenie zakonne jest moją rodziną. Kocham wszystkich członków tej rodziny, ale szczególnie drogie są dla Mnie dusze ofiarne. Są to beniaminki mojego Serca. One są największym skarbem zgromadzenia, bo swoim poświęceniem zjednują łaski dla całej swojej rodziny duchowej. Są to zazwyczaj dusze pokorne, za nic miane. Bóg jednak patrzy na nie z miłością i rozkosz swą w nich znajduje.

23

Dusza zakonna powinna szukać umartwienia we wszystkim, a zwłaszcza w tym, co przyjemność sprawia. Przyjmuję każdą, choćby najmniejszą, ofiarę złożoną z miłości i przechowuję ją w swoim Sercu, by móc za nią wiekuiście płacić. Każda ofiara jest kapitałem, który do Mnie całkowicie należy, a jego procentem nagradzać będę dusze wiecznie. Przez ofiarę dusza czyni dłużnikiem samego Boga. Czyż cię to nie napełnia radością?

24

Boli Mnie oziębłość wielu dusz zakonnych i chwiejność tych, którzy Mi są wierni tylko tak długo, póki im zsyłam pociechy, a potem oddają się przyjemnościom, co prawda dozwolonym, ale z których można by złożyć ofiarę. Kto chce być święty, musi się wyrzec wszelkiej ofiary składanej takiemu bóstwu, za jakie chce uchodzić nieujarzmione ja i nieopanowana zmysłowość. W miejsce tych ofiar trzeba składać Bogu ofiarę czystą i szlachetną. Święci byli poszukiwaczami ofiar, a najbardziej genialnymi byli ci, co szukali ofiar ukrytych, niedostrzeżonych przez nikogo. Niektórym duszom sam wskazuję taką kopalnię ukrytych ofiar, a są nimi cierpienia wewnętrzne.

27

Przyjmuję twoje cierpienia wewnętrzne jako ekspiację za dusze, które szukają niedozwolonych rozkoszy. Będziesz cierpieć, jak ci to zapowiedziałem, przez cały czas karnawału. Skoro przejdziesz drogę ciernistą, którą ci wyznaczyłem, odpoczniesz w moim Sercu, pokrzepię cię nowym strumieniem pociech, a potem pogrążę cię znowu w oschłym cierpieniu, ale będzie to cierpienie obmyślane i dane przez Miłość. Nie lękaj się. Ja będę z tobą.

Raz, kiedy wśród tych oschłości próbowałam zanurzyć swoją duszę w Bogu, odezwał się głos wewnętrzny: Daremne twoje usiłowania. Chcę, byś teraz cierpiała bez promyka pociechy, bez najmniejszej ulgi. Twoje serce zdaje się być spragnione jak ziemia bez wody, jak więdnący kwiat bez rosy. To jest cierpienie, ale wiedz, że dusza, która chce żyć bez Jezusa, jest taką wyschniętą ziemią, jest kwiatem bez życia. Cóż, że takiej duszy przyświeca - niby słońce - chwata i oklaski świata? Niestety, odurzona tym żarem, przyspieszy swój uwiąd, a ci sami, którzy dziś jeszcze darzą ją uśmiechem, jutro zechcą deptać ten kwiat uwiędły jako badyl, pozbawiony krasy i woni. O, Ja nie chcę, by ten kwiat był zdeptany. Ja mam moc ożywić nawet to, co umarło. Moja Krew najświętsza posiada żywotne siły. Przesiąknęła nią rola Kościoła katolickiego; stała się żyzna, stała się zdolna umarłym nieść życie. Trzeba, by dusze ofiarne przyjęły dobrowolnie na siebie cierpienie, które niby prasa ściśnie je bólem, ale ten ból rodzić będzie życie w duszach zwiędłych i bezsilnych.

Jeżeli na nic zdobyć się nie możesz, powtarzaj Ojcu niebieskiemu: Z Panem Jezusem uwielbiam Cię, Ojcze; z Panem Jezusem kocham; z Panem Jezusem dziękuję Ci za odebrane łaski; z Panem Jezusem żyję dla Twojej chwały. Możesz tak mówić dlatego, że istotnie żyję w twej duszy, choć tego nie odczuwasz, a wiedz, że nie jestem tam bezczynny. Żyję cały dla Ojca, ale w twojej duszy żyję dla Niego wespół z tobą. Każdy akt twego życia ode Mnie bierze swój początek. Jestem początkiem wszystkiego. Ja sam współdziałam z tobą - twój Jezus, którego tak bardzo kochasz.

Pragnę, pragnę, pragnę, czy Mi odmówisz czego? Koniec karnawału, ludzie zapominają o Mnie, jeżeli zapukam w tej porze do ich serc, nawet nie zapytają kto to. Nie pytają dlatego, bo się domyślają, że to Jezus, a oni dziś Jezusem zajmować się nie chcą, mają tańce, pijatykę, wesołe towarzystwo. Jezus w takich chwilach jest dla nich natrętem. Po cóż puka? - przecież nie mam czasu z Nim rozmawiać; czego żąda? - przecież Mu nie dam tego, co przeznaczone dla mojej wygody, dla moich zachcianek. Niech poczeka, aż siebie upoję, dam Mu ostatnie kropelki, których już nie wychylę. Byłem świadkiem takich myśli, nawet u dusz mej służbie oddanych. Wiesz, moja Leonio, co zrobię? Wrócę i będę prosił o obiecane ostatnie krople. Może w tej chwili, gdy te dusze podawać Mi będą bezwartościową kroplę napoju, zobaczą me wargi spalone, moją twarz wybladłą i oczy zalane łzami, może jeszcze dosłyszą, w przedśmiertelnej agonii swych dusz, jęk mego bólu, może sią ockną, będą żałować... Wszystko zapomną, przytulę do serca, uszczęśliwiony, że się znalazło to, co było zginęło[Łk 15,6]. Przyszedłem do ciebie dlatego, bo Mi tam czekać kazano, a Ja w tej chwili jestem spragniony. Czy Mi odmówisz czego? Ze łzami w oczach zapytałam: Czego chcesz, Jezu? Czego mam Ci nie odmówić? - Dokuczaj sobie na wszelki możliwy sposób, by Mi sprawić przyjemność. Szukaj umartwienia we wszystkim, jeżeli potrafisz to uczynić bez zwrócenia na siebie uwagi.

W czasie karnawału słyszałam niekiedy głos Jezusa, ale nie sprawiało mi to zmiany w wewnętrznych oschłościach i opuszczeniu ducha. Cierpiałam, bo zresztą i Jezus przychodził najczęściej ze słowami skargi. Wreszcie, w Środę Popielcową [6 III 1935 r.], kiedy właściwie rozpoczyna się czas pokuty, Jezus napełnił moją duszę radością i rzekł: Ciesz się moją obecnością. Cierpiałaś, gdy świat się weselił. Ciesz się teraz, gdy świat dusz cierpi pod brzemieniem wyrzutów sumienia. Daję ci te radości nie dla samych tylko pociech, ale dlatego także, by cię przekonać, że Ja przemawiam do ciebie. Ja zapowiedziałem ci cierpienia. Ja oznaczyłem czas tych cierpień. Ja przychodzę teraz z pociechą, jakiej świat dać nie może. Odpocznij w moim Sercu, by nabrać siły do znoszenia cierpień, jakie cię jeszcze czekają.

28

Im większe radości zlewa Pan do duszy, tym większy jest później ból, gdy się ukryje. Czasem dochodzi do takiego napięcia, że mimo woli dusza wspomina męki piekielne i błaga, nawet nieświadomie, choć o odrobinę spadającą ze stołu Pana [Mt 15,27] choć o kroplę ochłody. Raz wśród takich cierpień zapytał Pan Jezus, jak niegdyś Piotra po zmartwychwstaniu: Leonio, czy ty Mnie miłujesz?[J 21,16] Jak On - odpowiedziałam: Panie, Ty wiesz, że Cię miłuję. Pan Jezus znowu zagadnął: Czy miłujesz Mnie więcej niż pociechy wewnętrzne? Jak echo powtórzyłam za św. Piotrem: Panie, Ty wszystko wiesz. Ty wiesz, że Cię miłuję. Jeżeli Mnie miłujesz - ciągnął Jezus - przyjmij z miłością cierpienia wewnętrzne. Ale niech o tych cierpieniach nikt nie wie, prócz spowiednika. Są to tajemnice królewskie, których zdradzać nie należy. Drogocennych klejnotów nie wystawia się na jaw, bo złodzieje mogliby je wykraść.

Najboleśniejsze dla mnie było to, że w czasie postu nie mogłam, wskutek oschłości i niemożności głębokiego ukrycia się w Panu Jezusie, rozmyślać o Jego męce bolesnej. Klęczałam przed Panem Jezusem jak istota pozbawiona życia, którego jedyną oznaką jest oddech. Moim oddechem był najgłębszy, niczym niezmącony spokój duszy, który mi był, wśród nocy doświadczeń wewnętrznych, harmonią śpiewającą tęskne melodie za jedynym przedmiotem mego ukochania. Raz Pan Jezus, który wiedział, co mi było najboleśniejsze, odezwał się ze słodyczą: Chciałabyś przez kontemplację zanurzyć się w moim bólu, by ze Mną współczuć. Wiedz, że daleko większą wyświadczam ci łaskę, pozwalając ci wespół ze Mną cierpieć. Dusza, która ze Mną współczuje, jest moją pociechą, ale dusza, która wespół ze Mną cierpi, staje się niejako drugim Chrystusem, bo przez cierpienie najwięcej upodabnia się do Niego, a raczej Chrystus upodabnia ją do siebie, wyciskając w duszy rysy najbardziej upodabniające ją do Jezusa ukrzyżowanego, do Jezusa Zbawcy. Cierpienia wewnętrzne są szkołą rzeźbiarską, gdzie Arcymistrz rzeźbi dowolne rysy. Są zarazem szkołą zdobniczą, gdzie dusza najpiękniejszych nabywa ozdób. Przez cierpienia wewnętrzne Jezus tak postępuje z duszą jak młyńskie kamienie z ziarnem pszenicznym. Odrzuca plewy, miażdży wszystko, a samą czystość zabiera dla siebie, by w niej zamieszkać jak w Chlebie Eucharystycznym. Jeżeli Mi pozwolisz - dodał Jezus – wyniszczyć cię cierpieniem, tak postąpię z tobą.

Czy chcesz, cierpiąc sama, sprawiać radość Sercu twojego Jezusa? Jeżeli tak, to przychodź przed moje oblicze zawsze w szacie pokory. Małżonka na świecie wyrzeka się nieraz swojego gustu, by się tylko przypodobać temu, którego miłuje. Tak powinna czynić i moja oblubienica. Szczęśliwa, jeżeli wie, że tym strojem jest pokora Jeszcze szczęśliwsza, jeżeli pokorze pozwoli przeniknąć całą swoją duszę, ale najszczęśliwsza - gdy dla miłości mojej umiłuje wzgardę samej siebie. Ciesz się, ilekroć dam ci odczuć własną twoją bezsilność i niegodność, bo radość stąd płynąca jest wonią pokory, która zachwyca moje Serce.

29

Powiedziałem ci, że przeżyłem ból miłości odnośnie do każdej duszy. Pomyśl, jak cierpiałem na widok dusz, dążących na zatracenie. One ani tu na ziemi, ani w wieczności nie odpłacą Mi bólu miłości, a Ja tak tego pragnę. Liczę na moje wybranki, one Mi niczego nie odmówią, one się ofiarują za tych, którzy Mnie nie kochają. Czy chcesz, moja droga, należeć do ich liczby? Ja cię wybrałem, chodzi tylko o wielkoduszność z twej strony – wielkoduszność w drobnych rzeczach, powoli pójdziemy do większych i trudniejszych. Zwróciłaś uwagą na słowo „pójdziemy” Użyłem go dlatego, że będzie to już współżycie z sobą. Jezus i Leonia będą podejmowali dla chwały Ojca ciche, ukryte przed wzrokiem niepowołanych, coraz to większe ofiary, poniosą krzyż na Golgotą, by tam dokonać ostatecznej ofiary. Ja dokonałem jej już raz na krzyżu, ale z tobą i przez ciebie dokonam jej ponownie - mistycznie. Żadna dusza nie przeszłaby swojej kalwarii, skróconej oczywiście i złagodzonej, gdyby wespół z nią i w niej nie dokonywał jej Jezus ukryty w niej i w krzyżu danym do niesienia. „Dusza-Ofiara" powinna się wysilać, by coraz to nowe dowody miłości przynosić Mi w dani.

30

Czy wiesz, dlaczego zasłoniłem przed tobą na czas Wielkiego Postu tajemnice mej męki? Bo to była droga, którą dla ciebie wybrałem. Cierpieniem twoim była niemożność ukrywania sią w moich cierpieniach. Trzymałem cię w ścisłym zjednoczeniu z sobą, lekkie tylko zadając ci rany cierpień duchowych i moralnych. Żebyś jednak nie była całkiem odsunięta od towarzystwa w mej męce, patrz, ile cierpiałem dla ciebie. I oto przed oczyma duszy zaczęły się przesuwać wyraźnie, jakby w rzeczywistości na Kalwarii, obrazy męki Chrystusa. Spod cierni Jezusa zaczęła się sączyć żywa, czerwona krew, zalewając twarz najświętszą, oczy, usta. Z rąk najświętszych zaczęła tryskać krew najświętsza, jak w chwili przybijania do krzyża. Był moment, w którym zdawało mi się, że każda kropla krwi staje się łagodnym płomieniem. Ożywiło mnie wtenczas gorące pragnienie - dać się pochłonąć temu ogniowi i sprowadzić do stóp Jezusa świat cały, by wszyscy ludzie poddali się tym płomieniom miłości.

Moje dziecię, proś Ojca przedwiecznego, by te płomienie zajęły jak największą liczbę dusz. Dusze, które się nie poddadzą płomieniom miłości dobrowolnie, będą z konieczności oddane na pastwę ogni piekielnych. Gdyby dusze nie stawiały oporu płomieniom miłości, jaka bucha z mego Serca niby pożar niczym nieugaszony, nie cierpiałyby po śmierci płomieni czyśćcowych. Istotą tych płomieni jest ta sama miłość, jaką chcę zająć, za ziemskiego jeszcze życia, dusze. Różnica w tym, że tam jest ona karząca, a ból, jaki dusze cierpią, powiększa świadomość oddalenia sią od Boga, bronienia się przed Boskim działaniem miłości. Nieraz ból ściska moje Serce, gdy muszą patrzeć, jak dusze bronią sią przed działaniem miłości. Z daleko większą czynią to skwapliwością niż mieszkańcy domu objętego pożarem. Skoro tylko Miłość prawdziwa zaczyna kołatać do duszy, zamiast wyjść naprzeciw, powitać Ją z radością, uciekają do ciasnej izdebki własnego ja. Co więcej, by nie pozwolić wejść Miłości, stawiają na drodze tamy pełne gruzów i rupieci. Gruzy - to są zajęcia niepotrzebne, bezużyteczne, podejmowane tylko dla zabicia czasu, dla zatrucia nudów; a rupiecie - to żarty, śmieszki, stroje, niepotrzebne rozmowy. Miłość jest mocna jako śmierć [Pnp8,6] mogłaby rozwalić te tamy. Ale Ona jest delikatna, nie chce używać gwałtu ni przemocy. Dochodzi swoich praw cicho, cierpliwie, w wyjątkowych tylko wypadkach wkraczając mimo oporu duszy. Miłość musi odnieść tryumf, bo jest wszechmocna, ale dusze, które Jej utrudniają działanie, będą pociągnięte do surowej odpowiedzialności.

Pomyśl, jaka to głupota więcej niż miłość Bożą cenić przywiązanie do psa, kota czy ptaszka w klatce. A jednak są dusze, które tak są uwikłane tego rodzaju błahostkami, że opuszczają Mszę św. w niedzielę, bo nie mają przy kim zostawić pieska. Biedne, ani się domyślają że razem z tym psem chowają we własnym domu psa, który im zastąpi drogą do nieba i gwałtem wciągnie ich w płomienie wieczne. O, gdyby umiały usłyszeć wołanie Miłości; o, gdyby zwracały swe oczy na krzyż, na rany Chrystusa, znalazłyby zbawienie. Niestety, w wielu domach brak krzyża, brak obrazu, a jeżeli jest, ceni się go tylko jako pamiątkę, jako wartość artystyczną, a nie jako symbol zbawienia.

O mój ukochany ludu polski, którego przodkowie szli z krzyżem na bój, krzyżem zdobili swój mundur, krzyżem znaczyli drzwi swoich domów - czemu Mnie wyrzucasz z własnego mieszkania, z własnych serc? Czyż krzyż sprowadził ci nieszczęście, czy ci zanadto przygniótł ramiona? A Ja niosłem krzyż na Golgotę, pomimo że miałem ramiona odarte z ciała przez katusze biczowania... Ja się nie zawahałem wejść na szubienicę krzyża, pomimo że go za hańbę wówczas poczytywano.

Ludu mój polski, wiedz, że berłem twojej Królowej - mej Matki przeczystej - jest krzyż. Chcesz być wolny? - zatknij go w swej duszy, choćby ona była twarda jak skała Golgoty, zdołam ją skruszyć i wzruszyć, by Mi dała miły odpoczynek po trudach męki i konania.

Leonio, Ja chcę, by krzyż był w każdym domu. Moje „chcę” podaję przez ciebie, bo przez ciebie przemówię do twoich rodaków, do twoich braci. Ale wróćmy do płomieni miłości. Połączyłem je z nauką o krzyżu dlatego, że w krzyżu tli [się] zawsze iskra miłości, trzeba tylko poddać sią jej działaniu, trzeba dorzucić paliwa, by iskrę rozdmuchać. Niech dusza każda, którą nawiedzam krzyżem, obejmie go z wdzięcznością, otworzy mu bramy serca, bo w krzyżu jest ogień miłości, który - jak ci to już wspominałem, może zastąpić płomienie czyśćcowe. Kto na ziemi będzie czcił i kochał krzyż, owo śmiertelne łoże swego Zbawcy, nie ulęknie się go w dzień Sądu Ostatecznego, gdy zajaśnieje na niebie w obliczu świata całego. Chciałbym, by noszono przy sobie bodaj maleńki krzyżyk, tak jak się nosi medalik, dla przypominania sobie, co Jezus cierpiał i dla obudzania przez to aktów miłości i wdzięczności ku Bogu za zbawienie dokonane przez mękę i krzyż Boga-człowieka. Mój Jezu - odezwałam się - gdybyś to powiedział kapłanom, wygłosiliby do ludu kazanie o krzyżu - a ja? Moje dziecko - odpowiedział na to Pan Jezus - nauka moja znajdzie posłuch, zwłaszcza w sercach Polaków, bo o krzyżu przemówię Ja przez dziecko ludu polskiego, przez dziecko wsi polskiej, przez dziecko przybrane w szatę Niepokalanej, wychowane przy Jej Sercu. Módl się tylko gorąco, bo szatan będzie chciał przeszkadzać działaniu Boga. Zwyciężymy go krzyżem.

31

Ty nie znasz wartości i ceny duszy. Ludzie nie zastanawiają się nad tym. Gdyby się ludzie zastanawiali nad wartością duszy, byłoby więcej umartwienia, więcej miłości. Dusza ludzka - to dzieło wszechmocy, mądrości i miłości Bożej. Jakże bolesną jest rzeczą widzieć, że to dziecko miłości Bożej tarza się w błocie. Wyrywaj ich stamtąd, moja ofiaro. Im więcej złożysz z siebie ofiary, tym więcej dusz pozyskasz dla nieba. A pamiętaj, żeś Mi się oddała na całopalenie. Ja ofiarę przyjąłem. Przychodź do mego Serca z pokorą i ufnością i czerp skarby mego miłosierdzia dla dusz.

35

Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo pragnę zawierać przyjaźń z duszami, ale przyjaźń serdeczną zażyłą. Posuwam się do takiej poufałości, że im otwieram tajemnice mej miłości ku Ojcu niebieskiemu, wprowadzam je przed oblicze Ojca tak, że aniołowie, zdumieni moją miłością i poniżeniem się niejako, pytają zdumieni - cóż czyni nasz Król i Pan duszy wybrance swojej? I [kim-cóż] jest ta dusza, że ją Pan wprowadza aż dotąd?[2Sm 7,18] A Ja ukazuję im tę duszę jako siostrę aniołów, jako wybraną moją, jako przyjaciółkę i oblubienicę moją, której otwieram swoje Serce, by w nim żyła i umierała dla siebie i wszystkiego, co nie jest Bogiem, a żyła jedynie miłością. Takimi duszami chlubię się przed Ojcem niebieskim i przed dworzanami moimi, że mam na świecie dusze, które dla Mnie niczego nie żałują - ni trudów, ni ofiar; gotowe są nawet życie poświęcić dla Mnie. Światu, lecącemu na oślep w przepaść zguby, potrzeba takich dusz, które by składając z siebie całopalną ofiarę, powstrzymywały go w jego zawrotnym pędzie w przepaściste otchłanie. .

Oddam łaskę za łaskę, miłość za miłość, za oddanie Mi twej nicości oddam wszystko, dając siebie. Skoro Mi się oddałaś, jesteś moją własnością tak jak twoja ręka, czy inna część ciała, stanowi integralną część twego organizmu lub jak dziecię jest własnością matki.

36

Żądam od ciebie czegoś więcej niż dotąd. Żądam bohaterstwa, a to bohaterstwo będzie polegać na wierności w najdrobniejszych rzeczach. Kochasz Mnie, trzeba, byś umiłowała mowę moją, żądającą zaparcia sią siebie i umartwienia wiernego i wytrwałego w najdrobniejszych szczegółach. Nie pij wówczas, gdy czujesz wielkie pragnienie -przeczekaj chwilę, później dostarczysz organizmowi potrzebną ilość wody. Gdy w chwilach spiekoty czujesz znużenie, kleją ci sią powieki, chciałabyś na kilka minut położyć głowę na stole, by odpocząć, nie czyń tego, ale jeżeli jesteś sama, upadnij na kolana i ucałuj ziemię dla uwielbienia Trójcy Przenajświętszej. Wieczorem, kiedy już zasypiasz, a Ja zażądam, byś uklękła raz jeszcze, uczyń to natychmiast, bez ociągania sią. Chciałbym, byś do trzech razy zrywała sią do takiej adoracji w chwili, gdy sen morzy ci już powieki - na uwielbienie Trójcy Przenajświętszej. Ilekroć w ciągu dnia czujesz znużenie lub osłabienie, upadnij na kolana, by ucałować ziemię. Będzie to przeciwdziałanie naturze. Czyń to również na początku każdej godziny. Nie pozwalaj sobie nigdy na bezmyślność. Ilekroć spostrzeżesz, że myśl twoja niczym nie [jest] zajęta, upokarzaj się, proś, bym cię zajął sobą. Umartwienia, które ci wskazałem, są drobne, poprosisz jednak spowiednika o pozwolenie i będziesz wierna jego wskazówkom. Na poparcie swej prośby dodasz, że słabą twoją stroną jest brak wytrwałości w drobnych rzeczach. Jesteś wspaniałomyślna w większych ofiarach, w drobnych - brak ci wytrwałości. Tu musisz dojść do bohaterstwa, jeżeli chcesz zostać świętą.

37

Dusza zakonna, która się nie zwycięża w drobiazgach napotykanych na drodze życia, podobna jest do dziecka, które nie przejdzie koło łakoci, by ich nie pokosztować. Jakiż zawód spotyka malca, gdy w błyszczącym papierku odnajdzie goryczkę. Moja królowa powinna wznieść się ponad te drobiazgi, a jeżeli sądzi, że gdzieś znajduje się jakaś słodycz, ma uwiadomić o tym Oblubieńca, zapytać się Go, czy na to pozwala, czy z nią razem zakosztuje tego, co jej się wybornym przedstawia. Przestrzegam was o tym, bo was kocham i nie chcę, byście sią łudziły, czerpiąc ze źródeł mętnej rozkoszy. W Miłym swoim znajdziecie zawsze wszystko, czego zapragnąć możecie. Ja w was również znajduję rozkosz swoją i chętnie przychodzę do was, gdy przebywacie w królewskich komnatach samotności i milczenia. Przychodzę, by z wami pomówić o sprawach królestwa, które razem rozciągnąć mamy i umocnić w duszach. Każda poszczególna dusza stanowi moje odrębne królestwo. Jego umocnienie i wzbogacenie nie mniej kosztuje wysiłków niż dla zdobywcy podbicie jakiejś części świata. Trzeba, by dusza na Mnie zdała całą wygraną, bo Ja wszystkim zrządzę dobrze czasu swego. Ale i oblubienica moja nie może zasypiać w bezczynności, bo wszak ona ma być moją towarzyszką w boju, jeżeli nią chce zostać w pokoju. Tam oblubienica moja, wszystka piękna moja, będzie koronowana w obliczu Ojca przedwiecznego i Ducha Miłości, w obliczu Królowej aniołów i ludzi. I razem ze swoim Oblubieńcem zasiądzie na tronie chwały. Tam się dochodzi przez pokorę, umartwienie i miłość wierną i wytrwałą. Tam będzie i moja Leonia, jeżeli Mi dotrzyma wierności.

38

W miarę twojego umartwienia i oddania się miłości dokonywać będę w tobie uświęcenia. Jeżeli pragniesz przysporzyć Bogu więcej chwały, staraj się o to, by zostać świętą. Święci są luminarzami chwały Bożej, są trofeami zwycięstw Jezusa. Zostając świętą, staniesz się również najbardziej pożyteczna zgromadzeniu.

Miałam już wyjść z kościoła, kiedy Pan Jezus odezwał się: Pozostań jeszcze, chcę ci coś powiedzieć. Słuchaj - sprawisz Mi radość, uniżając się głęboko. Im głębiej ty się uniżysz, tym głębiej Ja przenikać cię będę. Im większą odrazę czuć będziesz do siebie samej, tym więcej dam ci odczuć słodycz swej obecności. Żywe odczucie obecności Bożej nie jest dziełem ludzkim, ale Bożym. Dusza zasłużyć sobie na to nie może, daje Bóg tę łaskę tylko wówczas, gdy sam chce.

(…)

Leonio, zanotuj to sobie, że dusza zakonna powinna więcej żyć życiem wewnętrznym, niż żyje życiem zewnętrznym. Przede wszystkim powinna uprawiać ducha modlitwy; modlitwa powinna być jej pokarmem, jej życiem. Biedna dusza zakonna, która żyje życiem świeckim, która zawiera znajomości, szuka niepotrzebnych rozmów z ludźmi, byle ich uniknąć ze Mną.

45

Moje dziecię, pragniesz żyć we Mnie. I moje Serce tego pragnie, by cię ukryć w sobie, ale wiedz, że żyć we Mnie nie znaczy to opływać w rozkosze niebiańskie, ale wespół ze Mną cierpieć, wespół ze Mną przechodzić nieraz chwile Ogrójca. Żyć we Mnie – nie znaczy błyszczeć na świeczniku uznania przez drugich, ale trzeba być ukrytym przed wzrokiem świata, a nawet przed własnym. Żyć we Mnie - nie znaczy uchylić się od pracy, spocząć w bezczynności, ale znaczy to razem z Jezusem przejść okres pracy cichej, ukrytej przed światem, przejść z Nim razem Nazaret, a jeżeli Jezus tego zażąda, przejść okres apostolskich prac, podjętych dla zbawienia dusz.

Żyć we Mnie - to czynić wszystko dla Ojca, uwielbiać Go, miłować już nie własnym tylko wysiłkiem, ale zjednoczeniem swej maleńkości z miłością Jezusową. Żyć we Mnie - to przyjąć na siebie moje sprawy, na wszystko patrzeć z punktu widzenia nadprzyrodzonego, nie szukać własnej korzyści ani własnych poglądów. Żyć we Mnie - to ukryć w tabernakulum własne serce i duszę i dotrzymywać towarzystwa Boskiemu Więźniowi, z Nim razem czuwać w nocnych samotnych godzinach, czekać na brzask słoneczny, na zgrzyt kluczy otwierających drzwi kościoła, wyczekiwać na dusze, które przyjdą pokłon Mi oddać.

Żyć we Mnie - to patrzeć w dusze, nieraz bezmyślnie przede Mną stające, obojętne, lekkomyślne; to patrzeć w dusze złamane bólem, trawione cierpieniem, uginające się pod brzemieniem trosk. Żyć we Mnie - to koić ten ból wezbrany, osuszać łzy, kruszyć obojętność. Żyć we Mnie - to szukać dusz czystych, strzec je przed naleciałościami świata, rozpalać w nich ogień miłości coraz to większy. Żyć we Mnie wreszcie - to razem ze Mną wyniszczać się na ołtarzu, stać się ofiarą i ofiarnikiem ku chwale Ojca i za zbawienie świata.

Moja oblubienica może to uczynić, jeżeli będzie skupiona, pokorna, zdana całkowicie na rozporządzenia Jezusa. Może to uczynić, jeżeli wiernie wypełniać będzie to, czego wymagają [99] od niej obowiązki i reguła, jeżeli żyć będzie w ścisłym ze Mną zjednoczeniu, a raczej jeżeli Mi pozwoli żyć i królować w jej sercu i duszy. Nawet i spoczynek nocny - nawet i ten przyjmę jako towarzyszenie Mi w godzinach samotności, jeżeli Mi go ofiaruje moja oblubienica, a uczyni to z miłości. Życie jej powinno być odtworzeniem życia Zbawiciela o tyle, o ile w tym życiu Boga-człowieka udzieli jej uczestnictwa łaska Ducha Świętego.

Moja Leonio, zaofiaruj Mi siebie samą na uczestniczenie w moim życiu. Ja szukam dusz, które by Mi się oddały na to dobrowolnie. Mam ich już piękny wieniec - ale wiesz o tym, że wieniec potrzebuje koniecznie wykończenia całości, zharmonizowania; potrzebuje nawet tych precyzyjnych, nieznacznych wykończeń, które dla tłumu może są bezwartościowe, ale dla artysty stanowią wartość godną uznania. Czyż nie chciałabyś być w tym wieńcu, którym się chlubić będzie Boski twój Oblubieniec? Jeżeli masz sposobność, poszukaj Mi dusz, które by się chciały wielkodusznie ofiarować na całopalenie miłości Jezusowej. Moje poufne z tobą rozmowy mają służyć do tego, by wzywać dusze do życia bardziej ze Mną zjednoczonego, do życia razem ze Mną, we Mnie.

49

Moje dziecię, dusza, która chce być świętą, musi umartwiać swoje ciało aż do uduchowienia. W moim Sercu nabywają dusze cech najwyższej świętości. Cicho i niepostrzeżenie rzeźbię duszę, odrzucając wszystko, co niedoskonałe, a równocześnie odbijam w tej duszy moje Boskie rysy. Uczę duszę pokory, ale w ten sposób, że dusza nawet nie spostrzega tego. Uczę łagodności i słodyczy, uczę umartwienia, zaparcia [sią] samej siebie, a przede wszystkim [uczę] miłości czystej, wolnej od samolubstwa.

62

Cieszy się Jezus, gdy w tej pracy chce Mu ktoś dopomóc, gdy znajdzie [się] przy Nim dusza, która się ofiaruje na wszystko, byle tylko tej duszy przywrócić życie przez Jezusa.

66

W czasie Mszy św. zbliżył się do mnie Jezus w naturalnej wielkości, w białej szacie, ale twarz miał zasłonioną jakby lekkim, przezroczystym woalem, utworzonym ze strumieni krwi Jego najświętszej i potu. Spoza tego woalu spoglądał na mnie Jezus wzrokiem błagalnym, pełnym smutku i bólu. Twarz Jego była okryta cierpieniem. Jezus odezwał się: Dziecino, niegdyś przy pojmaniu Mnie mówiłem do siepaczy o moich uczniach: Pozwólcie tym odejść[J 18,8]. Do ciebie dziś kieruję inne zdanie. Pozwólcie jej zostać. Pozwólcie pozostać niemowlęciu, bo chcę, by była świadkiem moich utrapień. Pozwólcie pozostać dziecku najmniejszemu, które wam nie będzie przeszkadzać w waszej niecnej robocie, bo wie, że spełnić się musi wszystko, co napisane o Synu Człowieczym, który dobrowolnie przyjął na siebie bóle męki i katusze [Łk 18,31]. Pozwólcie jej zostać. Ja chcę mieć przy sobie obecną duszę kochającą. Miłość jej będzie Mi osłodą wśród cierpień bolesnej męki. Pozostań, ale nie oddalaj się ode Mnie ani na krok, bo wśród zgrai otaczającej Mnie nie znajdziesz nikogo, z kim mogłabyś mówić o Mnie. Piotr, chcąc się dowiedzieć coś o Jezusie, poszedł do tych, którzy byli z dala, przy ognisku, wdał się w rozmowę z nieprzyjaciółmi Galilejczyka. Jan przeciwnie - szukał drogi zbliżenia się do Mnie. On spoczywał na mych piersiach, toteż lgnął do Mnie całym swym dziewiczym sercem. Piotra, z dala ode Mnie, czekał upadek, Jana - wytrwanie.

Czy wiesz, co utwierdzi wiarę twoją tak, że się nie zaprzesz Jezusa? Maleńkość. Gdyby ktoś maleństwu mówił, wskazując na matkę, że to nie [jest] jego matka, i kogoś innego przedstawiał mu jako taką, odwróci się od niej maleństwo, choćby ta obca osoba ubrana była daleko piękniej i choćby nawet jego matka była żebraczką łachmanami okrytą. Do błyskotek może się dziecię uśmiechnie, ale droższe mu, ponad wszystko, spojrzenie, uśmiech czy jedna pieszczota matki.

Leonio moja, w czasie męki jestem w poniżeniu, jestem wzgardzony od wszystkich, wyśmiany, łachmanem okryty, za głupca poczytany, ale maleńkie, kochające Mnie dusze, och wy, których sobie wybrałem, wy się Mnie nie zaprzecie. Moje Serce liczy na was. Maleństwa nie mogą powiedzieć, że nie znają Jezusa, bo On, i On jeden, pochyla się nad ich maleńkością nawet wówczas, gdy inni wzruszą ramionami i powiedzą, że nie ma się kim zajmować, że czas im poświęcony jest czasem straconym. Jezus jest z nimi w chwilach radości i smutku, Jezus jest przy nich w chwilach pracy i spoczynku, zawsze wyrozumiały na braki dziecinne, zawsze gotów przebaczyć, przytulić do serca, bronić przed przemocą. Nie, moje maleństwa niezdolne są do tego, by się Mnie zaprzeć, ale trzeba się wszystkimi siłami przywiązać do Jezusa, trzeba Go ukochać, oddać się Jemu, zaufać Mu bez granic i na zawsze pragnąć pozostać maleńką.

68

Duszę moją przykuł widok alei pełnej jasności, którą równocześnie przenikała lekka mgła, jak biały obłok. Środkiem tej alei rozstawione były krzyże. Naliczyłam ich dziesięć. Z pierwszego z nich, mnie najbliższego, przemówił Jezus: Jestem ukrzyżowany w sercach ludzkich. Dobrowolnie przybijają Mnie do krzyża serc swoich. A Ja - nim Mi ostatecznie śmierć zadadzą - tak przyciskam mocno do siebie ten krzyż, pragnąc pociągnąć do siebie te dusze i serca. Pragnę, by przez moją śmierć odzyskały życie. Z krzyża, na którym umarłem na Golgocie, nie zstąpiłem nawet po [148] śmierci. Zdjęli Mnie z niego Józef i Nikodem. Leonio, zdejm Mnie z krzyża serc, które dobrowolnie, tak na zimno, z otwartymi oczyma, krzyżują Mnie najokrutniej.

Jak ja Ciebie zdejmę - mój Jezu - z krzyża,, kiedy jestem tak maleńka jak niemowlę, tak słaba jak ono? Przystaw sobie drabinę. Miłość Boga i bliźniego - to będą dwa pionowe ramiona, a liczne drobne ofiary, akty umartwienia, zaparcia się siebie, pokory, ufności - to będą poszczególne szczeble, po których wzniesiesz się wysoko. Proś twego Anioła Stróża, by ci towarzyszył, by cię podtrzymywał, bo szczeble twarde, a przestrzeń wysoka. A gdy już dojdziesz tam, gdzie przygwożdżone moje ręce i stopy, powiedz tylko: Jestem, mój Jezu. Przyszłam, bo mnie wezwałeś [1 Sm 3,5], pragnę Cię zdjąć z krzyża, bo Cię kocham, oddaję Ci się jako ofiara za tych, którzy Cię krzyżują w sercach swoich. Ożyw te serca i dusze - ja za nich gotowa jestem umrzeć [w] każdej chwili. Jeżeli się to podoba miłości Twojej, gotowa jestem zawisnąć na krzyżu, byłeś tylko Ty, mój Oblubieńcze, żył z powrotem w tych sercach, które cię zdradziły. Potem otwórz Mi na oścież twoje serce. Ja sam przyjdę do

ciebie, bowiem potrzeba Mi mieszkać w domu twoim [Łk 19,5].

Kiedy moi uczniowie zdjęli Mnie z krzyża, złożyli Mnie w objęcia mojej Matki Niepokalanej. I ty zaproś Ją do swojej duszy, by Mi w tobie oddała przysługą, jaką oddawała Mi wówczas, gdy [149] Mnie zdjęto z krzyża. Ale i ty pozostań, by spełnić polecenia mojej Matki Niepokalanej. Może zażąda od ciebie jakiej drobnej przysługi, a może upodoba sobie twoje serce, by w nim złożyć swój Skarb Najdroższy - a może zatrzyma cię przy sobie, by cię uczynić świadkiem mojego zmartwychwstania w duszach, za które oddałaś się na ofiarę.

(…) Ach, co niekiedy stanowi treść serc ludzkich, to aż Boga samego zadziwia, choć zna słabość ułomnej natury ludzkiej. Zadziwia Go jednak nie ta słabość, ale ta dziwna zapamiętałość, chęć wyszumienia się, użycia złudnych rozkoszy. A On - najlepszy Ojciec - darmo zaprasza do czerpania z niezmiernych bogactw rozkoszy prawdziwych. Moje dziecię - pragnę tą rozkoszą napełnić te serca, o których ci mówiłem, że mnie ukrzyżowały dobrowolnie. Przyjmę za nich twoją ofiarę, złożoną w imię Jezusa i Maryi, i dzięki tej ofierze będę w duszach mych zbłąkanych dzieci na powrót żył. Gdyby ktoś wskrzesił do życia ukochane dziecię rodziców, cieszyłby się szczęściem rozradowanego ojca i matki. Wiedz, że daleko większą rzeczą, niż wskrzeszanie umarłych, jest budzenie do życia dusz, które odwróciły się od Boga. Ciesz się szczęściem twojego Jezusa powracającego do serc swoich dzieci. Niech Jego szczęście będzie twoim szczęściem.

74

Dusze, które chcą wejść na drogą niemowlęctwa duchowego, muszą w szczególniejszy sposób ukochać zapomnienie. Gdybym był jako niemowlę pozostał w Betlejem, gdzie Mnie witali pastuszkowie, gdzie Mi hołd oddawali Mędrcy, nie byłbym tak dobrze ukryty jak w Egipcie, gdzie żyłem nieznany. Józef św. i moja Matka Niepokalana zabrali Mnie do Egiptu potajemnie - to była ucieczka. Mogłem nie uciekać, mogłem pozostać w kraju - nawet dać znać Herodowi, że żyję, że uszedłem jego zbrodniczej ręki, która bez woli Ojca niebieskiego i bez mojej zgody dosięgnąć Mnie nie mogła. Ale tym sposobem Herod rozjątrzyłby się jeszcze bardziej, prześladowałby innych.

Prześladowanie znoszone z miłości dla Boga jest zasługujące, ale dusze kochające Boga powinny, o ile możności, starać się temu zapobiec. Nie dlatego, by uniknąć cierpienia, lecz by nie dopuszczać do obrazy Bożej w osobach bliźnich, bo i oni mają duszę, i oni są odpowiedzialni przed Bogiem. Z tego względu doskonalszą

i bezpieczniejszą rzeczą dla duszy jest zapomnienie, i dusze powinny je bardzo kochać. Niech wam maleńki Jezus będzie wzorem. Chyba że takie są zamiary Boże wobec pewnych dusz, że Bóg dopuszcza na nie prześladowania. Wówczas powinny spokojnie i z poddaniem się woli Bożej przyłożyć usta do kielicha goryczy.

76

A teraz, moja Leonio, popatrz: w Sercu mym tkwi kolec, w miejscu gdzie dawniej tkwiła włócznia. Czy wiesz, kto go zadał? Dusze przeze Mnie wybrane swoją zimną wzglądem Mnie obojętnością. Mam dusze kochające Mnie bardzo, ale są i takie, które chciałbym wyszczególnić za bardzo maleńką ofiarę, a one odtrącają Mnie, lekceważą moje szczególne względy. Popatrz, jak wielki to cierń, jak bolesny. Jeżeli Mnie kochasz, staraj się przynieść Mi ulgę w cierpieniu. Weź na siebie tyle krzyża, ile udźwigniesz. Ja ci dopomogę.

Jeżeli chcesz stać Mi się podobną, ogołoć się ze wszystkiego, co nie jest konieczne. Przeglądnij wszystko, czy nie masz jakiej zbytecznej rzeczy, bo na krzyż trzeba wstąpić tak, jak Ja wstąpiłem, nie mając nic. Nie wystarczy nie mieć przywiązania do niczego, trzeba nadto koniecznie obchodzić się [zadowalać się] tym, co najkonieczniejsze, a pozbywać się wszystkiego, bez czego obejść się można. Ubóstwo tak bardzo przystoi mojej oblubienicy. Tym piękniej was w niebie przyozdobię, im więcej wyzucia się z samych siebie znajdę u was na ziemi.

79

Odnośnie do przełożonych (…) Dotyczy to zwłaszcza drogi ofiary, cierpienia. Jeżeli dusza z dziecięcą otwartością zapytuje ją, czy może prosić Boga o cierpienia, niech się stara poznać, jaki duch kieruje jej pragnieniem. Jeżeli to chwilowy poryw, zachcianka czy chęć odznaczenia się czymś wobec innych, niech jej takiej modlitwy zakaże. Jeżeli jednak po modlitwie i zbadaniu pozna ducha Bożego, niech zapomni o tym, że cierpienie danej siostry może być ciężarem dla zgromadzenia; niech pozwoli modlić się o cierpienie w zależności od woli Bożej. Cierpienie tej jednej duszy ofiarnej przyniesie jej więcej błogosławieństwa i pomocy niż usilna praca w czerstwym zdrowiu. Trzeba jednak strzec się złudzeń, by kaprysów nie uważać za wolę Bożą. Przełożona winna się modlić o łaską poznania woli Bożej odnośnie do poszczególnych dusz i z całą miłością dopomagać im, a nigdy szkodzić. Więcej powinna dbać o dobro duchowe sióstr niż o wszelkie inne względy.

81

Przyjdźcie do Mnie, uczcie się ode Mnie doskonałej miłości bliźniego, uczcie się składać z siebie ofiarę tak cicho, by nawet nikt nie wiedział, że ofiara coś kosztuje. […] Wam, moje dusze najmniejsze, wystarczy cicha ofiara. Tylko niech ona będzie nieustanna.

84

Szaleje burza w twej duszy - nie trwóż się. Po burzy następuje piękna pogoda. Ja sam będę siłą twoją w walkach, tylko Mi ufaj, i to bez granic.

Prosiłaś Mnie o cierpienie. Zapewne nie myślałaś, że wybiorę najboleśniejsze - cierpienia duchowe. Znoś je z poddaniem się i cierpliwością.

Dobrze, że się zajmiesz pracą w cierpieniach wewnętrznych. Stawiasz przez to zaporę pokusom nieufności, z którymi szatan chce się zbliżyć do ciebie. Przysyłaj Mi wśród pracy akty miłości. Osoby na świecie tak czynią. Przesyłają sobie podarki, choćby nie bardzo daleka przestrzeń je dzieliła, jako dowód pamięci.

88

Chcę, abyś w tym roku podwójną ukochała Mnie miłością; byś Mi wynagradzała za przeszłość swoją zdwojoną gorliwością. Chcę, byś za wszystkie twoje nieumartwienia w jedzeniu, umartwiała się teraz aż do całkowitego powstrzymania sią od pokarmu, jeżeli otrzymasz na to pozwolenie. Za wszelkie ustępstwa na korzyść wygód ciała podejmuj umartwienia zewnętrzne. Za wszelką lekkość ducha chcę wyjątkowego skupienia, zwłaszcza skromności oczu. Za wszystkie przewinienia popełnione mową chcę milczenia niemowlęcego. Niech cię uznają za niezdolną do niczego. Za jakikolwiek objaw miłości własnej żądam pokory, starcia sią w prochu własnej nicości. Za wszelkie zwroty na siebie samą – zapomnienia o sobie. [Wynagradzaj Mi] za zaniedbania w modlitwie – życiem modlitwy; za każdy odruch własnej woli - zaprzepaszczaniem jej w mojej woli, objawionej ci przez regułą, przełożonych, spowiednika, przez Ducha Świętego w natchnieniach łaski - te jednak masz [p]oddać pod kontrolą spowiednika, by cię nie oszukał zły duch.

Leonio, za twoje przewinienia złożyłem Ojcu zadośćuczynienie sam, ale od ciebie chcę zadośćuczynienia miłości. Potrzeba Mi twojej ofiary, cierpienia; potrzeba Mi dowodów wyrzeczenia się siebie zupełnego, a do tego można dojść, gdy się bardzo kocha.

94

Umrzeć sobie. Moja dziecino, jeszcze niezupełnie umarłaś sobie. Czemu dzisiaj płakałaś, gdy cierpienie oschłości wewnętrznej zajęło całą twoją duszę? Mój Jezu, dlatego że już tylko parę minut dzieliło nas od Komunii Św., a ja byłam tak zimna, tak oschła - więc płakałam z żalu, że nie będę Cię mieć czym przyjąć. A Ja - rzekł Jezus - dostrzegłem w twym rozżaleniu odrobinę szukania siebie. Trzeba, byś sobie zupełnie umarła. Zamieraj nawet takim uczuciom jak pragnienie sprawiania radości Jezusowi, jeżeli w nim kryłoby się nieco zadowolenia z siebie. Trzeba sobie zupełnie i całkowicie umrzeć, by żyć życiem Jezusa.

Moja oblubienico. Ja nie przestanę żądać ofiar od ciebie. Trzeba ci w tym czasie, który ci jeszcze pozostaje do życia, deptać po grudzie. Nic dziwnego, że natura się wzdryga, że czuje wstręt do tego rodzaju umartwienia. Ja się obchodzę z tobą jak z dzieckiem, nie żądam naraz wszystkiego, ale kropla po kropli, żeby się dokonało w tobie uduchowienie natury. Za jedną, wielkodusznie złożoną ofiarę, żądam dwu innych. Wiedz, że czyniąc to, wyświadczam ci łaskę. Jakże bardzo czuje się szczęśliwy kmiotek, gdy pan możny albo jakiś wielki dostojnik poprosi go o jakąś drobną przysługę. Całe lata pamięta, chętnie o tym rozmawia, a nawet wspomnienie tego sprawia mu radość. Tak ty cieszyć się powinnaś, ilekroć zażądam od ciebie ofiary. Nie trzeba, byś na ziemi o tym rozmawiała. Lepiej się ukryć ze skarbem, który tak możnemu Królowi masz doręczyć, ale Mnie składaj ofiary radośnie. Ludzie na świecie prawią sobie grzeczności, oświadczają, że czynią coś z przyjemnością a ten, który ich przysługę przyjmuje, czuje się zadowolony, że nie doznał odmowy i że nie sprawił zbyt wiele trosk dawcy Czyń i ty tak, moja pociecho.

Chcę, byś w ogrodzie twojej duszy pielęgnowała takie kwiaty, które owoc rodzą. Jestem głodny tych twoich owoców. Pomyśl, teraz Matka Najświętsza oddała Mnie tobie na wychowanie niejako. W twojej duszy zależny jestem od ciebie. Ja Bóg - od ciebie nicości. Tym żyć będę w twojej duszy, co Mi z siebie dasz. Im więcej dasz Mi miłości, tym więcej róść będę w tobie aż do pełności wieku, w jakim Ojciec niebieski pragnie Mnie widzieć w tobie. Jestem bardzo wymagający w twojej duszy. Jeżeli ktoś przychodzi na mieszkanie do jakiegoś właściciela i skromną tylko wymierza zapłatę, nic dziwnego, gdy skromne tylko ma w zamian utrzymanie, ale jeżeli płaci bardzo drogo, aż do rozrzutności, ma prawo domagać się nawet wygód.

Leonio, żeby móc działać w duszy, wystarcza Mi jej dobra wola. Ale jeżeli jakiejś duszy daję dużo łask i zapowiadam jej, że nie kładę zamku - każę jej czerpać, ile chce - mam prawo żądać wiele. Nie przestanę się domagać ofiar od ciebie. Coraz to nowych i nowych żądać będę. Będę u ciebie maleńkim dziecięciem, które dostawszy od matki pełną garść łakoci, prosi o jeszcze. Moja dziecino, Ja mam komu oddawać to, co otrzymam od ciebie. Posłuchaj, są dusze głodne, trzeba je nakarmić, choćby twoim głodem płynącym z umartwienia. Mój Jezu - powiedziałam - ja nie jestem głodna, czymże nakarmisz te dusze? Nie jesteś głodna - rzekł Jezus - bo Ja stałem się pokarmem twoim, ale niechbym się usunął na moment, znikłaby ta siła, która cię podtrzymuje. To, z czego się wyniszczasz dla Mnie, Ja zabieram, ale miejsca pustego nie zostawiam, zapełniam je sobą. Tym więcej będzie Mnie w tobie, im mniej będzie ciebie w tobie.

95

Owocem naszego życia wespół ma być pozyskanie dla nieba całego zastępu dusz. Ja, Jezus ukrzyżowany, wyniszczam się całkowicie dla dusz, aż do stania się Chlebem - pokarmem. I ty masz się wyniszczyć całkowicie dla Mnie, a przeze Mnie dla dusz, bo jak ci już powiedziałem, im więcej Mi dasz z siebie, tym więcej będę miał do rozdzielenia pomiędzy dusze. Mojemu Kościołowi, który czerpie ze skarbów mego Serca, potrzeba także ofiar składanych przez jego dzieci, nie dlatego, by w Sercu moim było skarbów za mało, ale dlatego, że Ja chcę zaznaczyć moją żywotność w Kościele, w członkach mego Ciała Mistycznego. To, co one dają z siebie, dają w moje imię, dają przeze Mnie i w zjednoczeniu ze Mną. Ja to uważam za swoją własność. Moje z waszego czerpię i wam daję - daję Matce-Kościołowi, by mogła obdzielić swoje dzieci. Leonio, dopomóż Mi do wyżywienia dzieci Kościoła. Zapalaj ciągle płomień miłości w twoim sercu. Dorzucaj stale nowe paliwo ofiary, bym w tym ogniu mógł przygotować pożywną strawę dla dusz. Do tego celu mają służyć moje poufne rozmowy z tobą. Słowa moje mają być pokarmem.

Prosiłaś Mnie o ogień, który by palił twoje serce. Słyszałem te modlitwy i już je wysłuchałem. Pamiętasz tę chwilę, kiedy z mego Serca wylewałem Krew do twego? Nie zanotowałaś wówczas tego. Otóż w Krwi mojej jest ukryty ogień miłości, który ma objąć całe twoje jestestwo.

97

Pan Jezus żądał ode mnie pewnego umartwienia. W głębi duszy zgodziłam się na nie, ale postanowiłam nie mówić o tym spowiednikowi, nie prosić o pozwolenie z obawy, by pozwolenia nie dostać, bo czułam się za słaba duchowo, by móc podejmować tego rodzaju umartwienia. Skoro jednak zrobiłam takie postanowienie. Pan Jezus przeszył mnie swoim spojrzeniem do głębi duszy i rzekł: Ja dla ciebie nie zawahałem się podjąć żadnej ofiary, tyle dla ciebie cierpiałem, a ty postanawiasz, że prosić o pozwolenie nie będziesz? Próbujesz się znowu ze Mną targować? Zasłaniasz się słabością. Dopóki będę cię przekonywać, że Ja jestem siłą twoją. Przeprosiłam natychmiast Pana Jezusa, odwołałam postanowienie, a Pan Jezus już naprzód napełnił radością moją duszę.

I cóż, moja mała ofiaro - czy pragniesz, bym cię zdjął z krzyża cierpień wewnętrznych, do którego cię przybiłem? Mój Jezu, ja niczego nie pragnę, jak tylko spełnienia się nade mną najświętszej woli Twojej. Ty wiesz, że kocham cierpienie, lecz ponad wszystko kocham Ciebie, Twoją wolę. –I Ja kocham twoją wolę, bo ona przez zjednoczenie ze Mną staje się jedną z moją wolą. Leonio, kiedy dusza dojdzie do zjednoczenia z Bogiem, Bóg staje się jej życiem. Nie ma dla duszy większego szczęścia nad zjednoczenie z Jezusem, toteż osiągnięcie tego stopnia doskonałości, w którym Bóg obdarza duszę najczulszą przyjaźnią, powinno być najgorętszym pragnieniem duszy, przedmiotem ustawicznych zabiegów i trosk każdej chwili życia. Pomyśl, jak ludzie na świecie żyjący zabiegają o przyjaźń osób, na których im zależy. Warto cierpieć, warto kochać, by posiąść przyjaźń zjednoczenia z Jezusem. Słowo „zjednoczenie" zawiera w sobie myśl, że trzeba się stać „jedno'' z Jezusem, przede wszystkim przez zaprzepaszczenie swojej woli w Jego woli, przez oddanie Mu całej swojej istoty tak, by nie znalazł w niej żadnego oporu - w niczym. Trzeba, by dusza na każde „ chcę " Jezusowe odpowiadała swoim „ chcę i to natychmiast. Przysłuchiwałaś się nieraz, jak echo odpowiadało twym pieśniom, nawoływaniom. Echo niezdolne jest wydać głosu samo z siebie, powtarza to, co mu przyniosą fale powietrza. Dziecino, bądź takim moim echem. Odtwarzaj w swoim życiu życie Jezusa. Niech z twego serca do mego płyną tylko fale miłości ofiarnej, a wówczas z mojego Serca popłyną ku tobie tylko fale miłości jednoczącej. Ty będziesz moim echem. Ja będę twoim - tam u Ojca mego. Każdy twój szept, każde drgnienie twego serca odtworzę wiernie wobec nieba całego. Uważaj, by nie było w twym życiu nic takiego, co by Ojca zasmucić miało. Niech echo twego życia stanie się dla Ojca muzyką; niech Mu będzie pieśnią dźwięczącą na melodię Jezusową. Gdy będziesz w niebie, nie będzie już echa, bo stać będziesz nie wobec gór wysokich, lecz w nich żyć będziesz jako cząstka nieskończoności.

Daj się pochłonąć Jezusowi, daj się pochłonąć płomieniom miłości. Miłość przemieni cię całkowicie. Ty już nie możesz żyć dla siebie. Nie wolno ci zostawić najmniejszej nawet cząstki dla siebie - tyś Jezusowa.

100

Oblubienico moja, czy ty się starasz o to, by stać się [do] Mnie podobną? Popatrz na moje oblicze. Na moment Pan Jezus ukazał mi swe oblicze. Popatrz, jak na nim rozlany jest majestat cierpienia z majestatem dobroci, słodyczy, łagodności. Ucz się ode Mnie tej słodyczy. Wpatruj się we Mnie, uwielbiaj moje oblicze. Jesteś moim niemowlęciem, ale cię nie minie nic, czego żądam od dusz bohaterskich. W ukrytych przed wzrokiem niepowołanych ofiarach musisz okazać moc duszy. Tę moc czerpiesz ze Mnie. Ja wyniszczyłem się dla ciebie, by ci dać siłę, byś była bohaterką w maleńkości. Tylko w takim znaczeniu nakreśliłem drogę niemowlęctwa duchowego. Jest to ukrycie prawdziwej wielkości.

Dziecino, gdy kwiat więdnie, wystarczy wstawić go do wody, by znowu energie życia rozeszły się do wszystkich komórek i tkanek, kwiat znowu nabiera siły i świeżości. Zapisz to dla tych dusz, które się oddają zbyt czynnemu życiu, rozpraszającemu. Niech się starają zapuścić korzenie życia wewnętrznego w glebę pokory, bo tam zawsze Jezus przebywa, gdzie żyje duch pokory. A w Sercu Jezusa biją ożywcze zdroje, dające moc i życie duszy.

Nie lękaj się niczego, gdy Jezus jest z tobą. Gdy ci się jakaś ofiara wydaje za wielka, myśl, że ją składać masz tylko przez chwilę. Gdy ta chwila minie, przenieś ją na chwilę następną. Może to już ostatni krok na szczyt Kalwarii. Jeżeli się przejdzie drogę krzyżową, nie trzeba się lękać wejść na krzyż. Biada zgromadzeniu, gdyby Mi zaprzestało składać ofiary. Twoje umartwienia wywołują u wielu dusz bunt przeciwko tobie. Zechcą cię za nie potępić, ale będzie to głos małoduszności - mało też dokona.

Trzeba iść za prądem natchnień Ducha Świętego. Trzeba Mu pozwolić unieść się - temu Wietrzykowi, który cicho, lecz potężnie wiedzie dusze w krainy Boże. Duch tchnie, kędy chce [J 3,8]. Jeżeli dusza nie stawia oporu, będzie zawsze na tym punkcie, gdzie ją w danej chwili zawiodło tchnienie Ducha Świętego. Jeżeli żeglarz zboczy z prostej drogi, musi później dołożyć sił i czasu, by wrócić na właściwy tor. Jest to praca bezużyteczna. Niech się dusze wystrzegają takich dowolnych zboczeń - opóźniają bowiem dotarcie do celu. W życiu wewnętrznym nie jest to rzeczą obojętną czy się wcześniej czy później osiągnie dobro nieskończone, jeżeli się je już pozna i ma się świadomość swej współpracy z łaską, [222] Pan Bóg jest cierpliwy i długo czekający - lata całe czeka na nawrócenie jednej duszy, niczym się nie zraża. Ale jeżeli chodzi o świętość duszy - tam nie znosi Jezus marudzenia. Uwzględnia słabość, ale zestawia ją z udzielaną przez siebie mocą i chce, by dusza szła bez ociągania się. To nie jest rzeczą łatwą - Jezus o tym wie, ale On sam wieńczyć będzie bohaterstwo.

Zegar twego życia idzie przyspieszonym tempem. Nie trzeba go jednak zwalniać, bo w przeszłości niemało było opóźnień. Pragnę, byśmy zdążyli na czas przeznaczony. Nie odpoczywaj – walcz do ostatka.

104

Zabiorę cię do nieba wówczas, gdy przez umartwienie dojdziesz do tego, czego już dawno żądałem od ciebie, tj. uduchowienia twego ciała. W niebie ciało będzie mieć udział w chwale i szczęściu duszy, ale by było zdolne zażywać takich rozkoszy, musi przejść przez próbą ogniową. Ja sam przeprowadzam przez nią. Taki cel mają choroby, którymi doświadczam ukochanych moich; do tego celu ma służyć praca lub umartwienie. Gdybyś była nie podjęła dla Mnie dobrowolnie umartwień fizycznych, byłbym cię doświadczał cierpieniem z chorób płynącym. Uprzedziłaś Mnie.

Nie trzeba gasić w sercu radości, jeżeli Ja ją daję. Źle postąpiłaby dusza, która pod pozorem własnej niegodności nie chciałaby przyjąć radości Bożej. Byłaby wówczas podobna do osoby zaproszonej na ucztę, posadzonej na miejscu zaszczytnym, ale odsuwającej napój nawet wówczas, gdy gospodarz sam usługuje, nalega i prosi, by piła. Radość Boża - to rzeźwiący duszę napój. Gdy go Bóg podaje, trzeba go przyjąć z pokorą i wdzięcznością, ale równocześnie trzeba być gotowym złożyć z niego [w] każdej chwili ofiarę, jeżeli Bóg tego zażąda. Nad wszystkie rozkosze i słodycze wewnętrzne powinna dusza przenosić wolę Bożą.

(…)

Posłuchaj, dwa są rodzaje bezkrwawego męczeństwa: Jedno - to gdy dusza z poddaniem sią woli Bożej i z miłością przyjmuje z ręki Bożej wszystko, co ten Ojciec najlepszy zsyła, zarówno wielkie cierpienia, jak i drobne doświadczenia; jest w tym wielka doskonałość - dusze idące tą drogą otrzymają palmę męczeństwa. Drugi rodzaj męczeństwa bezkrwawego - to dobrowolne zaofiarowanie się Bogu na cierpienia i doświadczenia Boże, połączone z dobrowolnym umartwieniem. Duszy, która kroczy tą drogą, potrzeba dużo męstwa i wytrwałości. Trzeba, by w chwilach krytycznych przypominała sobie owych męczenników zanurzonych w lodzie. Wieniec nagrody tuż nad ich głową - już tylko chwila próby.

Leonio, złożyłaś ślub czynienia tego, co doskonalsze. Ślub ten zapisany jest w moim Sercu. Wszystko, co czynisz w imię tego ślubu, ma w moich oczach wartość męczeństwa. Jeszcze chwilę..., a w następnej już będziesz w moim Sercu na wieki.

105

Spowiednik zakazał mi pewnych umartwień, poddałam się z całym posłuszeństwem i spokojem duszy. Pan Jezus objął moją duszę i powiedział: Oddam ci nagrodę za pragnienie umartwienia równą samemu umartwieniu. A nadto osobno wynagrodzę cię za posłuszeństwo. Innym razem znów się odezwał: Spowiednik zakazał ci umartwień z mojego natchnienia. Trzeba, moje dziecię, dać Mi miejsce działania, a ty je całe wypełniłaś umartwieniem. Dotąd dawałaś Mi ty. Czas, bym zaczął Ja dawać.

105

Wprawdzie już na ziemi, przez łaskę poświęcającą, dusza jest wszczepiona w Mistyczne Ciało Pana Jezusa, żyje Jego życiem, ale w niebie dzieje się to w tak niepojęty sposób, że dusza już nie może żyć samodzielnym życiem, żyje Bogiem, stanowiąc z Nim jedno. Rozumiesz teraz, dlaczego Bóg tak oczyszcza duszę przed śmiercią, dlaczego druzgocze wszelkie upodobania, wszelkie pociągi natury, pomimo nieraz jęku duszy i jej łamania się. Bóg dokonuje obecnie w tobie takiego oczyszczenia, bo cię chce wkrótce wszczepić w siebie, chce cię ubóstwić.

109

Podziękuj Bogu za to, że stworzył prątki gruźlicy - one oddadzą ci przysługę. Ja sprawię, że nie zarazisz sióstr ani ojca duchownego. On Mi jest potrzebny w przeprowadzeniu ciebie do wieczności. On cię tam już prowadzi, co krok zbliżasz się naprzód.

110

Moja Leonio, przygotowują dla ciebie krzyż. Czy jesteś gotowa wyciągnąć nań swoje ramiona? Tak, mój Najmilszy - odpowiedziałam. Popatrz, jakim uszczęśliwieniem darzy krzyż. Spojrzałam. Jakaś postać ukrzyżowana spoglądała na mnie, a oczy jej były pełne blasku, pełne żaru i takiego piękna, a takiej szczęśliwości, że mimo woli wyrwało mi się z duszy wołanie: Warto być ukrzyżowanym - Jezu, pozwól mi wejść na ten krzyż. Jezus szepnął: Inny dla ciebie przygotowuję.

Tak lubię każdy akt upokorzenia duszy, że za każdym razem, ilekroć czyni go dusza, przytulam ją do swego Serca, pogrążam głębiej w sobie, przyozdabiam nowym blaskiem chwały. Sprawiasz Mi radość upokorzeniami. Gdyby dusze znały cenę upokorzeń, toby się pomiędzy nimi wytworzyła święta emulacja [współzawodnictwo] Tak ubiegałyby sią o upokorzenia, jak ludzie światowi ubiegają się o honory, zaszczyty, urzędy. Owszem, daleko skrzętniej by to czyniły, bo to wszystko są dobra przemijające, a tamto niespożyte, wieczne. Każdy akt upokorzenia to jakby nowe pociągnięcie pędzla na tle duszy, a moja Boska moc utrwala na wieczne czasy ten rys, tak miły memu Boskiemu Sercu.

W parze z upokorzeniem powinno zawsze iść umartwienie, które rzeźbi duszę na modłę Bożą. I wśród rzeźb wybór jest wielki. Może to być proste tylko obciosanie głazu, także trudno odpoznać, co ów głaz oznacza, ale może być również tak precyzyjne wykończenie, że dowodzi smaku estetycznego i wielkich uzdolnień artysty. Dziecino moja, bądź zawsze gotowa do złożenia Mi ofiar, jakich tylko miłość moja zażąda od ciebie. Wyrzec się siebie we wszystkim, zrezygnować z przyjemności niewinnej i dozwolonej, z której jednak można złożyć ofiarę, potrafi tylko dusza wspaniałomyślna, której życie umieraniem ustawicznym się staje. Ja nie mogę być obojętny na tego rodzaju śmierć sobie. Za każdym takim aktem konania przyspieszam niejako bicie mego Serca, by obficiej wlewać życie w duszę, by ją posilać sobą, własną moją Krwią.

111

Tyś zgubiona dla stworzeń, dlatego Trójca Przenajświętsza obrała cię sobie za przedmiot swego upodobania. Od każdej z trzech Osób Boskich otrzymasz pomnożenie miłości, ale zarazem wzrost cierpienia. Bóg za pomocą cierpień wewnętrznych potrafi dokonać tego, co dokonuje przez choroby. Jednym aktem cierpienia miłości możesz wynagrodzić mojemu Sercu za oziębłość i obojętność tysiąca dusz. Tęsknotę za Bogiem Ja sam roznieciłem w sercu twoim. Znoś z miłością ten ból trawiący. On tak dobrze ukryty, a zawsze pragnęłaś cierpień ukrytych. Miłość własna nie znajduje w nim tego zadowolenia, jakie może znaleźć w chorobach, kiedy sobie uświadamia, że cierpi bardzo. Żyj miłością mojej woli, by kiedyś przejść w niebo na jej skinienie.

112

Do miłości doskonałej dochodzi się przez ofiarę, zaparcie się siebie, zapomnienie o sobie i przez [jak] najczęstsze wzbudzanie aktów miłości. Kryj się najczęściej w Sercu moim, bo Ono jest siedliskiem miłości. Tul się w objęcia Matki Niepokalanej, a Ona doprowadzi cię do wyżyn miłości.

115

Ty w sercu twoim dajesz Mi prawo do posiadania całego twego jestestwa. Ja nie robię również zastrzeżeń - cały jestem twój, kocham cię. Ja tobie wystarczam, serce twoje, tonąc w moim, nie pragnie ani łaknie, bo ma w sobie wszystko. A jednak polecasz Mi świat cały jako coś, co ma wypełnić jeszcze pragnienia twojej duszy. I Ja w sercu twoim nie pragnę ani łaknę, bo Mi oddałaś całą jego miłość, ale każda dusza i świat cały również leży Mi na Sercu i powierzam go tobie. Moja mała siostrzyczko, ofiaruj się za drugich, pozwól Mi zmiażdżyć ciebie za drugich. Sprawy moje niech będą twoimi, jak Ja jestem twoim, a ty moją na wieki na mocy związku miłości.

117

Poproś spowiednika, by ci pozwolił trzy dni w tygodniu wstrzymać się całkowicie od przyjmowania posiłku na uwielbienie Trójcy Przenajświętszej - na uproszenie łask potrzebnych kapłanom. Poniedziałek poświęć Ojcu niebieskiemu i błagaj Go, by rodził w duszach kapłanów swego Syna, by ich kształtował na wzór odwiecznego Arcykapłana, by urabiał z nich drugich Chrystusów. We czwartek wstrzymaj się od przyjęcia pokarmów na uwielbienie Jezusa, który w tym dniu zostawił swe Ciało na pokarm dusz. Błagaj Słowo Odwieczne, by kapłani godnie i z największą miłością sprawowali Najświętszą Ofiarę i rozdawali duszom Chleb Aniołów. Na uwielbienie Ducha Świętego poświęć sobotę, by razem z Niepokalaną Jego Oblubienicą Maryją zjednywać dla kapłanów najobfitsze dary Ducha Świętego, Jego światło i pomoc w głoszeniu kazań i kierowaniu duszami. Powiedz spowiednikowi, że moją wolę uzależniam od jego pozwolenia i że nie polecam ci tego w formie nakazu, ale życzenia uzależnionego od jego uznania.

Cierpienia duchowe, tęsknota za Panem Jezusem wyrwały mi znowu z duszy strumienie łez i skargę bolesną. Powiedziałam Panu Jezusowi, że jeżeli ten stan dłużej potrwa, zabije mnie tęsknota za Nim. Jezus raczył odezwać się. Dziecino moja. Ja ci laskę wyświadczam, przeprowadzając cię przez czyściec cierpienia. Niemowlęta nie cierpią w czyśćcu. Chcę i dla mojego niemowlęcia łaski - jakim [ty] jesteś - uczynić ten przywilej. Wiesz jednak, że miłość jest bardzo wymagająca, muszę na ziemi wyniszczyć w tobie wszystko, co mogłoby stanowić materiał ognia czyśćcowego. Wiem, że cierpisz, ale nierównie więcej cierpiałabyś w czyśćcu. Popatrz, moje dziecię, Ja sam chłodzę ogień wokoło ciebie - w sercu go tylko rozpalam, bo chcę przez ciebie być kochany miłością płomienną.

118

Zaczęłam odprawiać drogę krzyżową, ale nie odeszłam od pierwszej stacji. Po tylu dniach tęsknoty Jezus ukazał się duszy - spokojny, cichy, łagodny, skrępowany [tak], jak stał przed sądem Piłata; wzgardzony od wszystkich. A jednak dusza moja ukorzyła się przed Nim, wyznając Jego Bóstwo, majestat królewski, świętość, a zarazem powitała Go radośnie jako swego Pana i Boga; tuliła się do Niego jak do Ojca i Oblubieńca, całując więzy, którymi był skrępowany. Trwałam tak długo u stóp Jezusa i zdaje mi się, że Pan Jezus był zadowolony, że zapomniał o Piłacie, widząc przed sobą kochające Go dziecię.

Trwałam w oschłej adoracji Najświętszego Sakramentu. Pan Jezus wezwał mnie do odprawiania drogi krzyżowej. Pójdź – mówił Pan Jezus - napij sią ze zdrojów mojej mąki. Nie sprzeciwia sią to drodze niemowlęctwa - owszem, pogłębia je. Już ci mówiłem o tym, że w niemowlęctwie miałem ustawicznie przed oczyma moją mękę bolesną. Niemowlęctwo było streszczeniem mej męki. I dusza - niemowlę łaski, towarzyszka mego niemowlęctwa – musi zrozumieć, w miarą udzielonej jej laski, tajemnicą krzyża. Tylko w krzyżu umartwienia i zaparcia się siebie może być zrozumiana tajemnica życia wewnętrznego na drodze niemowlęctwa. Wąska to drożyna, ale maleńcy nie potrzebują szerokich i przestronnych dróg. Pójdź, napij się z kielicha twojego Zbawcy - Jezusa.

Poszłam, ale jak poprzedniego dnia. Pan Jezus znowu się ukazał przy pierwszej stacji. Pociągnął mnie w swoje objęcia, w przepaść Bóstwa swego. Pojąć nie mogłam tej tajemnicy. Majestat Boski, przed którym upada wszelkie stworzenie. Świętość nieskończona - Bóg - stoi skrępowany jak niewolnik, cichy, pokorny. Tonęłam w uwielbieniu i miłości. I pytałam, dlaczego Pan Jezus zezwolił na takie obchodzenie się z Nim. A On odpowiedział z dobrocią: Uczyniłem to z miłości dla ciebie. Stojąc przed Piłatem, miałem przed oczyma twoją przy Mnie obecność w tej chwili. To było już wówczas moją pociechą. Zniknął mi sprzed oczu świat, a nawet zdawało mi się, że i człowieczeństwo Pana Jezusa znika. Została tylko Jego postać świetlana, a w Jej głębi niezmierzone Bóstwo, któremu dusza uwielbienie i miłość tylko oddawać pragnie.

Przy piątej stacji Pan Jezus znowu się ukazał ze skrzywionym obliczem i rzekł: Leonio, ile razy dusza czysta przyjmuje Mnie w Komunii Św., odtwarzam w niej swe Boskie rysy w ten sposób, że tulę się do tej duszy; w jej czystości i miłości osuszam moją krew, pot i łzy; zostawiam ich ślady w tej duszy. I gdyby dusza wpatrywała się z miłością w moje oblicze, odnajdywałaby je zawsze w sobie.

Przy ostatniej stacji, zamiast grobu, Pan Jezus ukazał mi krzyż, z którego było zdjęte Jego najświętsze ciało, a na krzyżu widniała duża, prawie cały krzyż obejmująca, cierniowa korona, włócznia (lanca), gwoździe. Pan Jezus szepnął: Narzędzia te czekają na moją oblubienicę. Czyściec twój znajdzie zakończenie tu - na krzyżu.

119

Zdawało mi się, że Pan Jezus usunął z mojej duszy wszystko, co dotąd dawało mi nadzieję, że wkrótce weźmie mnie do nieba. W pierwszej chwili, kiedy to spostrzegłam, uśmiechnęłam się, myśląc, że Pan Jezus uczynił to dlatego, by potem niespodzianie spełnić moje nadzieje. W niespełna jednak dwie godziny później, kiedy się znalazłam wobec Pana Jezusa, zalałam się łzami, a z serca wyrywały się bolesne skargi. Mój Jezu - mówiłam wśród łkania - gdybyś Ty nie miał nic i nikogo, tylko jedyną istotę, którą byś kochał całym sercem, a ona kryłaby się przed Tobą i milczałaby, a nawet zabierałaby nadzieję, że wkrótce przyjdzie do Ciebie, czybyś nie zapłakał, Najmilszy? Powtarzałam Panu Jezusowi, co mi tylko miłość i tęsknota dyktowały, a Pan Jezus w końcu odezwał się: A kto wzbudził w twym sercu tą tęsknotę za Bogiem? Kto ci dał te łzy obfite? Niech ci to będzie promykiem nadziei, że myślę o tobie i o przeprowadzeniu cię do Ojca. W tęsknocie twej do Boga kryje się główne cierpienie czyśćca. Dusze cierpiące w czyśćcu trawi ogień poczucia ich niegodności, by stanąć przed obliczem Bożym, i ogień tęsknoty za swoim Stwórcą. Pozwól, niech te płomienie oczyszczą i ciebie, niech wypalą wszelką niedoskonałość, bo Ja chcę twojej świętości. Chcę twego ubóstwa w duchu, dlatego ogołacam cię z ciebie samej - z pragnień, które mogłabyś nazwać swoimi, z uczuć, które sprawiałyby ci radość. Dla odpocznienia jednak zabiorę cię od czasu do czasu do błogosławionej przystani mego Serca, byś się napiła pokoju, nadziei i miłości.

Dusza, która modlitwą i ofiarą wspomaga kapłanów, staje się kapłanką w tym znaczeniu, że w niebie będzie mieć udział w tym osobliwym szczęściu i chwale, jakie przygotowałem od wieków dla sług moich ołtarzy.

120

Raz ukazał mi Jezus krzyż opleciony od podnóża aż do wierzchołka wieńcem, ale wieniec był z płomieni. Cały krzyż zajęty był płomieniami, ale sam się nie palił. Jezus powiedział: Płomienie palą to, co się na ołtarz ofiarny przyniesie, ale krzyż zostaje cały. Gdy wstąpisz ostatecznie na krzyż, by na nim umrzeć, płomienie obejmą cię całkowicie. Miłość płomienna wyniszczy cię do ostatka.

Znowu zaczęłam odprawiać drogę krzyżową- tym razem z taką niechęcią, z taką jakąś odrazą, że się aż fizycznie czułam osłabiona pod wpływem walki, jaką sobie zadawałam, by móc przynajmniej na chwilę zatrzymać się przy każdej stacji. Zdawało mi się, że jest to pochód męczeństwa.

(…)

Przy ostatniej stacji serce moje napełnił odczuwalnie żar miłości. Jezus znowu odezwał się: Nie doznałabyś tego dotknięcia miłości, gdybyś się była zniechęciła i nie odprawiała drogi krzyżowej. Miłe Mi jest rozważanie mej męki. Wchodzę do serca twego, by w nim spocząć po trudach krzyżowych, ale niech to serce będzie dla Mnie ogrodem kwiatowym - jest ono tym przez miłość. Dziś już do pustego i zimnego grobu serc nie chcę wchodzić, bo więcej nie umieram - śmierć już nie ma nade Mną panowania. Toteż [jeśli] w której[ś] duszy panuje groza śmierci, opuszczam ją, by iść pomiędzy żyjących i kochających.

122

Pewnego razu zapytałam się Pana Jezusa: Dlaczego, mój Jezu, pociągasz moją duszę do tajemnic męki swojej i w niej tylko obecnie dajesz mi odpoczynek? A pamiętasz - powiedział Jezus - co ci mówiłem? Przeżyjesz razem ze Mną raz jeszcze moje życie. Zaczęliśmy od niemowlęctwa. Spodobało się teraz dobroci mojej dać ci udział w mojej męce. Chciałem także zmniejszyć cierpienia twojego czyśćca, bo czymże są twoje cierpienia wobec ogromu moich?

(…)

5 VII [ 1936 r.] Maleńka moja towarzyszko, pójdź ze Mną – chcę cię mieć przy sobie. Nawet nie próbuj zająć czym innym twej duszy. Chcę cię zajmować moją męką; chcę, byś ze Mną cierpiała. Widok maleńkiej, kochającej Mnie duszy sprawia Mi radość w mej bolesnej męce. O mój Jezu - powiedziałam - na kogo Ty liczysz, jakiej pociechy możesz ode mnie oczekiwać? Leonio, gdy rodzice pogrążeni są w smutku, doznają radości na widok maleństw swoich, chociaż one nie są jeszcze zdolne podzielać trosk rodzicielskich.

Tego samego dnia wieczorem, w czasie wspólnych modlitw, czułam się tak bardzo przeniknięta moją niegodnością, że ani się spostrzegłam, iż zamiast głośnych modlitw powtarzałam po cichu: jestem ziemią, błotem i gnojem. Tymczasem spostrzegłam, że Pan Jezus jest przy mnie. Z duszy wyrwała się bolesna prośba - Jezu, nie zbliżaj się do mnie. Ale wbrew mojej prośbie Pan Jezus wyciągnął do mnie swoje dłonie do ucałowania. Nie uczyniłam jednak tego. Jezu - szeptałam wśród łez - ja nie mogę dotykać świętości nieskończonej. Pan Jezus chciał zapewne, bym przynajmniej patrzyła na Niego, bo z Jego oblicza spłynęły na mnie jasne promienie, ale właśnie w ich blasku ujrzałam jeszcze wyraźniej moją brzydkość, toteż zasłoniłam twarz dłońmi, powtarzając - ja nie mogę, mój Jezu, patrzeć na Ciebie, ja nie chcę. Otocz się duszami czystymi, które masz wokoło, a mnie pozwól ukryć się w kąciku i opłakiwać me grzechy. Jezus zapytał - a niebo? Nie chcę nieba - powiedziałam - chcę czyśćca i cierpienia. Czułam w głębi duszy, że choćby mi Pan Jezus otworzył niebo natychmiast, nie weszłabym tam w takiej nędzy.

124

8 VII [1936 r.] Wieczorem w czasie wspólnych modlitw ukazał mi się Pan Jezus rozpięty, ale nie na krzyżu, lecz na zielonym, rozłożystym drzewie. Z głowy Jego i z całego najświętszego ciała spływała tak obficie krew, że ledwie dojrzeć mogłam Jezusa. Widok ten takim bólem napełnił moją duszę, że kiedy siostry ukończyły modlitwy i na mnie przyszła kolej odmawiania nowenny do Bożego Serca, słowa wymówić nie mogłam i dopiero do dłuższej chwili odmówiłam ją z trudem, ledwie dosłyszalnym [9] głosem. Jezus mówił w duszy: Leonio, to drzewo jest tym, z którego zrobiono dla Mnie krzyż. Niejednokrotnie w mym życiu modliłem się w cieniu tego drzewa, obejmowałem je i okrywałem pocałunkami jako mój ołtarz ofiarny, jako łoże mojej śmierci. Drzewo to, zaszczepione na opoce niewzruszonej, którą jest Piotr, rozrosło się tak bujnie, że konarami swoimi obejmuje już cały świat. W jego cieniu mogą znaleźć pokrzepienie i ochłodę wszystkie dusze dobrej woli. Jego owocem i jego sokami mogą się karmić na żywot wieczny. Tym drogocennym owocem jest moje Ciało, które zawisło na drzewie krzyża; ożywczymi sokami moja Krew, którą na krzyżu wylałem, nie tylko jako okup za grzechy świata, lecz także jako pokrzepiający napój dla dusz. Cząstki drzewa krzyżowego, które Kościół rozdziela całemu światu jako najcenniejszą relikwię, będą przed końcem świata zebrane przez moich aniołów i przeniesione do nieba. Zasadzą to święte drzewo pośrodku raju wiekuistej szczęśliwości. Tam będą nasze - niekończące sią nigdy - gody weselne. Nie będzie to już drzewo wiadomości dobrego i złego [Rdz 2,9; 2,17], lecz drzewo żywota. Drzewo to będzie tablicą pamiątkową dla tych, którzy w życiu składali w krzyżu swoje cierpienia. Imiona ich będą wyryte na drzewie krzyża i dusze doznawać będą szczególniejszej radości na widok swego imienia jaśniejącego chwałą. Żaden wódz, nagradzany na ziemi za swoje zasługi, nie doznał tyle radości, ile tam zazna dusza na jedno wejrzenie na drzewo żywota. Pan Jezus dał mi na chwilę zobaczyć owe drzewo, a owe imiona błyszczały taką rozmaitością barw, że darmo siliłabym się na wyszukanie słów czy porównań, by dać o tym pojęcie.

127

W ostatnim tygodniu dałam Panu Jezusowi oczywisty dowód, jak bardzo słaba jestem. Tak bardzo pragnęłam cierpienia, tylokrotnie błagałam o nie usilnie, a kiedy mnie Pan Jezus doświadczył prawdziwym cierpieniem, okazałam, do czego jestem zdolna. Cierpienia moje wewnętrzne dochodziły niekiedy do najwyższego napięcia. Czułam się odarta z wszelkiego dobra duchowego, ze wszystkiego, co mogłabym nazwać życiem wewnętrznym. Poczucie niegodności i grzeszności wobec Boga było tak wielkie, że mi się aż nasuwała myśl o potępieniu wiecznym. Cierpieniem bardzo bolesnym było to, że znikła z mojej duszy nawet tęsknota za Bogiem, natomiast nasuwały się myśli, że nie tęsknię za Bogiem dlatego, że mi jest za dobrze na świecie. Tymczasem była to tylko ironia, bo poza Jezusem nie znajduję oparcia w niczym na Świecie. W duszy mojej panowało jakieś dziwne umęczenie, ucisk niedający się określić. Raz, kiedy to umęczenie duszy dochodziło do najwyższego stopnia, z duszy mojej wyrwała się prośba: Jezu, skróć mój czyściec, bo nie wytrzymam dłużej. W tej chwili jednak przypomniały mi się prośby o cierpienia. Toteż pełna zawstydzenia prosiłam Pana Jezusa, by nie słuchał tej ostatniej prośby, by mi pozwolił jeszcze dużo cierpieć na ziemi. Pan Jezus uwzględnił jednak moją słabość, przyszedł, przytulił do swego Serca i choć nic nie mówił, samą obecnością swoją umocnił mnie na dalsze

cierpienia.

27 VII [1936 r.] Pan Jezus przyszedł, napełnił duszę moją szczęściem i radością, a potem rzekł: Dziecino, twój czyściec skończony Jako dopełnienie czyśćca przyjąłem pokutę, jaką otrzymałaś przy ostatniej spowiedzi - odprawienie drogi krzyżowej i ofiarowanie odpustu za siebie samą. Będziesz jeszcze wiele cierpieć, ale to już pójdzie do skarbca Kościoła, na korzyść dusz.

Pan Jezus dodał jeszcze: Powiedz spowiednikowi, żeby był spokojny, bo umartwienia nie przyczyniły się bynajmniej do podkopania twojego zdrowia. Jest to ingerencja Boża, na którą nie ma lekarstwa na ziemi. Nie pomoże ci żadne lekarstwo ziemskie i żaden lekarz nie zabroni Mi zabrać cię do siebie wówczas, gdy Mi się spodoba.

138

Nastąpił teraz sąd miłości. Duch Święty mówił: Czy zawsze byłaś gotowa na słuchanie moich natchnień, czy byłaś im wierna? O dziecku posłusznym mówi się nie wówczas, kiedy ono wiernie słucha poleceń matki, lecz wówczas, gdy ono stara się wszystkimi siłami wprowadzić w czyn owe polecenia. Wiele jest twojej winy w tym, że ci zakazano umartwień, czy już zupełnie myślisz zejść z tej drogi? Myśl o umartwieniach sprawia radość w godzinę śmierci - chcesz się jej pozbawiać? Mój Boże - powiedziałam - przecież ja mam zakazane umartwienie. Masz zakazane umartwienia większe, na drobne masz polecenie, a ty i z tych rezygnujesz. Jeżeli ty będziesz skąpa dla Boga, Bóg będzie skąpy dla ciebie. Posłuchaj, proś spowiednika o jednorazową krwawą dyscyplinę w ciągu tygodnia i o trzy dni całkowitego postu za kapłanów. Nie zaszkodzi to twojemu zdrowiu, będzie tylko paliwem do ognia miłości, który - jak ci to już powiedziałem - stanie się przyczyną twej śmierci. Infekcja uczyni tylko wentylatory, którymi płomienie wydobyć się mają. Postanowiono człowiekowi raz umrzeć [Hbr 9,27]. Choćbyś się otoczyła wszystkimi wygodami i pieszczotami - już nie przedłużysz swojego życia, bo postanowienie względem ciebie już uczynione. Składaj Bogu umartwienia jako dowody miłości. Jeżeli nie otrzymasz pozwolenia na umartwienia, nie zaniedbuj drobnych ofiar Pamiętaj, że jesteś zdobyczą miłości, a miłość mierzy się ofiarą. Św. Jan Vianney i św. Teresa nie zaniedbywali umartwień pomimo późnego wieku, prac ciężkich i niedomagań fizycznych. Chciałbym, byś szła z nimi w zawody, bo im podobne odbierasz łaski. Sama łaska zaślubin z Bogiem daje moc duszy. Niewzruszony pokój duszy - to owoc tej łaski. Ty zachowujesz ten spokój. Kiedyś jednak okazałaś słabość, martwiłaś się zanadto - unikaj tego. Maleńkie dzieci nie poddają się zmartwieniom. Nie podoba mi się także twoja gorączkowość w chwilach doświadczeń wewnętrznych. Wyszukujesz sposoby wydobycia się z nich, myślisz o wyszukaniu innej drogi do Boga. Czyń, jak ci spowiednik polecił - patrz w Boga, nie patrząc, czy droga kamienista, czy kwiecista. Spiesz naprzód, zawsze naprzód, a tam - na szczycie gór – czeka na ciebie moja Niepokalana Oblubienica, która cię bardzo kocha.

144

Gdybym w tej chwili miała umierać - czy byłoby mi czego[ś] żal i czy pragnęłabym jeszcze czego? Zdaje mi się, że już mnie nic ze światem nie łączy. Pragnęłabym tylko móc jeszcze - z miłości dla Boga - umartwiać się, bo w niebie już ani jednej ofiary złożyć nie będzie można. A więc - skoro jeszcze żyję - postanawiam sobie wobec Trójcy Przenajświętszej prosić spowiednika o pozwolenie na umartwienia. Jeżeli pozwolenia nie otrzymam, będzie to umartwienie woli, które również miłe jest Panu Jezusowi, a dla duszy prawdziwą [jest] ofiarą. Będę sobie wynagradzać drobnymi umartwieniami brak większych. Starać się będę o większe skupienie ducha, o to, by Jezus mógł przeze mnie oddziaływać na dusze sióstr, które powierzył mej pieczy. Będę się więcej modlić o wypełnienie się woli Bożej nade mną, a własne pragnienia podporządkuję Bożym zamiarom.

W chwili, gdy robiłam te postanowienia. Duch Święty odezwał się: Poświęć resztę życia za Kościół święty i kapłanów, jak ci to polecił spowiednik. Uczynił to z mojego natchnienia i Ja ci to dzisiaj przypominam. Czyń wszystko w intencji Kościoła, bo chcę, byś miała udział w jego pracach apostolskich.

148

12 VIII [1936 r.] Co to za przedziwna tajemnica życia w zjednoczeniu z Bogiem. Nic ziemskiego nie wejdzie do owej komnaty, gdzie żyje Trzykroć Święty. Tam może istnieć tylko wymiana miłości. Ze strony Boga - silna, nieskończona, mocna jako śmierć, niszcząca wszystko, co nie jest Bogiem; ze strony duszy - pokorna, pełna żalu, ale i serdeczności, do jakiej tylko dusza, wsparta łaską, jest zdolna. Powiedział Pan Jezus: Kto by pił wody, które Ja mu dam, pragnąć nie będzie na wieki [J 4,14]. Posłuchaj, mój Jezu, pragnąć nie będzie niczego poza Tobą, ale pragnie, i to gorąco, i coraz więcej Ciebie. Masz takie stworzenie którego pragnienia nie ugasisz na świecie. Zanurzysz go w oceanie Twej miłości, a ono, biorąc od Ciebie bezmiar miłości, oddaje wszystko Ojcu niebieskiemu, a od Ciebie ciągle i ciągle będzie pragnąć. Nie zaspokoisz mojego pragnienia na ziemi - gdybym mogła, obrabowałabym Cię ze wszystkiej Twojej miłości, by Ci ją z powrotem oddawać. Tak, pragnę dawać miłość za miłość. O Jezu, wiem, że jesteś źródłem miłości, a to źródło bije w mojej duszy, więc mi nie zabraknie Twych Boskich wód. W każdym razie jestem nienasycona i dopóki nie dasz mi najpełniejszego posiadania Boga w niebie, nie powiem Ci - Najmilszy - że już niczego nie pragnę. Mój Jezu, ja pojąć nie mogę, jak można żyć bez Ciebie. Ale mi mówią, że są na świecie ludzie, którzy żyją z dala od Ciebie. Żal mi tego ludu. O, jak bardzo pragnę, by wszyscy na wyścigi spieszyli do Ciebie, jakże pragnę kosztem największych cierpień i ofiar zdobywać Ci dusze. Jezu, czemuż nie mogę ponieść męczeństwa dla ratowania choćby jednej tylko duszy, czemu odmawiasz mi umartwień, czemuż, ach, czemuż nie każesz się wyniszczać dla Ciebie, dla dusz? Czyżbyś nie chciał mojej ofiary całopalnej? Jeżeli nie spalisz mnie ogniem miłości, strawi mnie żar tęsknoty i pragnienie coraz ściślejszego zjednoczenia się z Tobą. Tak mówiłam do Jezusa, którego nie widziałam, a jednak czułam Go przy sobie, czułam Jego wzrok we mnie utkwiony; wiedziałam, że mnie słyszy i pozwala mi się wypowiedzieć.

Kiedy już wypowiedziałam swoje pragnienia i skargi, że mnie dotąd nie spalił, Jezus odezwał się: Czym ty jesteś dla Mnie? Czym byłaś, kiedyś podsłuchiwała pragnień mojego Serca? Odtwarzasz je wiernie, jak echo. Moje kochane echo, ty powtarzasz moje pragnienia. Ja pragnę, byś Mi się jeszcze bardziej i jeszcze całkowiciej oddała; pragnę, byś Mi zdobywała dusze ofiarą; pragnę, byś szerzyła moją miłość, byś ją odbierała od mojego Serca, a dawała ją Ojcu jako wynagrodzenie za oziębłość świata. Dziecino, ulżyj moim pragnieniom, podaj Mi napój rzeźwiący, daj Mi ofiary i zapomnienie o sobie - za kapłanów, za cały Kościół święty i za tych, którzy Mnie odpychają od siebie. Ty nie pojmujesz życia poza Mną. Niestety, Ja mam takie dusze, do których kołaczę daremnie. Mnie także trudno pojąć życie bez Życia, tym bardziej że Serce moje pragnie go udzielać. Zdroje wód moich są otwarte. Grzesznicy zamykają swe serca, by się pożywić.

Oblubienico moja, napisz, że dusze gorliwe, spragnione mojej miłości, mogą czerpać podwójną ilość wód łaski i miłosierdzia; mogą brać i te łaski, które inni odpychają. Chciejcie wykorzystać czas zmiłowań Bożych nad wami, chciejcie być sprytnymi handlarzami darów miłości. Od was zależy wzbogacenie ubóstwa waszego. Ja pragnę rozdawać, a dusze nie chcą brać; pragnę napawać dusze szczęściem, a one - choć spragnione - oddalają się od Źródła.

W waszych stosunkach gospodarczych wytworzyło się bezrobocie, ludzie przywykli do „bez pracy". O, gdyby ci wszyscy, którzy pozbawieni są pracy, przyszli do mojej winnicy, znaleźliby pracę uszczęśliwiającą. Popatrz, czy w moich świątyniach dużo jest tych, którzy nie mają pracy? Śpią wygodnie wówczas, gdy Ja się wyniszczam na ołtarzu dla ich zbawienia. W zimie zasłaniają się brakiem ciepłej odzieży, w lecie upałem, a we Mnie znaleźliby ogień i ochłodę. Ja się lituję nad nimi, bo znam ich położenie, lecz czemu Mnie unikają, czemu nie otwierają Mi swoich serc? Dziecino, pocieszaj Mnie za oziębłych katolików i za obojętne dla Mnie dusze zakonne.

151

21 VIII [1936 r.] Przez kilka dni Pan Jezus zupełnie zasłaniał przede mną swoją obecność. Podlegałam licznym roztargnieniom, nie słyszałam głosu Najmilszego. Uczynił to Jezus zapewne dlatego, że Mu nie byłam posłuszna. W dniu 17 VIII Pan Jezus powiedział mi: Proś spowiednika, by ci pozwolił wstrzymać się całkowicie od posiłku przez 3 dni - za kapłanów. W tym samym dniu, po południu, odezwał się drugi raz: Proś spowiednika, by ci pozwolił nic nie jeść przez 6 dni - od czwartku do następnego czwartku - później ci powiem dlaczego. Dam ci siły do przetrwania postu, a także dlatego, by się spowiednik nie bał, że szkodzisz swojemu zdrowiu.

Nie zgodziłam się na to wewnętrznie. Pomyślałam - po cóż będę prosić, kiedy pozwolenia nie otrzymam. Zamilkł Jezus, a po Komunii świętej następnego dnia zasłonił nawet swoją obecność. Dzisiaj wyznałam spowiednikowi swoją niewierność, otrzymałam pozwolenie na zachowanie całkowitego postu. Pan Jezus okazał mi swoje zadowolenie, napełnił moją duszę nowym szczęściem.

Na początku Mszy św. o godz. ósmej odezwał się znowu głos wewnętrzny: Wybrałem cię na ofiarę, dlatego zażądałem od ciebie postu. Kosztowałaś dotąd słodyczy dobroci Bożej – zakosztujesz teraz [Bożej] sprawiedliwości. Bóg jest miłością ale i sprawiedliwością. Sprawiedliwość jest jak wszystko trawiący ogień. W tej chwili z jednego ogniska, pełnego jasności, zaczęła się wylewać lawina ognia, który niszczył wszystko, co napotkał na drodze. To jest moja, karząca nieprawości świata, sprawiedliwość – rzekł Bóg. Wszystko zagładzę, bo wszystkich moich stworzeń nadużywa człowiek. Przejdź w myśli sześć dni stworzenia - nie zostawił człowiek nic, czego by nie nadużył. Na złe użył człowiek światłości słonecznej i ciemnej nocy, odwracając się od Światłości wiekuistej, którą znieważał przez swoje grzechy. Zaćmiewał nawet światło rozumu swojego, by nie iść za jego przewodnictwem, ale poddał się kierownictwu instynktów. Pomyślałam, czy mógł człowiek nadużyć wody i w jaki sposób. I oto przed oczyma przesunęła mi się cała masa topielców. Były między nimi maleńkie dzieci, porzucone przez niegodziwe matki; byli dorośli - mężczyźni i kobiety. Widzisz - mówił głos - tak nadużywał człowiek wody, którą stworzyłem dla jego dobra. A popatrz na okręty, na podróżujących wodą. Ilu wśród nich jest bluźnierców, drwiących z potęgi Bożej ujawnionej w falach morskich - ileż tam występków. Ogień sprawiedliwości musi zalać tę nieprawość. I nowa fala ognia płynącego wydobyła się z tego ogniska – ale ja stanęłam na drodze. Już nie pragnęłam wiedzieć, w jaki sposób człowiek nadużywa stworzeń. Pragnęłam tylko za wszelką cenę zatrzymać tę lawinę. Stanęłam pośrodku, rozkładając ręce, a byłam mała jak kilkuletnie dziecko. Ojcze - zaczęłam błagać - jeżeli będziesz uważał nieprawości nasze, a któż się ostoi? [Ps 130,3] Zmiłuj się, powstrzymaj ten ogień. Zatrzymała się lawina ognia. Któż to jest? - mówił jakiś inny niż dotąd głos. Szata Jezusa, na piersiach płonie Jego imię, a nad głową korona córki królewskiej. Spostrzegłam, że ja tak byłam ubrana. Któż to jest ta córka królewska? Jakiś inny głos dawał odpowiedź: To dziecię Boże, Staje wśród ogni, by odwrócić od ludzi karzącą sprawiedliwość. Sam ją wybrałem na ofiarę. Zażądałem od niej sześciu dni całkowitego postu dla wynagrodzenia za nadużywanie przez człowieka dzieł stworzenia dokonanych w sześciu dniach. Na niej wywrę moją sprawiedliwość. Córkę swoją sprawiedliwością chłostać będziesz? - zapytał poprzedni głos. Tak uczyniłem z moim najmilszym Synem - Jezusem. Jeżeli córka królewska prosi za ludem swoim, odmówić jej nie można, gdyż idzie z ofiarą.

Pamiętaj - mówił znów do mnie głos - pamiętaj i zapisz sobie, co ci powiedział dzisiaj spowiednik: że jesteś ofiarą nie dla siebie, ale dla Kościoła, a zwłaszcza dla kapłanów -jego najmilszej cząstki. Oni mają być światłością nie tylko dla siebie, ale i dla drugich. Masz ich wspierać modlitwą i ofiarą; masz im pomagać; masz być gwiazdą, która płonie nie dla siebie, lecz dla innych. A teraz zbliż się do Jezusa. Przyjmij Go dzisiaj jako zadatek sprawiedliwości wymierzonej przeciwko tobie, skoro zasłaniasz świat. Gorące łzy płynęły mi z oczu. Zbliżyłam się jednak do Jezusa, ofiarując Mu się na całopalenie.

152

22 VIII [1936 r.] Cierpiałam duchowo bardzo. Jezus szepnął: Cierpisz nie dla siebie, lecz dla Kościoła, i to nauczającego – dla kapłanów. Przez ciebie użyczę im łask obfitych. Fizycznie odczuwałam ból, a właściwie nie był to ból - zdawało mi się, że mi do serca przyłożył ktoś rozpaloną pieczęć, a jej żar palił jak ogień. To za tych kapłanów, którzy niegodnie noszą w swej duszy charyzmat kapłaństwa, i za tych, którzy nie szerzą miłości Najświętszego Sakramentu, nie płoną miłością sami. Wejdź aż tu, do mojego Serca. Żyj w Nim - kochaj Je za drugich.

W czasie Mszy św. o godzinie ósmej, po konsekracji chleba, Pan Jezus odchylił ranę swego Serca. Wypłynęła zeń obficie Krew najświętsza do kielicha - napełniła go po brzegi. Resztę zatrzymał Jezus w swym Sercu i rzekł: To dla ciebie.

Cierpię, ale nie umiem tego wytłumaczyć. Jest to coś podobnego do cierpień czyśćca, które przechodziłam, ale Pan Jezus mi powiedział, że cierpienia te idą do skarbca Kościoła.

Zawahałam się w pierwszej chwili, czy podjąć pewną ofiarę, do jakiej nadarzała mi się sposobność. Jezus odezwał się: A Ja? - na krzyżu. Zapomniałam natychmiast o sobie samej, byle tylko Panu Jezusowi sprawić przyjemność.

153

Kiedy zaczęłam odmawiać „Pater noster", przy słowach „święć się imię Twoje" odezwał się Jezus: Chwała mojego imienia będzie przez ciebie rozszerzona. Obecnie dasz chwałę mojemu imieniu przez powstrzymanie się od przyjmowania posiłku. Chwała Boża będzie także przez to ujawniona wśród innych. Królestwo moje rozszerzy się w twej duszy, gdy żyć będziesz życiem z Boga tylko płynącym - taka jest moja wola w niebie; spełnij ją tak na ziemi. Chlebem twoim powszednim niech będzie teraz Chleb Aniołów [Komunia św.]. Wszystko ci przebaczam - kochaj Mnie jak Ojca i Oblubieńca, bo i Ja kocham cię jak dziecię i oblubienicę moją.

26 VIII [1936 r.] Zaczęłam odmawiać „Wierzę w Boga Ojca". Głos wewnętrzny odezwał się: Stworzyłem niebo i ziemię w tobie. Niebem jest twoja dusza. Ja – Król nieba - w nim żyję. Ciało stworzyłem z ziemi. Ciało samo przez się jest tylko ziemią, więc lgnie do ziemi. Nad tą ziemią, [czyli nad ciałem] musi człowiek pracować w pocie czoła swego; musi je przeorać umartwieniem; musi je poddać działaniu słońca, jakie tkwi w duszy; musi je wciągać w niebo swej duszy, inaczej ziemia wciągnie niebo w swoje panowanie. Łatwiej jest zwyciężyć świat cały, łatwiej zwyciężyć szatana niż ciało. Świat [fest] poza człowiekiem. Wystarczy oczy zamknąć na jego powaby, a znikną miraże. Szatan na uwięzi – wystarczy nieraz okazać mu wzgardę i pierzchnie zawstydzony. Ciało dusza ma najbliżej siebie, a ono tak [jest] wymagające. Leonio moja, bądź bohaterką w zwyciężaniu całkowitym ciała. To ostatni, przedśmiertelny bój.

Świat zwyciężałaś od dzieciństwa, ale w tym zwycięstwie główną rolę grał ktoś inny niż ty. Był ktoś, kto nie pozwalał ci nigdy zakosztować jego ponęt. Toteż trudności w ostatecznym zwycięstwie polegały na tym, że ci stawiano przeszkody, by zerwać z nim całkowicie przez wstąpienie do klasztoru. Ja trudności dopuściłem, bo chciałem cię uwieńczyć za zwycięstwo świata dokonane w twardych warunkach. Odniosłaś zwycięstwo w walce z szatanem. Ja dopuszczałem pokusy szatana, by cię uwieńczyć chwałą zwycięstwa nad szatanem. Już on nie wróci do ciebie, doznał ostatecznej porażki. Został ci najdłużej ostateczny bój – nad ciałem. Odniesiesz zwycięstwo w całkowitym powstrzymaniu się od przyjmowania posiłku. Wiem, moja dziecino, że to bój krwawy, lecz pomyśl - większość wrogów już odparta, a po tym ostatecznym zwycięstwie czeka cię potrójna korona chwały. Ja będę z tobą, nie lękaj się.

Poddałam się woli Jezusa całkowicie i najzupełniej - jeżeli tylko otrzymam pozwolenie ojca duchownego. Nie liczę na własne siły, ale na pomoc Jezusa. Moje bohaterstwo ustaje przy pierwszej potyczce, ale tam właśnie zaczyna się zwycięstwo mego Boskiego Oblubieńca. On moją siłą. Oprę się o Jego silne ramię, by nie upaść na ziemię, ale gdy będę bezsilna, wpadnę w Jego objęcia na wieki. Nie wiem nawet, czy walczyć umiem. Wiem tylko, że kocham Jezusa; że miłość stała się oddechem mojej duszy, mego serca; że ten oddech jest przyspieszony, może dlatego, że Bóg żyje w mojej duszy, że ją przenika swoją obecnością, a w takiej gorącej atmosferze oddycha się szybciej; a może dlatego, że jestem niemowlęciem, a oddech niemowlęcia szybszy jest niż dorosłych. Jezu - Ty wiesz, że pragnę być ogniem miłości strawiona – wiesz wszystko - wiesz, jak bardzo kocham Ciebie.

155

29 VIII [1936 r.] Po kilkugodzinnej pracy wzniosłam się z największą łatwością i miłością na łono Trójcy Przenajświętszej. Czułam się bardzo brzydka i bardzo niegodna wobec Boga, a jednak ze łzami tęsknoty niczym nieukojonej błagałam Trójcę Przenajświętszą, by mnie raczyła przyjąć do siebie na wieki, bo niepodobna żyć długo w takiej tęsknocie za jedynym przedmiotem umiłowania swojego. Trwałam tak w Trójcy Przenajświętszej może pół godziny, a potem Niepokalana Matuchna dała mi Boskiego Synka swego, małego Jezusa. Tuląc Go do serca, powtarzałam: Matuchno, przecież Jezus, to mój Oblubieniec, jedyne moje kochanie. Jedno nas łączy, o Matko, z sobą, choć Tyś tak niepojęta, a ja tak mała - Twój Syn, mój Oblubieniec. O, Matko moja. Matko, ja Ci Go już chyba nie oddam. Ja Go zaniosę z sobą na ziemię, dam Go poznać ludziom, dam każdej siostrze, by [wszystkie] mogły ucałować Jego nóżki. Pozwól mi na to, o Matko przeczysta. A Maryja rzekła: Moja córko, siostry mają tego samego Jezusa w sercach swoich, niech Mu składają pocałunki aktami miłości i zaparcia się siebie. Jezus cieszy się takimi dowodami serdeczności dziecięcej, wszystko zapisuje w Sercu swoim i zachowuje dla nich na

wieczność oddanie pieszczot - za takie oddanie.

159

16 IX [1936 r.] Przez cały dzień Pan Jezus był tuż przy mnie, był ze mną. Kiedy Mu powtarzałam, że kocham Go ponad wszystko, spoglądał na mnie z taką miłością, z taką dobrocią, że pod wpływem tego spojrzenia czułam się jakby przeistoczona, jakby nie żyjąca już życiem ziemskim.

17 IX [1936 r.] Ból tęsknoty za Bogiem wzmógł się do tego stopnia, że nie umiałabym tego inaczej nazwać jak męczeństwem duszy. Cierpiałam jakby mękę konania. Czemuż nie skonałam? Ach, to dlatego, że jeszcze dusza moja pełna jest niedoskonałości, więc nie mogłaby stanąć w obliczu Boga. Skarżyłam się Ojcu niebieskiemu na męczeństwo duszy wśród życia, w którym dusza odpocznienia nie znajduje; ale więcej od słów mówiły Mu moje łzy obfite, gorące, nieutulone.

21 IX [1936 r.] Pan Jezus po Komunii św. odsłonił mi swoją obecność. Z tęsknotą, rozdzierającą serce, rzuciłam się w Jego objęcia. Płakałam długo, nic Mu nie mówiąc, bo wiedziałam, że Pan Jezus zna moją za Nim tęsknotę. Nic Pan Jezus nie mówi, ale i ta milcząca Jego obecność jest mi droższa niż wszelkie obcowania z ludźmi, choćby wielce doskonałymi.

22IX [1936 r.] Ujrzałam majestat Ojca niebieskiego w niepojętej światłości, ale tak niepojęcie gdzieś daleko; a ja byłam tak maleńka i bezsilna, że tylko płakałam boleśnie z tęsknoty za Nim.

23 IX [1936 r.] Pan Jezus był przy mnie. Czemuż jeszcze płakałam, czemuż mój ból był nieukojony? Czułam, że brak mi nieba. Mówiłam Panu Jezusowi, że nie pragnę żadnych rozkoszy w niebie. Niech mi pozostawi łzy, byle już być na zawsze z Nim, bo chwile tego słodkiego obcowania z Nim na ziemi za chwilę przerwie znowu konieczność zajęcia się czymś innym poza Nim. Tęsknota za Bogiem jest cierpieniem prawdziwym - nie wyobrażam sobie większego na ziemi.

24 IX [1936 r.] Przedziwnie głęboko i ściśle łączy mnie Pan Jezus z sobą. Po Komunii św. tak słodko i poufale bierze w posiadanie moje jestestwo, ale milczy. Zdaje mi się, że w milczeniu ma teraz upodobanie. I ja sobie w tym podobam; niczego nie pragnę, jak tylko Jego upodobania. Czuję całą swoją bezsilność. Nic już nie ufam sobie; błagam Jezusa, by był moim męstwem, siłą i zwycięstwem. Maryja Niepokalana dała mi na chwilę słodkiego Jezusa - maleńkiego. Kochałam Go bardzo, bardzo, ale przez łzy nic mówić nie mogłam.

25 IX [1936 r.] Aż do Komunii św. klęczałam wobec Jezusa jak głaz - bez myśli i bez uczucia. W pokorze ducha zbliżyłam się do Komunii Św., a kiedy już Jezus był u mnie, znowu zalałam się obfitymi łzami. Tęsknota za Bogiem jest jakby siłą żywiołową, która kruszy nawet kamienną opokę serca, które jęczy pod uderzeniami tej siły, lecz równocześnie czuje ukojenie. Niepodobna, by się Jezus nie ulitował i nie zabrał do siebie stęsknionej za Nim duszy.

1 X [1936 r.] Matka Najświętsza podała mi Dzieciątko Jezus. Myślałam, że to już niebo. Uniosłam z sobą Boże Dziecię daleko, gdzieś na pustkowie. Wolałam nie widzieć wspaniałości nieba, byle na wieki posiadać już Oblubieńca mej duszy - kochać Go i uwielbiać. Jezus bardzo często w ciągu dnia ukazuje mi się, ale nic do mnie nie mówi. A może ja ogłuchłam?

167

Przez milczenie i skupienie ducha uwielbiaj moje Boskie milczenie w niemowlęctwie. Ja tak bardzo kocham dusze oddane milczeniu. Tylko do dusz skupionych przychodzę, by z nimi poufnie przestawać; im tylko mogę odsłaniać tajemnice Mego Serca. Niech się nie dziwią dusze rozproszone i wylane na zewnątrz, że nie słyszą wewnątrz Bożego głosu. Czyż w zajezdnej gospodzie słychać delikatny powiew wietrzyka? A takim jest tchnienie Ducha Świętego, takim - głos maleńkiej Dzieciny, Niemowlęcia Jezus.

Kto chce mieć uczestnictwo w zasługach Boskiego niemowlęctwa, musi ukochać Jego ofiary. W dziedzinie ducha każda łaska, każdy dar nabyty został ofiarą Syna Bożego, ale i dusza musi dołożyć maleńką dozę swojej ofiarności, jeżeli chce otrzymać skarby nieskończonej ceny. Z łaską ma się rzecz podobnie jak z jałmużną otrzymywaną za kwitkiem. Kwit to właściwie papier bezwartościowy, a jednak za jego okazaniem instytucja jakaś udziela jałmużny. Takim kwitem dla duszy, potrzebnym do uzyskania łask Bożych, jest uznanie przez duszę własnej nędzy. Kto bez tego kwitu przychodzi do Boskiej skarbnicy łask, niczego nie uzyska. Bo i czegóż mógłby się spodziewać bogacz, ubrany w bisiory, opływający we wszystko, dumny i pełen pogardy dla jałmużnika i jałmużny? Pokwitowanie musi być zaopatrzone pieczęcią, by mogło mieć wartość.

Oblubienico moja. Ja Krew wylałem, odebrałem ran tysiące, by każdą duszę zaznaczyć tą Boską pieczęcią - dowodem prawa do odbierania łask. Niech wszyscy przychodzą do Stolicy Miłosierdzia, nawet najwięksi grzesznicy. Skoro tylko wskażą kwit własnej nędzy, opatrzony pieczęcią moich ran, uzyskają wszystko, o co prosić będą. Nikomu nie odmawiam przebaczenia, kto o nie prosi z żalem i ufnością. Nikomu nie odmawiam łaski świętości, kto przynosi szczerą wolę służenia Mi nie dla własnych interesów, lecz dla chwały Bożej.

Miłość bezinteresowna - ta zachwyca moje Serce. Miłość ofiarna otwiera moje Boże Serce z taką łatwością, że dusza [w] każdej chwili może wejść w ten Ogród przebłogosławiony by w Nim zażywać odpoczynku, ochłody i radości niebiańskich. Miłość ofiarna ze strony duszy to okup Miłości nieskończonej, która udziela się duszy dążącej do doskonałości. Jest to wymiana dwóch serc kochających się aż do oddania siebie, aż do zapomnienia o sobie.

Ukochaj umartwienie i ćwicz się w nim. Przypomnij sobie żłób kamienny, w którym spoczęły moje członki niemowlęce. Naśladuj Mnie w tym. Nie od wszystkich dusz żądam jednakowej ofiary. Uwzględniam stan zdrowia i okoliczności, w jakich dusza się znajduje. Od Ciebie, moja oblubienico, żądam ofiary, bo więcej sił czerpiesz z mojego Serca. Chcę cię widzieć ukrzyżowaną przez umartwienie. Złóż na stosie umartwienia wszystkie twoje upodobania, pragnienia i wysiłki. Ja poświęcę ofiarę, przyjmę ją i połączę ze swoją kalwaryjską i ołtarzową ofiarą. Bądź małą, najmniejszą - to również umartwienie umysłu i woli. Maleńkim odsłonię tajemnice mojej miłości.

169

Nie pamiętam, którego dnia szepnął mi głos wewnętrzny: Przeżyjesz jeszcze święta Bożego Narodzenia na ziemi. Chcę ci przedłużyć czas na przygotowanie się do śmierci, a przede wszystkim dlatego, że chcę ci dać sposobność do cierpienia, które jest podwójnie zasługujące. Raz dlatego, że znosisz je z miłością; po wtóre dlatego, że cierpisz nie dla siebie, lecz dla Kościoła. Dziecino moja, radości, którą przygotowuję dla ciebie, nikt ci nie odejmie, a cierpienia Ja sam ci zabiorę, by je na wieki ukryć w moim Sercu. Nie kryj przed spowiednikiem cierpienia, którym cię nawiedzam miłośnie. Przez cierpienie zbliżam się do duszy, byle tylko ona zwracała ku Mnie swój wzrok, szukając mej obecności. Dusza czuje się najbardziej uszczęśliwiona, gdy Jezus zasypuje ją słodyczą pociech swoich, gdy ją unosi aż do Serca swego, pozwalając zeń pić rozkosz i szczęście. Posłuchaj, moja oblubienico, te chwile zawsze trwać nie mogą. Dla zasługi duszy pozwalam jej niekiedy pić z kielicha cierpień i goryczy. Nie jest Mi jednak w takich chwilach dusza obojętna. Przeciwnie, jest ona przedmiotem mojej wyjątkowej troski i miłości. Trzeba tylko patrzeć na cierpienie okiem wiary, a uczuje się szczęście ukryte w cierpieniu.

171

24 XII [1936 r.] Przez cały dzień duszę moją wypełniała niepojęta radość i szczęście dziwnie błogie. Wieczorem, kiedy odwiedziłam w szpitalu chorego kapłana, zauważyłam w jego twarzy wyraz bólu. Błagałam Pana Jezusa, by zabrał moje pociechy wewnętrzne, a dał je temu choremu, przykutemu do łoża boleści. Pan Jezus wysłuchał moją prośbę. Zabrał mi to błogie uczucie radości, duszę moją napełnił jakimś dziwnym bólem. Cieszyłam się, choć nie była to radość uczuciowa. Ofiara jest moją rozkoszą.

174

Rok l937

3 I '37. W czasie modlitw wieczornych duszy mojej ukazał się Pan Jezus rozpięty na krzyżu i rzekł: Oblubienico moja, Ja jestem na krzyżu - a ty? Czy już nie pragniesz wstąpić na krzyż, by cierpieć razem ze Mną?

Kiedy udałam się na spoczynek, a łzy jeszcze płynąć mi nie przestały, tak że mogłam mówić z psalmistą - łzami moimi będę polewała pościel moją [Ps 6,7] - Pan Jezus znowu stanął przede mną, a ja w najgłębszej pokorze błagałam Go o pomnożenie w mym sercu miłości. Pan Jezus ukazał mi Serce, wetknął w nie krzyż, ogarnęły go płomienie. Pan Jezus powiedział: Krzyż rozpali w twym sercu ogień miłości. Zasnęłam, nie wiedząc, co to znaczy. Z pierwszego odezwania się Pana Jezusa wywnioskowałam, że mnie zachęca do umartwień. Drugie zrozumiałam w następny dzień, gdy mnie dotknęło cierpienie bardzo bolesne, ale starałam się je ukryć głęboko we własnym sercu...

176

1937 r. Poznań.

W dniu szóstym stycznia Pan Jezus odezwał się do mnie: Dziecino, Mędrcy przynieśli Mi w ofierze dary królewskie: mirrę, kadzidło i złoto [Mt 2,11]. Złóż Mi i ty takie dary królewskie, wszak stać cię na to, gdyż jesteś córą Króla królów, jesteś oblubienicą Jego Syna, Króla wieków. Daj Mi twoją duszę, ciało i serce. Daj Mi kadzidło uwielbień i modlitwy twojej duszy; daj Mi umartwienia twego ciała. Ja przyjmę je jako mirrę - dar mędrców, lecz przede wszystkim żądam i domagam się - daj Mi złoto twej miłości, dar najbardziej królewski. Mnie dar twój milszy, niż wszystka zewnętrzna wystawność, na jaką się sili sztuka. O, gdyby ludzie wiedzieli, jak pragnę, by Mi stawiali ołtarze w duszach i sercach własnych. Zamieszkałbym w nich chętniej niż w tabernakulum, bo nie czułbym martwoty złotego kielicha, lecz uderzenia kochających Mnie serc i dusz. Dziecino, ty nie pojmujesz tego, co przeżywa Serce samotne i opuszczone, z dala od tych, których tak bardzo kocha. Mój Jezu - powiedziałam - ja troszeczkę pojmuję, bo gdy Ty się ukryjesz, jestem zupełnie samotna i straszliwie tęsknię za Tobą. Moja dziecino, sama użyłaś wyrazu, że się ukrywam, a zatem nie jestem daleko, owszem, tuż przy tobie i z tobą. A zatem twoja pustka nie jest taka jak moja, wówczas gdy dusze, które kocham, zajmują się wszystkim i niczym, tylko nie Mną; gdy idąc ulicą, mają czas na odwiedzanie znajomych i nieznajomych, nie mają go tylko na to, by wstąpić do świątyni, gdzie mieszkam, czekam i zapraszam. Moja Leonio, to boli. Przychodź do Mnie nawet wówczas, gdy ci się zdaje, że czas stracony, bo pogrążona w oschłości nie możesz ze Mną serdecznie przestawać. Nie tracisz go - owszem, zyskujesz nie tylko ty, lecz i Ja, bo przy tobie zapominam o niewdzięczności dusz. Kiedy klęczysz przede Mną bez żadnego promyka pociechy, cierpiąc dla Mnie, składasz Mi również królewskie dary: złoto, kadzidło i mirrą. Złoto twojej miłości jest wówczas czyste, już przez cierpienie uwolnione od szukania siebie. Mirra - to samo cierpienie, ale tak zmieszane ze złotem miłości, że Mi trudno oddzielić cierpienie od miłości, więc przechowuję je razem w moim Bożym Sercu. Kadzidło - to te jęki twej miłości zranionej moją Boską miłością. Ty wiesz, że za jedną uncję złota więcej można towaru zakupić niż za bryłę miedzi. Wolę jedną kroplę czystej miłości duszy prawdziwie kochającej niż oziębłą miłość dusz tysięcy. Dlatego dusze powinny wszystkimi siłami starać się o zdobycie doskonałości, bo ona udoskonala wszystkie akty duszy, a zwłaszcza miłość. Doskonała miłość - to doskonała świętość, i na odwrót, świętość doskonała - to doskonała miłość.

178

10 I [1937 r.] W czasie medytacji i Mszy św. bardzo cierpiałam. Zdawało mi się, że mnie Jezus zostawił znowu samą. Było to tak przykre, że te półtrzeciej godziny [2 i pół godz] przebywania u stóp Jezusa nazwałam męczeństwem. Cieszyłam się, że mi Pan Jezus cierpieć pozwala, lecz równocześnie jęczałam w głębi duszy jak małe pisklę, pozostawione samotnie w gniazdku. Wieczorem, kiedy w takim samym usposobieniu duszy wróciłam do Jezusa, podziękowałam Mu za cierpienia, choć cicha łza zakręciła mi się w oku.

180

12 I [1937 r.] Opowiadano mi o upadku pewnej duszy zakonnej. Ta wiadomość napełniła takim bólem moją duszę, że kiedy znalazłam się sama u stóp Jezusa, płakałam gorzkimi łzami. Jezus odezwał się: Rozumiesz teraz lepiej ból, jakiego doznałem na widok zdrady Judasza, mego apostoła. Nie brak i dzisiaj takich dusz judaszowskich, niestety nawet wśród dusz zakonnych, moich najbardziej umiłowanych. Gdybyś wiedziała, jak one ranią moje Serce... Moja sprawiedliwość chciałaby natychmiast ukarać ich i zgromadzenie całe. Ale oto staje przede Mną dusza pokorna, z cichą łzą w oku, przeprasza Mnie za niewierności innych i Ja zapominam o chłoście, nowe zsyłając łaski na zgromadzenie całe. Miłość doskonała i czysta jednej, prawdziwie wiernej duszy potrafi Mi wynagrodzić za grzechy i niewierności wielu dusz. Właściwego zadośćuczynienia nie złożyłyby i one, nawet za jeden grzech powszedni, gdyby nie było moich zasług i mojej Krwi przelanej za grzechy świata i każdej duszy z osobna. Ale miłość moja, wyniszczająca Mnie ze wszystkiego dla dusz, przyjmuje drobne ofiarki, a nawet pragnienia dusz umiłowanych, jako zadośćuczynienie za zbrodnie drugich. Tu leży tajemnica wartości każdego aktu duszy doskonałej. Leonio - tyś moją pociechą – wynagradzaj Mi za drugich, a Ja wynagrodzę sobie za twoje uchybienia. Są dusze, które nigdy nie wynagradzają Mi za grzechy bliźnich swoich, zasłaniając się tym, że za własne przewinienia nie starczy im łez. Prawda, lecz Ja się cieszę, gdy dusza przeprasza Mnie także za drugich, bo to dowód, że Mnie kocha, że ją boli każda zniewaga Mnie wyrządzona. Tak, dziecko w rodzinie, skoro się dowie, że są tacy, którzy znieważają jego ojca, tym gorliwiej stara się sprawić mu pociechę. Bądź zawsze kochającym dzieckiem, wówczas rola wynagradzania za drugich nie będzie zacieśniać [ci] serca małodusznością, ani też rozszerzać go miłością własną. Dzieci kochające póty robią zabiegi, aż rozradują ojca, któremu drudzy przykrość sprawiają. Niech dzieci Ojca niebieskiego póty szukają sposobów wynagradzania za drugich, aż serce im odpowie, że uczynili wszystko, co było w ich mocy; wszystko, do czego nakłaniała ich łaska, a to da im wewnętrzny pokój i szczęście duszy, co stanowi obfitą nagrodę już tu na ziemi.

194

Pan Jezus mówił do Ojca niebieskiego: Ojcze - to jest Serce moje i mojej oblubienicy – zanurz je w sobie, bo one dla Ciebie jedną żyją miłością. Pomyślałam: Co teraz będzie, skoro mi Jezus zabrał serce? Czym będę Go kochać? A On mi pokazał ognisko, do którego jakaś ręka dorzucała drwa i ogień rozprzestrzeniał się. Trzeba - mówił Jezus – dorzucać do ogniska miłości paliwa ofiary. Zażądam od ciebie straszliwych ofiar Czy Mi je dasz? Tak, mój Jezu, jeżeli tylko spowiednik pozwoli, na wszystko jestem gotowa. Pobłogosławił mnie Pan Jezus.

197

Dusze zakonne niech dołożą więcej starań o sprowadzenie z błędnej drogi dusz zbłąkanych swoją modlitwą i ofiarą. Niech Mi ją tylko składają z miłością, a żadna, najmniejsza, nie wpłynie do wieczności nieoprocentowana. Tym procentem będzie pozyskiwanie dusz nieśmiertelnych, które będą mych wybranych jakby nową koroną i nowym tytułem do chwały. Pamiętaj córko, że każdy twój bliźni to moje dziecię i każdego kocham miłością bez miary.

201

14 IV [1937 r.] W czasie adoracji Najświętszego Sakramentu Pan Jezus mi powiedział: Z radością przyjmuję twoje ofiary za kapłanów. Przynoś Mi jeszcze więcej ofiar za nich i jeszcze więcej módl się za kapłanów. Potrzeba im bardzo dużo łask, by wytrwali na wyżynach świętości, do jakiej są powołani. Sami muszą zstępować w niziny, by wydobywać z upadku dusze, które nieraz tarzają się w błocie, i znowu muszą iść na wyżyny, już nie sami, ale z owymi duszami, prowadząc je ku górze. Woda, która ma być doprowadzona na najwyższe piętra, musi sama mieścić się wysoko w zbiorniku. Kapłan nie może być letnim tylko i przeciętnym sługą Chrystusa, bo taki prędko opadnie na dół. Widząc tyle słabości drugich, którym Bóg jednak okazuje miłosierdzie swoje, łatwo może sobie powiedzieć: Im wystarczy tylko tyle do zbawienia, to i mnie wystarczy, a tymczasem mogę wygodniej urządzić sobie życie. Kapłanowi to nie wystarcza, on musi być święty, by mógł zarażać świętością drugich. Oni muszą ze drżeniem zbawienie swoje sprawować [Flp 2,12], bo dla nich większa chwała w niebie [jest] przygotowana, ale i sami więcej muszą być przygotowani do używania rajskich rozkoszy. Nigdy użyteczniej nie spędzasz dnia, jak wówczas, gdy za kapłanów wyniszczasz się całkowicie, odmawiając sobie zupełnie przyjmowania posiłku. Skoro cię raz na tę drogę wezwałem, ścigać cię na niej będę, pobudzając do coraz większych ofiar i poświęceń, aż cię znajdę na Kalwarii.

204

Wczoraj, przed zaśnięciem, ukazało mi się kilku zmarłych kapłanów. Jednego tylko znałam, inni zupełnie [byli mi] nieznani. Tylko po ornatach poznawałam, że to kapłani. Jeden odezwał się: „Ofiarujesz się za kapłanów, za nich pościsz i modlisz się, a o nas zapominasz? My potrzebujemy również ratunku, wsparcia, modlitwy i ofiary. Pamiętaj o nas, a my będziemy modlić się za ciebie, byś wytrwała na drodze ofiary i umartwienia, bo przez nie ulgę przynosisz walczącym na ziemi, cierpiącym w czyśćcu, a przede wszystkim chwałę oddajesz Bogu". Zdawało mi się, że na głowie jednego kapłana widniała korona. Zapytałam więc, co to znaczy. Odpowiedziano mi, że godność kapłańska jest wyższa niż królewska, a zatem przystoi im nosić koronę, i to potrójną. Teraz zauważyłam, że ta korona była istotnie złożona z trzech oddzielnych, lecz tworzących jedną całość, koron. Jedna dana im za godność kapłańską, za sprawowanie najświętszych tajemnic ołtarza. Druga - za godność pasterską, za prowadzenie dusz do Boga. Trzecia - za godność nauczycielską, za wykładanie Boskiej księgi Ewangelii, za nauczanie dusz o Boskiej prawdzie, żywocie i drodze. Ta korona jest dla kapłanów cierpiących w czyśćcu, do zmiłowań Pańskich, ale tylko za cenę modlitw i ofiar osób żyjących. „Gdy król uwalnia z więzienia lub niewoli, zwraca przede wszystkim uwagę na osoby wyżej postawione; ogląda się za tymi, którzy mogliby złożyć za nich okup, bo ceni ich godność. Bóg ma dla nas takie względy, lecz niewiele dusz pamięta o nas. Sądzą, że nam modlitw nie potrzeba, gdy tymczasem myśmy także byli ludźmi, potrzebujemy ratunku, pomocy i miłosierdzia od żyjących".

217

Ja wiele dokonałem w twej duszy w czasie ostatniej choroby. Tyś nawet nie przypuszczała, jak Ja działałem w tobie w tych chwilach, gdyś ty cicho cierpiała. Byłem ustawicznie przy tobie, podtrzymywałem pogodę twego ducha i radość w cierpieniu. Wszystko zapisałem w Sercu swoim.

226

Jestem tuż przy tobie - w duszach twoich sióstr Patrzę na ciebie ich oczyma. Czy Mnie nie dostrzegasz? Uwielbiaj Mnie w nich, usłyszę twoje westchnienia miłości. Jestem w twojej własnej duszy, ukryty przed wzrokiem świata. Skryłem się głębiej na czas próby, jest nam ona potrzebna. Mnie potrzebna na to, by cię móc głębiej przez nią oczyścić, uświęcić, oderwać od stworzeń i od ciebie samej, a sprowadzić tu, do moich stóp w twym własnym sercu, na dnie twej duszy.

Nie odczuwasz mojej obecności, ale Mnie kochasz, to Mi wystarcza. Dam ci znowu zakosztować słodyczy pociech niebiańskich, tylko pamiętaj o tym, by się nie zniżać do szukania jakiejkolwiek, nawet niewinnej przyjemności. Jeżeli znajdujesz w czym przyjemność bez szukania jej, ode Mnie ona pochodzi. Podziękuj Mi za nią, lecz sama jej nie szukaj. Na przykład: Jesz owoc, czujesz smak soczystego pokarmu. Ja go w nim złożyłem. Podziękuj Mi za to, lecz nie jedz owocu dlatego, że on [jest] przyjemny, tylko [dlatego], że taka jest wola Boża, by się posilać w potrzebie. Gdybyś inaczej postępowała, uważałbym, że bardziej ci smakuje owoc niż twój Jezus i Jego rozkosze. Napisz, że najczęściej odmawiam pociech niebiańskich tym, którzy w ziemskich rozkoszach smakują. Pereł nie rzuca się przed wieprze [Mt 7,6], nie karmi się ich słodyczami, bo chociażby się je im dało, wyrzucą z koryta, zakopią ryjkiem w błocie, zmieszają z gnojem.

Bądź swobodna, jak dzieciom Bożym przystało, i jeżeli jesteś z drugimi, nie daj poznać umartwienia. Kryj je przed okiem niepowołanych. Ja wiem o każdym z nich, to ci wystarcza. Jestem w głębi twej duszy, obserwuję cię i śledzę na każdym kroku, [w] każdej chwili. Nie opuściłbym tej świątyni za żadne skarby świata. Dlaczego przypuszczasz obawy, dręczysz się niepewnością? Szatan nie ma tu cząstki ze Mną, Jestem tu z Ojcem moim i Duchem Świętym. Tu znalazłem Wieczernik wielki, usłany, przygotowany przez wiarę, nadzieję i miłość dziecięcą, więc przyszedłem tu odprawić ofiarę - wyniszczyć siebie i wyniszczyć ciebie na uwielbienie Ojca. Siebie wyniszczę, bo ci oddam wszystko, co mam i czym jestem. Dam ci moje Ciało na pokarm. Krew moją za napój; dam ci me Serce i duszę na mieszkanie; dam ci me Bóstwo, dając Boskie życie i miłość moją nieskończoną. Powiedz, czy mogę dać ci w tym życiu coś więcej? W niebie dam ci udział w mojej chwale i w szczęściu bez końca, lecz uczynię to dopiero wówczas, gdy żyjąc w tobie, wyniszczę ciebie. Musisz Mi w tym dopomóc. Jeżeli zauważysz w sobie coś, co się Jezusowi nie podoba, przynieś to natychmiast do moich stóp, przyłóż rękę do korzenia. Ja uderzę mieczem miłości, wyrwiemy daną rzecz, by nie przeszkadzała i nie utrudniała wzrostu kwiatów cnót przeze Mnie szczepionych; przeze Mnie podlewanych i pielęgnowanych tak troskliwie. Żyję w twojej duszy, jestem jej Królem i Panem. Wolno Mi czynić, co zechcę. Dozwól Mi użyć rozkoszy ukrycia się w tobie głęboko, gdzie nie sięga nawet twoje oko.

 

 

Źródło: "Uwierzyłam Miłości, Dziennik duchowy i wybór listów" – s. Leonia Nastał – WAM, Kraków 2010

 

----------------------------------------------------------------------------

 

www.duchprawdy.com