Zjednoczenie z Jezusem

 

Fragmenty objawienia Jezusa i Maryi (1934-1939r) - S.B siostra Leonia Nastał

 

Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej

 

97

Leonio, kiedy dusza dojdzie do zjednoczenia z Bogiem, Bóg staje się jej życiem. Nie ma dla duszy większego szczęścia nad zjednoczenie z Jezusem, toteż osiągnięcie tego stopnia doskonałości, w którym Bóg obdarza duszę najczulszą przyjaźnią, powinno być najgorętszym pragnieniem duszy, przedmiotem ustawicznych zabiegów i trosk każdej chwili życia. Pomyśl, jak ludzie na świecie żyjący zabiegają o przyjaźń osób, na których im zależy. Warto cierpieć, warto kochać, by posiąść przyjaźń zjednoczenia z Jezusem. Słowo „zjednoczenie" zawiera w sobie myśl, że trzeba się stać „jedno'' z Jezusem, przede wszystkim przez zaprzepaszczenie swojej woli w Jego woli, przez oddanie Mu całej swojej istoty tak, by nie znalazł w niej żadnego oporu - w niczym. Trzeba, by dusza na każde „ chcę " Jezusowe odpowiadała swoim „ chcę i to natychmiast. Przysłuchiwałaś się nieraz, jak echo odpowiadało twym pieśniom, nawoływaniom. Echo niezdolne jest wydać głosu samo z siebie, powtarza to, co mu przyniosą fale powietrza. Dziecino, bądź takim moim echem. Odtwarzaj w swoim życiu życie Jezusa. Niech z twego serca do mego płyną tylko fale miłości ofiarnej, a wówczas z mojego Serca popłyną ku tobie tylko fale miłości jednoczącej. Ty będziesz moim echem. Ja będę twoim - tam u Ojca mego.

98

[20 V 1936 r.] Moja dziecino, jutro jest uroczystość mego Wniebowstąpienia. Czy jesteś gotowa? Niedługo będziemy obchodzić twoje wejście do nieba, twój wzlot do ojczyzny. Ale posłuchaj i napisz. Jezus pragnie teraz zstąpienia z nieba, a wstąpienia do dusz, by w nich niebo założyć. Tak, moja droga - moim niebem jest każda dusza w stanie łaski poświęcającej. Ile razy dusza przyjmuje Mnie w Komunii Św., tyle razy odnawiam w niej triumf mego wniebowstąpienia. Aniołowie spoglądają w zdumieniu, na jakie gody wybiera się ich Król, a On wstępuje do dusz prostych, czystych, do dusz maleńkich i tak je tuli do siebie, tak się nimi cieszy, jak gdyby one stanowiły całe Jego niebo. Szczęśliwa dusza, która za życia wchodzi w niebo Bożego Serca - Ono zawsze otwarte, żaden klucznik bram nie strzeże, jest tylko ogrodzenie, cierniowe co prawda, ale dla duszy umartwionej ciernie są radością.

Myśl moja odbiegła w niebo, za Jezusem, ale się zatrzymała przed zasłoną tajemnicy: w jaki sposób miliardy stworzeń ukryją się w Bogu tak, by wszystkie czuły się blisko Niego. Pan Jezus przyszedł mi z pomocą. Popatrz na słońce - mówił. Komu brakuje jego promieni? Temu, kto sam się przed nim kryje. Im ktoś jest bliżej równika, tym silniejszemu działaniu słońca podlega. Tak jest i w życiu wewnętrznym, które na ziemi jest niebem duszy. Nie zawsze od ludzi zależy żyć w krajach gorących - warunki życia zapędzają ich i w lodowate kraje podbiegunowe. W życiu wewnętrznym dusza może zawsze zbliżać się do Słońca Miłości i żyć w Nim. A teraz pomyśl. Gdyby to słońce, które płonie na firmamencie, siłą swoją pociągnęło do siebie wszystkie stworzenia żyjące na ziemi i gdyby je pogrążyło w swych żarach - jak sądzisz – czy byłoby takie stworzenie, które nie czułoby tego ognia, które nie czułoby się w nim pogrążone? Oto słabiutki obraz życia w Bogu. Bóg wszystkich niepojętą siłą miłości wchłania w siebie, wszyscy są w Nim ukryci z Chrystusem, wszyscy czują się w Bogu.

Dusza dążąca do zjednoczenia z Bogiem powinna najusilniej zwalczać wszelki nawet cień zmysłowości. Ja się pochylam nad duszą najbardziej nawet zbrukaną by ją oczyścić, uświęcić i nie zrażam się długim nawet czekaniem, byle tylko duszę pociągnąć w moc miłości. Skoro jednak jakąś duszę doprowadzę do poufałej przyjaźni z sobą, natenczas nie znoszę u niej nic, co tchnie własną wygodą w rzeczy najdrobniejszej nawet. Nie będzie zgody między Oblubieńcem i oblubienicą jeżeli zapragnie czegoś dla siebie. Godności oblubienicy jej nie pozbawię, ale będę rzucać iskry płomienne, będę palić wszystko, co Mi się nie podoba - stąd jej cierpienie. Czyż nie lepiej nie obarczać sią paliwem? Jeżeli na świecie pragnie ktoś pozyskać sobie jakąś osobę, na której [mu] zależy, zdaje się nie widzieć jej braków, ale skoro ją pozyska, staje się wymagający, ma prawo do tego. Zresztą czyni to dla dobra obojga. Tak i Ja postępuję. Zawsze uwzględniam słabość ludzką ale im ściślej chcę duszę zjednoczyć z sobą tym bardziej staję się wymagający, ale czynię to z miłością dla dobra wspólnego. Moje oblubienice, ogołacajcie się z siebie samych, umierajcie sobie, by żyć Jezusowi.

109

Przestawałaś z Ojcem niebieskim w najściślejszym z Nim zjednoczeniu. Tego rodzaju przeżycia będą teraz częstsze niż słyszenie mego głosu, bo jak ci już powiedziałem, one są przygotowaniem twej duszy do życia w Bogu, w jasnym widzeniu Jego Boskiego majestatu. Nakreśl, tak jak umiesz, jeden moment takiego przestawania z Ojcem. Dobrze, mój Jezu - powiedziałam. Tylko moment skreślę. Reszta pozostanie tajemnicą, bo w języku ludzkim nie ma słów na wyrażenie tego, co się przeżywa przy Ojcu. Dusza wznosi się ponad siebie samą. Nie czuje swego ciała, nie czuje nawet działania Swoich władz, rozumu czy woli - cała zatonęła w wysokości bez szczytów, w nieskończoności, którą się czuła pochłonięta, przeniknięta, owładnięta. Duszę napełniało uszczęśliwiające upojenie miłości niepomnej na siebie, skoro Bóg tak jest nieskończenie szczęśliwy, tak niepojęty.

139

Odkąd Bóg Ojciec ujrzał na ziemi Boga-człowieka, tak się w Nim rozmiłował, tak sobie w Nim upodobał, że odtąd zapragnął w każdym człowieku widzieć to zjednoczenie. Pragnął, by Jezus żył w każdej duszy, w każdym sercu tak, by Jezus i dusza stanowili jedno. Żaden człowiek, w którym nie żyje Jezus, nie podoba się Bogu. Tylko ta dusza jest dzieckiem upodobania Bożego, w której żyje Jezus.

148

12 VIII [1936 r.] Co to za przedziwna tajemnica życia w zjednoczeniu z Bogiem. Nic ziemskiego nie wejdzie do owej komnaty, gdzie żyje Trzykroć Święty. Tam może istnieć tylko wymiana miłości. Ze strony Boga - silna, nieskończona, mocna jako śmierć, niszcząca wszystko, co nie jest Bogiem; ze strony duszy - pokorna, pełna żalu, ale i serdeczności, do jakiej tylko dusza, wsparta łaską, jest zdolna. Powiedział Pan Jezus: Kto by pił wody, które Ja mu dam, pragnąć nie będzie na wieki [J 4,14]. Posłuchaj, mój Jezu, pragnąć nie będzie niczego poza Tobą, ale pragnie, i to gorąco, i coraz więcej Ciebie. Masz takie stworzenie którego pragnienia nie ugasisz na świecie. Zanurzysz go w oceanie Twej miłości, a ono, biorąc od Ciebie bezmiar miłości, oddaje wszystko Ojcu niebieskiemu, a od Ciebie ciągle i ciągle będzie pragnąć. Nie zaspokoisz mojego pragnienia na ziemi - gdybym mogła, obrabowałabym Cię ze wszystkiej Twojej miłości, by Ci ją z powrotem oddawać. Tak, pragnę dawać miłość za miłość. O Jezu, wiem, że jesteś źródłem miłości, a to źródło bije w mojej duszy, więc mi nie zabraknie Twych Boskich wód. W każdym razie jestem nienasycona i dopóki nie dasz mi najpełniejszego posiadania Boga w niebie, nie powiem Ci - Najmilszy - że już niczego nie pragnę. Mój Jezu, ja pojąć nie mogę, jak można żyć bez Ciebie. Ale mi mówią, że są na świecie ludzie, którzy żyją z dala od Ciebie. Żal mi tego ludu. O, jak bardzo pragnę, by wszyscy na wyścigi spieszyli do Ciebie, jakże pragnę kosztem największych cierpień i ofiar zdobywać Ci dusze. Jezu, czemuż nie mogę ponieść męczeństwa dla ratowania choćby jednej tylko duszy, czemu odmawiasz mi umartwień, czemuż, ach, czemuż nie każesz się wyniszczać dla Ciebie, dla dusz? Czyżbyś nie chciał mojej ofiary całopalnej? Jeżeli nie spalisz mnie ogniem miłości, strawi mnie żar tęsknoty i pragnienie coraz ściślejszego zjednoczenia się z Tobą. Tak mówiłam do Jezusa, którego nie widziałam, a jednak czułam Go przy sobie, czułam Jego wzrok we mnie utkwiony; wiedziałam, że mnie słyszy i pozwala mi się wypowiedzieć.

Kiedy już wypowiedziałam swoje pragnienia i skargi, że mnie dotąd nie spalił, Jezus odezwał się: Czym ty jesteś dla Mnie? Czym byłaś, kiedyś podsłuchiwała pragnień mojego Serca? Odtwarzasz je wiernie, jak echo. Moje kochane echo, ty powtarzasz moje pragnienia. Ja pragnę, byś Mi się jeszcze bardziej i jeszcze całkowiciej oddała; pragnę, byś Mi zdobywała dusze ofiarą; pragnę, byś szerzyła moją miłość, byś ją odbierała od mojego Serca, a dawała ją Ojcu jako wynagrodzenie za oziębłość świata. Dziecino, ulżyj moim pragnieniom, podaj Mi napój rzeźwiący, daj Mi ofiary i zapomnienie o sobie - za kapłanów, za cały Kościół święty i za tych, którzy Mnie odpychają od siebie. Ty nie pojmujesz życia poza Mną. Niestety, Ja mam takie dusze, do których kołaczę daremnie. Mnie także trudno pojąć życie bez Życia, tym bardziej że Serce moje pragnie go udzielać. Zdroje wód moich są otwarte. Grzesznicy zamykają swe serca, by się pożywić.

Oblubienico moja, napisz, że dusze gorliwe, spragnione mojej miłości, mogą czerpać podwójną ilość wód łaski i miłosierdzia; mogą brać i te łaski, które inni odpychają. Chciejcie wykorzystać czas zmiłowań Bożych nad wami, chciejcie być sprytnymi handlarzami darów miłości. Od was zależy wzbogacenie ubóstwa waszego. Ja pragnę rozdawać, a dusze nie chcą brać; pragnę napawać dusze szczęściem, a one - choć spragnione - oddalają się od Źródła.

W waszych stosunkach gospodarczych wytworzyło się bezrobocie, ludzie przywykli do „bez pracy". O, gdyby ci wszyscy, którzy pozbawieni są pracy, przyszli do mojej winnicy, znaleźliby pracę uszczęśliwiającą. Popatrz, czy w moich świątyniach dużo jest tych, którzy nie mają pracy? Śpią wygodnie wówczas, gdy Ja się wyniszczam na ołtarzu dla ich zbawienia. W zimie zasłaniają się brakiem ciepłej odzieży, w lecie upałem, a we Mnie znaleźliby ogień i ochłodę. Ja się lituję nad nimi, bo znam ich położenie, lecz czemu Mnie unikają, czemu nie otwierają Mi swoich serc? Dziecino, pocieszaj Mnie za oziębłych katolików i za obojętne dla Mnie dusze zakonne.

160

3 X [1936 r.] Przedziwną tajemnicę zjednoczenia mej duszy z Panem Jezusem ukazał mi dzisiaj mój Jezus, a raczej dał mi przeżyć w sposób dotąd mi nieznany. Zdawało mi się, że mi Pan Jezus zabrał duszę, ukrył ją w sobie. Opanował mnie taką siłą, taką jakąś nadprzyrodzonością, że nie byłam zdolna do jakiegoś aktu własnowolnego. Tak byłam zespolona z Panem Jezusem, że znalazłszy się wobec Ojca niebieskiego, zawołałam: Ojcze najukochańszy, ja chyba jestem zrośnięta z Panem Jezusem. Popatrz, w moim sercu Jezus żyje - w Jego Sercu moje bije. Ja i Jezus jedno jesteśmy. Już On beze mnie do Ciebie nie przyjdzie i ja bez Niego przed Tobą nie stanę. Miłość przenikała całe moje jestestwo. Nie pojmowałam, że można mieć jeszcze co innego w duszy nad miłość.

5 X [1936 r.] Taka sama nadprzyrodzona moc skupiła mnie w Bogu. Były to chwile niebiańskie. Nie pojmuję, co jeszcze będzie w niebie nad to, co przeżyłam w czasie modlitwy. Pan Jezus nazywał mnie ukochaną swoją oblubienicą, ja darzyłam Go takim samym mianem, kochając Go coraz silniej.

7 X [1936 r.] W czasie modlitw wieczornych Pan Jezus zbliżył się do mnie i rzekł: Schroń Mnie przed złością świata; ukryj Mnie głęboko w swej duszy. Przy tych słowach przytulił Pan Jezus swoją głowę do moich ramion, ale ja widziałam tylko koronę cierniową, oplatającą Jego skronie. Pochyliłam usta, by ciernie ucałować, a były one twarde, ostre i bardzo grube - prawie grubości mojego palca małego.

8 X [1936 r.] W czasie Mszy św. Pan Jezus w postaci maleńkiego dzieciątka, otoczonego jasnością niepojętą, spoglądał na mnie z ołtarza. Równocześnie jeszcze czułam ostrość cierni, których wczoraj dotknęłam. Cierpiałam bardzo, tak że nawet nie mogłam się cieszyć Dzieciątkiem Jezus. Wieczorem, w czasie nabożeństwa różańcowego, jakiś ogień tajemniczy napełniał mi duszę. Wylewałam łzy obfite, które obecnie stały mi się codziennym pokarmem. Serce uderzało mi gwałtownie jak młotem. Ból tęsknoty wdzierał się do każdego zakątka duszy.

9 X [1936 r.] W czasie medytacji nastąpiło u mnie jakby oddzielenie się duszy od ciała. Dusza [za]nurzyła się w Trójcy Przenajświętszej z zapomnieniem o wszelkim stworzeniu. Bez mojej woli płakałam, z największą usilnością tłumiąc łzy i głośne łkanie.

183

Głos wewnętrzny dał się słyszeć: Z moją obecnością w duszy ma się rzecz podobnie jak z obecnością duszy w ciele. Nikt jej nie widzi, a jednak ona przenika całe ciało. Jeżeli członek jakiś zostanie odcięty, dusza z niego uchodzi i członek ten staje się bez

duszy martwy. Jeżeli jakiś członek mego Mistycznego Ciała odrywa się od niego, staje się martwy; uchodzę zeń, zostawiam go bez życia. Uważ. Jeżeli strzała przeszyje rękę lub nogę, rana zabliźnić się może i życie z niej nie uchodzi. Natomiast, jeżeli ta sama strzała przeszyje głowę lub serce, śmierć jest nieunikniona. Taką głową i sercem w mym Ciele Mistycznym jest [papież] - mój zastępca na ziemi. Kto w niego uderza, zadaje sobie samemu śmierć, bo pozbawia się głowy, która nim rządzi, i serca, które go ożywia, czerpiąc ze zdrojów w nim złożonych przeze Mnie. Pozbawia się głowy i serca, kto wyrzuca wiarę ze swej duszy, która miała mu rozkazywać i zakazywać tego, co życie zabić może. Pozbawia się serca, kto wyrzuca ze swej duszy miłość, która miała dać życiodajne ciepło i soki odżywcze, łączące je z moim Sercem. Dziecino, w tobie tętni życie Boże; tętni tak samo w duszach sióstr, które są z tobą. Ty na nie patrzysz, a przez nie na ciebie patrzy Bóg. O, jak Ja bardzo pragnę, by takie życie panowało we wszystkich duszach. Człowiek po amputacji ręki czy nogi niechętnie patrzy na nie, bo to trup. A Ja patrzę na tyle trupów, na oderwane, odcięte członki mego Mistycznego Ciała. Mam moc wskrzesić je, ale wówczas, gdy one tego pragną, gdy nie chcą dobrowolnie ginąć bez życia. Ofiary, wynagrodzenia, miłości pragnę od tych, którzy Mnie kochają. Proście, bym uzdrawiał chorych, bym wskrzeszał umarłych na duszy, a pójdę i przywrócę życie tym, których tak ukochałem, że dla nich przelałem Krew swoją najświętszą i życie własne oddałem. Życie za życie, Krew za krew - na wszystko gotów jestem, byle tylko uzyskać miłość za miłość, byle wprowadzić Trójcę Przenajświętszą do przybytku duszy.

186

26 I [1937 r.] Moja oblubienico - odezwał się głos wewnętrzny - ludzie za mało starają się Mnie poznać, a nawet dusze zakonne niewiele w tym celu robią wysiłków. Wiele z nich spędza czas medytacji na marzeniach lub na bezmyślności. O - ileż strat ponoszą. Nie dziw, że ich postanowienia są tak mdłe, że nieraz nie robią ich wcale, a uczynionych nie wprowadzają w życie; że nie robią usiłowań, by oderwać serce od wszystkiego, a ze Mną je zjednoczyć. Pragnąć jakiejś rzeczy można dopiero wówczas, gdy się ją pozna; starać się o jej nabycie [można] wówczas, gdy się ją ukocha. Natura ludzka jest wygodna, zadowala się częstokroć tym, co jej dogadza, co przychodzi bez wysiłku. Ciało chętnie przyjmuje odpoczynek i smaczny posiłek. Umysł pragnie wiedzy, ale jakże on niekiedy niewybredny - powieść, romans, wiadomości biuletynowe z rozmowy czy obmowy pochodzące - jakoś mu wystarczają. To złuda - one wewnętrznego zadowolenia nie dają. Człowiek, karmiąc taką strawą swój umysł, oszukuje samego siebie. Ja jestem źródłem niewyczerpanym prawdy - Ja Prawdą samą. Kto stara się z miłością Mnie poznać, nie nuży swego umysłu - przeciwnie,

znajduje zadowolenie i szczęście. Wiedzą o tym dusze, które Mnie miłują. W duszach zakonnych byłoby więcej gorliwości, gdyby więcej zgłębiały moje tajemnice, bo poznawszy Mnie, starałyby się wszystkimi środkami o to, bym je z sobą zjednoczył.

Mój Jezu - oskarżyłam samą siebie - ja też za mało staram się o zgłębianie Twoich tajemnic. Skoro się znajdę u stóp Twoich, tak bardzo czuję się szczęśliwa, że Cię posiadam, tak bardzo Cię kocham, że już nie mogę myślą wnikać w coś głęboko. Moja córko, bo już osiągnęłaś cel medytacji i wszystkich usiłowań i już Mnie posiadłaś, a o to właśnie powinny się starać dusze. Przypomnij sobie twoje zgłębianie myślą moich tajemnic. Poświęcałaś na to godziny całe twojej pierwszej młodości. Ja ci w tym dopomagałem, będąc przy tobie w sposób tajemniczy i pełen miłości, choć nie dałem ci odczuć mej obecności. Dziś posiadasz Mnie jako Oblubieńca twej duszy, cieszysz się moją obecnością i to ci wystarcza. A miłość twoja Mnie wystarcza. Lecz Ja tego najdroższego aktu zdobyć nie mogę u dusz, które nie starają się Mnie poznać w czytaniu duchownym, w rozmyślaniu, w miłości. Co Ja mogę powiedzieć o duszy zakonnej, która oddaje się studiom całymi godzinami, a dla Mnie nie znajdzie pół godziny? Dziecino moja. Ja nie zmyślam, skarżąc się przed tobą na obojętność serc ludzkich. Mówię to, na co patrzę codziennie z bólem Serca, a miłość moja względem tych dusz każe Mi przesłać im przez ciebie łagodne upomnienie i prośbę, by się do Mnie więcej zbliżały.

Nasunęła mi się myśl, że Pan Jezus ma prawo rozkazywać, a nie prosić. Pan Jezus spostrzegł moją myśl i dodał: Tak - Ja proszę, by dusze przychodziły do Mnie po prawdę, po życie, po miłość. Gdyby dusze zdjęły zasłonę miłości własnej i materializmu z oczu, ujrzałyby Mnie, jak w kornej postawie, niemal żebraczej, stoję u drzwi i kołaczę [Ap 3,20], i proszę: Daj Mi serce swoje, daj Mi umysł swój, daj Mi siebie, a znajdziesz naczynie własnej duszy przepełnione łaską, życiem, miłością.

Moja córko, to, co ci mówię, trafi do dusz prostych, dla których niedostępne jest zgłębianie teologii. Mój Jezu – powiedziałam - a mówiłeś mi o konieczności zgłębiania Twych tajemnic. Co będzie z prostaczkami niezdolnymi do rozumowań? Moje dziecię, jeśli Mnie szukać będą, dam im światło poznania; jeśli będą czynić usiłowania, będą Mnie kochać. Ale więcej wymagam od dusz, którym więcej dano. Te, przy pięciu talentach, drugie pięć zdobyć powinny. Od tamtych, którym jeden tylko dano, zażądam jednego [Mt 25,14n].

195

4 IV [1937 r.] Od pierwszych chwil po przebudzeniu Pan Jezus skupił mnie w sobie, a kiedy znalazłam się przed Najświętszym Sakramentem, zatopił mnie niejako w Boskim swym Sercu. Czułam, że jestem w Panu Jezusie. Żadna myśl nie odbiegła od Niego, byłam jakby przykuta do Pana Jezusa.

Jezus z dobrocią tłumaczył mi: Ty żyjesz we Mnie. Czy wiesz, w jaki sposób? Jesteś w mojej duszy obecna. Myślenie, chcenie - to są funkcje duszy. Moja oblubienico. Ja myślę o tobie. Jesteś w mojej duszy jako przedmiot mojego myślenia. Jak ustawicznie myślę o Ojcu, tak ustawicznie myślę o tobie. Wpatrując się w Ojca ustawicznie, widzę cię w Nim jako Jego wybrane dziecię, jako przedmiot wiekuistej Jego miłości, jako tę, która nosi w sobie Jego podobieństwo. Widząc cię ustawicznie w Ojcu, nie mogę nie myśleć o tobie. Myślę nie tylko o tobie jako takiej, która jest teraz, ale myślę o takiej, jaką będziesz przez wieczność całą, tj. o mojej oblubienicy przyobleczonej w godność królewską, [przechodzącej] przez niebo tuż przy moim boku.

Mój Jezu - zapytałam - jak to będzie? Ty w niebie masz tyle dusz - oblubienic, które wartością swoją przewyższają mnie o całe niebo; wobec których ja drobnym pyłkiem tylko jestem. Gdzież one będą, jeżeli ja będę tuż przy Sercu Twoim? Ja pragnę być przy Tobie, ale jakże daleko bardziej im przysługuje pierwszeństwo. Moja dziecino - mówił Jezus - jesteś obecnie tuż przy moim Sercu, w najściślejszym zjednoczeniu ze Mną. Takich dusz mam na ziemi wiele. Czy jesteś wskutek tego dalej ode Mnie, że Ja jestem tuż przy nich, tak jak przy tobie? Jeżeli tu na ziemi czynię to mocą swojej łaski w sposób tajemniczy, ale istotny, uczynię to samo w niebie w sposób jawny, lecz również tajemniczy, a istotny. Jesteś obecna w duszy mojej, w mojej woli. Ja chcę, że ty jesteś; Ja podtrzymuję twe życie; Ja cię łączę najściślej z sobą, a czynię to dobrowolnie, bo cię kocham. Jesteś w mojej duszy przede wszystkim dla tej mojej nieskończonej miłości ku tobie. Siedliskiem miłości jest moje Serce. Jesteś w mojej miłości, a przez to jesteś w moim Sercu. Czy rozumiesz teraz moje słowa? - Kto pożywa mego Ciała i pije Krew moją, we Mnie mieszka [J 6,56]. Jesteś obecna w mojej duszy, która przenika i wypełnia moje ciało; w duszy, która jest najściślej zjednoczona z moim Bóstwem. Jesteś we Mnie. Ja cię czuję w mym wnętrzu. Ja kocham ciebie.

Byłam tak upojona tym, co Jezus mówił, tak do głębi duszy przejęta, że nawet nie zauważyłam poszczególnych części Mszy Św. Nie umiem opisać ani określić tego zatopienia się w Panu Jezusie. Czułam się uszczęśliwiona niepojętym spokojem i szczęściem. Tymczasem Msza św. się skończyła i ja szepnęłam: Mój Jezu, Msza św. skończona. Ofiarowałem ją za ciebie – powiedział Pan Jezus z niewypowiedzianą dobrocią. Gdybyś miała brata kapłana, cieszyłabyś się, że przy każdej Mszy św. pamięta o tobie. Otóż wiedz, że Ja - twój Brat - przy każdej ofierze Mszy św. pamiętam o tobie. W każdej ofiaruję się za ciebie, i to nie ogólnie, jako za cząstkę ludzkości, ale szczególnie - jako za moją siostrę, oblubienicę. Ile jest Mszy św. na całym świecie - każdej sekundy, w każdej takiej Ofierze myślę o tobie, ofiaruję się za ciebie.

Łzy popłynęły mi z oczu; łzy szczęścia, jakiego dotąd chyba nie przeżywałam. Płakałam, a Jezus mówił dalej: Do tego doprowadziła cię miłość zjednoczenia ze Mną, miłość i godność oblubienicy. Przez tę miłość zjednoczenia jesteś ze Mną tak zespolona, że już więcej dla ciebie tu na ziemi uczynić nie mogę, bo przez tę miłość oddałem ci się cały, wszystek twoim jestem. Masz Mnie - dziecino - twoim jestem. Cóż Mi ty w zamian oddasz? Mój Jezu - powiedziałam - wszystko, co mam i czym jestem. Gdybym jeszcze coś więcej miała, oddałabym Ci natychmiast. Kocham Ciebie, mój Jezu, mój Królu i Oblubieńcze. I Ja ciebie kocham - podchwycił Jezus - żadna miłość nie może iść z moją w porównanie. Wobec miłości, jaką ciebie kocham, niknie miłość wszystkich matek, wszelka miłość przyjaźni czy braterstwa.

W czasie sumy rozrzewniłam się na myśl o tym, co mi Pan Jezus rano powiedział, że w każdej Mszy św. ofiaruje się za mnie jako mój brat. A Pan Jezus dodał: Trwaj więc w adoracji i uwielbieniu mego Boskiego majestatu, nawet wówczas, gdy jesteś na ulicy czy w domu, bo Ja i wówczas ofiaruję się za ciebie.

217

Córko, już teraz nie będzie żadnej przeszkody, by cię łaskami obdarzać. Mnie było potrzeba tego, byś otwarła swoją duszę przed spowiednikiem. Ja przed tobą odchylę rąbek nieba, byś go odtworzyła w swoich pismach, a przez to dała wielu duszom obraz szczęścia duszy zjednoczonej z Bogiem w miłości i przez miłość.

220

19 I [1939 r.] Przestawałam dzisiaj z Trójcą Przenajświętszą w tak przedziwny sposób, że czułam całkowite unicestwienie własnego jestestwa. Nie czułam w ogóle odrębnego istnienia swego, a tylko Boże we mnie, przy mnie, wokoło i wszędzie. Ojciec przedwieczny odezwał się: Więcej, córko, tu na ziemi oddać ci się nie mogę, jesteś Mi jeszcze potrzebna na ziemi. Ja ci, dziecino, oddaję nie królestwa, ale siebie samego całkowicie. Masz Mnie, twoim jestem. To całkowite posiadanie Boga było niebem moim.

Również uszczęśliwiającym momentem dla mnie było inne przeżycie. Bóg odsłonił przede mną człowieczeństwo Pana Jezusa- Dziecięcia. To dla ciebie - mówił Ojciec. W Nim najściślejsze twoje zjednoczenie z Bogiem. Ciało Pana Jezusa było pełne przedziwnej piękności, jasności i chwały.

Uwielbiałam Boskie ciało Pana Jezusa, mego Oblubieńca, a On mówił: Tak Mi dobrze z tobą, moja Mario, tak lgną do ciebie, że największą radość Mi sprawiasz, kiedy - opuściwszy wszystko - do Mnie przychodzisz. Ja stworzę w twej duszy ciszę uszczęśliwiającą, której już nikt nie zamąci. Ona ci będzie przedsmakiem nieba. Córko, tyś moja na wieki.

231

Istotą zjednoczenia z Bogiem jest uczestniczenie w tym, co jest Bogiem; uczestniczenie w Jego przymiotach i w Jego szczęściu. Uczestnicząc w jednej nieskończonej doskonałości - w Bogu uczestniczysz, bo Bóg jest każdym z tych przymiotów, każdy z nich Bogiem jest Gdy toniesz w poznaniu Boga, w Bogu jesteś, bo toniesz w mądrości, którą jest Bóg. Tonąc w mądrości niebiańskiej, płoniesz równocześnie miłością - to bowiem Boże poznanie rodzi miłość. Gdy uczestniczysz w miłosierdziu Boga - w Bogu jesteś. Poznanie miłosierdzia Jego jest poznaniem Boga samego - a to poznanie rodzi w twej duszy nową miłość. Życie zjednoczenia ma 2 wielkie akty - poznanie i miłość. W poznaniu [kto] wzrasta - wzrasta w miłości Spotęguje się miłość i poznanie ustawicznie.

232

To życie zjednoczenia z Bogiem rodzi w duszy przedziwną słodycz i rozkosz. Pan Jezus dał mi zrozumieć, że tę słodycz odczuwa się dopiero wówczas, gdy dusza wyzbędzie się wszelkiego upodobania w stworzeniach czy w sobie samej. Są chwile, w których Bóg daje w przedziwny sposób poznać upodobnienie duszy – dziecka Bożego - do Boga, swego Ojca. Zdaje się duszy, że jest przemieniona w Boga, przeistoczona w Niego, bo płonie tym samym co On ogniem; bo żyje tym samym co On życiem – poznaniem Miłości; bo ma uczestnictwo w Jego życiu. Uszczęśliwienie jest wzniosłe, głębokie i nie przemijające, ale trwałe.

233

To życie w Bogu ustawicznie - nie nuży. Owszem, uszczęśliwia. I raczej przestawanie ze stworzeniami jest utrudnione. Wprawdzie dusza nie zatraca swej łączności z Bogiem, rozmawiając z konieczności i obowiązku ze stworzeniami, zwłaszcza że wówczas ma żywe przeświadczenie, że [są] to również dzieła rąk Bożych, dzieci Boże. Jednak, po spełnieniu obowiązku miłości wzajemnej, dusza czuje nieprzeparty pociąg, by wrócić do Boga, w Nim się orzeźwić. Nim się znów napełnić. Niepotrzebne zaś rozmowy są dla duszy prawdziwym ciężarem i umęczeniem.

Zachodzi tu dziwna różnica w uczuciu nasycenia, jakie daje Bóg, a jakie mogą dać stworzenia. Człowiek, który poza Bogiem szuka zadowolenia w czymkolwiek, czuje w końcu niesmak, przesyt, wstręt. Choćby przypomnieć smakoszów stołu, alkoholików, ludzi oddających się zabawom czy lubieżności. Na dnie tych złudnych rozkoszy kryje się nuda, niesmak, a nawet obrzydzenie, wstręt, pogarda tego, za czym się ubiegają. Tu przeciwnie, im więcej dusza się nasyca życiem Bożym, tym większym cieszy się szczęściem, im więcej go pragnie, tym więcej się nasyca. Jest to nowe, upajające życie - Życia samego; jest to ustawiczne święto. Spełnia tu wszystko sam Bóg. Bez żadnego jej udziału. Bóg sam porusza głębię duszy i działa w niej. Toteż wszystkie poruszenia tej duszy są Boskie. Nie są jej własnością, należą jednak do niej. Bóg bowiem [sprawia-działa] je w niej, razem z nią, gdyż ona daje swą zgodę i wolę. Wszystkie skłonności duszy, jej działanie, są w Bogu. Wszystkimi siłami pozna i ukocha, i posiądzie Boga. W Bogu jest, a jednak czuje jeszcze siłę pociągającą ją głębiej - do samej głębiny Bóstwa.

Rybka jest w morzu - gdy jest pod powierzchnią morza, gdy kilka metrów jest w nim zagłębiona, lecz nie jest w samej głębi, gdzie spokój, cisza, gdzie jest bezpieczna; jest w morzu, lecz nie w jego głębi. W zjednoczeniu [z Bogiem, dusza] dochodzi do głębi, ale nie poznaje jeszcze wszystkich Jego tajemnic. Następuje to dopiero wówczas, gdy przejdzie do wieczności, ujrzy Go jako jest [1 J 3,2].

 

 

Źródło: "Uwierzyłam Miłości, Dziennik duchowy i wybór listów" – s. Leonia Nastał – WAM, Kraków 2010

 

----------------------------------------------------------------------------

 

www.duchprawdy.com