CREDO DLA KAPŁANÓW

Siostra Medarda (Zofia Wyskiel) 1893-1973

Orędzia Trójcy Świętej do Kapłanów, Poznań 1946-1952



1 października 1946 r.

"WIERZĘ W BOGA OJCA WSZECHMOGĄCEGO"

„A kto by miał wiarę taką - że powiedziałby górze: "rzuć się w morze" [Mr 11,23], a nie wątpiłby w sercu swoim, stanie się.

Takiej wiary żądam od kapłana. Wiara we Mnie, wiara w całą Trójcę Świętą, wiara w to, co kapłan mówi w Imię Moje, jest podstawą wielkiej świętości każdego kapłana. Im więcej każdy kapłan będzie wierzył, tym więcej będzie miał wiernych /tzn. wierzących/. Nic Mnie tak nie boli i Serce Moje zasmuca, jak brak wiary kapłana we Mnie i w to, co kapłan mówi do ludu. Często kapłani powtarzają Moją Ewangelię, ale są tylko mówiącymi i dźwięk ich głosu jest bez echa, bo nie pogłębiają wiary Mojej i nie wierzą sami w to, co głoszą. Każdy kapłan powinien mieć zapisane w sercu swoim: "Credo". /Widzę serce kapłana, a na nim wypisane wielkie "Credo"./ Z tym hasłem powinien iść w bój i walczyć o dusze. Wiara u niego powinna być nieustraszona. Wiara powinna być silna i tak potężna, że bramy piekielne nie powinny zwyciężyć jej, to znaczy samo piekło i wszyscy szatani mają być zdeptani, a wiara ma się wznosić i wznosić, a wytworzy rzeczy wielkie, potężne, i każdy, który wierzy, jest jakby sam cudotwórcą, bo wiara czyni cuda. Wiara zniewala Mnie, abym czynił cuda. Ten, który prosi z wiarą o coś, zniewala Mnie i jestem bezwładny wobec proszącego. Jestem Bogiem Wszechmocnym [Wj 6,3], Bogiem wszystkowiedzącym [Est 9,16] i Panem wszechrzeczy [Tb 10,14]. Mogę dać albo nie. Ale ten, który ma silną wiarę i prosi Mnie, on sam czyni cuda, a Ja poddaję się.

/Spostrzegam, że Pan Jezus zaczął odmawiać "Credo" - „Wierzę w Boga Ojca”. Gdy zaczęłam pisać, pytałam się, kto właściwie będzie najwięcej mówił: czy Pan Jezus, czy Trójca Święta? Pan Jezus powiada, że Duch Święty, bo jestem pod szczególną opieką Ducha Świętego. Pytam się, czy nie będzie się tu mieszał duch zły. Pan Jezus powiada: „Gdzie Ja mówię, nie może on mówić. Przy każdym słowie tu wypowiedzianym on jest pobity"./



15 października 1946 r.

"Stworzyciela Nieba i ziemi"

Jestem Ojcem Stworzycielem, Panem Nieba i ziemi. Jestem Bogiem Wszechmogącym. Wszechmoc Moja jest niezmierna. Mogę świat zniszczyć i stworzyć go. Kto we Mnie pokłada ufność, w Moją Wszechmoc i wierzy we Mnie, ten odbiera Mi Moją moc Wszechmocną i mocą Moją staje się wszechmocny! Gdyby wierzyli wszyscy i pokładali we Mnie wielką wiarę, a szczególnie gdyby wierzyli kapłani, staliby się wszechmocnymi, czyniliby cuda na ziemi i nie byłoby [to] dla nich jakąś zagadką ale cieszyliby się i wielbiliby Mnie jako Boga Wszechmocy, jako Ojca, który daje plenipotencję [- pełnomocnictwo] synowi, że może czynić w Jego Imieniu wszystko, co zechce. Dlaczego świat Mnie rani niewiarą? Jest to największa rana dla Mego Serca. Pragnę, by Mi wierzono. Pragnę, by przychodzili do Mnie nie tylko jako do Króla, ale jako do Ojca, [a] uprosiliby wszystko, czego pragną, w Imię miłości ku Mnie. Kapłan wierzący - to wszechmoc Moja. Gdy wierzy i przychodzi z miłością do Mnie, otrzymuje tak wielkie łaski dla siebie i dla drugich, że staje się siewcą, a nie wie, że zbiór otrzyma tak obfity. Bo kapłanowi daję moc większą i daję łaski, że gdziekolwiek rzuci ziarno z wiarą, tam kłosy uginać się będą i łaska Moja przeobfitować będzie.

Wielu jest kapłanów, którzy są smutni, bo nie mają owoców swej pracy, bo mało dają i mało zbierają. Dlaczego nie przychodzą z wiarą w Wszechmoc Moją? a otrzymaliby wiele i wiele plon ich by szedł w plon. Niwy ich byłyby zapełnione. Dusze powierzone im żyłyby wszechmocą ich, tzn. stałyby się przez wiarę wiernymi. Miłość ich byłaby paliwem, że sami paląc się, paliliby się w drugich.

Módl się o wiarę dla kapłanów. Módl się o takich kapłanów, którzy by się nie zachwiali przeciwnościami, którzy by, wziąwszy Mój sztandar, szli w bój. Bo dusze widząc kapłana wierzącego, kapłana z pochodnią miłości, czyniłyby straż wielką i byłyby jako mur obronny przeciw nieprzyjaciołom i napadom wszelkiego zła, a szczególnie przeciw szatanowi, który najwięcej dusz łamie przez niewiarę. Szatan, który odbierze wiarę duszy, dokonał wszystkiego. Kto nie ma wiary, idzie na ślepo z grzechu w grzech i stają się ciemności wielkie. Jeżeli tylko zabłyśnie wiara w człowieku, ciemności ustąpią, a słońce i światłość wielka świeci takiej duszy i światłość taka jest tą jasnością jasności Moich, którą przyświecam tym, którzy we Mnie wierzą.

"Wierzę w Boga Wszechmogącego..." Gdy ktoś powtarza, że wierzy we Mnie i z niezachwianą wiarą przychodzi do Mnie i pragnie ode Mnie otrzymać wiele łask, to Wszechmoc Moja daje mu, a zabiera niemoc jego. Im więcej dusza jest niemocna, im więcej kapłan czuje się wobec Wszechmocy Mojej niczym, tym większa łaska Moja z nim. Kapłani, którzy chcą głosić Słowo Moje i wiele przez Słowo Moje zdziałać, niech używają tylko jednego środka, to jest - niech się uniżają przed Majestatem Moim, że nic nie mogą sami z siebie, że są jak apostołowie, co zarzucili sieć, a nic ryb ułowić nie mogli. Niech w Imię Moje zarzucają sieci, z tą wiarą, że z siebie nic nie mogą, tylko na Słowo Moje zarzucają sieć. Wtedy będą mieli połów obfity, że sieci rwać się będą. Wszechmoc Moja działa najwięcej tylko tam, gdzie jest uniżenie, gdzie jest niemoc, gdzie jest słabość, gdzie ręce są próżne, to znaczy, że nic nie mogą sami z siebie. Wtedy Ja Jestem Królem i Panem, rozdawcą łask, mogę dawać tylko tym, którzy nic nie mają. Każdy, który przypisuje sobie, że coś posiada, już jest jakoby właścicielem czegoś, więc nie potrzebuje ani darów ani wsparcia od innych, ale gdy jest żebrakiem i nic nie ma, wtedy każdy lituje się i daje mu, aby go wesprzeć i wzbogacić.

Tak samo robię i Ja. Jeżeli widzę nędzę, jeżeli widzę ubogich w duchu, wtedy daję im po królewsku i dla takich jestem Królem Wszechmogącym. Wszechmoc Moją daję, że stają się wszechmocnymi Moją Wszechmocą.

Kapłani, dzieci Moje, synowie Moi, pomazańcy Moi, zastępcy Moi na ziemi, przychodźcie do Mnie po łaski, uniżcie się i jakkolwiek jesteście naczyniami wybranymi, ale stańcie się naczyniami próżnymi, a Ja w te naczynia próżne naleję obfitość łask Moich, że staniecie się źródłami łask Moich. A źródła wasze staną się jako wody przeobfite, że wylewać się będą na was, na dusze, które powierzone są wam i ze skał zrobicie rozkosze oazy, z których rozkoszować się będzie dusza Moja, że przez wasze uniżenie rozszerzy się Królestwo Moje. I królować będę jako Król na tronach dusz, które były oddalone ode Mnie i królestwo w nich miał najgorszy wróg Mój, szatan. Pycha jest największym złem, które nie może dać przystępu łaskom Moim, bo tam, gdzie pycha, tam jest wróg Mój.

Walka Moja o Królestwo Moje ze złym duchem jest ciągła. Wróg Mój walczy ciągle, aby rozszerzyć królestwo swoje przez wielkość. Ja walczę ciągle, aby Królestwo Moje rozszerzyło się przez maleńkość. Dusze małe - to najukochańsze wybrane dzieci Moje. Na duszach małych Ja buduję największy gmach i królewskość Moją rozszerzam.

Synowie Moi, rozszerzajcie Królestwo Moje w maleńkościach swoich, a będziecie potężnymi Potęgą Moją i Moc Moja Wszechmogąca będzie wam dana, że cuda Moje czynić będziecie na mocy Mojej.

Nie wygłaszajcie słów natchnionych wielką filozofią i mądrością, ale mówcie duszom wiele o Mnie i wołajcie ciągle do nich, że "Jam jest cichy i pokornego Serca" [Mt 11,29]. Mówcie im o Mojej Miłości, mówcie im o Mojej Cichości, mówcie im, że pragnę dusz maleńkich. Mówcie im, że Jestem Bogiem Wszechmogącym, a stałem się niemowlęciem, stałem się dziecięciem, stałem się jakoby niczym, potrzebującym oparcia i opieki od drugich.



19 listopada 1946 r.

"I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jedynego".

Ojciec Mój i Ja to Jedno. Ojciec Mój jest Bogiem Wszechmogącym. Wszechmoc Jego jest Wszechmocą Moją, a Moja Wszechmoc Jego. Kto wierzy we Mnie, wierzy w Ojca Mego. Kto widzi Mnie, widzi Ojca Mego. Ja Jestem Potężnym, a równocześnie jestem i małym, bo uniżyłem się, przyjąłem postać niemowlęcia, wcieliłem się - jakoby stworzyłem się! Przybrałem postać ludzką, aby stwarzać się w innych, róść w drugich i rozmnażać się. Cała Nasza Trójca stwarzała świat, stwarzała wszystkie potęgi, Niebo, hufce anielskie, ziemię i utworzyła wielkie arcydzieło. Przez to arcydzieło stała się jedna piękność na Niebie i na ziemi. Ale to mało było dla radości Naszych. Całe arcydzieło wielbiło Nas jako Bóstwo, jako Świętość, jako Wielkość niepojętą. Radość Nasza była jakoby niedopełniona. Wtedy Ojciec Mój posłał Mnie, abym się stał człowiekiem, uniżył się i żył w człowieku. Byłem Bogiem - Człowiekiem po to, aby człowiek stał się Bogiem, aby człowiek mógł wołać do Nas /tzn. całej Trójcy Świętej/: "Jestem Waszym dzieckiem, jestem synem wielkiej Wszechmocy, staję się potężnym Waszą Wszechmocą, żyję życiem Waszym" i abyśmy na odwrót stali się potężnymi w nicości, nicość aby była jedna z Nami, abyśmy byli tym, czego pragnienie Serca Naszego chciało.

/Widzę, że gdy my przyjmujemy Pana Jezusa w Komunii Świętej, nie tylko jest Jezus, ale cała Trójca Święta i tak przenika człowieka, że niknie jakby człowiek, a jest sama Trójca Święta i równocześnie niknie jakby cała Trójca Święta, a staje się człowiekiem, tak jak przy konsekracji chleb niknie i staje się Bogiem i na odwrót - Bóg staje się chlebem./

Kto wierzy w Ojca Mego, wierzy i we Mnie. Wierzy we Mnie jako Syna Mądrości Przedwiecznej, Syna Jego Jedynego. Powiedz kapłanom, aby głosili Wszechmoc Naszą, aby mówili, że Ojciec Mój i Ja to Jedno, że Ja i Ojciec to Jedno, że dusza i cała Trójca Nasza - to Jedno.

Pragnieniem Moim jest, aby każdy kapłan sam był żyjącym bogiem. Jeżeli kapłan będzie żyjącym bogiem, to będzie stworzycielem, będzie wszechmogącym i będzie stwarzał niebo i ziemię, tzn. będzie stwarzał niebo, tj. przeistaczał dusze, że nad każdą duszą całe hufce anielskie śpiewać będą pieśń pochwalną i całe Niebo cieszyć się będzie, że nowy przybytek całej Trójcy Naszej spoczywa w sercu człowieka i człowiek nosi niebo w sobie i żyje Nami, a My żyjemy nim. Kapłan, który jest bogiem, stwarza ziemię. Stwarza ziemię, tj. z nicości, z nędzy, jakimi są ułomności człowieka, z grzechu, wydobywa najpiękniejsze twory, robi z błota piękno, bo zastępując Nas, Naszą Mocą, Naszym Bóstwem, Naszą Świętością jest, taką wszechmocą i takim pięknem, że stworzył przez Słowo Nasze wypowiedziane w słowie jego /czy to w konfesjonale, czy to w kazaniach, czy w pismach swoich/, że z dusz nikczemnych, które przeważnie są Naszymi umiłowanymi dziećmi, uczynił Nas.

/Teraz odczuwam, jak bardzo kocha Bóg Syna Swego, odczuwam miłość całej Trójcy Świętej. Jest tak ogromna, że gdybym się dobrze poddała temu, zginęłabym, zniszczyłoby to mnie jak wielki ogień./

Dopuszczam to odczucie dane tobie, abyś wypowiedziała, jak Wielką Miłość Mamy ku każdemu stworzeniu, jak pragniemy bardzo, aby dusze były jedno z Nami, aby dusze wierzyły w Nas, aby dusze kochały Nas, bez względu na to, czy są najułomniejsze, czy stoją na wielkiej świętości danej im z łaski Naszej. Dusza, która poznaje Nas, wierzy w Nas, która pragnie żyć życiem Naszym, dusza, która szuka Nas, jest Naszą Miłością, taką, jaką My kochamy się, Ojciec w Synu, Syn w Duchu Świętym i na odwrót. Wtedy wypełniają się słowa: "A Ojciec Mój przyjdzie i uczynimy mieszkanie w nim" [J 14,23].

/Widzę jak Bóg jest niewypowiedziany i dlatego chce się wypowiedzieć. Widzę, jak Bóg w całej Swej Potędze, Mądrości, zniża się do człowieka i chce się wypowiedzieć. Chce podzielić się z nim wszystkimi tajemnicami Swoimi./

Proś kapłanów: Niech okażą Nas światu, niech okażą Nas duszom, niech wtajemniczą ich w Nas, w tajemnice Nasze. Niech przychodzą do Nas po światło, a damy im, że światłość Nasza będzie świecić w nich, a przez nich dusze Nasze, tj. dusze należące do Boga, staną się światłością w Światłości Naszej. Powiedz im, gdy idą głosić kazanie niech zamykają księgi, a idą do Mnie Żywego, który mieszkam w Tabernakulum, niech wzywają Wielkiej Światłości, tj. Ducha Światłości. Tam znajdą wielką mądrość. Tam znajdą wielką księgę, która nie ma początku ani końca. Z tej mądrości, z tej księgi niech czytają wielkie jedno słowo. To słowo nazywa się "Miłość". Gdy przyjdę po to słowo, gdy przyjdę po tą miłość, niech staną z próżnymi rękoma, jako zgłodniałe ptaki szukające ziarn, aby się nasycić. Ja im dam wiedzę, tj. dam im te ziarna, aby byli sami nasyceni i rzucili te ziarna w inne dusze zgłodniałe, pragnące zjednoczyć się z Nami, a będą nasyceni wszyscy i obfitość Miłosierdzia i Łaski Naszej będzie obfitowała, że plony będą tak wielkie, że w zdumienie wpadną ci i wołać będą: Wielki jest Bóg w Miłosierdziu Swoim, Pan Nieba i ziemi.

Wiesz, dlaczego ci powiedziałem: "Pan Nieba i ziemi"? abyś mówiła dalej: "wierzę w Jezusa Chrystusa, Pana naszego" - "Pana naszego".

Nie myśl, że to słowo "Pan" oznacza tytuł pana, Ja chcę być Panem Panującym w duszach waszych. Chcę być Królem, ale nie Królem, któremu by oddawali hołdy jako jakiejś najwyższej władzy /takiej władzy martwej z imienia, co to tylko panuje, aby tytuły odbierać/. Ja chcę być Panem Panującym w sercach waszych. Chcę być waszym. Wyraz "waszym" znaczy takim oddanym, Kochającym Królem, Panującym, takim oddanym Kochającym waszym Ojcem, który ma władzę nad dziećmi nie po to, aby ich karać, ale z miłością przytulać do siebie.

Kapłani, synowie Moi, dzieci Moje! Głoście Mnie takim, jakim jestem, jakim pragnę być w was i [w] tych, których wam dałem pod opiekę waszą. Nie pragnę hołdu, ale pragnę miłości - miłości dziecięcej, miłości oblubieńczej, miłości matczynej, miłości takiej, abym Ja był wami, a wy abyście byli Mną, aby ci, których chcecie przyprowadzić do Mnie, patrząc na was widzieli Mnie, aby widząc Mnie widzieli Ojca Mego, aby widzieli Nas Trzech, abyśmy byli Jedno z wami, a przez was z nimi. O, gdybyście wiedzieli jaką godność piastujecie i co otrzymaliście w dzień pomazania waszego, oddalibyście sobie cześć jako Mnie, staralibyście się być taką świętością, taką doskonałością, jaką Ojciec Mój Przedwieczny doskonały jest. Niech umysły wasze nie będą nadęte pychą, ani [chciwe] szukania wiedzy ziemskiej, bo jest to tylko próżnia. Ja pragnę próżni, ale innej, tj. próżni, gdzie mógłbym ciągle wlewać w was Moją Świętość, Moją Wiedzę, Moją Potęgę, Moją Światłość, abyście chodzili ze Mną w jedno, a Ja bym chodził z wami w jedno /tzn. razem, w to samo/.

Kapłan, który oddaje Mi siebie i swoją nicość, ten jest wielkim. Bo gdy żyje Mną, oddaję mu wszystkie przymioty Moje: Mądrość, Wiedzę, Światło. On już nie działa ale Ja działam przez niego. Niczego tak nie pragnę od kapłana, jak tego, aby stał się nicością i wiedział o tym, że nic nie może, niczym jest, a Ja Jestem jego Panem, Jestem jego Mocą, Jestem jego Siłą, Jestem jego Jezusem. Jestem jego Jezusem Chrystusem, Synem Boga Ojca Wszechmogącego. Bóg Wszechmogący to Jego Ojciec, a Wszechmoc Jego - to jego wszechmoc, że staje się wszechmocny wszechmocą Naszą, sam i ci, którymi on rządzi.

/Teraz mówi Pan Jezus: "Żebyś wiedziała, że potem będziesz mówić, że Jestem Jezusem Chrystusem, który się począł z Ducha Świętego./



3 grudnia 1946 r.

"Który się począł z Ducha Świętego".

Począłem się z Ducha Świętego, wcieliłem się w Niepokalaną Matkę Moją. Duch Święty, Trzecia Osoba Nasza, sprawił to, że stałem się człowiekiem. W całej Trójcy Naszej byłem tak szczęśliwy, i Bóstwo Moje odbierało największe hołdy i odbiera przez wszystkie arcydzieła, które stworzyłem, ale to było jakoby za mało dla szczęścia Naszego. Chciałem się wcielić i stać się człowiekiem, aby człowiek stał się Mną, a Ja nim. Przeistoczenie to, wcielenie, było tak wielkim pragnieniem i z taką miłością wchodziłem w Serce Mojej Matki, że radość we wszystkich stworach niebieskich i ziemskich była tak wielka, że nawet piekło zadrżało od zdumienia, nie wiedząc o tym, że Bóg może stać się człowiekiem - poniżyć Siebie, aby człowiek był wywyższony. Przygotowanie Mojej Matki, która z tęsknotą oczekiwała przyjścia Mesjasza, było tak wielkie, że jakoby przyspieszyło ten dzień, aby szczęście Boga stało się udziałem człowieka.

Począłem się z Ducha Świętego, to znaczy z Miłości, bo Duch Święty jest Duchem Miłości. Wcielenie Moje jest największym aktem miłości, jaki kiedykolwiek może istnieć. Serce Mojej Matki jest to jeden płomień miłości, jest to Przybytek Świętego Świętych. W tym Przybytku cała Trójca Nasza mieszkała i Serce Mojej Matki było tak ściśle złączone z całą Trójcą Naszą, i tak przeistoczone, że żyliśmy w Niej życiem Naszym, a Ona żyła życiem swoim w Nas. Serce Mojej Matki było tak wielkim ogniskiem, gdy żyła tu na ziemi, że można było powiedzieć, jest to płomień Płomieni Naszych, miłość Miłości Naszej i zjednoczenie bez końca. Niepokalana Matka Moja stworzona od wieków w umyśle Nas Trzech [Prz 8,22-31]. Była Ona wybraną córką Ojca Przedwiecznego. Ona była Matką Moją. Ona była Oblubienicą Ducha Świętego. Nim świat począł istnieć. Ona już istniała.

/Teraz mówi: "Będę bardzo dużo mówił o wcieleniu Moim w Niepokalaną Matkę Moją, a przez Kapłana w innych. Bądź przygotowana, że staniesz się męczennicą tych tajemnic. Słowa te wypowiedziane będą nie dla ciebie, ale dla wielu, bo ta tajemnica jest bardzo mało rozważana, dla wielu niezrozumiała, a pragnę, aby kapłani wypowiedzieli tę tajemnicę, a przez to uczynią Mi wielką chwałę, bo Trójca Nasza i Wcielenie ma wiele łączności ze sobą"./



25 lutego 1947 r.

"Narodził się z Maryi Panny"

I począłem się z Ducha Świętego. Stałem się Synem człowieczym, bo wcieliłem się w człowieka, tj. w Matkę Moją Niepokalaną. Duch Święty sprawił to, że Słowo Moje, Słowo stało się Ciałem, aby zamieszkać z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata, żyć w was i przez was.

Jako Bóg, jako Bóstwo, uniżyłem się bardzo, porzuciłem wszystkie rozkosze nieba, a przyjąłem na Siebie nędzę i cierpienie. Wcieliłem się. Wcielić się to znaczy być jedno z tą istotą, z którą się złączyłem. Przyjąłem postać człowieka, aby człowiek stał się Bogiem, przemienił się w Boga i stał się jakoby Bóstwem. Niech cię to nie dziwi co mówię do ciebie, bo już Ojciec Mój powiedział te słowa: "Przyjdziemy do niego i uczynimy mieszkanie w nim" [J 14,23], to jest w człowieku. I powiedziałem: "Bądźcie doskonałymi jako Ojciec doskonały jest" [Mt 5,48]. To znaczy: bądźcie świętymi, bądźcie, bądźcie takimi, jakim Ojciec Mój Przedwieczny jest.

W Niebie miałem wielką chwałę, szczęście. Ciągłe zjednoczenie Nas Trzech było tak wielkie i jest, że tylko ci, którzy są najściślej z Nami zjednoczeni mogą odczuć w bardzo małej mierze to, co jest szczęściem najwyższym, to jest zjednoczenie w ciągłej kontemplacji, kontemplacji uszczęśliwiającej.

A wiesz, co to jest kontemplacja uszczęśliwiająca? - To jest Niebo. I każdy, który dojdzie do tej kontemplacji uszczęśliwiającej, nosi Nas Trzech w sobie, to znaczy - Niebo w sobie.

Niepokalana Matka Moja była w ciągłym zjednoczeniu z Nami i w ciągłym uniżeniu. To zjednoczenie zdobyła sobie przez pokorę. Jakkolwiek była bardzo czysta i poczęta bez grzechu, ale najwięcej zasłużyła sobie na to, że wcieliłem się w Nią, przez Swoją pokorę, bo pokora ściąga na siebie wszystkie łaski. - Pokora robi to, że mając duszę pokorną, wcielamy się, wchodzimy w taką duszę z całą Trójcą Naszą i zakładamy w niej Nasze Niebo. Dusza pokorna - to Nasz przybytek, idziemy tam, gdzie jest próżnia, gdzie nicość i poczucie własnej nędzy. Im większa nędza, im większa pustka, tym większe zapełnienie tej pustki przez zamieszkanie Nas i królowanie, bo Jesteśmy w Królestwie Swoim i możemy tam panować jako władcy i mocą Naszą wzmacniać słabość i nędzę, aby się słabość stała mocą Mocy Naszej.

/Gdy ja to mówię, czuję, jak coś na mnie jakby siada i z jakąś ogromną mocą przygniata mnie, że się ledwo ruszyć i oddychać mogę./

I choćby piekło całe stanęło przeciwko tobie, z rąk Naszych nie wypuścimy cię, aż dokonamy tego, co jest w zamiarach Naszych.

Teraz ci powiem, co znaczy "Poczęcie się z Ducha Świętego".

Począłem się z Ducha Świętego, to znaczy, począłem się z Miłości. Duch Święty to Miłość. Słowo Moje stało się Ciałem z Miłości. Ojciec Przedwieczny posłał Mnie na ziemię z miłości. Bóg umiłował tak świat, że Syna Swego posłał na ziemię, aby odkupił świat, cierpiał, stał się człowiekiem, aby człowiek był wywyższony przez uniżenie Boga. Uniżyłem się, stałem się człowiekiem - z miłości. Przybrałem postać ludzką i Ciało Moje dałem na okup i cierpienie. To wszystko miłość. Dusza ludzka, gdy jest uniżona, u niej jest stałe wcielenie, bo wchodząc w duszę ludzką, czynię ją Samym Sobą. Aby dusza ludzka była Mną, a Ja nią, potrzeba dwóch rzeczy: uniżenia i miłości. Gdy mieszkałem w żywocie Matki Mojej, było to wielkie uniżenie dla Mnie, ale widziałem wielkie uniżenie Mojej Matki i w uniżeniu Jej doznawałem tak wielkiej rozkoszy, jakich doznałem na łonie całej Trójcy Naszej. Dusza ludzka uniżona, to niebo Moje, to ogród Mój, w którym napawam się wonią pokory jej i zasypiam w sercu jej jako w sercu Mojej Matki, bo tam odpocznienie Moje. Szukaj mi dusz pokornych i módl się za dusze, aby stały się pokorą, a Ja ci dam Krew Moją jako zapłatę i przyrzekam ci, że o cokolwiek prosić Mnie będziesz w imię tej Krwi, niczego ci nie odmówię.

Powiedz duszom, niech przyjdą do Mnie choćby w łachmanach swej nędzy. Niech się Mnie nie lękają, niech Mi oddadzą nicość swoją, a Ja im dam Moc i Miłość Moją, że w Miłości Mojej będą odpoczywać i Duch Miłości - Ten ich prowadzić będzie. Światłość będzie im udzielona, że z Światłości Naszych udzielać będę światła innym i nie zaznają ciemności, bo gdzie nicość, tam światło, tam miłość, miłość Nasz Trzech. Pragnę, aby kapłani, chcący udzielać światła i być sami światłością, oddali Mi tą drogocenną perłę, którą pragnę mieć od nich, to jest uniżenie swoje.

Kapłani, wymawiając te słowa, gdy odmawiają "Credo" przy słowie: "i począł z Ducha Świętego", niech wiedzą o tym i dobrze się nad tym zastanawiają, że jeżeli chcą dawać Mnie i Nas Trzech duszom innym, muszą najpierw przez uniżenie swoje stać się godnymi wcielenia Naszego. Muszą starać się być takimi, jak Moja Matka Niepokalana, to jest być pokornymi, aby Duch Święty spoczął w nich i stali się przybytkami całej Trójcy Naszej. I aby Słowo stało się ciałem w nich, muszą stać się jakoby słowem, to znaczy muszą być duchem bez ciała /tzn. bez naleciałości cielesnych/. Kapłan ma być kapłanem, w którym stale jest poczęcie z Ducha Świętego. Jeżeli sam będzie takim, że będę mógł przebywać w jego sercu i żyć jak w Sercu Niepokalanej Matki, ten przez Łaskę Moją będzie dawać Mnie innym, to jest wcielać Mnie w dusze, gdyż Ja chcę żyć przez kapłana w duszach po wszystkie dni aż do skończenia świata.

/Mówię: że niektóre słowa są trudne do zrozumienia. Słyszę słowa:/

Nie bój się, ci co będą czytać, będą mieli Łaskę Moją i Dar Ducha Świętego, Dar Światłości - i pojmą to; nie tylko że sami rozumieć będą, ale i drugim opowiadać będą, bo pragną, aby słowa Moje wypowiedziane były innym. Ci co opowiadać będą i czytać będą, są to roznosiciele woni Moich, głosiciele Dobrej Nowiny. Im większą pokorę będą mieć, tym większe zrozumienie, i jak już raz ci powiedziałem, że słowa Moje są dla maluczkich i pokornego serca.

Napisz dla kapłanów:

Jeżeli pragną, abym się wcielił w dusze ich, niech staną się dziećmi pokornymi, dziećmi Mojej Matki. Każdy kapłan niech stara się... /Nie dokończone z powodu przeszkody/.



25 lutego 1947 r.

/W marcu pisano temat o św. Józefie, dlatego odłożono temat "Credo". Ciąg dalszy został podyktowany dopiero w roku 1952/.



3 lutego 1952 r.

Ciąg dalszy "Credo" dla kapłanów.

Każdy kapłan niech stanie się dzieckiem Mojej Matki. Dużo mam kapłanów, którzy są doktorami, filozofami, mędrcami, szukającymi Mnie w mądrościach, ciągle szperającymi w księgach. Zatapiają się we wszystkim, szukają Mnie w filozofii. Szukają Mnie tak, jak szukali Mnie w Starym Testamencie doktorzy Synagogi. I czekają, abym się objawił jakim potężnym królem, tak jak oni czekali. Chcą, abym odkupił świat i głoszą światu, że jestem Bogiem Wielkim, Bogiem przed którym aniołowie, archaniołowie padają na twarz - ziemia powinna drżeć, gdy wymawiają słowa: "Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów". A piekło jest jakoby otwarte dla tych, którzy tak nie czynią. Filozofia wysusza ich mózgi i serce. Zatopieni są i zaślepieni w mądrości swojej. Chcą okazać Mnie światu, Wielkim Jehową, Wielkim Bogiem. To jest prawda. Takim, jakim oni Mnie określają, Jestem. Bo jestem Bogiem i mam te przymioty. Jako Bóg Wszechmogący potrafię stworzyć tysiące światów, zniszczyć i znowu je stworzyć. To jest przymiot Mój. Ale nie wiedzą o tym, że Mam inne przymioty. Jestem Ojcem i pragnę być Ojcem. Już do ludu izraelskiego mawiałem: "Nie mówcie Mi Boże, ale mówcie Mi "Abba" tj. Ojcze"! [por. Jer 3,19; Łk 11,2] To jest najpiękniejsze miano, to jest największa radość dla Mego Bóstwa, dla Mego Serca, gdyż jestem Bogiem i Człowiekiem, który ma wszystkie przymioty ludzkiego serca. Ja pragnę kochać i być kochanym. Po to zeszedłem z łona Trójcy Świętej, aby dać Miłość. Byłem szczęśliwy szczęśliwością Trójcy Jedynego Zjednoczenia Naszego, szczęśliwością całej chwały niebieskiej, ale pragnąłem zejść na ziemię, wcielić się w Niepokalaną Dziewicę, Matkę Moją, począć się z Ducha Świętego, stać się niemowlęciem, być pieszczonym przez Serce Niepokalane, Najczystsze, jakie mogło być na ziemi. Stałem się dzieckiem, niemowlęciem.

Otóż kapłani, którzy chcą zrozumieć, co to znaczy: "począłem się z Ducha Świętego" i abym w nich począł się z Ducha Świętego, to znaczy przez łaskę wcielił się w nich, muszą te wszystkie swoje doktryny precz odrzucić. Na tym nic nie zbudują. Nie nawrócą świata przez rozum. Na swój rozum, na swoją filozofię muszą zarzucić zasłonę, aby ich rozum był ślepy. Muszą stać się ciemnymi w filozofowaniu, muszą stać się małymi dziećmi, - mało - niemowlętami, takimi, o których tak często powtarzam, aby w ciemnych umysłach ich wielkiej filozofii - a w oczach Moich - głupoty - zajaśniało raz Światło i Mądrość Ducha Świętego, by raz poznali, że aby być mądrym, trzeba być głupim, bo im więcej jest prostoty, im więcej jest niemowlęctwa, tym większa mądrość. I tylko takim duszom objawiam Moje Tajemnice i doprowadzam ich do największych tajników Mądrości Mojej Przedwiecznej. Aby Mnie ktoś rozumiał i pojął, kim Jestem, czym Jestem, musi często rozmyślać nad tymi słowami: "Zakryłem to przed wielkimi, a objawiłem się maluczkim" [Łk 10,21].



27 kwietnia 1952 r.

Kapłan niech ma to w pamięci, że w chwili święceń, gdzie Moc Ducha Świętego z wszystkimi darami zstępuje na niego, staje się pomazańcem Moim. Ta chwila święceń jest tak ważna i tak wielka, że wtedy przez Moc Ducha Świętego Jezus jakby się wcielał w duszę kapłana, i o nim można powiedzieć to samo: "i począł się z Ducha Świętego". Jest ta różnica, że Jezus wstępując w Niepokalaną Dziewicę stał się człowiekiem i Duch Święty to uczynił - tu przez Moc Ducha Świętego kapłan staje się Bogiem i Bóg mieszka ukryty, wcielony w kapłanie; przez moc Ducha Świętego staje się drugim Chrystusem: "alter Christus".

Gdyby każdy kapłan umiał ocenić co się dzieje w chwili jego święceń, to miałby taką cześć dla siebie, jaką ma dla przeistoczonej Hostii, gdzie Bóg przemienia się pod postacią chleba i wina. Dusza jego wtedy jest naprawdę świątynią Boga i Duch Święty mieszka w niej, cała Trójca tam się rozkoszuje i takie serce kapłana można nazwać niebem i powiedzieć o nim można: "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie wstąpiło, co zgotował Pan tym, którzy Go miłują" [1 Kor 2,9].

To jest wcielenie Boga w jego duszę, to jest On. Począł się z Ducha Świętego. To są nadzwyczajne łaski, jedynie dla niego. Ale mało. To jest łaska darmo dana, gdyż na wybraństwo kapłaństwa nikt nie jest zdolny sobie sam zasłużyć, bo to jest, co powiedziałem: "Wybrałem Sobie tych, których miłowałem, aby szli za Mną".

Teraz kapłan, aby zrozumieć doniosłość Mojego wybraństwa, niech wie o tym, że te łaski daję nie tylko dla niego, ale daję równocześnie dla tych, co pójdą za nim /tzn. dla tych, których on będzie prowadził/. W nim Ja żyję wcielony. U niego się dzieje to poczęcie z Ducha Świętego. Jest to łaska nad łaskami. Ale, aby wypełnić swój cel, musi być takim, by mógł Mnie wcielać w innych, gdyż pragnę, aby w każdej duszy było to poczęcie Mnie z Ducha Świętego.

Tak ma czynić: każda jego czynność kapłańska ma być nacechowana tym, że jest poczęta z Ducha Świętego, tj. z Miłości. Jeśli jest poczęta z Ducha Świętego, to nie jest poczęta z jego mądrości ani filozofii, ani nauki, ani rozumu. Kapłan, jeśli głosi Ewangelię Moją, niech nie myśli nigdy, że on coś w tym ma. Jego miłość własna, jego zarozumiałość ma być zupełnie niedostępna. Prawda, że gdy głosi, daje swoją pracę, lecz nie wie o tym, że gdyby odszedł Duch Święty, nic by nie mógł zdziałać. I w innych czynnościach duszpasterskich, czy to w konfesjonale, jeśli mówi do penitenta, to niech zawsze wie o tym, że to nie on siedzi, - że to Ja i Duch Święty z nim. Dla penitenta ma on być Mną, a nie sobą. Gdy przyjdzie do niego największy grzesznik, niech sobie przypomni słowa Moje wymówione do jawnogrzesznicy: "Czy nikt cię nie potępił"? - "Nie, Panie". - "To i Ja cię nie potępiam, idź w pokoju" [J 8,10-11].

Gdyby kapłani w konfesjonale czynili to, o co ich proszę i wiedzieli o tym, że Ja słucham, Ja przebaczam, Ja rozgrzeszam - nie potępialiby nikogo, bo Ja nie potępiłem i nie potępiam nikogo. Chociaż wam się zdaje, że wiele jest potępionych, ale Sąd najwyższy okaże, że ci wszyscy, co tu byli potępieni przez - czy złośliwość ludzką, czy nawet przez ich grzechy, na Sądzie Bożym inaczej są osądzeni. Spotka ich rozczarowanie, bo potępiać może tylko zły człowiek. A Ja Jestem Bogiem Dobrym, Bogiem Miłosierdzia Wielkiego. Gdybym potępiał, to przymiot Miłości i Miłosierdzia Mego byłby niejako nieistniejący dla Mnie, i nie mógłbym się nazywać Ojcem "Abba", ale surowym Bogiem, za jakiego Jestem uważany jeszcze przez wielu.

Ja potępiam grzech, ale nie mogę potępiać Siebie Samego w Swoim stworzeniu, które stworzyłem na obraz i podobieństwo Moje. Nie mogę tego podobieństwa zatrzeć i odrzucić, bo musiałbym zatrzeć podobieństwo Swoje.

Wielu zapyta się: A dlaczego jest piekło i wielu jest potępionych?

Ile będzie potępionych - odkryje Mój Sąd. I kto tam jest? Idzie tam ten, który sam chce. A że wielu jest, co nie wiedzą co czynią - rzadko jest choćby największy zbrodniarz, który byłby taki, że w chwili pewnej refleksji - chociaż jego sumienie mu mówi, chociaż świat cały ma go za potępionego, to w najskrytszej komórce jego serca, którą Ja widzę, jest jeszcze iskra ta, że przez łaskę Moją i przez odbicie Moje w nim jest jakby ta nadzieja i ochrona, że nie będzie precz odrzucony.



5 maja 1952 r.

Więc niech się każdy pocieszy, że wielkie jest Miłosierdzie Moje, że kocham tak stworzenie Swoje, a pragnieniem Moim jest, aby żadna dusza nie była potępiona. Narodziłem się z Maryi Dziewicy. Matka Moja jest Matką Pięknej Miłości [Syr 24,18], nieskazitelna, czysta, niepokalana. Jej Serce wziąłem za przybytek, w Niej się narodziłem.

Każdy kapłan, aby był czysty, niepokalany, w oczach Moich nieskazitelny, niech stara się, aby narodził się przez Maryję, tzn. był ciągle w łasce poświęcającej, wszystko czynił przez Niepokalaną Dziewicę i rozmnażał się przeze Mnie. Nie tylko sam, nie tylko w jego duszy mają być te ciągłe narodziny, ale przez niego Ja mam się narodzić w duszach, które on ma pod swoją opieką, i w duszach tych, które przyjdą do niego. Życie kapłana - to ma być ciągłe Betlejem. On pierwszą czynność ma narodzin Moich, bo gdy Mnie konsekruje, stwarza Mnie, bo na jego głos: "to jest Ciało Moje, to jest Krew Moja" [Mt 26,26-28], Ja przemieniam się w Ciało i Krew i staję się Bogiem-Człowiekiem i już są to narodziny Moje przy każdej jego Mszy Świętej. Gdy Mnie przyjmuje w Komunii Świętej do serca swego, również są narodziny. Tam, widząc ten żłóbek jego duszy, przychodzę z wszystkimi łaskami, tak jak przyszedłem na ziemię, że dałem Sam Siebie, tak jemu daję Samego Siebie i stajemy się jedno.

Przez ofiarę Mszy Świętej stają się narodziny dla uczestników, którzy uczestniczą we Mszy Świętej, bo każdy, który przychodzi i słucha Mszy Świętej, choćby nawet nie był przygotowany, nie był w łasce uświęcającej i przyszedł nawet z musu, nie ominie go łaska Moja. Bo wielkość narodzin Moich, wielkość Mszy Świętej jest nieograniczona.

Miłosierdzie Moje we Mszy Świętej jest tak wielkie, że żadna dusza nie odchodzi, która by nie otrzymała odpowiedniej łaski. Bo albo dostanie akt skruchy, choćby nie zaraz to później, że będzie żałować za grzechy, - kto ma skruchę i jest w łasce poświęcającej - otrzyma tą wielką łaskę, że będzie w łasce Mojej. O cokolwiek będą prosić, nigdy w czasie Mszy Świętej nie jest odrzucona ich modlitwa. Może w danej chwili nie zrozumieją tego. Ale zrozumieją później w chwili cierpień, w chwili radości, w chwili rozpaczy, w chwili zwątpień, a nawet w chwili śmierci. Może staną z próżnymi rękoma i nie będą mieli nic. Ale ta Msza Święta, na którą przyszli z wiarą, a choćby nawet obojętnie, ta Msza Święta, ta Ofiara Moja, ta Krew Moja nie będzie daremna, bo Męka Moja i Śmierć Moja - a to jest ponowienie - da im w godzinę śmierci skruchę i przyjdą z łaską tak zwaną dodatkową, którą wysłużyłem Męką Moją i śmiercią Moją, gdyż pragnieniem Moim i celem było, aby żadna dusza nie była potępiona, i ta dusza na pewno nie będzie potępiona.



11 maja 1952 r.

Pragnę, aby w kapłanie były ciągle Moje narodziny. Narodziny dla każdego są wielką radością. Gdy się dziecię narodzi, choćby to była najuboższa rodzina, każdy się cieszy i raduje nowo narodzonym dziecięciem. A cóż dopiero narodziny Moje, które światu dały odkupienie i radość bez końca. Cały świat się weseli, całe Niebo się weseliło, gdy zstąpiłem na ziemię. Kapłan, który święci ciągłe narodziny w sercu swoim powinien być jedną radością. Przede wszystkim powinien mieć radość w swojej własnej duszy - i niech się cieszy zawsze tym, że mieszkam w nim i że każdy jego czyn i każda jego praca, ofiara poniesiona dla Mnie, jest Moją radością. Niech każdy, który ma styczność z nim odczuwa tę radość i niech przez wszystkie swoje czynności kapłańskie stara się, aby w duszach jemu powierzonych były jedne narodziny Moje. Gdy rozgrzesza w konfesjonale, niech zawsze z tą myślą rozgrzesza, abym się narodził w tej duszy, której on daje absolucję. Gdy odprawia Mszę Świętą, niech się modli o to, abym się rodził w duszach. Gdy sam spożywa Komunię Świętą, niech wie o tym, jak już powiedziałem, że rodzę się w jego duszy. Nie tylko rodzę, ale rosnę, bo każde pomnożenie łaski duszy jego, to jest wzrost świętości jego. Tak samo, gdy Mnie rozdaje w Komunii Świętej, niech Mnie rozdaje jako dziecię i prosi o to, aby w duszy, w której on składa Mnie, w sercu jej, stały się ciągłe narodziny. Nie tylko w tej duszy, ale dusza przez duszę, a serce przez serce, abym rodził się w dal i aby był jeden śpiew: "Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli" [Łk 2,14].

Pragnę, aby takim był każdy Mój zastępca, ale najwięcej aby wszyscy przełożeni jak papieże i arcybiskupi, przełożeni każdej instytucji duchownej starali się mieć w sobie te ciągłe narodziny Moje i byli radością dla wszystkich, a przede wszystkim dla swoich podwładnych. Każdy przełożony duchowny - jak biskup - niech stara się posiąść serca kapłańskie, serca swoich podwładnych tą radością i dobrocią. Bo jeżeli przełożony nie będzie miał tej radości sam w sobie i nie będzie dobroci, nie okaże serca ojcowskiego, nigdy nie pociągnie ani do siebie takich dusz, ani do Mnie. Bo lodowatość i zimne obejście nie tylko że nie zdziała nic dobrego, ale zamrozi najszlachetniejsze porywy u takiego kapłana /podwładnego/. Przeciwnie. Takie postępowanie nie roznieci zapału i entuzjazmu, ale złamie duszę, co się często dzieje, i stanie się gorszą niż była. Przełożony niech to ma na uwadze i niech się przejmie tą groźbą Moją, że ci co są niemiłosierni, nie dostąpią miłosierdzia. A dużo jest przełożonych, którzy, gdy otrzymają swoje dostojeństwo, zatopieni są w swoich honorach, stają się nieprzystępni, stają się nieczuli, na cierpienia, pragną tylko honorów i tytułów, a nie wiedzą o tym, że gdy otrzymają sakrę, mają stać się ojcami, a nie tyranami. Często prowadzą swoich podwładnych po żołniersku, po koszarowemu, udaje im się, bo są panami, bo mają władzę i pragną, aby ich podwładni byli jak prości szeregowcy, którzy mają tylko słuchać, przyjmować kary. Niech wspomną sobie tacy, którzy tak postępują, że mało Mi dają, i dlatego też mało otrzymują i sąd dla takich będzie bardzo surowy.

Pragnę przełożonych mieć takich, abym mógł o nich powiedzieć: "Trzciny nadłamanej nie złamaliście i lnu kurzącego się nie zagasiliście" [Mt 12,20].

Wiele jest dusz, które cierpią w czyśćcu nieodpokutowane kary, ale z rozdartym sercem muszę wypowiedzieć, że najwięcej tam jest wśród tych którzy cierpią, synów Abrahamowych, to jest wybrańców, a tymi są ci, którym dałem sakrę i namaszczenie na zastępców Swoich. Otóż proszę każdego przełożonego duchownego, aby kierował się Sercem Moim, bo którykolwiek nie będzie żył według Serca Mego, nie dojdzie do zjednoczenia za Mną, do tych ciągłych narodzin w duszy, jakie pragnę mieć w sercach przełożonych, abym dalej rodził się w duszach im powierzonych. Pragnę, aby tak było aby każdy podwładny, gdy idzie do przełożonego swego, wiedział, że idzie do Ojca, a choćby miał przewinienia, niech tam ojciec stara się z miłością mu przebaczyć, przytulić go do serca swego, jak przytula matka dziecię swoje, pomimo że ono upadło i jest zbrukane. Niech właśnie stara się przez miłość oczyścić go i przyjąć go jak owieczkę zgubioną, choćby miał iść po cierniach, tak jak Ja idę za każdą duszą. A gdy to uczyni, będzie miał tą wielką radość w duszy i będzie mógł zawołać: "Radujcie się i weselcie się, bo owieczka, która była zginęła, znalazła się" [Łk 15,6].

A wtedy będę mógł nie zawstydzić się i powiedzieć o takim przełożonym: "Oto jest syn Mojego Serca, w którym nie ma zdrady" [J 1,47].

Gdyby tak postępowali wszyscy zastępcy Moi, to Niebo stałoby się na ziemi i odrodziliby świat, bo jeżeli sól zwietrzeje, czym solona będzie?

Wtedy nie byłoby pałaców tytularnych, ani tronów arcybiskupich, ale byłyby Moje Nazarety, w których z miłością bym przebywał razem z Matką i świętym Józefem opiekunem i serce każdego przełożonego i każdego podwładnego byłoby prawdziwym Nazaretem, tj. kwiatem, bo Nazaret oznacza kwiat: - kwiatem Miłości Mojej, nie tylko kwiatem, ale oazą najpiękniejszą, gdzie cała Trójca Nasza Święta z miłością by zamieszkała i królestwo Nasze rozszerzałoby się na ziemi. Piekielny wróg, ten ciągły wichrzyciel i anioł pychy zdeptany, a Ja nie żałowałbym wtedy Męki i Krwi Swojej, którą przelałem. Ja radowałbym się, że stałem się człowiekiem, narodziłem się z Maryi Panny i pragnienie Serca Mego byłoby zaspokojone, że rodzę się dalej w duszach i Męka i Krew Moja nie była przelana daremnie i stałaby się jedna owczarnia i jeden Pasterz.



14 maja 1952 r.

"Umęczon pod Ponckim Piłatem"

Byłem umęczon pod Ponckim Piłatem, to znaczy - za jego panowania. Byłem sądzony przez Piłata, rzymskiego starostę.

Każdy kapłan, z chwilą gdy otrzymuje święcenia kapłańskie niech wie o tym, że jeżeli chce, aby on był Mną, a Ja nim, to musi wziąć krzyż na ramiona swoje i iść za Mną. Z chwilą tą on się staje żertwą, tj. ofiarą i ofiarnikiem. On [Mnie] ofiaruje Ojcu Memu przez Ofiarę każdej Mszy Świętej, a równocześnie [sam] jest też ofiarą taką, jaką Ja byłem. Niech wie o tym, że dla niego mogą nadejść chwile takie same, że będzie umęczony pod Ponckim Piłatem, tzn. że będzie stawiony przed sędziów, którzy tak powiedzą jak o Mnie powiedział: "Żadnej winy w nim nie znajduję" [J 18,38], a jednak go ubiczują. Będą to chwile dla nich bolesne. Takim Piłatem będą dla nich nieraz ich właśni przyjaciele, którzy oskarżą ich i będą też i Piłaci rządzący, którzy rządzą nimi. A tym bardziej będzie to bolesne, jeśli to będzie ich przełożony, ich arcypasterz; - a może to będą tacy, w których najwięcej złożyli zaufania, że tam nie ma zdrady. A jednak często dopuszczę to na nich, aby się stali w cierpieniach podobni do Mnie. Dla Mnie, gdym stanął przed Piłatem, była to chwila męki bardzo bolesnej, tym bardziej, że osądzało Mnie Moje stworzenie i to, że wiedział dobrze, że nie mam żadnej winy, bo sam to uznał, a jednak kazał Mnie ubiczować. A cierpienie to w owych czasach stosowane było straszną katuszą. Jako Bóg i człowiek miałem ciało nadzwyczaj delikatne, gdyż powiedziano: "był najpiękniejszym ze synów człowieczych" [Ps 45,3], więc cierpienie to było tym boleśniejsze.

Kapłanie i synu Mój najdroższy. Gdy staniesz przed takim Piłatem, wspomnij na cierpienie Moje, a cierpienia twoje staną się mniej dotkliwe. Nieraz będziesz musiał stanąć w obronie Mojej i będziesz pytany: "Czy ty jesteś królem"? [J 18,33.37] tzn., czy ty pochodzisz z Królestwa Mojego? O, miej wtedy odwagę powiedzieć to samo, co Ja powiedziałem: "Tak, tyś powiedział. Jam jest Królem, ale Królestwo Moje nie jest z tego świata. A gdyby Królestwo Moje było z tego świata, Ojciec Niebieski przysłałby całe hufce aniołów, aby Mnie bronili" [J 18,36.37].

Wyznawaj Mnie przed każdym. Gdy spotkasz niedowiarka i będzie szukał argumentów i filozofował przeciwko Mnie, wtedy możesz mu powiedzieć te słowa: "Jam jest Chrystus-Król" i nie skłamiesz, bo każdy, który jest Moim zastępcą przez święcenie kapłańskie jest drugim Ja i jak już tyle razy powtarzałem: "Alter Christus".

Jeszcze raz proszę wszystkich, którzy należą do wyższej hierarchii, którzy mają władzę nad niższymi: "bądźcie ojcami, nie bądźcie urzędnikami, starostami, ale przypomnijcie sobie słowa Moje, które powiedziałem do swoich uczniów: "Nie będę was nazywał sługami, ale synami, Moimi przyjaciółmi" [J 15,15]. Miejcie serca ojcowskie bądźcie wyrozumiali, abym nie miał do was żalu, jak do Piłata, który winy we Mnie nie znalazł, a jednak ciężką karę wymierzył. Bo często możecie się mylić, i tam gdzie wam się zdaje, że jest grzech i potępiacie własnych synów, nie pomni na Słowa Moje: "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni" [Mt 7,1], bo często widzi się źdźbło w oku brata, a nie widzi się belki w oku własnym, a często komary się przecedza, a wielbłądy się połyka.

Jeśli widzicie choćby tak grzesznego podwładnego swego, jaką była jawnogrzesznica, to jeśli chcecie, aby był ukamieniowany, przeczytajcie najpierw grzechy wasze, które są napisane w sercach waszych, a potem rzućcie kamieniem oburzenia na zdeptanego, cierpiącego, a może z wielką skruchą przychodzącego do was, o której wy nie wiecie. Patrzycie tylko na grzech, ale nie wiecie o tym, że już jest obżałowany i nie znacie procesu między duszą grzesznego, a Sercem Moim. Jam jest Bóg Prawdy i Wielkiego Miłosierdzia. Jeśli chcecie, abyśmy założyli przybytek całej Trójcy Naszej w sercach waszych, to przede wszystkim miejcie miłość i miłosierdzie. Powtarzajcie często te słowa: "Jezu cichy i pokornego Serca uczyń serca nasze według Serca Twego".

Od tych, którzy są na wysokich dostojeństwach pragnę więcej pokory, bo im wyższe jest drzewo, często konary jego się złamią. Im większe są tytuły, tym większe niebezpieczeństwo.

Arcybiskupi, faryzeusze i doktorzy Starego Zakonu, gdyby nie mieli tytułów i władz, jakże prędko by się byli uświęcili; w ich głowach zakrytych togami doktorskimi stał się zawrót. Gdym się narodził i żyłem pośród nich, to Mnie nie uznali, lekceważyli i mówili: "skądże jego mądrość - wszak to jest syn cieśli [Mt 13,54-55], czyż może być coś mądrego z Nazaretu?" [J 1,46]. Myśleli, że przyjdę do nich jako król, władca i zapanuję nad ich królestwem, bo pycha ich ponosiła. Tak samo i tych, którzy są możnymi i władcami ponosi pycha i szukają Mnie w księgach, zatopieni w swoim rozumie i chcieliby zgłębić Mnie przez mądrość i tam Mnie nie znajdą. Niech Mnie szukają w prostocie i niewinności serca, a tam Mnie znajdą, tak, jak znaleźli Mnie nowo narodzonego w stajence betlejemskiej pastuszkowie, którzy pierwsi uznali Mnie za Boga, chociaż nic nie widzieli oprócz małego niemowlęcia, Niepokalanej Matki Mojej i św. Józefa - na pozór nie przedstawiającego jakiegoś szczególnego znaczenia. Pierwszy im się objawiłem i oni usłyszeli głos aniołów: "Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli" [Łk 2,14]. A mędrcom ukazałem się dopiero później, bo ci szukali Mnie w astronomii i gwiazdach i szli szukać Mnie jako Króla. Tak samo i tu. Zwykle mędrcy szukają Mnie jako Króla, jako kogoś, który ma władzę, a pragnę, aby szukali Mnie zawsze w prostocie serca, tak jak szukali Mnie pastuszkowie, a zawsze Mnie znajdą. I cokolwiek uczynią jednemu z maluczkich, Mnie uczynią.



18 maja 1952 r.

"Ukrzyżowan, umarł i pogrzebion"

Niech wiedzą, że ten maluczki, to każdy podwładny, każda dusza zbolała, cierpiąca, a chociaż grzeszna. Jeśli przebaczą, jeśli pocieszą, jeśli przytulą do serca swego i staną się ojcami, niech wiedzą o tym, że w tych duszach Ja byłem i jestem, i co tym duszom uczynili, uczynili Mnie [Mt 25,40] i Ja będę ich miłosierdziem, będę ich wspomagał i jeśli przejdą przez życie w takiej miłości, to nie będą sądzeni, ale przeciwnie, będą siedzieć na stolicach i dostąpią tych łask, które obiecałem apostołom: "I siądą na stolicach Moich" [Mt 19,28]. I dam im takie dary, jakie przyobiecałem apostołom, gdy przyjdą do Przybytków Moich. Bo błogosławiony jest ten, który przebacza i miłosierdzie czyni.

Byłem ukrzyżowany. Stałem się Ofiarą i Ofiarnikiem. Każdy kapłan jest tym samym co Ja. Niech dobrze o tym pamięta, że jest ofiarnikiem, to znaczy, że jest ciągle ze Mną ukrzyżowany. Krzyż jego będzie często wewnętrzny, którego nikt nie zrozumie oprócz Mnie i tej duszy kapłańskiej. Krzyż ten będzie często krzyżem udręczeń wewnętrznych i ciemni duchowej, że dusza taka idzie przez życie i pragnie się ze Mną złączyć i pogłębić największe tajemnice Moje, pragnie dojść do największej doskonałości i zjednoczenia ze Mną, a tu ciemnia i jakoby otchłań i noc głęboka, żadnego światła ani żadnej gwiazdki, aby ujrzeć, na jakiej drodze jest. Nie wie, czy idzie dobrą drogą, nie wie dokąd idzie, co ją czeka w przyszłości i błaga o światło, a tu nadchodzą jeszcze większe pokusy ze strony szatana, że wszystko dla niego przepadło, że tu dał życie swoje w ofierze dla drugich i pragnie głosić chwałę Moją i pragnie utwierdzić w wierze dusze sobie powierzone i chce przedstawić Mnie jako żyjącego Boga we wszystkim, i chce przedstawić, że za te wszystkie cierpienia na tej ziemi, że za wszystkie krzyże - zapłatą Ja Jestem, sam Bóg Wiecznej Miłości, i pragnie tym duszom przedstawić Nieogarnioną Chwałę Moją i wieczność w radościach bez końca, ale sam nic nie widzi. Widzi tylko ciemnię i pyta często: "Boże, gdzie Ty jesteś"? I często nachodzą go myśli: czyż warto było to wszystko rzucić, całe szczęście ziemskie i doczesne, a teraz nie widzieć nic? Zły duch mu szepcze: czyż i tam w wieczności też taka sama ciemność? Może tam niema nic i wszystko jest złudzeniem.

W takiej chwili niech kapłan wie o tym, że jest przybity do krzyża tak jak Ja i może przypomnieć sobie te Moje Słowa, którymi byłem zmuszony wołać do Ojca Mego: "Boże, Boże, czemuś Mnie opuścił?" [Mt 27,46] - nie mówiłem wtedy nawet "Ojcze", gdyż wtedy jako Bóg-Człowiek czułem się tak opuszczony, że nawet nie mogłem mówić "Ojcze", ale "Boże", tzn. Stwórco, Panie, Sędzio Sprawiedliwy. Tę chwilę jako Bóg dopuściłem na Siebie. Stałem się niejako tylko człowiekiem, abym mógł ciebie synu kochany, bardziej zrozumieć i odczuć twoją mękę. Te męczarnie wewnętrzne dopuszczam przeważnie na dusze wielkie, na dusze, które dochodzą do najwyższych szczytów i świętości. Do tych dusz mogę powiedzieć te słowa, które włożyłem w usta Mego Apostoła Pawła: "Co nie dostawa Męce Mojej w was się dokonywa". /św. Paweł powiedział: "co nie dostawa Męce Chrystusa Pana, we mnie się dokonywa" [Kol 1,24]/ /tzn. że Bóg cierpi w nas w Ciele mistycznym/.

Potem, synu Mój, będziesz ukrzyżowany przez walki ze swoim ciałem. Im więcej będziesz się starał o piękność i śnieżność szaty duszy twojej, tym więcej szatan będzie na ciebie zsyłać różne pokusy i będziesz znowu wołać z uczniem Moim św. Pawłem: "Dany mi jest bodziec ciała, aby mnie policzkował" [2 Kor 12,7]. Ten bodziec ciała daję przeważnie wybranym duszom, które są spowite w śnieżność Niepokalanej Matki Mojej, duszom takim, które przeistaczam w samego Siebie. Nie lękajcie się synowie Niepokalanej Matki Mojej, ale oddajcie się pod szczególną Jej opiekę, a ta Matka Moja Pięknej Miłości [Syr 24,18], śnieżna Gołąbka [Pnp 6,9], Oblubienica i Przybytek Ducha Świętego [Pnp 4,12], najukochańsza Córka Ojca Przedwiecznego, Ona was nie opuści, ale w tych wszystkich cierpieniach waszych będzie wam tą jasną gwiazdą, tą jutrzenką zaranną [Pnp 6,10], tą różą duchowną, tzn. Opiekunką przeważnie kapłanów. Powtarzajcie tylko z miłością to wezwanie: "O Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy". A szatan, ten wróg Niepokalanej Dziewicy Matki Mojej pierzchnie, zdeptany stopą Jej, a dla was zaświeci słońce radości i tęcza pokoju w duszy waszej ukaże się nad głową waszą, a w promieniach jej przejdziecie przez życie, spowici w śnieżność Niepokalanej Matki Mojej, a serca wasze śpiewać będą tą pieśń radości: "wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu Zbawicielu Moim" [Łk 1,46-47].



21 maja 1952 r.

"Zstąpił do piekieł"

Każdy kapłan, który stał się ofiarą Moją niech wie o tym, że będzie razem ze Mną przybity do krzyża. To przybicie do krzyża to będą i walki wewnętrzne, i walki z własnym ciałem, a równocześnie będzie to przybicie do krzyża często przez otoczenie. Tam gdzie kapłan będzie chciał jak najwięcej dusz pozyskać, szatan będzie mu ciągle stał na przeszkodzie i wyrywał duszę z sieci, które on ułowił. Nieraz praca nad tymi duszami będzie bardzo ciężka i mozolna, taka jaką była Moja praca w apostołowaniu i gdy będzie chciał iść za Mną, to niech będzie na to przygotowany, że często spotka się z czarną niewdzięcznością, może właśnie najwięcej od tych dusz, za które położył najwięcej ofiar i cierpień, a krzyż ten jest najboleśniejszy. Bo gdyby to obcy zrobił, mniej by było bolesne, ale często będzie w takich warunkach jak Ja, że własny uczeń zdradził Mnie. Więc nieraz własny jego przyjaciel, kapłan, czy to przez zazdrość, czy przez nienawiść, a często dla materializmu będzie rzucać oszczerstwa na ciebie, synu Mój, i stawi cię przed arcykapłanami, a ci zamiast cię bronić, potępią cię tak samo jak Mnie. Potępili Mnie przeważnie doktorowie, arcykapłani i faryzeusze. Dlaczego Mnie prześladowali? Dlatego, że byłem Bogiem i Prawdą. Często Mi zarzucali to, że "czynisz się Bogiem" [J 10,33]. Kapłan, który dąży do doskonałości, do ścisłego zjednoczenia ze Mną, jest również drugim Ja i musi przechodzić przez te same cierpienia i oszczerstwa, które Mnie zarzucali. Ale niech nie lęka się syn Mój, ale śmiało wyznaje Mnie Bogiem, a słowa obrony Ja Sam włożę w usta jego i będę go bronić, a chociażby milczał, tak jak Ja milczałem, opieka Moja zawsze przyjdzie mu z pomocą, a ci co go oskarżali, otrzymają zapłatę swoją.

Umarłem na Krzyżu wśród największych cierpień i największych boleści. Śmierć Moja była straszna. Bo inny umiera mając przynajmniej jakieś wygody leżąc na pościeli, a Ja byłem przybity do Krzyża, zawieszony i umarłem z uduszenia. Każdy kapłan, jeśli chce być synem Moim i być prawdziwą ofiarą Miłości Mojej, musi umrzeć swojemu rozumowi, musi umrzeć swojej woli, musi umrzeć swojemu ciału, być obnażony z wszystkiego, musi być tak jak ta poczwarka motyla. Aby wydobył się z niej piękny motyl, musi najpierw zamrzeć. Jeżeli kapłan chce mieć lot motyla, lekkość, aby mógł mieć piękność i lotność motyla, musi najpierw być umarłym na wszystko, czy to w rzeczach wewnętrznych, czy w rozumieniu swoim, czy w rzeczach materialnych, tzn - zupełnie oderwany od siebie, a wtedy dostanie skrzydła do lotu i dam mu łaskę, dam mu Moje przymioty, że będzie wszechmocny Moją Mocą, będzie wszechwidzący Światłem Moim. Aby otrzymał te łaski Moje, musi jeszcze być pogrzebiony, tzn. życie jego musi być całkiem ukryte i schowane jak w grobie. Im więcej pogrzebie swoje wolności, swoje rozumowanie, swoją naukę. tym większe światło otrzyma od Ducha Świętego.

Kapłan musi być pogrzebiony, a potem ze Mną zstąpić do piekieł, tzn. wydobywa dusze, które są w otchłani. Otchłań to dusz, chociaż dobrych i żyjących w łasce, ale są w ciemni. Nie ma im kto podać ręki i nie może ich wybawić, bo często życie ich jest jedną ciemnią, więc potrzeba aby kapłan, który sam to przeszedł, takie dusze wybawiał z otchłani. Ja wstąpiłem do otchłani po dusze, które nie mogły przyjść do Światłości, aż Krew Moja musiała je wykupić. Tak samo i kapłan przez swoje cierpienie, ofiary i mękę musi wykupywać z otchłani dusze żyjące, jak i dusze zmarłych. Mało jest dusz, które specjalnie poświęciłyby się na okup, poświęcając swoje życie, cierpienia i ofiary, aby wybawiać te dusze z otchłani. Te dusze w otchłani muszą się oczyścić. Są to dusze święte, bo są w łasce Mojej. Ale nie odpokutowały kar swoich i dlatego nie mogą jeszcze być w Mojej Światłości..

Jeżeli kto, to kapłani przede wszystkim powinni modlić się, a mają tyle sposobności, gdyż odprawiają ofiarę Mszy Świętej. Więc niech Krew Moją przelaną za ludzkość często ofiarują Ojcu Przedwiecznemu za te dusze, bo są to dusze, które cierpią przede wszystkim mękę tęsknoty za Mną. Niech arcybiskupi i kapłani starają się rozpowszechniać, aby mieli ołtarze uprzywilejowane, ołtarze z przywilejem odpustu zupełnego, bo przy takim ołtarzu sprawowana Msza Święta zaraz wybawia dusze z czyśćca, że wchodzą do Mojej światłości.



25 maja 1952 r.

"Trzeciego dnia zmartwychwstał"

Jam jest zmartwychwstanie. Z martwych powstać to znaczy być zwycięzcą. Zmartwychwstałem, aby okazać światu, że jestem Bogiem prawdziwym: mam moc nad śmiercią. Potrafię zniszczyć i potrafię to, co zniszczę, odrodzić na nowo. Tak np. świat mogę w jednej chwili zniszczyć, nie tylko taki, ale tysiące światów - na nowo stworzyć i panować nad nim, bo jestem Bogiem panującym, który nie ma końca.

Zmartwychwstanie - to triumf walki. Zmartwychwstałem, aby okazać światu, że jestem Bogiem, którego nie można zabić. Wszyscy, którzy Mnie ukrzyżowali, myśleli, że położyli kres Mojemu panowaniu. Pomylili się, bo nawet gdy Mnie zamordowali, zabili Moje Ciało, ale nie mogli zabić Bóstwa Mego. Złożyli Ciało Moje do grobu i byli pewni, że wszystko się skończyło. A tu przeciwnie - dopiero wszystko się zaczęło. Przyjąłem ciało ludzkie po to, aby odkupić świat przez Mękę Swoją. Wszyscy widzieli Mnie jak Mnie złożyli do grobu i jeszcze nad grobem Moim postawili straż, aby uczniowie Moi Ciała nie wykradli.

Był to wielki dogmat zmartwychwstania. Pochowali Mnie, przyłożyli wielki kamień nad grobem Moim i pilnowali Mnie. Przy okazaniu się anioła i pustego grobu wszyscy jakoby oniemieli. Nawet uczniowie Moi mieli wątpliwość, co się ze Mną stało. Czy zostałem wykradziony? Anioł ich uspokajał i powiedział im: "Pan zmartwychwstał, niemasz Go tu!" [Mt 28,6]

Kapłan, który pragnie być Mną jak już powiedziałem, musi być umęczony, zabity, pogrzebany, aby mógł zmartwychwstać. Im większa będzie jego śmierć mistyczna, tzn. zabicie swojej natury, swojego ja, tym radośniejsze będzie jego zmartwychwstanie i większy triumf nad pokonaniem zła. O nim będę mógł powiedzieć tak jak to uczyniłem: "zdeptałem szatana, wyzwoliłem świat z grzechu, zatknąłem sztandar pokoju na ziemi". Krew Moja nie była przelana daremnie i krew takiego syna też nie będzie przelana daremnie, tzn. ofiara jego i cierpienia nie będą daremne. Jemu mogę dać sztandar tryumfu w rękę i powiedzieć: "Tyś jest współodkupicielem Moim, bo życie dajesz za owce swoje. Tyś jest tryumfatorem razem ze Mną, bo zwyciężyłeś piekło i szatana".

Zmartwychwstanie Moje dało całemu światu, całej otchłani i całemu Niebu wielką radość. Kapłan, który nosi w sercu swoim zmartwychwstanie Moje, musi być ciągłą radością. Niech wie, że ten, który posiada radość w duszy, ten jest przybytkiem Moim. Ja mieszkam w nim, on we Mnie i cała Trójca Nasza weseli się i raduje. To jest to niebo Nasze, tzn. że nosi to niebo Nasze w sercu i dusza taka śpiewa pieśń miłości, triumfu. Kapłan taki, gdziekolwiek się obróci, choćby cierpiał bardzo wiele, on będzie radością dla każdego, on będzie uśmiechem Moim i przez uśmiech i radość jego na niwie pracy jego nie będzie grobów, nie będzie śmierci w duszach. Będzie ciągłe zmartwychwstanie, bo kapłan taki chociażby miał iść po cierniach i odbyć Mękę Moją całą w swoim życiu, on będzie zbawcą dla świata, będzie wyciągał dusze z grobu grzechu, będzie je wyciągał z otchłani i z wielkim triumfem przyprowadzał do stóp Moich i o nim będę mógł powiedzieć: "To jest syn Mój umiłowany, syn radości Mojej, syn Mego Zmartwychwstania".



29 maja 1952 r.

"Wstąpił na Niebiosa"

Kapłan, jeżeli chce być dobrym kapłanem i chce być oderwanym od ziemi i ciągle wstępować na Niebiosa, niech wie o tym, że ziemia jest dla niego tylko miejscem postoju - pielgrzymowaniem. Niech tu nie rozkłada namiotów na tej ziemi, bo to jest wszystko chwila. Kapłan, który chce być jak najściślej zjednoczony ze Mną, musi nie mieć przywiązania do niczego. Ani do sławy, ani do rzeczy materialnych, ani do osób, ani do siebie samego. Nawet do swej pracy nie powinien mieć przywiązania. Powinien to wszystko kochać ale kochać we Mnie, przeze Mnie i dla Mnie. Jeżeli będzie w tym wszystkim kochał Mnie, życie stanie mu się pieśnią. Niech będzie tak oderwany od wszystkiego, jakby był gościem na ziemi. Każdą rzecz niech ma jako własność swoją, ale zarazem ma być bez własności. Tak oderwanym, jakby wszystko na ziemi było tylko gospodą. Czasem nocleg w tej gospodzie jest przyjazny, a czasem bardzo niewygodny. Jeśli serce będzie oderwane od wszystkiego, nic nie będzie odczuwał, ale przeciwnie - każda rzecz będzie jakby jego, a nie jego, bo nie będzie miał przywiązania żadnego, a mimo to będzie posiadał. A im więcej będzie hojny dla wszystkich i zrzekać się będzie wszystkiego, tym więcej będzie posiadał. Aby być wywyższonym, nie trzeba tego pragnąć. Z chwilą, jak się nie pragnie, to właśnie się posiada. Duszom, które nic nie pragną, właśnie daję łaski i wzbogacam je za to, że nie pragną tego. Są zgodne z Wolą Moją i to im wystarcza. W chwilach cierpienia krzyż ich nie przygniecie, a w chwilach radości - pycha ich nie uniesie. Dusza, która mało pragnie, a tego, czego pragnie - wcale nie pragnie, ta jest najszczęśliwsza i najbogatsza na ziemi. Kapłani, którzy nie rozkładają namiotów na tej ziemi są najszczęśliwszymi. Z wszystkiego są zadowoleni. Jeśli mają, rozdają ubogim. Niech wiedzą o tym, że to co rozdali - to jest ich, bo to jest na żywot wieczny, za które Ja Jestem tam zapłatą. Niech każdy wie, że ktokolwiek czyni uczynki miłosierdzia, ten nie będzie sądzony, bo w chwili sądu przypomnę mu każdy uczynek dobry. Przypomnę mu Samego siebie, że "byłem chory, a nawiedziliście Mnie, byłem głodny, nakarmiliście Mnie" [Mt 25,35-36] - dalsze słowa każdy zna. "Cokolwiek uczyniliście jednemu z najmniejszych, Mnieście uczynili" [Mt 25,40]. "Pójdźcie błogosławieni do domu Ojca Mego" [Mt 25,34]. Gdyby każdy kapłan zrozumiał te słowa, o jakże by był bardzo szczęśliwy. Nie troszczyłby się o doczesność, która nic nie daje. Przeciwnie - daje zgorszenie, bo często kapłani stają się zachłanni. Dla nich dobrobyt, pieniądze to jakby bożek te ziemi, któremu z bałwochwalczą czcią oddają hołdy. Gdyby kapłan wiedział, jak bardzo kocham i jak przygarniam do Serca Swego takiego syna, który jest oderwany od ziemi, o nic się nie troszczy co ziemskie, tylko o Chwałę Moją! Jego celem to zakładać na ziemi namioty miłości Mojej, Królestwa Mego, przygarniać nędzę do siebie, płakać z płaczącymi i darować się z radosnymi. O takim kapłanie mogę powiedzieć, że to jest syn według Serca Mego i Łaska Moja i Ducha Świętego nie jest w nim daremna. Niech się nie troszczy, niech patrzy co w górę jest, niech patrzy na Niebiosa, tam Mnie zawsze ujrzy, a nie na ziemi. Niech szuka Królestwa Mego, a reszta będzie mu przydana. Gdy widzę w kapłanie serce oderwane od wszystkiego, wtedy daję mu wszystko. Daję mu Miłość Moją, daję tytuły, których on nie pragnie, a często są dla niego ciężarem, troszczę się o jego dobro tak jak matka najlepsza, wzbudzam serca ofiarne, aby miał wszystkiego pod dostatkiem i na niczym mu nie zbywało. Im mniej będzie pragnął co ziemskie, tym więcej zaspokoję jego pragnienie i ziemskie i wieczne. Kapłan taki będzie na ziemi, a właściwie nie będzie. Bo tam jest skarb jego, gdzie serce jego. On będzie pragnął Mnie i będzie ciągle wpatrzony w Niebiosa. Mało - on będzie jakoby wzięty w Niebiosa, wpatrzony we Mnie, będzie chodzić w ciągłej jakby ekstazie. Wszystko będzie kochał, i ziemię, i ludzi, i całą przyrodę, i biały kwiat na łące, bo kto nosi miłość w sobie, ten śpiewa, raduje się i weseli i wie, że jest dzieckiem najlepszego Ojca, który jest w Niebiesiech i źrenica oka Jego więcej czuwa nad nim, niż źrenica matki.

Kapłanie, synu Mój, jeśli chcesz mieć cząstkę ze Mną, jeśli chcesz, abym był drugim tobą, to weź sobie te słowa do serca, i żyj tak, jak ci wskazuję? a będziesz miał niebo w swojej duszy. Mało - będziesz chodził w tym niebie, będziesz to niebo roznosił pomiędzy dusze tobie powierzone i serca, nad którymi pracujesz będą ciągle wstępować w Niebiosa, będą ciągle zjednoczone przeze Mnie i przez ciebie, bo ty i Ja to jedno. A jeśli będziesz roznosił tą dobrą woń wokoło siebie, będzie twoje życie rajskie i zapach cnót twoich to będzie najdroższy Mój ogród, w którym z miłością będę spoczywał. Dziecię kochane, dziecię Krwi Mojej, kapłanie, pomazańcu Mój, stań się takim, jakim cię pragnę mieć. Niech życie twoje będzie ciągłym wstępowaniem razem ze Mną na Niebiosa. Niech Światłość Moja, którą widzieli apostołowie, gdym wstępował na Niebiosa, będzie zawsze z tobą, aby ciemności tej ziemi nie ogarnęły ciebie. Synu Mój, wiedz o tym, że jeśli przejdziesz przez życie tak jak ci wskazuję, to do Mnie nie przyjdziesz sam, ale całe hufce i szeregi dusz, te śnieżne owieczki, o które rano tak dbałeś, aby nie były skalane, one pójdą za tobą, wstąpią z tobą na Niebiosa, gdzie wszyscy będziecie zanurzeni w Trójcy Naszej Świętej i śpiewać będziecie pieśń miłości, której nie ma końca. A Ja z miłością będę mógł powiedzieć: "Tyś był chwałą Chwały Mojej, więc chwała Chwały Mojej będzie twoim udziałem przez całą wieczność"!



5 czerwca 1952 r.

"Siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego"

Siedzi po prawicy Ojca Niebieskiego. Co to znaczy? To znaczy, że jestem Królem, że króluję, że mam jednakową władzę razem z Ojcem Niebieskim, bo Jesteśmy Jedno i króluję. Króluję na Niebie, króluję na ziemi, Królestwo Moje nie ma końca i mieć nie będzie. Kapłan, który wstąpił na Niebiosa razem ze Mną dostaje władzę tą samą, co Ja mam, jestem Królem - Królem Nieba i ziemi. Tak jak Królestwo Moje nie ma końca, tak królestwo jego również nie ma końca. Przez jego sakrę /święcenia/ króluje on na Niebie i na ziemi. Przez jego prace apostolskie, zdobywanie dusz dla Nieba, powiększa to Niebo. Im więcej zdobędzie dusz na ziemi, tym większa Chwała Moja rozszerzy się na Niebie i będę mógł powiedzieć, że Królestwo Nasze wspólne nie będzie miało końca. Ziemia również jest Moim Królowaniem i jego królowaniem - królowaniem w duszach. Kapłan powinien rozszerzyć królestwo choćby w najmniejszej duszy odartej z wszystkiego, odrzuconej od społeczeństwa, gdzie dla jej grzechów



29 czerwca 1952 r.

jest sponiewierana i zdeptana. Niech się niczym nie zraża. Niech zawsze Mnie wzywa na pomoc i wierzy w Miłosierdzie Moje. Jestem Bogiem Wielkim, nienawidzę grzechu, ale mam tą jedną wadę, że kocham grzeszników, gdyż wylałem za nich Krew Moją do ostatniej kropli. W Tabernakulum mieszkam dla wszystkich i rozdaję łaski nieocenione. Pocieszam, uzdrawiam, umacniam. I niech każdy wierzy, że Słowa Moje są nieomylne. "Wszystko o cokolwiek prosić będziecie Ojca Mego w Imię Moje - da wam" [J 16,23]. Niech dusze wszystkie będą natarczywe: niech wołają gwałtownie, niech starają się trzymać Mnie za słowo, które wypowiedziałem. Proście, o wszystko, gdyż jestem Bogiem Wszechmogącym i wszystko dać mogę. Mieszkam tu dla każdego, który do Mnie przychodzi, ale przede wszystkim mieszkam dla grzeszników. Oni niech się niczym nie zrażają, tylko niech przyjdą. Niech mają te Słowa Moje na uwadze, które powiedziałem: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy spracowani jesteście i obciążeni" [Mt 11,28]. Mieszkam tu dla spracowanych i obciążonych, ale największą radość sprawia Mi grzesznik, który przychodzi do Mnie skruszony. Wtedy, gdy widzę skruchę, wyciągam ręce, tulę go do Swojego Serca jako najdroższego syna Mego. Wszystko zapominam, daję mu pocałunek pokoju i miłości, daję mu namaszczenie pokoju i nic nie żądam, tylko aby wypełnił tą jedną Moją prośbę: "Idź i nie grzesz już więcej" [J 8,11]. Ale gdy upadniesz znowu, przyjdź znowu do Mnie, nie zniechęcaj się, znowu przytulę cię do Serca i dam ci Miłość, Przebaczenie i Miłosierdzie Moje.

Kapłan, gdy chce siedzieć po prawicy Mojej i jeśli chce, aby przyprowadził całe legiony dusz, musi być ze Mną i tak czynić, jak wyżej powiedziałem. Wtedy rozszerzy Królestwo Moje na ziemi, którego nie będzie końca, a potem siedząc po prawicy Mojej z całym szeregiem dusz, śpiewać będzie pieśń miłości z całym Niebem, w Królestwie Moim, i którym również nie będzie końca.

/Mamy pisać:

"Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych"

/Siostra słyszy głos:/

Jestem tak Bogiem Miłości i Miłosierdzia, i Miłosierdzie Moje jest tak bezgraniczne, że gdyby dusze o tym wiedziały, rzuciłyby się na ślepo w objęcia Moje, przestałyby grzeszyć i piekło by zamknęły. Gdyż słowa te: "Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych" jakby po ludzku mówiąc - sprawiają Mi boleść, gdyż jestem Bogiem tylko Miłości i Miłosierdzia, a nie chcę być Sędzią. Wołaj do dusz, aby uczyniły wiele uczynków miłości i miłosierdzia, a nie będę ich sądził, gdyż najcięższą rzeczą dla Mnie jest to, gdy mam wydać sąd, choć sprawiedliwy, i karać ludzkość.

Gdy dusze wypełniają dobre uczynki dla bliźnich, przebaczają, kochają się wzajemnie, o jak wielką sprawiają Mi radość, gdyż wtedy jakoby związane mam ręce, które przez sprawiedliwość powinny karać. Gdy Mnie tak zwiążą przez miłosierdzie czynione, cieszę się i raduję, że stworzenie Moje małe, które powstało z prochu, zawładnęło Wielkim Bogiem, Bogiem Wszechmogącym, który może niszczyć i stwarzać - i uczyniło Tego Boga jako małe niemowlę, które jest bezradne.

Kapłan również nie ma być sędzią, ale miłosierdziem. Kapłan, który sądzi, a zwłaszcza biskupi i sądy duchowne, muszą wydawać sąd sprawiedliwy, bo straszny sąd czeka tych, którzy sądzą niesprawiedliwie. Jakkolwiek jestem Bogiem Miłosierdzia, i jak już powiedziałem, że nie chcę być sędzią, ale miłosierdziem, zbawieniem, za niesprawiedliwe sądy ostro będę karał już tu na ziemi i biada takiemu biskupowi i tym, którzy sądzą niesprawiedliwie, bo dają zgorszenie, łamią dusze kapłańskie i później za takich kapłanów, którzy nieraz idą z rozpaczą na bezdroża, będzie pokutował ten, który wydał sąd. Taka władza, która sądzi niesprawiedliwie, bierze wszystkie grzechy dusz kapłańskich załamanych i odpowiedzialność na siebie. - A dusze te przeważnie były dobre i władza doprowadziła ich do tego, że stracili wiarę w sprawiedliwość sądów duchownych. Często nawet nie dopuszczono do usprawiedliwienia spraw jak stoją, sądzono bezwzględnie, nie z Ducha Mojego, ale z podszeptów i donosów szatańskich. Niektórzy odgrywali rolę Judaszów. Za marne pochlebstwo i za 30 srebrników sprzedawali dusze synów Moich kapłańskich. A głowy władz duchownych, okryte w infuły i mitry, utopione w pysze i olśnione purpuratem nicości - dostały zawrotu, stały się służalcami najgorszego Mego wroga, szatana, a nie synami Moimi i nie zastępcami Moimi. Mają sakry i namaszczenia, ale chyba po to, aby - jeśli się nie poprawią - przeżywały cierpienia czyśćcowe, które dla takich Judaszów będą męką straszną i bardzo przewlekłą. Biada takim purpuratom i takim głowom, gdzie ich namaszczenie i sakra Moja tylko ciążyć im będą w godzinie śmierci, a puste mitry i infuły zlecą i rozpadną się w pył jako nicość, bo pycha nimi rządziła. Zapomnieli o słowach Moich, że "Jam jest cichy i pokornego Serca" [Mt 11,29], zapomnieli, że Ja przebaczyłem łotrowi na Krzyżu, Ja przebaczyłem jawnogrzesznicy i kazałem rzucić na nią pierwszy kamień tym, którzy są bez grzechu, a grzechy ich wypisałem palcem na piasku. Zapomnieli, że Ja pragnę miłosierdzia, a nie ofiary, że Jam jest Dobry Pasterz i życie Swoje dałem za owieczki. Krew Swoją przelałem i przelewam do dziś dnia jako Ofiara błagalna /przebłagalna/ za grzechy całej ludzkości. Oni przeistaczają Mnie codziennie na ołtarzu i piją i spożywają Ciało i Krew Moją, ale chyba po to, aby w dzień Sądu Krew Moja musiała ich potępić za niesprawiedliwości dokonane przez sądy niesprawiedliwe. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. Czyńcie miłosierdzie nad grzesznikami, a nie będę was sądził, ale przyjmę was do Siebie i wyznam was przed Ojcem Moim i powiem: "Oto są ci, co szli drogą Miłości Mojej, drogą sprawiedliwości i miłosierdzia. Pójdźcie błogosławieni do Królestwa Mego, do Domu Ojca Mego i zasiądźcie na stolicach Moich, i śpiewajcie hymny pochwalne całej Trójcy Naszej Świętej, gdyż stworzeni byliście na obraz i podobieństwo Nasze, a żeście byli kapłanami, nie byliście sługami, ale synami Moimi najukochańszymi, dziećmi Moimi, byliście drugimi "Ja", byliście Naszymi przybytkami, gdyż cała Trójca Święta spoczywała w was, a teraz wy odpocznijcie w Naszej Trójcy Świętej, i wychwalać Nas będziecie: "Niech będzie uwielbiona cała Trójca Święta, niech będzie uwielbiony Bóg w Swoich aniołach i Swoich świętych" - gdyż pragnąłem was wszystkich mieć świętymi, pragnąłem, byście byli Moją gwardią przyboczną - mało - pragnąłem was mieć Samym Sobą".



21 lipca 1952 r.

"Wierzę w Ducha Świętego"

Mało jest kapłanów, którzy czczą i rozszerzają kult Ducha Świętego, a nie wiedzą o tym, że Duch Święty jest sprawcą wszystkich łask, które otrzymują. Duch Święty na chrzcie świętym dał im Swoje namaszczenie. Duch Święty przez bierzmowanie znowu ich umocnił. Duch Święty spoczął na nich przy święceniach kapłańskich. Każdy kapłan przy święceniach otrzymuje - jeśli dobrze przygotowany - wszystkie dary Ducha Świętego. Gdyby zrozumiał tą wielką łaskę i pracował z tymi darami zaraz w młodości swojej, otrzymałby nadzwyczajne łaski, tak że czyniłby cuda, takie, jakie czynił św. Piotr po otrzymaniu Ducha Świętego. Przed otrzymaniem Ducha Świętego był tchórzem, zaparł się Mnie - i inni apostołowie również wszystkiego się lękali, ale gdy Duch Święty zstąpił na nich, stali się odważni jako lwy. Gotowi byli na wszelkie męczeństwa i tortury, aby tylko Imię Moje było znane, kochane i czczone. - Każdy biskup i arcybiskup, który święci kapłanów, powinien bardzo się modlić o dary Ducha Świętego dla tych, których namaszcza. Kapłan, który nie modli się do Ducha Świętego, nie prosi o Jego łaski zaraz w początkach swego apostołowania, stanie się pustynią bezowocną, o sercu wyschłym, pełnym ciągłej bojaźni, o sercu ziemskim, dbającym tylko o byt doczesny, wystudzi takie serce przez materializm przejdzie przez życie nie znając Mnie, ani Ducha Świętego, ani całej Naszej Trójcy nie pogłębi, bo nie ma w nim światłości. Jeżeli będzie mówił do ludu o Mnie, to często będzie mówił to, w co sam nie wierzy. Bo nie ma zrozumienia, nie ma zapału, entuzjazmu, nie wie co to jest ogień ani miłość, bo nie myśli o tym, że Duch Święty jest Miłością, która rozpala, przepala jego duszę, nie tylko jego własną, ale dusze powierzone jego pieczy. Jak kapłan może mówić o Miłości Mojej, jeśli jej nie posiada. Jak może "rzucić ogień na ziemię, a czego chcę, jeno, aby był zapalon" [Łk 12,49], jeśli sam nie pali się tym ogniem. Jeśli kogoś się chce kochać, musi się go znać i musi się wierzyć w jego miłość. Dlatego kapłan, który odmawia "Credo" przy każdej Mszy Świętej, niech z wielkim naciskiem powtarza te słowa: "Wierzę w Ducha Świętego".

Wiele jest zła, które czynią kapłani, a tylko dlatego, że mają małą wiarę w ich "Credo". To jest tylko powtarzanie słów, ale nie w czynie. Gdyby wierzyli w to co mówią, gdyby wierzyli w to co Kościół od nich żąda, nie szliby na bezdroża i nie byłoby tyle zgorszenia. Ja nie płakałbym nad nimi, tak jak płakałem nad Jerozolimą: "Jeruzalem, Jeruzalem - jakże pragnąłem cię przygarnąć jako kokosz pisklęta pod skrzydła swoje, a nie chciałeś" [Mt 23,36]. Tak i ty kapłanie jesteś powodem łez Moich. Ileż ci dałem łask po to, aby uczynić cię świętym, aby uczynić cię bogiem, drugim Ja. O jakże często gardzisz Mną i depczesz Krew Moją, którą przelewam codziennie na ołtarzu, a właściwie ty przelewasz. Pijesz tę Krew w czasie Mszy Świętej nie po to, aby ta Krew cię oczyściła, ale często maczasz chleb w winie tak jak czynił to Judasz w czasie ostatniej wieczerzy po to tylko, aby w ciągu dnia zdradzać Mnie w ohydny sposób, gorzej od Judasza. Bo ten dla chciwości to zrobił, dla marnych paru srebrników. A ty czynisz to często, aby zaspokoić naturę swoją i tarzać się w błocie, a powinieneś być spowity w lilie śnieżnej piękności, w lilię Niepokalanej Dziewicy Matki Mojej, Matki Pięknej Miłości, która jest śnieżną Gołąbką, Oblubienicą Ducha Świętego.

Kapłan, jeśli nie oddał się pod opiekę Niepokalanej Matki Mojej jako niewolnik, oddając Jej wszystko, niech będzie pewny - wcześniej czy później - załamię się. A wytrwa, jeśli będzie ukryty w Sercu Jej, i weźmie Ją za swoją Gwiazdę Przewodnią, i będzie się stale modlił do Niej o światło i łaski Ducha Świętego, a przede wszystkim o poznanie Ducha Świętego, bo jak już powiedziałem, jeśli się kogoś nie zna, to się go nie kocha. Kapłan niech wie o tym, że nic nie zdziała bez łaski Ducha Świętego. "Beze Mnie nic nie możecie" [J 15,5], to znaczy bez Ducha Mego nic nie możecie. Niech stara się nie tylko modlić się do Ducha Świętego, ale rozszerzać kult do Ducha Świętego, który jest mało znany i mało kochany. Każda parafia powinna być poświęcona przeważnie Duchowi Świętemu, a zwłaszcza teraz, gdy duch ciemności zakłada sieci swoje ukazując światu cieniutką sieć pajęczą swojej chytrości. Zdaje się, że to wszystko jest niczym: - ale czuwajcie, bo nie wiecie, że ta cieniutka sieć pajęcza omota tak duszę, że wciągnie ją w przepaść głębin piekielnych. Jeśli kto, to kapłani powinni często wołać: "Wypuść Ducha Twego, a odnowi się oblicze ziemi" [Ps 104,30]. Przez was chcę odnowić oblicze ziemi, bo "wy jesteście solą ziemi" [Mt 5,13]. O, z jaką boleścią muszę powiedzieć: "a sól ta już wietrzeje". Ale nie traćcie nadziei, rzućcie się w ogień gorejący Ducha Świętego. On spali wszystkie wasze nieprawości. On naprawi wszystko i takich kapłanów, którzy mają pustynne serca, wyschnięte, złamane i uschłe w ich wielkich dążnościach i pragnieniach, które przyrzekali w dzień ich święceń, gdzie wybrałem ich na apostołów Swoich - Duch Święty może uczynić Swoje arcydzieło i doprowadzić ich do wielkiej świętości. Nie trwóżcie się: Choćby łódź wasza tonęła i burza wszelkich waszych złych skłonności szalała, to bądźcie spokojni, bo Jam Jest Ten, Który Jest bez początku i bez końca. Ja mogę powiedzieć rozszalałemu morzu "ucisz się" i w łodzi waszych serc spać spokojnie, bo jestem Bogiem Miłości i Przebaczenia.

Wierzcie w Ducha Świętego, wierzcie Słowom Moim, stańcie się wulkanami Ducha Świętego, rzucajcie ogień na ziemię i sami się palcie, przepalajcie się, palcie się w drugich, tzn. dawajcie swój ogień miłości w dusze, a Duch Święty, Duch Pokoju, Duch Ognia spocznie na głowach waszych, spocznie w sercach waszych i przez was odnowi się oblicze ziemi i pokój zawita na ziemi, pokój Mój, którego świat nie daje, ale Ja wam daję.



22 lipca 1952 r.

"Wierzę w Kościół święty"

tzn., że wierzy się we wszystko, co Ja podaję do wierzenia. Kościół Święty to Ja i wszyscy wierni Moi. Kto wierzy we Mnie, wierzy we wszystko co jest podane. Wierzyć w Mego zastępcę, Ojca Świętego, bo on jest Moim zastępcą, a stolica jego to Moja stolica, a nie patrzeć na jego osobę, bo św. Piotr zaparł się Mnie trzy razy, a jednak uczyniłem go głową Kościoła. Nieraz kapłani załamują się, bo nie widzą przykładu dobrego w wyższej hierarchii. Jeśli będą ślepo wierzyć w to co wyższa władza mówi, mają wielką zasługę w posłuszeństwie ślepej wiary. Sama osoba, która rozkazuje - jako człowiek może być podrzędna, ale niech zawsze mają w pamięci te słowa: "Kto ich słucha, Mnie słucha, a kto nimi gardzi, Mną gardzi" [Łk 10,16]. Często daję wielkie ułomności osobom stojącym na najwyższych piedestałach. Z jednej strony, aby ich pycha nie unosiła, bo wszystkie zaszczyty, dostojności, to są tak jak niebotyczne góry, że jeden zawrót głowy może doprowadzić do rozbicia tej głowy nadętej, jeśli nie samej głowy, to przynajmniej taka osoba może ponieść wiele złamań, że zanim się wyleczy ze swoich wygórowanych pojęć, musi się długo leczyć w szpitalu swych zmagań, aż dojdzie do przekonania, że jest niczym, że wszystko jest niczym, mniej niż niczym, oprócz kochania Mnie, służenia Mi i dojścia do tego przekonania, że świętość nie polega na wielkiej mądrości i rozumie, ale na maleńkości i prostocie. Być dzieckiem, niemowlęciem, to jest potęga wobec Mnie. Gdy widzę umysły przepojone wielkością dochodzące do pewnej manii do urojenia, wtedy dusza ta, która hołduje tylko sobie jest Mi tak niemiła, że często chciałbym mówić do takiej duszy, tak jak powiedziałem do szatana, który kusząc Mnie kazał Mi uczynić sobie pokłon, a da Mi wszystko królestwo tej ziemi: "Idź precz ode Mnie, samemu Bogu służyć będziesz" [Mt 4,10]. Kapłan niech strzeże się bardzo tej mądrości. Niech ślepo we wszystko wierzy, niech się nie męczy nad filozofią i niech nie szuka różnych dogmatów, ale niech Mnie kocha duszą dziecięcą, a stanę się dla niego również dziecięciem, tzn., że taki kapłan może tak postępować ze Mną jak z dzieckiem. Wtedy Ja staję się dla niego dzieckiem i jemu posłusznym, że w Imię Moje i przeze Mnie może cudów dokonywać dla jego wiary i prostoty. Pragnę tylko uniżenia i jeszcze raz uniżenia, a każdy - nie tylko kapłan, ale i każda dusza - zdobędzie Mnie jakoby w niewolę swoją, że chociaż jestem Bogiem Wszechmogącym i w ręku Moim jest wszystko, jednak skłaniam się do niej, jakby wypełniam wolę jej, bo podbiła Serce Moje miłością, miłością prostoty gołębiej, a gdzie jest prostota, niech będzie każdy przekonany, że Duch Mój jest zawsze z taką duszą. Gdy wysyłałem apostołów na zdobycie dusz powiedziałem: "Idźcie tedy, nauczajcie, a cuda będziecie czynić wielkie, czarty wyrzucać, chorych uzdrawiać, umarłych wskrzeszać [Mt 10,7-8], większe cuda czynić niźli Ja [J 14,12]". Dlaczego to im powiedziałem? Bo byłem pewny, że mówię do prostoty i liczyłem na ich pokorę. Tak samo i kapłan. Choćby był zupełnie nieznany i nic nie znaczący gdzieś w zapadłej wiosce, jeśli czyni wszystko na pokorze i pojmuje słowa Moje, on jest prawdziwym Moim rybakiem i daję mu łaskę, że połów dusz jego jest tak wielki, że sieci się rwą.

Kapłani! Proście często o pomnożenie wiary, proście o prostotę, proście o cichość i pokorę serca i wierzcie, że Kościół święty jak już wam powiedziałem, to jestem Ja, mistycznie żyjący w każdej duszy, a przede wszystkim w duszach ślepych, w duszach niemowlęcych, w duszach, które nie mają na celu zakładania królestwa na tej ziemi, ale Królestwa Mojego, Królestwa dusz, których hasłem jest to wezwanie, które bardzo raduje Moje Serce: "Najświętsze Serce Jezusa, przyjdź Królestwo Twoje".

"Świętych obcowanie"

Często powtarzają, że wierzą w świętych obcowanie, ale jakże rzadko kapłan w to wierzy. Wierzą ci, co idą drogą Moją, drogą zjednoczenia ze Mną, drogą wielkiej miłości i są przekonani, że nie jest to życie rodzinne, jeżeli się tej rodziny nie kocha i z tą rodziną się nie żyje. Kto nie rozumie co to jest świętych obcowanie, to niech sobie rozważy i często myśli o tym, że Ja Jestem Ojcem, Niepokalana Matka Moja jest Matką wszystkich, święty Józef Mój Opiekun jest opiekunem wszystkich, cała Trójca Święta nierozdzielna to jakby jeden dom, a wszyscy święci to są poszczególni członkowie rodziny. Każdemu się zdaje, że ten dom rodzinny, to całe Niebo Nasze, to jest gdzieś bardzo daleko, a nie wiedzą o tym, że to niebo to każda dusza ludzka. Jeżeli przyjmują Mnie w Komunii Świętej, to przyjmują wszystko - całą Trójcę Świętą Naszą, całe Niebo Nasze, bo gdzie Ja Jestem, tam jest niebo. Każdą duszą tak się opiekuję i tak się troszczę o nią, jakby jedna była na całej ziemi. Daję jej Siebie Samego, daję jej wszystkie łaski, wszystkie środki, aby się uświęciła i ciągle żyła ze Mną i całym Niebem stale obcowała. Jeśli nie ma obcowania z osobami, które się kocha, to miłość rodzinna osłabia się. Każdej duszy dałem anioła stróża, aby z nią stale obcował, aby jej strzegł. Anioł stróż to jest najukochańszy przyjaciel, brat, i powinien być bardzo drogą istotą dla każdej duszy. Jest 85% ludzi, którzy nie myślą o swoich aniołach stróżach i nie obcują z nimi, a nie wiedzą o tym, że oni są roznosicielami Mojego Głosu, natchnieniem wspierają ich i są tak wierni, że do ostatniego uderzenia ich serca oni są z nimi, dusze ich prowadzą przed tron Mój, a jeśli są w czyśćcu, to stale ich odwiedzają i pocieszają i dotąd tam są, aż przyprowadzą ich oczyszczonych do krainy szczęścia i miłości, której nie ma końca.

Mało kapłani mówią o świętych obcowaniu, dlatego dusze nie znają tego. Niech mówią im, że dusze nie odchodzą: jak często jest mniemanie, że ktoś umarł i już nie wróci. Gdyby patrzeli okiem wiary na swoich najdroższych, i gdyby mieli to przekonanie, że dusze nie umierają, ale żyją jak żyły dotąd, wtedy widzieliby ich okiem wiary, gdyż często jakoby się ocierały o nich, tak są bliskie ich sercu.

Kapłani mało mówią o świętych obcowaniu, bo często z tymi świętymi nie żyją. Mało żyją ze Mną, a kto nie żyje ze Mną, to nie żyje i z Moją rodziną. I przechodzą wieki, a ileż tysięcy i milionów dusz jest, które Mnie w ogóle nie znają. - Kapłani, którzy nie idą nawracać dusz powinni by modlić się o nawrócenie całego świata, aby się stała jedna owczarnia i jeden pasterz, bo jest największe pragnienie Serca Mego, to jest przelanie Krwi Mojej za nich, a wartości tej Krwi oni jeszcze nie rozumieją.

Dalej kapłan powinien w kazaniach często mówić do ludu o świętych obcowaniu, powinien sam tak się zjednoczyć ze Mną, i z wszystkimi świętymi, aby mógł śmiało powiedzieć, że to co mówi jest prawdą i wierzy w to, że mógłby za tę prawdę życie swoje położyć.

Gdy kapłani będą sami ze Mną jak najściślej zjednoczeni, nie będą się dziwić, że są dusze, które widzą Mnie przez wiarę w świętych w Niebie i w duszach w czyśćcu cierpiących. Raczej dziwić się powinni, że wszyscy nie widzą tego - a nie widzą, bo kapłani nie tłumaczą im, że tak jest, i tak być powinno. Apostołowie pytali się Mnie: "Panie, okaż nam Ojca" [J 14,8]. Odpowiedziałem im: "Kto Mnie widzi - widzi i Ojca" [J 14,9], a jeżeli widzi Mnie i Ojca to przez pryzmat całej Trójcy Naszej Świętej widzi wszystko: - całe Niebo i wszystkich, którzy tu są ze Mną w wieczności. Aby Mnie widzieli, trzeba Mnie kochać, trzeba być ciągle ze Mną zjednoczonym i żyć jak w rodzinie: odnosić się do Mnie ze wszystkim, rozmawiać ze Mną, prosić i przepraszać, tulić się do Mojego Serca, trzeba żyć ze Mną jak z Ojcem, a nie jak z jaką istotą nieosiągalną, bo jeżeli stworzyłem duszę na obraz i podobieństwo Swoje - to znaczy, że dusza to Ja, to Moje odbicie, to Ja żyjący w was, a kto żyje we Mnie, ten nie ma lęku - u niego nie ma niemożliwości, aby nie słyszał i nie widział Mnie.

Przez to obcowanie ze Mną i Moimi świętymi nie będzie życie wasze mieć jakichś tajemnic, nie będziecie myśleć, że gdzieś w wieczności są jakieś zaświaty niedostrzegalne ani osiągalne dla dusz, bo żyjąc ciągle ze Mną, będziecie chodzić w tym ciągłym niebie i brama wieczności nie będzie czymś nadzwyczajnym i będzie to tylko przejście jakby z pokoju do pokoju z tą różnicą, że tu jest padoł płaczu i kończy się wszystko, tam jest radość wieczna, której nie ma końca.

Mówcie często do dusz załamanych czy to w kazaniach czy to w konfesjonałach, że Ja Jestem z nimi, że niech wszystkie bóle i troski kładą na Sercu Moim i jeszcze raz proszę wszystkich, aby Mnie mieli za Ojca, a kapłani niech ciągle powtarzają te słowa, że jestem Miłością, że to wszystko co jest na ziemi to jest chwila, jest jakby lotem ptaka.

Sami żyjcie tylko chwilą obecną i dusze powierzone pieczy waszej, nauczajcie: niech tu nie rozbijają namiotów, ale żyją w Mojej atmosferze niebiańskiej i że z miłością i tęsknotą czekamy tu wszyscy na nich, aby się połączyć już najściślejszym węzłem nierozerwalności wiecznej i że wszyscy, którzy ich poprzedzili, czy to rodzina czy najdroższe im osoby - żyją z nimi tu, pomagają im we wszystkich ich zamiarach i pracach, strzegą ich i wielką miłością otaczają i cieszą się z całą Trójcą Naszą Świętą i Niepokalaną Matką Moją, wszystkimi świętymi i hufcami aniołów i archaniołów na wielkie gody miłości, na dom rodzinny, na to szczęście wieczne, bo tu jest radość, gdzie słońce nie zachodzi i gwiazdy nie gasną.

"Wierzę w grzechów odpuszczenie"

Gdybym nie dawał łaski zrozumienia, łaski światła Ducha Świętego, ludzki rozum by tego nie zbadał. Bo już w Starym Testamencie, gdym powiedział: "Idź w pokoju [Łk 7,50], odpuszczone są grzechy twoje" [Łk 7,48] arcykapłani i doktorowie pytali się: "Kim On jest, za co się ma, że nawet grzechy odpuszcza?" [Łk 7,49] Grzechy odpuścić, to była dla nich rzecz niezbadana, rzecz Boska.

Kapłani mają przeze Mnie moc odpuszczania grzechów. Oni również nie zdają sobie sprawy co za wielką mają łaskę w ręku swoim, aby odpuszczać grzechy. Nie myślą nawet o tym, że sami są tymi egzorcyzmami, tj. "wypędzicielami" szatana. Oni wypędzają szatana z duszy owładniętej grzechami i czynią z takiej duszy najrozkoszniejszy Mój przybytek, gdzie z miłością spoczywam - czynią jakby to tabernakulum to jest mieszkanie Moje, gdzie cała Trójca Nasza Święta z miłością spoczywa.

Często kapłani jak i dusze pytają się: Tak, wyspowiadałem się, ale czy Bóg mi przebaczył? Czy to jest możliwe, gdyż przed chwilą byłem dzieckiem szatańskim i piekło nosiłem w sobie, a teraz noszę niebo i jestem dzieckiem Boga? Po ludzku jest to trudne do uwierzenia. Ale wierzcie w grzechów odpuszczenie. Bo u Mnie nie ma nic niepodobnego. Ja mogę cały świat zniszczyć i stworzyć go na nowo. Nie chcę, aby był grzech, gdyż grzechem się brzydzę. Ale jeśli kto grzeszy, a zwłaszcza kapłan, niech wierzy, że choćby grzechy jego były jak karmazyn, będą jak śnieg wybielone.

W konfesjonałach niech duszom, a przeważnie skrupulatnym objaśniają tą wielką łaskę, jaką daję, że odpuszczam grzechy. Często dusze przygnębione grzechami swoimi męczą się, i zamiast rzucić to jarzmo grzechowe, z miłością przyjąć przebaczenie Moje, to ciągle kręcą się koło siebie marnując czas nad pytaniami: "czy mam grzechy przebaczone? Czy jestem w łasce Bożej, czy dostanę się do szczęśliwości wiecznej? Czy będę potępiony, czy dobrze wyznałem grzechy, czy żałowałem?".

U dusz prostych, gołębich, tego nie ma i nie powinno być. Jestem Bogiem i Królem. Jeśli przebaczam, to przebaczam po królewsku. Nie mówię nigdy do duszy, że "jeśli jutro zgrzeszysz albo za chwil kilka, to cię zniszczę i potępię". Czy kiedy takie słowo kto słyszał ode Mnie? Czy Ojciec dziecku może tak powiedzieć? Ojciec przebacza, On wie, że to dziecko upadnie, bo zna ułomność jego - i za chwilę przyjdzie prosić o nowe przebaczenie. To jest rola ojca ziemskiego i matki ziemskiej. A czyż myślicie, że jestem gorszy od ziemskich rodziców? Miłosierdzie Moje jest bezgraniczne. Niech w umysłach waszych utkwi to słowo: bezgraniczne.

Miłosierdzia chcę, a nie ofiary, jak już tyle razy powtarzałem. Wierzcie w Miłosierdzie Moje, wierzcie w grzechów odpuszczenie. Przebaczajcie i bądźcie wyrozumiali dla dusz. Nie kierujcie duszami rózgą, ale kierujcie miłością, czy jesteście przełożeni czy stoicie na najwyższych godnościach, czy jesteście najmniejszymi, przebaczenie powinno być jednakowe, bezwzględne. Kto przebacza, ten sam ma już grzechy swoje przebaczone. Kto przebacza, ten nie będzie sądzony. Uważajcie zawsze na te słowa Moje: "Jeśli masz coś przeciw bratu twemu, a przynosisz dar do ołtarza, pojednaj się najpierw z bratem twoim, a wtedy przyjdź do Mnie i złóż dar twój" [Mt 5,23-24].

Bądźcie takimi, abyście widzieli zawsze u siebie belkę w oku, a nie źdźbło u bliźniego swego. Wtedy będę mógł was nazywać synami Moimi, wtedy będę mógł się szczycić wami i mówić: "Oto są dzieci Moje, w których nie masz zdrady" [por. J 1,47].

Świętą Magdalenę kochałem bardzo i przebaczyłem jej wszystkie grzechy, bo wiele umiłowała. Kto pragnie, bym mu wszystko przebaczył, ten niech wielce miłuje. Jestem Miłością, a wy jesteście drugimi "Ja - alter Christus". Pragnę, byście we wszystkim byli Mną, ale najwięcej pragnę, abyście się stali miłością. Bo kto kocha, ten wierzy we wszystko. Przebaczajcie, odpuszczajcie grzechy, bądźcie rozrzutni w miłości, bo Ja Jestem Bogiem Miłości. "Deus caritas est" [por. 1 J 4.8.16].



23 lipca 1952 r.

"Ciała zmartwychwstanie"

Wierzcie we Wszechmoc Moją, że Jestem Panem śmierci i Panem Zmartwychwstania. Mogę zniszczyć i stworzyć.

Rozjaśniajcie ludowi, że jest wieczność, że dusza jest nieśmiertelna, że połączy się z ciałem, że żyć będzie wiecznie. Często dusze nie rozumieją tego. Nie mogą sobie tego wyobrazić, że jest zupełne zniszczenie, a po tym ma być jakoby nowe odrodzenie.

Ciała te, które niszczeją, one przechodzą również jakoby oczyszczenie /w grobach/, że wszelka materia musi zniknąć, oczyścić się, gdyż śmierć to narodziny na żywot wieczny. Dusza przeznaczona jest w miarę swojej świętości, swego udoskonalenia na miejsce, które sobie zasłużyła. Dusze, które żyły ciągle zjednoczone ze Mną i oczyszczone - jeśli miały swoje naleciałości - przez czyściec otrzymają ciała potem jakoby uwielbione, ciała, na których nie będzie ciężaru grzechu to jest tej materii, która była powodem ciągłych ich upadków!

Przeważnie przez cierpienia i przez zjednoczenia się w Komunii Świętej z Ciałem Moim już tu na ziemi stają się częściowo jakby przezrocza, abym kiedyś, gdy przyjdą do Mnie, mógł poznać w nich odbicie Moje, tzn. rozeznać w nich Siebie w ciele uwielbionym. Ciała te będą uwielbione i ciała te będą zażywały wszelkich radości Trójcy Świętej, gdyż były przybytkami całej Trójcy Naszej Świętej już tu na ziemi. Więc z ciałem powinna się obchodzić każda dusza jak z naczyniem poświęconym, tzn. - jak z kielichem lub monstrancją, w której Ja przebywam jako Bóg Eucharystyczny.

Powinni kapłani często głosić ludowi na kazaniach, jak mają wielką godnością otaczać swoje ciało, w którym mieszkam, aby go nie plamić grzechem, gdyż przez sprofanowanie naczyń kościelnych czynią Mi wielką zniewagę jako Bogu. Obecnie świat uważa ciało za przedmiot używania i bezcześci Mój przybytek. Jeśli ktoś profanuje naczynie kościelne, choćby je nawet wyrzucił z Tabernakulum, mniejszą Mi krzywdę czyni, niż gdy oddaje się grzechem cielesnym wyrzucając Mnie z serca swego, a oddając swoje ciało jako narzędzie szatanowi, który igra z nim według swojej woli. Czyni Mi okropną krzywdę, gdyż depcze Mnie, a wywyższa Mego wroga piekielnego.

Słowo: "Wierzę w ciała zmartwychwstanie" powinno być dla duszy wielką radością, a zwłaszcza dla kapłanów. Powinny się dusze cieszyć z ciała zmartwychwstania, a zwłaszcza kapłani i dusze cierpiące. Często kapłan ma wielkie pragnienie duszpasterstwa. Chciałby Mi przysporzyć wiele chwały przez swoją apostolską działalność. A tu jest chorobą złożony i nic nie może zdziałać - zaledwie odprawi Mszę Świętą, całe życie jego jest jednym męczeństwem. Kapłan w takim cierpieniu - i inne dusze - powinni mieć tę wielką radość, w poddaniu się Woli Mojej, że prowadzę go tą drogą ofiarną bez widocznych wyników swojej pracy. Niech będzie szczęśliwy i pewny że Jestem z niego zadowolony, bo pragnę, aby ciało jego stało się już tu na ziemi przez cierpienie tak wysubtelnione, ciało jakby astralne, uwielbione, aby bez wszelkich oczyszczeń czyśćcowych rzucić się mogło w przepaść całej Trójcy Świętej i zamieszkać w Sercu Jej przez całą wieczność.

Niech kapłani to często mówią duszom cierpiącym, a zwłaszcza na kazaniach tłumaczą im, jaką wartość ma cierpienie, że każda dusza ofiarna dokonuje w ciele swoim to, czego Męce Mojej nie dostawa. Dusza cierpiąca odkupuje świat razem ze Mną dalej przez cierpienie, dlatego wielką będzie miała radość w zmartwychwstaniu swoim.

/Mówi s. Medarda: Była przerwa w pisaniu. Słucham dalej głosu, a usłyszałam słowa niedotyczące ściśle tego tematu, że w chwili zmartwychwstania ciał naszych na Sądzie Ostatecznym, nie będzie wyjawienie naszych grzechów wobec całego świata, ale każda dusza sama zrozumie na co zasłużyła przez grzechy swoje, a co otrzymuje z Miłosierdzia Bożego. Za Wielki Bóg jest w Miłosierdziu Swoim, w przebaczeniu, aby miał zawstydzać dusze już oczyszczone, i gdy raz przebaczył, przebaczył po królewsku, przebaczył po Bożemu, nie jak ludzie, którzy przebaczają, a później winy wspominają. Sąd ten będzie lotem błyskawicy. Pytam się Jezusa, czy mogę o tym napisać, gdyż piszę w nawiasie. Otrzymuję odpowiedź: "Możesz to napisać, ale to wszystko jest wyłącznie dla kapłanów". Zrozumiałam, że nie można tego mówić każdemu, tylko do osób dobrze rozumiejących życie wewnętrzne, aby nie tolerować grzechu./

Ciąg dalszy: - Ja, jako Bóg, który jestem szczęśliwy Sam w Sobie i w całej Trójcy Naszej Świętej, cieszę się na ciał zmartwychwstanie, że dusze odkupione Krwią Moją zmagając się ciągle z ciałem swoim i walczące o to, aby należeć do chorągwi Mojej, które uczestniczyły w ciągłej męce i cierpieniach niosąc krzyż cierpień i tułaczki na ziemi tak jak Ja cierpiałem - zmartwychwstaną i będą miały wielkie uczestnictwo i jeszcze specjalną dodatkową radość w zmartwychwstaniu swoim za Zmartwychwstanie Moje. Tą radość wielką przechodziła Moja Matka Niepokalana przy Zmartwychwstaniu Moim, której wszystkie cierpienia zdawały się niczym, gdy widziała Mnie Zmartwychwstałego i jako tryumfatora nad piekłem i szatanem. Drugą radość wielką miała przy Swoim Wniebowzięciu, gdyż z ciałem i z duszą weszła do Nieba i że ciało Jej nie uległo żadnemu zepsuciu, gdyż nie potrzebowało żadnego oczyszczenia. Niech kapłani mówią często o Wniebowzięciu Niepokalanej Matki Mojej zachęcając dusze, aby ciała swe uczyniły nieskazitelnymi, aby miały uczestnictwo w Jej Wniebowzięciu i żeby z różańcem rozważano tajemnice o Zmartwychwstaniu Moim i Wniebowzięciu Matki Mojej Niepokalanej z wielką miłością i wiarą, gdyż te tajemnice są Nam bardzo drogie.

Niech kapłani często mówią i pomnażają wielką wiarę w zmartwychwstanie ciał i Moje Zmartwychwstanie. Mało kapłani o tym mówią i wiele dusz jest, które nie wierzą w życie pozagrobowe, zdaje im się, że wszystko się skończy razem ze śmiercią. Sami w chwili cierpień i ofiar swoich połączonych z pracą apostolską - niech ciągle mają na myśli, że wszystkie cierpienia się skończą, a nastąpi jedna wielka radość i zapłata w zmartwychwstaniu.

Kapłani! Dzieci najukochańsze Moje, wierzcie w ciała zmartwychwstanie, miejcie serca i skrzydła orle, nie bądźcie przyziemni, ziemia niech was nie wiąże, ale skierujcie wzrok swój orli we wzrok Mój i na skrzydłach ufności i miłości Mojej lećcie, szybujcie lotem błyskawicy coraz wyżej w świętość swoją, a żyć będziecie w ciągłym zmartwychwstaniu, gdyż "Jam jest Zmartwychwstanie i Żywot" [J 11,25].



24 lipca 1952 r.

"Wierzę w żywot wieczny"

Co to jest żywot. Żywot to jest życie, a Jam jest życiem, Bóg żyjący, który nie umiera. Każda dusza jest również życiem, tym drugim Ja, bo pochodzi ze Mnie, jest również żyjąca i nie umiera. Wierzcie w żywot wieczny, w życie wieczne. Wierzcie w to, że wszystko się skończy, że wszystko ulegnie zniszczeniu, ale Jam Jest Niezniszczalny. Każdy kapłan powinien mocno w to wierzyć, że Ja w nim żyję i przez niego pragnę żyć we wszystkich duszach jemu powierzonych. Pragnę tak żyć w każdym kapłanie i w każdej duszy jak żyłem w Maryi.

Przez Maryję Niepokalaną Matkę Moją chcę żyć dalej i pragnę, aby każdy kapłan, który dąży do wielkiej świętości żył życiem Moim przez życie Niepokalanej Matki. Jeśli kapłan skryje się w Sercu Niepokalanej Mojej Matki tak jak Ja skryłem się w chwili poczęcia się w Niej, aby stać się Bogiem-Człowiekiem, niech o wszystko będzie spokojny. Niech często wzywa Mnie: "Jezu żyjący w Maryi przybądź a żyj w nas". Niech stanie się ślepym niemowlęciem, o nic się nie troszczy, bo jeśli będzie ukryty w Jej Sercu Ona sama prowadzić go będzie na najwyższe szczyty doskonałości. Na niwie jego prac nie będzie kąkolu, ale ziemia i orka jego wysiłków apostolskich wyda plon stokrotny, żniwo będzie obfite, a chwała Moja rosnąć będzie, żyć będzie, chwała Moja nie będzie umierać.

Wierzcie w to wszystko co mówię. Wierzcie, żem jest życiem, wierzcie, że żyję w was, wierzcie, że dusza nie umiera tak jak Ja nie umieram, wierzcie w żywot wieczny, w życie wieczne.

Zastanówcie się nad tym słowem "wiecznie". Cokolwiek czynicie, czyńcie z tą myślą, że jest wieczność. Skoro się obudzicie, niech pierwsza wasza myśl będzie, że macie Ojca we Mnie, który jest wieczny, że wszystko co jest na ziemi ulega zniszczeniu, zamarciu. Nie przywiązujcie się do ziemi, nie przywiązujcie się do życia doczesnego, bo życie na tej ziemi jest chwilą, mniej niż chwilą: to się kończy. Skończą się cierpienia, skończą się tytuły, skończy się materializm, dobrobyt i nędza się skończy. - Myśl wasza niech zawsze będzie skierowana w życie wieczne.

Ułóżcie sobie życie tak, abym w każdej chwili, o każdej godzinie mógł was zawołać, abyście przyszli do Mnie! A najgorętszym Moim pragnieniem jest to, abyście gdy przyjdę po was, nie byli w śmierci, ale żyli, to znaczy, aby dusza wasza żyła życiem Moim. Bo kto żyje we Mnie, ten nie umiera. Jeśli będziecie tak żyć, to dusze wasze zabiorę w objęcia Moje i zanieść Sam przed tron Ojca Mego i powiem: "Ojcze Mój, oto są synowie Serca Mego, oto są dzieci, które żyły życiem Moim". Każdą waszą ofiarę, każdy wasz wysiłek wynagrodzę tysiąckroć, i nie przychodźcie sami, ale przychodźcie z całym orszakiem dusz żyjących, aby żadna dusza nie musiała być potępiona, aby żadna dusza nie była w czyśćcu, aby nie musiała tam z siebie zrzucić skorupy śmierci i cierpieć dlatego, że mało była dla Mnie, ale często była w letargu, często była w zamarciu, że musiałem ją wskrzeszać, aby żyła we Mnie.

Kapłani, synowie Moi, idźcie na przebój, nie zważajcie na nic, chociaż stopy wasze będą skrwawione, chociaż będziecie musieli iść drogą Golgoty, którą Ja szedłem, nie zrażajcie się. Krew Moja będzie wam pomagać i wzmocni was. Kąpcie się w Krwi Mojej i kąpcie dusze wam powierzone. Krew Moja odradza, Krew Moja daje życie, Krew Moja wybieli was, że szaty duszy waszej będą jak śnieg bielejące, takie jakie Ja miałem, gdy wstępowałem do Nieba, i wy w szatach tych również wstąpicie do Domu Ojca Mego, gdzie Królestwa Mego nie ma końca. Będę się chlubił wami jako Wódz, żeście walczyli wraz ze Mną o dusze, aby żyły i nie były umarłe, a zatoniecie w całej Trójcy Naszej Świętej i śpiewać będziecie pieśń miłości, pieśń żyjących we Mnie, i będziemy żyli jako jedno i nic już nas nie rozłączy, bo miłość większa jest jak śmierć, bo kto kocha, ten nie umiera, ale żyje we Mnie - żyje we Mnie i żyje Mną, przeze Mnie w drugich i żyć będzie po wieczne czasy, bo żywot jest wieczny, a wy wierzcie w ten żywot wieczny.

Amen

Amen - to znaczy, niech się tak stanie.



24 lipca 1952 r.

= = = = =



/Na początku powiedział Pan Jezus, że "ten kapłan, który będzie te słowa pisał, może pytać się o wiele, a będą mu rozwiązane tajemnice dogmatyczne, których księgi mu nie objawiają i będzie wtajemniczony w tajemnice Moje"/

Ksiądz pyta się, jak należy właściwie rozumieć słowa "O cokolwiek prosić będziecie Ojca Mego w Imię Moje, dam wam" [J 16,23]. Przecież nie zawsze Pan Jezus daje mimo wiary i mimo gorącej i ufnej prośby w Imię Jezusa.

Odpowiedź:

Nie dałem im tej łaski o którą prosili, bo byłaby złą dla ich dusz, ale dałem i łaskę ukrytą dla dusz ich pożyteczną. W tej chwili nie widzieli tej łaski, ale każdy prawie przekonał się, że nieraz to, o co prosili gwałtownie, wyszłoby im to na złe. Potem przekonali się, że to o co tak natarczywie prosili, a nie otrzymali to było dla nich pożyteczne. Nigdy modlitwa proszącego nie idzie na marne. Nie dam łaski tej, daję łaskę inną im, a często daję łaski innym przez ich modlitwę. Ci inni więcej potrzebowali łaski w danej chwili i często modlitwa proszącego o łaski dla siebie przemienioną jest nawet na całe kraje, na wielką liczbę dusz i otrzymują łaski przeważnie dla swoich dusz. Dusze ich byłyby zginęły, gdyby nie natarczywa modlitwa tego, co prosił dla siebie i ofiara z tego, że nie otrzymał. Odszedł ode Mnie zasmucony, nie wiedząc o tym, że powinien się bardzo cieszyć, że stał się często współodkupicielem. Modlitwa jego złączona z Krwią i Męką Moją była wybawicielką dusz z piekła i wydobywająca z paszczęki szatańskiej dusze takie, które na ziemi wiele radości Mi przynoszą, a potem w wieczności śpiewać Mi będą pieśń Chwały Mojej. Dusza ta - /prosząca/ przyszła do Mnie po pociechę, przyszła Mnie prosić o chleb codzienny, a Ja dałem jej chleb żywota, nie tylko jej ale i tym, którzy byli głodni, nędzni, odarci z piękności, w łachmanach. Ja ich przyodziałem w łaskę, Ja im dałem chleb żywota, nakarmiłem ich Sobą i ten proszący nie wiedząc o tym, jak wielką łaskę ode Mnie otrzymał, jest często smutny. Ale niech cieszy się tym, że gdy przyjdzie tu do Mnie, nie przyjdzie sam, ale przyjdzie z całymi hufcami dusz, które zawdzięczać będą jego modlitwie i ofierze szczęście wiekuiste. Gdyby każdy proszący o tym wiedział, jaka potęga jest w modlitwie i co znaczy modlitwa, modliłby się bezustannie, bez względu na to, czy otrzyma, czy nie otrzyma tej łaski, o którą prosi. A tym bardziej, jeżeli prosi w Imię Moje. On prosi w Imię Moje dla siebie, a nie wie o tym, że Imię Moje zapisuję w sercach innych i Ja przez taką duszę, żyjąc w niej, żyję w innych, bo kto jest zapisany w Sercu Moim, a Ja zapisany w sercu jego, ten jest życiem Moim, bo Ja żyję w nim, a on żyje we Mnie.

Nie tylko ta dusza sprawia, że żyję w drugich duszach, ale często modlitwy tej duszy przechodzą na dusze zmarłych i ona wybawia dusze z czyśćca. Jest bielidłem, które wybiela najokropniejsze brudy w jaśniejącą piękność. Daje Mi jakoby chustę św. Weroniki, że Ja mogę Swoją twarz odbić na nich /na tych duszach/. Duszy tej proszącej daje Oblicze Swoje a przez Oblicze Moje będą inni zbawieni.

/Teraz słyszę głos:/

Dobrze, że ten kapłan pytał się o to i niech ten temat głoszą duszom w konfesjonałach, a dam im światła, że cokolwiek nie będą mogli wypowiedzieć, Ja będę mówił za nich.

Pragnę bardzo, aby Imię Moje i Imię Mojej Matki było bardzo rozpowszechniane. /teraz słyszę:/ Niech wymawiają te słowa:

"Niech będzie uwielbione Imię Jezusa i Maryi Niepokalanej". Niech Kościół potwierdzi i nada odpust. Ktokolwiek będzie wymawiał te słowa otrzyma wiele łask a szczególnie w niebezpieczeństwie życia i w godzinie śmierci. Odpust powinien być zupełny. Bardzo ważne w godzinie śmierci.

/Na początku słyszałam, że św. Tomasz z Akwinu powie tu wiele rzeczy tajemnych/.

A niech się kapłani i dusze nie dziwią, że święci przemawiają, bo to jest "świętych obcowanie". Chcemy przemawiać i zbliżyć się do was. Każda dusza żyjąca w Niebie /tzn. że tam nie umierają - żyją/ w im większej świętości była tu na ziemi, w im większym zjednoczeniu z całą Trójcą Świętą na ziemi, w tym większym zjednoczeniu jest tu w Trójcy Naszej. Przez Pryzmat całej Trójcy Naszej, Naszej Świętości, Naszego Bóstwa, staje się odzwierciedleniem Naszym i przez zwierciadło Nasze ma ten dar uczestnictwa Naszego, że może udzielać Naszych tajemnic innym, w stopniu tym w jakim pogrążona jest przez doskonałość swoją /przez łaskę Bożą/. W im większej była tu łasce na ziemi i świętości, bo tu na ziemi jest dużo więcej świętych przez wielkie zjednoczenie Nasze niźli w niebie. /tzn. że na ziemi jest wiele dusz w większej świętości aniżeli wielu świętych w niebie./

/Podczas obiadu Siostra słyszy głos:/

Najwięcej cieszę się z tych dusz, które wybieliły się w Krwi Mojej, bo to są dzieci, które najwięcej kosztowały Mnie i Krew Moja nie była wylana na darmo.

Pytanie:

W jakim znaczeniu należy rozumieć, że Pan Jezus przy ostatniej wieczerzy przeistoczył Siebie w chleb i wino?

Odpowiedź:

Dla zmysłów jest chleb i wino, ale to jest tylko postać, to Jestem Ja Żywy i Obecny. Ten, który przyjmuje Mnie, widzi tylko chleb i wino, tzn., że on spożywa tylko jakoby tą postać, a w rzeczywistości przyjmuje Mnie.

Pytanie:

Ale gdy mówimy, że Pan Jezus przeistoczył chleb i wino, mówimy to w ścisłym znaczeniu. Natomiast, gdy mówimy, że Pan Jezus przemienił Siebie w chleb i wino, nie możemy powiedzieć w znaczeniu ścisłym, bo Pan Jezus nie przemienia się w chleb.

Odpowiedź:

To powiedz, że przyjąłem postać chleba i wina.

Ponieważ Pan Jezus powiedział, żeby się pytać o wiele, stawiamy pytanie:

Dlaczego Bóg dopuszcza do cierpienia dzieci maleńkie?

Głos:

A rzeź niewiniątek?

Pytanie:

Lecz dlaczego Bóg dopuścił do rzezi niewiniątek?

Głos:

Często dzieci cierpią za grzechy ojców. A dlaczego cierpią? Bo ci starsi często nie przyjęliby tego cierpienia, tylko by bluźnili i większą karę ściągnęliby na siebie. Cierpienia dzieci, to ofiara całopalna, ale wielką chwałę przynosi całej Trójcy Naszej. Jest to najprzedniejsza woń kadzideł, jaka wonieć może przed Obliczem Naszym i całym Niebem. Już w Starym Zakonie jako symbol zabijali baranka, który oznacza niewinność, jako zadośćuczynienie za grzechy. Ofiara musi być zawsze dopełniona jako zadośćuczynienie. Ja tak samo cierpiałem jako dziecię bardzo wiele, a mógłbym cierpieć tylko na krzyżu, a cały czas nie cierpieć. Już cierpiałem od samego wcielenia, bo byłem okupem dla całego świata. Cierpiałem za grzech pierworodny, tzn. za winy ojców. Cierpiałem za grzechy przeszłe /za grzech pierworodny i wszystkie, które popełnione były do czasu wcielenia/. Cierpiałem za grzechy obecne i przyszłe i trwające dotąd i aż do skończenia świata jako ciągła całopalna ofiara. A że byłem Bogiem, a zarazem Człowiekiem bez grzechu, tym przyjemniejsza była ofiara Ojcu Mojemu, bo była to ofiara niewinna. Tak samo i dziecko jest niewinne. Dlatego ofiara jego jest przyjemniejszą i zasługującą tak że ono cierpi za grzechy ojców i jest już jakby zadośćuczynieniem już naprzód, jest jakby gromochronem od nieszczęść, które mogłyby spaść na jakąś rodzinę, albo świat. A często jego ofiara osłania bardzo wielu od wszelkich nieszczęść i jakby zapobiega grzechom innych starszych, bo zawsze musi być ofiara i zadośćuczynienie, aby szala sprawiedliwości i miłosierdzia była wygórowana. Dlatego i na niewinnych i na dusze wybrane o wiele więcej zakłada się cierpień niż na dusze grzeszne, bo niewinność i miłość, ta najwięcej umie trwać pod krzyżem. Już Matka Moja jako Niepokalana i sama niewinność stała w cierpieniu pod Krzyżem tak samo jak umiłowany syn Mój Jan. Tam już było pewne zadośćuczynienie za tych, co nie chcieli i nie chcą cierpieć. Na grzeszników ciężkich mniej się nakłada cierpień, bo nie ma tej łaski i często przez grzech nie rozumieją /bo dusze ich są zaćmione/ co jest cierpienie i w grzechach swoich pogrążeni jeszcze więcej by obrażali Majestat Nasz i bluźnili. Dopiero szala niewinności innych, którzy cierpią, ta równoważy Naszą sprawiedliwość i wyprasza wiele nawróceń tych, którzy są ciemni, a anioł światłości nie może dotrzeć do ich ciemni.

Pytanie:

Lecz czy Bogu nie jest potrzebna do ofiary wolna wola? A dzieci jej nie mają. Przecież o wielkości i wartości ofiary stanowi miłość, a to może być tylko tam, gdzie jest wola.

Głos:

Ścinamy te kwiaty bez ich woli, bo to są najprzedniejsze pierwociny miłości. Gdyby te dzieci już doszły do rozumu i miałyby wolną wolę, nie oddałyby Nam tego, a przeciwnie, mogłyby się stać obrazą Majestatu Naszego. A gdy są jeszcze niewinne, więc są jak te kłosy, które ścięte, skłaniają jakoby swe pochylone głowy i pozwalają ścinać się, wiązać i robić ze sobą, co kto zechce. Tak samo dziecię. Nie rozumiejąc jeszcze co to jest wolna wola, nie umie jeszcze stawiać oporu, jest tym najprzedniejszym kłosem, i najpiękniejszą ofiarą miłości. Często jest dla ich dusz bardzo to pożyteczne, i one przez swoje cierpienie już naprzód urabiają się, a raczej My przez łaskę Swoją urabiamy ich, aby były mężne w boju i przeważnie takie dusze stają się silne w cierpieniu i w miłości i są to latorośle z drzewa Naszej miłości i z takich dusz najwięcej jest świętych, którzy zaludniają Nasze mieszkania Niebieskie, dopomagając już tu na ziemi, gdy żyją, w rozszerzaniu Królestwa Bożego, a w Niebie są największymi pośrednikami między ziemią a Naszymi przestworzami w Krainie Szczęścia, gdzie wieczna Chwała Nasza jest głoszona.

Pytanie:

O ile jednak te cierpienia dzieci wprawdzie niewinnych, ale bezwolnych, niezdolnych jeszcze do miłości - stanowi w oczach Bożych jakąś wartość?

Głos:

Pokrywa niewinność

Drugie pytanie:

Podczas ostatniej wojny i okupacji hitlerowskiej w Polsce dwoje młodych ludzi bardzo pragnęło się pobrać, ale z powodu przeszkód stawianych przez władze hitlerowskie nie mogli wziąć ślubu kościelnego. Z powodu młodego wieku narzeczonej musieliby czekać jeszcze kilka lat. Wtedy przyrzekli sobie - zupełnie prywatnie bez świadków - wierność dozgonną oraz to, iż odtąd będą uważać siebie za męża i żonę, chociaż do czasu zawarcia publicznego ślubu w kościele nie mieli zamiaru żyć wspólnie, ani korzystać z praw małżeńskich. Powstaje pytanie, czy on jest wolny, czy też obowiązuje ich ta przysięga, którą sobie prywatnie złożyli i czy wobec Boga ich małżeństwo jest ważne?

Odpowiedź:

Tak, jest ważne. Małżeństwo to jest kontrakt, a Kościół tylko błogosławi. Tu zaszedł już związek ich woli, który Kościół tylko błogosławi. - Do Mego namiestnika niech się udadzą /tzn. do Papieża/ - on to rozstrzygnie.

Dużo idzie do ołtarza, a nie mają tej wolnej woli. Wobec Nas związek ten nie jest znaczący.

Wiele rzeczy moralnych bierze się na ziemi inaczej, aniżeli My to pragniemy, aby było wykonane. Dlatego księża, którzy wykładają teologię moralną, niech się zwracają z wielką pokorą o łaski Ducha Świętego, bo wiele rzeczy mogą wypowiedzieć tak, jak My nie pragniemy, aby były wypowiedziane. Bo w dogmatycznych sprawach mogą się mniej pomylić, ale w moralnych, gdy nie mają sami pokory i nie opierają się na Duchu Światłości, mogą wiele sprzecznych rzeczy dokonać, z których My nie mamy żadnej chwały. Ci, co wykładają młodym pokoleniom teologię moralną, niech starają się najpierw przez wielkie umartwienie i ofiary dawać chleb mądrości innym.

Siostra pyta: Co to jest chleb mądrości?

To znaczy pokarm, którym żywi słuchaczy ten, który wykłada i wlewa w nich mądrość Mądrości Naszej. Niech stara się taki kapłan dawać młodym duszom taki chleb bardzo ostrożnie, bo dla wielu młodych serc, mniej podatnych, stają się rozterką i często szatan nastawia im różne zawikłania, co czyni ich niespokojnymi, i zamąca ciszę i spokój ich młodych serc. Po każdym wykładzie kapłan powinien się pytać najpierw, czy wszystko co mówił jest zrozumiałe i czy który z słuchaczy nie ma niepokoju sumienia, bo tylko tam gdzie jest pokój, tam Ja Jestem. We wszystkich rozterkach Mnie nie ma i wiedzcie o tym, że duch ciemności ciągły stacza bój ze Mną, między pokojem a rozterką. Gdzie jest cisza, tam jest łaska Moja. Dlatego każdy kapłan powinien, który chce pracować nad duszami i być zastępcą Moim w konfesjonale, skłaniać przede wszystkim dusze do wielkiego pokoju.

Przy narodzeniu Moim hufce anielskie śpiewały: "Pokój ludziom dobrej woli" [Łk 2,14]. Po zmartwychwstaniu Moim witałem zawsze Moich najukochańszych tymi słowami: "Pokój wam" [J 20,19]. W liturgii pragnę, aby jak najwięcej były wymawiane słowa: "Pokój z wami". "Pokój Mój"!



= = = = =

Komentarz: Treść przepisana ze starego maszynopisu. W nawiasach kwadratowych dodane zostały przypisy z Biblii oraz tekst uzupełniający aby ułatwić zrozumienie treści. Nawiasy ukośne są oryginalne z maszynopisu. Jak można zauważyć cytowane przez siostrę Medardę wersety z Pisma Świętego pochodzą ze starego przekładu księdza Jakuba Wujka, natomiast przypisy w nawiasach kwadratowych zostały dodane w oparciu głównie o przekład Biblii Tysiąclecia 4 i 5 wydanie (dziś oficjalny przekład liturgiczny w Kościele Katolickim), dlatego mogą się różnić sformułowaniami a w jednym przypadku nie pokrywają się numery np w przekładzie Biblii Tysiąclecia w Księdze Syracha jest werset [Syr 24,18] i to na marginesie, natomiast w przekładzie ks. Jakuba Wujka jest inna numeracja oraz nawet inna nazwa księgi czyli Księga Eklezjastyka [Ekli 24,24-25] - w tym przekładzie nie wyrzucono tego wersetu na margines.

INNE ORĘDZIA S. MEDARDY (ZOFII WYSKIEL) PRZECZYTASZ TU: http://www.duchprawdy.com/medarda.htm



www.duchprawdy.com