MAGNIFICAT

ANIOŁ PAŃSKI

ŚPIEWNA DZIEWICA


Siostra Medarda (Zofia Wyskiel) 1893-1973

Orędzia Trójcy Świętej i Matki Bożej do Kapłanów i osób poświęconych Bogu (Poznań 1943-1971)


1 maja 1943 r.

Bądź pozdrowiona Maryjo!" [Łk 1,28]

Tymi słowami przywitał Mnie najwyższy Archanioł Gabriel, posłaniec z tronu Trójcy Przenajświętszej. Wtedy, gdy byłam pogrążona w największej modlitwie, w uniżeniu najgłębszym, błagałam Boga o przyspieszenie tak wielkiej chwili, w której by zesłał Syna Swego na świat w celu odkupienia ludzkości, która jakby była pogrążona w głębokim śnie, wśród strasznych ciemności, tęskniąca za wybawieniem z niewoli szatańskiej. Modlitwa Moja była tak silna i tak wołająca do Boga, że błagałam, aby przerwały się Niebiosa i spuściły Tego, który ma odrodzić świat, wyzwolić go z grzechu.

Wiedziałam o tym, że gdy przyjdzie Ten Bóg Wyzwolenia, będzie strasznie cierpiał. /Wiedziałam o tym z proroctw./ Jakkolwiek kochałam Boga miłością tak wielką, nie zważałam na to, że będzie cierpiał i Sama na wszystkie męczeństwa bym się oddała, aby tylko odkupić świat i Ojciec Przedwieczny był uwielbiony. Uniżyłam się w przepaści nędzy Swojej, chciałam być najniższą sługą tej Pani, z której się narodzi Wielki Król i Wyzwoleniec narodu.

Gdybym była znała dokładnie tę mękę i cierpienia Boga na Krzyżu i Matki Jego pod Krzyżem, gdybym widziała śmierć i tę straszną mękę Boga i Syna Swego. /Przeczuwałam ją wprawdzie z proroctw, ale nie znałam jej okropności w szczegółach./ Załamałabym się może, że przyspieszyłam tę chwilę przez modlitwy Swoje, gdyby nie to, że wiedziałam, że za cenę tych cierpień Boga i jego Matki, świat ma być odkupiony. Będąc rozmodlona, odczuwałam, że Bóg przyspiesza chwilę zesłania Syna Swego na ziemię.....

Tak rozmodlona, byłam w jednym zachwycie i wtedy ujrzałam anioła w wielkiej światłości, który ukazał Mi się, wymawiając słowa wyżej przytoczone „Bądź pozdrowiona Maryjo, łaskiś pełna”. Serce Moje było przepełnione wielka pokorą i tak wielką miłością, że w niemym zachwycie słysząc te słowa, lęk Mnie ogarnął.

/Wizja anioła, który w swej piękności przedstawia się jak bóstwo./

Anioł uspokajając Mnie, powiedział: „Nie bój się, Maryjo! Oto poczniesz i porodzisz Syna, a nazwiesz imię Jego - Jezus” [Łk 1,30-31]. Nie mogłam zrozumieć słów anioła, skoro poświęcona byłam dziewiczości. Anioł odezwał się: „Duch Święty zstąpi na Ciebie, a Co się z Ciebie narodzi Świętym Jest[Łk 1,35]. Słysząc te słowa odpowiedziałam: „Oto Ja Służebnica Pańska, niech Mi się stanie według słowa Twego[Łk 1,38]. Chcę tutaj wypowiedzieć światu, jak bardzo modlitwa Anioł Pański Mi się podoba i jak bardzo pragnę, by Mnie pozdrawiano po trzykroć dziennie, przypominając Mi wielkość łask, które odebrałam od Boga przez uniżenie i modlitwę natarczywą.

Przez tę modlitwę nie tylko ściągnęłam łaski na Siebie /anioł wyraził je słowami „łaskiś pełna”/, ale ściągnęłam samego Boga, który uniżając się wcielił się we Mnie za pośrednictwem Ducha Świętego.

Chcę, aby wypowiedziane to było dla dusz, że uniżenie i modlitwa czynią Boga uległym na nasze pragnienia. Bóg widząc uniżenie nasze, Sam zniża się do naszych pragnień....

8 maja 1943 r.

Dusza modląca się i uniżona może być tak samo „łaski pełna”, jak Ja, gdyż przepełniona jest Bogiem. Bóg widząc wielkie uniżenie duszy, napełnia ją Sobą i daje jej wszystkie łaski, które są potrzebne dla niej samej i wszystkie łaski, które są potrzebne dla drugich przez jej działanie, i dla całego świata. Modlitwa ma to w sobie, że jeżeli się modlimy z wiarą, uniżeniem, czyni takie cuda, jakich Syn Mój dokonywał w cudzie rozmnażania chleba. Tam nie było nic oprócz kilku rybek i kilku bochenków chleba, ludzi było kilka tysięcy. Dla Boga to nic nieznaczące, jaka ilość ludzi i jaka ilość chleba. On widział niedostatek i głód... Tak samo jest z modlitwą.

Gdy widzi Bóg niedostatek i głód – niedostatek to nędza człowieka, a głód to pragnienie łaski, wtedy jakby łamie ten chleb i rozdaje aż do nasycenia, by wszyscy się nasycili i jeszcze zostało /tak jak pozostałe kosze ułamków chleba/.

Dusza modląca się z wiarą jest potęgą i chodzącym cudem. Gdy nie ma nic, gdy jest nędzą samą, wtedy jest potężną Potęgą Boga, podatną na rozmnożenie w niej nadzwyczajnych łask i cudów, tak jak rozmnożony był ten chleb przez cud Mego Syna. Dusze najniższe w oczach swoich, dusze niemające nic, będące same miłością i tak też ocenione przez drugich, to najlepsze fundamenty do wykonywania największych cudów w nich i przez nich. Każda dusza modląca się z wiarą ślepą już sama przez wiarę i ślepotę ma w sobie pokorę. Wierzy ślepo, nie rozbiera ani swoich cnót, czy godna jest być wysłuchana, ani nie rozbiera swoich wad, czy nie jest godna być wysłuchaną, ale ślepo rzuca się w objęcia Boga. Bóg widząc takie uniżenie, widząc próżnię w tej duszy, to znaczy, że nie ma tam miłości własnej, ale tylko utkwiony wzrok na ślepo w Potęgę Boga, wciela się w duszę, podobnie jak wcielił się we Mnie. Dusza jest jakby magnesem, który ściąga Boga do siebie.

Dusza, która się modli, jest „łaski pełna" i Bóg wciela się w nią i wtedy powiedzieć można „Pan z Tobą", tak jak Mnie powiedział Archanioł.

O tak! Pan Mój i Bóg Mój, Miłość Moja był ze Mną. Wcielił się we Mnie i przeistoczył Mnie w Siebie. Byliśmy wtedy jedno. Stałam się tak przepełniona Bogiem, że w Sercu Moim i we Mnie całej nie było jednej komórki, jednego tchnienia, które by nie było zapełnione Nim. Dusza Moja tak przeistoczona wzniosła się ponad wszystkie chóry anielskie, ponad wszystkie ziemskie twory. Rozradował się Duch Mój we Mnie... Śpiewałam hymn pochwalny ku czci całej Trójcy Świętej wołając: „Uwielbiaj, duszo Moja Pana i rozradował się duch Mój w Bogu, Zbawicielu Moim” [Łk 1,46-47]. To było pierwsze Moje "Magnificat" niewypowiedziane słowami, lecz dusza Moja była rozśpiewana. Dlatego kazałam ci dać tytuł „Śpiewnej Dziewicy”.

Tak! Byłam Śpiewną Dziewicą. Śpiewną Królową. Śpiewała dusza Moja, śpiewało Serce Moje, a ze Mną śpiewało Niebo całe, cała przyroda, każdy kwiat jakby nachylał się ku Mnie, łącząc się z Moją rozśpiewaną duszą, wychwalając Boga Przedwiecznej Miłości, wołając „I rozradował się duch Mój w Bogu, Zbawicielu Moim”. Byłam jakby w jednym upojeniu miłości. Widziałam wtedy cały świat i wszystkie dusze, które przez uniżenie swoje, przez modlitwę, przez serce złączone ze swoim Stwórcą śpiewać będą tę samą pieśń - te same pieśni miłości, które Ja śpiewałam.

Każda dusza, która kocha, uniża się, jest pieśnią miłości swego Stwórcy, tak, że dusza śpiewa Bogu: „Rozradował się duch mój w Bogu i Zbawicielu moim..."

9 maja 1943 r.

Dlaczego się rozradował duch Mój? Oto, dlatego, że był „w Bogu, Zbawicielu Moim”. „Słowo stało się Ciałem” [J 1,14] i zamieszkało we Mnie. Gdy Słowo stało się Ciałem i zamieszkało we Mnie, wtedy Bóg dał Mi Siebie, Swoje Bóstwo, a Ja dałam Swoje ciało. Byłam tak głęboko złączona, że byliśmy jedno! To przeistoczenie pogrążyło Mnie w tak wielkim zachwycie, w takim upojeniu miłości.....

I wtedy dopiero zrozumiałam w pełni całej te słowa: „A Duch Święty zstąpi na Cię, a Co się z Ciebie narodzi, Święte Jest”.

Jakkolwiek czułam się zawsze niegodną wobec Boga i gdy Archanioł powiedział Mi powyższe słowa, odpowiedziałam: „Oto Ja Służebnica Pańska, niech Mi się stanie według słowa Twego”, tak w chwili poczęcia Boga czułam, że to, co powiedziane było przez Archanioła, „Co się z Ciebie narodzi, Święte Jest”, stało się prawdziwe, stałam się Świętością przez Świętość Boga poczętego we Mnie. Pan był ze Mną.

Dusze, które przyjmują Syna Mego w Komunii Świętej, mogą śpiewać to samo, co Ja śpiewałam, bo wtedy Bóg wciela się w nich. One stają się Jego przybytkiem, tak jak Ja stałam się Świętym przybytkiem Jego Świętości. Pan mieszka w nich, a one mieszkają w Panu....

Każda dusza, która by, choć raz zrozumiała, Co przyjmuje, Kogo przyjmuje, że Bóg Święty nad Świętymi, Bóg Stworzyciel Nieba i ziemi i Potęga, który może takich światów i Niebios stworzyć tysiące tysięcy, że Ten Bóg uniża się, wchodzi w nędzne serce człowieka, przeistacza go, czyni Samego Sobą, to jest Świętością Swoją, wtedy upadłby na twarz przed tym wielkim Majestatem, korzystał [by, przyjmując Jezusa w Komunii Św.], aby się stać świętością, [mimo] że jest nicością i tylko małym lichym stworzeniem, niezasługującym nawet na spojrzenie Boga, a jednak [dusza] przeistoczona w Świętość śpiewałaby razem ze Mną ten cudny hymn „Magnificat" [Łk 1,46-55].

Dusze przeistoczone, przebóstwione, szłyby przez życie bez względu na wszelkie cierpienia i ofiary na śmierć męczeńską, na rozlewanie krwi, aż do ostatniej kropli, potężne Potęgą Samego Boga, płonące płomieniem Miłości Przedwiecznej, święte Świętością Świętego.....

/Od siostry Medardy: Mówiąc to, czuję, że wszelkie władze umysłowe we mnie jakby zamarły. Widzę i słyszę wszystko, a jestem jakby nieobecna na ziemi. Czuję, że pogrążona jestem w Bogu, w Istocie Świętej nad Świętymi. Ten stan pierwszy raz się u mnie pojawia i trwał tylko w chwili wymawiania słów: „Potężna potęga Samego Boga, płonące płomieniem Miłości Przedwiecznej, Święte Świętości Świętego”. Była to chwila jakby utraty przytomności i nieobecności na ziemi. Zdawało mi się na chwilę, że umarłam, było to przeżycie bardzo piękne./

15 maja 1943 r.

A Słowo stało się Ciałem”.... [J 1,14]

W duszach takich przejętych, przepełnionych Bogiem, Bóg staje się Ciałem, tak jak stał się Nim we Mnie i mieszka w nich. Wtedy spełniają się słowa Archanioła „Pan z Tobą”, Bóstwo stało się człowiekiem, Słowo stało się Ciałem, Pan zamieszkał we Mnie. Tak samo mieszka w duszach po Komunii Świętej "Pan z Tobą"... Dusze, gdy mają Pana swego, niech idą przez życie spokojne! Bo jeśli Pan z wami, któż przeciwko wam? Mój Pan i Bóg był ze Mną, dlatego byłam nieustraszona. Szłam przez ciernistą drogę kalwaryjską, przez życie całe.

Na wspomnienie to, że dałam życie Dziecięciu, które ma się ze mnie narodzić, a życie Jego będzie jednym cierpieniem, równocześnie już szłam przez drogę cierpienia Pana i Boga Mego. Anioł mówił mi dalej: „Błogosławionaś Ty między niewiastami” [Łk 1,28]. Tak byłam błogosławiona między niewiastami, bo takiej łaski, którą otrzymałam, żadna z niewiast nie otrzymała. Byłam wybranką Boga Ojca, Jego Najukochańszą Córką. On wybrał Mnie na Matkę Swego Syna i błogosławieństwo Jego spoczęło na Mnie. Bóg Ojciec dając mi to błogosławieństwo Jego, przelał je we wszystkie dusze. Stając się Matką Syna Jego, stałam się Matką dusz.

Każdy, kto z wiarą mówi: „Błogosławionaś Ty między niewiastami”, co znaczy błogosławiona między duszami, napełnia Mnie wielką radością. Cieszę się niezmiernie, że mogę błogosławieństwo Boga Ojca przelać w każdą duszę, a szczególnie w dusze dobrej woli, które z uwagą i miłością wymawiają słowa i pozdrawiają Mnie nimi trzykrotnie dziennie. Wtedy, gdy z wiarą się tak modlą, „Słowo staje się ciałem” także w nich i Jezus, Syn Mój zamieszkuje i są z Nim zjednoczone przez Komunię duchową.

21 lipca 1943r.

Wtedy, gdy „Słowo stało się Ciałem” we Mnie, zaśpiewałam hymn: „I rozradował się Duch Mój w Bogu, Zbawicielu Moim”. Ten hymn zaśpiewałam nie dla Siebie, ale dla całego świata. Od tej chwili stałam się Śpiewną Dziewicą. Rozradował się Duch Mój w Bogu, Zbawicielu Moim, nie tylko, jako w Zbawicielu świata całego, ale rozradował się Duch Mój w całej Trójcy Świętej: w Bogu Ojcu, Synu i Duchu Świętym. Uwielbiałam wtedy Potęgę i Miłość Ojca Przedwiecznego, dziękowałam tysiąckrotnie, że Mnie wziął za Córkę Swoją. Rozkosz Moja stała się wielką, że stałam się Córką Ojca, a równocześnie Matką Jego Syna i Oblubienicą Ducha Świętego. Jako Oblubienica Ducha Świętego doznałam tak wielkich łask w tej chwili światła i przeistoczenia w całej Trójcy Świętej, a Duch Święty to uczynił, gdyż we Mnie narodziło się światło ziemi, to jest Jezus, który stał się Drogą i Żywotem /to jest to światło/.

Śpiewałam bez przerwy: „Uwielbiaj, duszo Moja Pana”. Dusza Moja w tym hymnie uwielbiała całą Trójcę Świętą we wszystkich tworach Nieba i ziemi. Dusza Moja uwielbiała Trójcę Świętą we wszystkich chórach anielskich, we wszystkich świętych. Całe Niebo śpiewało ze Mną: „Uwielbiaj duszo Moja Pana”.

Dusza Moja uwielbiała Go w całej ziemi, we wszystkich gwiazdach, w słońcu, w szumie i powiewie wiatru, w falach morskich, w powietrznych ptakach, począwszy od orła wznoszącego się ponad obłoki, aż do najmniejszej muszki, najmniejszego atomu ziemi, we wszystkich płodach tej ziemi, w szumiącym kłosie złocistych łanów, w kwiatach polnych i w tym przecudnym obramowaniu łąk. Była to jedna pieśń pochwalna, była to muzyka, która grała na strunach Serca Mego, a echo tej harmonii dźwięków odbijało się w Sercu Troistego Boga i hymn ten roznosił się w całym Niebie, na całej ziemi i pod ziemią.

Dla [Mnie] nie trzeba było czekać na narodzenie Syna Bożego. Jam Go już widziała i odczuwała Jego obecność. Serce Moje, tak wezbrane radością, że nie mogłam powstrzymać się, aby podzielić się z kimś i wylać swą radość. Dlatego porwana duchem lotności pobiegłam do świętej Elżbiety, aby podzielić się radością Moją i z nią podzielić jej radość zapowiedzianych narodzin św. Jana, poprzednika Mego Syna.

Przez trzy miesiące byłam u św. Elżbiety. Tam była jedna pieśń miłości Bożej złączonej ze stworzeniem. Przez złączenie tej miłości oddawałyśmy się wzajemnie uczynkom miłosierdzia. Ja służyłam jej, jako swej krewnej, staruszce, a ona odwdzięczała Mi się miłością.

Jest to przykład dla dusz oddających się wysokiej kontemplacji. Im więcej dusza złączona jest z Bogiem, im więcej rozradowana w Nim, tym więcej czuje potrzebę wylania tej miłości i oddania bliźniemu.

Dusza, która kocha i przez miłość doszła do zjednoczenia najściślejszego z całą Trójcą Świętą, nie może być obojętna i zimna dla bliźnich. Im więcej rozradowana w Bogu Stworzycielu swoim, tym więcej oddana miłości dla drugich.

Dusza, która otrzymała te łaski, musi iść przez życie śpiewając, wlewać, oddawać to, co ma, drugim, a przede wszystkim najbiedniejszym, najwięcej potrzebującym opieki, serca i ciepła, potrzebującym miłości macierzyńskiej, takiej, jaką Ja wtedy posiadałam, jako Matka Syna Bożego.

Dusza im więcej zjednoczona z Bogiem przez kontemplację, będzie tym więcej odczuwała potrzebę dawania swego serca drugim, jako matka. Bo i Bóg, jako Ojciec powiedział te słowa: „Azali nie chciałem zgromadzić, jako kokosz kurczęta Swoje” [Mt 23,36].

Żal za Jeruzalem" /„Ile razy chciałem zgromadzić dzieci Swoje, jako kokosz kurczęta swoje pod skrzydła, a nie chciałeś”/ znaczy, że i Bóg nazwał się Matką, bo serce matki przewyższa wszelką inną miłość.

/Od siostry [Medardy]: Miłość każda, która jednoczy serca tu na ziemi, nosi w sobie pewne cechy miłości macierzyńskiej, np.: miłość małżeńska; zwykle w stosunku wzajemnym jest miłość ojca i matki, w stosunku do dzieci również miłość ojca i matki. W stosunku do otoczenia czy w zgromadzeniach, czy w jakimkolwiek związku, gdzie nie ma miłości macierzyńskiej, próżna jest praca, bo zostaje tylko egoizm i miłość własna/.

26 lipca 1943 r.

Wiele [chwały] Mi się oddaje, kiedy Mnie czczą, jako Dziewicę, ale jeszcze większą chwałę przynosi mi miano, w którym nazywają Mnie Matką, Matką i Dziewic. Bo wtedy, gdy Anioł Pański zwiastował Mi: „Oto poczniesz i porodzisz Syna” [Łk 1,31] i stałam się Matką Boga, wtedy „rozradował się Duch Mój w Zbawicielu Moim”. Jako Dziewica dziękowałam za tę łaskę wielką, że należę tylko do Niego, ale takiego rozradowania duszy, zachwytu i miłości, dusza Moja nigdy nie śpiewała tak cudnie i nigdy tak pogrążona nie była w Jestestwie całej Trójcy Świętej, jak w chwili, gdy stałam się Matką Syna Bożego.

Wiele dusz czci Mnie, jako Niepokalaną... Cieszę się z tego, bo to jest przywilej dany tylko Mnie, a nikomu więcej. Cieszę się z czci oddawanej Mnie, bo tym samym czczą całą Trójcę Świętą, od której mam ten przywilej. Ale pragnę i to bardzo pragnę, aby Mnie czcili również, jako Dziewicę i Matkę. Wezwanie to: „Niech będzie pochwalone imię Dziewicy i Matki”, przynosi Mi wielką chwałę. Przynosi wielką chwałę Memu Macierzyństwu i całej Trójcy Świętej, bo Jej to jest dzieło.

Pragnę, by hasło to było tak rozpowszechnione, jak: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Chcę, by pod hasłem tym tworzyły się hufce, które by miały na celu tylko rozpowszechnienie kultu Imienia Mego, jako Dziewicy i Matki.

Pragnę, by był rozpowszechniony „Cudowny Medalik”, bo jest w zaniedbaniu.....

Dlatego nazywa się „Cudowny”, gdyż przez jego moc dokonam cudów, które przejdą oczekiwania ludzkie. Hufca to nie tylko tworzyć mają dusze dziewicze, ale w każdym stanie, każdy może być członkiem rozpowszechniania Mojej czci. Nie tylko przez dusze dziewicze, ale tak samo w małżeństwach i we wszystkich zawodach pragnę być czczoną przez tychże.

Na Cudownym Medaliku są dwa Serca. Nikt się nad tym nie zastanawiał, że jak Serce Mego Syna jest czczone i odbiera hołd Intronizacji w Kościele Bożym, tak pragnę i Ja, aby intronizowano razem i Moje Serce..., bo Serce Syna Mego i Serce Moje, to jest jedno.

Teraz mówię do ciebie, cierp wiele, kochaj wiele, oddawaj się ciągle, jako ofiara miłości dla Nas, a przez ciebie odkryjemy także tajemnice, które staną się, jako kopalnia głębin niewyczerpanych Jestestwa Naszego.

/Wizja kopalni niezgłębionych..../

To jest za tę ciągle powtarzaną modlitwę twoją: „Jezu, żyjący w Maryi, żyj w nas w uczestnictwie Tajemnic Twoich”.

Nikt nie wierzy, jak wielką radość sprawia Sercu Mego Syna, gdy jest intronizowany w domu... Ten dom jest specjalnie - jak już powiedziała Maria-Małgorzata Alacoque – pod opieką Mego Syna. Ale każdy dom staje się pustym, gdzie nie ma Matki! Chociaż Syn Mój jest Bogiem i Sam daje wszystko, czego potrzeba, sam zapełnia dom łaskami, ale radością Jego i ukochaniem Jego Jestem Ja. Więc jako Matka Syna Mego jestem wszechwładną Jego Mocą i Matką Miłosierdzia.....

Więc dusze, które proszą o łaski Syna Mego, niech proszą przez Moje Serce, a wszystko otrzymają, dlatego, że Syn Mój nigdy nie odmawia Mi prośby Mojej, jeśli ktoś zanosi ją przeze Mnie.

Mówię to, dlatego, aby świat wykorzystał wszystkie łaski Naszych Serc, jakie tylko mamy, bo wszystką dobroć, wszystkie miłosierdzie, chcemy wylać na dusze, ażeby żadna nie mogła powiedzieć, że nie miała łask potrzebnych do zbawienia.

/Od siostry: Matka Boża daje do zrozumienia, że świat niedługo będzie istniał, a pragnieniem Ich jest, aby każda dusza była zbawiona... /

Intronizacje takie Naszych Serc nie muszą być przeprowadzone oficjalnie. Wystarczy, że będą w sercach! Każde serce pragnące Naszych Serc i Królestwa Naszego w ich sercach tym samym staje się tronem, gdzie zasiadamy z wielką miłością, jako rozdawcy wszystkich łask, by Królestwo Nasze szerzyło się tu, na ziemi. I pragniemy Nieba dusz... Bo jakkolwiek mamy szczęście całej Trójcy Świętej, choć mamy tę radość, jest Nam tego za mało, gdyż pragniemy przyjść na świat, narodzić się w duszach i odrodzić dusze. To jest Nasze Niebo na ziemi.

Mało zważa świat na obcowanie z Nami, na obcowanie ze świętymi. Pragniemy z duszami obcować tak, jak się obcuje w rodzinie. Gdzie jest ojciec, musi być matka i to nadaje domowi pełnię szczęścia. Otóż niech świat żyje z Nami tak, jak w rodzinie! Niech kocha Mego Syna, z Kościołem cierpiącym, to jest duszami czyśćcowymi, a wtedy Kościół tryumfujący, Kościół cierpiący i Kościół wojujący stanie się jednym Królestwem i każdy będzie mógł śpiewać: „Uwielbiaj duszo moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, albowiem uczynił nam wielkie rzeczy, bo możny Jest”.

Niech dusze nie myślą, że żądamy czegoś wielkiego, że niegodne są uczestniczyć w tych tajemnicach, bo każdy może śpiewać: „Uwielbiaj duszo moja Pana”, to jest Boga i Stwórcę, ale gdy Go wielbi, już tym samym raduje się duch jego i może śpiewać razem ze Mną „Uczynił mi wielkie rzeczy, bo możny jest” [Łk 1,49]. W której duszy uczyni to, czego ona pragnie dla uświęcenia swego, a przez nią dla uświęcenia drugich, i prośby ich zanoszone będą wysłuchane, czy w rzeczach nadprzyrodzonych, czy w rzeczach doczesnych. Bo jak Bóg „wejrzał na niskość Służebnicy Swojej [Łk 1,48] i uczynił Jej wielkie rzeczy, bo możny Jest”, tak samo wejrzy na maleńkich i da im to, czego pragną.

Tak bym chciała, by każda dusza była tą „śpiewną dziewicą". Chciałabym przelać pieśń Mej duszy w jej serce, aby idąc przez życie, śpiewała Mi - nie tylko Mnie, ale całej Trójcy Świętej ten hymn radości: „Uwielbiaj duszo moja Pana" nie tylko w chwilach szczęścia, ale także wtedy, gdy cierpi i ciche jej łzy płyną.

Albowiem odtąd błogosławioną Mnie nazywać będą” [Łk 1,48]. Każda dusza, która wielbi Trójcę Świętą, a Jezus żyjący we Mnie żyje w niej, może nazywać się „błogosławioną”. Bo jeżeli przyjmuje Jezusa w Komunii Świętej, przez łaskę żyje w niej cała Trójca Święta. (Nie ma tu nic sprzecznego, bo powiedziane jest: „Przyjdziemy do niej i mieszkanie w niej uczynimy” [J 14,23]).

1 sierpnia 1943 r.

Dusze są błogosławione przez to, że gdy Jezus żyje w nich przez łaskę, wtedy cała Trójca Święta zlewa się na wszystkie błogosławieństwa. One otrzymują te błogosławieństwa i są roznosicielami tych błogosławieństw w inne dusze. Więc każda dusza, każdy dom, gdzie jest dusza, w której Syn Mój żyje, jest błogosławieństwem dla tego domu, dla otoczenia, jest roznosicielką błogosławieństw dla wszystkich, z którymi ma styczność. Dlatego, gdy weszłam do domu świętej Elżbiety, Jezus żyjący we Mnie rozradował cały dom, dał wszystkie błogosławieństwa temu domowi i święty Jan przez to błogosławieństwo uświęcony w żywocie matki stał się roznosicielem tych błogosławieństw i przygotował drogę na przyjście Mego Syna mającego się narodzić.

Tak samo dusze, jak wyżej wspomniałam - które mają błogosławieństwo, są również roznosicielami dalszych błogosławieństw i stają się mocne, owocne, że mają łaskę uświęcającą, poniekąd jakby rodzą Syna Mego w innych duszach, odradzając nieraz cały świat.

Wtedy Jezus żyjący we Mnie żyje w nich i w całym świecie.... Tego pragniemy, abyśmy nie tylko żyli w Niebie, nie tylko Syn Mój z Ciałem i Krwią Swoją i Moją w Tabernakulum, /bo równocześnie gdziekolwiek jest Syn Mój, tam jestem i Ja/. Nie chcemy być zamknięci i odbierać hołd przymuszony czci i uwielbienia. Pragniemy miłości, pragniemy dusz rozśpiewanych, upojonych miłością Naszą, które by Nam ciągle śpiewały: „Rozradował się duch nasz, w Zbawicielu naszym”.

Nie chcemy dusz smutnych, którym by ciężkość jarzma służenia Nam ciążyła, ale chcemy dusz radosnych, dusz śpiewnych, rozkołysanych, upojonych, wpatrzonych w radość Naszą i odbierających tę radość, którą chętnie dajemy każdej duszy. Niech tylko przyjdą do Nas i śpiewają Nam hymny miłości, które zaczynają się tu i nie mają końca przez całą wieczność....

Śpiewać Nam, to nie znaczy, by nie cierpieć, bo cierpienie jest najdelikatniejszą struną, która przez drganie ich zbolałych serc odbija się echem o Serca Nasze, a My, znając to ziemskie cierpienie, przyjmujemy tę pieśń cichych łez, i przez Boleść i Łzy Nasze oddajemy im pieśń Naszej Miłości, tak, że dusze, chociaż cierpią, nie są smutne, bo „rozradował się duch ich” w Sercach Naszych, które im dały słodycz Naszą. Dusze takie zwać się będą tym samym imieniem, które dla Siebie obrałam - „Śpiewnej Dziewicy”. /Każda dusza trwająca w łasce, jest duszą dziewiczą, bez względu na stan./

Dusze, które oddają się Nam bez zastrzeżeń, które odpowiadają tymi słowami: „Oto Ja, Służebnica Pańska”, to znaczy przyjmują z gotowością wszelkie cierpienia i poddanie się Woli Bożej, już naprzód, przez samo to poddanie się, doznają wielkiej łaski, iż duch ich się rozraduje, pomimo że wiedzą, że cierpią, będą tak, jak Ja wiedziałam naprzód wszystkie cierpienia Mego Syna, a jednak śpiewałam pieśń miłości: „I rozradował się duch Mój w Bogu, Zbawicielu Moim".

11 sierpnia 1943 r.

Dusze cierpiące, śpiewajcie Mi pieśń, uwielbiajcie Pana Mego razem ze Mną. Każde cierpienie dla was będzie chwałą kiedyś w wieczności. Im więcej cierpicie, tym większą gotujecie sobie chwałę i Nam chwałę. Nam chwałę oddajecie tym cierpieniem już tu, na ziemi, bo za cierpienie sowicie płacimy. Cierpienie to moneta, za którą wszystko możecie kupić: kupujcie Boga Samego, kupujcie Jego najdroższą Krew, stajecie się współodkupicielami. Łącząc się z Krwią Syna Mego, przez tę Krew najdroższą Mego Syna, nie wiedząc o tym, zapełniacie Niebo świętymi, wypróżniacie czyściec, zlewacie łaski na tych, którzy nie chcą cierpieć i dajecie im łaskę zrozumienia wartości cierpienia, nawracacie grzeszników, zamykacie jakoby piekło.

Cierpienie jest jak rosa poranna na orzeźwienie dusz. Kiedy słońce wypala wszystko i niszczy płody ziemi, potrzebny jest deszcz i rosa. Dusze wyschnięte namiętnościami swymi stają się jak uschłe drzewa, zwiędłe kwiaty i trawy oschłe. Jeżeli za nie dusze cierpiące ofiarują swe cierpienia, przez ich zasługi cierpień My dajemy im łaski, gdyż za grzechy potrzebne jest zadośćuczynienie.

Dusze ofiarne są dla nich rosą i deszczem, które pobudzają je do życia nadprzyrodzonego. Gdyby nie cierpienia, wiele dusz byłoby potępionych. Łaska cierpienia jest dla nich tak wielką łaską, jak łaska Chrztu świętego. Jest to drugi chrzest, który obmywa je z grzechów. Cierpiąc dochodzą do zrozumienia marności rzeczy ziemskich, zaschłe kielichy kwiatów swych, to jest zwiędłych swych dusz, zwracają ku Nam. My dajemy im monetę cierpienia - jak wyżej powiedziałam - do ręki, one za tę cenę, jako ekspiację za swoje grzechy, kupują u Nas łaskę poświęcającą, przychodzą do zrozumienia wartości tej ceny cierpienia. Przez to uświęcają siebie i nawet uświęcają drugich pomimo swych dotychczasowych grzechów.

Jakkolwiek są jedną nędzą, są jednak bogate, bo przekupiły sobie Boga, gdyż My, patrząc i na brzydotę ich grzechów, i na dobrą wolę, że przyjmują cierpienia z poddaniem się Naszym wyrokom, dajemy im łaskę szczęścia w cierpieniu, tak, że cierpiąc śpiewają razem ze Mną: „Uwielbiaj duszo Moja Pana i rozradował się duch nasz w Bogu, Zbawicielu naszym”.

14 sierpnia 1943 r.

Teraz chcę mówić dla dusz, które nie cierpią ani wewnętrznie, ani zewnętrznie. Dusze te są uprzywilejowane. Dajemy im radość, gdyż są jak kwiaty, bardzo delikatne, które za podmuchem wiatru złamałyby się, to znaczy, że gdyby wiele cierpiały, zachwiałyby się na drodze dojścia do szczęśliwości wiecznej. Więc nie dajemy im wiele cierpieć, lecz dajemy im radość, aby z radości swej udzielały radości drugim przez Naszą radość. Z tego też mamy wielką chwałę, bo gdzie jest dusza smutna, a druga radosna, to rozradowana przelewa radość w tę duszę smutną i przynosi Nam tym wielką chwałę, gdyż promieniuje szczęściem Trójcy Przenajświętszej, w której jest jedna wielka, nigdy nieprzerwana pieśń radości, szczęścia i wesela. Dusze takie można nazwać „Śpiewne dziewice", tak jak Ja jestem Śpiewną Dziewicą, bo mieszkam w samym Sercu Trójcy Przenajświętszej. Dusze takie nazywam „echem” Mego Serca.

/Od siostry Medardy: Pytam Matki Boskiej, dlaczego dusze cierpiące i radosne prawie jednakową chwałę mają, choć tak przeciwnymi idą drogami. Słyszę taką odpowiedź:/

Burza jest straszna w swoim żywiole. Pioruny, huragany, wydają się nam straszne i jakby niepotrzebne.... A jednak, gdyby nie burze, rośliny by nie rosły. Burza oczyszcza powietrze z wszelkiego pyłu, robactwa, odświeża powietrze, daje wzrost wszystkim roślinom. Oto jest przykład duszy cierpiącej. Gdyby nie cierpienia, dusza nie rosłaby sama i nie dawałaby wzrostu drugim. Przez cierpienie jest ochroną /ochraniaczem/ dla siebie i dla innych dusz.

Ofiary być muszą, które przynoszą Nam wielką chwałę, również mają wielkie podobieństwo do Nas, gdyż życie Jezusa i Moje było jedną ofiarą i jednym cierpieniem, jako ekspiacja za grzechy ludzkości. Dusze promienne, jasne, są podobne do słońca. Gdyby nie słońce, wyginęłoby wszystko. Jeden promyk słońca po burzy ożywia wszystko. Dlatego są dusze promienne, słoneczne, by tym, które są złamane bólem, przyświecały, ożywiały je. Bo jak była Golgota pełna grozy i cierpienia, tak też było i Zmartwychwstanie! Więc zrozum, że musi być na tej ziemi i cierpienie i radość.

/Spytałam: Które dusze przynoszą Niebu i Trójcy Świętej większą chwałę?/

Jak w ogrodzie wiele jest kwiatów, są kwiaty mniej lub więcej potrzebne, piękne, a jednak zlewają się w jedną harmonię, czynią ogród bardzo pięknym i dla oka ludzkiego przynoszą miłe wrażenie. My z dusz cierpiących czy radosnych mamy chwałę jednakową.

Tak, jak Trójca Święta, a w Niej Syn miał chwałę jednakową, tak samo dusze cierpiące dla swej chwały osobistej będą mieć w Niebie chwałę większą, tak zwaną dodatkową, bo miały na ziemi uczestnictwo w cierpieniach Syna Mego i Moich.

18 sierpnia 1943 r.

Dusze takie powinny śpiewać już tu na ziemi: „Uwielbiaj duszo moja Pana” za to, że otrzymały łaskę i dar zrozumienia wartości cierpienia. Przez to pomnażają się w łasce i wznoszą się do najwyższych szczebli świętości, uświęcając siebie w tym cierpieniu, a przede wszystkim uświęcają drugich i są puklerzem przeciw pociskom sprawiedliwości Bożej. Chciałabym przemówić teraz do dusz cierpiących, chorych. Często osobom chorym zdaje się, że nic nie czynią dla Boga i są nieużyteczne dla społeczeństwa.

Skarga ich jest taka: że nie mogą działać, nie mogą apostołować, nie mogą oddawać chwały Bogu takiej, jaką dawałyby, gdyby były zdrowe.... Leżąc na łożu boleści, zdaje im się, że nic nie spełniają, że są bezużyteczne i ciężarem dla drugich, a nie wiedzą o tym, że one są wonią najpiękniejszych kadzideł z własnej mirry swych strasznych cierpień i niedomagań. Jest to bezustanne kadzidło, które przynosi Nam woń tak miłą, jak kadzidła i najpiękniejsze zapachy z Raju Naszego. Zapach tych cierpień ofiarnych, które Nam składają, daje Nam tę samą rozkosz.....

Niech się więc dusze nie zniechęcają! Nawet tym niech się nie zrażają, że w cierpieniu są niecierpliwe i nie widzą owoców swego męczeństwa. Dręczą się, że Bogu żadnej chwały nie oddają.....

Każde cierpienie, którego by się nie odczuwało, nie byłoby cierpieniem. Syn Mój, będąc Bogiem, a zarazem człowiekiem, dopuścił na Siebie wszystkie cierpienia i boleści, i jako człowiek dopuścił nawet na Siebie małoduszność, która przedstawia się w czasie strasznej męki ogrójcowej. Tam, jako człowiek lękając się śmierci, tak strasznie cierpiał, że aż krwawy pot zlewał się z Jego ciała. Jeszcze wtedy nic nie cierpiał, ale lęk przed cierpieniem stał się już jakby agonią. Szukał pociechy, błagał Ojca: „Ojcze, jeżeli można, oddal ten kielich ode Mnie...”, szedł do Apostołów i prosił: „Współczujcie ze Mną, pocieszcie Mnie, bo lękam się strasznie cierpienia....”.

Apostołowie, patrząc na Niego, dziwili się bardzo, że Pan, zawsze taki mocny, Pocieszyciel wszystkich cierpiących, był tak zmieniony i jakby bezradny i jakoby zachwiał się w Swoim męstwie.

Niech się nie dziwią wszyscy cierpiący, że i na nich przychodzą chwile takiej agonii ogrójcowej. Mówią: cierpimy i nie wiemy za co, na co i po co, czy z tego wszystkiego jest jaki pożytek? Niech dla nich pociechą i radością będzie przykład Jezusa cierpiącego w ogrójcu, który jedynie dlatego dopuścił taki lęk na Siebie, aby być mocą i siłą dla osób cierpiących, a szczególnie chorych. Jezus przewidując Swoją Mękę, także się pytał: „I po co tyle cierpieć?” A widząc tyle dusz, które i tak pójdą na zatracenie i Krew Jego przelana będzie na darmo, wszyscy Go opuszczą, własny uczeń Go zdradzi, po ludzku myślał: wszystka Moja ofiara i cierpienia niewiele się przydadzą dla drugich...

Chorzy tak samo w cierpieniu swoim chwieją się i wpadają w małoduszność. Ale niech wiedzą o tym, że Jezus dopuścił na Siebie rodzaj pokusy /jako człowiek/.

19 sierpnia 1943 r.

- Bo jako Bóg ciągle złączony jest w radości Trójcy Przenajświętszej, szukał pociechy u Swoich stworzeń i nie znalazł jej. Im w większej ciężkości cierpienia był, tym dłużej się modlił. Modlił się do Ojca o pociechę. Ojciec przysłał Mu anioła, który Go wzmocnił i pocieszył.

Osoby chore, gdy wpadają w taką apatię i zniechęcenie tym, że nic nie robią dobrego – jest dla nich pokusą i złudzeniem. Przeciwnie, w ogrójcowej swej męce, gdy nie znajdą u ludzi pociechy, niech idą do Ojca i proszą o anioła pocieszyciela, a tym pocieszeniem jest zwykle modlitwa. W modlitwie znajdą ukojenie. Jeżeli tak cierpią, że i modlić się nie potrafią, nie mogą, niech też nie tracą wiary i nie myślą, że są bezużyteczne, bo są w ogrójcowej męce, jednoczą się z Męką Syna Mego. Cierpienia swe niech łączą z Krwią w Ogrójcu przelaną, [i] ofiarują Ojcu Przedwiecznemu za grzechy swoje i grzechy całego świata, za cierpiących, którzy nie chcą cierpieć, za tych, którzy mogliby kochać, a nie kochają, za tych co powinni wierzyć, a nie wierzą.

Jeżeli to spełnią, spełnią wielkie apostolstwo ofiary i modlitwy, złączone z ofiarą Mego Syna, ofiarując się Ojcu Przedwiecznemu, jako ofiary zadośćuczynienia. Tym przebłagają Majestat całej Trójcy Świętej, zawieszą jakby w powietrzu karzącą rękę Boga, Ojca Przedwiecznego. Swoim cierpieniem odrodzą świat i zaludnią Niebo świętymi...

O, chorzy, cierpiący! Dajcie Nam wasze łzy, wasze cierpienia, wasze niezrozumienie przez drugich i waszą małoduszność, i waszą dobrą wolę, tę kruszynę dobrej woli, że chcecie cierpieć, poddajcie się Naszym wyrokom i stańcie się ofiarami dla grzesznej ludzkości. Gdy to wszystko oddacie Nam, bądźcie spokojni! Śpiewajcie ze Mną pieśń uwielbienia „i rozradował się duch mój w Zbawicielu moim”. Duch wasz rozraduje się w Zbawicielu Moim, to jest w Synu Moim, a Jam jest Matką Pocieszenia, Jam jest Śpiewną Dziewicą, która przyjmuje łzy i uśmiechy. Przez łzy Moje i radości Moje nie zapomnę o was. Gdy wam będzie ciężko, wezwijcie Mnie! Przyjdę wam na pomoc. Dla pociechy waszej będę wam śpiewać, jak ta srebrna gołębica [Ps 68,14]. „Uwielbiaj, duszo Moja Pana”. A apostolstwo wasze [będzie] spełnione. Niebo się cieszy, a świat się odradza przez zasługi Krwi Mego Syna i waszych cierpień.

20 sierpnia 1943 r.

Dusze cierpiące, dusze, które płaczą, mieszając łzy swoje ze Łzami Naszymi, to są najdroższe skarby, to są perły, to są tak drogocenne diamenty, że jak złodziej chciwy jest na wszelkie skarby i klejnoty, tak My chciwi jesteśmy na cierpienia w dolinie łez. Przez cierpienia dusz tworzymy z trupów chodzących żyjące dusze. Za każdym razem, gdy dusza ofiaruje Nam cierpienia łącznie z Naszymi zasługami, wskrzeszamy przeważnie umarłych grzeszników. Wtedy spełniają się słowa Syna Mego: „Jam jest Prawda, Droga i Żywot [J 14,7], i Zmartwychwstanie wasze” [J 11,25].

Wtedy Syn Mój zmartwychwstanie równocześnie w tych duszach i dusze zmartwychwstałe przez łaskę udzieloną przez Syna Mego czynią Królestwo na ziemi". Tworzą je nie tylko z własnych dusz poprzednio zmarłych, ale ożywiają inne dusze, tworzą hufiec dusz dziewiczych, które pod moim sztandarem walczyć będą o Moją cześć Dziewicy i Matki i cześć Mego Syna w całej Trójcy Świętej.

Hufiec ten może utworzyć z grzesznych dusz, które zrozumieją wartość cierpienia i ofiary, i tak jak na zgliszczach i popiołach ziemia wydaje bujne owoce, tak one zniszczone przez cierpienie, zniszczą miłość własną, staną się zmartwychwstaniem dla siebie i dla drugich.

Mówię to dla dusz przeważnie, które tracą nadzieję i sądzą się, za [to, że są] nieużyteczne, a nie wiedzą o tym, że przeważnie na takich duszach odradzają się kwiaty tej ziemi, które kiedyś zapełnią ogród rajski zapachem mirry i wonnych kadzideł swych cierpień i ofiar - jak już wyżej wspomniałam.

Wiesz, co ci jeszcze powiem? Powiem ci, jakie jeszcze dusze kocham, jakie są miłe Mnie i Memu Synowi. Kocham dusze tak zwane: pieśni bez słów. „Pieśni bez słów" - to znaczy, że duch tchnie na ducha. Dusze takie, które tchną w dusze Nasze bez słów, bez pozornego wdzięku, bez wszelkiego uroku dla świata, są nieznane, skryte, za nic miane, a nikt nie wie, że pieśń ich dusz, choć bez słów, wydobywa tak cudne melodie w niebieskich Naszych komnatach, że Trójca Święta, Ja i całe Niebo upajamy się tą cudną melodią wydobytą ze strun ich serc, które śpiewają Nam i grają złączone z Naszymi Sercami.... One są jak te kwiaty w ogrodzie, które na zewnątrz nie przedstawiają żadnego pięknego widoku, tylko posiadają zapach.

Ja, jako Matka Pięknej Miłości [Syr 24,18], jako Śpiewna Dziewica będąca w jednym ciągłym zachwycie Trójcy Przenajświętszej, zbieram je jak rosę poranną, jak lekki powiew wiatru w rozmodlony dzień całej przyrody.

Zbieram te tchnienia, tych dusz, przekładam i przelewam całą potęgę miłości i wszechmocy, dobroci, wielkości i wszystkich przymiotów całej Trójcy Przenajświętszej i w złączeniu najściślejszym subtelności ukrytego Boga w Trzech Osobach, przez świętość i wielkość całej Trójcy Świętej, przelewam tę dobroć i moc nawzajem w dusze. Wtedy zakłada się tron w tej duszy. Cała Trójca Święta mieszka w niej, przeistaczają ją, tak, że dusza staje się żywym przybytkiem Boga! Radość z takiej duszy jest tak wielka w górnych przestworzach i Ja śpiewam znowu ku czci i uwielbieniu Mojego Pana „Rozradował się duch Mój w Bogu, Zbawicielu Moim....”.

21 sierpnia 1943 r.

/Powiedziała mi Matka Boska w czasie modlitwy, że pragnie bardzo tego tchnienia dusz tak zwanych „tchnących'', które są Jej bardzo drogie./

Masz wiedzieć o tym, że Jezus, gdy wcielił się we Mnie, to było tchnienie i zakrył jakby obłokiem. Wtedy dokonało się Wcielenie. Przez tchnienie Ducha - Dusza Boga przybrała postać człowieka.

Wszystko, co Bóg stwarza, jest Jego tchnieniem. Nawet w Adama, gdy go Bóg stworzył, tchnął Ducha Swego w niego. Każdy człowiek, którego stwarza Bóg, jest tchnieniem Boga. Gdy Jezus czynił cuda, tak samo tchnął Ducha Swego. Słowa, które piszesz, są też tchnieniem Ducha Świętego.

Wdzięczna ci jestem, że piszesz pieśń miłości Mojej, że jestem tą rozśpiewaną Dziewicą, bo mało kto przeżywa i rozmyśla nad pieśnią „Magnificat”. Każdy mówi te słowa, a nie rozumie i nie przeżywa tego, ile miłości i radości było w tej pieśni, gdy po Wcieleniu Syna Mego śpiewałam tę cudną pieśń, którą odczuwa i poznało tylko prawdziwie Niebo.

Pragnę tę pieśń przelać w każdą duszę..... Pragnę mieć hufce rozśpiewanych dusz, które by wielbiły razem ze Mną całą Trójcę Świętą i dziękowały za tę największą z łask, jaką otrzymałam od Boga, by dziękowały, że Bóg stał się z kropli krwi Serca Mego człowiekiem...

Wtedy to Anioł Pański zawołał: „Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus!” Pięknym mianem nazwał Mnie Anioł: „Błogosławionaś Ty między niewiastami" [Łk 1,28]. Sprawiły Mi te słowa wielką radość, ale więcej szczęścia i radości z dalszych słów: „Błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus!” „Nazwiesz imię Jego Jezus....” [Łk 1,31]

O, dusze powiewne /to znaczy subtelne/, wy rozumiecie przez łaskę Naszą to Imię Jezus, Imię Święte Jezus. Gdy usłyszałam to słowo, które Ciałem się stało i zamieszkało we Mnie, wtedy wpadłam w zachwyt.

Wytłumaczę ci teraz i powiem, dlaczego dusze powiewne i wysubtelnione, tchnące, wpadają często z miłości ku Nam w zachwyt. Ta łaska dana im jest przez Ducha Świętego, który tchnął we Mnie Drugą Osobę Boską i wprowadził Mnie w zachwyt. Dusze uczestniczą przez zasługi Wcielenia Syna Mego we Mnie w Moim zachwycie w chwili wcielenia.

Dana była łaska świętym duszom na ziemi, że po wymówieniu słowa: „Jezus” wpadały w zachwyt. Aby dusze doszły do takiego zjednoczenia z Nami, muszą mieć wielką miłość. Dusze takie, które pragną dojść do tego, by tchnienia złączyły z tchnieniem Naszym, muszą ciągle jednoczyć się z Moim Sercem, a Ja przez Moje Serce zjednoczę je z Sercem Mojego Syna.

Dlatego pragnę, aby - jak już powiedziałam - Kościół Święty dokonał intronizacji w sercach przez Serce Moje, łącząc razem z Sercem Mojego Syna. Cieszę się, że napisałaś „Siedem słów”, to jest Testament Mego Syna... Pragnęliśmy z Moim Synem wypowiedzieć to światu, bo dużo osób bardzo mało rozmyśla nad słowami tak wielkimi i świętymi, jak tych siedem słów z łoża najsroższych cierpień, bo wypowiedziane były w ostatnią chwilę skonania Boga-Odkupiciela.

Bo jak tu, na ziemi, każdemu dobremu dziecku, któremu umiera ojciec lub matka, ostatnie ich słowa są im najdroższe i chciwie ich słów słuchają, jak najdroższej pamiątki, dlaczego więc pominięte są słowa Mojego Syna, a Ojca i Odkupiciela całego świata....?

Ból ten Ja i Syn Mój odczuwaliśmy bardzo. Nikt nie przyszedł Nam z pomocą, byśmy mogli ten żal Swój wypowiedzieć.

Tobie jest dana ta łaska za to, że przy stacji ukrzyżowania, gdy codziennie rozważasz Drogę Krzyżową, najwięcej współczucia Nam dajesz rozważając te słowa. Wiele otrzymujesz łask przez rozważanie tych słów dla siebie i dla drugich.....

Tak samo i tu w słowach „Anioł Pański" i „Magnificat". Tutaj zaczęło się życie Jezusa, a tam się skończyło... Więc te słowa pierwsze, najpiękniejsze i najmilsze dla całego świata, gdy Bóg przyszedł jako Odkupiciel i wcielił się we Mnie, są zaniedbane. Dużo osób mówi je bezmyślnie, chociaż trzy razy dziennie je powtarza, nie wczuwa się w głębię tych słów.

Dostajesz tę łaskę za to, że modlitwę: „Łaskę Twoją, prosimy Cię, Panie, racz wlać w serca nasze, abyśmy, którzy Wcielenie Chrystusa, Syna Twego, poznaliśmy, przez Mękę Jego i Krzyż do chwały zmartwychwstania byli doprowadzeni” odmawiasz z wielką miłością. Tę modlitwę słyszymy od twych dziecięcych lat i gdy mówiąc tę modlitwę, przy słowie „Wcielenie” przyjmujesz Komunię duchową, daliśmy ci łaskę poznania Wcielenia Boga w człowieka. A że powtarzasz: „Przez Mękę i Krzyż”, dana ci jest także ta łaska druga, to jest zdolność wypowiedzenia Naszymi słowami przez słowa twoje „Siedem słów na Krzyżu”, czyli „Otwarcie Testamentu”.

/Zgadza się, że modlitwę wyżej podaną odmawiam od lat dziecięcych z wielkim nabożeństwem i przyjmuję Komunię duchową przy słowie „Wcielenie”, prosząc, by Jezus wcielił się we mnie i w duszach całego świata. Pytam się Matki Boskiej, dlaczego mi dana jest zdolność modlitwy tak żarliwej od dziecięcych lat i tej modlitwy nieustannej./

Twoja matka, gdy cię nosiła w żywocie, wymodliła ci tę łaskę, gdyż sama żyła duchem modlitwy - to jedno - a drugie - za stałą wierność w modlitwie niezrażoną tym, czy bywasz wysłuchaną, czy nie. Jest u ciebie tak zwane natręctwo w modlitwie i to Nam się podoba. Pragniemy takich dusz bardzo wiele, tak jak powiedziane jest w Piśmie Świętym, „że gdy sąsiad pukał i prosił o chleb tak długo, aż dla natręctwa jego otrzymał, co pragnął:..” [Łk 11,8]

22 sierpnia 1943 r.

Na Hufiec:

Hufiec jest pod szczególną opieką Moją. Do rozszerzenia jego dane są łaski kapłanowi.

/Tak, jak widziałam kiedyś w wizji: odprawiał Mszę Świętą i w czasie ofiarowania widziałam po prawej stronie ołtarza gołębicę, która rzucała na rozłożony korporał złote ziarnka./

Miały one przedstawiać łaski dane kapłanowi ku rozszerzeniu czci Mojej przez ten hufiec i inne związki sodalicyjne [- religijne], które wiele chwały Mi przynoszą. Hufiec ten przeważnie składać się będzie z dusz pragnących poświęcić się do walki z Moim orężem pod znakiem chorągwi, który będzie czcić Imię, jako Dziewicy i Matki. Bądź spokojna, jeszcze żadne dzieło, które walczy pod Moim hasłem, nie zginęło. Wprawdzie zawsze szatan złośliwie walczy o Moje dzieło, bo on jest Moim wrogiem, ale Ja jestem jak niezwyciężona Orlica o Swoje pisklęta gotowa do boju choćby z całym piekłem.

/Wizja, jak w „Siedmiu Słowach'', Matki Najświętszej walczącej. Królowa walcząca, niezdobyta, nieustraszona, mocarna.... Prześliczna jest! Gdyby to ktoś widział, co ja widzę, sądziłby, że widzi Samego Boga w Trójcy Świętej. Coś tak potężnego, że sądząc po ludzku, zdobyłaby nie tylko piekło, ale całe Niebo stałoby się Jej uległe i posłuszne. Jakby Sam Bóg ulegał Jej Woli. Mówi:/

Patrz na Mnie! Jestem Jutrzenką [Ps 110,3; Pnp 6,10] zrodzoną przed wiekami [Syr 24,9; Prz 8,22-31] w myśli, umyśle Trójcy Świętej. Już raz ci powiedziałam: „Jeśli Mnie ujrzysz Taką, jak Mnie teraz widzisz, wtedy wiedz, że koniec wojny jest bliski”. Widziałaś Mnie już taką, lecz tu więcej jestem mocarna....

/Powiedziała mi kiedyś Matka Boska: „Gdy ujrzysz Mnie na wschodzie słońca jako Jutrzenka, jako Niepokalaną Dziewicę, którą przed wiekami widział Eliasz, choć nikt Mnie nie widział przedtem i nie przeczuwał, jedynie Trójca Święta miała w umyśle Swoim, wtedy wiedz, że koniec wojny jest bliski”.

Jest to trzecie moje takie widzenie. Dziś jest dzień radości Matki Boskiej, dlatego - sądzę - Niepokalana wypowiada się ku naszej radości. Wyjaśniła mi Matka Boska, że tak, jak pisałam „Siedem Słów" w okresie wielkiego postu, tak teraz hymn radości „Anioł Pański” i „Magnificat” piszę w okresie radości Jej, tak samo radości Jej Syna Zmartwychwstania, Wniebowstąpienia, Zielone Świata, miesiąc maj, Wniebowzięcie i okres dzisiejszego święta./

Przerwa w pisaniu od połowy maja do 21 lipca spowodowana była tym twoim cierpieniem, przez które zdobyłaś wiele nowych łask i świateł do dalszego Naszego Wypowiadania się. Cierpienie to było potrzebne dla ciebie i dla drugich. Nie zostało nic zmarnowane. My w tym okresie nie cierpieliśmy, ale tobie daliśmy cierpieć, aby na bolesnej męce te wszystkie słowa były zrodzone jak kwiaty, które zapachem swoim i wonią odradzasz inne dusze. /Przez czytanie tych słów/.

Zapach tych dusz, które przyjmą te słowa, będzie przelewał woń swoją w inne dusze, tak, że zrobimy Sobie z Jezusem łaskę i niwę prześlicznych polnych kwiatów, że z rozkoszą wołać będziemy: „Jam jest kwiat polny i lilia padolna” [Pnp 2,1]. I Nasze słowa staną się prawdą. Będą to dusze proste, które nie filozofują, lecz w prostocie swojej i przez Naszą łaskę będą miały zrozumienie treści. Nie jest [to] żaden utwór literacki i wiedz z góry, że twoje pisma nigdy nie będą pod tym względem za takie uważane.

Ponieważ daliśmy tobie łaskę prostoty, przejdziesz przez życie jako dziecko w prostocie i sprawdzą się słowa wyrzeczone do ciebie już raz, że „w pieleszach cię weźmiemy”. W Królestwie Naszym będziesz w hierarchii dzieci, a tu na ziemi, przez swoją prostotę i naiwność pociągniesz wiele dusz do Serc Naszych i słowa wymówione: „Jeżeli nie staniecie się jako dziatki, nie wnijdziecie do Królestwa Niebieskiego” [Mt 18,3] sprawdzą się na tobie i na drugich.

To, co teraz piszesz, jest odejściem od tematu. O duszach subtelnych będę mówić jeszcze dalej, bo takich najwięcej pragniemy, ale wiedz i powiedz duszom, że najwięcej podobają Nam się dusze proste, a przez prostotę swoją dochodzą do najwyższych szczytów poznania najgłębszych tajemnic Trójcy Świętej.

/W chwili przerwy w pisaniu chciałam wziąć zeszyt do ręki, by przeczytać dotychczasową treść, gdy wtem usłyszałam głos:/

Zostaw to, bo nie jest napisane dla ciebie, lecz dla drugich! Tobie treść jest znana, a jak to napisane, czy pięknie, czy źle, powinno ci być obojętne. Im więcej będziesz wgłębiać się w to, co napisane, więcej skorzystają dusze! Więcej Nam zależy na ślepocie twojej, byś nie analizowała pism swoich, ale wierzyła, że to jest głos Nasz, a nie twój.

Wiedz o tym, że do każdego słowa wypowiedzianego przez Nas jest przywiązana wielka łaska dla drugich, aby je zrozumieli, bo pisma twoje wszystkie są śpiewem z przybytków Naszych, a więcej jeszcze - echem, bo jak śpiew i echo słyszy się daleko, tak echo słów Naszych i pragnień będzie rozbrzmiewało po całej ziemi. Jeszcze raz ci powtarzamy, że łaska ta wypowiadania Naszych słów dana jest nie dla ciebie, lecz dla drugich. Tobie dany jest wielki wstręt do wypowiadania tego, co słyszysz od Nas... Trzeba cię zmuszać do każdego słowa. Ten wstręt jest ochraniaczem przed pychą.

Bo gdybyś miała w tym upodobanie, mogłabyś myśleć, że masz w tym zasługę. Ten wstręt dany tobie jest też pożyteczny dla drugich, bo czynisz intencję z prośbą otrzymania łask dla drugich. Jest to korzyść podwójna: pierwsza, że łaski idą dla dusz, które będą to czytać. a drugie to - że przez przełamywanie wstrętu i wzbudzenie intencji otrzymujesz wiele łask dodatkowych dla drugich. Stwarzamy to wszystko na twojej bolesnej męce, a przez Nasze zasługi dajemy ci tę łaskę, że cię to nic nie cieszy i jest to poza programem wszystkich twoich dążeń, a robi to wielka łaska, która ci dana, łaska prostoty.

Bo jak dziecko prawdziwie kocha swoich rodziców, jest mu obojętne, czy ono jest dzieckiem króla, czy żebrakiem, czy widzi swych rodziców w królewskich strojach, czy w łachmanach, ono kocha i to mu wystarcza, tak samo dana ci ta łaska, że mając wizje, nie robi to na tobie wrażenia, czy widzisz Nas w najpiękniejszych wizjach, jasno i w światłości, czy też bez wizji ślepą wiarą. Dla ciebie dana jest ta łaska obojętności - przeciwnie, dany ci jest ten pociąg widzenia Nas przez wiarę, w czym masz większe upodobanie. Dla ciebie jest to rozkoszą, że nic nie widzisz, a widzisz wszystko przez wiarę....

Dlatego, że masz w tym upodobanie, że wierzysz na ślepo i kochasz Nas, patrząc na Nas na takich, jakimi jesteśmy w rzeczywistości, czy też w ciemnej powłoce wiary, dana ci jest ta łaska wizji. Dane ci to jest tak, że nawet, gdy o drugich osobach słyszysz, że mają wizje, od twoich najmłodszych lat nie przywiązujesz do tego wagi, ani specjalnego zaufania do takich osób.

Dane ci jest usposobienie i łaska ciemnej wiary. Jesteś męczennicą danych ci przez Nas nadzwyczajnych łask, a właśnie z tego męczeństwa twego korzystać będą drugie dusze i będą dane im światła, że wczytując się w te Nasze słowa, światłość będzie wchodzić w światło. Nasze światła będą światłością dla drugich... Tobie jest dane nawet to, że nie pragniesz rozgłosu i opiniowania na twoją korzyść.

Teraz ci wytłumaczę, co to znaczy dusza prosta. Nie myśl, że prosta, „to jest prostacka”. Dusza prosta, to dusza dziecięca! Dziecko, co myśli, to mówi, a co wypowie, to czyni. Dusza prosta, jeżeli kocha Nas, to bez względu na to, czy ona jest piękna, czy ona jest brzydka. Jeżeli upadnie, to nie dziwi się temu, jeżeli jest piękna, tak samo; jeżeli upadnie, to wie, że to jest ona, jej słabość, to jest ona! Jeżeli jest piękna, ozdobiona kwiatami, to powie: to nie moje... To jest łaska dana mi darmo, bo nic mi się nie należy i nic nie mam swego oprócz grzechu. Grzech ma zawsze przed oczyma i lęka się go, ale gdy upadnie, nigdy się [nie] zraża, lecz dziękuje, że gdyby nie Jego dobroć, byłaby najgorszym stworzeniem, jakie Bóg stworzył tu, na tej ziemi.

Taka dusza dziecięca nie da się nigdy złamać. Jest, jako kłos falujący pod powiewem wiatru. Nachyla się ku ziemi, ale się znowu podnosi. To znaczy dusza prosta nie jest pyszna. Bo im kłos pełniejszy, tym więcej chyli się ku ziemi, a im więcej pusty, tym bardziej podnosi głowę.

Dusze proste przechodzą przez życie mało się zastanawiając nad tym, ile już mają cnót, a ile upadków. Wiedza, że są zdolne do najgorszych zbrodni, gdyby nie łaska Boża i wierzą w to, że gdy mają łaskę Naszą poznania tego, że są niczym, a jednak ufają w Miłosierdzie Nasze, pragną najwyższych szczebli świętości, nie przeciętnej, ale świętości wielkiej, bo są przekonane o tym, że gdy nie mają nic, wtedy są potężne...

Ta Łaska Nasza daje im te światła, że do świętości dojść mogą tylko na zniszczeniu siebie samego i nie rozbieraniu tego, co mogą, a czego nie mogą. Wierzą w to, że My jesteśmy ich świętością i strzeżemy śnieżnej bieli ich dusz, ufne w miłość Naszą, że pod opieką rodziców nic im się nie stanie, bo choćby nawet coś złego zrobiły, to zwykle rodzice starają się zakryć ich upadki.... Oto masz wypowiedziane jasno, że przez taką prostotę powstają dusze subtelne, dusze, o których wspominałam wyżej, dusze tchnące tchnieniem Naszym. Takich Mi dusz szukaj, o takie dusze się módl, gdyż takich dusz bardzo pragniemy... A znajdziesz te dusze przeważnie w osobach małych, w duszach dziecięcych!

O, jakże pragniemy dusz prostych, dusz dziecięcych. Gdy takie dusze przychodzą do Nas, wtedy Ja, jako rozśpiewana Dziewica z całym Niebem i aniołami śpiewam to, co anioł [razem z Elżbietą] Mi powiedział „I Błogosławiony Owoc żywota Twojego – Jezus”[Łk 1,31.35.42]. Wtedy oddaję cześć Synowi Memu za to, że chciał zamieszkać we Mnie, Mój Bóg, Mój Syn ukochany, Jezus....

Duszom, które będą to czytać, będzie przywiązana łaska wielkiego poznania wcielenia się Boga w człowieka i będą dziękować razem ze Mną, że „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami....”

23 sierpnia 1943 r.

I śpiewać będą:

Uczynił mi wielkie rzeczy, bo możny jest, i wejrzał na niskość służebnicy Swojej” [Łk 1,48-49].

Tu ci powiem tajemnicę, a chcę, by cały świat poznał tę tajemnicę, tajemnicę złączenia Boga z człowiekiem, a człowieka z Bogiem.

Kto chce szybkim krokiem być zjednoczonym z całą Trójcą Świętą i dojść szybko do wysokiej kontemplacji i świętości, niech czyni dwie rzeczy: niech dusza jego uwielbia Pana, a w tym uwielbieniu wyrażona jest wszelka miłość! Bo kto uwielbia, ten kocha i zarazem dziękuje za odebrane łaski i czyni hymny pochwalne i dziękczynienia, które się bardzo Bogu podobają.

Kto dziękuje Bogu za odebrane łaski, te, które odebrał i te, które odbierze, tak samo za cierpienia, bardzo się Nam podoba. Bardzo Nam się podoba, jeżeli dusze dziękują za odebrane łaski, a jeszcze więcej się Nam podoba, gdy Nam dziękują za odebrane cierpienia. A takich dusz jest bardzo mało.

Bo kochać Boga, a choćby i człowieka w szczęściu to każdy potrafi, gdy obsypany jest darami i łaskami. Ale kochać w cierpieniu, gdy wszystko wkoło nas jakoby ginie i zatraca się, gdy dochodzą walki wewnętrzne i zewnętrzne do najwyższych granic i dusze w takich wypadkach załamują się i wołają do Boga prawie z rozpaczą: gdzież jesteś, o Boże? I skarga z ich serc wydobywa się: czyli nie widzisz naszych cierpień? Patrz, giniemy, ratuj nas - wtedy w takiej chwili strasznych zmagań ogrójcowych dziękować Bogu za łaskę cierpienia jest to szczyt największego, heroicznego czynu.

Do takich wysiłków dochodzą przeważnie dusze, które rozumieją mowę i tę wielką łaskę: „A Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami” [J 1,14], to znaczy, że Bóg Eucharystyczny z Ciałem i Krwią i Duszą Swoją mieszka między nami, a nam się zdaje, że śpi - tak, jak ongiś na łodzi Piotrowej, gdy burza szalała... Budzą uśpionego Boga i ufne jednak, że niby śpi, ale Serce Jego czuwa, całując Jego rękę jakby karzącą, z poddaniem się tak, jak Ja śpiewałam, gdy Anioł powiedział, że stanę się Matką Boga. Byłam bardzo radosna, ale przewidując duchem proroczym wszystkie cierpienia, jakie Mnie czekały, powtórzyłam: „Oto Ja, służebnica Pańska, niech Mi się stanie według słowa Twego!” [Łk 1,38].

Daj Mi przyprowadzić takie dusze i sama rób tak, jak wyżej wspomniałam, a dusze takie zalejemy potokami łask! Damy im moc, siłę, że nie tylko będą cierpieć za siebie, ale będą wołać: Chcemy cierpieć i być ekspiacją za drugich! Gdy Mi przyprowadzisz takie dusze i sama będziesz tak postępować, Ja znowu będę Śpiewną Dziewicą i będę śpiewać wraz z tymi duszami: „Uwielbiaj, duszo Moja Pana...”. To są dusze mocarne, dusze szybujące, które jednym rzutem jakby skrzydłem orlim, wznoszą [się] ku wielkim wyżynom. Duch Święty przeważnie w nich spoczywa, a kiedyś u Jasnych Wzgórz, gdy będą u Tronu Trójcy Przenajświętszej, na ich czołach napisane będzie słowo „Moc”.

Dusze takie tak, jak wspominałam, są rozkoszą dla Nas na ziemi! Jak one ożywiają się w Naszym Bóstwie przez cierpienie, tak My nawzajem dajemy im nadzwyczajne łaski, tak dla nich, jak [i] dla tych, za którymi proszą.

Słuchaj Mnie! Jestem Śpiewną Królową i Śpiewną Dziewicą i śpiewam dalej Moje „Magnificat” i „Uczynił Mi wielkie rzeczy, bo możny Jest, i wejrzał na niskość służebnicy Swojej...”. Już ci raz mówiłam, że Bogu podobała się bardzo Moja dziewiczość, ale największe upodobanie miał w Mojej pokorze, w Mojej nicości..." I wejrzał na niskość służebnicy Swojej... Byłam mała w oczach Swoich i chciałam być tylko służebnicą tej Pani, która miała porodzić tak wielkiego Króla i Pana, a nie wiedziałam o tym, że stanę się Matką - Dziewicą Samego Boga. Gdy byłam na ziemi, miałam w sobie wiele uniesień i uwielbień dla Boga. Duch Mój był zawsze rozśpiewany, ale najwięcej śpiewałam wtedy, gdy wspomniałam na to, że jestem nicością.

Gdyby dusze wiedziały, jak wielkimi i potężnymi są w oczach całej Trójcy Świętej, gdy patrzą na swoją nicość i upokarzają się wobec siebie samych, drugich, a przeważnie przed swoim Stwórcą! Wtedy pieśń ich duszy i mowa serca jest ciągłą pieśnią pochwalną dla Świętego Majestatu Boga.

Przez rozważanie nicości swojej stają się prostymi i otrzymują tę wielką łaskę dziecięctwa Bożego. Bo dziecko - to „nic”. Niewiele się z nim liczą, a jednak mimo tego, że nic nie umie, nic nie rozumie, jest zawsze przez wszystkich bardzo kochane....

Pragniemy dusz prostych, małych, dziecięcych, takich, by można nazwać jedno małe „nic", które nawet same nie wiedzą o tym, że na ich nicości budujemy największe gmachy świętości....

Gdyby świat wiedział, jak wielką jest rzeczą uniżać się, jak wielkim człowiek w oczach Naszych jest wtedy, gdy nie może nic, nie tylko znosiłby upokorzenie, ale pragnąłby ich jak największych dóbr i zaszczytów.....

Bo ktokolwiek się uniża, już tym samym jest wielkim i wywyższa się. Takich rzeczy w duszy może dokonać Nasza łaska z odrobiną dobrej woli każdego człowieka. Daj Mi dusze małe, a Ja dam ci Niebo!

/Kto chce być małym, już tym samym pragnieniem staje się takim. Dopisek mój./

Niech się to nie zdaje komuś niedostępne, bo Sam Jezus woła: „A kto maluczki, niech przyjdzie do Mnie!” [Mr 10,14], to znaczy, jeżeli się uniży, niech będzie pewny swej świętej zuchwałości i idzie do Jezusa i woła: jestem nicością, lecz Ty Wielkością! Ja Ci daję swoją nicość, a Ty mi daj Twoją Wielkość, bo jak kropla rosy zmiesza się z wodami największego oceanu, staje się oceanem, ja maleńkie „nic", a Ty Wielki Bóg, a gdy się złączymy razem, stajemy się Bogiem!

Niech się nikt nie dziwi tym słowom. Bo jeżeli stworzenie przyjmuje Boga w Eucharystii, tym samym przeistacza się i żyje w Bogu, a Bóg w nim.

Tu ci wyjaśnię, z czego się rozwinął taki wielki dąb: z małego ziarenka i z małej roślinki. Nie było na pozór nic.

Dusza uniżająca się też jest „nic", ale to małe ziarenko, łaska Nasza, ożywcze fale Krwi Przenajdroższej Mojego Syna, trochę dobrej woli w biednym stworzeniu, słońce ogrzewające promieniami łask Ducha Świętego, wszechpotężna miłość Ojca Przedwiecznego, wzrost, że z nicości duszy, którą sama dusza gardzi, a nawet jej otoczenie, wyrastają tak potężne dęby świętości, które nie dadzą się niczym zachwiać, ani burzom, ani piorunom. Bo chociaż wichry i nawet, gdy piorun uderza, takie rozłożyste drzewo może uszkodzić, ale nigdy nie zabija w nim życia. Przeciwnie nawet, z uszkodzonych jego części wyrastają nowe pędy i dąb rośnie dalej....

Nie myśl, że te słowa są słowami twymi! Ja, jako Śpiewna Dziewica śpiewam Sobie dalej i chcę przelać w dusze to, co uczynił Mi Pan, „bo możny jest i Święte Imię Jego”. Uczynił ze Mną to, co przepowiedział, spełnił to, co przyrzekł Ojcom naszym, „Abrahamowi i potomstwu jego” [Łk 1,55].

Serca dusz takich, które Mnie będą czcić jako Dziewicę i Matkę, będą jako nie przebrzmiałe pieśni na lutniach swych dusz. Na lutniach ich dusz Ja Sama wygrywać będę i mowę ich pieśni złączoną z pieśnią Mojego Serca zanosić będę przed Tron Wiekuistego Boga, łącząc tę pieśń z pieśnią całej Trójcy Świętej. Zabrzmi jak jedna harfa pieśni nieprzebrzmiałej, która zacznie się tu, na ziemi, a nie skończy się w wieczności. I wtenczas będzie Bóg Troisty uwielbiony przez Śpiewną Dziewicę we wszystkich stworzeniach, łącząc się z całym Niebem śpiewać będą po wszystkie wieki: „Uwielbiaj duszo moja Pana” - „Magnificat”.

24 sierpnia 1943 r.

Wiesz co, że twoja Matka /to jest Matka Boska/, Śpiewna Dziewica, jest bardzo zadowolona, że głos Jej wypowiadany przez Ciebie będzie rozbrzmiewał jak głos słowiczy w drugich duszach. Nie myśl, że jest to coś nadzwyczajnego, ale wiedz o tym, że kto kocha, pragnie albo wypowiedzieć, albo wyśpiewać całą swoją pieśń przed drugimi, chciałby o tej istocie, którą kocha, mówić bez przerwy.

Ponieważ jestem tak ściśle złączona z całą Trójcą, w której jest jedna Miłość i tak wielkie zjednoczenie i jeden przelew tak niezmiernej w całej potędze Miłości, jesteśmy jeden ogień płonący. Mało jest dusz, które zrozumieją tę Miłość... Jak w piekle dusze palą się i ogień ich trwa, bo gniew ich nie gaśnie, tak w Niebie jest jeden płomień Miłości, który również nie gaśnie. Ogień ten pragniemy wlewać w dusze, aby jak płonące pochodnie nigdy nie gasły. Chcemy wyrzucać z Serc Naszych wszystkie iskry, by je rozpłomieniać.....

Serce najwięcej rozpala się wtedy, gdy mówi o miłości. Kochać to jest potrzebą serca! Jeżeli serce kocha, zna mowę drugiego serca. Dlatego mówię ci tylko o miłości i miłosierdziu i przez ciebie chcę przelewać miłość w świat cały, bo ty stworzona jesteś tylko do miłości. Rzadko, która z dusz ma tyle darów danych darmo w rozrzucaniu Miłości Naszej, przelewającej się przez miłość twoją.....

Nie dziw się, że [Maryja] to mówi /mówi teraz cała Trójca Święta/, bo stworzyliśmy serce człowieka tylko do miłości, na obraz i podobieństwo Boga - Nasze. Kto stworzony jest na obraz i podobieństwo Boga? A Bóg ma nazwę Miłości, „Deus Caritas est”. Więc człowiek powinien być odbiciem tej Miłości i nazwa jego powinna być też Miłość „Homo Caritas est”.

26 sierpnia 1943 r.

Miłość jest tak piękna, że bez miłości nie może się obyć ani Bóg, ani człowiek. Bóg cały szczęśliwy, jako Istota nieskończona we wszystkich doskonałościach Swoich miał i ma wszystko, co może zapełnić Jego Serce, a jednak mówiąc po ludzku, nawet całe Niebo nie zapełniło Jego Serca. Bo miłość jest to przelew, jeżeli nie przeleje [się] w drugich, nie jest zadowolona... Bóg chciał się przelać w serce człowieka i wcielił się w człowieka, i wciela się nadal po to, aby dać upust Swojej Miłości i dalej, dalej rozlewać ją w nieskończoność.

Ja jestem Matką Pięknej Miłości, Ja jestem Wcieleniem Miłości! Bóg wcielił się w Moją Miłość, a Ja wcieliłam się w Jego Miłość i staliśmy się jedną Miłością.

Ty myślisz, że Ja już skończyłam? Że już przestałam śpiewać? Nie, Ja wydam teraz głos Mój słowiczy, który rozbrzmi swym echem tylko o miłości.

Powiem ci teraz, co to jest miłość. Miłość to jakby słońce. Jeżeli ktoś kocha, ten promieniuje. Blask /albo płomień/ tej miłości dotrze do najwyższych granic poświęcenia, tak jak słońce dociera swym rzutem do najgłębszych szczelin i zakątków. Kto kocha, przedrze się przez wszystkie zapory najcięższych walk i przeciwności, zwycięży wszystko, bo kocha! Prawdziwa miłość nie zważa na swoje ofiary, nie żąda zapłaty. Kochać to jej życie i odpocznienie. Jak słońce nie byłoby słońcem, gdyby nie wyrzucało z siebie swych jasnych promieni, tak miłość nie byłaby miłością, gdyby nie udzielała się drugim, nie przelewała się w drugich. Bo kto mówi, że kocha, a równocześnie nie daje miłości, ten jest egoistą! Dlatego Bóg nie jest egoistą, On kocha i pragnie Sam miłość dawać drugim.

Jak pragniemy, by dusze były spowite w śnieżną biel czystości!... Ale jeszcze więcej pragniemy, by dusze były spowite w miłość i tę miłość rozpylały jak woń w drugie dusze.

Dla Nas tu, w Niebie, miłość - to wszystko! Tu się nic nie robi, tylko się kocha... Tu jest jeden przelew miłości. Trójca Święta wzajemnie przelewa się w Miłość... Jest to, to wielkie Słońce, ta Światłość Wiekuista, bo gdyby nie było tej Światłości, to znaczy tej Miłości, Niebo nie byłoby Niebem! Byłaby to pustynia bezwodna, bez kropli ożywczej.

Gdyby świat wiedział, co znaczy kochać Boga i wiedział o tym, że jest przez Boga tak bardzo kochanym, pustynia życia stałaby się oazą, rajem rozkoszy, miłości świętej, ziemia stałaby się Niebem. Tysiące dusz idzie przez życie karłowate, bo nie szuka miłości, to jest Boga. Nie wiedzą o tym, że skarłowaciałe ich serca, gdyby kochały, stałyby się olbrzymami na drodze swej ku świętości.

Dużo dusz pociągniętych będzie przez śpiew Mój Dziewiczy, który dotąd wypowiedziałam przez pieśń Moją Słowiczą „Magnificat”. Ale teraz najwięcej siłą przyciągającą, magnetyczną, porywać będę dusze przez śpiew miłosny melodii nieziemskich, niebiańskich.

27 sierpnia 1943 r.

Bo kto kocha, ten śpiewa. W duszy tej jest jedna wiosna usłana kwieciem. Całe chóry najpiękniejszych śpiewaków, to jest przecudnych natchnień Boskich, rozbrzmiewają w niej, a odgłos tych śpiewów nie tylko w niej, ale w każdej innej duszy przez nią przelewa się we wtór[owanie].

Nie myśl, że jestem Śpiewną Dziewicą dla Siebie! Dlatego, że jestem Matką Boga, Stworzyciela Miłości. Ja chcę radosne Moje „Magnificat” przelać we wszystkie dusze na ziemi i razem z nimi śpiewać bez końca pieśń wielkiej Miłości.

Kochać, to znaczy tyle, co i stworzyć! Kto kocha jakieś dzieło, pragnie, by twórczość jego przechodziła przez życie z potomstwa w potomstwo przez całe wieki... Geniusz nie jest zazdrosny o swoje genialności, chce, by wszystko, co on stworzył, było genialne.

Dusza kochająca - to dusza genialna, to dusza twórcza! Choćby to była dusza prostaczka - jeżeli kocha, staje się mądrością, staje się potęgą, przewyższa największe rozumy, które potrafią filozofować, ale nie potrafią kochać. Mają wiedzę, ale nie mają serca. Serce – to wszystko! Kochające serce potrafi swoją miłością podbić samego Boga.

Bóg we wszystkim jest potężny, wszechmocny, pełen dobroci, jakby nieugięty. Posiada wielką Świętość, przed którą całe Niebo i świat ze czcią upada na kolana i z wielką czcią oddaje Mu hołd, jako swemu Stwórcy.

Ten Stwórca jest w Swej Świętości niezrównany. Pomimo wszystkiego posiada jedną „wadę", że przez Miłość staje się Słabością. Gdy ujrzy kochające Swe stworzenie, które Go kocha prawdziwie, staje się wobec własnego stworzenia, jak małe dziecię. Miłość czyni Go uległym. Dla miłości nie jest zdolny odmówić czegokolwiek i Sam powtarza: „Wszystko, o cokolwiek będziecie prosić w Imię Moje /to znaczy: w Imię Jego Miłości, bo Imię to Miłość'/, otrzymacie". [J 14,14] /I skarży się:/ „Dotychczas o nic nie prosiliście w Imię Moje, to znaczy w Imię Mojej Miłości - proście, a będzie wam dane, aby radość wasza była wielka.” [J 16,24]

Powiedz duszom, aby wykorzystały Samego Boga, żeby Go kochały i kradły Jego Miłość! Jeżeli Go kochać będą, otrzymają wszystko: i świętość i rzeczy doczesne - nie tylko dla siebie, ale i dla drugich, i całego świata.

Niech grają z Bogiem w wielki hazard! Niech stawiają na szali swą miłość, a zawsze wygrają, bo miłość z ufnością zwyciężą Samego Boga - i w tej grze hazardowej Bóg będzie przegrany! Gdy mówię te słowa do ciebie, jestem tak straszna w miłości, pogrążona w przepaścistym ogniu Miłości całej Trójcy Świętej, że gdybyś Mnie widziała taką, to znaczy w pełni tej rozgorzałej miłości i piękności, ty i cały świat spłonąłby od żaru tego ognia miłości.

/Czułam, że gdybym się poddała wrażeniu tego pięknego widzenia, zniknęłabym w żarze tego ognia. Przerwałam, ratując się ucieczką, to znaczy, że starałam się otrzeźwieć i oddalić od tej wizji./

28 sierpnia 1943 r.

Powiem ci, co to jest święta miłość Boża: Nie myśl, że to jest jakaś miłość małostkowa, która zapłonie i zgaśnie! Miłość święta i wielka jest jak wulkan, który wybucha i dotąd zieje ogniem, aż wszystko wyrzuci z siebie. Miłość święta jest podobna też do huraganu. Gdy taki huragan się rozpęta, wtedy, aby się wyładować, zniszczy wszystko wkoło siebie. Huragan potrafi połamać największe drzewa, jest tak silny, że poprzewraca nawet domy! Nic nie potrafi go powstrzymać!

Miłość święta jest jak woda, która gdy jest wezbrana, porywa skały ze sobą, porywa nieraz domy i wszystko, co napotka, nawet drzewa z najgłębszymi korzeniami i unosi na swoich falach.

Nic jej nie powstrzyma. Tak i tu, kto kocha i da się porwać Miłości Świętej, wtedy staje się jak rozszalały żywioł, bezwzględny na wszystko. Dla miłości nie ma nic, czego by nie mogła osiągnąć. Jeżeli kocha prawdziwie i pożąda ideałów i pragnie dążyć do najwznioślejszych szczytów świętości, staje się straszna i mocna, jako śmierć. Wszystko, co staje jej na przeszkodzie do zdobycie tego, czego pragnie, usuwa. Prawdziwa miłość nigdy nie jest połowiczna, nigdy nie jest interesowna, nie żąda zapłaty ani uznania. Kocha, bo kocha.... Nie kocha, dlatego, by uznawano poświęcenie jej i wszelkie wysiłki, bo dla niej już samo poświęcenie, wszystkie wysiłki i ofiary są miłością pełną.

Kto kocha, choćby nie był kochanym wzajemnie, kochać nie przestaje pomimo cierpień. Jeżeli raz umiłowała, już miłości nie cofa.

Nieraz czuje się niezrozumianą, niewdzięczną, nieuznaną. Daje wszystko, a nie widzi wzajemności.... Lecz i to jej nie zraża! Szczęśliwa jest, że może dawać siebie.

W poświęceniu jest bezgraniczna. Wyraz „kocham” dla niej wystarczy, by poświęciła wszystko, co ją otacza - mało, co ją otacza obecnie - ona poświęci wszystkie ideały swej przyszłości! We wszystkich cierpieniach, we wszystkich zawodach nie da się załamać. Silna jest jak stal. Płomień jej nie gaśnie. Wzrok ma utkwiony w swój ideał i jest jak ta orlica ciągle szybująca i zawsze gotowa do lotu, to znaczy, że nie jest przyziemna. Brzydzi się wszelkim brudem. Wszystko, co nie tchnie pięknością, świętością, lecz pęta w złudne mamidła, precz odrzuca, ponieważ sama jest piękna, a stworzył ją Bóg Piękności.

A Ja, Matka Pięknej Miłości, stworzona jestem z Ducha Świętego, jak Mnie Kościół wzywa: „I Sam stworzył w Duchu Świętym”, w Ducha Miłości. I Syn Mój Jezus, począł się z Ducha Świętego, z Ducha Miłości.

A Duch Święty symbolizuje się w gołębicy. Jest to ptaszę prostoty, czystości i miłości. Pismo Święte Pieśni nad pieśniami” - podyktowana jest przez Ducha Świętego, Ducha Miłości. Miłość tam jest często przyrównywana do synogarlicy: „Przyjdź, gołębico moja, pieśni moja, ukochana moja....”

Duch Święty jest pieśniarzem Miłości. Dusze, które chcą postąpić szybko w miłości, niech często się modlą do Stworzyciela Miłości, to jest do Ducha Świętego.

Ten symbol „ptaszę” da im skrzydła do lotu, wznosić ich będzie ponad wyżyny, rozpali w nich żar, bo Sam Siebie nazywa Ogniem. Da im potrzebne światła, bo Sam jest Światłem. Będzie dla nich pociechą, bo nazwę ma Pocieszyciela. Orzeźwiać będzie ich dusze, bo Sam jest Źródłem Wody Żywej, która zagasi wszelkie pragnienia ziemskie, a roznieci pragnienie Wód Żywych, z których wychodzi Jego Siedem Darów.

29 sierpnia 1943 r.

Ponieważ przeważnie stwarza Duch Święty, który jest twórcą Miłości, jeżeli tworzy miłość, tworzy równocześnie pokój w duszy. Czy miłość pochodzi od Ducha Świętego, poznaje się ją po tym, że równocześnie w duszy jest pokój. Syn Mój często powtarza: „Pokój Mój daję wam, pokój Mój zostawiam wam....” [J 14,27]. To tak samo, jakby mówił: „Miłość Moją daję wam. Miłość Moją zostawiam wam”, bo gdzie miłość, tam pokój.

Dusza przepełniona miłością jest zawsze spokojna. Może przecierpieć wiele, przechodząc różne burze, ale zawsze jak czysta toń morska, zawsze zwycięża, zawsze wyższa ponad wszystko, zawsze spokojna. Wiatr silny może miotać łodzią jej życia i nieraz się zdaje, jakoby miała zatonąć, ale jednak nie da się zachwiać. Mimo wszystko płynie dalej spokojnie.

Nieraz jest w oczach ludzkich niezrozumiałą, gdy ją widzą zawsze spokojną, i mówią, że taka osoba jest bez nerwów, bez życia, bez temperamentu, a nie wiedzą o tym, że jest to istota, która kocha, a kto kocha, nosi w swej duszy pokój, a w oczach odblask szczęścia wiecznego tu, na ziemi, nic nie potrafi zamącić jej Nieba, które jest odbiciem w niej całej Trójcy Świętej.

Wtedy można przyrównać znowu te słowa „Deus Caritas est”, „Homo Caritas est”. Bóg. Bo Bóg przelał Swą Miłość w człowieka. Człowiek stał się Miłością, stał się przybytkiem Boga, a jeszcze można powiedzieć głębiej, stał się Naszym Bogiem Miłości!

Dusza, która tak przechodzi przez [życie], ciągle śpiewa ze Mną „Magnificat" i nazwać ją można tak, jak Ja Siebie nazwałam „Śpiewna” i tę pieśń miłości nie tylko nosi w sobie, ale wydaje jakby słowiczy odgłos w inne dusze.

Bo miłość jest jak ogień, który pali, co napotka. Tak samo ten śpiew miłości duszom innym udziela i budzi miłość, gdziekolwiek się znajdzie....

Daj Mi takie dusze śpiewne! A wiesz w jaki sposób Mi je dasz? Jeżeli modlić się będziesz, by świat odrodził się w miłości i Duchu Pokoju i Duch Pokoju zamieszkał w każdym sercu. Nie możesz chodzić i wołać: „Kochajcie się, Synaczkowie, miłujcie się”, ale bez przerwy możesz wołać do Nas, byśmy stwarzali i dawali Miłość Naszą, którą palimy się i pragniemy wyrzucać ją jakoby z ognistego pieca na ziemię.

Ale jest mało dusz takich, które by prosiły, błagały Nas, a My chcemy i pragniemy, by Nas o to proszono. Tak jak się prosi o chleb powszedni, bez którego życie by zgasło, tak samo i tu pragniemy.

Niech przychodzi każdy do Nas i prosi o miłość, o ten ogień, który spala i niszczy wszystko zło, a zapala i stwarza dobro i piękno.

Jestem Matką Pięknej Miłości - wciąż ci to będę powtarzać i pragnę wzbudzać miłość i piękno.

Pragnę tych kilku kwiatów przepełnionych wonią miłości, chociażby zroszonych rosą swoich własnych łez i cierpień. Niech Nam dadzą tę rosę łez swoich. My rosę ich łez przyjmiemy. Słońce Miłości Naszej te łzy osuszy i w miarę ich tęsknot za Miłością Naszą damy im Serca Nasze. Zrobimy zamianę serc i śpiewać będą ze Mną tę - wspólną pieśń miłości: „I rozradował się duch Mój w Zbawicielu naszym”.

Zbudź Mi dusze takie, które są jak kielichy kwiatów śpiących /kwiaty, które na noc zamykają się, a dopiero pod wpływem promieni słonecznych otwierają swe kielichy/. Kwiaty takie gdyby nie słońce, nie rozbudziłyby się. Kwiaty te są śliczne, to znaczy, dusze takie są śliczne, ale gdy nie mają słońca miłości, bez przerwy śpią i chodzą jak same cienie. Gdyby były nasycone miłością stwarzałyby cuda, udzielając miłości ze swej miłości! Dusze takie to są nierozbudzone kwiaty.

Wołaj do tych nierozbudzonych kwiatów: „Zbudźcie się”. A wiesz, jak się budzą? - Gdy śpiewać Nam będą akty miłości! A najpiękniejszy dla Nas akt miłości - to ciągłe mówienie Nam: „Bóg jest Miłością, kocham Go”, „Kocham Go”.

Będę ci przedstawiać dusze takie, jakimi są, takie, które by mogły Nam dużo chwały przynieść, a nie przynoszą, bo nie znają siebie. Przez wyjaśnienia te ułatwię im poznanie siebie.

/Widzę i odczuwam nieskończone bogactwo Miłości Bożej w całej Trójcy Świętej, w Matce Niepokalanej, w całym Niebie i wszystkich świętych i wszystkich aniołach. Każdy w Niebie jest jak rozbudzona, przecudna harmonia dźwięków muzycznych, jak jedna pieśń nieprzerwana, pochwalna: „Święty, Święty, Święty" [Iz 6,3; Ap 4,8]. Echo tej pieśni miłosnej rozbrzmiewa w Niebie i w całej przyrodzie. Każdy śpiew ptasząt, każdy powiew wiatru, każdy zapach kwiatu, jest to wszystko złączone razem i zdaje się jakby wszystko śpiewało jedną pieśń miłości, oddając swemu Stwórcy cześć, uwielbienie i hołd za to, że jest Pięknem i Miłością, zarazem. Bóg żyje w każdym atomie, to znaczy, że jest wszędzie obecny i daje życie wszystkiemu, a więc zarówno stworzeniu, jak i przyrodzie.

Gdyby, kto to wszystko widział i odczuwał, co ja widzę i odczuwam, na co nie ma pędzla, ani artysty, który by to umiał odtworzyć, zdumiałby się tej potędze i oszalałby chyba z wrażenia. Powstrzymuję tylko siebie, aby w tej rozszalałej miłości nie wybiec między ludzi i wołać: „Ludzie, dlaczego nie kochacie Boga ?”/

Otóż są dusze.....

Powiem ci o duszach dyskretnie, ale tak, że każda zrozumie i zastosuje to do siebie. Są dusze spragnione Naszej Miłości... Pragną Nas kochać, pragną poświęcić wszystko dla Naszej Miłości, ale są nieśmiałe i boją się Nas.

Gdy chcą wymówić te słowa: „Boże, kocham Cię”, czują się tego niegodne i marnują czas na „niby pokorze” swojej. Dusze takie wzniosłyby się do najwyższych szczytów miłości, gdyby tę „pokorę” zostawiły na ziemi, a serce utkwiły w Nas...

Bo jeżeli ziemska miłość żąda otwartego wypowiedzenia w swych uczuciach i jeżeli nie znajduje wzajemności w tych uczuciach, nie zdobywa też wzajemnego odczucia miłości, cóż dopiero mówić o Naszej Miłości, gdzie tu w Niebie - mówiąc po ludzku - natężamy słuch, czy nie usłyszymy od Swego stworzenia tej miłosnej mowy: „Boże, kocham Cię”. Bo już mówiłam tyle razy - to stworzenie jest wolne w swej woli i może Nas kochać lub nie, chociaż stworzone jest tylko dla Naszej Miłości, a wszystko inne ma kochać w Nas. Ileż chwil, ile aktów, ile powiększenia swej chwały w Niebie ono marnuje.... Gdyż każdy akt miłości wypowiedziany dla Naszej Miłości, jest jakby wznoszeniem się gmachu coraz większej świętości i szczęścia wiecznego! Bo każda dusza będzie na tym poziomie świętości w Niebie, w jakim stopniu kochała na ziemi i w jakim stopniu miłości umarła.

Im większa miłość, tym większa chwała....!

30 sierpnia 1943 r.

Miłość jest jak ogień. Im więcej się rozdmuchuje, tym więcej się pali. Przez ogień miłości spalają się przeważnie nasze wszystkie grzechy. Jeżeli dusza upadnie, najlepszym środkiem do podźwignięcia się z grzechu to akt miłości! Miłość tak spala grzechy, jak ogień spala, co napotka, zostawiając tylko popioły.....

Najlepszym w nas środkiem do wyniszczania grzechu i wszelkiej naleciałości i szybkiego uświęcenia naszego, to akty miłości! Akt miłości jest wywabiaczem plam. Gdy dusza jest splamiona, niech wzbudza w sobie akty miłości, a akt miłości ma w sobie równocześnie akt skruchy.

Bo kto prawdziwie kocha, ten, jeżeli zrobi drugiej osobie przykrość, od razu żałuje.

Jeżeli ktoś zgrzeszył, niech nie czeka długo, ale po każdym grzechu niech natychmiast wzbudzi w sobie akt miłości: „Boże, kocham Cię, przebacz mi!” Jest to natychmiastowa spowiedź, wyznanie grzechu przez skruchę. Przez skruchę oczyszczamy się, a przez miłość zapalamy się. Skrucha oczyszcza nas, miłość zapala i jest to jakby spowiedź i Komunia Święta. Skrucha jest to wyznanie grzechu, a miłość - Eucharystia! Bo Bóg jest Miłością. Każdy akt miłości to jakby ciągła Komunia Święta.....

Gdyby dusze wiedziały, jak cenne są akty miłości i jak prędko można dojść do zjednoczenia z Bogiem - Miłością i uświęcenia się, powtarzałyby ciągłą tę pieśń miłości przez akty takie, jakie im Duch Święty tchnie i własne serce podyktuje....

Nie potrzebują tego głośno wypowiadać, ani ustami. Bóg jest Duchem i zna mowę serca naszego. Kto kocha, ten wie, co znaczy pieszczota miłości....

Bóg będąc w Niebie, miał wszystko, co mógł posiadać, a jednak pragnął: jeszcze tej pieszczącej mowy serca ludzkiego, to jest miłości. Zszedł na ziemię, przeszedł przez wszystkie cierpienia, oddał ostatnią kroplę Krwi Swojej z miłości ku Swemu stworzeniu. Pragnął miłości, żądał miłości.

Stworzył w Sobie serce ludzkie jedynie po to, by łączyć serce ludzkie z Sercem Swoim! Chciał pieśni miłości.... Dla tej pieśni opuścił Niebo i rozszalały w Swej Świętej Miłości biegł przez Swe życie jak olbrzym, i nie zważając na cierpienie i walki zdeptał wszystkie przeszkody i szedł na życie i śmierć, gdyż „Miłość większa jest niż śmierć”.

Miłość nie umiera, miłość się nie kończy - jest nieskończona! Jeżeli tu zacznie kochać, kocha przez całą wieczność, bo w wieczności nie ma nic, tylko jedna Miłość.....

Wieczność nie przyjmuje nic, prócz miłości. Dusza, choćby z ziemi zabrała wszystkie swoje uczynki, choćby najpiękniejsze i z największą ofiarą spełnione, jeżeli nie były miłością, niczym są! Dusza taka nic nie zabrała ze sobą.

A przeciwnie - jeżeli dusza wypełniła najpospolitsze i błahe rzeczy, lecz jeżeli były spowite w miłość, zabrała ze sobą Niebo z tej ziemi, w którym mieszkać będzie przez całą wieczność, bo tu na ziemi kochała!

Kto kocha, staje się miłością. A że Bóg jest Miłością, więc dusza stała się Bogiem - Miłością. Szczęśliwa przeszła przez życie w miłości tysiąckroć szczęśliwsza, bo szczęście nosiła w sobie, szczęśliwością swoją napawała drugich, dając Miłość. Na tej szczęśliwości swojej i miłości uniosła się w przestworza, zatonęła w Bogu - Miłości, spoczęła w Nim i pieśń Miłości, którą zaczęła śpiewać tu, na ziemi, śpiewać będzie przez całe wieki, wołając: „Bóg jest Miłością!” [1 J 4,8.16] Kto nie rozumie Nieba, niech czyta te słowa! Duch Święty otworzy mu wzrok jego duszy i da mu poznać, co to jest Niebo. O, kto tym szczęśliwym jest? „Homo Caritas est.” Człowiek miłością jest. Stworzony z miłości dla Miłości. Jest to zlanie, złączenie, zjednoczenie: „Deus Caritas est„ - „Homo Caritas est”.

1 września 1943 r.

Niech się nikt nie dziwi, że ciągle powtarzam o miłości, że Bóg - Miłość i człowiek - miłość to jedno. Bóg jest tak spragniony miłości człowieka, że jak woła w wieczerniku - „Wielkim pragnieniem pragnąłem pożywać Paschę z wami” [Łk 22,15]. To znaczy, Bóg dał się na Ofiarę Miłości, że przemieniając Siebie w chleb, dał możność spożywania Siebie, po prostu mówiąc, dał się pożreć. Bo - jak powiedział - „Miłość przyciska Mnie /to znaczy przynagla Mnie/, gorliwość pożera Mnie!” [J 2,17].

I nic dziwnego! Bo nawet w ludzkim wyrażeniu spotykamy się z powiedzeniem: „Zjadłbym go z miłości...”.

Otóż i Bóg dał się na pokarm. „Słowo stało się Ciałem”, by to (Słowo) Ciało wcielić w drugą ukochaną istotę, tak jak powiedziane jest: „To jest krew z Krwi Mojej, kość z Kości Mojej”. Krew Boga przelana w krew człowieka staje się krwią Krwi Samego Boga, i ciało człowieka staje się Ciałem i Kością Samego Boga.

Każda Komunia Święta to jest tym przeistoczeniem, Miłość pożera Miłość.... Bóg łaknie człowieka i to jest tym wzajemnym spożywaniem siebie.... Serce Boga jest jak piec ognisty, jak jeden pożar! Bóg kocha, pali się w Swojej własnej Miłości i chce tę Miłość wyrzucić, jak żar z pieca ognistego.....

/Widzę Boga, jako jeden płomień i jeden żar, którego nie jest zdolny powstrzymać w Sobie. Musi go wyrzucić i woła do Swych stworzeń:/

Dopomóżcie Mi wyrzucić ten ogień i te płomienie palącej i nigdy niegasnącej Miłości!"

/Ciągle woła:/

Dajcie Mi serca wasze!”

/To jest wizja i słyszę głos Boga coraz silniejszy, woła Sam Bóg:/

Dajcie Mi serca wasze, chociażby były zimne i obojętne, ale miały odrobinę dobrej woli zwrócić się do Mnie. Jeżeli Mnie się boicie, zwróćcie się przez Miłość do Mojej Matki, jak dzieci, gdy boją się ojca, udają się wpierw do matki. Ona wam dopomoże przyjść do Mnie i wyczerpać wszystkie zdroje łaski z Serca Mego i zapalicie się Miłością Mej Miłości. Będziecie, jako płonące pochodnie i Ja będę spalał się w was, a wy spalać się będziecie we Mnie. Dacie upust Mych największych pragnień, rozgorzałej, nigdy i niczym niedającej się ugasić Mej Świętej Miłości.

Jak piekło jest straszne w Mej Sprawiedliwości, tak Miłość Moja straszna jest, niczym niedająca się ugasić. Jak Sam jestem Miłością i ze wszystkich danych Mi mian najwięcej podoba Mi się, gdy Mnie kto nazywa Bogiem-Miłością, bo jestem Bogiem Miłości i Twórcą Miłości, serce człowieka stworzyłem tylko dla miłości! Jeżeli widzę serce ludzkie zwracające się ku Mnie, pragnące Mej Miłości, wtedy zabijam je, jako ofiarę miłości. Wyniszczam w nim wszystko, co się sprzeciwia Mej Miłości, przeistaczam je, z brudów i wszelkich naleciałości złych oczyszczam, robię z nich kryształy czyste, w których Sam się z rozkoszą przeglądam.

Miłość Swoją przelewam w serce kochające Mnie i również w te, które są kochane przez nie. Nie jestem zazdrosny o miłość ich do innych osób, przeciwnie, chcę przelewu serca w serce, duszy w duszę. Gdybym żądał miłości wyłącznie dla Siebie, byłbym Bogiem egoistycznym. Przeciwnie, żądam, aby miłość pochodząca ode Mnie rozlewała się w sercach drugich, była tym ogniem pożerającym!

Jestem Bogiem-Człowiekiem i pragnę miłości rodzinnej, takiej jaką miałem na ziemi..... Kochałem wszystkich, a w szczególności kochałem Moją Matkę. Duch Święty nazwał Ją Matką Pięknej Miłości, to znaczy Moją Matką.

/Nie zwróciłam uwagi na następne zdanie i już chciałam mówić dalej. Słyszę głos:/

Nie skończyłem! Chcę jeszcze wypowiedzieć tytuły odnośnie do Mojej Matki!

Tak Ją kocham, że pragnę, aby każdy człowiek najpiękniejsze dawał Jej hołdy należne Jej... To sprawia Mi wielką radość, tak jak ziemskiemu Synowi, bo Sam Siebie lubię nazywać Synem Człowieczym, Synem Maryi. A wiesz, dlaczego? Bo jak człowiek jest szczęśliwy i dumny z tego, że ma Boga za Ojca, i ten człowiek szczęśliwy jest, że go stworzył Bóg i należy do Niego, tak samo Ja jestem Bogiem szczęśliwym, że stworzyłem człowieka i Sam stałem się Człowiekiem.

Uważam to Sobie za szczęście i zaszczyt, pomimo że po ludzku sądząc poniżyłem się przyjmując postać ludzką. A jednak rozkoszą dla Mnie jest to, iż pozostaję z synami ludzkimi i będę z nimi aż do skończenia świata i przez całą wieczność......

Jest Matką Moją i Dziewicą Niepokalaną! Jak tu, na ziemi, tak i w Niebie napawam się Nią. Jej śnieżną Niepokalanością i upajam się Nią, jak wonią najcudowniejszego kwiatu raju rozkosznego. Wszystkie kwiaty na ziemi, gdybym zebrał razem, nie oddałyby woni, jaką przepełniona jest Ona.

Moja Matka. Wielką radość dla Mego Serca sprawia to, że już uwielbiona jest Moja Matka przez powtarzanie słów: „Niech będzie uwielbione Imię Maryi, Dziewicy i Matki!” Każde takie pozdrowienie już odbija się echem w Naszych Sercach i z czułością oczekujemy tego pozdrowienia, i w zamian udzielamy stosownych łask dla każdej duszy, a przede wszystkim dajemy zrozumienie tej łaski wielkiej „Świętych Obcowanie".

Jak już powiedziałem - chcemy wraz z wszystkimi świętymi żyć życiem rodzinnym i chcę, by Kościół przez Ojca Świętego i kapłanów rozwijał w duszach i wyjaśniał wielkie znaczenie słów Składu Apostolskiego „Wierzę w Świętych Obcowanie”. Tak, jak tu, w Niebie, jest jedno życie rodzinne, tak samo chcemy na ziemi odtworzyć życie rodzinne, przelewając Miłość Naszą w miłość dusz na ziemi.

Jeżeli Ja kochałem i kocham Moją Matkę, że jeszcze raz chcę oddać wszystkie hołdy, że jest Moją Pieśnią, Pieśnią Mej Miłości, Upojeniem i Rozkoszą przewyższającą Wszystkich świętych w Niebie, jest Mi Matką, a zarazem Panią i Królową całego Nieba i ziemi, jaką Ją uczyniłem, tak też, gdy ktoś prosi przez przyczynę Mojej Matki, nie jestem zdolny odmówić czegokolwiek dla miłości Mojej ku Niej, a Jej ku Mnie!

Jak w szczególny sposób kochałem Matkę Moją, podobnie również świętego Józefa, przybranego Ojca Mego i Opiekuna, który był śnieżną Lilią i słusznie Kościół nazywa Go „Mężem Sprawiedliwym”.

3 września 1943 r.

Mało czci doznaje święty Józef przez Kościół... Pragnę, aby Kościół więcej rozpowszechniał kult Jego, bo jak tu, na ziemi, był Moim Ojcem i Opiekunem, i po Matce Najświętszej był najwięcej przeze Mnie ukochanym, chciałbym, aby był czczony we wszystkich warstwach życia wewnętrznego i społecznego.

Mało jest czczony przez tych, przez których najwięcej powinien być czczony, na przykład: seminaria duchowne. Wszyscy przełożeni powinni Go brać i przedstawiać, jako wielkiego pedagoga i wychowawcę, bo był pierwszym, który Mnie, jako człowieka, jako dziecię wychowywał. Otóż w seminariach duchownych powinien być na pierwszym miejscu, jako wychowawca siewców Bożych, gdyż Ja też przyszedłem na świat, jako Siewca dla dusz.

Aby ktoś był dobrym siewcą, trzeba, aby sam miał ziarna, które by plonowały.... Ja wzorując się, jako człowiek na Swoim Opiekunie, nim wystąpiłem ze Swoją nauką, prowadziłem życie ukryte, wewnętrzne, życie modlitwy i skupienia, życie cichej pracy, nieimponującej, ale ciężkiej pracy. Prowadziliśmy dni szare prostych rzemieślników.

Otóż każdy, aby w życiu swoim doczekał się ze swoich ziarn wielkiego zbioru, musi się ukrywać jak ziarno w ziemi, nieznany światu, przeistaczać się przez modlitwę, przez życie w czystej intencji i ciągłą łączność z Bogiem Ojcem.

4 września 1943 r.

Dusze, przeznaczone na to, aby kiedyś dużo działały, najpierw przeważnie ukryjemy przed ludźmi, przed samymi sobą. My przez to ukrycie kształcimy ich, przeistaczamy, wyniszczamy. Gdy widzimy, że ziarno ich miłości własnej przegniło, wtedy napełniamy łaską, dajemy im tak szeroki rozmach w ich działalności, że z ziarenka wyrasta nie tylko ktoś pełny, obfitujący w setki ziaren, ale stają się jakoby łanem zboża, przedstawiającym tysiące dusz.

Dlatego wychowawcy młodocianych serc, ażeby odnieść zadowolenie i owoc swej pracy, niech dusze urabiają na wzór świętego Józefa, ukrytego a największego pedagoga, który przez cichy swój wzór jakoby nic nie działał, żadnego cudu nie zdziałał, a dokonał największego cudu, bo wychował Boga - Człowieka!

Syn Boży nie potrzebował żadnego wzorowania, bo był Sam Świętym nad Świętymi, Mądrością i Doskonałością jednak szedł za wzorem Swego opiekuna, ukrywając się, pracując w ciszy i modląc się, przygotowywał się na pracę i misję apostolską.

Święty Józef, jakkolwiek jest opiekunem całego Kościoła we wszystkich warstwach, czy jako opiekun rodzin, czy jako wzór dla pracujących, czy jako lilia śnieżnej białości, dla wszystkich jest wielkim przykładem i wzorem do naśladowania, ale jest największym przykładem - jak już raz wspomniałem - dla dusz przygotowujących się do apostołowania, dla dusz kapłańskich.

Bo kapłan, jeżeli chce być kapłanem według Serca Mojego i Jego wychowawcy, chcąc widzieć w przyszłości pożytek swej pracy nad urabianiem duszy kapłańskiej, musi wszczepiać w ich serca przede wszystkim wielkiego ducha modlitwy, dochodzącej do bardzo, bardzo ścisłego zjednoczenia z Nami.

To najważniejsza podstawa, aby kapłan najpierw miał wielkie życie w swej duszy i żyjąc w Nas, potem dawał życie duszom, wcielał się i przebóstwiał w Nas inne serca, i jeżeli chce zdziałać wiele ku chwale Naszej i uświęceniu dusz powierzonych sobie, niech hasłem jego będzie ustawiczny szept modlitwy: „Jezu żyjący w Maryi, przybądź, a żyj z nami!”.

Tu jest znowu dalszy hymn Śpiewnej Dziewicy „I rozradował się duch Mój w Zbawicielu Moim”, „Słowo stało się Ciałem” w Rozśpiewanej Dziewicy Mej Matce. Syn Boży staje się Synem Człowieczym, wciela się w każdą duszę, z rozkoszą spoczywa w niej i zjednoczony z nią śpiewa w niej słowiczą pieśń radości z przelania się Bóstwa w człowieczeństwo. A pieśnią tą wiesz, co jest? Dalsze „Magnificat” /to znaczy hymn uwielbienia/.

17 września 1943 r.

Pragniemy mieć dusze, które by się nazywały „Magnificat” czyli „Uwielbienie”, które by Nam śpiewały pieśń pochwalną, pieśń radosną, pieśń Pięknej Miłości, to znaczy pieśń Bożą! Wtedy Duch Nasz „rozradowałby się w duszach ich”, a Serca Nasze śpiewałyby w sercach ich...

Pieśń Bożą, pieśń Pięknej Miłości, to jest pieśń wyjętą z Serca całej Trójcy Świętej. Melodię tę, kto raz uchwyci, kto raz zacznie śpiewać na tej ziemi, nie skończy jej nigdy i śpiewać ją będzie przez całą wieczność....

Dusze takie, które zrozumiały i rozumieją tę pieśń, stają się przybytkami całej Trójcy Świętej, tę pieśń wyjętą z najsubtelniejszych tonów Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego, którą śpiewają Sobie wzajemnie, gdzie cała Trójca Święta jest Uwielbieniem, Miłością i wzajemnym przelewaniem się - jedną Miłością i jednym Uwielbieniem! Jest to rozśpiewane Bóstwo, pragnące wylać [się] w nim, w człowieku, przebóstwiając go, prześpiewać razem z nim /z tym człowiekiem/ przez całe wieki, gdzie pieśń ta nie zginie, bo Bóg nie ginie.

Wytłumacz takim duszom, że aby stać się taką pieśnią, trzeba kochać! Kto kocha, ten śpiewa hymny uwielbienia, gdyż „Duch jego raduje się w Panu, Zbawicielu swoim”.

19 września 1943 r.

- Niedziela - święto Matki Boskiej Bolesnej /w Zgromadzeniu S.S. Serafitek święto Matki Boskiej Bolesnej obchodzi się w trzecią niedzielę września./

Dziś daję ci słuch. Jak już kiedyś powiedziano ci - powiększamy w tobie wszystkie przymioty, które dostałaś, a przede wszystkim dziś dajemy ci słuch Nasz. Ty będziesz wsłuchana w Nas, a My będziemy wsłuchani w ciebie. Modlitwa, w której wołasz „Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas”, będzie pieśnią radosną, w którą My z rozkoszą wsłuchujemy się. Przez ten słuch Nasz dusze, które będą się powierzać twoim modlitwom i dusze, które ty prosisz o modlitwę w różnych intencjach, będą wysłuchane.

/Mówi to Matka Boska z Panem Jezusem./

Dajemy ci to dzisiaj, jako prezent w dzień święta Naszego, gdyż święto Boleści Mojej jest też świętem Boleści Jezusa - bośmy wspólnie cierpieli. A dajemy ci ten prezent, bo jesteś córką Naszych Boleści.

Każda dusza, która czci Nasze Boleści i cierpienia, jest duszą Naszych Radości. U każdej duszy żadna łza, żadne cierpienie, żaden ból nie idzie na marne, jeżeli złożymy u stóp Naszych tę mirrę woniejącą. Dusza taka wielbiąca Nas w cierpieniu, jest Naszą wielką radością - i znowu hymn wiecznej miłości i uwielbienia, hymn „Magnificat” rozlewa się w Serach Naszych. Nasz Duch się raduje, ponieważ stworzenie uwielbia Nas w cierpieniu.

Nie znaczy to, że cieszymy się waszym cierpieniem. Bo Sami cierpieliśmy i wiemy, co to jest cierpienie, ale też wiemy, że przez cierpienie najwięcej uwielbialiśmy Boga Trójjedynego.

/Widzę Matkę Boską przy wielkich organach, jako młodą, bardzo piękną Dziewicę w wieku piętnastu lat. Organy ogromne, że gubi się w tych organach. Ubrana w seledynową suknię, rozpuszczone włosy i złota opaska we włosach. Słyszę przecudną muzykę i głos śpiewającej Matki Boskiej:/

Uwielbiaj, duszo Moja, Pana - i rozradował się duch Mój w Zbawicielu Moim”.

/Do mnie mówi:/

Słuchaj! Taką jak Mnie widzisz, jestem Ja tą Śpiewną Dziewicą. Zbieram wszystkie łzy i cierpienia ludu polskiego, przelewam je w dźwięki muzyki i zanoszę, jako hymn pochwalny ku czci całej Trójcy Świętej.... Oglądam się z troską, wsłuchana w cierpienia i łzy ludu, żeby wszystkie je zebrać i nic nie stracić, aby nic nie zginęło z tego, co jest boleścią tej ziemi, a zamieniło się w radość i hymn pochwalny ku czci zbolałego Serca Mego i Serca Syna Mego.

Abyś to zrozumiała i dobrze się wsłuchała, powiększyliśmy w tobie słuch nadprzyrodzony. Będziesz miała dar wsłuchania się w modlitwy innych i możność przenoszenia tych modlitw w słuch Nasz. To znaczy, że modlitwy drogich tobie osób i całego świata będziesz przedstawiać Nam ku wysłuchaniu. Modlitwy te przez twoje pośrednictwo będą wysłuchane. To jest tak, jak gdyby ktoś - chce otrzymać jakiś dar - idzie do pewnej osoby zaufanej, szukając jej protekcji.

/Mam obawę, że wygląda to na chwalenie siebie i słyszę głos:/

Raczej Niebo i ziemia przeminą, ale słowa te nie przeminą.

22 września 1943 r.

Widzisz, a pieśń Moja trwa i trwa - i dalej, i dalej, bez końca. Gdym się urodziła, nad Moją kolebką całe zastępy Aniołów śpiewały. Już wtedy życie Moje zaczęło się pieśnią. Pieśnią Mi były wszystkie radości i pieśnią Mi były wszystkie ofiary. Życie Moje było tak złączone z Trójcą Świętą, że Ich pieśni wielkiej Miłości przelewały się w Moje Serce, a Moja pieśń miłości jak echo słowiczego głosu przenosiła się w Sercach Trójcy Świętej. Był to przelew i odlew miłości śpiewnej.... Gdy Bóg się wcielił we Mnie, śpiewałam cudne „Magnificat". Gdy Bóg narodził się, te same anielskie głosy, które śpiewały przy Moich narodzinach, śpiewały wraz ze Mną w Betlejemskiej szopce przy uniżonym Bogu w żłóbku. Chociaż pora była zimowa, nie było tam zimna, bo ogień miłości palił się w Naszych Sercach.

Duch Mój rozradował się w Synu Moim i Zbawicielu Moim, a Serce Syna Mego, Zbawiciela Mego, rozradowało się w Sercu Moim. Była to pieśń złączona z hufcami aniołów, z całym Niebem, z całą ziemią, ku czci swego Stwórcy - Miłości. Miłości nie było końca..... I tak, jak miłość się nie kończy, tak pieśń Moja się nie skończyła. Śpiewam ją dalej w Niebie, śpiewam ją w duszach, a dusze Mój śpiew przenoszą w drugie dusze.

A wiesz, co znaczy ta pieśń Moja? Jest to pieśń Miłości, pieśń przeistoczenia Nas w dusze. A duszom, które Nas kochają, udzielany jest czar tej pieśni - a w sercach ich jest wtór[owanie] cudnej pieśni. Jak życie Moje było pieśnią, a w Niebie jest dalszy ciąg tej pieśni, tak życie tych dusz żyjących w Nas jest [to] dalszy ciąg tej pieśni - tak życie tych dusz żyjących w Nas jest jedną pieśnią.

Gdy nadchodzi w te dusze zmrok i ból serca ich przyciska, łzy płyną i spoza łez smętne wejrzenie wznoszą i zatapiają we wzroku Moim, to jest we wzroku Śpiewnej Dziewicy (bardzo lubię, gdy Mnie tak nazywają), wtedy im daję śpiew Mego Serca i Me wejrzenie topię w ich źrenicy. Smutek ich gaśnie, a ich cierpienie zamieniam w Swój śpiew. I chlubię się tymi duszami, bo w pieśni Mojej ukryły swój ból, a Ja ich smutek przemieniam w śpiew słowiczy i cała Trójca Święta jest uwielbiona, gdyż śpiew cierpienia ofiarowany został swemu Stwórcy od małego stworzenia. W tych duszach śpiewać będę bez końca. Miłością zwiążę ich serca z Miłością Moją i serca te będą sercami Matki, Matki Samego Boga. Bo Ja śpiewam tę pieśń radości i pieśń cierpienia. Więc dusze takie są Moimi dziećmi - serca z Sercem w miłości związane. Bo łza cierpienia jest perłą bezcenną. Bo łzy miłości to są hymny uwielbienia ku Stwórcy!

Więc niech nikt nie łamie się pod cierpieniem i niech wie, że w każde cierpienie wsłuchana jestem, jak w pieśń miłości i uwielbienia.

/Matka Boska jest tak rozśpiewana, że pieśń Jej trwa bez końca. Czuję, że śpiewałaby tak ze mną przez całe życie i całą wieczność.

Dotąd było „Magnificat” - „Uwielbiaj, duszo moja. Pana i rozradował się duch Mój w Zbawicielu Moim”. Teraz Niepokalana Maryja chce zaśpiewać ku czci Trójcy Świętej: „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, i teraz, i zawsze, i na wieki wieków. Amen./

Pisz! Teraz zaśpiewam pieśń ku czci Ojca Przedwiecznego, jako Córka Jego. Ja chcę zaśpiewać hymn ku czci Ojca Przedwiecznego, a Ojciec Przedwieczny uprzedza Mnie i śpiewa pieśń Miłości Swej, jako Swojej Córce.

Teraz zrozum, gdy ciebie ktoś w tych pismach nie zrozumiałby, że to nie twój utwór, ale Nasz, oto masz dowód, że Ja chcę zaśpiewać hymn ku czci Ojca Przedwiecznego w wypowiedzeniu się, by głos Jego mógł być wypowiedziany. Bo On jest Bóg-Stwórca - a Ja - jakkolwiek jestem Matką Jego Syna - jestem jednak Jego stworzeniem i muszę ulegać Jego Woli. To znaczy, że tym bardziej ty nie masz tu swej woli w wypowiadaniu się i słowa te nie są twoje, lecz Nasze.

/Wizja: Bóg Ojciec bierze w ramiona Matkę Boską, jako Swoją Córkę, przytula Ją do Serca i śpiewa jak matka nad swoim najukochańszym dziecięciem:/

Pójdź, Gołębico Moja, Pieśni Moja,

Pójdź, Gołębico Moja, Pieśni Moja, Piękna Moja, umiłowana Córko Moja. Nakłoń ucha Swego, albowiem Ojciec Twój zaśpiewa Ci pieśń Miłości Swojej. Nim świat był zrodzony, Tyś już była zrodzona w Nas Trzech. Piękniejsza jesteś nad Jutrzenkę wschodzącą, jaśniejsza jesteś od słońca, iskry gwiazd bledną przed Tobą, a księżyc podnóżkiem stopy Twojej.....

Śpiewałaś hymn - iż „rozradował się Duch Twój”. Śpiew Twój był wdzięczny, jak głos synogarlicy [Pnp 2,12]. Chwałę Naszą, którąś wyśpiewała tu, śpiewać będą wszystkie narody poprzez wszystkie wieki. Chwała ta trwać będzie na ziemi i w Niebie. Nazwałaś Siebie „Śpiewną Dziewicą”. A Ja Ciebie nazwę „Córką i Śpiewną Królową Serca Mojego”, bo jesteś dziecięciem Króla i Pana, którego światłość nie gaśnie, a dzień Jego nie ma końca.

Śpiewać Ci będę za to, żeś Córką Serca Mojego... Każdy Ojciec chlubi się swym dziecięciem. Tyś chlubą Moją, Tyś jasnością Źrenicy Mojej! Gdybym nie był Bogiem w Trzech Osobach, zazdrościłbym Synowi Mojemu, że stałaś się Mu Matką i że wcielił się w Ciebie.

Jesteś tak umiłowana przez Nas Trzech, że każdy z Nas chciałby na wyścigi przelewać się w Ciebie. A ponieważ jesteśmy Jednym Zjednoczeniem, więc przelewamy się Miłością w Ciebie, a Ty przelewasz się w Miłość Naszą tak, że po ludzku mówiąc, gdybyś Ty nie istniała, Trójca Święta nie byłaby szczęśliwa, chociaż jest szczęściem Sama w Sobie.

My Trzej to jakby Trój-Przymierze, a Ty jesteś jakby Słońcem tego Przymierza, gdyż przez przymiot Nasz, a Twój promień słoneczny jesteś Ogniem, który bezpośrednio łączy Nas z człowiekiem. Nasza Świętość niżąca się do człowieka jest tak wielka, że potrzebuje łącznika tego, który ułatwia Nam i umożliwia łączenie się z człowiekiem i obsypywania go łaskami dla jego doskonalenia i łączenia się z Nami. Śpiew, który śpiewa Kościół „Tyś Matką Wszechżyjących [Syr 40,1; J 19,27], Tyś jest Świętych drzwiami” [Prz 8,34-35], słusznie nazywa Cię Drzwiami, gdyż przez Ciebie, jako przez drzwi przechodzą wszystkie dusze. Jedne uświęcają się, inne stają się świętymi. Gdyby dusze wiedziały, jaki wielki dar posiadają w Tobie, że stworzyliśmy Ciebie na to ogniwo łączące człowieka z Bogiem, powinien jeden hymn zanosić się ku czci Naszej za to, że jakkolwiek Odkupienie świata jest specjalnie udzielone Synowi Memu, ale Współodkupicielką jesteś Ty - Nasza Jutrznia powstająca i przyświecająca, jako najpiękniejsza gwiazda [Pnp 6,9]. Jak gwiazda nigdy nie gaśnie, tak łaska Twoja nigdy nie zgaśnie, boś „łaski pełna" [Łk 1,28].

Gdyż Dawcą tej łaski jestem Ja, Ojciec Bóg Troisty, Twój i całego plemienia!

Łaski dane Tobie - dane są - abyś była piękna [Pnp 4,7], Przyjaciółko Nasza - i ozdobna, Przybytku Słowa Naszego. Ale też po to Ci dane, aby przez ręce Twoje szły promienie tych łask przez ziemię całą, przez wieki całe.

Dusza, która Ciebie znalazła i idzie za głosem wdzięku pieśni Twojej, to jest za Twoimi natchnieniami, jest Nam tak miła, jak woń kwiatów i cedrów z Libanu, bo świętość Twoja i łaska Twoja z nią: My Trzej - to - jakby Trój-Przymierze, a Ty jesteś jakby Słońcem tego Przymierza.

I słusznie nazwana jesteś Bożą Rodzicielką, bo nie tylko raz zrodziłaś Syna i stałaś się Matką Boga, ale jesteś tą Rodzicielką Boga w duszach przez dawanie im Boga i stwarzanie Go w duszach przez łaskę.

Zaczekaj, teraz usłyszysz Pieśń nad Pieśniami:

/Wizja: Bóg Ojciec gra i śpiewa. Słyszę śpiew i muzykę, ale nie widzę instrumentu. Muzyka ta jest jak mgła, bez słów, tylko melodia przecudna.

I z tego mam uchwycić i wyrazić Pieśń Pochwalną, Pieśń Miłości, Pieśń Serca Ojca do umiłowanej Córki. A oto słyszę słowa skierowane do mnie:/

Teraz siądź w skupieniu i słuchaj: Będzie to pieśń słowo, które nie istniało dotąd na ziemi. Jest to coś tak wielkiego, jak Niebo całe. Ponieważ nie możesz tego wyrazić, posyłam ci do pomocy Serafina, a Serafin wyrazi ci to słowo: „Magnificatentia - Magnificatentia – Magnificatentia”, to znaczy: „Uwielbiona, Uwielbiona, Uwielbiona po trzykroć”.

Jak Mnie, Bogu Troistemu, bez przerwy śpiewają chóry anielskie: „Święty, Święty, Święty, pełne są Niebiosa i ziemia chwały Twojej” [Iz 6,3], tak po trzykroć wołam Ja w Imieniu Nas Trzech: Uwielbiona, Uwielbiona, Uwielbiona. A echo pieśni tej rozbrzmiewa w całym Niebie przez wszystkich aniołów i wszystkich świętych, a ziemia drży z radości, śpiewając również: „Bądź pozdrowiona, Córko Boga Ojca!”.

/Wizja: To, co widziałam, nie jestem zdolna wyrazić i mogę powiedzieć ze świętym Pawłem: że ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, co zgotował Bóg - Pan tym, którzy Go miłują [1 Kor 2,9] - dodając jeszcze - o błogosławiona i święta chwilo, w której mogłam zobaczyć to, co zakryte jest przed innymi, a mnie niegodnej, grzesznej, małej istocie, dane jest do oglądania i przeżycia. Chciałam wyrazić to słowami, ale czuję, że to niemożliwe. Tylko straciłoby urok, gdybym to po ludzku chciała określić. Teraz oddał Ojciec Córkę Swą Synowi, aby Ją uwielbił jako Matkę Swoją. Mówi Bóg Syn:/

Święta i błogosławiona myśl wszystkich Nas Trzech, Żeś zrodzona została w umyśle Naszym wcześniej, niż jutrznia zaświtała na błękitach wschodu. Nim ziemia dostała życie [Prz 8,22-23]. Tyś - Piękna Moja, o Matko, Matko Moja - Tyś została zrodzona, a promienie jutrzni tej powstającej zagasły przed widokiem Twej piękności.

I błogosławiona i piękna była ta chwila, gdyś się zrodziła. Ale jeszcze większa była chwila, gdy Jam się zrodził w Tobie! - Ja, Bóg zrodzony w Trójcy, Świętość Świętości - wcieliłem się w Ciebie i stałaś się Matką Boga, a Ja Synem Swej własnej Świętości i Bóstwa Swego.

To znaczy, że Jam Ciebie przebóstwił, abyś mogła być Matką Moją. Wyśpiewam Ci pieśń, jako Syn do Matki. Pieśń ta będzie pieśnią dziękczynienia za to, że stałaś się Matką Moją. Bo jakkolwiek, jako Bóg mam prawo nad każdym stworzeniem, to jednak dając mu wolną wolę, może Mnie przyjąć lub nie. A Ty owiana Świętością Świętego, przyjęłaś Mnie w łono Swoje.

Zrodziłem się z Krwi Twej i Ciała Twego. I dałaś Mi możność przez Twoje „fiat" /niech

się stanie/ zrodzenia się w Tobie, a przez Ciebie w miliardach dusz i pozostania z nimi „po wszystkie dni, aż do skończenia świata” [Mt 28,20], a potem przez wieczność całą. Przez to, że się Człowiekiem stałem, dałaś Mi możność, bym mógł cierpieć i zbawić to, co było zginęło.

Zszedłem na świat szukać, co było zginęło, ale zszedłem też na świat kochać, co nie było kochane i aby być kochanym. Świat pogrążony był w ciemnościach. Jam stał się dla niego Światłością! Świat był bez miłości. Egoizm wzrósł do najwyższych granic. Ząb za ząb, zemsta za zemstę. Jam jest Miłością i przyniosłem Miłość! Miłość przede wszystkim rozlałem w Sercu Twoim, o Moja Droga, kochana Matko, aby przez wspólną Miłość świat uczynić miłością.

Jak już tyle razy mówiłem - rozkoszą dla Mnie było na ziemi, żem stał się Człowiekiem i żyłem z synami człowieczymi. Rozkosz tę dałaś Mi Ty Matko Moja, bo wcielając się w Ciebie już miałem rozkosz żyć życiem człowieczym.

Niebo zostawiłem świętym i aniołom, a ponieważ Sam jestem Twórcą Nieba i jakby Sam Niebem, przyszedłem z tym Niebem i w Sercu Twoim, z Swoim Niebem, w Niebie Twego Serca zamieszkałem. Tyś Mi śpiewała pieśń Miłości - Pieśń to Moja, bom stworzył Twe Serce! Jam śpiewał Twemu Sercu, bo z Serca Twego Me Serce powstałe /serce fizyczne człowieka/. Tyś stała się chlubą i lutnią Mojej Miłości, a Ja lutnistą, który grał na strunach Twojej Miłości. Była to pieśń jednego Serca, a pieśń tę można nazwać: „Bóg jest Miłością”.

Człowiek przez Boga stał się miłością. Przeistoczyłem Ciebie i świat cały w miłości. Żaru tej miłości słońce nie ma w sobie. Za zimne jest. Ogień piekielny, gdyby miał jeden powiew tej miłości, stałby się lekki, jak zefir wiatru w piękny dzień majowy....

31 października 1943 r.

Dzień Chrystusa Króla”

Piękna jesteś Matko Moja, boś jest Matką Pięknej Miłości [Syr 24,18] - Miłości Mej, a Ja Jestem Miłością Twoją - najpiękniejszy z synów człowieczych! [Ps 45,3]

Głos Twój piękniejszy jest od głosu synogarlicy [Pnp 2,12-14]. W głos Twój wsłuchują się całe hufce aniołów i wszyscy święci, biorąc melodię Twoją i w imię Twej pieśni śpiewają pieśni Królowi swemu. A pieśń ich złączona z Twoją daje ten czar, że hymn miłości i chwały, jaką głoszą, staje się tysiąckroć piękniejszy! Bo z Serca Twego płynie ten dźwięk, a miłość Twoja rozlewa się w niebieskich tych tworach, staje się tak cudna, że Niebo całe nie miałoby pełni uroku, gdybyś nie Ty, Matko Moja, była Twórczynią chwalenia Mnie w całej Trójcy Świętej.

Przez Ciebie całe Niebo śpiewa, a ziemia mu wtóruje. Śpiew ten jest wielką dla Nas chwałą przysługującą Nam, a żadne stworzenie nie jest zdolne oddać tej chwały. I gdyby nie Ty, zgasłaby i chwała tak, jak miliony gwiazd nie dają tego światła, jakie daje słońce.

Nie śpiewam Ci tego, coś dla Mnie uczyniła, żeś była Mi Matką, dałaś Mi życie cielesne, że przez Ciebie stałem się człowiekiem, że wychowałaś Mnie dla odkupienia całej ludzkości.... To wszystko było wielkie. Stałaś się Współodkupicielką, cierpiałaś razem ze Mną. Ja śpiewam Ci pieśń wielkiej Miłości i pieśń Dziecka dla Matki! Tak, jak Ty za ziemskich czasów kołysałaś Mnie, tuląc do Serca Twego, tak Ja kołyszę Cię na skrzydłach pieśni Miłości wielkiej. Miłości takiej, która nie jest wyrażona słowami. I może ci, co czytać będą, nie zrozumieją wszystkiego.

Ale daję to zrozumienie Tobie, chcąc uczcić Moją Matkę. To Mi wystarcza, że w duszy Twej echo Mej Miłości się odbija i dla Ciebie jest zrozumiała, że w subtelności Twej duszy, Ty zrozumiesz Mnie i Miłość Moją ku Tobie, Matce Mej. I czynię Cię dzieckiem Miłości Naszej i szczęścia Naszego.

Bo szczęście Nasze, to szczęście Twoje, a Miłość Nasza, to Miłość Twoja. A to daję Ci za to, że wiosnę Twych uczuć złożyłaś w Sercu Naszym, za oddanie Serca Twojego Sercom Naszym.

3 listopada 1943 r.

Synowską Miłość Ci oddałem i nazwałem Cię Matką Pięknej Miłości - i zostałaś Nią po wszystkie wieki.

Tą miłością obdarzyłem Cię nie tylko dla Ciebie Samej, ale i dla tych, którzy nie mają miłości.

Dałem Ci ją, aby gdy będzie się ktoś czuł zimnym i obojętnym, a pragnąć będzie miłości wielkiej, mógł przyjść do Ciebie, a znajdzie miłość taką, która nie ginie, miłość, która zapala się tu i nie gaśnie przez całą wieczność.

/Teraz Pan Jezus mówi do mnie:/

Szukaj Mi dusz przez modlitwę i też przez słowa - dusz, które pragną miłości, i mów do Nas słowami serca twego, prośby twej, a echo twej modlitwy odbije się w duszach i damy im płomień, który rozpali ich. Niech tylko powtarzają te słowa: „O Matko Pięknej Miłości, módl się za nami i spraw, aby serca nasze gorzały miłością!”. Niech tylko choćby jeden taki akt powtórzą codziennie, a choćby te dusze były zimne, jak bryły lodu, ze względu na Miłość Moją, którą pałam do Matki i na miłość Matki pałającą do Mnie, rozpalę te serca, że nie tylko palić się będą same, ale rozpalać będą drugich. Chciałbym, aby utworzyło się apostolstwo pod nazwą „Matki Pięknej Miłości”, wychwalając imię Maryi - Dziewicy i Matki.

Apostolstwu temu dam szczególne przywileje rozszerzania Miłości Mej i Mej Matki. Hufiec ten będzie znamienny. Będzie miał ten przywilej, że przez rozszerzanie Miłości Naszej sam będzie pałać miłością i nikt z jego członków nie będzie potępiony, a nawet mało będzie w czyśćcu, gdyż Miłość Nasza oczyści ich z grzechów i naleciałości ich. Prędko złączą się z Nami /po śmierci/ w Naszej Miłości i śpiewać będą pieśń ukrytą i znaną tylko Nam. A w piekle być nie mogą, ani przebywać długo w czyśćcu, gdyż nie dopuścimy do tego, aby paliły się te dusze [w] piekle czy w czyśćcu, co tym samym paliłaby się Miłość Nasza.

/Znaczy, że Bóg wydałby Sam Siebie na spalanie, a to jest niemożliwe, gdyż Bóg jest Miłością./

Miłość taką niekoniecznie muszą odczuwać. Mogą przejść czyściec tu, na ziemi – czyściec pragnienia miłości, a to Nam wystarcza i jeszcze większą daje zasługę, i wtedy nazwać można takie dusze „całopalną ofiarą miłości”.

Apostolstwo to masz oddać kapłanowi. A oni niech dalej je rozkrzewiają, a przez to ci kapłani będą Nam bardzo mili i założę w ich sercach ogień miłości, a gdy sami pałać będą tą miłością, będą mieli tę moc zapalania w duszach pochodni miłości.

Gdyby świat wiedział, co znaczy miłość, o jakżeby prędko zgasła wszelka nienawiść, wszelkie zło, wszelkie zazdrości i wszelkie złośliwości. Bo miłość to Ja, a wszelka złośliwość i nienawiść to szatan.

Między Mną a nim ciągle się stacza walka. Szatan dobrze wie o tym, że kto kocha Mnie, już jest dla niego przegrany. Więc dusze, które chcą się uświęcić i znaleźć najkrótszą drogę do Światłości, niech sobie biorą za jedyną wytyczną - kochać!

Bo kto kocha, tego można nazwać już świętym. Bo miłość spala już wszystkie grzechy, złość, nienawiść - tak, jak się pali drzewo i inne rzeczy.

Pragnę, by Mnie kochano. Dusze, kochajcie Mnie. Za odrobinę waszej miłości spotęguję miłość ku Mnie, Mej Matce i całemu Niebu. Przetnę przed wami drogę ku zatraceniu, która by was zawiodła w otchłanie piekielne. Idąc przez życie - lecieć będziecie ku wyżynom, wzbijecie się tak wysoko, jak wzbija się lot ptaszęcia, nazwa jego skowronek, tak wysoko i szybko lecieć będziecie na skrzydłach miłości do Pięknej Miłości, to jest do Mnie.

Dąż do tego, aby ludzie - zamiast mówić o wszelkiej złośliwości i nienawiści w obmowach - mówili o miłości Mojej, a czasu nie będą mieli na rzeczy błahe, nic nieznaczące, które Mi nie przynoszą żadnej chwały, tylko stwarzają grzech.

Osoba, która przyjmuje Mnie w Komunii Świętej, powinna być pochodnią pałającą, a język jej powinien być pateną złocistą, na której spoczywam, a usta miłością, na których składam pocałunek Pokoju, Pięknej Miłości, czyli pocałunek Mój.

Ile razy mówią o Mojej Miłości, tam jestem i Ja, gdyż tu się sprawdzają słowa Moje: „Gdy się zbiera dwóch lub trzech w Imię Moje, tam jestem pośród nich” [Mt 18,20].

Mowa o Mej miłości jest mową Mego Serca, gdyż kocham i pragnę być kochanym. Wtedy Słowo Moje: „Pragnę” [J 19,28], wtedy Słowa Moje wypowiedziane na Krzyżu urzeczywistniają się i dają Mi ulgę w pragnieniu udzielania Miłości. Gdyż po to zostałem tu na ziemi i mieszkam w Tabernaculum, by kochać, być kochanym, rozdawać Miłość i zaspokajać pragnienia serc. Bo kto pragnie, niechaj przyjdzie do Mnie.

/Jezus dalej mówi do mnie:/

Wiesz, czym ty jesteś? Jesteś echem Mojej Miłości! Ja kocham, a w tobie miłość odbija się jak echo, a przez ciebie rozbrzmiewać będzie na cały świat.

Módl się o dusze pragnące miłości! Nie bój się, że tak wiele powtarzam o miłości w wszystkich tych słowach Naszych. Gdyż Jam jest Miłość, Miłością żyję, a miłość ma to w sobie - nawet w ziemskiej miłości - że kochając mówi się tylko o miłości. I powtarza się to ciągle tak, że dla kogoś, kto nie kocha, jest to niezrozumiałe, by powtarzać ciągle jedno i to samo.

A dla tych, którzy Mnie kochają, zaczyna się już tu, na ziemi ta pieśń Pięknej Miłości, której nie przerwie tu nic, a końca jej nie będzie przez całą wieczność. W Niebie nic innego się [nie] robi, tylko się kocha. A ta pieśń miłości nie znudzi się nikomu, bo dźwięk jej powstaje na Harfie Miłości, to jest na Mnie w Trójcy Przenajświętszej.

17 listopada 1943 r.

Jam jest Bóg Troisty. Cała Trójca Święta śpiewała hymn ku czci Córki Naszej i Matki Naszej. Ale pieśń jest nieskończona, bo Trzecia Osoba Nasza nie wyśpiewała tego, co pragnie, by uczcić Matkę Świętą Świętych, Oblubienicę Swoją.

Ponieważ jestem Duchem Świętym, celem Moim jest uświęcać. Kto żyje ze Mną, we Mnie i przeze Mnie, leci szybkim lotem gołębicy ku wyżynom największej świętości.

Niepokalana [Pnp 5,2; 6,9] Oblubienica Moja [Pnp 4,8-12], Piękna Moja [Pnp 4,7], Gołębica Moja [Pnp 5,2], złączona jest z Sercem Moim [Pnp 8,6] tak ściśle, jak złączone jest ogniwo łańcucha żelaznego, które jest nierozerwalne przez siłę swoją. Miłość Moja ku Niej, Matce Świętej Świętych, Oblubienicy Mojej, przewyższa miłość wszystkich świętych razem w Niebie przebywających. Jak Trójca Święta nie ma początku i nierozerwalna jest w Sobie, tak miłość ku Oblubienicy Naszej nie ma początku i jest nierozerwalna.

Tak, jak Trójca Święta nie ma początku - „Jam Jest - Który Jest” [Wj 3,14] - tak Maryja w Nas i przez Nas istniała, istnieje i istnieć będzie zawsze, bez początku i bez końca, i o Niej można powiedzieć: „Zrodziłem Ją przed wiekami i końca Jej nie ma” [Syr 24,9]. /Matka Boża zrodzona była w umyśle Trójcy Świętej zawsze./ Bóg jest Miłością i nie ma początku - Maryja jest Miłością i też nie ma początku.

Symbolem Moim jest postać Gołębicy i pod tą postacią najchętniej się przedstawiam. Bo gołębica - to ptaszę wielkiej prostoty i niewinności. Gołębica to dobroć. A gdzie prostota, niewinność i dobroć, tam Ja przebywam, bo te przymioty razem złączone to jedna miłość.

Kto posiada prostotę, ten jest dobrym. Bo prostota - to jest niewinność, to jest dziecięcość. Dziecko jest proste i jest dobre, jest niewinne, a skoro ma te trzy przymioty, posiada też miłość. Kocha z prostotą bez wyrachowania. Nie ogląda się - za co i co przez to zyska, bo kocha. Ślepo wierzy w miłość, dlatego ślepe jest na wszelkie zło.

Gołębica Moja, Pieśni Moja, Umiłowana Moja, przez te trzy cnoty stała się Arką Mojej Świętości. Przybytkiem Świętym Świętych. W Niej mieszkamy z całą Trójcą Świętą tak, jak we Własnej Świętości. Świętość Nasza i Świętość Jej to jedno! Nazwana jest Gołębicą Naszą, bo oko Jej jest proste [Pnp 4,1] i wzrok Jej sięgał ponad ziemię, ponad wszystko, co było przyziemne.

Przeżyła ziemię nie stąpając po niej. Dobroć Jej była wielka, jak morze i oceany. Plaster miodu na ustach Jej [Pnp 4,11] - to symbol słodyczy [Pnp 4,10]. Wszak i po ziemsku wyrażając się o dobroci, mówią: „To serce gołębie”. Bo gołąb pośród ptaków nikomu nie czyni krzywdy, zawsze trzyma się w swoim stadzie gołębim i jest wielce przywiązany do swego grona.

Jam jest Duch Święty Świętych. Jam w postaci Gołębia przeniesiony w Maryję, a Ona we Mnie. Prostota i Dobroć przemieniła się w Niewinność, stała się Przybytkiem Moim przez niewinność Serca.

Bez prostoty i dobroci nikt nie będzie niewinnym. Można być niewinnym fizycznie, ale z natury złym i serce mieć szatana. Lecz prawdziwą niewinność gołębia, to znaczy pozbawionym być winy, posiadać może tylko ten, który posiada wiele prostoty i wiele dobroci - dobroci serca.

/Dodaję od siebie, że etyka katolicka nie polega tylko na przestrzeganiu szóstego i dziewiątego przykazania, jak to zbyt często tak ciasno się przyjmuje. Bo prawdziwa etyka - to przede wszystkim dobroć serca. Kto jest dobrym, tym samym nie uczyni krzywdy sobie i drugim i nie przekroczy przykazań wyżej wymienionych. Nawet straconą niewinność wyrównać może dobroć i przewyższyć wartość cnoty niewinności./

Prostota to znaczy ślepym być na winy drugich, a nawet własne, tak jak dziecko, które z ufnością powierza się opiece ojca i wie, że oddając mu się ślepo, nie dozna zawodu.

Maryja cechuje [się] w prostocie, bo [we] wszystkich okolicznościach jedno tylko ma do powiedzenia, to jest - „Fiat”. Teraz słuchaj, bo będę śpiewał ku czci Matki Świętej Świętych, Oblubienicy Mojej, Gołąbki Mojej. Gdy był potop, Noe wypuścił z Arki gołębicę, a ta – nie zatrzymując się nigdzie, po żadnych padlinach - przyniosła mu gałązkę oliwną i wróciła do Arki [Rdz 8,11]. Gołębica Moja, Piękna Moja - jest Niepokalana [Pnp 5,2; 6,9; 4,7]. Jej stopa nigdy nie dotknęła niczego, co nie było pięknym.

20 listopada 1943 r.

Dusze, które by szły śladem Mojej Umiłowanej Oblubienicy i miały nabożeństwo do Mnie /Ducha Świętego/, przez niepokalaność Jej Serca przeszłyby również przez życie nie dotykając ziemi, to jest - posiadałyby wyżej wymienione trzy cnoty: dobroć, niewinność i prostotę.

Dla Mego Serca te cnoty są tak wielkie i cenne, gdyż Sam je posiadam w najwyższym stopniu, a w dodatku Jestem Ogniem Miłości, w którym paląc się, zapalam i spalam tych, którzy przez Moją Oblubienicę, Pieśń Moją, Umiłowaną Moją, przychodzą do Mnie. Umiłowana Synogarlica Piękna jest [Pnp 2,12-14]. Oczy Jej przeczyste, jak fale morskiej toni... Przeglądam się w Niej z miłością. Ktokolwiek przychodzi do Mnie przez Nią [Syr 24,18-22; Prz 8,35], patrzę się w niego przez pryzmat Jej świętości, daję mu łaski.

/Wizja: Duch Święty, którego piękności nie próbuję opisać, bo tego nie da się wyrazić tu, na ziemi i nie byłoby też zrozumienia, przegląda się w oczach Matki Najświętszej, odbijając się w Niej jak w lustrze [Mdr 7,26]. Dalej widzę dusze, które posiadając niewinność, prostotę i dobroć, zapalone ogniem Ducha Świętego, przez odbicie Maryi w nich Jemu podobne i równie piękne./

Módl się, aby dusze szły drogą prostoty, dobroci i niewinności gołębic, a dam im światła [ze] Światła Mego, dam im miłość z Miłości Mojej, prostotę z prostoty Mojej i niewinność serca z Niewinności Mojej. Spalę ich w Sobie ognistymi płomieniami, w których się spalą, bo ogień, to również symbol Mój. Spalę w nich wszystko, co by raziło oko Świętości Mojej. Będą chodzić, jako pochodnie palące się, paląc się same, zapalając drugich. Bo przybytkami Moimi będą, a w przybytku serc ich Mój tron i Umiłowanej Gołębicy Mojej, Matki Świętej Świętych.

/Mówi Duch Święty:/

Ja już skończyłem. A teraz Niepokalana Matka, która chciała śpiewać na cześć Trójcy Świętej - jako dziękczynienie za to, że jest Córką Boga Ojca, Matką Syna Bożego, niech wyśpiewa pieśń Swoją:

/Teraz mówi Matka Boska:/

Jam jest Kwiat Polny - Lilia Padolna [Pnp 2,1]. Tymi słowy lubił nazywać Mnie Syn Mój. Oto tym mianem Jego kryta przychodzę do Ojca Przedwiecznego w postaci Lilii Padolnej i Kwiatu Polnego, przychodząc do Najukochańszego Ojca Mego, jako Jego Córka, jako stworzenie Jego wszechmocy, dziękując Mu serdecznie za to, że uczynił Mnie Córką Swoją.

Jestem Kwiatem Polnym tej ziemi i Lilią Padolną. Jestem stworzeniem, które oddaje cześć niewymowną Bogu, Stwórcy wszechrzeczy, Wszechpotężnemu Panu, a zarazem Najdroższemu Ojcu Memu i każdego stworzenia. Oddaję Mu cześć, chwałę i uwielbienie.

Kościół Mnie często pozdrawia słowami: „Bądź pozdrowiona. Córko Boga Ojca!” Wielbiąc Mnie tymi słowy sprawia Mi wielką radość, że jestem Córką Najukochańszego Ojca, Boga Przedwiecznego. Pozdrowienie to zawdzięczam Bogu Ojcu. Na słowo to, że jestem Córką Miłości Przedwiecznej, śpiewam dalej pieśń pochwalenia ku czci całej Trójcy Świętej: „Uwielbiaj, duszo Moja, Pana - rozradował się duch Mój w Bogu, Zbawicielu Moim”.

W kielichach kwiatu Lilii Padolnej, to jest Serca Mojego, ku czci Jego oddaję Mu woń i czar pieśni Mojej i na skrzydłach tej pieśni /to znaczy na wzlocie jej/ razem z hufcami wszystkich aniołów i świętych w Niebie śpiewam nieprzerwaną pieśń Przedwiecznej Miłości: „Święty, Święty, Święty Pan Bóg Zastępów, pełne są Niebiosa i ziemia chwały Jego”.

Ojcu Przedwiecznemu dałam czar woni Mych - pieśni upajających Mnie Samą, Niebo całe i świat cały. Oto masz ten hołd, Ojcze Przedwieczny, od Twojej Córki, którąś stworzył, aby się stała Matką Syna Twojego i Oblubienicą Ducha Świętego, A że jestem stworzeniem. Lilią Padolną, Kwiatem ziemi, więc daję Ci to, co może dać serce stworzenia Twojego.

4 grudnia 1943 r.

O, Umiłowany Królu Serca Mego, Panie i Synu Mój; dla Ciebie również jestem Lilią Padolną i Kwiatem Polnym, to jest stworzeniem Twoim. O, jak szczęśliwa jestem, że mogę Cię nazwać Królem Serca Mego, Panem, a zarazem - jakież największe szczęście dla Mnie, że mogę Cię nazwać Synem Moim Umiłowanym i to, że Matką Twoją jestem.

Jestem nazwana Królową Aniołów, Królową Wszystkich Świętych. Daje Mi to wielką radość i cieszę się z tego. Aby być nazwaną Matką Syna Bożego, Matką Boga, to jest radość i szczęście niewypowiedziane, że tylko słowa: „Rozradował się duch Mój w Zbawicielu Moim” mogą dać pewien odcień tego szczęścia, radości i uwielbienia, które przeżywam rozważając i zatapiając się w tej tajemnicy, że „służebnica Pańska stała się Matką Syna Bożego”.

Jakkolwiek cieszę się z wielkiego przywileju danego Mi, że jestem Niepokalanie Poczęta i duch Mój śpiewał przez życie Moje tu, na ziemi i śpiewa tam nieprzerwaną pieśń ku czci całej Trójcy Świętej, mam ten wielki przywilej, że stworzył Mnie bez grzechu, tak tysiąckroć więcej szczęśliwa jestem, że obdarzył Mnie Macierzyństwem Boskiej Istoty, która rodząc się we Mnie przebóstwia Mnie, a Bóg wcielając się we Mnie stał się Człowiekiem i spełniło się to, co było przepowiedziane: „A Słowo stało się Ciałem i mieszkało między nami” [J 1,14].

O, Synu Mój najdroższy! Składam Ci jeszcze raz Me uwielbienie, dzięki, pieśń chwały i cały czar [Pnp 4,9] Mego dziewiczego i macierzyńskiego Serca za to, że uczyniłeś „służebnicy Swojej” wielkie rzeczy, bo Możny jesteś.

Dusze, przychodźcie do Mnie, do Mego Macierzyńskiego Serca! Gdy jesteście smutne, przygnębione i wiele cierpicie, gdy szatan będzie was chciał kusić niewiarą, wątpliwościami i chciałby całe piekło wywrzeć na was, przyjdźcie do Mnie, jako do Matki Syna Bożego. Powiedzcie o tym, że Syn Boży jest Synem Moim, a Syn Matce nigdy niczego nie odmówi.

Uczynił Mnie Matką Swoją nie tylko dla Siebie, ale dla całego świata, abym była Ucieczką grzeszników, Pocieszycielką strapionych i Matką wszechżyjących. Cieszę się bardzo z tego wielkiego przywileju, że jestem Matką Boga i że mogę być wszechmocną Matką ludzkości, bo wszystkie łaski Mego Syna spływające na dusze, spływające na ludzi idą przez Moje Ręce. Więc przyjdźcie do Mnie, jako do źródła niewyczerpanego [Pnp 4,12.15], a zdroje łask wyleję na was.

Wykorzystajcie ten Mój przywilej, że jestem Matką Boga. Jak już powiedziałam – jestem Świętych Drzwiami. Kto jest grzeszny, dostąpi łaski nawrócenia i uświęci się, kto dąży do wyższej doskonałości, wzniesie się lotem orlim na najwyższe szczyty zjednoczenia swej miłości z Najwyższą Miłością.

Jestem Świętych Drzwiami [Prz 8,34] - to znaczy, że łaski, które daję duszom [Prz 8,35], są jako drzwi otwarte, przez które może każdy wejść i znaleźć we Mnie wszystko, czego pragnie, bo Bramą Boską jestem. Ogrodem [Pnp 4,12.16], gdzie można odpoczywać na Sercu Moim, jako na Sercu Matki.

11 grudnia 1943 r.

Kocham bardzo dusze, które u drzwi Serca Mego stoją i kołaczą, aby im otworzono. Gdy widzę takie dusze, co przychodzą do Mnie po łaski, a szczególnie po łaski zwycięstwa nad sobą, po łaski wejścia na drogę zjednoczenia się ze Mną i z całą Trójcą Świętą, wtedy jestem dla nich Matką „łaski pełną”. One proszą Mnie nieraz o drobne rzeczy, a Ja jestem nieprześcigła w dawaniu i daję łaski tak hojnie, jak może tylko obdarzać Najukochańsza Matka swoje najdroższe dzieci.

Gdy Mnie ktoś pozdrawia tymi słowami: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą”, wtedy Ja daję im niezliczone łaski, nie tylko potrzebne do ich uświęcenia, ale doczesne. Bo jestem Matką, więc jak Matka troszczę się o wszystko dla Swoich dzieci, aby były szczęśliwe. Przez pozdrowienie: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą”, upraszam u Syna Mego, że Pan Bóg i Syn Mój jest zawsze z nimi.

Mało kto się zastanawia nad tymi słowami „Matko łaski pełna”. Jeżeli jestem Matką łaski pełną, to nie po to, aby dla Siebie zostawić, lecz by rozdawać. Bo jak każda Matka żyje po to na świecie, aby wydawać potomstwo swoje, tak Ja jestem Matką Boga i wszechżyjących [Syr 40,1] - i wolą Moją jest, aby łaski Moje, które odebrałam od całej Trójcy Świętej, przelewać, wlewać i rodzić w drugich.

Więc kto jest żebrakiem ubogim w łaski, niech przyjdzie do Mnie, a czerpie. Niech się nie zraża tym, że nie otrzyma dziś tej łaski, o którą prosi. Modlitwa jego nie pójdzie na marne. Bo choć mu nie dam tej łaski, o którą prosi, dam mu inne, które więcej jeszcze potrzebne do zbawienia i życia doczesnego.

Wołaj do dusz. Niech Mnie wzywają pod tym imieniem „Matka Łaski Pełna”, bo zdrój łask, który przez ręce Moje przechodzi jako Matki Boga, nie jest wykorzystany.

Teraz chcę, gdy zbliża się koniec pielgrzymowania wszystkich ludzi na ziemi, wylać całe morze tych skarbów dla ludzi, które złożone są w Sercu Moim. Tak, jak Syn Mój w „Siedmiu Słowach” otworzył testament Swój, tak Ja otwieram w tych słowach Swój testament.

Syn Mój wylewał i wylewa aż do skończenia świata całe Miłosierdzie Swoje, a Ja w Moim testamencie jestem również Matką Miłosierdzia, ale i Matką Łaski Bożej. Miłosierdzie Syna Mego przechodzi przez ręce Moje, a Ja, jako Matka Łaski Bożej rozlewam na cały świat łaski - przeważnie przebaczenia, miłosierdzia, zapomnienia grzechów ludzkich i ułomności.

Chcemy dla ludzkości być nie jakimś postrachem Sprawiedliwości, ale Miłosierdziem i Zdrojem Łask. Łaski te otrzymują w pierwszym rzędzie dusze, które pragną pić i czerpać ze źródeł Naszych.

Źródła Nasze nie tylko źródłem nazwano, ale morzem dobroci Naszej [Syr 24,31], które jest niewyczerpane.

O dusze, przyjdźcie, a pijcie! Przyłóżcie usta wasze spragnione pragnień ziemskich, a niezaspokojone Naszych, a damy wam pociechę, moc, orzeźwienie, że tam gdzie wydawały wam się przeszkody nie do przebycia, przyjdziecie spokojne. Nakłońcie ucha ku słowom Moim, a szept szatańskich, złowrogich poduszczeń, by was zniechęcić i złamać waszą wiarę, porywy i miłość ku Nam, pierzchnie i zniknie jak mgła pod promieniami słońca Naszej Miłości.

Dużo jest załamań, dużo jest dusz, które tracą siłę woli i są jak kwiaty lub kłosy ścięte kosą zniechęceń i leżą jak umarłe, a nie wiedzą o tym, że jeden akt ich silnej woli - to akt zmartwychwstania ku nowemu życiu. Bo życiem jesteśmy My, a kto zwraca wzrok swój i utkwi w Nasze spojrzenie, ten zaczyna żyć i żyje życiem, które nie umiera.

Jakkolwiek jestem ciągle w zachwycie i zjednoczeniu w całej Trójcy Świętej, ale gdy wymawiam do dusz te słowa - „łaski pełna”, wpadam w nowy zachwyt. Jestem nie tylko Matką Łaski Pełną, ale mogę się nazwać Matką Szczodrobliwości. I pragnę wylewać w dusze łaski, kąpać je w tych łaskach, oczyszczać, wzmocnić i wznosić do najwyższych sfer i wyżyn, do największej świętości.

O, jakże smutno Mi, że czekam z łaskami, by dawać, a do drzwi Serca Mego mało, kto przychodzi! A przecież jestem Bramą Niebieską [Prz 8,34-35]. Wejście do wiekuistych wzgórz, przez bramę Serca Mego przechodzi. Oblubieńcy Moi, przychodźcie! [Pnp 4,16]

A wiesz, którzy są najmilsi Moi oblubieńcy? To są dusze nie tylko pozostające w śnieżnej białości, ale dusze, których serca są pogrążone w ciemności grzechu, a grzechy ich są, jako szkarłat. Ale niech przyjdą do Mnie i piją wodę ożywczą zbawienia łaski Mojej, a staną się, jako kielichy lilii okryte śnieżną bielą niewinności i owiane zapachem czarownych kadzideł, które wonieć będą tu, na ziemi i przez całą wieczność.

5 stycznia 1944 r.

Pragnę takich dusz tysiące tysięcy. Idź; wołaj, by szły do Mnie. Łaska Syna Mego przez Moje ręce dokona wszystkiego, czego nie mają, a pragną mieć.

Kościół nazywa Mnie „Święta Maryjo, Matko Boża” i w każdym pozdrowieniu swoim wyraża prośbę: „Módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”

Głoś światu, że jestem bardzo wdzięczna Kościołowi, że słowa te umieścił w pozdrowieniu Moim. Gdy Mnie nazywa „Święta Maryja, Matka Boża”, modląc się w ten sposób, cześć Moja rośnie. Serce Moje raduje się, bo czuję się Matką Bożą, a ponieważ jestem nazwana Matką, więc chcę okazać się Matką i dać dzieciom Moim to, o co proszą.

Pokorne ich wołanie: „Módl się za nami grzesznymi” wzrusza Moje Serce matczyne. Jeżeli mówią to ze skupieniem i skruchą, sami poniekąd rozgrzeszają się z grzechów swoich. Bo każdy akt skruchy - to jakby odrodzenie nowe do życia, gdzie z dziecka grzechu staje się dziecięciem Ojca Przedwiecznego, dziecięciem Syna Krwią odkupionym, dziecięciem Ducha Uświęciciela i dziecięciem Moim - dziecięciem Matki, której radością jest, gdy dziecko, które było skalane brzydotą grzechu, staje się piękne przez uniżenie swoje i przez akt, że stało się niegodnym Nieba /tzn. Boga/.

Gdy się modlą do Mnie: „Matko Boża, módl się za nami [grzesznymi] teraz i w godzinę śmierci naszej”, niech będą pewni, że w ostatni wieczór ich życia, Ja Sama przyjdę do nich, jako Matka Pięknej Miłości. Usną na Sercu Moim.

Bo ten, kto Mnie wzywał za życia i tyle razy powtarzał te najdroższe Mi słowa, ten nie zobaczy ognia piekielnego. Tego płomienie czyśćcowe palić nie będą, bo skrucha ich, Krew Syna Mego i Miłość Moja oczyszczą ich - i gdy przyjdą do wzgórz wiekuistych, Ojciec Przedwieczny rozpozna obraz Swój, gdyż stworzył człowieka na obraz i podobieństwo Swoje.

Całe Niebo zaśpiewa hymn uwielbienia i miłości i razem z Nami śpiewać będzie przecudne „Magnificat": "Uwielbiajcie, dusze nasze, Pana - i rozradował się duch nasz w Bogu, Zbawicielu naszym!”. Amen, to znaczy - niech się stanie.

5 stycznia 1944 r.

Gdy Ojciec Przedwieczny stwarzał świat, mówił: „Niech się stanie” [Rdz 1,3]. I stało się.

Gdy Syn Mój dawał ze Siebie Ofiarę życia, zmagał się w agonii ogrójcowej, wymówił te słowa: „Niech się stanie!” [Łk 22,42].

Ja, jako Matka Pięknej Miłości, gdy Duch Święty zstąpił na Mnie, odpowiedziałam te słowa: „Niech się stanie!” [Łk 1,38].

Otóż przez zasługi całej Trójcy Świętej, przez otrzymanie wszystkich łask, jakie otrzymałam od tej Trójcy Świętej i w Imię tej Trójcy Świętej - wszyscy, którzy będziecie pozdrawiać Mnie w tej pieśni Miłości: „Uwielbiaj, duszo moja. Pana” i prosić o łaski - o wszystkie łaski, jakie potrzebujecie - Ja, Matka Pięknej Miłości, Matka Łaski Bożej, Śpiewna Dziewica wielbiąca Mego Boga, błagać będę za wami, a wszystko, o co prosić będziecie, otrzymacie i stanie się wam.

Przez słowa anioła - posłannika pozdrawiającego Mnie słowami, które były echem Trójcy Świętej, skierowanym do rozradowanego, śpiewającego Serca Mojego, niech raduje [się] serce wasze! Śpiewajcie Mi hymny tej świętej pieśni, a radością napełni się duch wasz! Radości tej nie będzie końca po wszystkie wieki wieków. Amen.

--------------------------------------------------------------------

[koniec starego maszynopisu, poniższa treść, która jest zakończeniem pochodzi z innego źródła]

--------------------------------------------

[5 stycznia - wigilia Trzech Króli - godzina 5 po południu.

Rok 1944.

To ode mnie:

Chcę przejść przez życie owiana zapachem wyżyn, skąpana w promieniach Boskiego Słońca - A pieśń Miłości śpiewaj mi. Matko zawsze, bez końca...

Zrób mnie, o Matko, świętą maleńką. Taką nikomu nieznaną, taką w Sercu Twoim ukrytą, a wobec świata za lichą trawkę uznaną.

Niech serce moje bije dla Ciebie i Syna Twego, Boś Ty jest Matką Pięknej Miłości. Pieśń mego życia to miłość! Tu ją wciąż śpiewam. I pragnę śpiewać w wieczności.

-------------------------------------------------------

--------------------------------------

---------------------

---

Służmy, uwielbiajmy, czcijmy i kochajmy Maryję.

Ona czeka, czeka, abyśmy Jej wezwali,

a nie omieszka pospieszyć nam na ratunek.


(Śp. Genowefa B. Mądra – dop. W.K.)]


------------------------------------------


Komentarz: Treść przepisana ze starego maszynopisu. W nawiasach kwadratowych dodane zostały przypisy z Biblii oraz tekst uzupełniający aby ułatwić zrozumienie treści. Nawiasy ukośne są oryginalne z maszynopisu.

INNE ORĘDZIA S. MEDARDY (ZOFII WYSKIEL) PRZECZYTASZ TU: http://www.duchprawdy.com/medarda.htm



www.duchprawdy.com