O ŚMIERCI

Siostra Medarda (Zofia Wyskiel) 1893-1973

Poznań, 1954-1955 r.

"Błogosławieni, którzy w Panu umierają" [Ap 14,13]


28 XI 1954 r. - Pierwsza niedziela Adwentu

"Błogosławieni, którzy w Panu umierają, bo drogocenna jest śmierć sprawiedliwego przed Obliczem Pańskim" [por. Ap 14,13; Ps 116,15].

Śmierć to najpiękniejsza chwila w życiu człowieka. Śmierć to lot duszy z więzów ciała, lot orli, - to rzucenie się w objęcia Ojca Niebieskiego, to lot zjednoczenia się najściślejszego z całą Trójcą Świętą, z całą Potęgą Miłości, to zatopienie się w przepaści Tej Miłości. To rozpłynięcie się w Oceanie Miłości, zniknięcie jak kropla wody w morzu. Zniknie dusza tak, jak kropla wody w morzu. Nie będzie już jej, ale będzie miłość, a gdzie jest miłość tam jest Bóg. Dusza zatopiona w Bogu stanie się z Nim Jedno w nierozerwalności, tak jak nierozerwalny jest Bóg w Trójcy Jedyny.

Im więcej tutaj dusza pogrąża się w Miłości, im więcej żyje w tym męczeństwie miłości, tym więcej umiera [w] sobie, a żyje w Bogu. Św. Terenia wołała: „Męczeństwo [z] miłości pełne słodyczy i taką śmiercią pragnę skonać Panie". "Cherubiny, dotknijcie strun liry słowiczej, bo ja czuję, że kończy się moje wygnanie" [wiersze św. Teresy od Dzieciątka Jezus]. To jest piękna myśl.

Ze śmiercią kończy się nasze wygnanie, więc śpiewajmy ze św. Terenią pieśń miłości: „Cherubiny, dotknijcie strun liry słowiczej…", bo na skrzydłach tej miłości pragnie ulecieć dusza moja i lecieć w przestworza, aby zatonąć w miłości związanej pierścieniem nierozerwalnym.

Śmierć to gody weselne, to najpiękniejszy dzień w życiu człowieka. Śmierć jest piękna przed Obliczem Pańskim. To są narodziny dla Nieba, to największe święto dla serca człowieka, to radość, to szczęście niewysłowione.

Już dla samej wiedzy naukowej bardzo ważna jest chwila śmierci. Sama ta myśl, że przed nami otworzy się inne życie, że przed nami otwiera się wieczność. Bo doczesność to chwila, to przejście, to podróż. Czasem ta podróż jest piękna, krajobrazy wspaniałe, a czasem ciężka, uciążliwa. Czasem można lecieć samolotem, czasem jechać koleją, samochodem, powozem, ale czasem trzeba iść pieszo po ciernistej drodze, krwawiąc sobie stopy. A czasem napotykamy na przepaść. Jedno potknięcie stopy naszej, jeden zawrót głowy, i można upaść w przepaść i spotkać się z największym wrogiem Przedwiecznej Miłości – szatanem /tzn. przez grzech/.

Życie to walka, życie to ciągły bój, aby śmierć, która nas zaskoczy, zastała nas takimi, byśmy umierając, w Panu umierali...

Im więcej w życiu jest cierpień, im więcej w życiu jest ofiar, im więcej w życiu jest walki, im więcej w życiu jest krzyżów, tym większa jest rękojmia, że dzień naszego rozstania z ziemią będzie największym świętem naszym, największą radością i weselem, że wtedy będziemy mogli śpiewać pieśń pochwalną dziękując Bogu, że przez te wszystkie cierpienia, któreśmy przeszli, tak łatwo mogliśmy zdobyć to w wielkie szczęście, umierając w Panu i rzucić się w objęcia Boga-Miłości.

Aby ta ostatnia chwila naszego życia była błogosławiona, nie potrzeba nadzwyczajnych rzeczy. Trzeba oddać się Bogu bez zastrzeżeń, oddać swoją wolę Woli Bożej, znosić cierpliwie to, co Bóg sam daje na każdy dzień, na każdy moment, oddać Mu wszystko – oddać Mu naszą duszę, oddać Mu serce, oddać Mu naszą myśl, oddać Mu nasze usta, niech Sam przez nas myśli, mówi i czyni.

Oddać Mu szarzyznę dnia, tą naszą pracę, nasze cierpienia, oddać Mu nasze niedoskonałości, nasze nerwowości, nasze grzechy. To, żeśmy niczym, że bez Jego łaski nic nie możemy, żeśmy jedna nędza, jeden proch.

Jeżeli to wszystko Mu oddamy wtedy On rządzi nami. My znikamy, żyje Bóg w nas. I tak idąc przez życie, gdybyśmy nawet umarli nagle, to śmierć nasza nie będzie niespodziewana, bo przez całe życie byliśmy do niej przygotowani.

Aby być przygotowanym do śmierci, nie potrzeba nadzwyczajnych rzeczy, bo jeżeli się odda siebie Bogu i żyje się w Nim, to w każdej chwili możemy przejść do wieczności tak, jak się przechodzi z pokoju do pokoju, z tą różnicą, że w tym pokoju, w którym obecnie mieszkamy tj. na ziemi – jest niewygodnie, ponuro i zimno. Nie zawsze nam świeci słońce radości w tym pokoju na ziemi. Są dni pochmurne, burzliwe. A przejście do drugiego pokoju jest przejściem do pokoju pełnego światła, radości i szczęścia.

Przechodzimy z wygnania do Domu Ojca pełnego radości i miłości, pełnego miłosierdzia, pełnego dobroci, bogactwa, szczęścia i światłości. Ten Ojciec przyjmuje nas z miłością, jako najukochańsze dzieci Swoje i mówi: „Patrzcie, tu jest miejsce waszego odpoczynku, tu wam nic nie grozi, tu nie ma łez, bo wszelką łzę otrę wam Sam. Dam wam pocałunek miłości i pokoju i będziecie tu mieszkać nie na dzień, nie na rok, nie na lata, ale na całą wieczność, a radości waszej nie będzie końca. Mało – nie radości waszej, ale radości Naszej, to znaczy wspólnej radości, wspólnej miłości.

Tam w tej wieczności, w Bogu znajdziemy wszystko. Już św. Franciszek powiedział te słowa: „Bóg mój, to wszystko moje”, tzn., że w Bogu znajdziemy wszystko: i Miłość Ojca i Miłość Matki i Miłość Dziecięcia.

Wszystkie pragnienia nasze będą zaspokojone. Bo jedno słowo „Bóg” posiada taką wielkość i potęgę, taką przepaść miłości, że gdy tak zatoniemy /w tej przepaści miłości/, wszystkie pragnienia nasze będą spełnione.

Czyż nie cieszyć się na tą chwilę złączenia się z tym Wielkim Bogiem, z Tą Potęgą Wszechwiedzy, z Tą Potęgą Nieogarnionej Miłości? I dusze nasze, taki proch, takie jedno małe „nic” przemienią się, że staną się jakby tą samą potęgą, tą samą wszechwiedzą, tą samą przepastną miłością.

Więc każda dusza, która posiada choć odrobinę dobrej woli, choć iskrę miłości, niech ufa, niech wierzy w bezgraniczne miłosierdzie Boże. Niech się nie lęka śmierci, ale z radością niech czeka na tą chwilę połączenia się ze swoim Przedmiotem Miłości. Niech stara się na każdy dzień umierać sobie, tzn. swoim grzechom, swojej naturze, swojej miłości własnej, wszystkiemu, co ją skłania do grzechu. Niech sobie mówi od samego brzasku dnia i postanawia sobie „dziś muszę śmierć zadać swojej głównej wadzie”, np. „nie będę się złościć, będę praktykować miłość bliźniego”. Wydać wojnę swojemu ciału, ale wojnę na śmierć i życie, [tak] że to będzie mnie dużo kosztować, dużo wysiłku.

Np. będzie to małżeństwo. Mężowi nie będzie się podobać coś w swojej żonie, a żonie w mężu. A najwięcej wybrać ten punkt, który mnie prowadzi do niezgody. Więc od rana postanowić poprawę [i] postawić sprawę walki osobistej na ostrzu miecza. Choćby nam się zdawało, że mamy rację – przemilczeć. Gdy są dwie osoby, jedna musi być mądrzejsza, a mądrzejsza ustępuje. Są chwile w takich wypadkach bardzo ciężkich, ale trzeba rzeczywiście śmierć zadać swojej naturze i powiedzieć sobie: „umieram swej naturze, aby dusza moja żyła, a nie była umarła.”

Bo tylko ci są błogosławieni, którzy w Panu umierają [por. Ap 14,13]. Jeśli będziemy wszystko znosić dla Miłości Boga, aby kiedyś dusze nasze żyły życiem wiecznym, tzn. aby dusze nasze były zbawione, to musimy ciągle żyć w Bogu, aby dusze nasze nie były umarłe, tzn. aby nie były w grzechu, bo gdzie jest grzech, tam jest śmierć, tam nie ma Życia Bożego, a gdzie jest Łaska, tam i godzina śmierci nie jest nikomu straszna, ale tylko przejściem w życie wieczne.

12 XII 1954 r.

Aby nie było śmierci duszy, tzn. aby dusza nie była w grzechu, trzeba stale i ciągle zadawać śmierć naszemu ciału i naszej naturze.

Śmierć to nie jest jakieś widmo z kosą, ani kościotrup, którego się ludzie boją. Każdy ma wielki lęk przed śmiercią, a lęk ten jest często spowodowany przez przywiązanie się do życia doczesnego, a mało zastanowienia się nad życiem wiecznym. Ludzie zwykle przywiązują się do każdej drobnostki, jak dzieci małe do zabawki. Dziecko płacze, gdy mu zabierają zabawkę. Dorośli przywiązują się do drobnostek, nieraz do głupstwa nawet. Jedni przywiązują się do osób i zdaje im się, że gdyby z daną osobą mieli się rozstać, to woleliby raczej umrzeć razem z tą osobą, zginąć, aby tylko się nie rozłączyć.

Inni przywiązują się do rzeczy materialnych. Już nie mówiąc o wielkim bogactwie, które posiadają, bo tym tak trudno będzie przejść do Królestwa Bożego „jak wielbłądowi przez ucho igielne” [Mt 19,24]. Ale będą to rzeczy nawet drobne. Nawet ubogi, który nie ma dachu nad głową ani co jeść – gdyby mu powiedzieli, że ma umrzeć, to wolałby żyć w tej nędzy, aby tylko nie umierać. Inni będą przywiązani do swojej ojczyzny, do swojego mienia, do ziemi, do osób najdroższych, do pieniędzy. Wiele jest wypadków, że nawet pieniądze połykali, aby się z nimi nie rozstać przy śmierci.

Dlatego Bóg pragnąc zbawiać dusze nasze już tu na ziemi daje cierpienia. Cierpienie jest najdroższym skarbem, jaki może człowiek w życiu posiadać.

Ludzie narzekają na cierpienia. Ktoś zachoruje – dajmy na to młody człowiek. Natura jego wzdraga się; on nienawidzi tego cierpienia. Chciałby żyć, używać życia. A tu musi leżeć bezczynnie i cierpieć. I nieraz rozpacza i narzeka na Pana Boga, że Bóg go karze. A nie wie o tym, że Bóg jest Ojcem najlepszym, Ojcem Sprawiedliwym. Bóg przewidział, że ta osoba będąc zdrowa poszłaby na manowce i wpadłaby w największe grzechy. A tu, złożona chorobą jest jakby bezwładną, nic sobie nie może pomóc, zdana na łaskę i niełaskę ludzi i cierpi. Nie wie jak wielkim szczęściem jest właśnie to cierpienie, które jej Bóg dał w danej chwili. Gdyby osoba ta była zdrowa, mogłaby się nawet potępić przez złe życie. Tu złożona cierpieniem oczyszcza się, bo cierpienie uszlachetnia i to właśnie jest ta śmierć jego naturze, jego zmysłom i przez to cierpienie, przez tę śmierć przekształca się jak poczwarka – która zdawałoby się, że nie żyje, a właśnie przez taką śmierć pozorną przeobraża się w pięknego motyla, który jest lotny i lata sobie swobodnie i zachwyca ludzkie oko swoją pięknością.

Tak i cierpienie. Jest to śmierć, która nas przemienia i dusza nasza będą przed tym jakby zamarła, zmartwychwstaje. Więc jeżeli pragniemy umierać sobie, wiedzmy o tym zawsze, że po każdym zadanym ciosie naszej naturze dusza nasza staje się lotna jak ten motyl, może się w wznieść w największe wyżyny świętości i ostatnia chwila dla takiej duszy nie będzie żadnym lękiem, ale radością i dusza ulatując z ciała wzleci, jak ta ognista kula z największą szybkością, rzuci się w objęcia Boga i może sobie powiedzieć: „Przyszłam od Boga i wróciłam do Boga”.

Więc dusze, jeżeli pragniecie wzlecieć z szybkością takiej kuli ognistej w objęcia Boga, umierajcie sobie nie tylko na każdy dzień, ale na każdą chwilę. We wszystkich okolicznościach – czy to – w cierpieniach, czy w radościach, czy w naszej pracy, czy w naszym życiu z bliźnimi, ciągle miejmy na myśli to, aby umierać sobie. Nasza silna wola niech będzie tym narzędziem morderczym, która będzie zabijała w nas to, co jest niedoskonałe.

Najtrudniejszym jest współżycie z bliźnimi – czy to będzie rodzina, czy ktoś dla nas obcy, zawsze największy zysk ma szatan z niezgody ludzkiej. Każdy ma swoje ja i każdy ma swoją rację. Tak mało jest w nas pokory, że nie umiemy przyznać sobie, że wina jest w nas, lecz zdaje się nam, że zawsze winien jest, kto inny.

Mąż nie ma wytłumaczenia dla swojej żony, żona dla męża. Jemu się wydaje, że wszystko dobrze robi, a żonie nie – i odwrotnie. A gdyby tak zastanowiła się jedna osoba i druga i dobrze wglądnęła w podwórko swojej duszy, to zobaczyliby, jakie tam jest śmietnisko błędów i wad. Wtedy nie pilnowaliby cudzego podwórka, tylko staraliby się, aby w podwórku własnej duszy było czysto.

Tak samo rodzice powinni być wyrozumiali dla dzieci, a dzieci powinny też podporządkować się pod rozkazy rodziców. I tu trzeba znowu dawać ciosy swojej naturze, aż się ją zniszczy, zdepcze i dopiero na gruzach naszej miłości własnej, naszego wyniszczenia, dusza może żyć życiem Boga i powtarzać te słowa: „Żyć będę w Panu, bo Pan dał mi życie”.

I w takiej duszy nie ma piekącego lata ani ostrej zimy, tylko trwa ciągła wiosna, bo gdzie Bóg żyje w duszy, tam jest radość, tam nie ma ciemności, tam jest światło, tam są kwiaty i woń dobrych uczynków, które upajają całą Trójcę Świętą mieszkającą w takiej duszy.

Ktoś przeczyta te słowa i pomyśli sobie, że to jest wszystko pięknie powiedziane, ale trudne do praktykowania.

Nie musi taka dusza sobie rozkładać tej pracy na jakiś określony termin. Praca ta zaczyna się z chwilą, gdy się człowiek budzi. Od brzasku dnia niech tylko wzniesie się myślą do Boga i ofiaruje Mu wszystkie swoje cierpienia, pracę, naleciałości i nawet grzechy swoje i tą niemoc, że bez Łaski Bożej nic nie może uczynić, a z Łaską Bożą wszystko. Niech sobie nie wyobraża, że musi zaraz w jednym dniu zostać świętą. Bo walka z naszymi grzechami i wadami to jest powolne konanie, powolna śmierć. Niech się nie zraża, jeżeli w jednym dniu nie uda się jej zadać ciosu swojej naturze. Niech zrobi sobie choć jedno postanowienie, że będzie walkę prowadzić z najgłówniejszą swoją wadą. Niech jej w ciągu dnia,choć kilka tylko zada ciosów, niech choć kilka aktów miłości powtórzy z prośbą o siłę i moc w walce.

Jeżeli tak jej jeden dzień przejdzie, na drugi dzień będzie lepiej, będzie silniejsza do walki, bo Bóg w Swoim Wielkim Miłosierdziu daje tyle pomocy i tyle Łask, taką Skarbnicę Łask! Żeby tylko każdy przychodził i brał. A gdy Bóg zobaczy w duszy choć jakąś iskrę dobrej woli, to przyjdzie jej z taką pomocą, że będzie Sam walczył za nią, gdyż dusza ludzka jest Bogu tak drogocenna, jak drogocenna jest Krew Jego. Więc aby Jego Krew nie była zdeptana, daje jej wszystkie pomoce, daje jej Matkę Swoją Niepokalaną za Matkę, aby Ona opiekowała się duszą, jako najdroższym Swoim dziecięciem, aby się opiekowała tak duszą, jak się Nim opiekowała na ziemi. Daje jej anioła – stróża, który stale przy niej jest. Daje jej natchnienia i broń przed szatanem, przed złym powiewem i zatruciem jego.

Więc żadna dusza w godzinie śmierci nie będzie mogła zarzucić Bogu, że nie przychodził jej z pomocą i łaskami i w godzinie rozstania zrozumie, że Bóg ją strzegł przez całe jej życie i droższą Mu była niż źrenica Oka Jego.

3 IV 1955 r.

Śmierć sama w sobie jest bardzo piękna, ale można by zapytać: „Dlaczego tak każdy boi się śmierci, kiedy ona jest piękna?” Dzień śmierci jest to dzień narodzin na gody, jest to ostatni tryumf duszy, a raczej tryumf Boga, który zwyciężył śmierć przez Swoje Zmartwychwstanie, a dusza za Łaską Jego zwyciężyła również śmierć. I tak jak Chrystus zdeptał szatana przez Swoją śmierć i zmartwychwstanie, tak dusza depcze wszystko, co ziemskie, co ją wiąże ze światem, ze wszystkim i wszystkimi, których kochała i wydobywa się jak motyl z poczwarki, z ciała swego i wzlot jej jest orli. Szybuje jak orzeł wzbijając się w górę, leci z całą potęgą siły jakoby błyskawica – szczęśliwa, że wpada w objęcia Stwórcy Swego, w objęcia Miłości, gdyż stworzona była z miłości i dla Miłości. Bo Bóg mający wszystkie przymioty najwspanialsze, jako Bóg bez początku i bez końca, Bóg Wszechmocny, Wszechwidzący, Wszechwiedzący - z wszystkich tych przymiotów, można powiedzieć ma tylko jeden przymiot, tj. Miłość, która wszystkie inne przymioty w sobie zawiera i łączy. A jak Bóg jest Miłością, a dusza ludzka Jego odbiciem, tak i duszę ludzką można nazwać miłością, bo dusza ludzka jest tak piękna i tak wzniosła i tak szlachetna, jako odbicie Boga, że nawet pomimo jej upadków pozostaje w niej to zaszczepienie, ten zarodek, którzy otrzymała od Boga Miłości.

Bóg nigdy nie uważa na grzechy człowieka. Grzechy Go obrażają – to prawda. Wyrządzają Mu krzywdy, jako największemu Majestatowi i Stwórcy. Grzechy zasłaniają to Oblicze Boga w duszy ludzkiej. Ale nigdy grzechy nie mogą być przeszkodą, abyśmy się stali wielkimi świętymi, i aby Bóg miał nas odrzucić dla grzechów naszych, bo Miłosierdzie Pańskie jest tak wielkie, że przechodzi wszelkie pojęcia ludzkie. Bóg stale czeka, z otwartym Sercem z Gorącą Miłością, aby każdą duszę przygarnąć do Siebie.

Jego najgorętszym pragnieniem jest, aby Jego Miłość stała się miłością naszą, a nasza miłość Miłością Jego. Nigdy nie patrzy na nieprawości nasze ale patrzy na naszą dobrą wolę. Jakby, po ludzku mówiąc, jest taki zaślepiony w nas, że nie widzi naszej ułomności, ale widzi tylko Samego Siebie w duszy naszej, która jest Jego obrazem, mało obrazem – która jest Nim

Jest tu coś podobnego jak w miłości ziemskiej. Jeśli kogoś się kocha prawdziwie, to nie patrzy się na jego złe strony, tylko widzi się w nim to co dobre. Chwyta się jakby iskry dobroci w nim i nie myśli się o tej osobie, że jest zła, ale zawsze powtarza się, że te niedoskonałości, ta złość w nim to nie on. Bo kocha się tylko istotę, tj. przedmiot naszej miłości, tej miłości poniekąd zaślepionej, i stara się nie widzieć nic złego. Broni się go, bo punktem najważniejszym jest miłość, a gdy się kocha nie widzi się nic złego. Przebacza się, bo choćby osobę wszyscy potępili to on nie potępia, bo kocha.

Weźmy tylko miłość macierzyńską. Gdyby matka widziała syna na szubienicy czy za zbrodnie jego ona by go potępiła? Ona nie widzi nic złego. Ona tylko widzi, że to jej syn. Ona widzi w nim dziecię swoje z krwi i kości jej. Stara się uniewinnić go wobec wszelkich zbrodni. Ona ma zawsze do powiedzenia, że on był dobry, bo to jej dziecię, jej syn. Tak samo i Bóg. Nie uważa na nasze grzechy, na nasze zbrodnie, ale zawsze patrzy na to, że to jest Jego stworzenie, Jego dziecię, Jego syn i Swoje Ojcostwo rozpoznaje w nim.

A zresztą, czyż nie powiedziane jest: „Azali nie wiecie, żeście synami Bożymi, a Bóg mieszka w was?” [1 Kor 3,16]

Dusze zbłąkane, dusze, które nosicie piętno grzechu na czole waszym, którym zdaje się, że Bóg odrzucił was dla grzechów waszych, że nie jesteście godnymi zwać się synami Bożymi. Nie lękajcie się! Wierzcie w Miłosierdzie Boga, Ojca waszego, bo Miłosierdzie Pańskie jest większe niż nieprawość wasza. Choćby grzechy wasze były jak karmazyn, nie lękajcie się, ale ufajcie. Bo kto ufa, ten zbawion będzie.

Nie lękajcie się życia, ale pamiętajcie, że ziemia jest padołem płaczu. Trwajcie silnie przy Bogu. Miejcie wiarę i choćby droga waszego życia była zasłana cierniami, to wiedzcie, że Bóg jest Ojcem waszym, że troszczy się więcej o was, niż matka o dziecię swoje.

Nie lękajcie się cierpień, bo cierpienie jest największą łaską, jaką Bóg mógł dać człowiekowi na ziemi. Przez cierpienia dusza się oczyszcza, uszlachetnia. Kto cierpi ten jest najbliższym i najmilszym dziecięciem Syna Bożego. Uważajcie cierpienia, jako największą łaskę po chrzcie świętym.

Nie wyszukujcie sobie sami cierpień, bo nie wiecie czy im podołacie, ale gdy Bóg ześle na was cierpienia pragnijcie je ukochać. Miłość w cierpieniu jest najkrótszą drogą do świętości – do nieba. Zresztą, kto prawdziwie kocha, ten już nie cierpi, bo miłość mu wszystko osładza.

Jeśli się prawdziwie kocha, dla tej ukochanej osoby – istoty znosi się wszystko z miłością, a nawet z radością.

Gdy ukochacie cierpienie dojdziecie do takiej radości i szczęśliwości ducha, że będziecie powtarzać: „rozkoszą dla mnie jest to, że mogę cierpieć”.

Dojdziecie do takiego zjednoczenia z Bogiem i do takiej szczęśliwości, że nie oddalibyście jednej sekundy cierpienia za wszystkie skarby i rozkosze ziemskie. Kochajcie cierpienie, a życie wasze stanie się pieśnią do ostatniej waszej godziny.

Jeśli ukochacie cierpienie, nie będziecie się lękać śmierci. W ostatniej godzinie życia waszego będziecie tylko myśleć o tym, że śmierć nie jest tylko jakimś rozłączeniem, ale przeciwnie, że śmierć to jest złączenie duszy naszej z Miłością Przedwieczną, w której dusza nasza raduje się i weseli, jest szczęśliwa Szczęśliwością Boga. Ta sama myśl, że już nigdy nie rozłączy się z Przedmiotem swojej miłości, ta myśl to będzie jeden zachwyt, to będzie uścisk nigdy Nierozerwalnej Miłości. Wtedy wszystko zniknie, a będzie tylko akord najpiękniejszej muzyki, będzie to pieśń nieprzerwana, będzie to słońce nigdy niegasnące, będzie to zjednoczenie Miłości Przedwiecznej z miłością naszą.


8 V. 1955 r.

Powiecie - takie szczęście i taka radość, a dlaczego każdy boi się śmierci?

Boją się śmierci ci, którzy nigdy nie umierali sobie. Żyli w ciągłej przyziemnej rozkoszy, przywiązani do życia, przywiązani do dóbr materialnych, przywiązani do siebie samych. Nigdy nie umieli zaprzeć się siebie, umrzeć sobie, swojej naturze, swoim skłonnościom. Bóg nie był nigdy Przedmiotem ich miłości. Miłością było ich ciało. Zżyli się z tymi dobrami, zżyli się z doczesnością, z dobrami materialnymi. Ich Bogiem był pieniądz, ciało ich i rozkosze ziemskie. Nie rozumieli tego, że aby dostąpić miłosierdzia i z radością szukać rozstania się z tym światem, trzeba było kochać, cierpieć i być miłosiernym.

Te sprawy były dalekie od nich. Oni uważali ziemię za raj i używanie życia.

Nie wiedzieli o tym, że aby być kochanym, trzeba kochać. Aby dostąpić miłosierdzia trzeba być miłosiernym. Na wszystko mieli pieniądz, na wszystkie dogadzania swojemu ciału. Byli egoistami, ugrzęźli w dobrobycie jak w bagnie.

Nigdy im nie przyszło na myśl, ile jest nędzy na świecie i ile można otrzeć łez przez miłosierdzie, gdyby, choć w jednej części odmówili dogadzania sobie. Takim duszom, jeśli się nie nawrócą i nie staną się miłosiernymi, nie może Pan Jezus powiedzieć w ostatniej ich chwili: „Pójdźcie błogosławieni miłosierni, albowiem miłosierdzia dostąpicie.”

Pewnie, jeżeli wyspowiadają się w ostatniej chwili, nie mogą być potępieni, bo Miłosierdzie Boże jest wielkie. Ale nie może Miłosierny Pan być ich zapłatą i zakryć ich grzechy uczynkami miłosiernymi, bo ich nie mieli.

Jest powiedziane, że "łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogaczowi wejść do Królestwa Niebieskiego" [Mt 19,24].

Więc dla nich godzina śmierci nie będzie radością, ale będzie lękiem. A jednak gdyby byli miłosierni, jakże łatwo i słodko by umierali, bez lęku, bo Słowa Pana Jezusa: „Byłem głodny, nakarmiliście Mnie, byłem chory, odwiedziliście Mnie” [Mt 25,35-36], byłyby jak piękna melodia, kołysząca ich do snu wieczornego. Jeśli kto chce mieć tą radość w chwili skonania, musi mieć miłosierdzie – miłosierne uczynki.

Miłosierne uczynki, to jest moneta najcenniejsza, za którą można sobie kupić wieczność. Gdyby ludzie wiedzieli jak każdy grosz oddany biednemu jest cenny przed Okiem Pańskim, jakżeby byli chciwi kupować sobie za drobną rzecz takie wielkie szczęście jak wieczność. Ale ludzie idą przez życie i nie myślą o tym.

Biedny, chory, ślepy, to dla nich jest jakby niepotrzebną istotą na ziemi. Omija się ich, jak omija się kamienice, ogrody, ulice, aby przejść. Nie pomyśli się o tym, że otarcie łez sierocie lub wdowie, to jest skarb, za który kupuje się Niebo.

Biedne takie dusze. Jak długo będą musiały cierpieć w więzieniu czyśćcowym, aby przez miłosierne uczynki innych i modlitwy mogły być wybawione, gdyż same nic sobie pomóc nie mogą, a poszły z pustymi rękami.

Może ktoś powiedzieć: „Ja sam jestem biedny, mam rodzinę i tyle wydatków i obowiązków.”

Słowa takie może powiedzieć ten, który nie wie o tym, że to go nie usprawiedliwia. Nie potrzeba dawać wielkich rzeczy, jeżeli się nie ma; nich każdy daje tyle ile może. Jeśli jest biedny niech da ten „grosz wdowi”, ale niech da z serca. Dar jego będzie większej wartości, niż tego, który dał wiele z bogactwa swego, bo Pan nie patrzy na ofiarę, ale na serce dającego. Żeby każdy chciał zrozumieć te słowa, nie byłoby nędzy na świecie. Bo ten, który może dać wiele, dałby wiele, a ten, który posiada mniej niechby dał mniej. A wtedy można by ich porównać z pierwszymi chrześcijanami, którzy dawali, co mogli; życie ich było wspólne, pełne radości i pokoju. I wtedy by można o nas powiedzieć jak o pierwszych chrześcijanach – „Patrzcie, jak oni się miłują”.

Zresztą nie potrzeba tu nawet dawać dóbr doczesnych. Jeśli się ich nie posiada, dać jałmużnę modlitwy, dać uśmiech dobroci, dać jakąś pomoc choremu, dać opiekę i dobre słowo, które jest bardzo zasługujące na Niebo i bardzo miłe Bogu. I niech każdy wie o tym, że Bóg jest tak hojny, że za najmniejszą drobnostkę nie stokroć, ale milion-kroć nagradza.

Choćby sama radość, że spełniło się coś dobrego już jest wielką satysfakcją. Większa radość jest dawać niż odbierać.

22 V 1955 r.

Kochać Boga, kochać bliźnich, to jest najpierwsze przykazanie. Ten, kto to zrozumiał, gdy przejdzie przez życie czyniąc dobrze, wypełnił wszystko. Kochał Boga, kochał bliźniego. Jaka miłość taka śmierć. Już św. Jan od Krzyża powiedział: „W ostatni wieczór sądzony będę z miłości.” To znaczy: jak się kochało tu na ziemi bliźnich taki będzie sąd.

Kto kochał i szedł przez życie czyniąc dobrze, ten nie będzie sądzony, bo miłość zakrywa mnóstwo grzechów.

Każdy, kto kocha żyje w radości i nie ma lęku. On wie skąd przyszedł i dokąd dąży.

Przyszedł od Boga-Miłości i wraca do Niego.

Więc dusze, które pragniecie w godzinę śmierci zasnąć w objęciach Miłości Boga, kochajcie! Śmierć nie będzie wam lękiem ani trwogą. Śmierć wasza będzie zaśnięciem na Sercu Boga. Przebudzicie się spoczywając na tym samym Sercu, ale już w wielkiej światłości, w wielkiej miłości, i miłości waszej i radości waszej nie będzie końca.

Wszystkim się zdaje, że śmierć jest straszna, a śmierć nie jest straszna – śmierć jest radością.

Śmierć jest spotkaniem z Największą Miłością. Śmierć jest przyjściem do Domu Ojca i śmierć jest spotkaniem ze wszystkimi, których kochamy. Spotkaniem z Matką Najświętszą, spotkanie ze świętymi, którzy byli naszymi przyjaciółmi i braćmi. Śmierć jest spotkaniem z naszymi najdroższymi, którzy nie umarli ale żyją w wielkiej światłości. Którzy pomagali nam tu na ziemi, pocieszali, a teraz w największym szczęściu będziemy razem radować się w całej Trójcy Świętej i dziękować Bogu za wszystkie łaski, a przede wszystkim za łaskę cierpienia, za łaskę Miłości Boga i bliźnich, za to, że mogliśmy spełniać dobre uczynki i za tą chwilę życia zdobyć tak,wielkie szczęście, jakim jest wieczność.

Niech nikt nie myśli – jak to często się słyszy – „ach tam nic nie ma”.

Tak może mówić tylko ten, który ma umysł ograniczony, bo ma tyle dowodów i znajduje w naszej wierze katolickiej potwierdzenie na każdym kroku wielu cudami prawdziwości istnienia Boga i życia pozagrobowego.

Że tam nie ma nic, mogą tylko mówić ci, którzy przez złe życie zatracili wiarę i nie chce im się ani modlić, ani pracować nad sobą, ani praktykować życia katolickiego, zagłuszają swoje sumienie tymi słowy: „ach tam nic nie ma i nie warto się trudzić i ubiegać o to szczęście wieczne”.

O ślepi i bezrozumni. Jak wielkiej litości są godni. Niech wejdą dobrze we własne sumienie i zwrócą wzrok w stronę Boga, prosząc o łaskę, aby zaćma z ich oczu zniknęła, niech proszą o Światło Ducha Świętego, aby przejrzeli i niech błagają Niepokalaną Dziewicę i Matkę i Królową Nieba i ziemi, aby zachowała ich od tej niewiary, aby w godzinę ich śmierci Bóg mógł ich zastać z lampami gorejącymi wiary i żeby nie musiał Pan i Bóg Wszechmogący wypowiedzieć te straszne słowa: „Biada wam, nie znam was” [Mt 25,12], jak powiedział do pięciu niemądrych panien, które nie miały zapalonych lamp wiary przez gnuśność i lenistwo.

Niech ci, co są w tym śnie i zaślepieni, błagają Boga o światło wiary, bo życie to chwila, to nocleg, który jest nieraz w pięknej gospodzie, a czasem jest w cierpieniu niewygody.

W każdym razie wszystko się kończy i czas ucieka. Wszystko umiera, jedynie miłość nie gaśnie, a Bóg trwa wiecznie.

O błogosławieni ci, którzy te słowa rozumieją i błogosławieni, którzy zasypiają w Panu.

O jakąż radością będzie ich przebudzenie w dniu, gdzie słońce nie zachodzi a gwiazdy nie gasną.

Błogosławiony ten, który rozumie te słowa, a jeśli stoi nad przepaścią niewiary, omotany w błędy obecnych pojęć świata, siedzi jak w sieci pajęczej, nie tylko sam uwikłany w fałszywe pojęcia, ale jeszcze rozrzuca jad i truciznę w dusze młodociane, w dusze niewinne, które chodzą w słońcu Miłości Bożej.

Niech się zatrzymają na swej drodze złej, aby nie usłyszeli w godzinie śmierci tych słów Bożych: „Biada światu dla zgorszenia, bo kto by zgorszył jednego z maluczkich, lepiej by mu było, gdyby mu zawieszono kamień młyński na szyi i wrzucono do głębokości morskich” [Mt 18,6].

O mędrcy tego świata, filozofowie błędnej drogi waszej. Analizujecie wszystko, Boga, wypaczacie umysły drugim, tym maluczkim.

Lepiej analizujcie własną duszę odartą z największej łaski, jaką wam Bóg dał i daje tj. wiary. Zanalizujcie wasze własne błędy i winy i w ślepocie waszej błagajcie o Światło Ducha Świętego, aby wam przyszedł z pomocą i zaświecił wam słońcem światłości i wiary, wysuszył bagna i trzęsawiska duszy waszej, aby dusze wasze stały się ziemią podatną na Łaskę Jego – aby rzucając ziarna w rolę waszych serc, plon Łaski Jego był obfity.

Nie igrajcie z ogniem, nie naigrawajcie się z Boga, nie myślcie, że wszelkie przykazania i przepisy Kościoła wymyślili kapłani, którzy sami są grzesznikami.

Pan Jezus powiedział: „Słuchajcie tego, co wam głoszą, ale według uczynków ich nie czyńcie” [Mt 23,3]. I oni są takimi ludźmi jak my wszyscy. Zresztą przed sądem Bożym nie będziemy odpowiadać za ich uczynki, tylko za swoje własne.

A więc nie kapłani wymyślili przykazania Boże, ale jak już powiedziane, Bóg, który nas stworzył na obraz i podobieństwo Swoje, [i] żąda tego od nas, abyśmy słuchali, a kapłani Jego prowadzą nas w Duchu Jego i w prawdzie.

Dusze, które macie, choć iskrę wiary, nie lekceważcie sobie Boga. Bo Bóg jest Wielce Miłosierny, ale i Sprawiedliwość Jego jest wielka. Daje nam wszystko i złożył życie Swoje w największej męczarni aż do ostatniej kropli Krwi dla zbawienia naszych dusz.

Nie mówcie, że to wszystko, co się w świecie dzieje to tylko natura, nie myślcie, że duszy nie ma. Nie myślcie, że Bóg jest jakąś istotą bezsilną, że gdy grzęźniecie w grzechach waszych potraficie w sobie zagłuszyć wasze sumienie powtarzając te słowa: „to wszystko jest tylko złudzeniem”.

Wierzcie, że jest Bóg, że jest dusza, że jest wieczność, że jest Niebo, że jest czyściec, że jest piekło. Powtarzam wam jeszcze raz, abyście się ocknęli z waszego letargu, bo żyjecie a jesteście umarli.

Dla tych, którzy lekceważą sobie to wszystko, co Bóg objawił i co Kościół podaje do wierzenia, śmierć jest straszna i lęk takiej duszy odartej ze wszystkiego, w godzinę śmierci jest okropny. Nie myślcie, że to wszystko wam nie stanie przed oczyma. Wszystko będzie jeszcze przez wyrzuty sumienia jakby powiększone, a szatan, któremu służycie z taką wiernością, na pewno przyjdzie wam jeszcze z szatańską swoją pomocą, ażeby wam lęk powiększyć i doprowadzić was do rozpaczy. Wy, którzy stoicie nad przepaścią piekła, zwróćcie wzrok wasz w stronę Boga Miłosiernego, patrzcie się w źrenice Miłości Przedwiecznej, która stworzyła was z miłości i dla miłości. Błagajcie Boga Miłości i Miłosierdzia powtarzając te słowa: „O Jezu, przez Twą Bolesną Mękę, przez śmierć Twoją, przez wszystkie Rany Twoje, zmiłuj się nad nami. Daj nam czas do opamiętania. Daj nam łzy pokuty, daj nam żal i skruchę i to mocne postanowienie: kochać Cię, wierzyć w Ciebie i ufać Tobie”.

Jeśli z taką miłością zwrócicie się do Krwi Chrystusowej i Ran Jego, to powiadam wam w imię Krwi Chrystusowej, Męki Jego i Miłości, że Bóg wam na pewno przebaczy, przytuli do Serca Swego, a życie wasze stanie się niebem na ziemi, będziecie żyć w pokoju i będziecie nazywać pieśniami miłości ustawy, tj. przykazania Boże, wszelkie przepisy Kościoła na drodze pielgrzymowania waszego.

Nie będziecie się lękać śmierci, ale będziecie z radością szukać i czekać tych godów weselnych i w godzinę śmierci waszej przyjdzie Pan po sługę Swego, który czuwa na każdy dzień i wielbi Go – z Matką Swoją Niepokalaną, którą kochajcie i wzywajcie często tymi słowy: Matko Niepokalana módl się za nami teraz a przede wszystkim w godzinę śmierci naszej.

Ta Matka Niepokalana będzie wam Orędowniczką, będzie waszą obroną, będzie wam dopomagać w walce waszej i nie dopuści, aby dziecię Jej, odkupione Krwią Syna Jej miało pójść na zatracenie.

Ten Pan – Bóg pełen Miłości i Miłosierdzia przyjdzie po was z całym niebem, z orszakiem wszystkich świętych dusz. Tam zobaczycie wszystkich swoich najukochańszych, gdyż osobowości tam się nie zatraca. Będziemy widzieć wszystkich tak jak na ziemi widzieliśmy się i będziemy się cieszyć jedną wielką radością, kochać wielką miłością i wychwalać Jego Miłość i Miłosierdzie i w radości tej pogrążeni będziemy bez końca.

Umierajmy ciągle w Panu, bo "błogosławieni, którzy w Panu umierają" [Ap 14,13], to znaczy - jak już powiedziano - umierać sobie, umierać naszej złej naturze, zabijać wszystkie nasze grzeszne nałogi, wydać walkę ciału, światu i diabłu na śmierć i życie.

A więc czuwajmy, aby Pan nas zastał gotowych w każdej chwili naszego życia.

„Wojowaniem jest żywot człowieka". Kto nie walczy ten nie jest zwycięzcą.

Walczmy nie opierając się na sobie, ale opierając się na Bogu, który jest Panem posilenia i mocy.

Prosimy Go, aby był Mocą mocy naszej, Światłością światłości naszej, Miłością miłości naszej i Zwycięzcą zwycięstwa naszego.

I tak, gdy będziemy walczyć, Bóg na pewno przyjdzie nam z pomocą, da nam w rękę miecz Swój i sztandar zwycięstwa.

Miecz Swój do walki, tzn. Moc Swoją i sztandar zwycięstwa. Więc chrońmy się w Jego Sercu i w Sercu Niepokalanej Matki Dziewicy, która skruszyła lwa piekielnego.

Jej rolą jest wydobywać dusze z paszczy lwa piekielnego, dusze odkupione Krwią, Męką i śmiercią Jej Syna i odkupione Jej męką i konaniem Jej Serca i wszystkim cierpieniem i wszelką boleścią, którą wycierpiała na ziemi.

2.X.1955 r.

Najlepszym lekarstwem na dobrą śmierć jest miłość. Kto żyje w Bogu – Bóg żyje w nim. Jeśli Bóg żyje w nim, to dusza nie umiera, żyje – a "błogosławieni, którzy umierają w Panu" [Ap 14,13].

Dusza, która kocha i żyje w Bogu, ta umiera sobie, wszystkim swoim namiętnościom, wszystkim swoim miłościom [oddalającym od Boga]. Już tu na ziemi żyje w szczęśliwości wiecznej, bo żyje w Bogu. Śmierć dla niej jest radością, śmierć dla niej jest najściślejszym zjednoczeniem z Przedwieczną Miłością. Umarła światu, a żyje w Panu i żyć będzie wiecznie zatopiona w Przedwiecznej Miłości. Stanie się wieczną tak jak Bóg jest wieczny, bo dusza nie umiera. Dla takiej duszy śmierć jest wielką radością, śmierć jest jakby pocałunkiem Miłości Przedwiecznej. Żyła tu w uścisku miłości nigdy niegasnącej, w tym uścisku i pocałunku miłości zabiera ją Przedwieczna Miłość i staje się jedno wielkie zjednoczenie Stwórcy z Jego stworzeniem, stworzenia ze swoim Stwórcą. I tak dusza może śpiewać w ostatniej swojej chwili wielką i radosną pieśń „Magnificat”: „Wielbi dusza moja Pana, bo rozradował się duch mój w Bogu Zbawicielu moim. Uczynił mi wielkie rzeczy, bo dobry jest” [por. Łk 1,46-49] i może powtarzać z Niepokalaną Dziewicą „I odtąd błogosławioną zwać mnie będą” [Łk 1,48]. Bo "błogosławieni są ci, którzy umierają w Panu" [Ap 14,13].


Komentarz: Przepisano na podstawie dwóch starych maszynopisów, jeden z nich jest odpisem z dn.6.12.1971 r., którego zgodność potwierdziła śp. G.M. W nawiasach kwadratowych dodano przypisy oraz słowa ułatwiające zrozumienie treści.

INNE ORĘDZIA S. MEDARDY (ZOFII WYSKIEL) PRZECZYTASZ TU: http://www.duchprawdy.com/medarda.htm



www.duchprawdy.com