Tajemnice Różańca Świętego

 

Fragmenty objawienia Jezusa i Maryi (1934-1939r) - S.B siostra Leonia Nastał

 

Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej

 

 

RADOSNE

 

3. Narodzenie Jezusa

 

Jezus-niemowlę nie miał gdzie głowy schronić, spoczął w bydlęcej jaskini. Kolebką Jego [był] żłób kamienny, poduszką - siano, odzieniem - skromne pieluszki. Któraż z was, widząc Jezusa w tak skromnych warunkach żyjącego, będzie się uskarżać na niewygody i braki?(59)

 

8 I [1937 r.] W drugą oktawę uroczystości Bożego Narodzenia pozwolił mi Pan Jezus przeżyć Jego pierwsze chwile w stajence betlejemskiej. Zapomniałam o tym, co mnie otacza, wpatrując się w przecudną postać Niepokalanej, tulącej w swoich objęciach Boskie Dziecię. Maryja była tak uroczo piękna, że samo wpatrywanie się w Nią mogło duszę zachwycić. A ponad tym wszystkim górowała świadomość Jej wielkiej godności Matki Bożej. Zdawało mi się, że nawet Pan Jezus spoglądał na Nią z uszanowaniem, czy zachwytem, na widok Jej niepokalaności i wzniosłości cnót. Św. Józef klęczał, wielbiąc Dziecię Jezus i Królowę niebios we własnej Oblubienicy, składającej w żłobie na sianie Boga-człowieka. Maryja odezwała się słowami proroka: Maluczki się nam narodził. Św. Józef dodał: I Syn Najwyższego jest nam dany [Iz 9,5]. Matuchna Boża, nie spuszczając z oczu Dziecięcia, szeptała znowu w uniesieniu: Zapowiedziany w raju, oczekiwany przez wszystkie narody i pokolenia, przepowiadany przez proroków; oto leży maleńki i cichy - On taki możny i pełen chwały. Św. Józef mówił znowu: Ukochanie nasze. Bóg ojców naszych w osobie Syna przyszedł do nas. O, jak On piękny, najpiękniejszy z synów ludzkich [Ps 45,3]. Zbawiciel świata. Niech Mu oddadzą hołd wszystkie stworzenia, wszystkie ludy i pokolenia [Dn 7,13-14; Ps 67,4.6]. Tak upływały Matuchnie Bożej i św. Józefowi chwile nocy w zachwycie, w upojeniu szczęścia i miłości. A ja cichutko klęczałam. Wreszcie ośmieliłam się odezwać: Niepokalana - spójrz - pomnij, że przez macierzyństwo Boże jesteś równocześnie Matką ludzkości i Matką moją. Matuchno – pozwól mi ucałować stopy Jezusa, którego kocham ponad wszystko. Spojrzała na mnie Matka Najświętsza - nie odrywając się wcale od szczytów kontemplacji Boga-człowieka, podała mi Jezusa. A ja, w najgłębszej pokorze, ucałowałam nóżki i rączki Jezusa, a On dawał mi głębokie poznanie tajemnicy Jego maleńkości. Jego pierwszych chwil przeżytych dla chwały najukochańszego naszego Ojca w niebie, na rozradowanie Matuchny Najświętszej, Św. opiekuna Józefa, dla odrodzenia ludzkości całej w Nim i przez Niego, dla zjednoczenia się z duszami czystymi i moją niegodną duszą. W czasie, kiedy ja zajęta byłam Jezusem, Matuchna Boża poprawiała siano w żłobie, św. Józef sprzątał stajenkę. A ja oddałam Niepokalanej Jezusa dopiero wówczas, gdy św. Józef dał znać, że ktoś się zbliża. Byli to pastuszkowie. Nie odeszłam ze stajenki - byłam świadkiem ich opowiadań o poselstwie anielskim, ich radości na widok Boskiej Dzieciny. Św. Józef rozmawiał więcej z pastuszkami. Matka Najświętsza milczała; podawała Dziecię Jezus do ucałowania Jego nóżek. Pan Jezus patrzał na pastuszków tak głęboko, że Jego spojrzenie zostawiło w ich duszach niezatarte ślady na całe życie.(175)

 

1937 r. Poznań.

W dniu szóstym stycznia Pan Jezus odezwał się do mnie: Dziecino, Mędrcy przynieśli Mi w ofierze dary królewskie: mirrę, kadzidło i złoto [Mt 2,11]. Złóż Mi i ty takie dary królewskie, wszak stać cię na to, gdyż jesteś córą Króla królów, jesteś oblubienicą Jego Syna, Króla wieków. Daj Mi twoją duszę, ciało i serce. Daj Mi kadzidło uwielbień i modlitwy twojej duszy; daj Mi umartwienia twego ciała. Ja przyjmę je jako mirrę - dar mędrców, lecz przede wszystkim żądam i domagam się - daj Mi złoto twej miłości, dar najbardziej królewski. Mnie dar twój milszy, niż wszystka zewnętrzna wystawność, na jaką się sili sztuka. O, gdyby ludzie wiedzieli, jak pragnę, by Mi stawiali ołtarze w duszach i sercach własnych. Zamieszkałbym w nich chętniej niż w tabernakulum, bo nie czułbym martwoty złotego kielicha, lecz uderzenia kochających Mnie serc i dusz. Dziecino, ty nie pojmujesz tego, co przeżywa Serce samotne i opuszczone, z dala od tych, których tak bardzo kocha. Mój Jezu - powiedziałam - ja troszeczkę pojmuję, bo gdy Ty się ukryjesz, jestem zupełnie samotna i straszliwie tęsknię za Tobą. Moja dziecino, sama użyłaś wyrazu, że się ukrywam, a zatem nie jestem daleko, owszem, tuż przy tobie i z tobą. A zatem twoja pustka nie jest taka jak moja, wówczas gdy dusze, które kocham, zajmują się wszystkim i niczym, tylko nie Mną; gdy idąc ulicą, mają czas na odwiedzanie znajomych i nieznajomych, nie mają go tylko na to, by wstąpić do świątyni, gdzie mieszkam, czekam i zapraszam. Moja Leonio, to boli. Przychodź do Mnie nawet wówczas, gdy ci się zdaje, że czas stracony, bo pogrążona w oschłości nie możesz ze Mną serdecznie przestawać. Nie tracisz go - owszem, zyskujesz nie tylko ty, lecz i Ja, bo przy tobie zapominam o niewdzięczności dusz. Kiedy klęczysz przede Mną bez żadnego promyka pociechy, cierpiąc dla Mnie, składasz Mi również królewskie dary: złoto, kadzidło i mirrą. Złoto twojej miłości jest wówczas czyste, już przez cierpienie uwolnione od szukania siebie. Mirra - to samo cierpienie, ale tak zmieszane ze złotem miłości, że Mi trudno oddzielić cierpienie od miłości, więc przechowuję je razem w moim Bożym Sercu. Kadzidło - to te jęki twej miłości zranionej moją Boską miłością. Ty wiesz, że za jedną uncję złota więcej można towaru zakupić niż za bryłę miedzi. Wolę jedną kroplę czystej miłości duszy prawdziwie kochającej niż oziębłą miłość dusz tysięcy. Dlatego dusze powinny wszystkimi siłami starać się o zdobycie doskonałości, bo ona udoskonala wszystkie akty duszy, a zwłaszcza miłość. Doskonała miłość - to doskonała świętość, i na odwrót, świętość doskonała - to doskonała miłość.(176)

 

Wprowadził mnie do stajenki. Była czyściutko umieciona. Cisza w niej panowała głęboka. Św. Józef spał, a Maryja klęczała pełna zachwytu miłości. Wpatrywałam się w Nią z rosnącą wciąż radością i myślałam - jakżeś szczęśliwa, Panienko Niepokalana, choć tak uboga jesteś. Szczęśliwsza od wszystkich matek ziemskich, od królowych i księżniczek, choć one w pałacach, a Ty w stajni, wśród dwojga bydląt. Tak byłam zajęta Matką Niepokalaną, że ani [się] spostrzegłam, kiedy Maryja skierowała pierwszy swój wzrok na Bożą Dziecinę, która leżała na Jej szatach, u Jej kolan. Dostrzegłam spojrzenie Dziecięcia skierowane na swą Matkę. Tak wymowne było to spojrzenie, spojrzenie Wcielonego Boga, wszystkowiedzącego. Ponieważ w tym samym dniu Pan Jezus mi ukazał królewski swój majestat, zdumienie moje [tym] spotęgowane, wyrwało mi z serca pytanie: Więc to stajnia dla Twego majestatu w chwili narodzenia? O, jakbym chciała dać Ci złotą kolebkę, najpiękniejsze mieszkanie, najwygodniejsze posłanie. Jezus zapłakał. Serce Jego doznało przedziwnego bólu, że ludzie nie przyjęli Go do domów swoich. Mnie udzielił się ten ból. Cierpiałam bardzo. Zdawało mi się, że jestem w Sercu Pana Jezusa i czuję to, co On czuł. Wiedziałam przy tym, że Boże Dziecię ma świadomość, że samo wybrało stajenkę na miejsce swojego narodzenia. Pan Jezus do mnie nie mówił, ale dawał mi uczestnictwo w najgłębszych tajnikach myśli i uczuć swoich. W duszę Maryi wlał Pan Jezus najobfitsze poznanie Jej godności macierzyństwa Bożego i płynące stąd upojenie szczęścia. Maryja wzięła na ręce swoją Dziecinę, przytuliła do Serca, okryła płaszczem, wielbiąc w swym Synku majestat Boży. Matuchno - wyszeptałam - ucałuj ode mnie Boże Dziecię. Ucałowała, a potem rzekła: Pójdź i ty ucałuj, ty jesteś także moim dzieckiem przez Jezusa, Zbliżyłam się na klęczkach. Ucałowałam nóżki i rączki Jezusa - piękne, bieluchne i przedziwnie miłe. Matka Najświętsza zbudziła św. Józefa słowami: Józefie, Maluczki się nam narodził. Syn Najwyższego jest nam dany [Iz 9,5]. Józef święty zbliżył się z pokorą. Klęcząc, wielbił Boga w Synu jego Oblubienicy. Ucałował stopy i rączki Dzieciny i poszedł przygotować żłóbek, usłać go siankiem. Maryja tymczasem owinęła swoją Dziecinę w pieluszki i złożyła, uśpioną, do żłóbka. Obydwoje ze św. Józefem uklękli przy żłóbku, a serca ich pełne były szczęścia, miłości i uniesienia. Przeżywałam wszystko razem z nimi. Adorowałam Pana Jezusa, kochałam Go tak bardzo, że nie wiem nawet, co się potem stało. Zdaje mi się, że niedługo po ułożeniu Dzieciątka do żłóbka, przyszli pasterze. Przyszło ich tylu, że napełnili całą stajenkę. Oświadczyli zaraz u wejścia, że idą złożyć hołd Zbawcy narodzonemu i natychmiast uklękli, wielbiąc głośno Boga, że spełnił obietnicę daną prorokom. W stajence tliło się liche tylko światełko, ale oto w żłobie leżał Ten, który jest Światłością świata. Dziecię Boże otaczała tak miła jasność, a w twarzyczce Jego było tyle nadziemskiego piękna, że pasterze wpatrywali się z zachwytem w rysy i śliczną biel Dzieciny. Kiedy już wynurzyli uczucia swoich serc, zaczęli opowiadać o widzeniu aniołów, o poselstwie z nieba danym. Każdy dorzucał coś od siebie. Więcej pytań zadawał im Św. Józef Maryja słuchała opowiadania w milczeniu. A ja cieszyłam się chwałą Boga, objawioną prostym pastuszkom. Przeżycie całe uszczęśliwiało mnie przeogromnie, najwięcej dlatego, że miałam uczestnictwo w myślach i uczuciach zarówno Bożej Dzieciny, jak i Matki Najświętszej. Niech będzie za wszystko Bóg uwielbiony.

29 XII [1938 r.] Dzisiaj Pan Jezus dał mi znowu udział w szczęściu, jakim napełnione było Serce Matki Najświętszej w chwili, gdy po raz pierwszy wzięła na swoje ręce Boską Dziecinę. Oblicze Maryi tchnęło takim uduchowieniem, w oczach Jej było tyle blasku i ognia miłości Bożej, iż mi się zdawała być raczej Serafinem niż człowiekiem, a jednak czułam, że Ona jest Matką moją. Pan Jezus - Dziecię - tulił się do Niej z największą serdecznością i miłością. Zdawało mi się, że ten sam strumień radości, który przepływał przez duszę i Serce Maryi, zalewał równocześnie moją duszę.

Był moment, kiedy się pochyliłam nad żłóbkiem, a Jezus-dziecię uczynił znak krzyża na moich oczach, na czole i ustach i rzekł: Błogosławię twe oczy, które są równocześnie moimi, bo Ja przez nie patrzę, by pociągać dusze bliźnich twoich do Boga. Błogosławię twe czoło i składam na nim tajemnicze piętno chwały, której używać będziesz w wieczności. Błogosławię twe usta, by one moją tylko głosiły chwałę, wszak ty dla Mnie tylko żyjesz, ukochana moja i wszystka moja. Dotknięcie maleńkich dłoni Dzieciątka Jezus sprawiało mi szczęście i radość, której określić nie umiem.(215)

 

BOLESNE

 

1.Ogrójec

 

Powiedz wszystkim władzom twej duszy: Którego ja pocałuję, imajcie Go (Mt 26,48). Ja pragnę być pojmany przez wszystkie władze twej duszy. Oddam ci się dobrowolnie, jak oddałem się kiedyś w Ogrójcu w ręce oprawców. Jeżeli Mnie szukasz, oto jestem (J 18,8). Pozwól odejść wszystkim stworzeniom, wszystkim myślom obcym, nie zatrzymuj żadnej, bo w chwili, gdy bez względu na Mnie zajmiesz się czymś innym, Ja odejdę. Każdy akt miłości jest pocałunkiem, który koi rany mej miłości. Powiedz twym życiem otoczeniu swemu: Którego ja pocałuję, imajcie Go. Powiedz duszom bojaźliwym i chwiejnym, że Jezusa łatwo pojmać, bo stał się więźniem miłości. Niech jednak dusze traktują Mnie nie jako więźnia, lecz jako króla swego, bo Ja jestem istotnie Król[em].(10)

 

Podczas Mszy św. na chwilę Pan Jezus przeszył moją duszę wzmożoną siłą bólu na myśl o tym, że dusze idą do piekła. Pan Jezus odezwał się: Pojmujesz teraz choć w części mój ból Ogrójca? Twój ból to jeszcze nie cierpienie piekła, bo tego nie zniosłabyś w żaden sposób. Niech ci to jednak będzie zachętą do ratowania dusz.(19)

 

[26 II 1936 r.] W Środę Popielcową czułam w duszy cierpienie, którego nie umiem wytłumaczyć. Klęczałam przez 2 godziny zmiażdżona tym cierpieniem, nie mogąc znaleźć żadnego dla siebie oparcia. Po Komunii św. Pan Jezus odezwał się: To twoje Getsemani. Zapowiedziałem ci, że przeżyjesz moje życie razem ze Mną. Trzeba, byś wstąpiła także do Ogrójca.

Niech się nie dziwią ci, którzy to czytać będą, że zabieram do Ogrójca niemowlę, duszę, którą obrałem sobie za siostrzyczkę mego wieku niemowlęcego. Chwile Ogrójca i Kalwarii przeżywałem już jako niemowlę w Sercu swoim. Trzeba, by i moja siostrzyczka przeżyła je ze Mną. Czyż nie robią tak ojcowie ziemscy? Ileż to razy, znalazłszy sią sam na sam z niemowlęciem, pochylają sią nad nim, pragnąc pieszczot maleństwa. Opowiadają mu o troskach, których ono nie rozumie, a jednak przy maleństwie znajdują odpocznienie i ulgę. Jesteś niemowlęciem, nie zrozumiesz tajemnic moich cierpień - i nie zrozumie ich w całym tego słowa znaczeniu nikt. Żeby zrozumieć ból Jezusa, trzeba by być Jezusem, cierpieć to, co On cierpi. A jednak Ja przychodzę do ciebie, chcę ci opowiedzieć o bólu mojego Ogrójca.

Dusza moja oglądała Boga w jasnym widzeniu. Majestat Jego nieskończony oglądałem tak, jak widzi samego siebie Bóg, bo jestem Bogiem. Widziałem świętość i majestat Boga posunięte aż do nieskończoności. Z drugiej znów strony, widziałem człowieka - stworzenie. Widziałem go aż w jego nicości. I oto ta nicość wypowiada bunt Bogu - nie będę służył, nie będę czynił tego, czego żąda Bóg, wolą słuchać szatana, pierwszego buntownika, wolą słuchać własnych instynktów. Serce moje odczuło zniewagę wyrządzoną Bogu. Człowiek szlachetny odczuwa, jeżeli znieważa się osobę niewinną wysoko postawioną, zwłaszcza jeżeli [jest] to osoba, która tylko dobro świadczyła - a jeżeli to osoba bliska sercu, jeżeli jest krewną - wówczas ból osoby współczującej równa się prawie bólowi osoby znieważonej.

Leonio, Bóg jest moim Ojcem, jestem Jego jednorodzonym Synem. Cierpiałem nad zniewagą wyrządzoną Bogu, cierpiałem aż do nieskończoności nad zniewagą wyrządzoną Ojcu mojemu. Był to ból, którego nie mogło pomieścić moje Serce, więc krew najświętsza wypłynęła z niego, wypłynęła z żył, przez wszystkie pory najświętszego ciała. Moje dziecko - ty tego nie pojmiesz, bo jak ci już powiedziałem, żeby to móc zrozumieć, trzeba by być Jezusem, cierpieć to, co On cierpiał, a to niepodobna, bo stworzenie, jakim jest człowiek, padłoby bez życia przy tego rodzaju cierpieniu.(63)

 

4. Dźwiganie Krzyża

 

10 VII [1936 r.] W czasie mojej męki doznawałem, obok gwałtownych cierpień fizycznych, wiele bólu i cierpień duchowych. Owszem, one przewyższały pierwsze. Każdy akt bólu fizycznego przyjmowałem jako zadośćuczynienie za osobny grzech czy rodzaj grzechów, a równocześnie duszę moją przygniatał, jak winna prasa, widok zniewagi wyrządzonej Bogu przez ten grzech. Kiedy brałem na swoje ramiona krzyż, a raczej gdy Mi go wtłaczano na ramiona, członki moje przeniknął tak gwałtowny ból, że gdyby nie wyższa siła, byłbym padł na ziemię.

Ty wiesz, jaki ból sprawia ucisk rany - a moje ramiona były poszarpane ranami. I na takie żywe, ociekające jeszcze krwią rany wtłoczono Mi ciężar krzyża. Był to nie tylko ciężar gatunkowy drzewa, ale i ciężar grzechów, za które krzyż podjąłem - ich widok daleko boleśniejszym krzyżem przytłaczał Mi duszę. Kto przeżywał wyrzuty sumienia po dopuszczeniu się choćby jednego grzechu ciężkiego, wie, jak wielki jest jego ciężar. On przygniata duszę, spędza sen z powiek, z twarzy świeżość i uśmiech, z serca radość i pokój. A Ja wszystkie tego rodzaju udręki przyjąłem do swojej duszy, a cierpiałem także za tych, którzy w zatwardziałości serca pędzili swoje życie, bo za ich grzechy trzeba było również złożyć zadośćuczynienie nieskończonemu Majestatowi.

Pan Jezus pozwolił mi widzieć w duchu, jak wyglądał w chwili, gdy brał krzyż na swe ramiona. Widziałam, jak śmiertelna bladość pokryła Jego najświętsze oblicze, rumieniła ją tylko krew spływająca spod cierni. Jezus drżał na całym ciele, drżała każda tkanka najświętszego ciała, a jednak Pan Jezus ruszył w swoją drogę kalwaryjską. Stąpał powoli, z trudem podnosząc nogi, pochylał się pod ciężarem krzyża coraz więcej, chwiał się tak, że mi się zdawało, że upadnie za każdym krokiem. A jednak Jezus szedł i odmawiał jakieś modlitwy. Dosłyszałam, jak mówił: Ojcze, wejrzyj na Serce Twego Syna, na chwałę i zadośćuczynienie, jakie Ci za grzeszników składa, a gdy oni udadzą się do miłosierdzia Twego, racz im łaskawie przebaczyć i odpuścić. Ojcze, zachowaj mój Kościół w świętości prawdy, a wszystkim jego wiernym dzieciom daj szczęście w Twej chwale, przez mękę i śmierć moją. Potem odmawiał Jezus modlitwy, których już nie dosłyszałam, bo głos Jego był coraz cichszy. Wreszcie wydał Jezus bolesny jęk i padł na ziemię, a na Jego barki powaliło się drzewo krzyża. Przez chwilę leżał Pan Jezus bez żadnego znaku życia, tylko spod cierni popłynęła krew, bo drzewo krzyża jednym końcem uderzyło o cierniową koronę. O, jakże pragnęłam przyjść Panu Jezusowi z pomocą, jak pragnęłam zdjąć z Niego krzyż. Serce moje pełne było bólu. Jezusa szarpnęli za sznury żołdacy, by powstał, a On z trudem podniósł się, a pierwsze Jego spojrzenie było na mnie skierowane, jakby się chciał przekonać, czy jestem.

Moja Leonio - odezwał się Jezus - czy wiesz, co spowodowało mój pierwszy upadek? Oto widok pierwszych grzechów ciężkich. Gdybyś ty wiedziała, jaki to ból okropny ściska serce na widok dusz, które przed chwilą pięknością swoją podobne były aniołom, były mieszkaniem Trójcy Przenajświętszej; jeszcze przed chwilą Ja byłem królem tych dusz, a oto naraz dusza z całą świadomością odwraca się od Boga, gardzi Jezusem, jednym silnym, złośliwym pchnięciem wytrąca ze swego serca Jezusa, a On pod wpływem tego uderzenia pada na ziemię, a przez to samo wejście, którym wytrącono Jezusa, wchodzi szatan. Jezus, doznawszy takiej wzgardy, nigdy nie wróciłby do tej duszy, gdyby nie miłość nieskończona, która każe Mu ratować wszelką nędzę, a nawet złość. Miłość każe Mu umrzeć, by dusza żyła.(125)

 

5. Ukrzyżowanie

 

Oczom duszy ukazał się Jezus rozpięty na krzyżu. Twarz śmiertelnie blada, oczy zalane krwią. Dreszcz przeszedł po moich członkach. Jezu - zawołałam w głębi duszy - pozwól mi wznieść się tak wysoko, bym mogła obetrzeć Jego Oblicze. Zdawało mi się, że Jezus powiedział, że raczej powinnam się uniżyć tak głęboko, aż pod stopy krzyża, bo jestem grzesznicą. Głosu Jego wtenczas nie słyszałam, a jednak zdawało mi się, że od krzyża spływały do duszy takie myśli.(8)

 

Duszę moją przykuł widok alei pełnej jasności, którą równocześnie przenikała lekka mgła, jak biały obłok. Środkiem tej alei rozstawione były krzyże. Naliczyłam ich dziesięć. Z pierwszego z nich, mnie najbliższego, przemówił Jezus: Jestem ukrzyżowany w sercach ludzkich. Dobrowolnie przybijają Mnie do krzyża serc swoich. A Ja - nim Mi ostatecznie śmierć zadadzą - tak przyciskam mocno do siebie ten krzyż, pragnąc pociągnąć do siebie te dusze i serca. Pragnę, by przez moją śmierć odzyskały życie. Z krzyża, na którym umarłem na Golgocie, nie zstąpiłem nawet po śmierci. Zdjęli Mnie z niego Józef i Nikodem. Leonio, zdejm Mnie z krzyża serc, które dobrowolnie, tak na zimno, z otwartymi oczyma, krzyżują Mnie najokrutniej.

Jak ja Ciebie zdejmę - mój Jezu - z krzyża,, kiedy jestem tak maleńka jak niemowlę, tak słaba jak ono? Przystaw sobie drabinę. Miłość Boga i bliźniego - to będą dwa pionowe ramiona, a liczne drobne ofiary, akty umartwienia, zaparcia się siebie, pokory, ufności - to będą poszczególne szczeble, po których wzniesiesz się wysoko. Proś twego Anioła Stróża, by ci towarzyszył, by cię podtrzymywał, bo szczeble twarde, a przestrzeń wysoka. A gdy już dojdziesz tam, gdzie przygwożdżone moje ręce i stopy, powiedz tylko: Jestem, mój Jezu. Przyszłam, bo mnie wezwałeś [1 Sm 3,5], pragnę Cię zdjąć z krzyża, bo Cię kocham, oddaję Ci się jako ofiara za tych, którzy Cię krzyżują w sercach swoich. Ożyw te serca i dusze - ja za nich gotowa jestem umrzeć [w] każdej chwili. Jeżeli się to podoba miłości Twojej, gotowa jestem zawisnąć na krzyżu, byłeś tylko Ty, mój Oblubieńcze, żył z powrotem w tych sercach, które cię zdradziły. Potem otwórz Mi na oścież twoje serce. Ja sam przyjdę do ciebie, bowiem potrzeba Mi mieszkać w domu twoim [Łk 19,5].

Kiedy moi uczniowie zdjęli Mnie z krzyża, złożyli Mnie w objęcia mojej Matki Niepokalanej. I ty zaproś Ją do swojej duszy, by Mi w tobie oddała przysługą, jaką oddawała Mi wówczas, gdy Mnie zdjęto z krzyża. Ale i ty pozostań, by spełnić polecenia mojej Matki Niepokalanej. Może zażąda od ciebie jakiej drobnej przysługi, a może upodoba sobie twoje serce, by w nim złożyć swój Skarb Najdroższy - a może zatrzyma cię przy sobie, by cię uczynić świadkiem mojego zmartwychwstania w duszach, za które oddałaś się na ofiarę.(68)

 

Przez kilka dni ukazywał mi [się] Jezus z otwartą raną w boku, z którego wychylała się gałązka okryta kolcami, a zakończona bukietem białych róż. Pan Jezus skierowywał za każdym razem te kwiaty do mnie. Czułam dotknięcie tych róż i zdawało mi się, że z mojego serca wyrasta znów gałązka lilii. Za trzecim pojawieniem się tego samego widzenia Pan Jezus powiedział: Te róże są symbolem łask, jakie zlewam na twoją duszę. Patrz, ku tobie wychylam biały kwiat, a w Sercu moim tkwi gałązka okryta kolcami, bo łaski, których ci udzielam, wysłużyłem dla ciebie bólem i cierpieniem. Złącz twoją lilię z moją różą. Nabierze ona w ten sposób tym większej jasności. Zanieśmy te kwiaty naszemu Ojcu, który jest w niebiesiech. Niech się cieszy ich bielą i wonią.

Raz Ojciec niebieski odezwał się: Córko mojego upodobania - czy wiesz, dlaczego tylu ranami okryłem mego Syna w czasie Jego męki? Bo miłość moja Boska została wpierw zraniona. Ja cały jestem Miłością. Świat stworzyłem z miłości. Ku ludziom - moim ziemskim dzieciom - żywiłem jedno tylko uczucie, uczucie miłości bezgranicznej. Tymczasem ludzie mojej miłości nie chcieli. Ta wzgarda okazana mojej miłości była ciosem, który Mi zadał ranę. Jako Bóg cierpieć nie mogłem, ale mój Syn Jezus podjął na siebie dobrowolnie wszystkie rany, które ludzie przez swoje grzechy mojej odwiecznej zadali miłości. Przez rany Jezusa wszystkie moje dzieci, które dostaną się do nieba, wejdą w tę ranę mojej miłości. Będzie ich to uszczęśliwiać przez wieczność całą, bo poznają, jak bardzo były przeze Mnie kochane.(71)

 

Raz, w czasie Mszy Św., Pan Jezus ukazał mi swoje Serce rozpalone tak jak z ognia wyjęte żelazo, ale nic Jezus nie mówił. Innym znowu razem, w czasie adoracji, Jezus ukazał mi krzyż, a na nim płonące Serce Pana Jezusa. Płomienie wydobywały się i rozchodziły szeroką falą. Po południu tego dnia Pan Jezus powiedział: Włócznia Longina dotknęła i przeszyła moje Serce dopiero po mojej śmierci, ale ból tego przeszycia cierpiałem za życia niejeden raz. Owszem, cierpiałem ten ból od pierwszej chwili mego wcielenia. Człowiekiem stałem się z miłości. Przyszedłem na ziemię oznajmić ludziom dobrą nowinę, przyszedłem im powiedzieć, że Bóg żywi dla nich miłość, przebaczenie i miłosierdzie. A ludzie Mnie odepchnęli, nie przyjęli. Serce moje ścisnęło się wówczas bólem takim, jaki sprawia przebicie Serca. Gdyby chociaż później, kiedy już ludzie poznali, kim jestem, bo słyszeli głos z nieba mówiący, że jestem Synem Boga, w którym sobie upodobał; gdyby choć wówczas, kiedy im dobrze czyniłem, lecząc chorych, wskrzeszając umarłych, karmiąc ich głód, trudząc się i żyjąc tylko dla nich; gdyby wówczas przynajmniej otaczano Mnie miłością, zabliźniłaby się rana. Ale niestety - tak mało dusz kochało Mnie prawdziwie i z całkowitym zapomnieniem o własnych interesach. Ranę miłości nosiłem zatem w moim Sercu przez całe życie. Włócznia Longina otworzyła tylko to Serce i dała upust ostatniej kropli krwi, którą wylałem dla ludzkości.

A teraz, moja Leonio, popatrz: w Sercu mym tkwi kolec, w miejscu gdzie dawniej tkwiła włócznia. Czy wiesz, kto go zadał? Dusze przeze Mnie wybrane swoją zimną wzglądem Mnie obojętnością. Mam dusze kochające Mnie bardzo, ale są i takie, które chciałbym wyszczególnić za bardzo maleńką ofiarę, a one odtrącają Mnie, lekceważą moje szczególne względy. Popatrz, jak wielki to cierń, jak bolesny. Jeżeli Mnie kochasz, staraj się przynieść Mi ulgę w cierpieniu. Weź na siebie tyle krzyża, ile udźwigniesz. Ja ci dopomogę.(76)

 

19 VII [1936 r.] Trwałam u stóp krzyża, błagając z bólem duszy o przebaczenie moich grzechów. Głos Ojca niebieskiego odezwał się: Przebaczam wszystkim, którzy Mnie o to błagają, w imię mego Syna ukrzyżowanego, spowitego bólem i cierpieniem; Syna, w którym mam upodobanie. Jego życzenie wyrażone na krzyżu staje się u Mnie prawem. Zapisz, że chcę, by Mnie ludzkość błagała o przebaczenie w imię ukrzyżowanego Jezusa.

20 VII [1936 r.] Przeżywałam bardzo bolesne opuszczenie duszy. Pragnąc znaleźć podporę w przygniatającym cierpieniu duszy, zaczęłam rozważać Jezusowe: Boże mój. Boże mój, czemuś Mnie opuścił? [Ps 22,2; Mt 27,46] Zdawało mi się, że przez chwilę dał mi Pan Jezus przeżyć Jego własne opuszczenie, a ono było wprost nie do wycierpienia dla człowieka. Czułam, że tylko Jezus utrzymywał moje siły. Ojciec niebieski mówił: Opuściłem Syna za to, że ludzkość ukochał miłością nieskończoną. Rozciągnął na krzyżu swoje ramiona, bym nie dosięgnął ludzkości. Chciał ją zastawić sobą, bym jej nie chłostał karą wiecznego opuszczenia, więc dałem je przeżyć umiłowanemu Synowi w całej grozie, w całej potędze uczucia opuszczenia wszystkich, którzy na opuszczenie zasługują. Synu, Jam Ciebie opuścił, boś Ty zawisł bezwładny, przygwożdżony – na krzyżu wysoko do Mnie wzniesiony. A Ja zstąpiłem pod ten czas na niziny, by podnieść w Twe rozpięte objęcia to, co upadło, co pełza po ziemi. Ja - razem z Tobą - Twym opuszczeniem zbawiam świat. Synu, Ja razem z Tobą ludzkość całą przycisnę do ojcowskiego łona mego. Twoja chwała będzie opromieniona chwałą tych, za których cierpisz bolesne opuszczenie.(126)

 

CHWALEBNE

 

1.Zmartwychwstanie Jezusa

 

[12 IV 1936 r.] W Wielką Niedzielę Pan Jezus przeniósł moją duszę razem z sobą do grobu. Byłam świadkiem - choć nie umiem powiedzieć, w jaki działo się to sposób - jak dusza Pana Jezusa wniknęła w Jego najświętsze ciało, które - pełne jasności - wyglądało jak duch w kształcie ludzkim. Lotem błyskawicy stanął Jezus w swym chwalebnym ciele wobec nieskończonego majestatu Ojca i rzekł: Ojcze - przynoszę Ci okup za ludzkość całą i za każdą duszę z osobna. W tej chwili rany najświętszego ciała błyszczały jak drogocenne perły, jaśniały jakimś cudownym blaskiem, a zarazem płonęły, jak rubiny, krwawymi płomieniami. Nie wiem, co się potem stało, bo dopiero po dłuższej chwili Pan Jezus szepnął: Pójdźmy do naszej Matki Niepokalanej. Czułam się przy Niej obecna, ale Jej nie widziałam. Przeżyłam uczuciem Jej szczęście i radość niewysłowioną.(75)

 

4. Wzniebowzięcie Maryi

 

Bez żadnego wysiłku z mej strony duszą całą znalazłam się natychmiast przy boku mojej Matki Niepokalanej w chwili Jej zaśnięcia. Maryja znała chwilę swego odejścia z ziemi, toteż z miłością Matki pożegnała się z apostołami, a potem - pełna zachwytu - oddała swą duszę przeczystą Bogu. Po rozłączeniu się z ciałem. Pan Jezus, który był przy Niej duchowo obecny, wziął Jej duszę przebłogosławioną. I nie wiem, jak się to stało, ale przeżyłam to razem z Maryją tak, że Ją oprowadził po wszystkich krańcach ziemi. Ukazał Jej wszystkie miejsca, gdzie ku Jej czci miały stanąć świątynie, kaplice, figury przydrożne, a przede wszystkim, gdzie miały stanąć klasztory, a w nich dusze poświęcone chwale Bożej i czci Niepokalanej. Zatrzymywała się dłużej Maryja w miejscach, gdzie miała w specjalny sposób przebywać w cudownych obrazach. Zatrzymała się z miłością w Starej Wsi. Jezus Jej powiedział, że tu będzie przede wszystkim czczona w chwale swego Wniebowzięcia, że tam przychodzić będą tłumy pielgrzymek. A potem ukazał Jej dwa klasztory, w nich tysiące dziewic. Jakże się ucieszyłam, gdy Maryja, patrząc na wszystkie, [także] i na mnie zatrzymała swój wzrok.

W towarzystwie aniołów zstąpiła także dusza Maryi do czyśćca, niosąc duszom tam cierpiącym pociechę i ochłodę, a wiele z nich wyprowadziła z czyśćca, by razem z Nią mogły wejść do nieba. Dziewicze ciało Maryi pozostawało do trzeciego dnia w grobie, zapewne dlatego, że Maryja chciała się i w tym upodobnić do Boskiego swego Syna. W chwili, kiedy wniknęła w nie najświętsza dusza Maryi, stało się tak piękne, jak uwielbione ciało Jezusa po zmartwychwstaniu. Zdawało mi się, że nad grobem Maryi było niebo otwarte, a z owej przestrzeni, od nieba - zdawało mi się nieskończonej - aż do ziemi, było nieprzeliczone mnóstwo aniołów, którzy wyszli naprzeciw swojej Królowej. Maryja była pełna jasności i tak niepojęcie piękna. Przesuwała się lekko, jak promień słoneczny, poprzez chóry anielskie, witając każdą hierarchię osobnym pozdrowieniem. Ale to wszystko odbyło się bardzo szybko i Maryja stanęła w obecności Trójcy Przenajświętszej, która oczekiwała na Jej przybycie. Ojciec przedwieczny odezwał się: Witaj, najmilsza Córko, w której mam upodobanie; witaj, pełna łaski, błogosławiona między niewiastami. I objął w swe objęcia Niepokalaną Dziewicę klęczącą przed Nim w pokorze, jaśniejącą niezrównanym pięknem. Wszystko Ci dałem - mówił Ojciec – dając mego Syna za Twego Syna. Teraz daję Ci chwałę, jakiej nikt dotąd i nikt potem nie osiągnie. Niewypowiedziane było przywitanie Pana Jezusa z Matką Niepokalaną. Jezus przypomniał Maryi macierzyństwo dla ludzkości całej. Powiedział, że tak będzie słuchał Jej próśb w niebie, jak słuchał Jej rozkazów na ziemi, i dał Jej współudział w rządach dusz z prawami królowej i matki. Duch Święty witał Niepokalaną swoją Oblubienicę z niepojętą miłością, a potem oddał Jej w opiekę kapłanów, mówiąc: W dziele uświęcenia największą rolę odgrywają kapłani przez szafowanie sakramentów świętych i przez słowo Boże - bądź im matką i patronką. Zapalę w ich sercach szczególniejszą miłość ku Tobie, by przez Ciebie otrzymywać mogli moją pomoc i światło.

Maryja ukoronowana była pięknością i chwałą niepojętą; była nieskończenie szczęśliwa i zanuciła Magnificat, którego w milczeniu słuchała cała Trójca Przenajświętsza i wszyscy niebianie. Gdy ukończyła, zaczęli śpiewać hymny powitalne aniołowie i grali przecudne preludia. Nie wiem, jak się to stało, że ja na strunach duszy grałam razem z aniołami. Szkoda, że nie jestem kompozytorem i nie mogę odtworzyć tej melodii. Wszystko to trwało w czasie jednej Mszy Św., od siódmej do siódmej i pół.(149)

 

5. Ukoronowanie Maryi na Królową

 

Oto Matka twoja - Królowa aniołów jest twoją Matką. Jest Ona Matką Boga i ludzi. Dla aniołów jest Panią i Królową, oni Jej dworzanami, ale nie nazywają Jej matką. Maryja zna wszystkie hierarchie aniołów i każdego z osobna - godność, moc oraz imię jego. Każdy z aniołów uważa sobie za chlubą spełniać życzenia swojej Królowej.

Nie wiem, jak to wyrazić, ale ujrzałam całe zastępy aniołów otaczających Matkę Niepokalaną, a nad Jej głową unosiła się jakby korona z trzech hierarchii aniołów. Wszyscy zapatrzeni byli w Maryję z podziwem i ukorzeniem. Głos mówił: Maryja jest Królową aniołów, chociaż oni są duchami, a Ona ma ludzkie ciało. Ale to ciało jest przeczyste, uduchowione. Takie było od pierwszej chwili niepokalanego poczęcia. Nie było w nim nie tylko pożądliwości grzesznej, ale nawet cienia niedoskonałości grzechowej. Było wolne od cierpień fizycznych. Trzeba tak było, bo z tego przeczystego ciała i krwi Jej niepokalanej ukształtowane było ciało Boga-człowieka. Istota ciała Jezusowego była ta sama co Maryi, bo utworzone było z Jej krwi. Godność ciała Jezusowego podnosi nieskończenie to, że ukształtowane było przez Ducha Świętego. Duch Święty był twórcą ciała Jezusowego ze względu na Jezusa - że był równocześnie Bogiem - i ze względu na Maryję, by Jej dziewictwo było nienaruszone. Ze względu na godność macierzyństwa Bożego ciało Maryi jest nieskończenie więcej święte niż duchowość aniołów. Maryja jest Królową. Wydaje rozkazy, które aniołowie natychmiast spełniają. I nic w tym dziwnego – wszak i Jezus na ziemi był Jej poddany, a obecnie w niebie nie odrzuca żadnej prośby swej Matki Niepokalanej - prośba Maryi  jest obecnie Jej rozkazem.(133)

 

W czasie sumy przed duszą przesunęła się znowu słodka, przecudna postać Matki Niepokalanej, ale w innej koronie, niż Ją widziałam z rana. Zdziwiona wpatrywałam się w tę koronę i odczytałam „Polonia" - litery ułożone były z jasnych, jak gwiazdy, drogich kamieni. Maryja z majestatem królewskim błogosławiła Polskę na cztery strony, nazywając ją miłym Jej Sercu królestwem.(150)

 

 

Źródło: "Uwierzyłam Miłości, Dziennik duchowy i wybór listów" – s. Leonia Nastał – WAM, Kraków 2010

 

----------------------------------------------------------------------------

 

www.duchprawdy.com