O NIEBIE

Siostra Medarda (Zofia Wyskiel) 1893-1973

Poznań, 1953-1954 r.

Orędzia Jezusa od 14 stycznia 1954 roku, a wcześniej mówi Zofia Wyskiel.

O TYCH, KTÓRZY SĄ SZCZĘŚLIWI SZCZĘŚLIWOŚCIĄ BOGA

W Domu Ojca Mego jest mieszkań wiele / J 14, 2 /


25 maja 1953 r.

Każda dusza jest mieszkaniem Boga. Niebo, szczęście wiekuiste, polega na tym, że wszyscy żyją tam w Bogu, w całej Trójcy Świętej, w Przedwiecznej Miłości. Tam jest jedna miłość, jedno zjednoczenie, jedno szczęście. Każda dusza, która tam jest, jest szczęśliwa szczęśliwością Boga. Ona żyje w Bogu, kocha Boga i to jest jedna miłość, jedno zjednoczenie, jedna kontemplacja uszczęśliwiająca, jeden zachwyt miłości.

Szczęśliwość człowieka już tu na ziemi polega na miłości. Kto kocha, ten jest szczęśliwy, radosny, zadowolony. W sercach choćby takich małżonków - gdy tam jest miłość, jest też jedna radość. Wszystko jest w tym domu jakby skąpane w miłości. Tam jest zgoda, pokój. Rodzice żyją sami w szczęśliwości i jedno jest szczęśliwe ze szczęścia drugiego. Oni cieszą się i radują ze szczęścia swych dzieci, w dzieciach widzą wszystko.

Ja znam taki przykład. Pytałam się dziecka: jak mu na imię. Dziecko odpowiada: „moje szczęście”, „moje klejnoty”. - Takie masz imię? – Tak, bo tak mnie mamusia nazywa. Dowiedziałam się, że mamusia dziecka, to uboga praczka. Żyła ubogo i ledwo mogła je wychować, a była szczęśliwa, bo w dziecku swoim widziała wszystko.

Tak samo i my, jeśli kochamy Boga, to Go posiadamy. Posiadając Go - posiadamy wszystko i Bóg nam wystarcza. Radość i szczęście wiekuiste polega na tym, że tam będziemy posiadać Boga, a posiadając Boga – będziemy mieć wszystko, wszystkie pragnienia naszego serca będą zaspokojone.

Na przykład: ktoś był tutaj biedny, smutny, odrzucony od wszystkich, mało kochany, cierpiał, pracował, walczył. Jego życie było pełne ofiar, walczył sam z sobą, ze swoimi namiętnościami, nie chciał obrażać Boga, szedł na przebój, jak napisane jest: „Królestwo Niebieskie gwałt cierpi, a gwałtownicy porywają je” [Mt 11,12]. Człowiek ten, walcząc przez życie, tęsknił zawsze za szczęściem, za tym spokojem. Jeżeli wszystko to znosił z poddaniem i rwał się do tych wyżyn przedwiecznych i przeszedł przez życie z ciągłym pragnieniem szczęścia, to niech będzie spokojny w godzinę śmierci, że otrzyma to szczęście i że przyjdzie tam do jasnych wzgórz, gdzie słońce nie zachodzi, a gwiazdy nie gasną. Wpatrzony w słodkie Oblicze Boga pełnego Miłości i Miłosierdzia znajdzie on zaspokojenie wszystkich swych pragnień, bo Bóg szczęśliwością Swoją uczyni go szczęśliwym i w tym zachwycie pełnego miłości zjednoczenia trwać będzie przez całą wieczność.

Tam nie będzie już płaczu. Wszystko, cokolwiek by kto pragnął tu na ziemi – otrzyma. Nawet rzeczy najdrobniejsze otrzyma. Na przykład: ktoś pragnął pięknie śpiewać, ktoś lubił muzykę, ktoś lubił kwiaty, owoce, jakieś choćby najdrobniejsze rzeczy – a tu tego nie posiadał. Tam będzie wszystko zaspokojone i nawet odczuwalne, to co tu pragnął, bo Bóg jest takim szczęściem, że zaspakaja wszystkie pragnienia, nawet najdrobniejsze rzeczy, jak smak, powonienie, wzrok, słuch, nawet talenty.

Na przykład: pragnął być ktoś mądrym, a nie mógł tego osiągnąć. Nieraz prostaczek mówi: „Ach, gdybym mógł się uczyć, mógłbym się inaczej modlić, inaczej chwaliłbym Boga, a tu nawet czytać nie umiem”. Niech będzie spokojny, wszystko będzie nawet stokrotnie wynagrodzone, jeśli pragnął tego dla Boga. Na przykład: będzie kapłan, który chciałby wygłaszać piękne kazania, chciałby jechać na misje, a tu ani zdrowia, ani talentu nie ma i pragnienia jego są niezaspokojone. Jeśli tylko pragnął tego w dobrej intencji, tam będzie miał to zadowolenie spełnienia swoich pragnień przez całą wieczność.

Jeszcze wróćmy do mądrości. Bogu bardzo się podoba, jeśli pragnie ktoś mądrości, tej mądrości dla Niego, nie tej mądrości, która by go w pychę wbijała, ale mądrości szukania Boga, odnajdywania Go, zjednoczenia z Nim, mądrości pogłębienia się w tej świętej filozofii nie dla rozgłosu, ale dla szukania Boga we wszystkich Jego przymiotach. Takie pragnienie mądrości podoba się Bogu. Gdy Pan Bóg pytał się Salomona, gdy zbudował Mu świątynię: - "Co pragniesz? Co chcesz? [1 Krl 3,5] - odpowiedział: „Panie, daj mi mądrość” [1 Krl 3,9]. Podobała się Bogu ta prośba i dał mu taką mądrość [1 Krl 3,12], której spośród wszystkich królów żaden nie otrzymał.

Widzę teraz Trójcę Świętą, jako Jedną Istotę, a w Tej Istocie są trzy rzeczy. Rozum, Serce, Miłość. Miłość widzę, jakby to było Tchnienie Ducha, jakby powiew wiatru. Bóg Ojciec to Ten Rozum, Intelekt. Syn Boży to Serce. Widzę Serce Wielkie, Żywe, Serce Człowiecze, bo Syn Boży zstąpił na ziemię i stał się Człowiekiem. A Duch Święty – to Ta Miłość, Tchnienie, jakby lekki powiew wiatru. Te wszystkie składniki, po ludzku wyrażając, stanowią jedną rzecz, ale każda jest osobna i ma jakby jednakową wartość, że jedna od drugiej nie jest odłączona. Bo nie może być serce bez rozumu, ani rozum bez serca, nie może być rozum i serce bez tej miłości, bez tego ducha, bez tego tchnienia. Widzę, że gdyby jednej części brakowało, nie byłoby i całości. I tu jest wyjaśnienie: Ojciec rodzi Syna, Syn pochodzi od Ojca, a Duch od Ojca i Syna.

Teraz widzę dalej, jak w Trójcy Przenajświętszej żyją wszyscy święci, a Trójca Święta w nich. Widzę Matkę Boską, Matka Boska jest tak przez swoją Niepokalaność zjednoczona z Trójcą Świętą, że Matka Boska z Trójcą Świętą – to jedno, a Trójca Święta i Matka Boska to jedno. Słusznie też można powiedzieć i przytoczyć te piękne słowa, że Matka Boska jest Córką Boga Ojca, który Ją stworzył przed wiekami w Swoim Intelekcie, aby się stała Matką Drugiej Osoby, Syna Bożego i Oblubienicą Ducha Świętego, to znaczy Miłością Miłości Przedwiecznej.

Teraz dano mi do zrozumienia, że jeżeli kapłan konsekruje Hostię, to w tej chwili równocześnie jest Jezus Chrystus, a w Nim i Matka Najświętsza, bo Matka Najświętsza dała Ciało Drugiej Osobie Boskiej, a To Ciało jest z Jej krwi i ciała - drugi Chrystus.

Niech się nikt nie dziwi tym słowom. Bo jeśli we Mszy Św. kapłan wymawia przy przemienieniu: „To jest Ciało Moje”, „To jest Krew Moja”, to równocześnie ten kapłan jest również drugim Chrystusem. A dlaczegóżby Matka Najświętsza, Ta Najczystsza i Najświętsza Istota, bez grzechu poczęta, z ciałem i z duszą wzięta do Nieba, nie była drugim Chrystusem? Sądzę, że świętej teologii to nie powinno się sprzeciwiać.

28 czerwca 1955 r.

Jezus często nazywa Matkę Najświętszą – Matką Pięknej Miłości [Syr 24,18], gdyż Piękna Miłość - to Jezus. Niebo też jest pięknością, bo Bóg Piękności je stworzył i tam mieszka.

Widzę w tym Niebie całą Trójcę Świętą, Niepokalaną Dziewicę, wszystkich świętych, wszystkich aniołów i archaniołów. Są tam różne hierarchie i stopnie. Panuje tam jak największa harmonia. Wszystko jest jedną pełnią radości, jedną pełnią szczęścia. Wszyscy radują się w Bogu, w całej Trójcy Świętej i odwrotnie – Bóg raduje się we wszystkich świętych.

Wszyscy się tam cieszą, gdy tu mówimy: „Niech będzie uwielbiony Bóg w swoich aniołach i w swoich świętych”. To, co ja widzę nie da się w słowach wypowiedzieć. Mogę tylko powtórzyć za św. Pawłem: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie wstąpiło, co zgotował Bóg tym, którzy Go miłują” [1 Kor 2,9].

Przede wszystkim jest tam ogromnie miło, a nie ma żadnych cierpień. Wszelką łzę Bóg otrze i nie będzie cierpień, tylko jedna radość, bo jaki jest Bóg w Miłości, taki również jest w Sprawiedliwości. Każdy otrzyma tam swoją zapłatę. Nic nie jest zapomniane, co na ziemi robimy dobrego. Najdrobniejsza rzecz spełniona w dobrej intencji czyni wielką chwałę Bogu i również wielką chwałę tej duszy, która tę rzecz spełniła na ziemi.

Gdyby ludzie wiedzieli, jak łatwo mogą Niebo zdobyć przez dobre intencje, dobre uczynki, to na wyścigi by się o to ubiegali, bo wszystko, czego nie uczyniliśmy drugim nie jest nasze i tylko dobry uczynek ma tam znaczenie, bo to czynimy na żywot wieczny, a właściwie dla swojej szczęśliwości. A my idziemy przez życie, mamy w rękach największe bogactwa i w jakimś nierozumnym i szalonym pędzie, w jakiejś gonitwie za szczęściem doczesnym biegnąc, gubimy te drogie klejnoty, te swoje bogactwa i jesteśmy nędzarzami, mając kopalnie złota i diamentów.

Aby zostać szczęśliwym i być w Niebie, nie trzeba dokonywać trudnych ani wielkich rzeczy, jak to się nam wydaje. Najważniejsze mieć dobrą intencję! Podniesienie słomki z ziemi z czystej miłości ku Bogu ma większą wartość, jak wypowiedzenie najpiękniejszego kazania bez dobrej intencji, z przymieszką próżnej chwały.

Jeśli kto chce się dostać do tej wiecznej szczęśliwości, to niech będzie w stosunku do Boga bardzo interesowny, niech nic nie daruje Bogu, to znaczy - nic nie czyni bez wzbudzenia dobrej intencji. Każde jego cierpienie, każda jego radość, każdy jego krok, każdy jego oddech, każde uderzenie serca, to niech będzie ciągła adoracja Boga żyjącego w Niebie, żyjącego w całym wszechświecie, żyjącego w czyśćcu, żyjącego nawet w piekle, bo tam jest obecny przez Swoją Sprawiedliwość, a przede wszystkim [adoracja Boga] żyjącego w nim samym, gdyż powiedział Pan Jezus: „Azali nie wiecie, żeście Kościołem Bożym, a Bóg mieszka w was?” [1 Kor 3,16] Te ciągłe adoracje na ziemi łączące się z ciągłą adoracją w Niebie, Królestwie Bożym z całym Dworem Niebieskim, to już jest Niebo na ziemi.

Dla duszy, która nosi Boga w sercu, Bóg żyje w niej a ona w Nim. Dla niej nie ma wielkiej różnicy między ziemią a Niebem, z tym tylko wyjątkiem, że to Niebo może stracić tu na ziemi przez grzech, a tam jest ta pewność dająca szczęśliwość doskonałą, że to szczęście jest przez całą wieczność, że nigdy się nie skończy.

Niech dusze nie żyją tą ciągłą troską i nie trwożą się tą myślą: Ach, czy będę zbawiona, czy będę zbawiony, czy będę w szczęśliwości, w tym Królestwie Bożym? Bowiem tu jest ciągła walka o życie doczesne. Weźmy na przykład taką rodzinę: ojciec troszczy się i pracuje, aby ich utrzymać i wyżywić, a matka stroskana jak wychować dzieci często trudne do prowadzenia, ciągle zapracowana. Ona więc może najwyżej rano zmówić pacierz i znów praca i staranie o codzienny chleb. Pomyśli więc sobie, jak może utrzymać swoją wyobraźnię i rozum w karbach, żeby myśleć o Bogu, robić dobre intencje, kiedy ona nie ma czasu nawet na zasłużony spoczynek w nocy, bo i nocą musi pracować i czuwać nad dziećmi. Pomyśli sobie: To nie dla mnie, nie mam siły na to wszystko. Matka taka niech się nie lęka i będzie spokojna. Niech tylko wzbudza dobrą intencję, chociaż krótkie westchnienie: „Boże, Miłości moja, ofiaruję Ci wszystko przez Przeczyste Serce Niepokalanej Dziewicy, oddaję wszystko w Jej ręce. Ratuj mnie i błogosław”. W ciągu dnia niech wielbi Boga, choć krótkim aktem: „Boże, kocham Cię, Boże ufam Ci. Błogosław mi na ten dzień. Chcę żyć i umierać dla Ciebie”. Wieczorem niech powie to samo, prosząc o błogosławieństwo na noc. Gdy tak będzie czynić, niech będzie spokojna, że Niebo ma zapewnione, bo przez dobre uczynki, dobre intencje Bóg ustrzeże ją od grzechu, a cokolwiek czynić będzie, będzie miało wielką wartość, gdyż oddała to wszystko w ręce Matki Niepokalanej, a Matka Niepokalana resztę dopełni.

7 lipca 1953 r.

Dusze pragnące dostać się do Nieba drogą wielkiej doskonałości i świętości, niech mają wielkie nabożeństwo do Niepokalanej Matki. Jest to prawie dogmat, że ktokolwiek ma nabożeństwo do Matki Boskiej, nie będzie potępiony, bo Matka Boska jest Ucieczką grzeszników, Współodkupicielką świata.

Przy Zwiastowaniu Matka Najświętsza zgodziła się, aby Jezus Wcielił się w Nią. Już w chwili Zwiastowania wiedziała, że będzie musiała wiele cierpieć, że musi być ofiarą razem ze Swym Synem na okup ludzkości. W chwili Zwiastowania śpiewała w duchu „Magnificat”, była w jednym zachwycie radości, ale wiedziała o tym, co Jej przepowie Symeon, że miecz boleści przeniknie Jej Serce. Nie darmo nazywa Ją Kościół - Królową Proroków. Ona przewidziała wszystkie cierpienia, wiedziała, że Dziecię, które wyda na świat, jest Bogiem Mesjaszem, że przychodzi po to na świat, aby cierpieć za grzechy ludzkości. Więc jeśli cierpiała razem z Chrystusem, to każda dusza była Jej tak droga jak Jej Synowi. Jezus przelał Krew Swoją do ostatniej kropli dla zbawienia dusz. Maryja przeszła konanie i męczarnie serca, które nieraz więcej dają cierpień, niźli samo oddanie życia.

Matka Najświętsza od chwili Zwiastowania przechodziła Golgotę serca, aż do ukrzyżowania na tej Golgocie Jej Syna. Była Królową Męczenników, bo przeszła w życiu męczeństwa wszystkich innych męczenników. Ten miecz boleści nosiła z Sobą patrząc na Jej Dziecię Jezus, gdy się rozwijało, rosło i później, gdy już był dojrzały. Każda chwila życia Jezusa była dla Niej również chwilą cierpień, gdyż wizja wszystkich cierpień stała Jej stale przed oczyma i słusznie mogła przystosować słowa psalmisty: „Nie nazywajcie mnie Noemi – piękna, ale Mara – to jest gorzka, bo jak morze jest wielkie cierpienie moje” [Rt 1,20].

Więc każdy, który ma nabożeństwo do Matki Najświętszej, choćby mówił tylko jedno "Zdrowaś" na Jej cześć, niech będzie przekonany, że ta Niepokalana Dziewica, Matka Pięknej Miłości [Syr 24,18], nie dopuści, aby dusza jego wpadła w przepaście piekielne. Choćby całe życie jego było grzeszne, Ona da jeszcze akt skruchy w godzinę śmierci, jeśli tylko będzie Ją czcił i pozdrawiał choćby tą jedną modlitwą „Zdrowaś Maryjo!”.

Widzę całe zastępy dusz w Niebie, które przeważnie są zbawione przez Niepokalaną Dziewicę. Jezus tak kochał i kocha Swoją Matkę, że nic Jej nie może odmówić. Nieraz jako Bóg Sprawiedliwy wyciąga rękę, aby karać nas za grzechy. Wtedy Matka Niepokalana wstrzymuje tę rękę, przypomina Mu wszystkie cierpienia i boleści, które poniosła dla Niego i woła: „Synu, nie karz Swojego stworzenia, bo jeśli ich karzesz, to tak, jakbyś zapomniał o cierpieniach Moich. Na to dałam Ci życie i ciało człowiecze, abyś był Odkupicielem, a nie Sędzią, a Krew Moja i Krew Twoja - to Jedno. Tyś przelał tę Krew na okup dusz fizycznie, Ja przelałam Krew i przeszłam wszystkie męczarnie Twoje w jeszcze większych cierpieniach, bo życie Moje było konaniem bez śmierci, to znaczy nie skończyło [się] aż [do] wtedy, gdy weszłam z duszą i ciałem do przybytków Twoich”.

Więc grzesznicy, wy wszyscy, którzy stoicie nad przepaścią piekła i sami chcecie się potępić przez wolną wolę, usłyszcie tę skargę Miłości Niepokalanej Dziewicy i zatrzymajcie się, abyście nie wpadli w paszczę szatańską na całą wieczność.

Jeśli tu na ziemi dobry syn, gdy słyszy prośbę matki swej, która go błaga na wszystkie cierpienia, jakie przecierpiała dla niego i syn, choćby był o kamiennym sercu, nigdy nie może odmówić prośbie matki swej, gdy zobaczy łzy w jej oczach i odczuje jej kochające serce - to cóż dopiero, gdy Matka Syna Bożego prosi was o litość nad waszą duszą.

Dusze trwożne grzeszne, nie trwóżcie się, nie lękajcie się, nie mówcie, że Bóg mi nie przebaczy, tyle mam grzechów i nie ujrzę tych jasnych wzgórz i nie zamieszkam w Domu Ojca, gdzie jest mieszkań wiele. Jeśli jesteście przygnieceni choćby nawet grzechami całego świata, to idźcie i utkwijcie wasz wzrok w oczach Niepokalanej Matki zalanych łzami. Spójrzcie na Jej Serce mieczem boleści przebite, złóżcie głowę na Jej Sercu, przypomnijcie Jej wszystkie cierpienia, które wycierpiała za okup świata i wszystkie grzechy wasze utopcie w Jej Sercu i wypłaczcie swoje dusze przed Jej zbolałą duszą i powiedzcie Jej: „Matko, okaż się Matką moją, bo ja pragnę być synem Twoim, chociaż jestem grzesznikiem. Wiem i ufam Twojemu Sercu, że mi przebaczysz, że mnie przyjmiesz jako syna marnotrawnego, przyciśniesz do Serca Swego, wyjednasz mi przebaczenie u Syna Swego, bo On nic ci nie odmówi. Błogosław mi jako Matka. Wiem, że cierpiałaś razem z Synem Twoim nie za te lilie śnieżne, które przeszły przez życie, jakby nie dotykając prochu ziemi, ale ty jesteś Ucieczką grzeszników. Tyś po to cierpiała, aby odkupić świat wraz z Twoim Synem, aby [wyciągnąć] zbrukane lilie z błota, aby pustynne serca zamienić w oazy. A jam jest ta lilia w błocie, ta pustynia wyschła. Ale wierzę, że ktokolwiek by się do Ciebie zwrócił, nie będzie odrzucony, że Ty złączysz mnie z Jezusem i będę szczęśliwy, bo wiem, że kto jest złączony z Synem Twoim i z Tobą, w tego duszy jest ciągła wiosna.”

14 lipca 1953 r.

W tej ciągłej wiośnie możemy zawsze chodzić, jeżeli będziemy się łączyć z Jezusem w Hostii. Powinniśmy być tak złączeni z Jezusem przez ciągłą Komunię Św., abyśmy byli jedno z Nim, gdyż Komunia Św. przeistacza nas, przemienia, [tak] że z człowieka pełnego zwierzęcości czyni człowieka-Boga.

Każdy, który uczestniczy we Mszy Św. i w czasie Mszy Św. przyjmuje Komunię Św., ten nosi Niebo z sobą i chodzi w tej uszczęśliwiającej kontemplacji z tą tylko różnicą, że tu nie ma obawy, aby nie wpadł w grzech i nie był odrzucony, a w Królestwie Chrystusowym trwa ta kontemplacja wiecznie i dusza zatopiona w Trójcy Świętej widzi twarzą w Twarz Boga Stworzyciela, Boga Odkupiciela, Boga Uświęciciela swego. W tym niemym zachwycie szczęścia doznaje wszystkich rozkoszy, otrzymuje pełnię szczęścia, przepojona, zatopiona w Wielkiej Miłości Przedwiecznej. Pewność, że nigdy się nie rozłączy ze swoją Miłością, daje jej wszystkie radości, które przechodzą wszelkie radości ziemskie, a wszystko co na świecie może być nazwane szczęściem, jest wobec tego szczęścia niczym – tak niczym, jak na przykład marny pyłek ziemi porównany z wielkością słońca. A największe szczęście polega na tym, że to szczęście będzie bez końca, to znaczy trwać będzie przez całą wieczność.

Niech dusze dobrej woli cieszą się i radują na to szczęście i niech będą przekonane, że jeśli tylko mają dobrą wolę i pragnienie posiadania tego szczęścia w wieczności, to na pewno się tam dostaną, bo Miłosierdzie Pańskie jest bez granic. Druga Osoba Boska zstąpiła po to na ziemię, aby odkupić człowieka i aby zapełnić to Królestwo Swoje, Królestwo Miłości i Szczęścia Wiekuistego.

Każda dusza złączona z Miłością Przedwieczną – to Niebo polegające na zjednoczeniu i wpatrywaniu się twarzą w Twarz w Boga w Trójcy Świętej Jedynego. W tym zjednoczeniu dusza otrzyma wszystko, czego pragnęła tu na ziemi, a spełnienie tych pragnień wyolbrzymione będzie [zależnie] od czystości duszy, jej mądrości i jej wysubtelnienia. Im więcej dusza zjednoczona z Bogiem, tym więcej pozna wszelkie przymioty Boże, bo umysł podatny, wysubtelniony, prędzej pozna i wyczuje [Bożą] Intencję i Mądrość już tu na ziemi [oraz] Wielkość, Wszechmoc i Potęgę Boga.

Nie mówi się tu o mądrości nabytej, lecz o mądrości wrodzonej. Bo może ktoś być prostaczkiem i tylko mieć mądrość wrodzoną, a przez łaskę Bożą i ciągłe zjednoczenie z Bogiem dochodzi do wielkiego poznania Boga i Jego przymiotów. Mamy to w przykładach świętych. U Boga prosta służąca, prosty wieśniak i dziewczę z ludu, jak św. Joanna d`Arc, św. Bernadetta lub św. Zyta, przez swoją wrodzoną mądrość i Łaskę Ducha Świętego doszły do wielkiej świętości i przewyższyły wszelkie genialne umysły oparte na pustocie. Ci przy wielkim rozumie przeszli przez życie nie zapoznawszy się z wielką potęgą Światłości. Żyli oparci na swojej filozofii i analizie, byli wielkimi w swojej wyobraźni, mieli wielki rozum, ale puste serca.

Ale niech nie tracą nadziei ci, co nie są zdolni do tego wielkiego poznawania Boga, niech się nie smucą i nie myślą, że tam nie zaznają tego szczęścia, które wyżej jest opisane: „A w Domu Ojca Mego jest mieszkań wiele” [J 14,2]. Tam każda dusza będzie szczęśliwa i zadowolona i każda znajdzie pełnię swego szczęścia. Nie będzie ani zazdrości, ani żalu, że jedna dusza jest więcej wzbogacona łaską, a druga mniej. Dobrze wyraziła to św. Terenia, przedstawiając dwie szklanki napełnione, jedna duża, druga mała. Duża szklanka była pełna, więc przedstawiała tę pełnię szczęśliwości. Mała szklanka też była pełna, więc nie może zazdrościć dużej, bo i ona jest wypełniona po brzegi, także ma pełnię swojej szczęśliwości. Nasze szczęście polegać będzie na tym, że posiadać będziemy Boga, że posiadać będziemy Miłość, a kto posiada Miłość, ten jest szczęśliwy.

Już tu, w życiu dla miłości ziemskiej, człowiek zdolny jest do największego heroizmu, do największych szaleństw. Aby dojść do Wiecznej Szczęśliwości, trzeba tylko jednej rzeczy: zmienić te wielkie szaleństwa ziemskie na szaleństwa Boże. I jeśli kiedy, to dziś nam potrzeba tych szaleńców Bożych, tych dusz heroicznych, które by szły z sztandarem Chrystusowym, nie oglądając się wstecz.

Takich szaleńców Bożych potrzeba nam we wszystkich warstwach w całym społeczeństwie, a zwłaszcza potrzeba nam szaleńców kapłanów. Bo jeśli kapłan nie dojdzie do tej miłości Bożej, aby oszaleć z tej miłości, jakże może prowadzić dusze, nawoływać, aby dusze stały się heroiczne, dawały krew i życie za wiarę, jeśli sam na polu walki o sztandar Chrystusowy tchórzem jest? Przede wszystkim zaś biskupi i cała hierarchia wyższa powinna stać na wysokim piedestale świętości, sami powinni stać się świętymi, aby uświęcać drugich i żądać świętości od innych.

Każdy dostojnik, mając podwładnych, musi być ojcem. Musi mieć serce jak matka. Musi być miłosiernym, jak Bóg jest Miłosiernym. Musi umieć przebaczać - ale tak, jak przebacza Bóg, jak przebacza matka, bo tylko Bóg i matka potrafią przebaczać i poznać swe dziecię, choćby było zbrodniarzem i wisiało na szubienicy. Musi poznać to dziecię, że ono jest synem jego, choćby to był syn marnotrawny, tym bardziej, jeśli chce iść śladami Mistrza i to powiedzieć o sobie, co powiedział Jezus: „Jam jest Pasterz Dobry i duszę Moją daję za owce Moje” [J 10,11]. On zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć sprawiedliwych, a rani sobie stopy dla jednej duszy i mówi: „Cieszcie się i radujcie, bo owieczka, która była zaginiona, znalazła się” [por. Łk 15,32].

Wyższa hierarchia powinna tak postępować jak Chrystus: nie myśleć o godności swojej zewnętrznej, ale o godności wewnętrznej. Powinni stać się jako dzieci, bo powiedziane jest: „Kto nie stanie się jako dziatki, nie wejdzie do Królestwa Niebieskiego” [Mt 18,3]. Gdy widzą kapłani owieczki zaginione, to niech nie złorzeczą im, ale niech spytają się najpierw swojej własnej duszy, czy oni nie są powodem, że ich owieczki poszły na manowce. Niech się spytają swego serca, czy dawali im serce. Jeśli dawali im serce i byli im matkami, niech będą spokojni i niech modlą się, aby to, co zaginęło, znalazło się. Ale często własna dusza im odpowie, że zamiast ojcami i matkami, byli urzędnikami i przyjmowali swoich podwładnych tylko z urzędu, że podwładny ich był traktowany nie jak syn, ale jak sługa. Nieraz przyszedł z rozpłakaną swoją duszą, by znaleźć pociechę i ukojenie, a jako grzeszny przebaczenie. Niech wtedy zapytają się własnego sumienia, jak te dusze były przez nich przyjęte. Niech poproszą Ducha Świętego o światło, aby ukazał im własne ich postępowanie w takim świetle i w takiej prawdzie, jak będzie ono sądzone w chwili śmierci. A wtedy biada im, jeśli usłyszą te słowa: „Jakim sądem sądziliście, takim sądem was sądzić będą” [Mt 7,2].

Niech się tym nie zrażają dostojnicy. Czas jest, by usłuchali Głosu Ducha Świętego. Niech wiedzą o tym, że miasto Pańskie gore, a oni śpią. Niech się zbudzą i ratują, dopóki można i niech nie doprowadzają Jezusa do tego, aby musiał płakać nad nimi, jak nad Jeruzalem.

27 września 1953 r.

Niebo zdobywa się przez gwałt, a gwałtownicy porywają je. Aby dojść do tej Świetlanej Krainy, potrzeba prowadzić ciągłą walkę z szatanem i własnym ciałem - i kochać. Kto kocha, ten zwycięża, bo miłość wszystko mu ułatwia. Dla miłującego nic nie jest trudne. Gdyby każda dusza zastanowiła się nad tym, że Bóg jest Miłością i że Niebo – to miłość, którą przez miłość się zdobywa, aby żyć i być zatopionym w Bogu – Miłości przez całą wieczność.

Dusze! Jeśli chcecie przez całą wieczność żyć w miłości, dawajcie miłość i miłosierdzie. Na tych dwóch skrzydłach dojdziecie już tu na ziemi do takich wyżyn, że będziecie wołać, jak wołała św. Teresa Wielka: „Albo cierpieć, albo umrzeć!”. Jeszcze mało: św. Katarzyna Sieneńska wznosiła się jeszcze wyżej: „Cierpieć a nie umierać!".

Według mnie, nie chodzi o cierpienie jakieś fizyczne, ale o to cierpienie, aby wyniszczyć siebie cierpieniem miłości, walką o posiadanie Boga: Być już tu złączonym z Nim w tęsknocie i męczeństwie miłości, w ciągłym wysiłku, by Go nie utracić przez grzech, i najmniejszą niedoskonałość, która by mogła osłabić zjednoczenie z Nim.

Takich męczenników miłości, takich gwałtowników porywających Niebo, takich szaleńców Bożych jest na ziemi bardzo wiele. Dusze te przechodzą przez życie, mając tylko jedną wytyczną: Kochać aż do zatracenia, zaprzepaścić się w Bogu – Miłości, Jego Ogniu i stać się ogniem wulkanicznym wybuchającym, to znaczy być żertwą całopalnej miłości, palić się, rzucać płomienie na cały wszechświat, pragnąć, aby świat cały był zapalony, aby płomienie miłości zniszczyły grzech w duszach ludzkich, aby dusze w czyśćcu przez miłość i ofiarę naszych dusz zostały wyzwolone z ognia oczyszczającego, aby piekło było zamknięte i żadna dusza tam się nie dostała, aby Bóg był uwielbiony w Swoich aniołach i w Swoich świętych w Swym Królestwie Niebieskim, i w Swoich świętych żyjących tu na ziemi.

To wszystko może się wydawać duszom niemożliwością, a jednak jest to możliwe. Niech rozpoczną tylko od najdrobniejszych rzeczy, od często powtarzanych aktów strzelistych, jak na przykład: „Boże, pragnę Cię kochać tak, jak nie byłeś dotąd kochany! O Boże, spal mnie Miłością Swoją, spal wszystkie grzechy moje, uczyń mnie miłością, uczyń mnie Sobą, bo Tyś jest Miłością, a jeśli dasz mi Swoją Miłość, będę miłością, będę Tobą!”.

Dusza, która kocha, jest straszna dla szatana. Bo szatan, gdyby umiał kochać nie byłby szatanem, a dlatego nienawidzi Boga, że Bóg jest Miłością i że on stracił tę Miłość przez bunt, wypowiadając: „Nie będę Ci służył, nie będę Cię kochać”. Gdy widzi duszę, która kocha, chciałby ją zniszczyć, gdyby mógł i ciągle zastawia sidła swoje, aby ją chwycić. A jeżeli dusza kocha i pociąga inne dusze do Miłości, wtedy on jest pokonany i nic duszy [takiej] nie może zaszkodzić.

Dusza przez miłość staje się wielką i mocną i otrzymuje przymioty Boże: jest miłością Miłości Bożej, jest potęgą Potęgi Boga, jest wszechmocą Wszechmocy Bożej, jest nieulękniona, bo wie, że ma Moc Bożą. Kocha bezinteresownie nie dlatego, aby być nagrodzona, bo miłości nie potrzeba bodźca ani nagrody: kochać – to jej życie i jej odpocznienie.

13 grudnia 1953 r.

Bóg jest miłością, Bóg jest pięknem. Im więcej dusza tu kochała i stała się piękna, tym większym odbiciem Miłości i Piękna stała się.

W Niebie dusze, które kochały i nosiły to odbicie Boga, poznają się w tym odbiciu Boskim i staną się piękne Pięknością Boga i pełne rozmiłowania w Wielkiej Miłości. Bóg tam jest jakby słońcem, a dusza jakby promieniem słonecznym. Po tych promieniach się poznają. Są jako tęczowe blaski. Tam jest wieczna chwała i adoracja tych dusz, adoracja całej Trójcy Świętej, jest to jeden hymn nieprzerwanej pieśni, wiecznego „Hosanna”. Dusze łączą się z chórem anielskim i archanielskim. Wszystko jest jakby w tęczowym blasku. Jest jedna miłość, jeden pokój, który słowami ludzkimi nie da się wypowiedzieć.

W Niebie każda dusza jest szczęśliwa szczęśliwością Boga w takiej mierze, w jakiej tu Go kochała. Im większa tu miłość, tym większa tam szczęśliwość z widzenia i posiadania Boga, patrzenia twarzą w Twarz w Piękno, Miłość i Dobroć niewysłowionego Miłosierdzia Pańskiego.

Dusze w Bogu wszystkie są szczęśliwe i również doznają szczęśliwości i radości, że są razem złączone z Bogiem, Matką Niepokalaną i wszystkimi swoimi najdroższymi, gdyż osobowość tam się nie zatraca. Każdy będzie widział na przykład swoją matkę, najdroższe istoty i cieszył się swoją rodzinną radością, że są wszyscy w Domu Ojca Niebieskiego, w którym jest mieszkań wiele, to znaczy przybytków Bożych, dusz świętych. Będą się te dusze również poznawać wzajemnie w promykach, światłach Bożych.

Każda [dusza] będzie z osobna wielbić Boga za to, że pomimo grzechów, pomimo jej niedoskonałości Bóg przyjął ją do Swojej Wiecznej Szczęśliwości i Światłości, która trwa i trwać będzie przez całą wieczność. Ta myśl, że szczęście to nie minie i trwać będzie wiecznie, jeszcze dodaje większej radości i szczęśliwości i ta myśl, że dusze nie będą więcej Boga obrażać, ale wielbić Go i dziękować za łaski, że z nicości stworzył je i doprowadził przez łaskę do takiego zjednoczenia, że wszyscy stają się jakoby Nim, gdyż człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boga, bo dusza jest obrazem, odbiciem Boga, po ludzku powiedziawszy staje się jakoby Nim. I tu sprawdzają się te pragnienia Boga, abyśmy byli jedno z Nim i słowa wyrzeczone przez Pana Jezusa: „Świętymi bądźcie, jako Ojciec Niebieski Świętym jest.” Więc słusznie są nazwane dusze jako „święci” w Niebie, bo są świętymi Świętością Boga.

Aby stać się świętym i być w tej szczęśliwości, nie potrzeba żadnych nadzwyczajnych rzeczy przechodzić w życiu. Nie potrzeba zachwytów, ekstaz, objawień, nie potrzeba „Głosów” to jest słyszenia Słów Bożych, nie potrzeba tortur, nie potrzeba męczeństwa nadzwyczajnego. Potrzeba tylko jednej rzeczy - kochać!! Wszystko, co się czyni, czynić z miłością. Wszystko czynić z miłości ku Bogu w dobrej intencji. Oddać się Bogu bez zastrzeżeń, na ślepo. Rzucić się w objęcia Boga przez Niepokalane Serce Maryi. Oddawać [Bogu] chwilę obecną. Myśleć o Nim i jednoczyć się z Nim przez cały dzień, przez wypełnienie Jego Woli w najdrobniejszych rzeczach. Dawać Mu tę naszą szarzyznę dnia, te nasze cierpienia i ofiary, tę naszą pracę, nasze zmagania, nasze niepowodzenia, naszą nędzę, nawet nasze grzechy. Wszystko Mu oddawać i - jak już powiedziane – dać to w ręce Niepokalanej Dziewicy, Matki Łaski Bożej, Matki Pośredniczki Łask.

Przez oddanie Matce Niepokalanej wszystko nabiera zupełnie innej wartości. Matka Niepokalana przez wszystkie Swoje zasługi i cierpienia na ziemi, gdyż żyła tak samo jak my, przechodziła przez życie w cierpieniu i w ciągłym zjednoczeniu z Bogiem i doskonale nas rozumie – przyjmie te nasze drobne ofiary i cierpienia, uświęci je łaską Swoją, odda to wszystko Synowi Swojemu, Synowi Odkupicielowi, który przelał Krew Swoją za nas, w Krwi Jego to wszystko zanurzy.

Ta Krew Chrystusowa, którą pijemy w Komunii Św., oczyści nas, wybieli – i tak, [z] chwili na chwilę oddając to Bogu, stawać się będziemy świętymi: nawet nie wiedząc o tym, jak szybko, jakoby na skrzydłach orlich wznosić się będziemy coraz wyżej – i w ostatni wieczór naszego życia, pomimo że będziemy w oczach naszych ubodzy i nie posiadający nic, bo będzie się nam zdawało, żeśmy nic nie uczynili, będziemy umierać spokojnie i pełni ufności w Miłosierdzie Boże. Zdawać się nam będzie, że stajemy z próżnymi rękoma, a jednak będziemy bogatymi, bo Łaska Chrystusowa nie była w nas daremna.

Sąd będzie z miłości. Św. Jan od Krzyża powiada: „Ostatni wieczór mego życia będę sądzony z miłości.” Jaka Miłość – taki sąd. Gdy Jezus, Sędzia Sprawiedliwy i Miłosierny, czytać będzie kartę naszego życia, zapisane tam będą te słowa: ”Byłem głodny, nakarmiliście Mnie, byłem chory, nawiedziliście Mnie, byłem nagi, przyodzialiście Mnie. Cokolwiek uczyniliście jednemu z najmniejszych, Mnieście uczynili. Pójdźcie błogosławieni do Przybytku Ojca Mego i radujcie i weselcie się, albowiem zapłata wasza będzie zbyt wielka”. I Pan Jezus chlubić się będzie, że przeszliśmy przez życie czyniąc dobrze i nie będzie żałował, że nas stworzył na obraz i podobieństwo Swoje, gdyż po uczynkach naszych zobaczy Sam Siebie w nas.

Więc świętość nie jest trudna. Jeszcze raz powtarzam: aby być świętym – a każdy powinien być świętym - potrzeba tylko miłości. Nie mówię tu o świętych kanonizowanych, gdyż miliardy, miliardy świętych jest, którzy nie są kanonizowani, a może w większej chwale są niż inni, którzy są kanonizowani... Jezus pragnie, abyśmy byli świętymi w Nim: ukrycie, nieraz zapomniani, nieznani przez świat, za nic uważani. A takich świętych, pomimo zła i zgorszenia świata, jest bardzo wiele.

Niech się nikt nie zraża, nie obawia, że nie dojdzie do świętości. Niech tylko kocha! Niech pragnie Boga kochać, jak dotąd nie był kochany. Niech Mu ufa tak, jak nikt Mu jeszcze nie ufał. Niech wierzy w Niego, jak nikt w Niego nie wierzył. Niech się odda - jak już powiedziane - w ręce Niepokalanej Dziewicy. Niech się odda Sercu Miłosierdzia Bożego. Niech się odda na ślepo Niepokalanej Matce: Niech stanie się zupełnie ślepym, nic nie rozbiera, nic nie filozofuje. Niech będzie pewny. Gwiazda Morska zaprowadzi go spokojnie, choćby łódź jego życia zdawała się tonąć. Niech wie o tym, że jeżeli płynie na falach Miłości Jezusa i Maryi, ta Gwiazda Przewodnia, Jutrzenka Zaranna, Sama jakby na rękach Swoich zaniesie go przed Tron Trójcy Świętej i będzie razem ze świętymi śpiewał pieśń wiecznej miłości.

Dusza, która odda się Niepokalanemu Sercu Maryi, która modli się do tej najukochańszej Matki, choćby krótko, chociażby tylko jedno „Zdrowaś Maryjo” odmówiła codziennie, niech będzie pewna, że nie pójdzie na potępienie, bo Matka Niepokalana, ta Matka Pięknej Miłości [Syr 24,18], pozna Swoje dziecko, choćby było nad samą przepaścią piekła. Pozna je po tym, że było Jej czcicielem, że Ją codziennie pozdrawiało, jako Matkę łaski pełną, Matkę Pośredniczkę łask, Matkę Syna Bożego.

23 grudnia 1953 r.

Dusze! Rzućcie się w objęcia Maryi, rzućcie się w Jej Serce, jako w Serce Matczyne. Idźcie Jej śladami, idźcie przez różaniec Jej życia, to znaczy przez Jej radości i Jej boleści. Kochajcie w cierpieniu, kochajcie w radościach, przebaczajcie, wczuwajcie się w Jej duszę. Myślcie często o Niej, że od chwili wcielenia Syna Bożego w Jej łono, aż do Golgoty, aż do złożenia Jej Syna w grobie, życie Jej było jedną ciernistą drogą. Nie załamujcie się w cierpieniach. Umiejcie się cieszyć i radować nie tylko wtedy, gdy Bóg zlewa wam łaski zewnętrzne i wewnętrzne, ale umiejcie się radować w cierpieniu. Umiejcie śpiewać wielkie „Magnificat” w radościach, tak, jak Matka Boska śpiewała wtedy, gdy anioł zapowiedział Jej, że pocznie Syna Bożego.

Matka Niepokalana napełniona była radością wtedy, gdy święta Elżbieta przywitała Ją słowami: „Skądże mi to jest, że Matka Pana mego do mnie przychodzi?” [Łk 1,43]. Duch Jej napełnił się radością i wyśpiewała tę pieśń: „Uczynił Mi wielkie rzeczy i błogosławioną Mnie zwać będą” [por. Łk 1,48-49]. Cieszyła się, ale wiedziała też o tym, że Jej „Magnificat” nie kończy się na radościach, ale Jej „Magnificat” to jedna droga łez i cierpień. Wiedziała o tym, że jeżeli „błogosławioną Ją zwać będą”, to nie przejdzie po różach, ale po cierniach. I tak jak Jej Syn szedł na Golgotę, znacząc Krwią Swoją drogę, tak i Maryja szła przez życie, krwawiąc sobie stopy i na Golgocie przeszła konanie może cięższe jeszcze niż Jej Syn, bo cierpiała podwójnie. Ona odczuła wszystkie boleści Swego Syna – bo odczuła to wszystko tysiąckroć więcej niż wszyscy męczennicy, bo była Matką, a każda matka, gdy widzi, że dziecko jej cierpi, cierpi to w niewymowny sposób i nikt cierpienia matki nie rozumie, gdyż jest to cierpienie, które słowami nie da się wypowiedzieć, jest to ból za wielki, aby można kiedykolwiek taką matkę pocieszyć. Można tylko wpaść w głębokie milczenie, bo słów do pocieszenia matki na tej ziemi nie ma.

Więc dusze! Jeśli chcecie śpiewać kiedyś w Niebie to wielkie „Magnificat” i dojść do tej doskonałości, że błogosławionymi was zwać będą – a każdy do doskonałości dojść może i może być pewnym, że zwać go będą błogosławionym, każdy może śpiewać tę wielką pieśń miłości – trzymajcie się za rękę tej najukochańszej Matki, wpatrujcie się w Jej radości i cierpienia, wszystkie swoje cierpienia zanurzcie w Jej Sercu i stańcie się niewolnikami Jej Miłości. Poświęćcie się Jej, a już tu na ziemi chodzić będziecie w tym niebie i błogosławieństwie całej Trójcy Świętej.

Jeżeli ktoś jest dzieckiem Maryi, Jej sodalisem [- dosłownie przyjacielem - członkiem sodalicji - katolickiego stowarzyszenia religijnego dla szerzenia kultu Matki Bożej], Jej Synem, można o nim powiedzieć: „Błogosławione to dziecię Niepokalanej Dziewicy, serce jego to dom Boży, to przybytek Trójcy Świętej”. Ten w chwili śmierci nie będzie się lękał sądu, bo jeśli kochał Maryję, jeśli kochał w Maryi wszystkich i przebaczał, to w ostatni wieczór swego życia może powiedzieć: "idę do Domu Ojca Mego, bo mieszkań tam wiele", to znaczy przybytków świętych, przybytków Trójcy Przenajświętszej, która mieszkała w jego duszy. Śmierć jego to będzie sen na Sercu Niepokalanej Dziewicy, która Sama zaniesie go przed Tron Syna Swego i powie: „Oto jest Moje dziecię umiłowane, bo czciło Mnie jako Matkę i zdobyte jest męczeństwem Mego Serca”.

Dusze! Idźcie na przebój miłości! Kochajcie! Niebo zdobywa się miłością. Bo cierpienie jest środkiem, a miłość jest celem. Kto kocha, ten zdobył wszystko. Wtedy cierpienie dla niego nie jest cierpieniem, bo miłość wszystko osładza.

Życie człowieka, który nie kocha, staje się jakby nocą. Wszystko dla niego jest ciemne, wszystko widzi w ciemnych kolorach. Ale niech zapłonie miłością wtedy świat i wszystko, co ziemskie zmieni się. I każdy jego czyn, każdy jego ruch nacechowany miłością – to jedna radość, to jedno życie z Jezusem, to jedna święta uszczęśliwiająca kontemplacja, która tu się zaczyna, a końca mieć nie będzie w Przedwiecznej Światłości.

Jeśli ktoś chce wiedzieć, co to jest Niebo i jak do tego Nieba się dostać, to niech zacznie od miłości. Jaka miłość - taka świętość. Kto kocha Boga aż do szaleństwa i stanie się szaleńcem Boskiej Miłości, ten wygrywa. Ten kradnie Niebo przez miłość, kradnie Boga Samego, bo Bóg nie może się odłączyć od duszy, która Go kocha. Choćby Bóg widział w tej duszy całe piekło grzechów i złośliwości, jeśli taka dusza wzbudzi akt doskonały, akt miłości Bożej, mówiąc: „Boże, kocham Cię, przebacz mi”. To w tej duszy niknie całe piekło i choćby tam było gniazdo szatanów, to taki akt jest jakby egzorcyzmem – egzorcyzmem miłości Bożej, że Bóg wyrzuca wszystko, co złe, wyrzuca szatana i Sam [Bóg] zasiada na tronie serca człowieka, staje się Królem, Panem jego duszy. Trójca Święta przychodzi i spełniają się te słowa: „Oto Ojciec Mój i Ja przyjdziemy i uczynimy mieszkanie w nim” [J 14,23].

Szatan, gdyby umiał kochać, nie byłby szatanem. Wszelka złość grzechów naszych polega na tym, że nie kochamy Boga. Gdybyśmy kochali Boga, nigdy byśmy Go nie obrażali. Bo jeżeli się kogoś kocha na ziemi, to staje się delikatnym i stara się, żeby najmniejszej przykrości nie uczynić ukochanej osobie. Z chwilą, gdy sprawi się przykrość, uczuwa się ból i stara się, aby natychmiast błąd swój naprawić, i tym więcej okazuje się miłość tej osobie, by przykrość załagodzić.

Gdybyśmy byli z Bogiem tak, jak żyjemy tu na ziemi z najukochańszymi, o jakże Bóg byłby z nas zadowolony! A Bóg, który nas stworzył z nicości, który nas kocha tak, że Syna Swego dał na Odkupienie nasze, abyśmy nie byli potępieni, nie znajduje nawet w stworzeniu tej wdzięczności i nawet nie jest kochany tak, jak kocha się stworzenie.

O, z jak wielką boleścią skarży się: „Przyszedłem do swoich, a swoi Mnie nie poznali” [por. Łk 24,16] i dalej: „Pragnę mieszkać z synami człowieczymi,” [por. J 14,23] to znaczy: „Pragnę ich serc, pragnę ich miłości, pragnę życia rodzinnego z nimi”. Bóg uniża się, staje się człowiekiem, zamyka się w ciasnym Tabernakulum i pragnie, aby był z nami "po wszystkie dni, aż do skończenia świata" [Mt 28,20]. Jeszcze więcej: uniża się tak, że Przedwieczna Miłość wstępuje do serc, które przed chwilą były mieszkaniem szatana, nie brzydzi się, zakłada tam Królestwo Swoje i woła: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy” [Mt 11,28]. Nie mówi: „Przychodźcie tylko święci, przychodźcie niewinnego serca”, ale mówi: „wszyscy”, to znaczy: „choćby grzechy wasze były jak karmazyn, będą jak śnieg wybielone [por. Iz 1,18]. Ja jestem Zdrojem Łask. Ja jestem Krynicą i w Krynicy Krwi Mojej obmyjcie się [por. Ap 7,14]. Uczynię was Synami Moimi i uczynię was dziećmi Swoimi i nie będę nazywał was sługami [por. J 15,15], ale synami Moimi, synami Serca Mego, synami Królestwa Mojego. Jeśli kochać Mnie będziecie, to zasiadać będziecie w Przybytku Ojca Mego zatopieni w Miłości całej Naszej Trójcy, oglądać Mnie będziecie twarzą w Twarz [por. 1 Kor 13,12], już nie jako Boga Sprawiedliwego, ale jako Boga Miłości, Boga, który opuścił całe Królestwo Swoje i wszystkie rozkosze Nieba, i stał się Człowiekiem, aby was odkupić, uświęcić, i aby was, syny człowiecze, przemienić w Siebie, abyśmy byli jedno, tak jak Ojciec Niebieski, Ja i Duch Święty jesteśmy Jedno w całej Trójcy Świętej”.

Błogosławiony jest ten, który rozumie te słowa i pragnie Serca Przedwiecznej Miłości.

14 stycznia 1954 r.

/Proszę Pana Jezusa, aby Sam mówił, bo bardzo mnie to męczy, gdy muszę mówić sama od siebie. Słyszę słowa:/

Będziecie Mnie oglądać twarzą w Twarz. O jak pragnę dusz, które by już tu na ziemi oglądały Mnie twarzą w Twarz.

Co to znaczy, oglądać Mnie twarzą w Twarz już tu na ziemi? Dusze, które są ze Mną zjednoczone, a przeważnie dusze czyste, dusze niewinne, już tu na ziemi widzą Mnie, bo jest napisane: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają” [Mt 5,8].

Oglądać Mnie każdy może, widzieć Mnie każdy może. Niech się nie dziwią, że mam wiele dusz, które Mnie widzą, bo każdy może widzieć. Nieraz dziwią się, że są tu na ziemi dusze jasnowidzące, które Mnie widzą nieraz bezpośrednio, a przeważnie w intelekcie. Dusze takie są źle zrozumiane przez wiele osób, bo im się zdaje, że to są złudzenia. Dziwić się raczej trzeba tym duszom, które Mnie nie widzą, a nie dziwić się tym, które Mnie widzą.

Czyż dwadzieścia wieków to jest tak daleko, to jest czas bardzo odległy od chwili, gdy Mnie wszyscy widzieli na ziemi? Byłem Dziecięciem, Człowiekiem, rosłem wśród swoich najukochańszych, obracałem się pomiędzy ludźmi. Jedni nazywali Mnie Synem cieśli, jedni prorokiem, inni Mesjaszem. Najbliżsi Moi wybrani uznali Mnie Bogiem, to jest: Matka Moja Niepokalana, która również była człowiekiem, opiekun Mój św. Józef, apostołowie Moi, uczniowie. Sam św. Piotr powiedział, gdy pytałem się za kogo Mnie mają: „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga Żywego” [Mt 16,16]. Byłem Człowiekiem, byłem Bogiem, przeszedłem przez życie, czyniąc dobrze. Przyszedłem po to - jak już wiele razy powiedziane jest - abym stał się człowiekiem, a człowiek stał się bogiem. Wielu było, którzy wierzyli we Mnie, a wielu, dla których twarda była mowa Moja i odchodzili, nie poznawszy Mnie. Czy przez ten czas zmieniło się coś? Czy jako Bóg stałem się inny?

Jestem tym samym Bogiem żyjącym pośród was. Przemieniłem chleb i wino w Siebie, aby być z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata [Mt 28,20], abyście przychodzili do Mnie jak dawniej, gdy żyłem na ziemi. Jestem Tym Samym Bogiem Miłości, Miłosierdzia i Przebaczenia, z Tym Samym Sercem, z Tym Samym Uczuciem i nic nie pragnę, tylko aby przemienić Siebie w was, a was w Siebie, abyśmy byli jedno - jak już tyle razy powtarzam.

Pragnę abyście widzieli Mnie i wpatrywali się ciągle w Oblicze Moje, a chętnie to Oblicze Moje odbiję w was, odzwierciedlę się w was, mało – objawię się wam jako Żywy, Prawdziwy Bóg i Człowiek. Tylko patrzcie we Mnie i słuchajcie Głosu Mego. Będę do was tak samo przemawiał i pragnę przemawiać tak, jak przemawiałem do ludu - do rzeszy, do Mojej Najukochańszej Matki. Jeżeli będziecie wpatrywać się we Mnie, to mogę o was powiedzieć, co powiedziałam, gdy uczniowie oznajmili Mi, że Matka Moja i krewni przyszli i pragną widzieć się ze Mną, te same słowa powiem, że „Matką [Moją] i krewnymi jesteście wy” [Mt 12,49].

Jak wtedy, gdy wskazałem na rzeszę i uczniów Moich, i dzisiaj gdy przychodzicie do Mnie z miłością i uważacie Mnie za Boga Żyjącego pośród was, to samo mogę powiedzieć.

Przez te wieki, a wobec Mnie przez tę chwilę, bo jestem Bogiem Przedwiecznym i Wiecznym, czas dla Mnie nie [ma] żadnego znaczenia - tu się nic nie zmieniło. Żyję pośród was, tak jak żyłem dawniej i możecie Mnie oglądać przez wiarę, która jest więcej zasługująca na życie wieczne, gdyż jak powiedziałem: „Błogosławieni, którzy Mnie nie widzieli, a uwierzyli" [J 20,29], i z drugiej strony, mogę powiedzieć: „Błogosławieni są czystego serca i widzą Mnie twarzą w Twarz bezpośrednio” [Mt 5,8]. Nic się tu nie zmieniło, bo ci, co Mnie widzą bezpośrednio, darmo im dana jest łaska, gdyż potrzeba Mi takich, aby głosili Chwałę Moją, ale i błogosławieni ci, którzy przez wiarę Mnie widzą. Ci jeszcze większą chwałę Mi przynoszą, bo ich widzenie jest przez wyparcie się ich rozumu, gdy inni przez Moją Łaskę widzą Mnie w tym rozumie, w tym intelekcie. Więc jedni drugim niech nie zazdroszczą, bo i jedni i drudzy są synami Moimi i wybrańcami Moimi, jedni i drudzy już tu na ziemi są w Niebie, bo Mnie widzą.

Jedna tajemnica, jeden sekret, aby każda dusza żyła w tym Niebie, to jest - miłość. Aby Mnie widzieć bezpośrednio czy za pośrednictwem wiary - niczego nie potrzeba, tytko kochać. Kto kocha, ten jest Mną, bo Ja jestem Bogiem Miłości. „Deus Caritas est”, „Bóg jest Miłością”. Aby być świętym, nie trzeba żadnych wielkich rzeczy dokonywać, tylko trzeba kochać, a kto kocha, ten nosi Niebo w sobie, nosi całą Trójcę Świętą, gdyż dusza człowieka jest przybytkiem Naszym, gdyż jak już powiedziałem: „Azali nie wiecie, że Kościołem Bożym jesteście, a Bóg mieszka w was?” [1 Kor 3,16].

Dusze odkupione Krwią Moją, serca gorejące Miłością Moją! Palcie się we Mnie, a Ja palić się będę w was, gdyż jestem Ogniem wybuchającym, Ogniem, [który] spala wszystko, co złe. Jeśli z miłością do Mnie przyjdziecie, to spalę grzechy wasze, obrócę w popiół i na zgliszczach waszych grzechów wybuduję wspaniałe przybytki świętości, bo tam, gdzie obfitowała nieprawość, tam Łaska Moja obfitować będzie. Nie oglądajcie się już wstecz, ale chodźcie za Mną, wpatrujcie się w jaśniejące Oblicze Moje, Oblicze Boga Przebaczenia.

Pragnę, aby dusze nazywały Mnie Bogiem Przebaczenia. Jest to dla Mnie wielki zaszczyt. Dlatego wszystką Krew wylałem za was i pierwszymi Słowami Moimi na Krzyżu była prośba: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią” [Łk 23,34]. Życie oddawałem za was w największych męczarniach. Przebaczyłem wszystkim tym, którzy Mnie ukrzyżowali. Mało, to nie było przebaczenie tylko tym, którzy zadawali Mi tak wiele cierpień, których wysłowić nie można. To było przebaczenie jak z pokolenia w pokolenie. Wiedziałem, że mimo Mojej Męki strasznej będą dusze, które tak samo naigrawać się będą ze Mnie, jak naigrawali się ci, co stali pod Krzyżem i wołali: „Jeśliś Bogiem, to zstąp z Krzyża i wybaw Sam Siebie!” [por. Mt 27,40]. Takich szyderców mam i mieć będę aż do skończenia świata. Ale mimo to przebaczam wszystkim, którzy przyjdą do Mnie, tak jak przebaczyłem, gdy powiedziałem na Krzyżu: „Ojcze, odpuść im bo nie wiedzą co czynią”.

I dziś, gdyby świat wiedział Kim Jestem, że jestem Bogiem Miłości i Przebaczenia, gdyby zrozumiał Miłość Moją posuniętą aż do szaleństwa, gdyby ludzie zrozumieli Kogo znieważają, na pewno nie obrażaliby Mnie tak, jak obrażają. Tylko oni nie wiedzą co czynią, nie rozumieją co czynią, bo wielkość ich grzechów zaślepia ich rozum. Są ślepi - biedni ślepi. O, wy biedni ślepi: przyjdźcie do Mnie, wyrzućcie grzechy wasze przed konfesjonałem i wyznajcie wszystko przede Mną, to jest przed kapłanem, który wtedy zastępuje Mnie. A gdy on wam powie: „odpuszczają się wam grzechy – idźcie w pokoju”, to bądźcie pewni, że Ja to powiedziałem, a dusze wasze zaleje pokój, serca wasze rozpalą się miłością. Tam gdzie był zgrzyt grzechów waszych i nosiliście w sobie piekło i byliście zaślepieni, że nie widzieliście Mnie – przez skruchę waszą i żal wasz przebaczę wam wszystko, przytulę was do Swego Serca i okażę wam Oblicze Moje, byście byli zbawieni, a wy wpatrywać się będziecie w Twarz Moją, to znaczy zatopicie się w Wielkiej Miłości Mojej i oglądać będziecie Mnie już tu na ziemi - bo błogosławieni czystego serca, albowiem oni Mnie oglądają.

Widzieć Mnie to nie jest tak trudne - to jest tak łatwo: Oczyścić tylko swoją duszę i mieć czyste serce. O, z jaką Miłością patrzeć będę w źrenice wasze. Sam odbiję się w was i dusze wasze staną się przeźroczem Moim, a wy przez ścisłe zjednoczenie ze Mną, przez tę ciągłą kontemplację uszczęśliwiającą, nosić będziecie Mnie - żyjącego Boga w was, a całe hufce anielskie i archanielskie wraz z wszystkimi świętymi i Niepokalaną Moją Matką adorować Mnie będą – Boga mieszkającego w was i śpiewać będą pieśń pochwalną: „Błogosławiony jest Bóg w Swoich aniołach i w Swoich świętych”. Bo dusze wasze staną się niebem, a gdzie Ja jestem, tam jest Niebo i wieczna adoracja, bo niebo to dusza ludzka, która kocha, żyje Mną, patrzy we Mnie i śpiewa jedną nieprzerwaną pieśń: „Bóg jest Miłością!”.

17 stycznia 1954 r.

Jeśli chcecie być zjednoczeni ze Mną, aby Niebo było w waszych duszach, to noście Mnie żyjącego zawsze w sercach waszych, a nic wam nie będzie ciężkie. Przejdziecie przez życie, a przykazania Moje, ustawy Moje pieśniami wam będą, bo kto kocha, ten nie czuje ciężaru. Kto kocha, ten w cierpieniu jakby odmładza się, odradza się. Cierpienie i miłość to jedno. Kto kocha, tego cierpienie nie złamie, burze nie będą dla niego burzami, bo miłość wszystko osłodzi. W miłości żyć będzie, w miłości odpoczywać.

Dajcie Mi serce kochające, a uczynię świątynię w duszy waszej i tam będę spoczywał jako w przybytku Moim, jako w niebie Moim. W sercach kochających przebywanie Moje. Dusze takie - to monstrancje Moje. One Mnie noszą, a Ja żyję w nich, a przez nich i w innych duszach, że nikt i nic rozłączyć nie może.

Bo im więcej się kocha, tym więcej zapomina się o sobie, wyniszcza się dla innych ofiarą i poświęceniem, a ten który się poświęca, który zapomina o sobie, jest jakby ogniwem, które łączy serca.

Dusza, która kocha, idzie na przebój: w cierpieniu staje się mocna, w walce niezłomna, bo miłość dokonuje cudów, miłość podbija świat. Miłość jest mocna jak śmierć [Pnp 8,6]. Ona owładnie wszystko i wszystkich, bo kto kocha, ten zwycięzcą jest.

Dusza, która Mnie nie kocha, choćby dokonywała wielkich rzeczy - jeśli nie ma intencji - żeby czynić dla Mnie - niczym jest, mniej niż niczym. Tylko ten, który oparty jest na Mojej Miłości, ten co czyni wszystko z miłości dla Mnie, ten jest którego miłuję.

Aby dojść do takiej miłości, nie potrzeba wielkich rzeczy: potrzeba tylko, aby wszystko co się czyni, czynić dla Mnie. Najmniejsza praca, każdy czyn, każdy ruch wasz złożony i ofiarowany Mnie w miłości jest naszym najściślejszym zjednoczeniem – to jest niebo Nasze na ziemi.

Dusze się trwożą jak zdobyć Niebo. Zdaje im się, że nigdy go nie osiągną, bo czują się słabe, grzeszne, nikczemne. Aby Mnie kochać nie potrzeba już być świętym, ale chociażby dusza była najnędzniejsza i zdawało się jej, że nigdy nie osiągnie swojego celu posiadania Mnie w tym życiu i w wieczności, niech będzie spokojna, bo otrzyma to czego pragnie, jeśli tylko szeptać będzie często te słowa: „O Boże kocham Cię! rozpal mnie miłością, daj mi ogień Twój, gdyż Sam powiedziałeś: "Jestem Ogniem, czegóż pragnę, jeno aby był rozpalon!" [por. Łk 12,49; Hbr 12,29]. Niech ciągle powtarza te słowa. Niech Mnie zmusza, niech stanie się natrętna, niech wie o tym, że Niebo gwałt cierpi a gwałtownicy porywają Mnie. Kto Mnie kocha, ten Mnie zwycięża. Jestem bezsilny wobec miłości. Miłość uczyniła to, że stałem się Człowiekiem, Męczennikiem wszystkich męczeństw. Poniosłem wszystko, by zdobyć dusze przez Krew Krzyża. Cierpiałem wiele. Ale samo cierpienie i męczeństwo nie dokonało tyle, co dokonała Miłość. Bo ktoś może być na męki wydany, lecz jeśli nie kocha, męczeństwo to nie jest zasługujące. Miłość spowodowała, że zostawiłem wszystkie rozkosze Nieba, to znaczy całą szczęśliwość Naszej Trójcy Świętej, gdyż jako Bóg Sam w Sobie byłem szczęśliwy, a jednak gdyby można to było wypowiedzieć - Niebo nie było całkowitym szczęściem Moim. Nie byłem tam szczęśliwy, dopóki nie zszedłem na ziemię, aby Miłość Moją wlać w serca ludzkie, abyśmy się stali jedno, tak jak Jedno Jesteśmy w całej Trójcy Świętej. To niebo Moje na ziemi w duszach ludzkich jest największą szczęśliwością, a dusza ludzka, która zrozumiała i poznała Miłość Moją, również jest upojona tą Moją szczęśliwością. Jesteśmy w niebie dusz, dusz naszych, jesteśmy w niebie serc Naszych. Bo Serce Moje – to Ogień Miłości, a kto się zetknie z tym Ogniem, ten pali się, już tu na ziemi, dusza staje się krystaliczna, gdyż oczyszcza się przez miłość, a rdza grzechu wypala się i staje się jako złoto, złoto miłości i jesteśmy jedno w całej Naszej Trójcy Świętej, gdyż niebo Nasze - to dusza ludzka.

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy spragnieni jesteście miłości, przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy obciążeni jesteście grzechem, przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy pragniecie żyć ze Mną, żyć we Mnie, a dam wam Światła, dam wam Wody Ożywczej, dam wam Zdrój Niewyczerpany, że dusze wasze obmyją się w Krynicy Jego i staniecie się jako biel śnieżne, a Ja z miłością w kielichach waszych spoczywać będę i napawać się ich wonnością, bo dusza kochająca – to ogród Mój śnieżnych białych lilii, gdzie jako Baranek z rozkoszą spoczywam.

24 stycznia 1954 r.

Kto kąpie się w Krwi Mojej, ten naznaczony jest i wybrany dla Nieba. Pragnę, aby ciągle wołano: „Krwi Chrystusowa, spadnij na nas i na syny nasze!” [por. Mt 27,25]. Bo pragnę obmywać w Krwi Mojej wszystkie dusze, aby żadna nie była stracona. Jestem Barankiem Niepokalanym Ofiarnym. Kto pije Krew Moją ten jest zachowany od śmierci - od śmierci grzechu. Jak ongiś, gdy anioł naznaczał krwią baranka domy, a gdziekolwiek był dom naznaczony krwią, ten był zachowany od wszelkiego złego, człowiek pijący Krew Moją zachowany będzie od grzechu i od wszelkich nieszczęść doczesnych, bo Krew Moja zachowa tę duszę od wszelkiego złego.

Dusze, które mają nabożeństwo do Krwi Mojej, do Ran Moich, otrzymują bardzo wiele łask, w godzinę śmierci przyjdę im z pomocą. Przez zasługi Krwi Mojej i Ran Moich niczego im nie odmówię. Czyściec będą miały skrócony. Jeśli ktoś za dusze [w] czyśćcu ofiarowuje Krew Moją i Rany Moje Ojcu Przedwiecznemu, dusze te szybko są wybawione z czyśćca.

Ofiarowanie Krwi Mojej i Ran Moich Ojcu Przedwiecznemu przez odmawianie koronki do Ran Przenajświętszych: „Ojcze Przedwieczny ofiaruję Ci Rany Pana Naszego Jezusa Chrystusa na uleczenie ran dusz naszych!”, oraz „O mój Jezu przebaczenia i miłosierdzia przez zasługi Twoich Świętych Ran!”, jest to jakby ciągła Msza, gdyż Krew Moja przez te słowa, ofiarowana Ojcu Przedwiecznemu jest jakby ponowieniem ciągłego odkupienia dla zasług Męki Mojej. Dusze, które często odmawiają te akty, same się oczyszczają prawie bezwzględnie, gdyż Krew Moja obmywa je i stają się jakby bezgrzeszne. Jest to ciągła komunia duchowa i zjednoczenie ze Mną, że dusza taka żyje jakby w Moim Niebie i jesteśmy jedno.

Gdyby dusze wiedziały, jak łatwo można sobie stworzyć Niebo już tu na ziemi przez ciągłe zjednoczenie za pomocą aktów strzelistych, a zwłaszcza przez akt żalu, doszłyby do takiego ścisłego zjednoczenia ze Mną, że nikt i nic oderwać nie mogłoby od miłości naszej wspólnej. Wtedy każda taka dusza mogłaby o sobie powiedzieć za świętym Pawłem: „Nie żyję ja, ale żyje we mnie Chrystus”.

O jak bardzo potrzebuję takich dusz Pawłowych, takich dusz, które powtarzają: „Pragnę być z Chrystusem", gdyż dusza, która kocha daje Mi wszystko, bo chociażby wszystko inne Mi dawała, a nie dawała miłości, to nic Mi nie daje.

Pragnę dusz ofiarnych. Pragnę ogni, gdyż Sam jestem Ogniem - Ogniem, który spala wszystko. Grzech nie jest przeszkodą, aby się dusza ze Mną złączyła miłością jak najdoskonalszą. Bo jeśli kocha, to Ja ją wyniszczę miłością, wszelką rdzę grzechu jej i stanie się jako złoto, stanie się jako gwiazda, która kiedyś będzie błyszczeć w Królestwie Moim jasnością i mieszkać w Świetlanej Krainie Nigdy Niegasnącej Miłości.

Niech się dusze nie lękają, że nie dojdą do tego. Niech zawsze myślą o tym, że jestem Bogiem Miłosierdzia i że tam, gdzie była największa ciemność, stanie się światłość. Bo i gwiazdy świecą tylko w nocy na ciemnym firmamencie. Wielką to pociechą niech będzie dla dusz, choćby były w największych ciemnościach grzechu. Niech wiedzą o tym, że i one mimo swoich ciemności i zaślepienia, jeśli tylko mają dobrą wolę i pragnienie kochania Mnie i one będą tymi gwiazdami, [że] nie tylko świecić będą same, ale jeszcze za sobą mogą pociągać miliony dusz, bo będą wiedzieć, że są niczym, a na pokorze serca i na nicości, Ja zwykle buduję świątynie Swoje, przybytki całej Naszej Trójcy Świętej. Bo tam, gdzie jest miłość, tam jest niebo Nasze w tych duszach.

14 lutego 1954 r.

Pragnę przybytków w duszach, a zwłaszcza w duszach kapłańskich. Bo jeśli w każdej duszy jest niebo Nasze, tam gdzie jest czystość i miłość, o jak spragniony jestem dusz i serc kapłańskich tych przybytków Ducha Świętego, którzy więcej otrzymali łask od innych, gdyż są Moimi zastępcami, są Mną - drugim Chrystusem. Każdy kapłan jest drugim Chrystusem, każdy kapłan jest drugim Odkupicielem, bo tą samą Krew Moją ofiarowuje Ojcu Przedwiecznemu i odmawia te słowa: „To jest Ciało Moje, to jest Krew Moja” [por. Mt 26,26-28]. To znaczy, że Krew Moja - [to] jest jakoby ich krew, a Ciało Moje - [to] jest jakoby ich ciało. Więc Ojciec Przedwieczny z miłością przyjmuje tę Ofiarę, jeśli oni wymawiając te słowa, oddają się na całkowitą ofiarę miłości i mają to zrozumienie, że jesteśmy jedno.

Wtedy przez jednego takiego kapłana, który dobrze rozumie te słowa, żyje według tych słów, Ja mogę cały świat zbawić. Bo jeśli jedna kropla Krwi Mojej wystarczałaby, aby cały świat zbawić to cóż dopiero, jeśli oni mają moc ofiarowania Ojcu Przedwiecznemu całej Krwi Mojej! Wtedy dla czystości duszy tego kapłana, tego przybytku całej Naszej Trójcy Świętej, czyż nie mógłbym uczynić wielkich rzeczy w przemienieniu i przeistoczeniu świata całego - a w duszach ludzkich stałoby się niebo, szatan byłby pokonany i Krew Moja nie byłaby daremna.

Niech się nikt nie dziwi, że w ten sposób mówię. Bo kiedy chciałem świat ukarać, kiedy grzechy jego dochodziły do takiej wielkości, że musiałem okazać sprawiedliwość, aby Majestat Nasz nie był obrażany – wtedy, gdy Abraham /wstawiając się za Sodomą i Gomorą/ pytał się: „Panie, azali zatracisz sprawiedliwego z niezbożnymi, a przepuścisz miejscu dla pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim są?” [por. Rdz 18,24] Odpowiedziałem: „Przebaczę” [Rdz 18,26]. Wówczas Abraham posunął się dalej: „A gdyby było czterdziestu pięciu?” – „Przebaczę”. A jeśli będzie czterdziestu - trzydziestu - dwudziestu - dziesięciu sprawiedliwych – „Przebaczę”.

A nie było ani jednego sprawiedliwego!!

Otóż dziś ten sam Głos Mój woła do kapłanów: „Dajcie Mi jednego sprawiedliwego kapłana!”. Kapłani, dajcie Mi dusze wasze, choćby tylko jedną, abym mógł o tej duszy powiedzieć: „Tyś jest syn Mojego Serca, w którym nie ma zdrady”. Dla takiej jednej duszy kapłańskiej przebaczę światu i wypuszczę Ducha Mego, a odnowi się oblicze ziemi [por. Ps 104,30].

Dusze kapłańskie, błagam was przez Krew i przez wszystkie cierpienia Moje, które ponosiłem od urodzenia, aż do Golgoty, przez wszystką Krew Moją wylaną: Stańcie się Mną, abym przez was dokonał tego, czego nie dostawało Męce Mojej [por. Kol 1,24], to znaczy, że gdy już cierpieć nie mogę fizycznie, pragnę dokonywać w was dalszej Mojej Ofiary, a przez was, przez wasze apostołowanie – w każdej duszy, gdyż pragnę, aby był jeden pasterz i jedna owczarnia.

Jeśli pasterz jest dobry, który daje duszę swoją za owieczki swoje, to i owieczki swoje pociągnie za sobą. Bo wy jesteście solą ziemi, a jeśli sól zwietrzeje, czym solona będzie? Wyście „światłością świata” [por. Mt 5,14], wyście pochodniami. Powinniście świecić, gdyż po to otrzymaliście Światło Ducha Świętego. Czyż dostaliście po to namaszczenie i Światło Ducha Świętego, aby światło skryte było? Macie być świecami i stać się świecznikami, aby być przykładem i świecić.

O, jakie bolesne to dla Mnie, jakie to odnowienie Męki Mojej, gdy widzę syna Mego, dziecię Moje, które nie świeci, nie jest światłością, ale przeciwnie - sam żyje w ciemności i owce swoje puszcza na manowce, nie troszcząc się o nie! A przecież Ja pragnę, aby byli takimi pasterzami, którzy za jedną owieczkę szliby przez ciernie i krwawili stopy, aby ją zdobyć, a cóż dopiero, gdy tysiące ginie i jest zaplątanych w ciernie!

Najboleśniejszym jest dla Mnie to, że synowie światłości odrywają się od Serca Mego, od Ciała Mego mistycznego. Nie tylko, że owieczki ich idą na manowce, ale i sami są nad przepaścią i wystarczy, aby tylko noga ich się pośliznęła, gdyż są na śliskiej drodze – wystarczy poślizgnięcie nogi, aby wpadli w paszczękę wroga piekielnego i poszli na zatracenie. Jeśli kiedy, to dziś szatan krąży jako lew czyhający na dusze poświęcone służbie Mojej. Świat cierpi wiele za grzechy swoje, ale też wiele cierpi za grzechy tych, którzy stoją nieraz na najwyższym piedestale hierarchii.

Kapłani, ocknijcie się! Zrzućcie z oczu waszych ślepotę, odrzućcie mamidła zwodnicze. Nie pragnijcie tytułów, choćbyście byli na najwyższych stopniach wywyższenia - czy to jest biskup, arcybiskup, kardynał a nawet i Mój Zastępca. Jeżeli idziecie za miłością własną, jeżeli wam imponują tytuły i szaty hierarchiczne, macie w nich upodobanie, pragniecie pokłonu, czci i hołdu, tak jak pragnęli faryzeusze [Mt 23,5-7] i składacie Mi ofiary z kminku i anyżu, przecedzacie komara, a wielbłądy połykacie [Mt 23,23], to jest to w Oczach Moich niczym - mniej niż niczym, i w sercach waszych, w duszach waszych nie może być świątyni Mojej, nie może być przybytku Ducha Świętego i cała Trójca Święta nie ma z wami nic wspólnego. Jesteście jako groby pobielane [por. Mt 23,26]. Odwróćcie twarz swoją od nieprawości waszych, abym nie powiedział wam tych słów strasznych, które powiedziałem do faryzeuszów: „Plemię żmijowe, dopóki was znosić będę?”. I nie drażnijcie Mnie, bo biada temu, kto drażni ojca i matkę swoją.

A przecież jestem Ojcem waszym i Matką waszą. Wybrałem was po to, abyście byli rybakami, tak jak byli Moi apostołowie, abyście wszystko rzucili, co jest przyjemne, jak oni rzucili, nawet sieci swoje, i poszli za Mną, tak i wy odrzućcie wszystko, co was wiąże, co was w sidła i sieci plącze. Nieraz może być [to] rzecz drobna, może być nawet nić, może być sieć pajęcza, to jest nawet lekkie przywiązanie i upodobanie w swoich godnościach, które Mnie nie daje przystępu do serc waszych, abym mógł tam panować jako Król Miłości i czynić przez was rzeczy wielkie, a nawet i cuda, jakie czyniłem przez Moich apostołów – rybaków.

A cóż mówić, jeśli kapłan, jeśli biskup obdarzony tylu łaskami Moimi, gdyż wszystko im dałem i największą godność im dałem, tę godność, że są zastępcami Moimi, drugimi Ja, jeśli oni zdeptali tę godność, to znaczy zdeptali Mnie. Mniej Mnie bolało, gdy Mi żołnierz dał policzek, mniej Mnie bolało, gdy [Mi] pluto w twarz, bo to był motłoch, oni nie wiedzieli, co czynią. Ale wy, wybrańcy Serca Mego, wy przyjaciele Moi, że jak powiedziałem: „Nie będę was zwał sługami, lecz przyjaciółmi Moimi” [J 15,15] – więcej, wyście synami Moimi – wy wiecie, co czynicie i w dzień Sądu inaczej was sądzić będę jak tych, którzy nie znali Mnie. Bo im więcej komu dane jest, od tego więcej żądać będę.

Odwróćcie oblicza swoje od nieprawości waszych, a Ja wam okażę Oblicze Moje i będziecie zbawieni. Jeśli dotąd życie wasze było w nieprawościach, starajcie się o największą świętość. Świętymi bądźcie, jak Ojciec wasz Niebieski Świętym jest! [por. Mt 5,48]. Uniżajcie się jako dzieci, albowiem takowych jest Królestwo Niebieskie. Nie myślcie, że świętość polega na zachwytach, na objawieniach… Świętość polega na cichości i pokorze serca. Uczcie się ode Mnie, żem jest cichy i pokornego Serca, a znajdą odpoczynek dusze wasze.

Gdy byłem na ziemi, nigdy nie mówiłem do ludu, aby się wzorował na Mnie, że Jestem Wielkim i Świętym, że Ja jestem Synem Przedwiecznego, że posiadam Królestwo Niebieskie. Nie mówiłem: patrzajcie, czynię cuda na ziemi, uzdrawiam chorych, umarłych wskrzeszam, nie mówiłem im: "czyńcie tak jak, Ja" ale mówiłem im: "Uczcie się ode Mnie, żem jest cichy i pokornego Serca!" [Mt 11,29]. Jeśli pragniecie dojść do wielkiej świętości i abym mieszkał w duszach waszych, abym założył tam królestwo Moje, niebo Moje, to fundamentem świętości waszej niech będzie pokora serc waszych. Im wyżej was postawiłem, tym większej żądam pokory.

Bądźcie ojcami dla wszystkich, a zwłaszcza dla grzeszników – nie urzędnikami! Starajcie się o to, niech każdy, który przychodzi do was, odejdzie pocieszony. Starajcie się o to, aby Pokój Mój zamieszkał w duszach waszych i aby każdy, kto przychodzi do was, odchodził w pokoju, bo tam gdzie Ja Jestem, jest pokój. Jestem Bogiem Pokoju!

W konfesjonałach bądźcie ojcami. Więcej, bądźcie Mną! Wtedy Mnie zastępujecie, więc niech każda dusza idzie pocieszona, zrozumiana. Mówcie jej o Miłosierdziu Moim, że jestem Bogiem Miłosierdzia i Przebaczenia. Dusze wzmacniajcie, a nie łamcie. Bo jeśli kłos jest złamany, jakże może wydać owoc?

W spowiedziach bądźcie cierpliwi. Nie uważajcie spowiedzi za urzędowanie, ale za wzmocnienie dusz i wzniesienie do wzlotów podniebnych, aby wyszła zapalona Miłością Moją. Niech spowiedź nie stanie się rutyną, bo dusze wtedy nic nie skorzystają. Wpadają ciągle w ponowne grzechy, idą po to, by być rozgrzeszone, a postępu w duszach i dążenia do świętości nie ma żadnego. Aby dusze uświęcały się, przede wszystkim zależy [to] od Łaski Mojej, ale też od kierownictwa duchowego.

Kazania wasze niech nie będą wykładem filozoficznym, ani jakimś popisem o mądrości waszej, że jesteście filozofami i doktorami. Niech kazania nie będą wykładami, jak wykład profesora o astronomii albo matematyce, których uczeń słucha i często nie rozumie: Będzie to tylko muzyka bez dźwięku i w duszach takich nawet echo się żadne nie odbije. Wyjdą oschli – a przecież przyszli spragnieni usłyszeć Słowo Moje.

Kazania mówcie takie, jakie Ja mówiłem. Niech one będą proste, bez filozofii, bez analizy. Niech będą oparte na Mojej Ewangelii, tak jak Ja mówiłem do ludu. Mówiłem zawsze tak do serc ludzkich, aby Mnie zrozumiano. Nawiązywałem często do przyrody i często mówiłem: "Jam jest kwiat polny i lilia padolna" [Pnp 2,1]. Co to znaczy? Pragnąłem, aby dusze były czyste i pokorne. Macie mówić o pokorze i czystości. Mówiłem: "Jam jest Pasterz Dobry, a dobry pasterz daje duszę swoją za owieczki" [por. J 10,11] i za jedną zaginioną idzie przez ciernie i raduje się, gdy ją znajdzie. Mówcie o Miłosierdziu Moim, że jestem gotowy zostawić wszystkie dziewięćdziesiąt dziewięć, aby jedną duszę zaginioną przywieść do owczarni Mojej, a jeśli będzie dziewięćdziesiąt dziewięć zaginionych owiec, to niech się radują i cieszą, że Ja dla jednego grzesznika gotów byłem umrzeć i dać Krew Moją. Nie jest Mi trudno dać mało, jak i wiele. Choćbyście mieli słuchaczy samych niesprawiedliwych, jeśli będziecie mówić o Miłosierdziu Moim, każda dusza wyjdzie pocieszona, gdyż pragnę, abyście głosili Mnie Ojcem, a nie Bogiem Sprawiedliwym, który czeka, aby zemścić się na stworzeniu swoim. Mówcie o synu marnotrawnym, któremu – pomimo że opuścił dom rodzicielski, przetrwonił cały majątek – ojciec ucztę wyprawił, przytulił do serca swego, zwołał przyjaciół i powiedział: „Oto syn mój, który był zaginiony, odnalazł się” [Łk 15,24].

Jeśli tak będziecie mówić, to dam wam Słuch Mój w słuch wasz, a w usta wasze Słowo Moje i Moc Ducha Świętego spocznie na was, że rozpalicie ogniem miłości dusze, które staną się jako płomienie. Dusze żałować będą za grzechy, bo Płomień Miłości Mojej oczyści je i Krew Moja wybieli je i choćby grzechy ich były jak karmazyn, dusze staną się jak śnieg bielejące.

Gdziekolwiek obrócicie się, nieście pokój i miłość. Niech słowa wasze będą pełne rozkoszy słodyczy, im więcej czujecie wstrętu, im więcej widzicie dusze grzeszne, tym więcej przełamujcie się, tym więcej okazujcie serca i miłości, a tym samym pociągniecie za sobą świat cały, przyprowadzicie do owczarni Mojej tysiące dusz. I wtedy chlubić się będę z was, i będę mógł powiedzieć o każdym kapłanie to, co powiedziałem do świętego Piotra: „Ty jesteś opoka, a na tej opoce zbuduję Kościół Mój, a bramy piekielne nie zwyciężą go” [Mt 16,18].

14 marca 1954 r.

Kapłan - to słońce Mego Serca. O, jakże Mi dużo potrzeba kapłanów o sercu słonecznym, takim jak Moje, aby rzucało promienie w dal, w każdą duszę, w każde serce, a przede wszystkim w dusze grzeszników! Niech każdy kapłan będzie Mi słońcem Mego Serca. Kapłan, który te promienie rozrzucać będzie, szerzyć będzie Miłosierdzie Moje. Bo promienie Mego Serca – to Moje Miłosierdzie.

Pragnę, by kapłani byli Miłosierdziem Moim. Im wyżej stoją, tym więcej zniżać się powinni do największej nędzy moralnej.

O, jak wiele mam dusz wyschłych, mało wyschłych, są to jeziora cuchnące, od których twarz muszę odwracać! Jak bolesna skarga wyrywa się z Mojego Serca, gdy patrzę na takie dusze, przede wszystkim w dusze rodzin, które z Sakramentu Małżeństwa zrobiły urągowisko i zamiast świętości i namaszczenia sakramentalnego – żyją gorzej jak zwierzęta. Zwierzę, które stworzyłem, mniej jest bezwstydne i ma pewien okres natury, a człowiek, którego stworzyłem na obraz i podobieństwo Swoje, tarza się w błocie grzechu i z Sakramentu Małżeństwa igraszkę sobie czyni. W rodzinach dzieją się teraz rzeczy straszne, gorsze niż przed potopem, jedno zgorszenie. Nie kryją się z bezwstydem przed nieletnimi dziećmi, które powinny być jak śnieżne kwiaty, a dzisiaj dziecko chodzi w brudzie, bo patrzy na grzechy swoich rodziców, co czyni spustoszenie w duszy, a szatan tak opętał świat, że jest jedno piekło na ziemi.

Kapłani, synowie Serca Mojego! Bądźcie choć wy tym niebem dla Mej Duszy, dla Serca Mego, bym mógł mieszkać w was. Bądźcie Mi wynagrodzeniem. Bądźcie tymi promieniami i docierajcie do serc przez miłość i miłosierdzie i głoście, że jestem Bogiem Miłosiernym, który czeka. Niech świat nie nadużywa Mojej Dobroci. Chcę wyczerpać Miłosierdzie Moje do ostatnich granic, aby żadna dusza w dzień Sądu nie mogła powiedzieć, że szukała Mnie, a nie znalazła. Ja idę za duszami i chociaż Mnie nie szukają, ranię Sobie stopy i Sam szukam zagubionej owieczki. Ale jak mało znajduję tych owieczek, które by szły za Mną i poznały Miłość i Miłosierdzie Moje.

Chcę w duszach mieszkać z całą Trójcą Świętą, założyć tam niebo Moje, ale szatan już tak zaplątał sieci swojej pychy i nieczystości, że gdzie pukam do serc, by Mi otworzono, tam często zamknięte są drzwi, a Ja odchodzę smutny jako ten żebrak, pragnący chleba miłości, pragnący chleba wynagrodzenia. Odpychają Mnie, mało – złorzeczą Mi i z bólem Serca muszę płakać nad nimi tak, jak nad Jeruzalem i wołać: „Jeruzalem, Jeruzalem, jakże pragnąłem przygarnąć cię, jako kokosz pod skrzydła przygarnia kurczęta swoje, a ty wzgardziłaś Mną” [por. Mt 23,36]. Gdyby nie garstka wybranych, która Mnie wielbi, wynagradza i wstrzymuj, i dziś musiałbym rzucić to słowo, które rzuciłem nad Jerozolimą: „Nadejdą dni straszne dla ciebie, a kamień na kamieniu nie pozostanie w tobie!” [por. Mt 24,2].

Dusze wybrane, dusze kapłańskie, dusze, które idziecie za Mną! Przyjdźcie Mi z pomocą, dopomóżcie Mi, aby Męka Moja nie była daremna i Krew Moja nie wołała pomsty, tak jak spadła kiedyś na niegodziwych Żydów, którzy wołali: „Niech Krew Twoja spadnie na syny nasze!” [por. Mt 27,25] i do dziś dnia naród ten nosi piętno przekleństwa i jest narodem tułaczem. Wołajcie raczej: "Niech Krew Twoja spadnie na nas i na nasze syny" – w innym znaczeniu: "Niech Krew nas oczyści, niech nas wybieli, niech nas wyrwie z piekła grzechów naszych, abyśmy niebo nosili w sobie i to niebo rozszerzali w duszach i abyśmy rozszerzali Królestwo Twoje o Chryste, i kiedyś mogli w tym Królestwie przez całą wieczność wielbić Cię, Miłości Przedwieczna!"

Jestem Miłością Przedwieczną. Przyszedłem na ziemię, aby światu dać Miłość. Spragniony jestem Miłości ludzkiej, tak jak spragniony jest wędrowiec, który idąc przez pustynię nie ma kropelki, aby ugasić swoje pragnienie. Chodzę jak tułacz i szukam miłości, a gdy zobaczę kogoś, który pragnie Mnie przyjąć, o z jaką Miłością śpieszę do niego Sam, wyrzucam wszystko co jest grzeszne, wypalam wszystko co jest złe i grzeszne przez miłość. Tam, gdzie panował ogień namiętności, zostawiam ogień miłości, tak, że taka dusza staje się wulkanem wybuchającym i nie tylko sama jest tym ogniem, ale jeszcze ognie rozrzuca w inne serca i wtedy spełniają się Moje pragnienia: „Jestem Ogniem i czego chcę, jeno aby był zapalon!” [por. Łk 12,49].

4 kwietnia 1954 r.

Pragnę, by Mnie nazywano Ogniem, by mówiono Mi często: „Ogniu Miłości, spal mnie! Spal wszystko, co jest złe, a zalej mnie ogniem miłości!”. Zwłaszcza dusze nieczyste niech przychodzą po ogień. Wszystkie ich namiętności spalę, a na zgliszczach i popiele ich grzechów budować będę niebo-szczytne wieże świętości. Niech żadna dusza się nie załamuje, choćby była zgnilizną moralną. Właśnie na tej zgniliźnie, na tej brzydocie jej, jest to jakby nawóz na glebę jej dobrych pragnień - zasieję najpiękniejsze kwiaty, zasadzę najpiękniejsze drzewa, które wydadzą owoc stokrotny i będzie to ogród Mojej Miłości, a Ja przechadzać się będę i będę ogrodnikiem tej duszy, będę pielęgnował te rośliny, te kwiaty, te owoce, że będzie to dla Mnie raj, będzie to niebo. Dla tej duszy, która złączona będzie ze Mną, Ja stanę się Rajem, a dusza ta będzie Moim rajem. Oto jest niebo Moje na ziemi w duszach, oto jest Królestwo Moje, Serca Mojego. I znowu będę mógł powiedzieć te słowa: „W Domu Ojca Mego jest mieszkań wiele” [J 14,2]. Jakże pragnę tych mieszkań, bo każda dusza, to dom Ojca Mego. I znowu wam mówię: „Azali nie wiecie, żeście Kościołem, a Duch Święty mieszka w was?” [1 Kor 3,16].

O, jakże pragnę, abym miał tych mieszkań wiele, tych dusz, które są przybytkiem całej [Naszej] Trójcy Świętej, bo każda dusza jest mieszkaniem Naszym.

Dusze, które dążycie i pragniecie iść za Mną, nie oglądajcie się wstecz! Nie oglądać się wstecz, to ma takie znaczenie: nie oglądajcie się za tym, co jest znikome, co ginie, ale szukajcie Królestwa Bożego, a to wam wszystko będzie przydane. Nie oglądajcie się wstecz - nie pragnijcie rzeczy doczesnych. Jeżeli chcecie iść za Mną, to patrzcie w Oczy Moje, patrzcie w Miłość Moją, a Miłość Moja zastąpi wam wszystkie rozkosze ziemi – że to, co wam dzisiaj zdaje [się] nie do przezwyciężenia, nie do przełamania, gdy nie będziecie oglądać się wstecz, gdy będziecie wpatrzone w Miłość Moją, okaże wam się wszystko radością i zjednoczeniem ze Mną. Lecieć będziecie, biec będziecie ku szczytom świętości, bo Miłość Moja zastąpi wam wszystko i szczęśliwe będziecie Szczęśliwością Moją. Bo kto kocha Mnie, kto Mnie posiada, ten jest szczęśliwy, jak każdy szczęśliwy jest, kto posiada przedmiot swojej miłości.

Nie oglądać się wstecz - ma jeszcze inne znaczenie: jest to znaczenie dla dusz, które straciły piękność swej duszy i dusze ich są w strzępach, w łachmanach, odarte z łaski poświęcającej. Jeśli przychodzą do Mnie z miłości, Ja staję się dla nich Bogiem Miłosierdzia i Przebaczenia. Niech o wszystko będą spokojne. Niech nie myślą już o przeszłości, niech się nie oglądają się wstecz, co było. Jak daleki jest wschód od zachodu, tak przebaczone są grzechy ich dla ich żalu, skruchy i postanowienia poprawy. Staję się dla nich Bogiem Miłości i Przebaczenia, dla nich staję [się] ślepym Bogiem - nie widzę nic: nie widzę ich grzechów i przyjmuję ich, przytulam do Serca Swego jako ukochane dzieci Swoje i do nich mogę powiedzieć te słowa: „Już was nie będę nazywał sługami, ale synami Królestwa Mojego” [por. J 15,15; Mt 5,9]. A one, przybrane w szatę niewinności, niech nie myślą o grzechach swoich, nie oglądają się wstecz, nie rozbierają: niech nie myślą o tym, czy są godnymi, czy niegodnymi dziećmi, aby Mnie nazywały Imieniem Ojca, a nie Boga Sprawiedliwego! Niech wiedzą o tym, że gdy przebaczam - przebaczam po królewsku: nic nie pamiętam. One Mi dały żal i skruchę za grzechy, Ja im daję pocałunek pokoju. Niech Mi ufają - ufają na ślepo, choćby im się zdawało, a szatan im to szeptał, że nigdy nie odpokutują grzechów swoich, że są godne piekła, że muszą widzieć we Mnie tylko surowość i Sprawiedliwego Boga, a nie Miłość Ukochanego Ojca. Dusze, które tak o Mnie myślą, obrażają Mnie nieufnością swoją - więcej Mnie ranią, że Mi nie ufają, niż Mnie raniły grzechami swoimi.

Pragnę, by Mnie dusze nazywały: Ojcze! Dla Ojca najprzyjemniejsze słowo jest, gdy dziecko mówi mu: Ojcze, Tatusiu. I choćby to dziecko było krnąbrne i niedobre, gdy z miłością przytuli się do Serca Jego i z tą miłością powtarza: "Ojcze mój", choćby setki razy dziennie nic więcej, tylko "Ojcze mój", sprawi Mi to tyle radości, że już tu na ziemi mam niebo Moje i cieszę się, że Męka Moja Bolesna nie była daremna i Krew Moja nie poszła na marne.

Takie grzeszne dzieci nazywam dziećmi Krwi Mojej, dziećmi Męki Mojej, dziećmi Przebaczenia i Miłosierdzia Mego, bo największą chlubą Moją i radością jest to, gdy Mnie nazywają Bogiem Miłosierdzia i Przebaczenia. Takie dusze są chwałą Chwały Mojej. Bo jeśli na ziemi rodzice kochają to dziecko, które jest ułomne i kaleką, najwięcej okazują mu serca, aby nie odczuwało swojego kalectwa, to i Ja najwięcej daję Ciepła i Miłości Swojej duszom tym, które były w kalectwie duszy przez grzech. Wtedy się cieszą i mogę czynić cuda w duszach, którem czynił na ziemi, że ślepi widzieli, chromi chodzili, a co było umarłe - zmartwychwstało.

11 kwietnia 1954 r.

Przyprowadź Mi wiele dusz takich kalek, chromych, umarłych – i bądź ofiarą za nich, a będę przez ciebie cuda czynił na ziemi. O, jak pragnąłbym mieć wiele dusz takich, które stają się ofiarą, a zwłaszcza za kapłanów! Największą radością dla Mnie są dusze ofiarne, to dusze, które dają życie swoje na ołtarzu Serca Mego. One są tą żertwą, są ciągłym wyniszczeniem – a jednak żyją, gdyż przedłużam życie Swoje w nich, jestem ich życiem, a one przedłużają życie Moje w duszach, że co nie dostawa w Męce Mojej w nich się dokonuje [por. Kol 1,24], to znaczy, że grzech jest odpokutowany przez Mękę Moją, ale skutki grzechu pierworodnego istnieją dalej i trzeba dalej pokutować za te grzechy. Więc dusze ofiarne są dalszym Moim odkupieniem, gdyż Ja już fizycznie cierpieć nie mogę, ale one cierpią jakoby za Mnie. Gdyby nie było takich dusz, Sprawiedliwość Moja byłaby wielka. Dla tych ofiar Sprawiedliwość Moja staje się Miłosierdziem i Królestwo Mojej Miłości rozszerza się przez te dusze. Ja żyję w nich jako w Swoim niebie, one żyją we Mnie – stajemy się jedno.

Ty wiele otrzymujesz ode Mnie nadzwyczajnych łask dlatego, że ofiarowałaś się jako ofiara za drugich, a zwłaszcza za kapłanów.

Kapłani niech głoszą, niech proszą dusze, aby stały się ofiarami za dusze kapłańskie! Wszystkie dusze są Mi bardzo drogie, ale dusze kapłańskie - to drugie Ja. Bo jeśli dusza kapłańska nie jest Mną, nie jest odbiciem Moim, jakże może Mnie dać drugiej duszy, aby stała się odbiciem Moim, jeśli ona sama jest w strzępach, odarta z Łaski Mojej poświęcającej, jest solą zwietrzałą, ziemią nieurodzajną, jest jakoby tym drzewem figowym, na którym szukałem owocu i nie znalazłem, a łaknąłem. Tak, łaknę dusz, pragnę dusz, jestem głodnym dusz. Nie znajdując owocu na drzewie takiej duszy, jestem niejako zmuszony do rzucenia przekleństwa i z wielkim bólem Serca muszę powiedzieć: „Bodajbyś nigdy nie wydała owocu!” [Mt 21,19] i odrzucić ją jako drzewo, które na Słowo Moje uschło.

Pragnę, by dusze były Moim niebem, Moim rajem, abym tam w cieniu ich znalazł odpocznienie. Tułam się... Jestem ubogim tułaczem, szukam serc, pukam... Nikt Mi nie otwiera i często łzy wylewam – jak już powiedziałem, jak nad Jerozolimą.

O dusze, przyjdźcie do Mnie, póki jest czas Miłosierdzia Mego, a czas ten może być krótki dla was. W wirze życia waszego zapominacie o Mnie, zapominacie, że trzeba zdać sprawę z włodarstwa waszego. Jesteście na zakręcie śmierci. Ocknijcie się i pójdźcie do Mnie. Wiedzcie o tym, że Jestem Życiem, Prawdą i Zmartwychwstaniem. Powstańcie z martwych, zechciejcie tylko otworzyć Mi serca wasze. Tam gdzie obfitowała nieprawość, łaska obfitować będzie i będziemy żyć razem, tak, jak żyjemy w Trójcy Przenajświętszej. Niebo będziecie nosić w duszach waszych. Niebem tym My będziemy dla was i będziemy jedno już tu na ziemi. Życie będzie jedną pieśnią miłości. Pieśń tę przez życie tu prześpiewacie, natchnione miłością już tu na ziemi, staniecie się świętymi, gdyż pragnieniem całej Trójcy Naszej Świętej i pragnieniem Serca Mojego jest, abyście byli świętymi, jako Ojciec wasz Niebieski Świętym jest.

Żyć w świętości - to żyć w miłości. Bo miłość - to nieskończona pieśń, to nieskończona melodia, to harfa anielska, to dźwięk struny pieśni archanielskiej już tu na ziemi. Echo tej pieśni odbije się o całą Trójcę Naszą Świętą. Taką duszę możemy nazwać tchnieniem, powiewem Ducha Świętego, która na skrzydłach tego powiewu ciągle unoszona wzwyż, ciągle lotna, rozradowana w Duchu Świętym, nie jest przyziemna, ale śpiewająca, już tu w swoim pielgrzymowaniu unosi się na skrzydłach, mając wzrok zwrócony w stronę Syjonu, to jest stolicy Trójcy Przenajświętszej, jako strzała ognista wpadająca w samo Serce Przedwiecznej Miłości złączona z Nią, wpatrzona twarzą w Twarz, w Oblicze swego Przedmiotu Miłości, to jest Boga, który ją stworzył na obraz i podobieństwo Swoje, przemieniona w Nas staje się jedno, jako My w całej Trójcy Świętej.

Taka dusza uświęcona, uskrzydlona miłością, osiągnęła wszystko, do czego dążyła, bo osiągnęła Miłość. Wie o tym, że się z tą Miłością już nigdy nie rozłączy, żyje w Niej i ma to przekonanie, że żyć będzie w tej szczęśliwości przez całą wieczność. To jest jej szczęściem, radością i zaspokojeniem wszystkich pragnień, jakie miała na ziemi. Będzie szczęśliwa Szczęśliwością Naszej całej Trójcy Świętej, w której nie ma początku i końca, więc i jej miłość będzie bez końca. I to jest Niebo, to jest miłość, to jest uniesienie, zatopienie w Przedwiecznej Miłości. I będzie po wszystkie wieki wychwalać Boga, śpiewając:

DEUS EST OMNIA

DEUS CARITAS EST!

to znaczy

BOG JEST WSZYSTKIM

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ!


Niedziela Palmowa 1954 r.

------------------------------------------------

-------------------------------------

------------------------

----------

Odpisu dokonano dn. 26.I.1972 r.

Za zgodność G.M.

--------------------------------------

Komentarz: Treść przepisana ze starego maszynopisu. W nawiasach kwadratowych są przypisy z Biblii oraz nowe słowa uzupełniające niejasne zdania.

INNE ORĘDZIA S. MEDARDY (ZOFII WYSKIEL) PRZECZYTASZ TU: http://www.duchprawdy.com/medarda.htm



www.duchprawdy.com