O DZIECIĘCTWIE DUCHOWYM

Siostra Medarda (Zofia Wyskiel) 1893-1973

Orędzia Jezusa Chrystusa, Poznań 1951-1952 r.


JEŻELI NIE STANIECIE SIĘ, JAKO DZIATKI,

NIE WNIJDZIECIE DO KRÓLESTWA BOŻEGO [Mt 18,3]



JEZU ŻYJĄCY W MARYI, PRZYJDŹ - A ŻYJ W NAS!

30 września 1951 r. - godz. 19-ta. /Godzina śmierci św. Tereni od Dzieciątka Jezus./

Jestem Bogiem żyjącym w duszach. Pragnę, aby Mnie wzywano często: "Jezu, żyjący w Maryi, przybądź - a żyj w nas!" - Tak, jak w Maryję wcieliłem się i żyłem w Niej, tak pragnę wcielić się w dusze i żyć w duszach.

Jestem Bogiem Wszechmogącym. Jestem Bogiem Wszechpotężnym. Jestem Bogiem, który nie ma początku, ani końca. Jestem Szczęśliwością w całej Trójcy Naszej Świętej. Jestem Synem Ojca Przedwiecznego i stałem się Synem Człowieczym. Przyjąłem ciało ludzkie. Skryłem się w Niepokalanym Przybytku, w Niepokalanej Dziewicy i Matce Mojej. Stałem się Niemowlęciem nieruchomym, niewidomym, jako człowiek nic nie wiedzącym - a wszystko Wiedzącym i Widzącym, Świętością i Wszechpotęgą, bo, jako Bóg nic nie utraciłem ze Swoich Przymiotów. Ale stałem się, jakby nicością, stałem się stworzeniem, stałem się Człowiekiem, aby człowiek stał się Mną, to jest Bogiem.

Mało, kto rozumie Tą wielką tajemnicę, którą pragnę światu okazać. I pragnę, aby dusze stały się takie, jakim Ja byłem. To jest już nie, jako dziecię mówiące, myślące, widzące. Bo dziecko już rozumuje, ma wiele pytań, ma wiele ciekawości, ma wiele ruchu, życia, czynu. Chociaż małe, ale ma swój, jakby świat - tak samo mały, ale myślący. Takie dusze kocham, gdyż Sam wypowiedziałem Słowa: "Jeżeli nie staniecie się, jako dziatki, nie wnijdziecie do Królestwa Bożego" [Mt 18,3]. Ale, aby iść jeszcze wyżej i wyzuć się z siebie zupełnie i jakby szybować w świętości i dojść do najściślejszego zjednoczenia ze Mną, z całą Trójcą Naszą Świętą, to jeszcze jest za mało. Pragnąłbym mieć dusze takie, ukryte, takie niewidome, takie ślepe, jak niemowlę ukryte jest w łonie swojej matki - jeszcze mniej, jak niemowlę. Nie takie dziecię, jak na łonie matki! Bo takie dziecię a już pewien ruch. Pragnie pokarmu, gdy go nie dostaje - płacze. Płacze, gdy mu krzywdę jaką zrobią. Gdy go pieszczą, raduje się. Gdy się rozwija - rozpoznaje swego ojca, matkę... zaczyna mówić. Są to pewne odruchy życia. To jest piękne i takie dusze cieszą Mnie - ale to jeszcze jest za mało! Ja pragnę, aby dusze były takie, jakim Ja byłem żyjącym w Maryi /jeszcze w łonie Matki/ - bezwładnym i żyjącym w Maryi.

Co to znaczy, żyjący w Maryi? - To znaczy, że Ja wcieliłem się w Maryję i żyłem Nią. Żyłem Jej życiem, oddychałem Jej oddechem, byłem z Jej Krwi i Kości, bo miałem prawdziwe Ciało i Krew Człowieczą, tak, że Maryja, Matka Moja Niepokalana i Ja - byliśmy Jedno.

Ja dziś jestem żywy pod postacią Chleba i Wina, [a] że jestem to Ja, prawdziwy Bóg i Człowiek, tak o Maryi można powiedzieć: Maryja a Hostia - to Jedno! Bo w Hostii jestem Ja i w Maryi byłem Ja - a Maryja we Mnie.

O dusze! Obyście wiedziały, jak pragnę was mieć takie! Pragnę, abyście były takimi, jak Ja byłem wcielony, ukryty, nieznany. Nikt się nie domyślał, nawet najbliższa rodzina, że Maryja, Matka Moja nosi w Łonie Swoim Boga. Nikt nie wiedział, że tętno Jej życia i tętno Moje, było jednym tętnem. Pragnę tak ukryć was i widzieć takie unicestwienie - takie, żebyście na nie nie reagowały, jak to niemowlę w łonie matki. Ono zupełnie jest zdane na swoją matkę. Pragnę, żebyście nie myślały, pragnę - żebyście nie mówiły, pragnę - żebyście ślepe były, żeby dusza nic nie rozbierała, ale bezwzględnie oddała się Sercu Memu, Mojej Opatrzności, Mojemu kierownictwu. A wtedy będę czynił w was i przez was cuda. Objawię wam tajemnicę Miłości Mojej, objawię w was tajemnice Miłosierdzia Mego. Zrozumiecie Mnie przez światłość Ducha Mego. Będziecie czerpać zdroje łask nieprzebrane, pić z krynicy Mego Serca Wody Ożywcze. Wtedy Ja będę mógł o was powiedzieć, że: "Słowo stało się ciałem i mieszkało między wami" [J 1,14] - słowo "żyję w was" [por. J 14,20; 6,56].

4 listopada 1951 r.

Żyję w was, tak, jak w Maryi i chcę działać przez was tak, jak działałem przez Maryję. Pragnę, abyście wszystko składali w ręce Maryi, bo działanie Moje wtedy nabiera wielkiej wartości. Bo, kto przez ręce Mojej Matki daje modlitwy i ofiary, wtedy one olbrzymieją. Stają się, jakby potęgą, bo już są oczyszczone. I choćby kto był grzeszny, nie widzę grzechu jego, ale widzę Matkę Moją, która, jakby zasłaniała wszystkie jego nieprawości. Wtedy widzę Niepokalaność Matki Mojej i Przeczyste Jej Ręce - i przyjmuję z miłością modlitwy, bo daje je nie ten, który popełnia grzech, ale daje je Matka Moja.

Niech każda dusza stara się oddać wszystko w Ręce Mojej Matki cokolwiek posiadała, cokolwiek posiada, cokolwiek posiadać będzie - wszelkie swoje zasługi, wszelkie swoje grzechy! Niech staje się niewolnicą Matki Mojej. Niech odda Jej na ślepo wszystko. Ja, widząc Świętość Niepokalanej i całą Miłość Serca Jej i Miłosierdzie, oddaję się takiej duszy również z całą Miłością i Miłosierdziem i patrzę z Miłością na nią, jak patrzyłem na Matkę Moją w życiu Jej ziemskim i jak teraz w Miłości całej Trójcy Naszej patrzeć będę po wieczne czasy.

Gdy Mnie kto wzywa: "Jezu, żyjący w Maryi, przybądź - a żyj w nas!", wtedy przychodzę do niego, jakby w Komunii Świętej i rozpoczynam życie Moje. W tą duszę wcielam się, jak w Maryję. W tej duszy rodzę się, jak w Maryi. W tej duszy żyję, jako niemowlę, żyję w niej, jako dziecię żyję w niej, jako pacholę nazaretańskie. Gdy jest czyste, napawam się jej czystością, rozkoszuję się w niej, jak w Maryi i rosnę w niej. Z dziecięcia staję się pacholęciem - i rosnę dalej... Z pacholęcia staję się dorosłym. Z nią pracuję, z nią apostołuję. Staję się apostołem, szukam zaginionych owiec. Czynię cuda przez nią, uzdrawiam, ślepym daję wzrok, chorym daję moc, umarłych z grobu wskrzeszam. Wszystkie czynności, które tu na ziemi dokonywałem, czynię w niej i przez nią i żyję dalej. Czynię coraz więcej, przemieniam się w niej tak, jak przemieniłem się na Górze Tabor. Ona staje się Mną - a Ja staję się nią. Potem cierpię w niej, gdy już jest doskonalsza, potem idę z nią na Golgotę. Cierpię z nią, przybijam się do krzyża razem z nią - umieram. Później spoczywam w jej sercu, jak w grobie, jest to okres, jakby ciemności i zamarcia. Potem zmartwychwstaję z wielką chwałą i triumfem! Potem dusza uczestniczy w Moim wniebowzięciu, to znaczy, gdy przeszła wszystkie fazy Mego życia, wprowadzam ją w kontemplację uszczęśliwiającą - wprowadzam ją w Niebo. Bo, gdy ktokolwiek jest zjednoczony ze Mną, ten jest w Niebie Moim, ten nosi Niebo ze sobą. Udoskonalam ją coraz więcej i więcej i wylewam na nią Łaski Ducha Świętego. Sam Duch Święty unosi się nad nią. Mało! On zakłada świątynię [w] niej. Przychodzi ze wszystkimi Swoimi Darami. Dary te zlewa na nią z całą Potęgą Swoją, oświeca ją, że, gdy była słaba i nędzna, staje się mocą Mocy Mojej. Tak potężna, że choć przed tym była bezsilną i lękała się wszystkiego, występuje, jako rycerz zbrojny, potężna, jako lew, gotowa rzucić się na wszelkie ofiary. Nie ogląda się poza siebie, ale patrzy wzwyż. Zwycięża wszystkie trudności i druzgocze je. Głosi Imię Moje, nawraca drugich i staje się jakoby Duchem Świętym, przeistoczoną w Niego. Szłaby na podbój świata z szaleńczą swoją miłością, często nazwana szaleńcem wobec ludzi, wobec świata nierozumiana nieraz, uznana za pozbawioną zmysłów. Bo świat nie może zrozumieć, aby nieraz istota mała, nędzna, dokonywała rzeczy wielkich - i świat nie wie, że tam, gdzie było tchórzostwo, gdzie była nicość, staje się świętość, moc i potęga.

18 listopada 1951 r.

/Siostra Medarda próbuje się skupić i mówi: "Panie, mów, bo nie wiem. I słyszy następujące słowa:/

Będę ci mówił teraz o nicości i potędze. Potężna nicość.

Żeby dusze wiedziały - jak wielką radością są dla Mnie wtedy, gdy uznają, że są niczym, i gdy odczuwają tę nicość, jak potężnieją, jaką wielkością są w Moich Oczach - unicestwiałyby się same, radowałyby się, jak najdrogocenniejszymi klejnotami i skarbami, które posiadają, byłyby kopalniami, jakby złota ukrytego w czarnej ziemi. Tak, jak złoto ukryte zwykle w pewnych górach, jak najgłębiej - powierzchnią jest ziemia, a gdy zacznie się kopać, są tam skarby nieocenione - jak dusza! na zewnątrz jest niczym - czarną ziemią. Nieraz nikt się nie domyśla, ile tym jest. Wobec świata jest przeciętna..... I zwykle bogate dusze w nicość są dla otoczenia niczym. Nieznane, za nic miane, traktowane, jako istoty mało znaczące, mało się udzielające. Bez rozgłosu, bez szumu, tupetu. Ale, gdyby świat wiedział i one, jaką potęgą są dla Mnie! Przez nich mogę objawić się światu. One same nawet nie wiedzą o tym, ile nadzwyczajnych jest nawróceń, ile chwały Mi przynoszą, ile radości ma cała Trójca Nasza Święta i całe Niebo. Nie raz jednak taka dusza, jest jakby władcą świata przez Moją Łaskę i Moją Potęgę. Dusza taka jest kapłanem, chociażby była prostą służącą, choćby był ktoś zamiataczem ulic i nic nie robił, tylko był takim popychadłem. Ale jeśli ta dusza jest ze Mną zjednoczona i to, co czyni, czyni dla Mnie, że to, co czyni, czyni z radością i każde swe cierpienie, każde swe upokorzenie składa w ręce Moje, to Mi wystarczy, abym czynił przez nią cuda!

Dusze nieznane światu, dusze żyjące we Mnie, dusze żyjące w Maryi! Wy jesteście tymi przybytkami, w których się wcielam, tak, jak w Maryję i na tronach serc waszych Ja króluję, przeistaczam was, żyję w was, stajemy się jedno. Wtedy Ja przychodzę i żyję w was, jak w Maryi ukryty, jako Niemowlę nieruchome, nic nie mogące uczynić - a przecież jestem Bóg, Potęga, Moc. I tak samo, jak - jako Bóstwo - byłem w Łonie całej Trójcy Świętej, tak samo, gdy stałem się Człowiekiem, unicestwiłem się. Bo człowiek, jako ciało ludzkie jest nicością, lepianką z ziemi, a jednak było jedno działanie, to znaczy równe działanie Boga.

To samo jest i w Eucharystii Świętej, w której Żyję. Na pozór nie ma nic - tylko Chleb i Wino. Na widok nie ma nic - cząstka opłatka. Gdy ktoś wpatrzony we Mnie, w Hostię, nie widzi nic, przez głęboką wiarę - widzi Mnie. Wpatrzony - pyta się: gdzie jesteś, o Boże? - I gdyby nie miał wiary, mógłby powiedzieć: nie widzę Cię, nic nie widzę pod tą zasłoną. Ale, gdy ma wiarę, pod tą zasłoną widzi Mnie i wierzy, że patrzę na niego. I gdyby wiedział o tym, z jaką Miłością patrzę.... i jak bardzo droga Mi taka dusza, która nic nie widzi, a widzi wszystko!

O, taka dusza więcej Mi drogocenna, niż taka, której się objawiam. Często daję duszom widzenia - bez ich zasługi, jako prezent, aby Mnie objawiły światu. Ale dusza, która Mnie nie widzi, ale wierzy, że jestem obecny z Bóstwem, Ciałem i Krwią, ukryty w tej cząstce Eucharystycznej - ta dusza staje się potężna Wszechpotęgą Moją.

Dusze maleńkie, które żyjecie wiarą, o jakże mogę o was powiedzieć: "A sprawiedliwy Mój wiarą żyje!" [Hbr 10,38]. Wiara - to jest skarb najdrogocenniejszy i pierwszy, aby Mnie poznano. Kto ma wiarę, ten posiada Mnie. Przez wiarę zwykle czynię cuda. I ktokolwiek o co prosi z wiarą - otrzymuje wszystko. A właściwie on sam czyni cuda na podstawie swojej wiary! Ja mu daję to, o co prosi, bo wierzącemu nic nie mogę odmówić.

Dusze nie rozumieją, jak wiele mogą uczynić przez wiarę we Mnie. Bo stwarzając człowieka, dałem mu wolną wolę. On może wierzyć, może nie wierzyć. Może Mnie kochać, albo nie. Gdy patrzę na duszę wierzącą o wolnej woli, która z miłością i wiarą przychodzi do Mnie, Serce Moje napełnia się taką radością - że istota o wolnej woli ślepo wierzy we Mnie, że jestem Bogiem, że mogę wszystko uczynić, mogę wszystko zło przemienić w dobro, mogę niszczyć i stwarzać, mogę przemieniać, oczyszczać, przeistaczać. Wtedy taka dusza oddaje Mi największy hołd, jako Stworzycielowi, jako Bogu, Najwyższej Potędze.

Duszom najwięcej uniżonym, i uważającym się za nicość, daję zwykle największą łaskę po Chrzcie Świętym - łaskę wiary. Zwykle dusze nadęte pychą, choćby były to dusze, czy to kapłańskie, zakonne, czy dusze chcące dojść do najwyższej doskonałości, jeżeli nie uważają się za nicość, mają słabą wiarę. One mają rozum i filozofię, która wcale Mi nie jest potrzebna, abym uczynił z nich świętych. Rozum i filozofia zwykle analizują. Pragną być mądrzejsze ode Mnie. Może to być największy filozof, największy teolog: - jak zacznie od analizy, a nie od wiary, wtedy jest niczym w Oczach Moich. Zwykle takie dusze nadęte pychą dochodzą do różnych herezji, spaczeń i zboczeń. Szukają Mnie tam, gdzie Mnie nie ma. Bo w księgach filozoficznych Ja nie istnieję! Ja istnieję w prostocie, cichości i pokorze serca.

Jeśli dusza o głębokim rozumie uniża się, ta jest mądrością Mądrości Moich, ta jest zapisana w Sercu Moim, zapisana w Księdze Żywota. Jej daję berło w rękę, aby królowała i stała się potężną, posiadła ziemię, to znaczy zawładnęła duszami, królowała przeze Mnie - i o niej mogę powiedzieć, że żyję w niej, jak w Maryi ukryty, nieznany, ale Wszechpotężny Bóg, Pan i Król Nieba i ziemi.

Potrzeba Mi wiary. Potrzeba Mi nicości. Potrzeba Mi pokory serca, abym mógł królować! Dusza, która posiada wiarę, ta zmusza Mnie, abym przebaczał, ta zmusza Mnie, abym kochał, ta zmusza Mnie, abym królował w sercu, abym królował w niej, a przez nią w duszach innych i aby Królestwu Memu nie było końca.

Dusze wierzące! Gdy posiadacie ten skarb, trzymajcie go i ukrywajcie go, aby go wam zepsuty świat nie wydarł, świat, który jest, jako złodziej i chce wam ukraść to, co jest najdrogocenniejsze w was.

Świat zastawia sidła w różnych postaciach. Zwykle dusze pyszne mają rozum zaćmiony: Człowiek pyszny sam ma zaćmę i chce, aby ta zaćma była i u innych. Będzie przedstawiał różne swoje argumenty, będzie filozofował, przekręcał. Będzie opowiadał, że wszystko jest materią, wszystko jest naturą, wszystko jest, ale skąd jest - to sam nie wie. Bo ma zaćmę na rozumie. A dlaczego? Bo nie ma wiary. A mimo wszystko, po wszystkich swoich wysiłkach i wszystkich rozumowaniach, jednak nie może dojść do końca - i już nie jakoby z wiary, ale przez swój instynkt wyczuwa, że ktoś jest nad wszystkim, że jest jakaś potęga. Ale się nie może na tyle uniżyć, aby uznać, że tą potęgą jest Bóg, Bóg - Stworzyciel. Dusza taka wzgardza Mną. Ona ujmuje Mi Chwały: ona depcze Mój Majestat - i dusza taka jest ciemnością. Taka dusza śpi. Ona żyje, oddycha, jak człowiek śpiący, ale jest w pozornym letargu. Potrzeba przebudzenia z tego snu. Potrzeba wstrząsu, jakoby trąby archanioła, potrzeba ożywczych środków, potrzeba, aby przerwać narkozę, w której są uśpione. A środkiem tym są dusze z innego hufca: dusze maleńkie, dusze nic nie znaczące: dusze posiadające głęboką wiarę. One przez swoją wiarę, modlitwę, przez swoje ofiary i cierpienie obudzą świat z uśpienia - i stanie się życie i przywrócą Mój tryumf i Chwałę Boga - Stworzyciela panującego nad wszystkimi panującymi.

Dusze wierzące, śpieszcie się! Dawajcie Mi te wasze maleńkie wysiłki, tę waszą szarzyznę dnia. Dawajcie Mi to nic. Wobec tych co rozumują, jest to śmieszne, uważane za nieważne. Ale pochodzące z wiary i pragnące uczcić Mnie, staje się wielkością, która druzgocze pychę!

25 listopada 1951 r.

Wytłumaczę ci, co to jest wiara. Wiara, to jest, jakby coś nieuchwytnego. Zwykle wiarę buduje się na niczym, na niepodobieństwie. Gdy już jest coś i podobieństwo, zanika wiara. Wiara - to ślepota! Kto ślepy - ten jest najwięcej wierzący, bo on wierzy, choć zwykle rzecz jakaś zdaje się niemożliwą, na pozór niewykonalną.

Rozum powiada, że trzeba kierować się roztropnością, trzeba kierować się jakimś podobieństwem czegoś. Wiara nie potrzebuje rozumu! Kto rozumuje, u tego wiara jest słaba - a właściwie nawet jej nie ma. Dam ci przykład. Jest ktoś ciężko chory. Wszystkie rozumy filozoficzne orzekają, że ta osoba nie wyzdrowieje - ten człowiek musi umierać. Ale, jeżeli ten chory ma tak silną wiarę, że mimo wszystko będzie uleczony, przeciw wszystkim rozumowaniom i prosi Mnie o zdrowie, wierząc, że Ja go uleczę, wtedy daję mu wielką łaskę - powiększam jeszcze jego wiarę - i jego wiara sama go uzdrawia. Wstaje zdrów i wielbi za to Imię Moje. Tak samo, nie tylko chory, ale wszyscy, którzy pragną uzdrowienia dla chorego i wierzą, że mogę to uczynić, otrzymują to, o co proszą.

Takie cuda dla wiary czyniłem, gdy byłem na ziemi. Takie cuda przez wiarę czynię teraz, gdy mieszkam w Eucharystii, jako Bóg i Człowiek - i jeszcze większe! Bo wiara w samą Eucharystię Moją więcej Mi chwały przynosi, niż wtedy, gdy żyłem i widzieli Mnie, jako Cudotwórcę - dzisiaj nic nie widzą oprócz maleńkiej postaci Chleba. I taka wiara daje Mi największą chwałę, jaką może Mi dać człowiek wierzący we Mnie, jako w Boga Wszechmogącego a widzący Mnie w maleńkiej postaci okruszyny Chleba. Wtedy jestem Wszechmogącym - Wszechmocą Moją i wierzącemu daję te Przymioty Moje. I ten, który ma wiarę, jest wszechpotężny Potęgą Moją.

Jakkolwiek jestem Bogiem i mogę ten świat zniszczyć i stworzyć na nowo i Potęgi Mojej nie ma granic, to wierzący tak Mnie zniewala do spełnienia jego prośby, że jestem wobec niego bezsilny. Stworzenie nigdy tego nie zrozumie, jak wielką łaską obdarzyłem go, dając mu wiarę. Dar ten jest nieoceniony. Bo kto ma wiarę, ten posiadł Mnie, ten może Mną rządzić, ten może wyrywać jakby z Rąk Moich łaski - ten jest złodziejem Moich darów.

Dusze kochające Mnie niech często modlą się wołając: Panie, pomnóż w nas wiarę! Dusze kochające Mnie niech modlą się za drugich - za tych nieszczęśliwych ślepców, co wiary nie mają.

Ten, co nie ma wiary, sam sobie nie wyobraża, jak biednym jest, jak ociemniałym jest. Jakie życie jego jest bezpromienne, bezradosne! On żyje - a właściwie nie żyje. On jest martwy. Może posiadać wszystko i na pozór wydaje mu się, że jest szczęśliwy. A jednak nie jest szczęśliwym, bo wszelka doczesność nie daje mu szczęścia, nie daje mu słońca. Życie jego - to noc bezgwieździsta. On szuka, on pragnie zawsze czegoś, bo serce jego niespokojne. Radości ziemskie nie dają mu zadowolenia. Aby dotrzeć do Mnie, przed nim jest zasłona mgły. Ma rozum, ale ślepy, bo nie jest rozświetlony wiarą. I dopóki jest w szczęściu, idzie przez życie. Ale gdy włożę krzyż na jego ramiona - nie mając wiary upada, załamuje się, ginie. Każde cierpienie dla niego, to wielka depresja i przeważnie tymi, którzy sobie sami życie odbierają, to są ci, co nie mają wiary. Przeciwnie, ci co wierzą i krzyż dla nich nie jest ciężarem, oni wierzą, że cierpienie im daję po to, abym oczyszczał ich dusze i wzmagał ich wiarę. I wtedy, gdy są bezradni, wtedy, gdy są bezsilni, przygnieceni - jak Moi uczniowie, gdy na rozszalałych falach morskich płynęli, a łódź zdawała się tonąć, a Jam spał spokojnie - wołając: "Panie, ratuj!" [Mt 8,25]. Wtedy przebudziłem się, uciszyłem morze i łódź popłynęła spokojnie, bo Jam był w niej - i pomnożyłem wiarę ich i nie zatonęli. Tak i teraz - gdyby się zdawało, że łódź już tonie i fale morskie zalewają ją, niech nie tracą wiary, a nastąpi uciszenie wielkie i spokój w ich duszy i dopłyną do brzegu, bo Ja będę łodzią ich życia kierował. Niech wiedzą, że dopóki wiarę mają, nie zatoną.

2 grudnia 1951 r.

I dam wam kotwicę nadziei - a nadzieja, to jest matka miłości. Bo kto ma nadzieję, ten posiada i miłość, bo ufa! a ten kto ufa, już otrzymał to, o co prosi, bo na ufności opiera się dar. I ten, co prosi, gdy ufa - już go otrzymał. Może nie zaraz, w tej chwili, może nie to, o co prosi. Bo może w danej chwili nie było mu to potrzebne - i może więcej otrzymał, jak prosi! I czasem nie wie o tym, że gdy prosi o mało, otrzymuje wielką rzecz: bo może w danej chwili zdaje się mu, że wszystko stracone jest. A wtedy przychodzi pomoc i dana mu jest łaska, której się najmniej spodziewał, a łaska ta była za ufność wtedy, gdy prosił.

Gdyby łódź nie miała kotwicy, to straciłaby równowagę. Gdyby nie było nadziei, życie byłoby chwiejne - ciągle dusze by się załamywały. Ale ten, kto ma nadzieję i wielką ufność, choćby były największe niebezpieczeństwa - gdy wypłynie na pełne morze, łódź życia jego nie zatonie.

Jest dużo dusz, które mają silną wiarę. One wierzą. Wierzą i objawiają tą wiarę, dopóki nie ma wielkich cierpień. Z chwilą gdy nadchodzą cierpienia, załamują się. Dlaczego? Bo brak im ufności. Dusza wierząca, która posiada głęboką wiarę, musi równocześnie ufać, ślepo ufać. Jeśli prosi i wierzy, że otrzyma, musi mieć to głębokie przekonanie, że zaufała Wielkiemu Bogu, Wszechmogącemu, który może wszystko. To jeszcze mało! Musi mieć ufność w Miłość Ojca. Niech wie o tym, że ten Bóg Wszechmogący, który wszystko może, jest równocześnie najlepszym Ojcem, który więcej ma pieczy o niej, niźli ojciec ziemski, więcej, niźli matka!

Ufajcie! Ufajcie na ślepo, ufajcie bezgranicznie! Dusza, która Mi ufa, ta Mnie posiadła. Tak, jak złodziej ukradła Mnie a okradła Mnie z wszystkich Moich Łask. Jestem wobec niej bezsilny. Bo weźcie pod uwagę tylko ziemską miłość. Jeśli kochająca osoba kochanej osobie ufa, to już wszystko! Ona wie, że ta osoba jej nie zdradzi, nie zawiedzie, nie zostawi jej nigdy samej. Ona nawet nie przypuszcza, żeby mogło coś w umyśle drugiej osoby powstać. I choćby jej wszyscy mówili, że ta osoba jest niedoskonała, jeżeli ona tej osobie ufa, jest spokojna. Jej się wydaje, że jest to niepodobieństwem, aby mogła być zawiedziona.

/Pytamy się, że mimo wszystko ktoś ufa, jednak bywa zdradzony.../

Dlaczego jest zdradzony, że nie zaufał Mnie i nie oddał tej kochanej osoby i siebie pod opiekę Moją. Jeżeli dusze kochające się, żyją w stanie łaski, modlą się i proszą o nierozerwalność swej miłości i nie dają powodu; ani jedna, ani druga strona, do utraty tej miłości, wtedy miłość ta pobłogosławiona przeze Mnie, nigdy nie będzie zawiedziona. To często dzieje się w małżeństwie. Rodziny nie wprowadzają Mnie w dom swój - życie prowadzą przyziemne, nie łączą się ze Mną w Komunii Świętej, która jest przeważnie nierozerwalnością małżeństw. Bo, gdyby się łączyły ze Mną, Ja łączyłbym się z nimi i nigdy nie byłoby zdrady. I jest wiele świętych ognisk domowych, które od chwili ślubu swego są wierne przez całe życie i miłość ich jest nierozerwalna tu na ziemi i nierozerwalna we Mnie przez całą wieczność.

Dusze ufające Mi są przeze Mnie bardzo kochane. Dusze ufające - to dusze oddane Mi na ślepo. Ufać - a oddać się Mnie - to jedno! Dusza ufająca i oddająca się Mnie zrobiła wszystko, co mogła zrobić najlepszego w swym życiu. Ona z chwilą oddania się straciła siebie. Straciła swój rozum, straciła swoją wolę, straciła swoją miłość własną. Stała się ślepą, nic nie widzącą , nie rozbierającą. Na swój rozum, na swój umysł zarzuciła zaćmę. Ona oddając się Mnie ufa, że wszystko posiadła. I tak jest rzeczywiście! Jeżeli oddała Mi swoje jestestwo, Ja jestem zobowiązany wszystkie jej sprawy, wszystkie jej rozumowania, wszystkie jej cierpienia, całe jej istnienie wziąć na Siebie, a w zamian oddać jej wszystko, czego ona pragnie i co potrzebuje.

Żeby dusze wiedziały o tym, że im więcej i z większym zaufaniem oddają Mi siebie, i wszystko, czegokolwiek pragną i o co proszą, jak każde takie oddanie jest drogocenne dla Mnie i dla nich, o nic by się nie troszczyły i życie byłoby dla nich tak ładne i tak piękne, tak pełne pokoju, że szłyby oparte na ramieniu Moim, jako najlepszego Ojca, wierząc, że nic im się złego nie stanie pod Moją opieką. Dusze takie nazywałbym "radością Serca Mego". Bo niczego tak nie pragnę od dusz, jak zaufania. To jest najdrogocenniejszy dar, jaki może dać stworzenie żyjące tu na ziemi. Bo wiara i nadzieja przeminą - a jedna tylko miłość nie przeminie!

Dlatego dusze, aby były bogate, aby otrzymały wszystko, [o] co proszą, aby były najściślej zjednoczone ze Mną, niech często proszą: "Panie, pomnóż nam wiarę, bądź Ty sam kotwicą naszej nadziei!".

20 stycznia 1952 r.

I będę ich kotwicą. I będę ich nadzieją. Chociażby były w ciemnościach, Ja prowadzić ich będę i będę Sternikiem łodzi ich życia. Gdyby fale morskie, to znaczy burze życiowe chciały ich zatopić, Ja w najcięższych chwilach przyjdę im ze Światłem i będę ich Sternikiem i Przewodnikiem w życiu, że żaden, który położy wszelką nadzieję we Mnie, nigdy nie zginie.

Ufności we Mnie nigdy nie jest za wiele. Niech każdy ufa bezgranicznie, a w miarę ich ufności otrzymają, o cokolwiek prosić będą. Kto we Mnie ma ufność, ten już otrzymuje - a raczej zmusza Mnie do dania mu wszystkiego i duszom takim nic odmówić nie mogę. Dusze ufające odzierają Mnie z wszystkich Przymiotów Moich. Dusza, która ufa, posiada Przymioty Moje - staje się jakby drugim Mną. Magdalenie odpuściłem grzech dla jej ufności, do jawnogrzesznicy powiedziałem: "Ufaj, córko, odpuszczone są grzechy twoje" [por. Łk 7,48].

Każdy, który wyznaje grzechy, choćby posiadał skruchę i wyznał wszystko - gdy Mi nie ufa, że mu przebaczę, rani tym bardzo Serce Moje. Bo tak samo w życiu ziemskim ktoś powie: "przebaczam ci", a ten drugi nie ufałby, tylko wątpiłby: "kto wie, czy mi ze serca przebaczył czy tylko dla formy....?" to rani serce przebaczającego - a cóż dopiero Ja - Bóg Wielkiego Miłosierdzia i Przebaczenia. Bóg Miłości, Bóg - Ojciec, Bóg - Matka, Bóg - Oblubieniec, który z taką Miłością daruje winy tym, którzy tylko spojrzą w Miłosierne Moje Oczy! Nie mam już żadnego żalu do nich, ale bezwzględną Miłość - Miłość nie do wypowiedzenia im, Miłość, którą tylko może mieć Stworzyciel dla Swego stworzenia. Jeśli daję to wszystko, to niech dusza odpłaca Mi się ufnością, której pragnę, której pożądam i jakby żebrzę jej tak, jak żebrak po jałmużnę, wołając: "Ufajcie Mi!". Bo przez ufność waszą wy Mnie zniewalacie do dania wam tego, o co prosicie.

Wiara, nadzieja - przeminie. Wiara, nadzieja - jest po to na ziemi, aby poznać, aby wierzyć i aby zaufać. To są dary, które daję duszom, aby poznały, Kto Jestem - bo przez wiarę poznały Mnie, przez nadzieję - ufają Mi. Ale to jest małe! Ja jestem Bóg - Przedwieczna Miłość. Jestem Ojcem. Duch Święty, gdy zstąpił na apostołów, ukazał się w postaci gołębicy i jako płomień. Był to ogień - co oznaczało: Gołębica - prostota, a płomień - to Miłość. Duch Święty, to Duch Mój. Więc jestem Ogniem - Ogniem Wulkanicznym, Ogniem pożerającym, Ogniem, który nie gaśnie. Miłość Moja okazuje się w postaciach. Jeśli jestem obrażony przez grzechy ludzkości i widzę, że piekło pochłania ich, ogień piekielny chce ich pożreć, przychodzę z ogniem karzącym - ale jest to raczej Ogień Miłości, który oczyszcza grzech, jak oczyszcza się złoto w ogniu.

Przeważnie źle dusze rozumieją, co to jest cierpienie: co to są klęski, co to są wojny i kataklizmy. Im się zdaje, że to jest kara mszczącego się Boga za grzechy. To nie jest kara, to jest Miłość! Jest to ogień oczyszczenia, bez którego nigdy dusze nie doszłyby do zupełnego zjednoczenia ze Mną. Gdybym zostawił ich w zapomnieniu: "niech żyją w grzechach...", leciałyby samochcąc w przepaść nie wiedząc o tym. Każda dusza dostaje łaskę Odkupienia, za każdą duszę przelałem Krew do ostatniej kropli. Wszystkie są Moje. I te, które są śnieżne, jako runo owieczki białej i te, które są skalane grzechem. Dla wszystkich mam jednakową Miłość. Jestem Bogiem Sprawiedliwym i Sprawiedliwość Moja - to Miłość.

Bo, aby być sprawiedliwym, sprawiedliwość nie oznacza to, aby być mściwym - bo sprawiedliwość nie wyrządza krzywdy. Pragnieniem Serca Mego jest, aby żadna dusza nie zginęła. Siedliskiem Serca Mego jest Żar. Ja bym chciał wypowiedzieć, co [to] jest Serce Moje i co [to] jest Miłość Moja - gdybym nie był Bogiem, tylko człowiekiem, Ogień, który w Sercu Moim gore, spaliłby Mnie, że zniknąłbym, gdyż Ogień ten strawiłby Mnie i w niwecz by obrócił. Bóstwo Moje jest jakby pancerzem, który ochrania od wulkanicznego wybuchu, by nie być pożartym przez Ogień.

27 stycznia 1952 r.

Dusze kochające Mnie, dusze ufające Mi, przyjdźcie do Mnie, bo pragnę mieszkać w sercach waszych i pragnę mieć w sercach waszych takie wulkany, jakie są w Sercu Moim, które goreją. Abyście doszły do tego, potrzeba, abyście żyły we Mnie, abyście często powtarzali: "Jezu żyjący w Maryi, przybądź, a żyj w nas!". Ten jeden akt, to jest złączenie, to jest Komunia duchowa. Żyjecie we Mnie, a Ja będę żył w was tak, jak żyłem w Maryi.

Stańcie się niemowlętami! - Niemowlę nie mówi, nie rozumuje. Nieruchome jest. Jest, jakby nieżyjące - a żyje tak, jak Ja byłem w Niepokalanym Łonie Mojej Matki. Tam byłem tak ukryty - a przecież byłem Wszechpotężnym Bogiem! Nic nie działałem na pozór, a jednak przez to życie i nie życie, czyniłem już w duszach największe cuda, a przede wszystkim w duszach ukrytych, w duszach prostych.

To ukrycie Moje jest wielkim wzorem do naśladowania dla dusz nieznanych światu. Bardzo wiele mam takich dusz, w których żyję, jak w Maryi. Przede wszystkim są to dusze kontemplacyjne - dusze, które na pozór nic nie czynią, bez rozgłosu są, często niezrozumiane. Mówią o nich, że to są trutnie nie dające żadnego pożytku dla drugich. Takie dusze są największymi działaczami. Przez nich Ja stwarzam świat. Nie raz są zgliszcza i pożary na niwie dusz, dusze wyschłe, chociaż w świecie czynne, rozgłośne, wszystko czynią, tylko o jednym zapominają - o tej wielkiej sprawie, abym żył w nich a one we Mnie. Jedna dusza oddana Mnie, żyjąca we Mnie w ukryciu i wielbiąca Mnie tak, jak wielbiła Mnie Matka Moja, która była ciągłą Adoratorką wielbiącą Mnie, jako Boga i Człowieka - gdyż już w Jej żywocie dokonało się to, co dokonało się w Ostatniej Wieczerzy: przemieniłem chleb i wino w Ciało i Krew: tam przez Moc Ducha Świętego Bóstwo Moje połączyło się z człowieczeństwem, i wtedy już można było powiedzieć, że: "Słowo stało się Ciałem i mieszkało między nami" [J 1,14] - więc tak jedna dusza, adoratorka ukryta, z Łaską Moją, może odnawiać świat, stwarzać światy dusz i Ja w tej duszy ciągle żyję i jakby rodzę się i przez nią żyję w innych duszach, że żyć będę po wszystkie dni tu na ziemi aż do skończenia świata, a potem przez całą wieczność.

Więc niech to będzie pociecha dla dusz, które nie mogą być rozgłośnią, a często się martwią, że są niczym, że nic nie mogą zrobić dla Mego dzieła. One więcej czynią, niż te, które wiele mówią i myślą, że, aby Mnie chwalić, trzeba mieć duży tupet, i często wiele mówią o Mnie, ale nie żyją we Mnie - mówią o Mnie, ale nie znają Mnie. Bo znać Mnie - to znaczy żyć we Mnie i ze Mną, przeżywać Mnie, przeżuwać Mnie, sączyć się we Mnie tak, abyśmy byli jedno, abym mógł o nich powiedzieć: "to jest słowo, które stało się ciałem i jest jeden duch i jest to Bóstwo i człowieczeństwo, tak - jak żyłem w Maryi a Ona we Mnie. Dojdą dusze do tego, jeśli będą Mnie często przyjmować w Komunii duchowej pod tym wezwaniem:

"Jezu, żyjący w Maryi, przybądź - a żyj w nas!"

------------------------

27 stycznia 1952 r. - święto św. Jana Chryzostoma t.j. Złotoustego.

-------------------------

Komentarz: Treść przepisana ze starego maszynopisu. W nawiasach kwadratowych są przypisy z Biblii oraz nowe słowa uzupełniające niejasne zdania.

INNE ORĘDZIA S. MEDARDY (ZOFII WYSKIEL) PRZECZYTASZ TU: http://www.duchprawdy.com/medarda.htm



www.duchprawdy.com