++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

SIEDEM SŁÓW NA KRZYŻU

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Ś L E P Y   B Ó G   M I Ł O S I E R D Z I A

I  JEGO  MAŁE  MIŁOSIERDZIE

OTWARCIE  TESTAMENTU


Siostra Medarda (Zofia Wyskiel) 1893-1973

Orędzia Trójcy Świętej i Matki Bożej (Poznań 1943)



/[Tytuł]... podyktował mi Jezus tłumacząc, że "Małym Miłosierdziem" jestem ja./



Niedziela, 24 stycznia 1943 r.

/W czasie Mszy świętej zaczęłam odmawiać Bolesną Tajemnicę Różańca. Jezus mi przerwał i kazał mówić Część Chwalebną. Gdy doszłam do Tajemnicy Zesłania Ducha Świętego, odmówiłam najpierw hymn do Ducha Świętego. W czasie odmawiania tego hymnu ujrzałam nad sobą białą Gołębicę, a po chwili Jezusa Zmartwychwstałego. Jezus rzekł:/

Daję ci Moje przymioty: Mój rozum, umysł, przenikliwość, wzrok, słuch i język, przez który wypowie się Słowo. Daję ci serce przepojone miłością i miłosierdziem. Daję ci ręce Moje, którymi pełnić będziesz uczynki miłosierdzia. Daję ci nogi Moje i tę łaskę, „abyś o ostry kamień nie obraziła nogi" [Ps 91,12] /nie chodzi tu o obrażenie fizyczne, lecz o niemożność obrażania Mnie grzechem./

Za te grzechy, które popełniłaś, dam ci akt skruchy, a przez ten akt grzechy twoje Mnie [nie] obrażą. Powiększę jeszcze twoją prostotę tak, że grzechy twoje będą jak grzechy dzieci, które nie czynią ich ze złej woli, tylko z naiwności dziecięcej.

Teraz daję te same łaski tym, których ty kochasz i modlisz się za nich i przez nich jesteś kochana. Im więcej ciebie, kto kocha, tym większe otrzyma łaski. Na pierwszym miejscu jest twoja rodzina i najbliżsi sercu.

Niech się nikt nie dziwi, że w tym jest coś nadzwyczajnego. Każdej duszy dawałbym te łaski, gdyby Mnie oddawały serce i dobrą wolę z miłością, bez względu na ich grzechy.

Bardzo to jest bolesne, że tak często dusze przyjmują Mnie w Komunii Świętej jako zwykłego gościa.… Ponieważ mają łaskę poświęcającą, przychodzę do nich w Komunii Świętej, ale z boleścią Serca muszę zaraz odchodzić, bo wiele dusz nie umie Mnie pozostawić w sobie. Muszę z boleścią odejść, smutny jak taki gość, który przychodzi i odchodzi.

Potrzeba Mi dusz ofiarnych, dużo takich jakie miałem w Betanii, aby Mnie umiały ugościć u siebie, abym stale mieszkał w nich, bo jestem Bogiem Miłości i Miłosierdzia, Bogiem rozkochanym w duszach dobrej woli. Dla takich dusz Jestem ślepym Bogiem na ich grzechy...... Niech się nikt nie zraża grzechami, choćby były największe. Grzech Mnie obraża, bo Jestem Bogiem, Stworzycielem, ale najwięcej razi Mnie brak miłości i ufności w Miłosierdzie Moje. Brak ufności w Moje Miłosierdzie większą krzywdę czyni Sercu Memu, niż wszystkie grzechy razem wzięte.

Za grzechy Ja cierpiałem.... Jestem Odkupicielem! Ale ponieważ dałem każdemu wolną wolę, więc chociaż jestem Bogiem tak wielkim i potężnym, Stworzycielem tych istot, muszę żebrać u nich miłosierdzia, być Bogiem Żebrakiem! Ponieważ dałem im wolną wolę, nie mogę ich zmuszać do miłości.

Pragnę”[J 19,28], które mimo strasznej Męki wołałem na Krzyżu, nie było pragnieniem wody, ale dusz. To pragnienie miłości dusz spowodowało, że przyszedłem na świat, by go odkupić, by spocząć we własnym stworzeniu, kochać je i być przez nie kochanym.

Więc jeżeli Mi kto odmawia miłości, ten rani Me Serce strasznie i odnawia Moją Mękę na Krzyżu, tę chwilę, gdy wołałem „pragnę” i gdy zamiast wody podano Mi żółć. Dusze, które nie darzą Mnie Miłością, napawają Mnie żółcią…

Głoś duszom, powiedz im, Pragnę, Pragnę i jeszcze raz Pragnę serc…. A że Jestem ślepym Bogiem na ich grzechy, więc niech się Mnie nie lękają jako Sprawiedliwego Boga, bo nic nie widzę oprócz dobrej woli i miłości.

Gdy widzę dusze dobrej woli, wtedy daję im wszystkie środki, przełamuję wszystkie trudności i nie zważam na to, że Jestem Wszechpotężnym Bogiem, ale zniżam się do nich jak najtroskliwszy Ojciec do Swego dziecka. Przytulam się do nich i nazywam je rozkoszą, umiłowaniem Moim i miłosierdziem Moim i przeistaczam je w Siebie Samego. Wtedy dusza nie żyje sama, ale Ja żyję w niej.

Teraz jesteś już słaba…. Idź, dam ci spokój, resztę później.

/Przez cały czas, gdy Jezus mówił, czułam się bardzo wyczerpana, bliska omdlenia./

25 stycznia 1943 r.

Nie darmo i nie bez przyczyny pozwoliłem w czasie naigrywania i cierniem koronowania zawiązać Sobie oczy. Stałem się jakby ślepym. Męka biczowania była dla Mnie straszna - Ciało Moje poszarpane w strzępy. Wszystkie te straszne boleści cierpiałem szczególnie za grzechy nieczyste i grzechy pychy. Gdy pluto Mi w Twarz, opaska na Moich oczach czyniła Mnie znów Ślepym Bogiem na wszystkie grzechy i wtedy modliłem się i przebaczałem Mojemu stworzeniu, przeto to stałem się Odkupicielem i Tryumfatorem! Tytuł Odkupiciela przynosi Mi wielką chwałę, gdyż mogę zadośćuczynić za wszystkie zniewagi Nasze, to jest Trójcy Świętej.

Więc żadna dusza, choćby obarczona była grzechami całego świata, niech się Mnie nie lęka jako Boga Sprawiedliwego, lecz niech zwraca się do Mnie jako [do] Boga Miłosierdzia, bo wszystkie grzechy [zostaną] jej zmazane, jeżeli położy wielką ufność w Miłosierdziu Moim. Lęk duszy grzesznej, która się Mnie boi, nie przynosi mi żadnej chwały. Przeciwnie, rani Mi Serce tym, że Mi nie ufa i nie wierzy, że Jestem Ojcem! Dusza grzeszna, która z obawy nie przychodzi do Mnie - ubliża Mi. Ujmuje Mi chwały, którą mam w Niebie dodatkową i szczególną jako Odkupiciel. Przeciwnie zaś dusze ufające, miłujące Mnie; chociaż grzeszne, oddają Mi chwałę zasłużoną jako Odkupicielowi.

Idź szukaj, przyprowadź Mi wiele dusz grzesznych, bardzo grzesznych, tych ślepców, którzy nie widzą swych grzechów. Ja im oczy otworzę, pociągnę do Siebie. Niech Mi dadzą tylko tę małą monetę swojej ufności i wiary w Miłość Moją, a stanę się dla nich Miłością i Miłosierdziem!

Teraz wytłumaczę ci, co znaczy Miłość i Miłosierdzie. Miłosierdzie więcej znaczy niż miłość, bo gdy się kocha, ma się pewne zadowolenie w miłości, miłość sama przez się daje wiele rozkoszy i zadowolenia. Może Mnie kto kochać i pielęgnować tę miłość, i to owszem przynosi Mi dużo chwały, ale Miłosierdzie więcej Mi chwały przynosi aniżeli miłość, bo Miłosierdzie daje samego siebie w ofierze.

Gdy się jest miłosierny, nie można nie widzieć ani nie odczuwać czyjegoś cierpienia. Miłosierdzie to jest heroizm dochodzący nie raz do najwyższych granic. Gdy ktoś jest miłosiernym, nie ogląda się na siebie. Nie ma już w nim egoizmu, a przy miłości może być.

Miłosierdzie idzie do najgorszej nędzy, zniża się do wszelkiej zgnilizny moralnej, ma tylko na celu wydostać z przepaści, z niedoli, a nie pragnie uznania. Miłość może dążyć do ideałów, ale Miłosierdzie to jest miłość w czynie. Dlatego lubię i kocham dusze miłosierne, bo one upodabniają się do Mojego Serca i czynią je jakby drugim Ja, czyli samym Sobą.

Tak jak Marii Małgorzacie Alacogue dałem obietnicę rozszerzenia nabożeństwa do Mojego Serca, tak Chcę, abyś i ty głosząc Miłosierdzie Moje, otrzymała następujące obietnice.

Akt: "O Mój Jezu, Miłosierdzia przez Twoją Bolesną Mękę."

Chcę, by Papież za ten akt udzielił odpustu zupełnego. Odmawiać go się zaleca przede wszystkim przy konających.

Przez ten akt otrzymują dusze akt skruchy… Dusza, gdy wyznaje, gdy wymawia go, otrzymuje skruchę przez pokorę. Daję ci przykład: Jeżeli człowiekowi życie odbierają, to on nie woła miłości, ale miłosierdzia! Przez to upokorzenie się pokora takiej duszy i Moja Bolesna Męka zadość uczynią za jej grzechy. Gdy za powyższy akt Papież udzieli odpustu zupełnego, uraduje się wielce Moje Serce, gdyż Moja Bolesna Męka nie pójdzie na marne.

/Dziwiłam się, dlaczego Bóg żąda, ażeby Ojciec Święty akt ten zatwierdził odpustem zupełnym. Usłyszałam na to odpowiedz, że akt ten wypowiedziany ze skruchą może odpuścić grzechy, a odpust zupełny może uwolnić od kary za te grzechy./

I. Duszom największych grzeszników pozostających w rozpaczy, choćby był nad samą przepaścią piekła, gdy będą Mi ufać i powtarzać: "O Mój Jezu, Miłosierdzia, przez Twoją Bolesną Mękę", dam łaskę nawrócenia. Powiedz im, że mimo grzechów swoich, mogą stać się liliami woniejącymi.

/Wizja: Zobaczyłam świętego Alojzego w wielkiej jasności z lilią w ręku. Zrozumiałam, że takimi świętymi mogą stać się wyżej wymienione dusze, wyżej określone dusze./

II. Dusze oziębłe staną się gorliwymi... Rozpłomienię je Moją Miłością.

III. Dusze dążące do wyższej doskonałości wyniosę do najwyższych szczytów kontemplacji i zjednoczenia.

Teraz napisz dla dusz, które ciągle żyją w udręce i głoś, że najwięcej chwały przynoszą Mi i [na] największą miłość zasługują takie dusze, które mimo ciężkich grzechów i licznych upadków nie grzebią w sumieniach, nie dociekają, jak daleko postąpiły i nie żyją w ciągłej obawie: czy zgrzeszyły czy nie, czy dobrze się spowiadają czy nie, choć obarczone ciągle skrupułami, które same sobie stworzyły, jednak ufają Mi i zatapiają wszystko w Moim Miłosierdziu, wierząc Mi i ufając. Te dusze zachwycają Moje serce i stają się Moją radością, bo dają Mi możność stania się w ich duszach Odkupicielem, mogę do nich słodko przemówić... Niech się Mnie nie boją. Jam jest Ślepym Bogiem, Ojcem, a nie groźnym tyranem czyhającym na zgubę Swego małego stworzenia.

Więcej mi chwały przynoszą dusze ufające, aniżeli te ciągle dręczące się tym, że są grzeszne i że niegodne kochać Mnie, ciągle w lęku i strachu, czy Mnie obraziły czy nie. Widzą Mnie jakby rzucającego kary po każdym upadku, jakbym je chciał rzucić w otwarte piekło. Chcą wielbić Mnie jako Boga straszliwego Majestatu, a nie wiedzą o tym, że Jestem samym Miłosierdziem i kocham je tak, że za każdą z nich szedłbym znowu na Bolesną Mękę, aby tylko nie zginęła.

Pragnę dusz, które by Mnie nazywały "Strasznym", ale w "Miłości". Cieszę się, gdy Mi kto powie: "Straszny Bóg" ale w Miłości, bo Miłość i Miłosierdzie Moje jest równoznaczne ze słowem "Bóg"! - to Miłość, a Miłość - to Bóg: Bóg Miłosierdzia, Bóg Miłości. Bóg Troisty, Bóg Ojciec, to Miłość, Bóg Syn - to Miłość, Bóg Duch Święty - to Miłość.

/To jest dotychczas - jak Jezus wyjaśnia - preludium do „Siedmiu słów na Krzyżu”./

25 stycznia 1943 r.

SIEDEM SŁÓW NA KRZYŻU

PIERWSZE SŁOWO:

OJCZE, ODPUŚĆ IM, BO NIE WIEDZĄ, CO CZYNIĄ” [Łk 23,34]

Głoś ciągle duszom, że Jestem Bogiem Miłości i Miłosierdzia.

Siedem Słów Moich wyrzeczonych na Krzyżu - to jest otwarcie testamentu. Świat już długo istnieć nie będzie. Chcę, aby wszyscy wykorzystali Moje Miłosierdzie. Nie chcę świata karać, ale mu przebaczać.

Pierwsze słowo: "Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią", jest słowem wielkiego Miłosierdzia. Chcę odpuszczać, przebaczać, tak jak przebaczałem na Krzyżu.

Zbrodnie i grzechy dla Mnie nie istnieją, tylko dobra wola. Dobra wola - kopalnia Moich świętych. Tych świętych chcę wyciosać jak posągi z najpiękniejszych skał i granitów, sięgające do najwyższych szczytów świętości.

Ciągle bez przerwy w codziennej Mszy świętej Jestem Ofiarnikiem, ofiarując Ojcu Przedwiecznemu Moją Krew, Moją całą Bolesną Mękę mówiąc: "Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!" Ojcze.... Przebaczenia.... Miłosierdzia….

To było moje pierwsze słowo na Krzyżu. Wtedy byłem ślepym Bogiem, bo Krew zalewała Mi oczy, a Moja Bolesna Męka i Serce przepełnione miłością ku ludziom wołało do Ojca Przedwiecznego: "Miłosierdzia". Dookoła Mnie było jakby głucho. Nikt nie zważał na słowa Moje, oprócz kilku dusz wybranych. Te zrozumiały mowę Serca Mego.

I dziś tak samo wołam, aby dusze zrozumiały mowę Serca Mego, nie bały się Mnie, nie lękały, ale przychodziły do Mnie z wielką ufnością, gdyż Jestem Bogiem Przebaczenia. Każda dusza strwożona lękiem Sądu Mojego niech nie ucieka przede Mną, ale przyjdzie do Mnie z wielką Miłością i ufnością... niech Mi choć trochę da dobrej woli i to pragnieniem, abym jej przebaczył. Wymażę wszystko, wykreślę z ksiąg sumienia to, co ją dręczy i jej udręką strwożoną duszę wleję balsam pociechy, balsam przebaczenia przez Moją Bolesną Mękę.

Dusze współczujące, dusze, które przychodzą z współczuciem, z miłością rozważają Moje cierpienia, są Mi bardzo drogie, bo dają Mi tyle radości i pociechy, ile dała Mi ta mała garstka wybranych, co stała pod Krzyżem Moim.

Gdy w strasznych boleściach rozpięty na Krzyżu konałem na Golgocie, gdy wypowiadałem to słowo przebaczenia, jak echo odbiło się ono w Nas Trzech, to jest w Trójcy Świętej. Odbija się ono także dziś w każdej duszy, jeżeli przyjdzie skruszona i błaga Nas o przebaczenie dla Mojej Bolesnej Męki. Wtedy stwarza się w duszy jakby nowy świat. Wszelkie grzechy i naleciałości przepala Miłość Nasza. Zakładamy tam Nasz przybytek, nie zważając na to, że przed tym tam mogła być jaskinia zbójców, ale jeden akt dobrej woli, upokorzenia i miłości niszczy wszystko. I staje tam świątynia Nasza i spełniają się słowa: „Ojciec Mój przyjdzie i mieszkanie u niego uczyni.” [J 14,23]

Gdybyś widziała wtedy piękność tej duszy… Wtedy nie żyje już ona, nie jest już ona, ale przebóstwia się w Nas. Nie ma już jej, ale jesteśmy My Trzej, i duszę taką można już nazwać niebem już tu na ziemi.

Mało kto Mnie docenia w ofierze, w Męce Bolesnej i dlatego dusza lęka się Mnie jako Sędziego, a nie wie o tym, że choćby taka dusza upadła, posiadała sto i setki grzechów i po raz tysięczny przyszła do Mnie, prosząc o przebaczenie dla Mojej Bolesnej Męki, niczym się nie zrażam, bo chcę, aby dusza wykorzystała Moje Miłosierdzie i Miłość Moją, którą pałam do każdej z nich. Pragnę, by Mnie nazywano Ojcem Przebaczenia. Przebaczać - dla Mnie jest rozkoszą i radością, pragnieniem Mego Jestestwa. Gdy widzę dusze garnące się do Mnie jako do Ojca, przebaczam im wszystko, gdyż widzę w nich jakby Samego Siebie. Te dusze czynią Mi największą radość, bo chwałę oddają i cześć Memu Człowieczeństwu jako Odkupicielowi, dają cześć Memu Bóstwu jako Stworzycielowi, małych Moich stworzeń, które upokarzają się przede Mną, ale że dałem im wolną wolę, do której przywiązałem jakby pewien szacunek i uczyniłem ją nienaruszalną, stworzenie może Mnie kochać lub nie. Wtedy takie stworzenie jest chlubą dla Mnie, gdyż oddaje się Mnie, a Ja jemu. Odbieram dar ode Mnie dany.

Stworzenie oddając Mi wolną wolę na ślepo, bez względu na to, co z nim zrobię, czyni [Mnie] dla siebie równocześnie ślepym na jego upadki.

Jeżeli Mi ktoś zaufa i ślepo oddaje Mi siebie, Ja w zamian oddaję mu się ślepo i wszystkie jego sprawy biorę na Siebie.

Dusza, która Mi się oddała bez zastrzeżeń z całą ufnością i miłością, jest tak miłą w oczach Moich, że wszelkie jej starania i wszelkie jej potrzeby są jakoby Moimi, że nie potrzebuje się o nie trwożyć, bo ufność i wiara we Mnie dokona cudów takich, że przejdzie to jej oczekiwanie.

Duszom, którym pokazałem całe Miłosierdzie Moje, będę przebaczać, zapominać ich wszystkie grzechy, choćby były bardzo ciężkie. Takie dusze są wybrankami Moimi do wielkich rzeczy. Są to kamienie węgielne, na których mogę budować największy gmach miłości. Więc wciąż powtarzaj duszom, że Miłosierdziem Jestem i żądam od dusz wiary w Moje Miłosierdzie.

28 stycznia 1943 r.

DRUGIE SŁOWO:

ZAPRAWDĘ, DZIŚ BĘDZIESZ ZE MNĄ W RAJU” [Łk 23,43]

Gdy zstąpiłem na ziemię, doznałem wśród Moich wszystkich cierpień wiele radości - ale takiej radości, jakiej Mi dał Łotr na Krzyżu, i takiej chwały, jaką odebrałem tu od Mojego małego stworzenia nie doznałem. Przewyższyła ona Moją radość i chwałę, jaką odbieram od Aniołów w Niebie. Bo Anioł wielbi Mnie, gdyż musi, a człowiek z wolną wolą nie musi.

Gdy byłem rozpięty na Krzyżu w strasznych męczarniach, słyszałem koło Siebie charczenie i pasowanie się życia ze śmiercią. Wśród tego doszedł Mnie głos: „Panie, pomnij na mnie, gdy przyjdziesz do Królestwa Twego![Łk 23,42]. Radością to było dla Mnie, bo słowa te mało kto przeżywa i [mało] kto się nad nimi zastanawia. Ale rozbieraj te słowa co Ja ci podyktuję:

Panie, pomnij na mnie” to znaczy, miej litość nade mną – miej Miłosierdzie nade mną. Nie widzi u Mnie ani tronu, ani chwały, a mówi: „Panie, pomnij na mnie, gdy przyjdziesz do Królestwa Twego”. On pierwszy nazwał Mnie Bogiem Miłosierdzia, uznał Mnie Królem Wszechmocnym. A przecież nie widział nic z tego u Mnie, gdyż tron Mój Królewski taki sam jak zbrodniarza... Wierzy we Mnie żem Bóg, wierzy, że posiadam Królestwo, ale nie na tej ziemi. Wyznaje Moją niewinność i wie, że mu przebaczę wszystko bez względu na jego zbrodnie i straszne grzechy.

Błagam cię, idź szukaj takich dusz zbrodniczych: łotrów stojących nad przepaścią piekła. Niech Mi dadzą tych kilka słów, tak jak ten Łotr.

29 stycznia 1943 r.

Panie, pomnij na mnie” - to znaczy „Miej miłosierdzie i litość”. Przebaczę im wszystko. Zapomnę im wszystko. Zgładzę im grzechy choćby najstraszniejsze i powiem im: „Dziś ze Mną będziesz w raju”, w raju Mojej miłości, w raju Mojego przebaczenia, w Królestwie Nas Trzech, to jest w łasce poświęcającej, bo spalę ich grzechy w Mojej Miłości, a zadość uczynieniem - to Moja Męka na Krzyżu.

W duszach w tych przybytkach Moich, przechadzać się będę jak w ogrodzie najpiękniejszych kwiatów i znajdę w nich spoczynek i orzeźwienie. Kwiaty te zasiane Krwią Moją i Moimi cierpieniami będą Mi wonią, a Ja napojony tym zapachem przelewać będę w takie dusze łaski nieocenione.

Z tych ogrodów zbierać będę najpiękniejsze czyny działania Mego i dam im taką moc i siłę i łaskę Ducha Świętego, że przejdą przez życie ze sztandarem w ręku Mego zwycięstwa nad ich grzechami. Będą nieulęknione, a moc Moja stanie się ich mocą - i pójdą w bój i walczyć będą o inne dusze. Dam im ducha pociągania przez Moje słowo drugich dusz, zatkwię sztandar na krańcach ziemi, bo staną się współodkupicielami Mej Męki przez Moją Krew za nich wylaną. Podepczę szatański sztandar pychy, a karmić będę dusze słowem Moim, wlewać w nie pociechę, będą apostołami Mego Miłosierdzia.

Stworzę całe legiony orędowników i obrońców Mojej wiary. Miej ufność w dusze słabe, nędzne, pełne grzechu takie, jakie one były, że same będą rozgłaszać jak te dzwony kościelne miłość Moją i Miłosierdzie Moje, dusze wzniosą się do najwyższych wzgórz świętości. A to wszystko zrodzi w nich Miłosierdzie Moje i Bolesna Męka Moja. Na gruzach grzechu i wszelkiego zła, zatryumfuję w nich i będę mógł powtarzać przez te dusze: "Jam jest Droga, Prawda i Żywot, kto chodzi ze Mną, nie chodzi w ciemności".[J 14,6 i 8,12]

W duszach tych będzie Moja rozkosz i Mój raj, tak jak to powiedziałem Łotrowi: "Dziś będziesz ze Mną w Raju"! Ja będę przez łaskę żył w raju ich serc jak w najpiękniejszym ogrodzie, a one zostaną w raju Mego Serca.

Obdarzę dusze szczęściem bez granic i pokojem. Niebo już tu na ziemi mieć będą, jeżeli współdziałać będą z łaską Moją. Dusze te w domu Ojca Mego umieszczę jak najbliżej Siebie, na tronach opustoszałych przez złych aniołów, gdzie wiele jest tych miejsc niezapełnionych po strąceniu tych duchów do piekła.

Hufiec ten, tu na ziemi, legion Mój, przechodząc przez życie przejdzie ze sztandarem zwycięstwa, bo dam mu szczególną łaskę zwycięstwa grzechów w sobie i drugich, a tak oczyszczeni Krwią Moją, wzmocnieni Moim Chlebem Żywota, przyjdą do Mnie śpiewać pieśń chwały i Mojego tryumfu przez Moje wielkie Miłosierdzie i Moją Bolesną Mękę. Wciąż wołam do ciebie: Głoś duszom Miłosierdzie Moje. Wołaj do nich jak do głuchych, niech się Mnie nie boją, nie lękają jako Sprawiedliwości, bo Sprawiedliwość Moją przemieniłem w najpiękniejszy kwiat Miłosierdzia, a dusze takie, które mają dobrą wolę, chcą przyjść do Mnie, są przeze Mnie najwięcej ukochane.

Grzech Mnie obraża, to jest grzechem się brzydzę, ale nigdy nie brzydzę się stworzeniem Moim, gdy przychodzi upokorzone, gdy uznaje, że nic Mi dać nie może oprócz nędzy i grzechów swoich.

31 stycznia 1943 r.

Moimi cierpieniami i zasługami zmywam wszystko, przebaczam wszystko i ciągle wołam: "Zaprawdę mówię wam, dziś będziecie ze Mną w Raju".

Dobry Łotr nic Mi nie dał: żadnych dobrych uczynków, żadnych on nie miał. Nic nie miał. Całe życie jego było jedną obrazą Moją, ale uznał Mnie Bogiem, Bogiem Miłosierdzia, Bogiem Przebaczenia. Dlatego doznał tak wielkiej łaski, że razem ze Mną, zaraz po skonaniu, był w Królestwie Moim u Ojca Mego. Łotr nie miał nic: miał tylko trochę dobrej woli i uwierzył, żem Jest Bogiem, chociaż wisiałem na Krzyżu, a to był Mój tron hańby - a nie tron królewskiej chwały - Łotr nie miał nic – a miał wszystko.

Dusze, które uniżają się i wierzą we Mnie, ufają Mi – kradną Moje łaski. One, choćby bardzo grzeszne, stają się Moimi Tronami, gdzie Ja zasiadam jako Król w Królestwie Moim. Tam jakby na pustych tronach pozostałych po złych aniołach, zakładam już tu na ziemi Królestwo Moje i wznoszę dusze do najwyższych szczytów świętości i zrozumienia Nas Trzech. Daję im łaskę nadzwyczajnych czynów, głównie tę łaskę, że żyję w nich, a one we Mnie i mieszkam z nimi „poprzez wszystkie dni, do skończenia świata”[Mt 28,20] tzn., że one przez łaskę szczególną wlaną w nie, promieniują duszą w duszę. Życie takiej duszy to jest jak stworzenie nowego świata. Przeze Mnie stwarzam je. A one stwarzają dalej to Nowe życie, które rodzą się niby kwiaty zroszone Krwią Moją na niwie Mojego Miłosierdzia.

Duszom, które ciągle żyją w udręce, powiedz tak: tyle chcę od nich, co od Łotra. On Mi dał grzechy swoje i [nie] oglądał się, czy Ja byłem obrażony czy zasmucony. On mi dał grzechy swoje – Ja mu dałem Swoje Miłosierdzie. Zrobiliśmy jakby zamianę. On Mi dał grzechy swoje z całym uznaniem, że jest nędzą, a Ja mu dałem w zamian Moje Miłosierdzie.

Nie roztrząsałem tych grzechów. Nie powiedziałem ani słowa, ani nawet tego: „Dobrze, Ja ci przebaczam, ale za grzechy swoje będziesz musiał pokutować, będziesz pozbawiony Mojego widoku, poślę cię na czyśćcowe cierpienia, abyś się oczyścił, abyś przyszedł wybielony, oczyszczony. Nie – Ja mu nic nie mówiłem. Przebaczyłem po królewsku: Ja Król z tronu hańby i poniżenia, ale Król Potężny. Król Wszechmocny, Król i Ojciec wasz zarazem.

On mi powiedział: „Panie, pomnij na mnie.” to znaczy: „Przebacz mi”, a Ja stałem się ślepym Bogiem na jego grzechy i powiedziałem: „Przebaczam, nic nie widzę, ślepy jestem boś ty się zniżył, a Ja za to cię wywyższę”. Zapomniałem wszystko. Nic nie rozbierałem, czy jest godzien tego, czy nie. Nic nie miał, za co bym mu przebaczył, miał tylko nędzę i pokorę. Za tę monetę przekupił Mnie, a wraz ze Mną całą szczęśliwość wieczną.

Dusze takie, posiadające żal łotrowy, wiarę Łotra i ufność we Mnie, nie oglądają się na siebie, tylko na to, że jestem Wszechmocnym, że jak mogę w jednej chwili świat, który stworzyłem, zniszczyć i na nowo stworzyć, tak też mogę zniszczyć wszelki grzech, a dusze leżące w błocie uczynić krystaliczne, bielsze nad śnieg, jaśniejsze nad słońce.

Dusze, czemu się mnie boicie? Ja Bóg, Ojciec wasz, muszę się skarżyć na was, że nie uznajecie dobroci Serca Mego, nie odczuwacie, że Jestem samym Miłosierdziem.

Dusze, które nie rozumieją Mego Miłosierdzia, Mojej Miłości, Mojej Dobroci, przeszywają Moje Serce jakby ostrzem miecza, jakby włócznią i czuję wtedy ból…

Pragnę, by dobroć Moją wszyscy zrozumieli i wielki, i mały, i stojący na wyższym stopniu świętości. Dusze maleńkie, spragnione Mnie Samego a usychające, jakby wsunięte w ślimaczą skorupę, wyszłyby na światło, gdyby chciały Mnie poznać jako Ojca pełnego dobroci.

Powiedz to wszystkim duszom, że nie chcę dusz wielkich o wysokich rozumach, zatopionych ciągle w księgach i szukających Mnie rozumem, a nie sercem. Ja pragnę serc, które rzucają się samorzutnie w orlim locie do Mojego Serca. Chociażby były grzeszne, gdy przyjdą ze strzępami serc swoich, ale w pełni ufności, wierząc w Moją Miłość, to są: Moje najdroższe klejnoty… to jest Moja Krew nieoceniona, żyjąca w nich, pulsująca w arteriach Moich i ich.

Dusze takie – to potęga nad piekłem, to niszczyciele samych szatanów, bo one będąc kiedyś same narzędziem grzechu, dziś stają się roznosicielami Mojej Krwi i przelewają Ją w inne dusze, żyją na ziemi, jakby Moim Odkupieniem zdobytym na Drzewie Mojej strasznej Męki, są odbiciem Mnie samego, bo Męka Moja dokonała tego, że grzech w nich został zniszczony, a tryumf Mego Odkupienia zawiał nad nimi, że Krew Moja nie zginęła i nie poszła na marne.

/Wizja: Zjawia się Dobry Łotr i żali się, że nikt do niego się nie modli i nikt go nie czci. Mówi: „Mam tron blisko Jezusa, ponieważ na tronie hańby odpokutowałem za grzechy moje... Dziękuję ci za to, że o mnie piszesz…” Dobry łotr wiele może wyprosić w intencjach nawrócenia grzeszników./

1 lutego 1943 r.

Prowadź Mnie za rękę jako ślepego Boga, zaprowadź Mnie do jaskini tych łotrów najgorszego upadku. Wsparty na twoim ramieniu chcę iść do nich.

Ale czy wiesz, co to znaczy: „Wsparty na twoim ramieniu i prowadzony przez ciebie?”[por. Pnp 8,5-6] - Ja jako ślepy idę z tobą razem, to jest dając ci wielkie cierpienia, idę z twoimi cierpieniami. Ja już na ziemi cierpieć nie mogę, więc idę z twoimi. Ty dajesz cierpienie, a Ja daję zasługę Swojej Męki. Ty dajesz swoją bolesną mękę. Ja daję zasługi tejże. Staję się ślepym na grzechy ludzkie, nie widzę ich, bo ty dajesz Mi twoje cierpienie, stajesz się Mną, ze Mną współodkupicielką. Więc przez Moje Miłosierdzie i twoje cierpienie wskrzeszamy dusze i czynimy je światłem, ze zmarłych żywe. Ja przelawszy Moją Krew na Krzyżu daję im łaskę nawrócenia, a ty dokonujesz reszty przez swoje cierpienie.

Pragnę bardzo, pragnę bardzo dusz ofiarujących, ofiarujących się na ofiary Mojej miłości. Przez takie dusze jestem kochany, jestem uwielbiany. Żyją one pośrodku Serca Mego, jako w ożywczym ogrodzie. Ja zdroje swych łask przeobfitych przelewam w ich dusze, a one jako ofiary zadośćuczynienia Mojej znieważonej Miłości są równocześnie zadośćuczynieniem za grzechy ludzkości.

Wybierz Mi całe hufce takich dusz. Głoś, że Miłość jest znieważona, Miłość jest niezrozumiana, Miłość jest nieoceniona. Palę się jakby w ogniu Miłości, a mało kto przychodzi, by brał płomienie tej Miłości i jakby z pochodnią w ręku szedł przez życie zapalając inne dusze.

Dusze wszystko kochają, na wszystko mają czas, o wszystkim myślą. Tylko najmniej o Mnie… Gdy znajdę duszę, która pragnie Mojej miłości, wtedy zapominam, że jestem Wszechmocnym Bogiem Sprawiedliwym, ale zniżam się do tych dusz, jako najlepszy Ojciec, Przyjaciel i Oblubieniec. Czynię w tych duszach tak szybkie przemiany, że Ja staję się małym, a one potężne. Staję się jak dziecię, które pozwala z sobą robić co tylko chcą i szczęśliwe jest, że jest kochane i pieszczone.

Powiedz duszom ofiarnym, że nigdy nie zrozumieją tego, jaką radość sprawiają Sercu Memu, gdy z miłości dla Mojej Miłości pomagają Mi zbawiać dusze. Gdy znajdę takie serce, wlewam w nie ogień pożerający ich własne grzechy, a przeto one przez całkowite oddanie się Mnie, stają się narzędziem stworzenia nowego świata, to jest, że wszystko co było zamarłe, one ożywczą rosą łaski Mojej pobudzą do życia. Dokonują dzieł, których świat nie może widzieć, ale Ja patrzę i widzę. Każdy wysiłek takiej duszy zbieram jak najdroższe klejnoty, by z ciernistej drogi ich życia zbierać te skarby dla nich na żywot wieczny. Tam będą one świecić jak gwiazdy, bo tu prowadziły Mnie jako ślepego, prowadziły Mnie swoją bolesną męką.

Powiedz duszom, dlaczego się Mnie boją? Dlaczego Mnie nie ufają? Ja im nigdy nie dam tyle cierpienia, iżby go znieść nie mogły. Byle Mi oddały na ofiarę miłość – Ja reszty dokonam w nich i przez nich. Dam im Raj rozkoszy, Serce Moje, już tu na ziemi, a potem gdy przyjdą do Mnie z tymi „dobrymi łotrami”, Sam odbiję się w nich – a one we Mnie i żyć będą w Nas Trzech poprzez wszystkie wieki.

/Gdy Jezus mówił, otwierając Swój Testament, cierpiałam w niepojęty sposób duchowo i fizycznie. Ściśnięta cierpieniem, nie miałam sił słów tych wymawiać, jakbym była bliska zemdlenia. Powtarzam: „Już nie mogę dalej…” Błagam o modlitwę, lecz cierpię bez ulgi. Jezus tłumaczy: „Ja mówię z Krzyża, ty piszesz z Krzyża… dlatego tak cierpisz.” Po nieszporach broniłam się przed dalszym pisaniem to znaczy mówieniem /pisała siostra Irena/. Czułam się niezmiernie wyczerpana, cierpiałam niewymownie. W tem pojawił się św. Franciszek Salezy, Biskup Genewski /wizja/ i prosił bym pisała dalej: „Pisz o Maryi, Niepokalanej Matce Miłosierdzia”. Ponieważ to było święto Matki Najświętszej, zachęcona prośbą św. Salezego, prosiłam Boga o pomoc, a siostrę Irenę o modlitwę i dla miłości Matki Najświętszej postanowiłam się skupić i pisać dalej. Nadmieniam, że zawsze [z] wielką niechęcią poddaję się tym wizjom i objawieniom. Czynię to z wstrętem, bo to mnie bardzo wyczerpuje i męczy. Dla zachęty własnej ożywiam tę pracę intencją i na tym wstręcie wśród nowych cierpień mówię dalej./

2 lutego 1943r.

TRZECIE SŁOWO:

NIEWIASTO, OTO SYN TWÓJ” [J 19,26]

SYNU - OTO MATKA TWOJA” [J 19.27]

Patrz teraz, jak spoza zakrwawionych łez Moich, rozdartym sercem Moim w strasznej katuszy i męczarni z tronu Krzyża Mego spojrzałem w bolesne źrenice Mojej Najdroższej Matki. Wszystkie męczarnie Moje z całej męki Mojego Krzyża i konania nie były Mi tak straszne, jak rozstanie się z Moją Matką pod Krzyżem. Byłem Bogiem ale i człowiekiem zarazem.

Jako Bóg w doskonałościach Swoich, wysubtelniony byłem w najdelikatniejszych uczuciach. Bóstwo Moje zjednoczone z ciałem - to było jedno. Miałem Serce tak kochające i szukające miłości, jakiego dotąd nikt nie miał i mieć nie będzie, gdyż byłem w pełnym zjednoczeniu Nas Trzech, w całej potędze Miłości Naszej. Ojciec kocha Mnie - a Ja Ojca, Duch Święty kocha Mnie i Ojca - i na odwrót.

Dla tych, którzy chcą zrozumieć, co to jest Trójca Święta: Trójca Święta jest to zlanie się Miłości w Miłość. Zjednoczenie Nasze jest tak głębokie, że [za] mało jest wieczności, aby zrozumieć Miłość jednoczącą Nas razem. Po tej Miłości, która Nas jednoczy z Sobą, nie kochałem żadnego stworzenia tak głęboko, jak Moją Matkę. Była Ona stworzeniem Moim, ale zarazem jakby Bogiem… bo kochając, wcielając się w Nią, stała się przez łaskę, Bóstwem Naszym. Ja Jestem Człowiekiem z Jej Krwi i kości. Ona jest Bogiem przeistoczonym przez Moje Bóstwo.

Niech się nikt nie dziwi słowom, które do ciebie przemówiłem. Aby nie myślano, że ty to mówisz, wytłumaczę to bliżej tak, jak jest: popatrz na drzewo, ma korzeń, liście, owoce… ale gdyby nie miało soku, nie rosłoby. Tak samo i tu: Ja dałem życie Maryi, bo Ją stworzyłem. Ona dała Mi życie, bo mnie zrodziła. Życie Nas Dwojga to jest jedno życie.

Mieszkam w Hostii z Ciałem i Krwią. Jestem tam Ja, ale jest tam i Maryja, bo Ona Mi dała to życie – Ciało i Krew. Więc każdy, kto przyjmuje Mnie w Komunii Świętej, przyjmuje zarazem i Moją Matkę. Żyjemy razem. Życie Nasze jest jednym życiem. Ja cierpiałem i byłem Odkupicielem. Matka Moja cierpiała i jest Moją Współodkupicielką. Wszystkie przywileje Mej Męki, Mego całego życia, wcieliłem w Maryję, wszystkie Moje przymioty są Jej przymiotami. I tak Ja Jestem Bogiem Miłosierdzia, Ona jest Matką Miłosierdzia.

Jestem Bogiem Pocieszenia. Mało kto nazywa Mnie Bogiem Pocieszenia, a pragnę, aby tak Mnie nazywano… Gdy Mnie tak kto nazywa, spieszę do niego z całą pociechą.

Gdy przyszedłem na świat, aby czynić dobrze na ziemi, największą radością było dla Mego Serca Człowieczego, gdy mogłem pocieszać, uzdrawiać, zmarłym życie przywracać, grzesznikom przebaczać. Radość drugich była Moją radością. A teraz często wołam w Tabernakulum: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście, a Ja was pocieszę”[Mt 11,28].

/Wizja: Zjawia się św. Teresa od Dzieciątka Jezus, ubrana w biały płaszcz i welon z wieńcem róż na głowie, z licznym orszakiem dziewic i powiada tak: „Idziemy do czyśćca, wybieramy i wprowadzamy na gody weselne dusze, które pociechę i radość drugim dawały”./

Nie mówię: „Przyjdźcie do Mnie dusze piękne, dusze, które Mnie nie obraziły, dusze świetlane Moją łaską...”, ale wołam: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy grzesznicy, biedni, smutni, obarczeni grzechami ciężkimi, dusze lękliwe, żyjące w rozterce, dusze stojące choćby nad samą przepaścią piekła, dusze, które nigdy nie są zadowolone z siebie, którym życie staje się męczarnią, złamane serca, zdeptane przez świat, przyjdźcie do Mnie wszyscy...” Wołam: „Strzępy waszych dusz Ja przyjmę: uleczę co grzeszne, przebaczę, zapomnę o wszystkim, chcę być waszą radością i waszym pocieszeniem."

Wołaj razem ze Mną na cały świat. Gdy nie możesz słowem, to przyciągaj Mi ich modlitwą. Modlitwa - to magnes przyciągający do Mnie wszystko. Dusza, gdy się modli, jest nieraz większym narzędziem Mojej łaski, niż gdyby wołała słowami lub czynem. W czynie lub w słowie jest nieraz przymieszka siebie samego. A w modlitwie Jestem Ja żyjący w duszy – a dusza we Mnie. Gdy dusza się modli, sama się oczyszcza i oczyszcza drugich, gdyż uprasza u Mnie łaski nawrócenia. Duszom słabym daję przez modlitwę wzlot, duszom dążącym do doskonałości otwieram tajemnicę Mojego Serca i Nas Trzech.

4 lutego 1943 r.

Teraz będę mówić przez ciebie o wielkim Miłosierdziu Mojej Matki. Gdy Ja mówię, to i Moja Matka mówi [,gdy Ona mówi,] i to mówię i Ja. Serce Moje to Jej Serce, Jej Serce to Moje Serce. Otóż z tych dwóch Serc będę wypowiadał Miłosierdzie Moje i Miłosierdzie Mojej Matki.

"Niewiasto, oto Syn Twój, Synu - oto Matka twoja. To było wszystko najdroższe, co mogłem światu zostawić - w Testamencie Mojej Miłości.

Tam z Krzyża, gdy patrzałem w Jej Niepokalane źrenice, widziałem Jej zbolałą duszę i Serce przebite - za mało mówię – przebite siedmioma mieczami, Serce przeczyste, z którego wytryskały wszystkie zdroje miłości. Całą Moją Bolesną Mękę, którą Ja cierpiałem fizycznie, Ona cierpiała w Sercu...

Gdy Ją oddałem w opiekę Mojego ukochanego ucznia, był to dla Niej tak straszny grot, że gdyby nie łaska Moja i to, że Jan był przedstawicielem całej ludzkości, którą mieliśmy we Dwoje z Matką odkupić, nie przeżyłaby tego. Konanie Nam było jednakowe. Serce Swoje na wpół obumarłe ofiarowała razem z Moją Bolesną Męką Ojcu Przedwiecznemu jako zadośćuczynienie za grzechy całego świata. Wtedy Miłosierdzie Moje przelałem w Jej Serce tak, że błagaliśmy Ojca Przedwiecznego dla Krwi Mojej i Jej Serca przeszytego bólem: „Miłosierdzia, Ojcze, Miłosierdzia.

Więc pragnę, chcę, aby Matkę Moją tak nazywano, bo dla Niej największą radością jest, gdy może pośredniczyć pomiędzy Mną a grzeszną ludzkością, by wyrwać dusze Memu wrogowi. Każda dusza, która przychodzi do Mnie błagać o przebaczenie, jest przeważnie narzędziem Mojej Matki, Matki Miłosierdzia. Ja daję łaskę, a Ona ją wlewa w te dusze, pielęgnuje je jak własne dzieci, bo widzi w każdej duszy Mnie Samego.

Gdy dusza nie przychodzi do Mnie, sprawia Jej wielki smutek, bo każda dusza, która się tuli pod Jej płaszcz i żebrze u Niej miłosierdzia, staje się dla Mnie tysiąckroć droższa niż ta, która nie szuka Mojej Matki.

Jeśli dusze się Mnie boją, niech idą do Mojej Matki, choćby były czarne, oddane Memu wrogowi, ślepe na łaskę Moją, żyjąc w grzechu całe lata. Dusze, które grzeszą i proszą o przebaczenie, lecz znowu upadają chwiejne, nie mające silnej woli, dusze, które straciły wiarę w swoją poprawę, dusze, którym się zdaje, że nie idą naprzód, że się wciąż cofają, dusze złamane, jakby zwiędłe kwiaty, które nie mają rosy ożywczej ani słońca jasnego, by się podniosły ku wyżynom, gdy wspomną sobie, że Jestem Bogiem Sprawiedliwym, że żądać będę rachunku i mało Mi ufają, nie wierzą w Moje Miłosierdzie, niech idą do Mojej Matki Miłosierdzia. Ona ukaże im Serce Swoje przeszyte Mieczami Boleści [Łk 2,35]. Ona im powie: „Patrzcie, te miecze nie są za Me grzechy, bo Syn Mój uczynił Mnie Niepokalaną, ale za grzechy wasze. Jeżeli Serce Moje was nie wzruszy? W tym Sercu jest cała Męka Mojego Syna i Moja. W tym Sercu jest przebaczenie. Chodźcie do Mnie, wyczerpnijcie z Mego Serca wszystko, ulżyjcie Moim cierpieniom. Ja cierpię razem z wami... Ja widzę najskrytsze łzy wasze... Ja widzę ból wasz, choć nikt go nie zna, Ja go znam. Przez Bolesną Mękę Mego Syna i Niepokalanego Serca Mego, przez Jego Krew, Ja przebłagam Majestat Ojca Przedwiecznego, wyjednam wam pojednanie, wyjednam wam wszystkie łaski potrzebne do świętości waszej, wydobędę lilie z najokropniejszej nędzy moralnej, stworzę najukochańsze córki Moje, nowe Magdaleny..."

/Dalej mówi Matka Boska./

Dusze, które leżały w błocie, jeżeli zwrócą się do Mnie, jako [do] Matki Miłosierdzia, uczynię czyste jak kryształ. W przezrocza, w ich sercu pielęgnować będzie łaska Mojego Syna. Nie tylko same będą pięknością łaski poświęcającej, ale promieniować będą, idąc przez życie świecić będą i światła udzielać będą innym duszom.

11 lutego 1943 r.

Magdalena, to dziecko strasznego zła i zgnilizny, a jednocześnie dusza najpiękniejsza, lilia woniejąca jak kwiat narodu tak, że zapachem swoim napełniła cały świat i napełniać go będzie do końca jego istnienia i w Niebie poprzez wszystkie wieki, jest Moją i Mego syna najukochańszą córką. Grzechy jej były ciężkie i obrzydliwe w oczach Boga, ale miłość była jeszcze większa. Spaliła wszystko tak, że nie pozostało nic tylko popioły jej skruchy i upokorzenia. Na tych zgliszczach i na tych upokorzeniach Mój Syn i Ja stworzyliśmy tak wielki przybytek świętości, że rozkoszą Naszą było przebywać w jej sercu. Jej serce a Nasze to było jedno.

Magdalena w grzechach i po grzechach swoich miała to dobre, że nie była wpatrzona w swe występki ale w Nas. Ona nigdy nie oglądała się ile miała grzechów, nie liczyła swoich cnót. Ona kochała. Kochając, obmywała się w miłości, mając miłość upiększała się. Występki, grzech znikały za każdym aktem miłości. Mając miłość promieniała w Nas już tu na ziemi.

Po świętym Janie, a nawet na równi z nim, gdzie on był jednym kwiatem zapachu, woni bez skazy, ona przez skruchę odzyskała tę woń. Była tak ukochaną, że nic nie przeszkadzały jej grzechy, które popełniła, bo gorące jej serce wyrównało to, co św. Jan otrzymał darmo dane, ona zaś przez żal i miłość.

Do Betanii spieszyliśmy zawsze na spoczynek fizyczny, ale mając ją koło siebie z jej miłością odpoczywaliśmy przy niej. Bo gdzie jest dusza piękna i kochająca tam jest Nasz odpoczynek. Więc idź, szukaj Mi takich dusz, takich Magdalen: Ja złączona z Synem Moim w całej Trójcy Świętej pragniemy takich dusz. Wołaj ze Mną: dusze choćbyście były skalane grzechami nie tylko własnymi, ale całego świata, wierzcie w Krew Mojego Syna, Mękę i Miłosierdzie Moje, jako Matki. Wyrzucę z was nie siedmiu, ale siedemdziesięciu szatanów, którzy was dręczą i tam gdzie królował wasz wróg i Mój, zasiądziemy na tronie waszych serc, królować będziemy w was.

Przez was kochać będziemy i przez was promieniować będziemy. Świętość Nasza - to świętość wasza, bo kto kocha to święty jest. Ani grzech, ani całe piekło szatana nie zmoże duszy, jeżeli tylko kocha i upokarza się.

Dużo dusz doszłoby w bardzo szybkim czasie do świętości, gdyby nie ich miłość własna i ciągłe wpatrywanie się w siebie: czy są brzydkie, czy piękne. Takie dusze, które ciągle myślą o sobie, o tym jak daleko doszły i czy dojdą na wyżyny, marnują czas. Niech nie spoglądają w siebie, ale w Nas. Bo patrząc w siebie, zawsze będą brzydkie, własną brzydotą będą się zniechęcać i bezradnie staną w pośród drogi. Zdawać im się będzie, że góra świętości bardzo wysoka, a one za słabe, by mogły wejść na wyżyny…

W takiej bezradności, w takim zniechęceniu, złamane i jakby skrzydła mając podcięte do lotu, niech przyjdą do Mnie jako do Matki Miłosierdzia. Bo tam pod Krzyżem, gdy wpatrywałam się w Oblicze Syna Mego krwią zalane, konanie Jego było Moim konaniem. Tam stałam się Matką Miłosierdzia. Tam już był grzech zdeptany, Odkupienie tych dusz, które przyjdą do Mnie, wołąjąc: "Matko, ratuj, bo giniemy". Ja te dusze jako Matka tam zrodziłam w najstraszniejszych boleściach. Dlatego Kościół słusznie nazywa Mnie Matką Boleści.

Ta nazwa jest dla Mnie jakby balsamem, ale jeszcze więcej pragnę, by Mnie nazywano Matką Miłosierdzia. Niech się dusze nie lękają, ale niech się rzucą w Moje Miłosierne Serce przebite mieczem dla ich grzechów. Tak, jak Mój Syn wołał w strasznej Męce: "Przebaczam" [Łk 23,34] tak Ja w Imię Jego Krwi wołam również do Ojca Przedwiecznego, bo to są Moje najdroższe dzieci zrodzone pod Krzyżem, gdzie Syn Mój otworzył Testament Swojej Miłości.

Gdy te dusze przyjdą do Mnie jako do Matki, wtedy zadrży całe piekło, bo Ja pierwsza strąciłam pychę szatana i deptać będę jego trony, które zakłada w duszach przez grzech. Powiedz duszom, że jestem Matką Pięknej Miłości. Gdzie Ja zagoszczę w sercu i założę królestwo, tam już grzech istnieć nie może, tylko miłość, która spala wszystko zło a stwarza piękno.

Pragnę mieć całe hufce takich dusz przy sobie. Im dusza nędzniejsza i bardziej upokorzona, tym droższa jest dla Mnie, droższa niż ta, która w oczach swoich uchodzi za piękną, gdyż jej się zdaje, że niewiele zgrzeszyła, ale nie ma też tego żaru miłości, z którym idzie na śmierć i życie. Żałując - dusza kocha Mnie. W tym żalu zdobywa sobie wielką miłość w Sercu Mego Syna i Moim.

Dusza zdeptane, odtrącone od całego świata i siebie samej - to Nasza chwała, to Nasza radość. Więcej Nam chwały przynoszą takie dusze niż całe zastępy Aniołów w Niebie. Bo Anioł nie może zgrzeszyć i jego powołaniem jest przynosić Nam chwałę. On jest jakby dla ozdoby Nieba. A dusze, które zgrzeszyły przez wolną wolę, również przez wolną wolę, a Naszą łaskę dają Nam to, co mają najdroższe, to jest dobrą wolę, a My widzimy dobrą wolę, wystarcza Nam, by je zjednoczyć z Nami.

Dusze takie, zrodzone z Męki i Krwi Mego Syna i Moich boleści, stają się najdroższymi klejnotami na tej ziemi, a w Niebie uczestniczyć będą w Naszej Chwale, bo już tu na ziemi zrozumiały wartość Krwi Syna Mego. Przez zasługi tej Krwi i swego upokorzenia, unicestwienia się na ziemi, będą hufcami, które przeszły przez życie z orężem w ręku i nie dały się złamać: będą jak armia, która przebojem zdobyła Niebo na gruzach zniszczenia swojej własnej miłości. Krew Mego Syna wybieli je. Będą chodzić tak samo z palmą w ręku, wybielone Krwią Odkupienia i będą śpiewać pieśń miłości - tak samo, jak te dusze, które nigdy nie straciły niewinności, ale też mało walczyły, by zdobyć kwiat niepokalany, bo i ta łaska była im darmo dana. Do takich dusz, jako Matka Miłosierdzia, mam największe prawo. Ze sztandarem w ręku walczę ciągle o te dusze. Nie ma zakątka, gdzie bym ich nie szła szukać, wyrywać. Nieraz błagam, jak żebraczka: tak jak żebraczka woła o kawałek chleba, tak Ja wołam: "Dajcie Mi dusze, dajcie Mi te lilie rosnące w bagnie. Ja je stamtąd wydostanę, stanę się dla nich Gwiazdą Przewodnią. To jest umiłowany hufiec, bo kocham je nie miłością jednej ziemskiej matki, lecz miłością tysiąca matek.

W sercu Moim mają te dusze osobne schronienie. Gdy są kuszone w najstraszniejszy sposób, gdy upadną i nie mogą się podźwignąć, niech nie tracą nadziei. Niech tylko wołają: "Matko Miłosierdzia, ratuj nas", a Ja jak rozbitkom na falach morskich bez żadnej nadziei - stanę się łodzią ratunkową i za Mną razem popłyną do portu zbawienia.

Patrz w Moje Serce: Jestem Niepokalana - śnieżna biel Moja zakrywa wszystkie najpiękniejsze lilie. Słońce nie jest jasne, gwiazdy za mało świecą, księżyc jest ciemny wobec Mnie. Jam jest Niepokalanie Poczęta. Jam jest Matką Pięknej Miłości.

/Wizja: Widzę Ją tak potężną, tak rozgorzałą miłością, że gdyby było nie jedno, ale tysiące piekieł, to zniszczyła i podeptałaby je, by ratować dusze. Idzie straszna w Swojej mocy... Piekło drży przed Nią, ziemia skamieniała na Jej widok. Niebo zdumione, bo zdaje się, że jak sam Bóg w Trójcy Świętej wielki i potężny jest, tak Ona potężna jest potęgą Ich. W czasie tej wizji padłyśmy na kolana z największym przejęciem./

12 lutego 1943 r.

Bierz Mnie za rękę, chodź ze Mną na podbój dusz. Z twoimi modlitwami i ofiarami, złączeni z Krwią Mego Syna, Moim Miłosierdziem i Niepokalanością idźmy w bój.

Walka o dusze… Szatan wściekły, bo gdy widzi, że idą nieustraszone – a on nikogo tak się nie boi, jak Mnie – wtedy wszystkie zakusy, wszystkie jego wymysły piekielne nikną. Gdy tylko zobaczy, że zbliżam się do jakiejś duszy, która Mnie woła na ratunek, wściekły jest tak, że w takiej chwili porwałby duszę jak lew małe jagnię, gdyby nie promieniowało spojrzenie Moje i płaszcz Mej świętej opieki nad nią. Gdy [szatan] widzi dusze, które się modlą, czyli uciekają do Mnie, do Niepokalanego Serca Mego, wtedy on na takie dusze naciera najstraszniej.

Dusze, które są pod Moją chorągwią, są Mi najmilsze. To Moje dzieci. I tak jak Ja straszna [jestem] dla piekła, tak one przechodzą nieraz w życiu wewnętrznym całe piekło w duszy, a to dlatego, że szatan chce je oderwać ode Mnie. Dusze takie są najwięcej kuszone, najwięcej doznają pokus przeciw czystości. Ale niech się nie lękają. Dopóki Mnie wzywają pod nazwą Matki Miłosierdzia i Niepokalanie Poczętej, choćby to był akt przelotny, niech wiedzą, że nie upadły. Czasem jedno wejrzenie, jedno westchnienie do Mego Serca rozproszy ich ciemności, a światłość niebiańska zabłyśnie w ich duszach i dusza taka idzie znów przez życie spokojna i radosna... Mów do dusz kuszonych, co do cnoty czystości: Niech się niczego nie boją. Im większa jest natarczywość całego piekła, tym silniejsza jest Moja obrona nad nimi.

Lubię, gdy ktoś odmawia godzinki o Moim Niepokalanym Poczęciu. Chociaż niecałe, lecz choć trochę niech przyswoi sobie tych słów, niech Mnie pieści od czasu do czasu tymi aktami. Również pragnę, aby pilnie odmawiano Anioł Pański: rano, wieczorem i w południe, bo to wielką chwałę Mi przynosi: przypomina Mi wcielenie Syna Mego we Mnie, a Mnie w Mego Syna.

Chcę, żebyś Mi napisała o Wcieleniu Mego Syna. Ja ci będę dyktować. Tam wskazane będzie światu przeistoczenie Bóstwa w człowieczeństwo i człowieczeństwa w Bóstwo. Wyjaśnię ci wtedy Trójcę Świętą, dam ci zrozumienie jasne, by drudzy to samo zrozumieli.

Niech ludzie powtarzają Mi często: „A Słowo Ciałem się stało”[J 1,14] wtedy przychodzi Syn Mój w Komunii Świętej, mieszka w tych duszach, zachowuje ode złego, promieniuje, idzie z duszy do duszy, gdy tylko z wiarą, kto odmawia ten akt. Resztę ci powiem, gdy będziesz pisać o tej tajemnicy.

Jesteś Nam tak miłą, gdy piszesz, że tajemnice stały się twymi. W umysł twój i rozum wkładamy najgłębsze zrozumienie tajemnic, które rzadko kto rozumie.

Dar ten jest tobie darmo dany przez Ducha Świętego i jedynie za to, że jesteś bardzo mała, bardzo maleńka.

Nie dajemy tego duszom wyniosłym, wielkim umysłom, które chcą Nas szukać nie w Nas i nie w samych sobie, ale pogłębiają wszelką filozofię i rozum topią w niej. Szukają Nas wszędzie, lecz nie wiedzą o tym, że znaleźć Nas mogą w Nas i samych sobie. Rozum jest dla nich małym pomocnikiem. Żądamy mowy serca, która przewyższa wszelkie rozumowanie. Powiedz takim umysłom wielkim, że wolimy ich, gdy się uniżają, jak małe dzieci w życiu wewnętrznym, a nie pragniemy ich dorosłych we wielkich rozumach.

Dziecko, przez prostotę, naiwność i niewinność, choćby było brzydkie, zawsze przez wszystkich jest kochane. Każdy ma dla niego litość, serce otwarte, bo jest dzieckiem. Nawet zwierz, gdy widzi małe dziecię, mało kiedy robi mu krzywdę, natomiast gdy widzi wielką osobę, jest do niej nieufny.

Prostota w duszach, ufność w Nasze wielkie Miłosierdzie ma największy dla Nas urok. Dusze proste, gołębie, otrzymują najwięcej łask, dlatego, że nie rozumieją, lecz ślepo Nam się oddają przez ufność. Takich dusz pragniemy. I chcemy, aby świat nie pogłębiał rzeczy wielkich, ale się uniżał. Z chwilą, gdy ktoś się uniża, już staje się wielkim, bo uniżyć się potrafi tylko Bóg Wielkiego Majestatu we Wszechmocy Swojej. Stał się prostotą. Dziecko a prostota - to jedno. Dlatego dusze proste otrzymują wszystkie łaski tak, jak dzieci.

Dziecku mało kto może czegoś odmówić. Starszy nie zawsze otrzymuje, ale dziecko małe otrzymuje wszystko. Dusza prosta, gdy prosi Nas o coś - zwycięża Nas. Choćby ta dusza była grzeszna, pełna niedoskonałości, ale gdy się uniża i zapuka do Naszych Serc, jesteśmy bezsilni, chociaż potężni.

Chcę dużo jeszcze ci mówić: dużo, bo to jest otwarcie Mego Testamentu, niewypowiedzianego światu. Przedtem mówił z Krzyża Mój Syn, teraz Ja mówię spod Krzyża. Dlatego tak mówię, bo tam, na Golgocie, zrodziło się życie. Pragniemy przez ogłoszenie tych słów dać duszom do zrozumienia wiele rzeczy, a szczególnie duszom najgrzeszniejszym, najbiedniejszym, które szukają nieraz przez całe życie wytłumaczenia, ukojenia, a nie mogą go znaleźć.

Z wielką miłością otaczamy i patrzymy na te dusze, które nazywają Mego Syna Ojcem, a Mnie Matką. Syn Mój wielką rozkosz znajduje we Mnie, dlatego, że Ja jestem Jego Matką. Miał w niebie wszystko w miłości Trójcy Świętej, w Niej znajdował wszelką miłość. Razem w tym zjednoczeniu, przelewając się w Siebie znajdują pełnię szczęśliwości, gdyż żyją w Sobie. Nie potrzebują już nie, bo Same Sobie wystarczają. Cała chwała Świętych i Aniołów w niebie jest dla Boga tylko dodatkową chwałą jako od stworzeń Jego. Jednak Synowi Memu jakby tam brakowało szczęścia i dlatego wcielił się we Mnie. Chciał by Jego własne stworzenie podnieść do takiej godności wysokiej, by mógł Mnie nazywać Swoją Matką. Z Krzyża wśród strasznego konania, nazwał Mnie Matką Swoją i wypowiedział to wobec nieba i ziemi.

/Dnia tego wieczorem, jedna z osób domu widziała Pana Jezusa w cierniowej koronie z założonymi rękami: „Ecce Homo”, rozmawiającego z robotnikiem. Ze zdumieniem podeszła bliżej, by móc przypatrzeć się dokładniej, gdy wtedy dopiero poznała w tej osobie mnie. Zrozumiałam to jej przewidzenie jako zapowiedź nowych cierpień./

14 lutego 1943 r.

Chcę, byś napisała w przyszłości także w wielkim miłosierdziu – [o] św. Janie.

Jakkolwiek straszny grot przeszedł duszę Moją, gdy w zamian za Siebie Syn Mój dał Mi Swego umiłowanego ucznia, ale pociechą było dla Mnie też wielką, gdym usłyszała te słowa: „Synu, oto Matka twoja”. Powiem ci, co to znaczy, to słowo Matka.

Przyprowadź Mi dusze smutne, sieroce, które nie mają matki. Mów im, że jestem ich Matką. Im więcej ogołocone są serca z uczuć, im więcej potrzebują pociechy i mało kto je rozumie - niech przyjdą do Mnie. Serce moje większe jest od wszystkich serc matek na ziemi. Pełne tkliwości, dlatego że Syn Mnie przebóstwił w Siebie, dał Mi wszystkie subtelności i uczucia, jakie posiadać może tylko Bóg.

Przepełniona uczuciami Mego Syna, staję się poniekąd drugim Bogiem we wszystkich Jego doskonałościach. Będąc szafarką Jego Łask, mogę rozdawać na każdą chwilę wszystkie ukojenia, mogę zmyć wszystkie łzy, złamane i rozdarte serca wzmocnić i pocieszyć. Niech tylko spojrzą ze łzami w oczach w Moje źrenice również zalane łzami, niech przypominają Mi Moją boleść pod Krzyżem, a przez Moje łzy uproszą wszystko dla siebie i dla drugich, przez to, że nazywać Mnie będą Matką Miłosierdzia, Pocieszycielką Strapionych.

Powiedz ludziom, że najważniejszą rzeczą w otrzymaniu łask, jest wytrwałość w modlitwie. Niech nie zrażają się, jeżeli nie zaraz są wysłuchani, lecz [niech] się modlą wytrwale. Taka modlitwa dokonuje cudów.

Teraz ci to wytłumaczę. Jeżeli np. ktoś odprawia nowennę, nie chodzi o to, ile on pacierzy odmówił i jak długo jego modlitwa trwać będzie, może być jedno westchnienie - ale chodzi o to, by było bez przerwy przez 9 dni. Dziewięć dni jest to uczczenie Trójcy Przenajświętszej, trzykroć Świętej Boga. Jeżeli ktoś wytrwa, chociaż nie zaraz [jest] wysłuchany, niech się nie zraża, bo prędzej czy później otrzyma tę łaskę, o którą prosi, jeżeli nie tę, to inną, która najbardziej jest mu potrzebna.

Chcemy, by serca do drzwi Serc Naszych ciągle kołatały. Nasłuchujemy z radością. Nigdy modlitwa wytrwała nie idzie na marne, ale zawsze bywa wysłuchana. Im więcej kto kołacze, tym większe otrzymuje łaski. Im z większą wytrwałością kto prosi, tym hojniejszymi dla nich się stajemy.

Dusze natarczywe, dusze nie zrażające się, przychodźcie z wiarą i z wielką ufnością prosząc o łaski. Nie tylko, że w zamian odbierać je będziecie, ale przyniesiecie Nam wielką radość tym, że potęga Nasza stanie się mocą waszych żebrzących dusz.

Lubimy żebraków. Modlitwy ich, każde ich westchnienie, przynosi Nam wielką chwałę, a im pożytki. Dajemy nie tylko to, o co proszą, ale stajemy się nieprześcigli w hojności. Panowie ziemscy nawet rzadko odmawiają żebrakowi tego, o co ich prosi….

Dużo ludzi się modli, lecz gdy nie zaraz są wysłuchani, szemrzą i zniechęcają się. Przełamanie się w takim zniechęceniu i przełamanie swojej woli, oddanie rozumu pod Naszą Wolę - to pierwszy warunek, aby byli wysłuchani. W modlitwie trzeba być ślepym. Kto Nam odda tę ślepotę, ten dokona wszystkiego.

Mów często do ludzi niechętnych w modlitwie, którzy nie są wysłuchani. Często zrażają się tym, że są niegodni, że My o nich zapominamy, że wielkość Naszego Majestatu nie zbliża się do nich, lecz nie wiedzą, że My chcemy trochę ich dobrej woli, ufności w Miłosierdzie Nasze i pełnej nadziei w to, że damy im to wszystko, o co proszą. Jesteśmy wszechmocni w rozdawaniu łask. Rozdawać łaski - jest dla Mnie tyle, co wypowiedzieć, czym jesteśmy.

Syn Mój lubi bardzo to wezwanie: „Serce Jezusa hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają…” Powiedz duszom, niech często proszą pod tym wezwaniem, a otrzymają wszystko, o co proszą, bo hojny jest Bóg dla tych, którzy Go wzywają.

Lubię bardzo, gdy dusze odmawiają Litanię Loretańską. Bardzo dużo łask otrzymują, gdy Mnie proszą przez Litanię. Za każdym wezwaniem doznają dużo radości... Czekam z tęsknotą na miesiąc maj, bo mogę wtedy nazywać się Szafarką Łask, gdyż dużo serc wtedy zwraca się do Mnie, a Ja chlubię się tym, że mogę rozdawać. Tak samo październik. Ale to jeszcze za mało dla Mnie. Ja chcę, żeby taki maj i taki październik był co dzień w całym życiu każdej duszy, bo w wieczności jest jedno uwielbienie. Tam ciągle powtarzają bez przerwy wszyscy: „Wielki jest Bóg, Święty w Świętych Swoich.” [por. 2 Tes 1,10]

Gdyby dusze mogły wrócić z Nieba na ziemię, poszłyby po to, by śpiewać tę pieśń miłości i rozgłaszać ją od krańca do krańca ziemi i wzywać wszelkie stworzenie, by Nas uwielbiało.

Ziemia przynosi Nam dużo chwały, jeżeli Nas uwielbia i z miłością szerzy Nasze uwielbienie, dusze bowiem wszystkie mają wolną wolę i mogą Nas kochać lub nie. W Niebie wszyscy oddają Nam chwałę przymusową, a ziemia daje Nam chwałę wolnej swej woli. Dlatego każdy akt miłości, każdy akt poddania się Woli Naszej jest dla Nas jakby najpiękniejszą muzyką i najpiękniejszym śpiewem, bo głosi ją stworzenie Nasze ze swej wolnej woli.

Gdyby dusze wiedziały, co to znaczy wolna wola, wykorzystywałyby ją dla siebie i dla Naszej chwały, byłyby nieprześcigłe w oddawaniu Nam czci i w dziękczynieniu za ten dar otrzymany. Wolna wola jest to wybór piekła albo Nieba. Jeżeli stworzenie chce Nas kochać, zwraca się do Nas choćby tylko krótkim westchnieniem, choćby samo było piekłem ze wszystkimi szatanami, przez oddanie Nam aktu dobrej woli, samo zamyka sobie piekło, a otwiera Niebo. Przeciwne zaś są skutki jednego aktu złej woli.

Szukaj Mi dusz o dobrej woli. Przyprowadzaj Mi takie dusze i głoś im, że mają w jednej ręce piekło, a w drugiej Niebo. Jeżeli tylko zechcą - zostaną wielkimi świętymi, wzniosą się do najwyższej doskonałości.

Zostać świętym - to znaczy chcieć. Kiedy na przykład idziesz na powietrze, by napawać się nim, ożywiasz się nim, przemieniasz, stajesz się zdrowsza i silna, bo powietrze daje życie. Tak samo, jeżeli tylko pragniesz być świętą, już otrzymujesz łaski, które potrzebne ci są, [by] świętą zostać. Dusza pragnie, dusza chce być świętą. My zaś widząc jej dobrą wolę, uzupełniamy resztę bez względu na to, czy dusza znajduje się w grzechach wielkich, czy małych.

Grzech nie jest przeszkodą do świętości, przeciwnie jest jej podstawą. Niech pobudza do największego aktu pokory, a My na tej pokorze, na tym zniszczeniu miłości własnej, budujemy najwspanialszy gmach świętości.

Dusze takie są dla Nas wielką chwałą, bo wykorzystywały Mękę Mego Syna i wszystkie cierpienia Moje. Wszystkie te dusze, zrodzone z Krwi Mego Syna i Mojej, świecić będą przez całą wieczność jak najpiękniejsze gwiazdy i zwać się będą: "Odkupieni Odkupienia". Wieczność będzie za krótka, by mogły Nam być dziękczynieniem - a dla siebie wielką radością.

Tu w otwarciu Tego Testamentu, chcę wytłumaczyć, co znaczy „Odkupienie": Syn Mój nigdy nie potrzebował tyle cierpieć, ani Ja, aby grzech był odpokutowany. Mój Syn nie potrzebował schodzić na ziemię ani cierpieć. Wystarczyłoby, aby przebaczył, bo Bóg w całej Trójcy Świętej Wszechmogącej jest Królem i Panem wszelkiego stworzenia. Odkupienie można nazwać o innym znaczeniu. Odkupienie „To Miłość, Cała Trójca Święta - to kochający Bóg”. Bóg tak kocha stworzenie Swoje, jak Siebie Samego, bo stwarzając jego duszę, stworzył Sam Siebie.

Dusza ludzka, a Bóg to jedno. Bóg został strasznie obrażony grzechami, ale ponieważ Bóg jest Miłością, ponieważ więcej jest niż Miłością, bo jest Miłosierdziem, zniżył się do człowieka, ulitował się nad nim, stał się Sam Człowiekiem, by z człowieka czynić Boga. Ten człowiek, człowiek Bóg, otrzymał najpiękniejszy skarb, jaki być może, to jest wolną wolą. Przez wolną wolę człowiek zaćmił Bóstwo i zatarł Je, i stał się ziemią. Ziemia to dusza ludzka po grzechu, odpadła od Boga, która stała się pustynią bezwodną i bezowocną.

16 lutego 1943 r.

Potrzeba było odrodzenia, by pustynia stała się owocną. Bóg stał się jakby bez woli: pozwalał przez trzydzieści trzy lata robić ze Sobą wszystko, co się Jego stworzeniom podobało, ażeby naprawić złamanie wolnej woli w człowieku. Naprawienie wolnej woli w człowieku - to oddanie [się] jakby ślepo woli Boga. Oddanie cierpień przez trzydzieści trzy lata na ziemi i śmierć na Krzyżu.

Odkupienie grzechu, to jest naprawienie wolnej woli. Grzech pierworodny – to nic innego, jak nadużycie wolnej woli ze strony człowieka, wolnej woli, którą Bóg dał jakby najdroższy skarb swemu stworzeniu. A więc Odkupienie – to jakby okup za sprzedaż szczęśliwości wiecznej, którą pierwszy człowiek sprzedał, łamiąc przysięgę, że będzie kochał Boga i zdradził Go.

Ile razy człowiek o wolnej woli grzeszy, tyle razy zdradza Boga. Ile razy żałuje i błąd naprawia przez skruchę, tyle razy przysięgę odnawia. Krew Boga Syna Mego, czci i ceni, chwali Go przez to tak, jak Go chwaliły wszystkie stwory, wszystkie żywioły, gwiazdy itp. Chwalił Go za to, że go stworzył, to znaczy, że powstał jakby nowy świat do życia.

Znaczy to, że Odkupienie - to stworzenie nowego świata, jakby nieba, bo gdyby nie było Odkupienia, cała ludzkość poszłaby na zatracenie. Bóg tego nie potrzebował uczynić, bo człowiek nadużył, nadużywał Jego Woli, przekroczył prawo Boże. Ale, że Bóg jest Miłością i Miłosierdziem, chciał przez cierpienie stwarzać nowe światy w każdej duszy, jeżeli daje łaski jednej duszy, daje równocześnie łaski innym duszom, stwarza przez nią tysiące światów rodzących się w niej…. Dlatego powiedział: „Jestem z wami po wszystkie dni, aż do końca świata" [Mt 28,20]. Te słowa nie znaczą, jakoby był w Tabernakulum z nami, ale znaczy to, że On żyje w nas i promieniuje, składając życie Swe i Swoją Bolesną Mękę w każdą duszę. Daje jej dary takie, że Krew Jego nie idzie na marne i to jest Odkupienie.

Gdyby dusze wiedziały, jak drogie są wobec Boga, ile cierpień kosztowały Mego Syna i Mnie, poszłyby nawet na piekielne męki i wszystkie cierpienia wydawałyby się niczym dla nich na jedno tylko słowo: „Bóg nas kocha”.

Bóg, nasze Miłosierdzie. Bóg, nasza Miłość, Bóg Wszechpotężny, Bóg, który nie potrzebował cierpieć, Bóg, który miał moc zniszczyć Swoje stworzenie, kocha je miłością przedwieczną. Cierpiał dla niego, stał się jakby niczym, aby nicość, to jest stworzenie swoje wywyższyć do godności Swojej i przemienić w Siebie Samego. Cała wieczność z całą radością i chwałą, jaką posiada Niebo i całe piekło, z całą sprawiedliwością i strasznymi mękami, są niczym w stosunku do tego słowa: „Bóg jest Miłością i kocha Swe stworzenie”.

Chciałabym, byś głosiła światu całemu Miłość i Miłosierdzie. Chciałabym, aby świat nie lękał się Nas, ale kochał Nas. Kto kocha ten już dokonał wszystkiego. Potrzeba Nam miłości, a nie ofiary. Stary Zakon dawał ofiary, zadośćuczynienie sprawiedliwości, ale mało rozumiał miłość. Odkupienie, wszystko to udoskonaliło, wyrzuciło bojaźń, a zrodziło miłość. Bo kto kocha, ten się nie boi. Wie, że na jedno zwrócenie się z miłością, kochany jest jeszcze więcej. Będzie to miłość zaufania, a nie lęku, bezinteresowności.

Chcę, aby Nas kochano dla Nas Samych, a nie dlatego, że moc Nasza może ich karać.

Chcę, aby Nas kochali nie dlatego, że kiedyś im przez całą wieczność dobrze [będzie] z Nami. To jest wszystko dobre, ale dla Naszej wielkiej miłości za mało. My ich tak kochamy, niezależnie od tego, czy stworzenie jest dobre, czy grzeszne, pełne upadku.....

Dlatego niech dusze nie mówią: „jesteśmy grzeszne, niegodne by nas Bóg kochał, zasłużyliśmy na piekło..." To nie jest prawdą. Gdy dusze tak mówią, ubliżają Naszej wielkiej godności… Bo My nie chcemy z duszami interesów. Niech dusze wiedzą, że w ten sposób bardzo Nam ubliżają jako wielkiej godności Stwórcy, jak w Męce Mego Syna i Miłosierdziu Memu.

Nie jest to pokorą, gdy dusze jako grzeszne chcą uciekać, ale jest to pychą. Pokora polega na tym, by się upokarzać, nie dziwić się, że się jest grzesznym, ale tak jak dziecko, które jest samą prostotą i pokorą, nie myśli o tym, że upadło do błota, lecz tylko o tym, by jak najszybciej biec do ojca lub matki, bo ono wie, że rodzice je kochają i jak najszybciej je oczyszczą i przytulą do serca, szczęśliwi, że dziecko żyje i że znowu mogą je pięknie ubrać i cieszyć się nim.

Dusze kochające, dusze orle, dusze, które nie grzebią w swoich sumieniach, ale po każdym upadku orlim lotem zwracają się z miłością do Nas, ponawiają akt skruchy - stają się jakby bezgrzeszne. Bo każdy taki wzlot do Serc Naszych – to uznanie i ocenianie Krwi Mojego Syna i Moich Boleści, gdyż przez taki akt zanurzania się w Krwi Mojego Syna już dusze oczyszczone pięknie, szybują dalej i dalej do świętości.

Jeszcze raz powtórz tym duszom, kochać i uniżać [się] - to świętość. Nie trzeba Nam czynów wielkich, rozgłośnych, często miłością własną nadętych, choćby w rzeczach duchownych w wielkiej okazałości. Wielki rozgłos Mamy tu w Niebie. Tu już nie ma miłości własnej. Święci Nasi i całe hufce Aniołów śpiewają Nam pieśni czci i uwielbienia, przynoszą Nam wielką chwałę. Ale już nie mogą się uniżać….

Natomiast dusza uniżona przez siebie samą, dusza zdeptana przez drugich, oddająca Nam to sama i kochająca Nas tyle ile może to jest Nasza chwała, bo to jest Krew Mego Syna, która nie ginie i to jest wielkie Odkupienie.

/Wizja: Matka Boska Dobrej Rady z Dzieciątkiem Jezus w grubej, złotej aureoli..../

Zjawiam się jako Matka Dobrej Rady na to, aby ci oznajmić, że udzielam już światła dobrej rady i łaski zrozumienia duszom, które to czytać będą. Syn Mój i Ja chcemy ogłosić duszom takie rzeczy, jakie dotąd nie były słyszane.

Ponieważ Odkupienie to Miłość i Miłosierdzie, będę teraz mówić o Wielkiej Miłości. Mówię spod Krzyża jako Matka Cierpiąca i Matka Pięknej Miłości. Więc słuchaj Mnie teraz dobrze, uchylam ci jakby rąbek tego, co znaczy Miłość i Krew Mego Syna.

Wiesz, co to znaczy „Matka Pięknej Miłości?”[Syr 24,18] Matka - to Ja, - Piękna Miłość – wiedz o tym, że to Mój Syn. Wiesz co to znaczy kochać Mego Syna? Zaraz ci powiem. Kochać, to znaczy odczuć to, co się kocha. Kochać, to nie znaczy mieć trochę uczucia i wznieść się trochę ponad ziemię. Dobrze nam z tym uczuciem i duszom zdaje się, że już wysoko postąpiły, bo czują miłość... Kochać to znaczy zatracić się, zgubić, zniszczyć w swoim przedmiocie miłości.

I tak, jeżeli kochasz coś bardzo, stajesz się przedmiotem tego, co kochasz. Będzie to albo majątek, albo stworzenie, słowem rzeczy doczesne. Jeżeli dusza to kocha, staje się doczesnością. Jeżeli dusza idzie przez ziemię i zatrzymuje się na niej, kochając ją, staje się ziemią. Jeżeli wzniesie się do Boga i kocha Go, staje się Bogiem. To, co się kocha, staje się jedną miłością. Dlatego pragniemy dusz orlich, które przebywają na ziemi, lecz wznoszą się na wysokie szczyty i tam zakładają swoje gniazda.

Orzeł nigdy nie nasyca się padliną. On idzie po padlinę, ale nie dla nasycenia, lecz dla zaspokojenia głodu. Nie pozostaje na ziemi, lecz leci szybkim pędem ku szczytom. Bo orzeł to król wysokości.

Dusze orle przejdą przez życie, zatrzymując się na ziemi tylko tyle, ile wymaga potrzeba do życia, lecz każda ich myśl, każde ich spojrzenie – zawsze wpatrzone w Miłość. Żyją miłością, Miłość ich przeistacza, Miłość ich wyniszcza. Miłość staje się dla nich wielkim szczęściem, a zarazem i cierpieniem, bo miłość to zatracenie siebie.

Głoś duszom i szukaj Mi takich dusz, które mało dotykają ziemi, ale wzrok mają skierowany w stronę Naszych Serc. Dusza, która kocha, nie czuje ciężaru życia. Dusza, która kocha to dziecko, na którego czole wyciska pocałunek miłość i cała Trójca Przenajświętsza. Dusza kochająca, kochając wszystko w Nas przeistacza się w Nas przez Miłość – tak jak w Mszy świętej przeistacza się w Chleb… Głoś miłość. Jeżeli głosić będziesz miłość, tak jak z miłosierdzia będziemy nazywać cię „Małym Miłosierdziem” i „Dzieckiem Miłości”. Powiedz duszom, że choćby Nam dały wszystko i zniszczyły siebie przez wszystkie pokuty, cierpienia i ofiary, lecz nie miały miłości, dusze takie to istoty nie żyjące, lecz umarłe. Bo miłość - to życie.

Z miłości ku stworzeniom Bóg stał się człowiekiem. Pragniemy, by człowiek z miłości stał się Bogiem.

Może to stać się dla dusz niezrozumiałym. Bo jak Bóg potężny i wielki, a człowiek nicość, ma stać się Bogiem? A jednak tak jest, bo Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo Swoje.

Aby być godnym, trzeba się odtworzyć w tej istocie tak jak fotografia. Dusza, która przez całe życie swoje kieruje wzrok swój ku Bogu i żyje ciągle Jego obecnością, odbija się w Bogu. Dusze, które nie żyją w Bogu, nie są odbite.

Dlatego jest czyściec, aby dusza, która przez całe życie nie odbijała się w Bogu, mogła tam oczyścić się… aby, gdy przychodzi do Nieba, Bóg mógł rozeznać Swój obraz i Swoje podobieństwo. Jeżeli żyją na ziemi, nie patrząc na Boga, ale w rzeczy, które nie są Bogiem - Bóg choćby chciał, nie może Swego wzroku zatopić w nich, bo oni nie patrzą w Jego źrenice.

Magdalena, dlatego była tak bardzo przez Nas kochana, ponieważ nie patrzyła na rzeczy doczesne, ale w Nasz wzrok. Jedno wejrzenie Mego Syna na Piotra dało mu taką skruchę i żal, że całe życie przepłakał za swoje grzechy.

Nigdy tak dusze nie przeistaczają się w Boga, jak wtedy, gdy siadają u Jego stóp i patrzą w Niego. Tam nie trzeba słów, ani rozumowania. Rozum jest, ale tak, jakby go nie było. Dusza, która się przeistacza w Boga, nie czuje tego. Ona siedzi przylgnięta do Jego Serca. Serce Boga i człowieka staje się jednym… Ona zanurzona w Nim, a On w niej. Na takiej modlitwie dokonuje się cud większy niż w Kanie Galilejskiej, gdzie Syn Mój przemienił wodę w wino, bo dusza przeistacza się w Boga tak jak we Mszy Świętej.

Szukaj Mi dusz bogomyślnych, zanurzonych w Bogu. Jedna dusza zanurzona w Bogu, przeistoczona w Niego, więcej dokonuje, niż tysiące dusz czynnych. Bo taka dusza czynna - to świat, a dusze bogomyślne to niebo. W niebie o nic się nie ubiegają, ale wpatrzeni w Boga, przeistoczeni w Niego, śpiewają jedną pieśń miłości i chwały.

Kapłan, który się modli we Mszy Świętej i przeistoczony w Mego Syna żyje w Nim, więcej dokonuje niż szeregi innych, nawracających lud do pokuty, mających wielki rozmach. Jeżeli się nie modli i nie jest przeistoczony, ani sam siebie nie uświęci, ani dusz, które Syn Mój dał mu do przeistoczenia w Niego.

Czyn jest tylko środkiem do świętości, a nie celem. Celem człowieka jest - kochać Boga i stać się Jemu podobnym. Nigdy Mój Syn nie głosił, że Królestwo Jego jest na tej ziemi, ale wołał: Królestwo Boże w was jest”[Łk 17,21]. Nawet o Sobie Sam powiedział: „Nie jestem Królem tej ziemi”[J 18,36].

Jeżeli w duszy jest Królestwo Boże, wtedy Syn Mój może powiedzieć: „Nie wiecie czym jesteście?” - "przybytkiem Ducha Świętego"[1 Kor 3,16]. "Syn Mój i Ja miłujemy was i spieszymy z radością by w was zamieszkać.” Nigdy, gdy Syn Mój był na ziemi, nie wołał ani nauczał: „Weźcie berło do rąk waszych, rządźcie i królujcie." Ale wołał: „Uniżcie się i uczcie się ode Mnie, żem jest cichy i pokornego Serca” [Mt 11,29].

Czyn to rozgłos, Cichość – to zatopienie się bez słów, miłosna pieśń jednocząca duszę z Bogiem. Dusza cicha bez rozgłosu, bez szumu, dokonywa rzeczy nadzwyczajnych. Wpatrzona w wzrok Boga, przylgnięta do Jego Serca - to dziecko Nieba, bo nosząca w sobie Niebo, to jest całą Trójcę Świętą z wszystkimi Świętymi.

Nigdy Syn Mój nie powiedział: „Uczcie się ode Mnie, żem jest wielki Pan, wszechmocny, mogę działać, mogę stwarzać światy nowe i niszczyć je, mogę dokonywać czynów takich, jakich świat nie widział i niszczyć je, mogę dokonywać wiele". Nie powiedział, że jest czysty i spowity w śnieżną biel. Nie powiedział, że: "Mądry mam rozum, mogę przejść wszystkie filozofie, uczcie się ode Mnie..." Nie powiedział nawet tego: „Jestem Bóg cierpiący, zbolały i przybity do Krzyża. Cierpię i wy, dajcie się biczować, krzyżować, bo Ja tak czynię. Uczcie się tego ode Mnie…”

Cierpienie jest wielkie, cierpienie jest wzniosłe, ale to też nie jest cel, tylko środek do świętości. Bo można wiele cierpieć, ale nie uświęcić się. Ale potrzeba uczucia oddania, uczucia cichości, bo tam gdzie cisza, gdzie nie ma rozgłosu, gdzie jest pokora serca, tam jestem Ja, Bóg i Pan wszelkiego stworzenia.

W wielkiej ciszy, wtedy, gdy byłam na modlitwie, nie szłam głosić kazania, ani nie czyniłam cudów na ziemi. Nikt Mnie nie znał, tylko najbliżsi Moi. W modlitwie Mego Serca przeistoczył się wtedy Bóg we Mnie w ciszy wielkiej. Gdy cały świat pogrążony [był] we śnie, narodził się Syn Mój bez rozgłosu, w ciszy wielkiej. Gdy cały świat odpoczywał, Mój Syn szedł w góry i tam się modlił do Ojca Swojego. W ciszy wielkiej Syn Mój leżał w grobie. Po Jego śmierci, wszędzie gdzie się odbyły największe chwile Moje i Syna Mego, zawsze była cisza. Nawet życie Nasze w Nazarecie to była jedna cisza.

Dusza, która chce się wznieść do najwyższych szczytów i być orlicą Serca Mego i Mego Syna, niech swój orli wzrok ciągle kieruje w stronę Wielkiego Orła, to jest Mojego Syna. Tak wpatrzona w orle źrenice, stanie się orlicą Jego Serca, przylgnie do Niego, zatopi się w Nim. Z miłości ku Niemu, rozpuści swe skrzydła, jakby sztandar zatkwi na najwyższej świętości, przemieni się w Boga i stanie się Bogiem. Wtedy, tak przemieniona w Boga, jak ta orlica zakłada gniazdo swoje.

19 lutego 1943 r.

Zakładać gniazdo na szczytach wysokich gór - to nic innego, jak Królestwo ze swej duszy, wkładać w inne dusze. I tam jest cisza.

Jeżeli ptak siedzi w gniazdku - mało wychodzi z niego, bo chce ciepłotą swoją dać życie swoim dzieciom, ażeby dusze zakładać mogły Królestwo, trzeba, by najpierw miały ciszę w duszy swojej. Bo My jesteśmy Pokojem i Ciepłem i tylko w pokoju zakładamy Królestwo na tej ziemi, a hasłem Naszym - to kochać, rozdawać serce w serce, duszę w duszę.

Niech nikt nie myśli, że dusze rodzą się w czynach rozgłośnych. Dusze rodzą się schowane w gniazdkach Naszych Serc. Tam rozgrzane miłością Naszą dostają skrzydła, wzrastają, a gdy gotowe są do lotu, My czuwamy nad nimi jakby nad tymi ptaszętami, dajemy im wzlot - i wtedy dopiero takie dusze są zdolne do czynów, które Nam się podobają, a nie światu.

Dusza zjednoczona z Nami, posiadająca łaskę poświęcającą, dusza pogrążona w ciszy, przylgnięta przez zjednoczenie Nasze - to dusza potężna, która nie wiedząc sama, że działa, szerzy w ten sposób Królestwo Boże na ziemi.

Dusze czynu, - prace, choćby najwspanialsze, poją przeważnie miłość własną. Ich czyny nikną, jak niknie kropla rosy porannej w promieniu słońca…

Dlatego gorąco pragniemy zjednoczenia z Nami, przylgnięcia do Naszych dusz. Pragniemy dusz nieznanych, ukrytych, zdeptanych, których świat nie rozumie, ale My je rozumiemy. Przez takie dusze odradza się życie. Żyjemy w niej, ona w Nas, a przez nią dalsze dusze, tak, że ziemia przeminie, czyn przeminie, ale dusza kontemplacyjna to jest tą cząstką, która nie ginie, ale idzie przez ziemię: Choć mała cząsteczka, ale wciąż promieniuje, aż promień jej dotrze do najuboższej nawet duszy i przez jej odbicie odbije się blask Trójcy Świętej. Wtedy zatopi wzrok swój orli w źrenicach swego [Boskiego] Orła i już przez całą wieczność Nas chwalić będzie.

To masz powiedzieć o duszy złączonej z Nami przez modlitwę, przez kontemplację. A teraz ci powiem, co znaczy dusza czynu i rozgłosu: Czyn, praca, to są środki. Praca jest dana jako kara za grzech pierworodny, bo w Raju powiedział Bóg „W pocie czoła pracować będziesz"[Rdz 3,19]. Praca jest dana człowiekowi, aby nie próżnował i przez próżnowanie nie grzeszył. Jest uświęcona wtedy, jeżeli spełnia się ją ku chwale Naszej. Ale ona duszy nie uświęca, dusza ją uświęca za pomocą Naszej Łaski. W pracy jest wiele miłości własnej. Martę kochaliśmy bardzo. Dawała Nam w Betanii dużo serca, dużo gościnności. Tam był Nasz odpoczynek fizyczny. Ciągle krzątając się, nie miała jednak czasu popatrzeć w Nasze rozkochane oczy. Nie ganiliśmy jej pracy, bo musiała pracować, by Nam dać gościnność, posiłek. Ale więcej kochaliśmy Marię, wpatrzoną w Nas, [która] słuchała słów Mego Syna. Już szerzyła Królestwo na ziemi, bo cisza jej duszy rozlewała się jak najpiękniejszy balsam, a jej dawała moc, że mogła iść razem ze Mną pod Krzyż.

Bo pod Krzyżem wytrwają tylko dusze zatopione i zjednoczone z Nami. Pod Krzyżem był Jan z Magdaleną i parę niewiast zjednoczonych z Nami. Oni wytrwali w Naszej Miłości do końca. Nie było tam Marty, bo ona zajęta była pracą, nie miała czasu tam iść, przyjść, by współczuć z Nami. Tak samo dusza czynu: daje rozgłos, ale rzadko która wytrwa na Golgocie, bo nie mają życia zjednoczonego z Nami – często załamują się.

Głoś duszom, że jeżeli chcą dokonać wielkich czynów, niech się pogrążają w wielkiej kontemplacji, a przez zjednoczenie jak najściślejsze z Nami mogą wtedy dopiero być Naszym Niebem na ziemi, bo w Niebie nie ma pracy ani czynów, tylko jedno zatopienie się w Trójcy Świętej i jedna pieśń chwały.

Praca nie jest zła, bo przez pracę też można się uświęcić, ale praca musi być taka jak Nasza w Nazarecie. Syn Mój, Ja i Nasz Opiekun pracowaliśmy, ale praca Nasza była jedną kontemplacją. Pogrążeni w ciągłej modlitwie szliśmy od pracy do pracy. Cisza panowała w Naszym domu. Nigdy nie było pośpiechu, nigdy nie było u Nas zaniedbania modlitwy po pracy. Gdy przyszedł czas, spieszyliśmy oddać Bogu Ojcu cześć należną. Pieśń dziękczynna stale przebywała w duszach Naszych i wzniosła się przed Tron Naszego Ojca. W tej pieśni dziękczynnej wtórowali Nam Aniołowie. Niebo na ziemi mieliśmy w duszach.

Praca nie była Nam roztargnieniem ani przeszkodą, bo w pracy nie szukaliśmy chwały ani wywyższenia. Najniższa praca była Nam najmilszą.

Dusze, które chcą dokonać wielkich czynów pracy, niech się uniżają, niech się stają małymi, niech w czynie przypominają sobie słowa Syna Mojego: „Uczcie się ode Mnie, żem jest cichy i pokornego Serca”. Niech pracują w ciszy i pokorze serca.

Zaraz ci wytłumaczę, co znaczy cisza i pokora serca. Cisza to jest - nie gorączkowanie się, nie szukanie chwały własnej, nie szukanie takiej pracy, która pychą nadyma. Chcemy pracy cichej, nazaretańskiej, która ma na celu pokorę serca.

Czy wiesz, co to znaczy pokora serca? To nie jest ciągłe powtarzanie: „Jam nie jest godna do wielkiej świętości ani do wielkich czynów”. To nie jest uniżanie w tym celu, aby Mnie chwalono z pokorą. Pokora serca to znaczy - uznać siebie taką, jaką jestem.

Jeżeli duszy dajemy dużo łask, a ona mówi: „że nie posiada, że nędzna” - ujmuje Nam chwały. Podobnie, jeśli ktoś dokonał wielkich czynów z Łaski Naszej, a mówi, że nic nie uczynił. Dlaczego mówi, że nic nie uczynił, skoro łaska była mu dana? Ze siebie nic nie uczynił, ale łaska Nasza działała w tym, czego dokonał. Takie, więc twierdzenie nie jest pokorą. Pokora - to prawda. Jeżeli ktoś uczynił coś dobrego, niech nie mówi, że uczynił złe i na odwrót. Przeciwnie, jest to pycha, bo dusza taka żąda, aby uczczono jej czyny.

Inne dusze mówią Mi, że niegodne są dążyć do najwyższych szczytów, do zjednoczenia z Nami, że są grzeszne i nędzne… Samo uznanie, że się jest grzesznym już zawiera pokorę. Jest to pierwsza podstawa: uznać się grzesznym, aby stać się bezgrzesznym. Na wspomnienie, że dusza uznaje się nędzną, już przezwyciężyła wszystkie przeszkody, abyśmy mogli rzucać ziarna, które wydadzą wielki plon ku wielkiej świętości.

Bo ziarno musi zgnić, gdy jest rzucone w ziemię, musi samo się zniszczyć. Gdy otwieramy ziemię, znajdujemy zgniłe ziarno, ale z tego właśnie ziarna wyrasta kłos pełen nowych ziarn. Takim jest właśnie zrządzenie Nasze, że z tego ziarna wyrasta kłos, a z tego kłosa wiele ziarn i kłosów. Widzisz, tu jest pokora owocna: na zgliszczach, na deptaniu siebie, na zamarciu siebie po to, aby żyć Naszym życiem.

Dusze pokorne, o sercach uniżonych wewnętrznie, dusze, które się uniżają wewnętrznie są Nam tak drogie, że z wielką radością spieszymy do nich, aby przez nie udzielać owoców. Serce uniżone, serce wzgardzone to jak jeden hymn pochwały dla Nas, jak jedno uwielbienie. Dusze tak są kochane w pokorze, że gdy zobaczymy duszę cichą i pokornego serca, spieszymy do niej - i wtedy nie dusza Nam, ale My jej śpiewamy hymn pochwalny, bo uniżyć się potrafi tylko Bóg.

Rzadko kto wśród stworzeń potrafi się uniżyć, unicestwić, bo miłość własna niszczy często wszelki powiew dobrego. W oczach tych dusz i innych, czyny ich poczytane są za dobre, lecz dusze nawet o tym nie wiedzą, jak robak ukryty ich pychy zniszczył wielkie dzieło. Dlatego często wolimy żebraczy kij, niż berło nadęte wielką pychą.

Syn Mój był jednym uniżeniem na tej ziemi. Wcielił się we Mnie, nie dlatego, żem była bez zmazy, bez grzechu, ale dlatego żem była małą, maleńką. Czystość jest pięknem. Czystością się napawamy, lecz gdy widzimy w duszy pokorę, przyciskamy ją do Serca. Bo to jest najpiękniejsze, co Nam może dać stworzenie.

Napisz Mi potem "Magnificat"[Łk 1,46-55]. Tam ci wytłumaczę dokładnie, co to jest pokora.

Pokora jest czymś tak wielkim, że z wszystkich dzieł, które Syn Mój zostawił na ziemi, jest dziełem najwyższym. Bóg Ojciec miał w Synu wielkie upodobanie, ale nigdy nie wypowiedział tego głośno, dopiero wtedy, gdy Syn Mój był ochrzczony w Jordanie przez Swoje stworzenie. Gdy się narodził śpiewały Mu całe zastępy Aniołów, lecz Ojciec Przedwieczny nic nie mówił. Gdy uczył i dokonywał wiele cudów i czynił wielkie rzeczy - Ojciec Przedwieczny milczał. Gdy cierpiał strasznie, Bóg Ojciec też milczał. Ale gdy Syn Mój przyjął chrzest, Bóg bez zmazy obmywał się. Jego własne stworzenie chrztu dokonywało, wtedy ujrzano Gołębicę i dał się słyszeć głos: "Ten jest Syn Mój miły, w którym Mam upodobanie."[Mt 3,17]

Szatan nie byłby szatanem, gdyby nie był pyszny. Pycha zrobiła go szatanem. Dlatego nie znosi on dusz pokornych, cichych i małych. Bój toczy o duszę, lecz gdy spotyka duszę pokorną, wtedy jest bezsilny. Dusza przez akt pokory, może go usidlić, pokonać jak dzikiego zwierza.

19 lutego 1943 r.

/Wizja: Pan Jezus w białej szacie siedzi na tronie jako Papież: czerwone, promieniujące Serce, ręka podniesiona. Trzyma dwa palce do góry, stale błogosławiąc: „Błogosławię wam tej pracy”. Na zapytanie moje, co znaczy to Jego zjawienie się, odpowiedział: „Jest to zaczątek Mego Królestwa na ziemi, przez was. Królowa wyjdzie z południa z upominkami.[por.1 Krl 10,2 i Mt 12,42] Resztę powiem później”... Za chwilę rozległ się dzwonek na jutrznię. Jezus wiedział, że trzeba kończyć./

/Uwaga: Dnia 11 stycznia 1952r. zapytano co znaczą w tej wizji wypowiedziane słowa: "Królowa wyjdzie z południa z upominkami" Odpowiedział Pan Jezus: "Niepokalana Matka Moja wyjdzie z upominkami, to znaczy z specjalnymi łaskami dla tych, którzy słuchają i słuchać będą słowa Mego."

Siostra Medarda wyjaśniła wtedy, że tu chodzi o słowa, które wypowiedziane są w tych pismach./

22 lutego 1943 r.

Gdy dusza jest pokorna, dajemy jej najpierw dar bojaźni Bożej: nie tej bojaźni, która by się Nas lękała, ale tej, która się lęka grzechu, aby Nam nie sprawić przykrości. Prawdziwa bojaźń Boża nie polega - jak sobie ludzie wyobrażają - na lęku przed karą, przed piekłem lub karami doczesnymi. Bojaźń Boża - to bojaźń synowska. Syn lęka się, aby rodziców nie obrazić, nie zasmucać, ale nie dlatego, żeby bał się kary.

Dusza pokorna uznaje własną nędzę, uniża się, cierpi nad tym, że robi komuś przykrość, a nie nad tym, że ludzie będą o niej mieli złe wyobrażenie za jej postępowanie.

Pokora - to druga miłość. Cierpi dlatego, że kochając kogoś, robi mu przykrość. Widząc się grzeszną, nie gniewa się na siebie, że zgrzeszyła, bo to byłaby miłość własna. Gdyby dusza, która zgrzeszyła była prawdziwie pokorną, przepraszając Nas aktem [skruchy], grzech jej spadłby w Nasze Serca jak w otchłań. Sama skrucha dałaby jej przebaczenie.

Dusza pokorna nie ogląda się na siebie i nie widzi, że zgrzeszyła, bo wie, że z błota i gliny jest ulepiona, może rodzić tylko błoto. Więcej po sobie spodziewać się nie może. Idzie z dziecięcą do Nas ufnością jak dziecko, które upadło. My za ten akt skuchy, który spełniła, dajemy jej łaskę mocy, utwierdzamy ją w tej łasce, aby na drugi raz nie upadła. Dajemy jej skrzydła do lotu i dusza znowu radośnie idzie przez życie.

Dlatego dusze małe, uniżone, wzgardzone przez siebie i drugich są dla Nas najmilsze. Są to dzieci wybrane i kochane przez Nas. Na takich duszach najwięcej Nam zależy. Pragniemy takich dusz, szukamy ich, tych owieczek zagubionych, tych Magdalen uniżonych, tych synów marnotrawnych.

Dusze, które to rozumieją, są duszami cichymi i pokornego serca. One naśladują Mego Syna w pokorze, a Syn Mój im własną daje pokorę i może znowu o nich powiedzieć, że są to odbitki, fotografie Boga Człowieka, który przeszedł przez życie cichy, uniżony, wzgardzony, aby wyprosić tym duszom te łaski, które posiadają, rozumiejąc, co to jest prawdziwa pokora.

Dusze takie nigdy się nie męczą w życiu wewnętrznym. Nie dziwią się, że są małe, bo pragnieniem ich jest - być małymi, uniżać się, zatracić się. Mając to, czego się pragnie, już tym samym jest się zadowolonym. Ich zdziwieniem może być tylko, że nie są jeszcze gorsze niż są, bo gdyby nie łaska i Nasze Miłosierdzie wielkie w zasługach Krwi Mego Syna, stałyby się może gorsze od szatana.

Dlatego dusze prawdziwie pokorne, które rozumieją pokorę w całym tego słowa znaczeniu, nie dziwią się ani swoim, ani cudzym upadkom. Przeciwnie, z swych upadków cieszą się - i na nowo cieszą się, że są maleńkie, a nad grzechami drugich współczują i nigdy nikogo nie potępiają. Potępiają tylko grzech, tak jak go potępia Bóg, ale nie potępiają osoby, bo nie znają okoliczności i nie wiedzą, co spowodowało grzech danej osoby. One kochają duszę człowieka i nie dziwią się grzechom ani naleciałościom jego. Cenią jego dobrą wolę tak jak Bóg ceni, zawsze wszystko złe wytłumaczą na dobre i uniewinniają chociażby zbrodniarza, a nie patrzą na to, jakie jest ciało.

Syn Mój przyszedł na świat szukać dusz - i to było Jego posłannictwem. Im więcej dusza była złamana, cierpiąca, tym więcej miała prawa do Jego Serca. A że Bóg jest niezmienny, nigdy się nie zmienia, przeto to samo czyni i dziś.

Dusze, które same są grzeszne, potrafią zrozumieć inne dusze grzeszne. Dlatego kapłan, im więcej jest nędzny, i tę nędzę w sobie uznaje - przez własne uniżenie i pokorę serca, więcej zdobędzie dusz niż ten, który mało zgrzeszył, lecz większe o sobie ma mniemanie. Taki uniżony czy to w spowiedzi, czy to w życiu prywatnym, naśladuje Mego Syna, szuka owieczek zgubionych, a nie tych, które spokojnie można zostawić na niwie Ojca Niebieskiego, bo on wie, że takie dusze są pod Naszą opieką.

Kapłan, który rozumie, co to jest dusza uniżona, dokonywa z Naszą łaską największych cudów w nawracaniu dusz, a dajemy mu tę łaskę głównie za to, że sam się uniża i zna mowę Mego Syna: „Uczcie się ode Mnie, żem jest cichy i pokornego Serca”. W takiego kapłana chociażby był grzeszny i w oczach innych za takiego uchodził, wlewamy dary Ducha Świętego, dajemy moc i łaski, zwłaszcza w zdobywaniu dusz w konfesjonale, bo wtedy nędza nędzę najlepiej rozumie.

/Ciąg dalszy o pokorze mówi Matka Miłosierdzia do kapłanów/

Idź i powiedz kapłanom: niech się nie zrażają tym, że są słabi, że nic nie mogą zdziałać w duszach. Dręczą się tym często, w ich sercu jest szarpanina, o której My tylko wiemy: Dusza jest rozdarta, ubolewa nad własnymi upadkami, czuje się bezradna, jak dokonać w kimś nawrócenia, skoro sama nie jest nawrócona, łamie się - nie wie o tym, że łamiąc siebie, łamie tysiące dusz.

Gdy ktoś jest nędzny i tę nędzę uznaje, to już jest potężny mocą Naszą, a nie swoją. Wtedy kapłan nie działa sam, lecz działa łaska Nasza. Nie jest w to wmieszana miłość własna. Gdy zdobędzie wiele dusz, nie będzie się tym chwalił, bo wie, że to nie jego dzieło, ale Nasze. Chociażby miał wielkie uznanie u drugich, nie będzie się z tego pysznił, bo gdy popatrzy na własną nędzę, to zrozumie doskonale, że to nie było [jego] dziełem.

Ja jestem Ucieczką Grzesznych, jestem Matką Miłosierdzia, jestem Różą Duchowną. Szukaj Mi takich kapłanów nędznych. Przywołaj ich do Mnie, jeżeli widzisz, że kapłan ma dobrą wolę zdobywania dusz nie w tym celu, aby błyszczeć w swojej mądrości. Bo mądrość bez pokory, bez uniżenia, nic nie znaczy. Jest tu taka różnica, jak pomiędzy szkłem a diamentem. Bo diament trzeba wykopać z ziemi i ciężko trzeba się nad nim napracować, zanim się go wyszlifuje i zrobi z niego przedmiot wielkiej piękności. Ze szkła też można zrobić piękne rzeczy, ale przy najbliższej okazji mogą się rozbić – i nic z nich nie zostanie.

Dlatego wolimy i kochamy bardziej dusze kapłańskie potężne i mądre, ale w pokorze własnego serca, aniżeli dusze tych, którzy są nadęci pychą rozumu, którzy wciąż pogłębiają filozofię i nie doszli do tego, że wobec Nas największą filozofią i mądrością jest być małym dzieckiem bez rozumu i mądrości, być uniżonym jak małe dziecię, które kocha swoich rodziców i wie, że przez nich jest kochane bez względu na to, czy jest ładne czy brzydkie, a o resztę się nie troszczy.

Dla takich kapłanów - dzieci, Jam jest Matką. Takim duszom, które to rozumieją, daję sztandar Mój do ręki, sztandar w walce o zdobywanie dusz, w walce, którą prowadzą ciągle z szatanem.

Niech idą pod opiekę Moją w bój, choćby w samo piekło grzechu i nędzy, a zwyciężą wszystko. Sztandar Mój - to jakby Ja Sama, a taki kapłan dziecko przemienia się we Mnie, słaby jak dziecię, ale mocny mocą Mego Syna. Przemieniony w Nas jakby ta Hostia ofiarna, idzie przez życie i zdobywa tysiące dusz, nie wiedząc nawet o tym. Bo dziecko nie wie, czy dokonało wielkich czynów, nie patrzy na siebie. Wie tylko, że jest małe i potrzebuje na każdym kroku opieki i mocy.

Daj Mi dusze kapłanów maleńkich. Swoje modlitwy, swoje ofiary wylewaj na nich. Cieszymy się, żeś się oddała na ofiarę za kapłanów żyjących i zmarłych.

23 lutego 1943 r.

Za te ofiary masz udział w działalności kapłanów, nie wiedząc nawet o tym.

Każda modlitwa i ofiara za kapłanów jest Nam bardzo miła. Bardzo pragniemy, abyś dusze dobrej woli pouczała o tym, jak wielką wartość w oczach Naszych ma kapłaństwo. Więc dąż do tego, aby wiele dusz ofiarowało się na ofiarę miłości za kapłanów. Czynią Nam tym wielką radość, bo jest w tym cząstka Naszych Serc i w tych Serach umieszczamy ich jako w pięknych ogrodach, wylewamy na nich przeobfite łaski, bo to jest jakby wojsko obronne czci całej Trójcy Świętej.

Syn Mój umierając oddał Mi w opiekę świętego Jana. Powierzył Mi w nim przede wszystkim Apostołów, a pierwszą założycielką Kościoła Ja jestem. Po śmierci Syna Ja byłam przewodniczką wszystkich Apostołów i berło pierwszego Królestwa to jest Kościoła, Ja dzierżyłam. Dlatego każdy kapłan - to Mój umiłowany syn, bez względu czy wznosi się do najwyższej świętości za łaską Naszą czy nie. Jest on jakby drugim Jezusem, to jest najukochańszym synem Moim, bo - jak ci już powiedziałam we Mszy Świętej powtarza: „To jest Ciało Moje”[Łk 26,26], „To jest Krew Moja”[Mt 26,28]. Nie mówi, że to jest Krew Chrystusa, ale: „To jest Ciało i Krew Moja” to znaczy, że jest drugim żyjącym Jezusem.

Gdyby kapłan widział swoją godność, do jakiej został wyniesiony, to uważałby się za przybytek Samego Boga, adorowałby sam siebie. Jest to często przed nim zakryte, aby nie unosiła go pycha. Powiedz kapłanom, że chcemy dużo takich przybytków, bo każde uniżenie się ich, modlitwa, każde ich cierpienie - to echo łączące ziemię z Niebem, gdzie jeden wielki hymn wznosi się ku Naszej chwale wołając: „Święty, Święty, Święty…”[Iz 6,3 i Ap 4,8]. Kapłan jest tak wielkim, że ma większą godność od Anioła. Bo Anioł nie rozwiąże grzechów na ziemi, nie zamknie piekła ani otworzy Nieba, nie wybawi duszy z czyśćca, bo nie może odprawić Mszy Świętej, nie wypędzi czarta z człowieka przez chrzest święty, nie zwiąże na ziemi małżeństwa i nie uczyni ich świętymi, a kapłan mocą Sakramentów świętych wszystko to wykonuje. Zawsze w czasie Mszy Świętej. Aniołowie usługują kapłanowi - są widzialni nieraz dla pewnych dusz.

Kochamy kapłana we wszystkich jego czynnościach, lecz najwięcej kochamy go, gdy w uiszczeniu własnej duszy i w ciszy domku Mego Syna modli się za siebie i cały świat.

Kapłan, który się modli - to potęga, bo nie zdobywa dusz mocą słów swoich, gdzie często jest domieszka próżnej chwały, ale zdobywa je mocą serca swego, łącząc swoje serce z Naszymi. Wtedy dokonuje czynów wielkich, bo nie on dokonuje, ale My. Taka modlitwa bez słów, takie przylgnięcie jego serca do Serc Naszych, to jak dotyk Bóstwa całej Trójcy Świętej. Wtedy on staje się jakby drugim Synem Moim na górze Tabor, zjednoczony z całym Bóstwem. Szaty jego stają się bielsze nad śnieg i jaśniejsze nad słońce, jak u Syna Mego [Mt 17,2], a Ojciec Niebieski z radością woła: „To jest syn Mój miły, w którym Mam upodobanie”[Mt 17,5].

Modlitwa kapłana – to nie jest [jego] modlitwa – to modlitwa równocześnie tysiąca dusz. Gdy My jemu dajemy łaski, dajemy równocześnie tym, nad którymi on pracuje i pracować będzie. Taka modlitwa sięga aż poza grób, bo to, co zasiał w duszach, promieniuje bez końca.

Gdyby dusza wiedziała co to jest modlitwa. Modlitwa - to świętość. Kto się modli, choćby był strasznym grzesznikiem, może stać się wielkim świętym. Przeciwnie zaś: kto się nie modli, choćby dokonywał wielkich czynów, przez czyn rzadko kiedy dochodzi do całkowitego zjednoczenia z Nami. Modlitwa - to Niebo, bo w Niebie dusze nic nie robią, tylko się modlą. Tak samo dusza modląca się – to Niebo, bo ona nie żyje już na tej ziemi, ale wzniesiona na skrzydłach modlitwy ponad ziemię, staje się jakby jedną pieśnią pochwalną, jakby najpiękniejszym kadzidłem i swoją wonią napawa Nas, a potem rozlewa tę woń po całej ziemi.

Daj Mi dusze modlitwy, zjednoczone z Nami. Nie tej modlitwy, której mówi się wargami, a serce ich dalekie. My pragniemy tego przylgnięcia serc do Naszych Serc, dusz do dusz Naszych. Każdy przelotny akt miłości [ku Nam], każde westchnienie i upokorzenie się przed Nami, każdy hymn pochwalny ku czci i uwielbieniu Naszemu – to zamknięcie sobie drogi do piekła, do czyśćca, to jest jakby jeden wzlot orli, zanurzający się w Trójcy Świętej i całym Niebie. Cała ziemia przeminie, ale miłość, jaką oddajemy za ten akt nie przeminie.

Chciałabym ci mówić wiele o miłości, bo chlubą jest dla Mnie - już powiedziałam - że zwana jestem Matką Pięknej Miłości.

Jan Święty

W testamencie nie chcę pominąć najdroższych Moich istot, to jest umiłowanego ucznia Mego Syna - Jana i najukochańszej córki Mojej - Magdaleny.

Gdy Syn Mój umierał i oddał Mi w opiekę ucznia Swego - jak ci już mówiłam - był to grot przeszywający Moje Serce. On Mnie wziął wtedy za Matkę, a Ja [jego] za syna. Dlatego Syn Mój Najukochańszy wlał wtedy w duszę Moją tyle miłości macierzyńskiej ku świętemu Janowi, że stałam mu się Matką, a stając się jego Matką, stałam się Matką całej ludzkości.

Syn Mój kochał świętego Jana za niewinność. On zawsze pierwszy odczuł przez Miłość, gdzie jest Mój Syn. W czasie wieczerzy spoczywał na Sercu Mego Syna i tak jakby wypił wszystką miłość i przeistoczył się w miłość. Miłość przyprowadziła go na Golgotę, bo zawsze dusze, które najwięcej kochają przyprowadza Syn Mój na Golgotę - nie po to, żeby cierpiały za siebie, bo często są to dusze, które nie potrzebują cierpieć dla oczyszczenia, ale cierpią dla innych. Święty Jan - to miłość cierpiąca za innych, za drugich. On kochał i całe jego życie było jednym aktem miłości i wciąż powtarzał: Miłość…..

Pragniemy dusz miłosnych, przepojonych miłością, rozlewających miłość dookoła, przemieniających się w miłość ku Nam. Dusza, która kocha jest zdobywczynią serc, ogniwem łączności Nieba z ziemią. To jest miłość. Jeżeli się kocha, cierpi się z weselem, z radością. Dusza, która kocha, nie załamie się, bo miłość będzie dla niej jak rosa orzeźwiająca kwiaty. Choćby przez cały dzień słońce swoim żarem paliło, jeżeli jest silna rosa w nocy, żadna roślina, żaden kwiat nie zginie...

Dusze chociażby były pod ciężarem Krzyża i stały pod Krzyżem tak jak Ja, nie zachwieją się. Przeciwnie, w cierpieniu hartują się. Bo miłość bez cierpienia - to jak róża bez łodygi: Choćby była najpiękniejsza, a nie będzie miała łodygi, straci na piękności.

26 lutego1943r.

Dusza, która cierpi, jest bardzo droga i słusznie zwiemy ją Naszym dzieckiem. Bo Ja i Syn Mój już cierpieć nie możemy, a dusza cierpiąca wyrównuje to, czego Nam nie dostawa. Przeto zdobywa sobie szczególne łaski współodkupienia. Ona idzie przez życie z Krzyżem.

Im więcej dusze kochamy, tym więcej dajemy im cierpień. Nie dlatego, aby ją gnębić i obarczać cierpieniami, jakbyśmy w tym znajdowali radość. Przeciwnie, współczujemy z nią, jakby razem z nią cierpimy, lecz zarazem dajemy jej nadzwyczajne łaski dla niej i dla innych dusz.

Dusze, które się modlą i cierpią, więcej zdobywają Nam dusz niż te, które działają czynem i robią rozmach wielki z tego apostołowania, bo apostołując mają pewne zadowolenie, a dusze, które modlą się i cierpią nie mają żadnej radości, bo ich miłość własna nie jest podsycana, ale przeciwnie, zabija się.

Dopuszczamy na takie dusze oschłości albo cierpienia fizyczne, albo jawne prześladowanie od ludzi. Duszom takim, pogrążonym w smutku, zdaje się, że są przez Nas opuszczone, że są grzeszne, niewarte pociechy. Myślą, że z całą karą zemsty czyhamy na nie... Ale tak nie jest. Im większa dusza, im większe jej posłannictwo, im większych rzeczy ma dokonać, tym większe dajemy jej cierpienie, aby odczuwała Naszą Bolesną Mękę, aby odczuwając przelewała to w drugich i zrozumiała każdą duszę cierpiącą i smutną, by znalazła dla niej balsam ukojenia i pociechy. Dusze cierpiące. Cieszcie się i weselcie, gdyż jesteście przybite do Krzyża tak jak Syn Mój i cierpicie tak jak Ja. W cierpieniach waszych odrodzicie się same, przez cierpienia odrodzicie drugich, przez cierpienia wasze staniecie się jak gwiazdy błyszczące i świecić będziecie w Naszej chwale dla waszego uczczenia.

Nie myślcie, że zapominamy o waszym cierpieniu lub dajemy je wam jakby bezmyślnie. Tak nie jest. Każde cierpienie, każda zadana rana jest odbiciem Naszej Męki, abyście głosiły z Krzyża i powtarzały ciągle Nasz Testament, to jest Miłosierdzie Nasze wielkie.

Syn Mój i Ja cierpieliśmy strasznie, aby odrodzić świat, wybawić od grzechu. Każdy wasz cierń, każdy ból, każda łza, są Nam tak drogie, jak Krew na Krzyżu Mego Syna i łzy Moje pod Krzyżem. Mój Syn nie może już przelewać Krwi na Krzyżu i Ja nie mogę wylewać łez - ale wy, którzy [cierpicie na ziemi i łączycie swój krzyż z] ofiarą Mszy Świętej, [przyczyniacie się do] spełnienia wielkiego dzieła zbawienia ludzkości.

Odkupić duszę - lub nie, cierpieć za nie lub nie, to nie jest rzeczą drobną. Mógłby ktoś pomyśleć: "czy będzie jedna dusza odkupiona - lub nie, mniejsza o to". Każda dusza jest tak drogocenna w oczach Naszych, ma tyle wartości, co Krew Mego Syna. Gdyby potrzeba było zbawić jedną duszę, aby chwaliła ona przez wieczność Trójcę Przenajświętszą, Syn Mój dałby się przybić do Krzyża, a Ja poniosłabym wszystkie męczarnie, by zdobyć dla niej wieczne szczęście. Krew Mego Syna, a dusza - to jedno.

Idź i szukaj Mi dusz cierpiących. Przyprowadzaj Mi te ciche ofiary, złamane serca przybite do Krzyża boleści, Krzyża [z] bólami cierpień fizycznych, niosące krzyż udręki wewnętrznej. Szukaj Mi takich dusz, które stoją nieraz bezradnie, nie wiedząc, za kogo cierpią i na co. Są bliskie rozpaczy. Zdaje im się, że wszystko stracone, że są zapomniane przez ludzi i przez swoich najdroższych i jakby także przez Nas. Takie dusze przygniecione całym ciężarem cierpień są jakby bez promyka pociechy.

Dusze, żyjące bez promyka pociechy, nie lękajcie się, nie myślcie o tym, że jesteście opuszczone przez wszystkich. Ja jako Matka Pięknej Miłości, Matka Miłosierdzia, Matka wszelkiej pociechy, słyszę każde wasze westchnienie, Ja widzę każdą waszą łzę. Choćby wam się zdawało, że Syn Mój was opuścił, to wiedzcie, że Matka nigdy nie opuści nikogo. Gdy widzisz takie dusze i nie umiesz ich sama pocieszyć, przyprowadź je do Mnie - nie dlatego, iżbym Sama nie widziała ich cierpień, ale dlatego abym im powiedziała, że jestem Matką, która mieszając łzy Swoje z ich łzami i całą ofiarą Męki Serca pod Krzyżem z ich cierpieniami, przedkładała je Synowi Swemu i wspominała Mu, jak strasznie cierpiał na Krzyżu. Razem z Jego Bolesną Męką, ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu ich cierpienia, by przyjął je jako zadośćuczynienie za grzechy i potrzeby innych dusz, za te, które nie chcą cierpieć, nie chcą uznać Naszej Bolesnej Męki, nie uznają Naszego wielkiego Miłosierdzia.

Dlatego każda dusza zjednoczona z Nami, czy to kapłan, czy dusza dążąca do doskonałości, czy stojąca na niskim poziomie świętości, jeżeli zrozumie, co to jest cierpienie, modli [się] i cierpi, ta jest zdobywczynią serc, ta jest jakby pochodnią zapalającą miłość, ta jest jakby tarczą zasłaniającą świat przed wszelkimi karami: jakby najpiękniejszą zorzą poranną, która rozświetlając pierwsze brzaski, budzi do życia cały świat. Staje się jakby odrodzeniem, jakby nowym zmartwychwstaniem, wskrzesza umarłych do życia i tak promieniując, odradza się sama, leci szybkim lotem do najwyższych świętości, bo sama oczyszczając się przez cierpienie oczyszcza innych. Sięga nawet aż poza grób. Bo jeżeli cierpi i modli się, korzystają z tego nie tylko dusze żyjące, ale i zmarłe. Żyje w Nas, przez Nas i dla Nas. Sama nie wie nawet o tym, że wyniszczeniem swoim własnym przez cierpienia staje się Niebem już tu na ziemi i napełnia Niebo całe jakby najpiękniejszymi kwiatami, które [zrodzone] na Krwi Mego Syna i Jego cierpieniach Miłości. Kwiaty te zapachem, wonią swoją napawać będą całą Trójcę Przenajświętszą.

/Wizja Nieba - opis później./

Co to jest Niebo? Niebo jest jedną Miłością, zdobytą przez Mękę Mego Syna, przez cierpienia dusz na ziemi połączone z Jego cierpieniami. Każdy święty, który tam przebywa, który przeszedł przez ziemię kochając, modląc się i cierpiąc, jest tym drogocennym kwiatem, który roztacza woń i wydaje zapach. Ma on pewien czar swoich cnót, które pielęgnował już tu na ziemi, a gdy przychodzi do Nieba, przemienia się w Trójcę Świętą, która jest jakby wielkim ogrodem, a oni kwiatami.

Przez Krew Odkupienia, przez łączność swoich cierpień i ofiary, wydają one woń jakby Trójcy Świętej. Woń ta rozchodzi się, przenika jedno w drugie, wydaje zapach - i staje się jednym ogrodem.

Tak samo dzieje się ze światłem. Dusza zjednoczona z Trójcą Świętą, otrzymuje nadzwyczajne łaski. Światłość przeistacza się w nią i Światłość Trójcy Świętej staje się światłością takiej duszy. Ona idąc przez ziemię, jest jakby pochodnią i przyświeca innym duszom nosząc /ma światłość w sobie/. Gdy przychodzi do Przybytku Światłości znowu /ma światłość w sobie/ w Trójcy Świętej staje się światłością. Dlatego Kościół Święty powtarza: „A Światłość Wiekuista niechaj im świeci”. Dusza, jest to zapach kwiatów i światłości.

/Wizja - Święty Jan./

Dajemy ci poznać tu na ziemi Naszego umiłowanego syna - świętego Jana, bo on był pochodnią miłości, która rozpala dusze ludzkie. Jest kwiatem najpiękniejszej czystości i światłem, które świeci jak słońce w południe. Dusze, które chcą się wzbić orlim lotem na najwyższe szczyty świętości, niech się modlą do niego, a otrzymają te trzy dary: miłość, światłość i czystość.

Widzisz więc stąd, iż miłość, aby była prawdziwą miłością, musi być cierpiąca i stać pod Krzyżem jak Mój przybrany syn święty Jan. On stał i nie zachwiał się w cierpieniu, bo kochał. Kochając stał się jakby światłem. Światło dało mu to, że kochał przez całe życie największą z cnót: śnieżną biel czystości.

Chcę ci wytłumaczyć, dlaczego pokazałam ci świętego Jana, dlaczego widzisz umiłowanego ucznia Mego Syna i Mego przybranego syna.

Święty Jan był miłością cierpiącą i dziewiczą. Dusze dziewicze, to kwiaty zwracające swe kielichy ku Nam w swej śnieżnej bieli. Dusze takie kochając przebóstwiają się w Samą Trójcę Świętą i mają ten przywilej, że są w ustawicznej obecności Bożej i wszędzie widzą Boga. Wzrok mają orli, zwrócony zawsze ku wyżynom i jak orzeł są lotne. Nie przywiązują się do ziemi, ani [do] stworzeń, Mają tę przenikliwość już tu na ziemi, że gdziekolwiek się obrócą, widzą zawsze Boga jako Piękno: czy w przyrodzie, czy w jakiejkolwiek rzeczy.

Dusze takie chodzą ciągle w światłości, gdyż widzą wszędzie Boga. Są oświecone Jego światłem więcej niż inni. Duch Święty z miłością spoczywa w takich duszach, dając im Swoje dary, tak, że działają one nie od siebie, lecz przez te dary.

Każda taka dusza - to przybytek Ducha Świętego i całej Trójcy Świętej, to umiłowane dziecko Moje, bo Ja jestem Matką Pięknej Miłości. Wlewam im tę miłość w serca i przez tę miłość działam w nich. Depczę ciągle piekielnego węża, chronię ich i zasłaniam Swoim Sercem Macierzyńskim. Staję się im Matką, jak świętemu Janowi.

Przez Moje Niepokalane Poczęcie stwarzam dusze śnieżnobiałe, kwiaty, których wonią napawam się, zapachem ich złączonym z Moją wonią upajam całą Trójcę Świętą, tak, że każda dusza jest dla Nas Niebem na ziemi. Przechadzamy się w niej jak w komnatach niebieskich i znajdujemy taką rozkosz, jak w komnacie Trójcy Świętej. Dusze takie idą przez życie owiane zapachem świętości całej Trójcy Świętej, wzbogacone wszystkimi łaskami Ducha Świętego. Mają wielką moc nad piekłem i szatanem.

Szatan nie lubi dusz czystych, bo sam jest duchem nieczystym. Największy bój stacza o takie dusze. Aby więc uchronić je od pychy na swą piękność, aby nie poszły za podszeptem księcia pychy, dajemy im ze Swej Bolesnej Męki wiele do cierpienia. Dusze takie cierpią bardzo wiele przez samą walkę ze sobą, z szatanem i światem. Często są kuszone, bo szatan ciągle zastawia na nie sidła. Często obarczone są skrupułami i to sprawia im wielkie cierpienie. Ze strony świata, przeważnie bywają lekceważone, mało doznają uznania i wskutek tego także cierpią. Często dusza poświęcona dla Nas i dla świętości i czystości swego serca ponosi wiele prześladowań. Już samo to, że ciągle narażona na ustawiczne walki i pokusy, jest dla niej wielkim cierpieniem, z drugiej strony to, że idzie przez życie zawsze sama.

Ta samotność jest dla niej wielką rozkoszą, ale też znowu wielkim cierpieniem. Bo oddać ziemię i jej dostatki jest niczym, ale oddać swe serce, zamrzeć wszelkim uczuciom i złożyć w ofierze, jakby czarę pięknych woniejących kadzideł, stawiając ją przed ołtarz Naszych Serc, aby zapach ten był tylko zapachem Naszym, taka rzecz jest w oczach Naszych jako od stworzenia wolnej woli, /bo może dać swoje serce, albo nie/ najpiękniejszym śpiewem, który łączy się ze śpiewem wszystkich Świętych i Aniołów i upaja Nasze Serca. Jest to pieśń Pięknej Miłości, która [zaczyna] się już tu na ziemi.

Dusze takie niebiańskie idą w pochodzie przez ziemię, są w ciągłej łączności z całym orszakiem Świętych i Aniołów, śpiewając pieśń na cześć Syna Mego, Baranka Niepokalanego. Powiedz takim duszom, gdy są smutne, że mniejsza o to, że nie są rozumiane na ziemi. Świat nigdy nie zrozumiał i nie zrozumie jaka jest wartość duszy człowieka i jak jest piękna w swoim ukryciu, jakie niezdobyte są w niej skarby cudów dokonujących się w duszy przez łaskę poświęcającą.

Gdyby świat wiedział, co się znajduje w takiej duszy czystej i pięknej, znajdującej się w ukryciu, myślałby, że to Bóg i oddawałby cześć jako Bogu.

Dlatego takie dusze pozostawiamy zawsze w ukryciu, bez uznania nie tylko w oczach innych, ale i własnych. Chcemy ogrodzić cierniem jak ogradza się ogrody, aby nikt do niej nie miał przystępu. O takie dusze Ja i Syn Mój zazdrośni jesteśmy bardzo...

Dusze śnieżne, serca dziewicze przełamane bólem i cierpieniem, niech przychodzą do Mnie. Ja Matka Pięknej Miłości zrozumiem je. Ja Matka Pięknej Miłości, pocieszę je. Ja Matka Pięknej Miłości, wzmocnię je. Pod Moim sztandarem one walczyć będą, zdobędą całe hufce dusz dziewiczych. Moją mocą zdepczą piekielnego węża, a hasłem ich ciągłym będzie ten hymn dla Mnie pochwalny.

Jam jest Niepokalanie Poczęta. Niepokalanością Moją przejdą przez życie nieskalane choćby im się zdawało, że są ciągle grzeszne. Jest to dar największy dla nich, że będąc maleńkie, stały się wielkimi, bo kto mały, ten jest wielki.

Nic tak prędko nie ginie jak zapach lilii, jeżeli nie jest ona uchroniona, czy przed deszczem, czy przed słońcem, czy przed burzą. Inne kwiaty są bardziej odporne na wszelkie zmiany atmosferyczne. Lilia jest piękna, ale zawsze słaba. Trzeba jej rosy porannej, słońca - a nie żaru silnego i wielkiego deszczu ani burzy.

Takim duszom liliom, aby przeszły przez życie spowite w swoją śnieżną biel potrzeba, aby były zawsze maleńkie. Potrzeba im rosy niebiańskiej, a tą rosą jest Krew Mego Syna. Jeżeli nie będą codziennie skrapiane i napawane Krwią Komunii Świętej sakramentalnej /w razie niemożności - duchowej/, zwiędną kielichy ich kwiatów i narażone będą na ciągłe zniszczenie. Bo Krew Mego Syna jest życiem dla dusz. Kto nie pije tej Krwi, jest jakby umarły: żyje, ale bez życia duszy, nie ma życia w sobie.

Pragniemy, aby dusze przychodziły do Nas po to życie i piły, a choćby były zwiędłe i umarłe - powstaną. Choćby kielichy ich kwiatów śnieżnej białości pod wpływem żaru pokus schyliły się do samej ziemi i zdawałoby się im, że zbrudzone są i usychają, niech się nie boją. Dopóki pić będą tę Rosę Ożywczą i karmić się będą Ciałem Mego Syna niech są pewne, że nie zginą. Każda Komunia sakramentalna - to jakby narodziny Mego Syna w duszy. On się rodzi w nich i odradza je. Jest to jakby Zmartwychwstanie. Tam gdzie zdaje się być zamarcie i grób, On zmartwychwstaje i daje życie.

28 lutego 1943 r.

Dusza, która przychodzi do tego źródła i pije, jest jakby ciągłą wiosną. Nie ma w niej zimy ani mrozu, nie ma w niej zamarcia takiego, jak pozornie zamiera ziemia w zimie, nie ma lata gorącego, kiedy żar słońca wypala doszczętnie nawet trawę na łąkach i górach. Tam nie ma smutnej jesieni, kiedy żółknie liść i opada. Tam jest jedna wiosna życia. Bo kto daje życie, musi żyć, a dusza żyjąca w łączności z Moim Synem, staje się drugim Nim. Krwią Jego napojona dochodzi nieraz do tak wielkich upojeń miłości /gdyż pije Miłość/, że gdyby nie Nasza Łaska, która równoważy ją w danej chwili, uważano by ją za szaloną.

Bo kto pije Krew Mego Syna - upaja się, jest jakby pijany z miłości. Dusza przepojona jest tym Winem Miłości, którym Mój Syn pierwszy raz dał upojenie Mnie i Apostołom. Wszyscy tam, stali się przeistoczeni, przebóstwieni, a przybrany syn Mój święty Jan, kładąc się na Sercu Mego Syna, wypił jakby z tego Serca skarby mądrości i umiejętności, wypił jakby całą miłość, poniekąd jakby skradł Serce Mego Syna. Kradnąc to Serce, stał się tak wielką miłością, że jakby odtąd nie miał już własnego serca, tylko Serce Mego Syna. Szedł przez życie wołając: „Bóg jest Miłością”[1 J 4,8.16].

Życie jego było jednym aktem miłości. On nie umiał o niczym myśleć, o niczym mówić, tylko żył jednym aktem miłości, nawołując ciągle: „Synaczkowie, kochajcie się. Ludzie miłujcie się”. Bo kto kocha przeistacza się w miłość. Wiedział o tym dobrze, że jeżeli ludzie będą się kochali - nie wiedząc o tym, bezwiednie przeistoczą się w miłość. Wpatrzeni w miłość, będą widzieć dookoła siebie tylko miłość. Sami kochając, rozlewać będą tę najpiękniejszą woń z kwiatów swej śnieżnej białości, skraplaną ożywczą rosą Krwi, w drugie dusze, udzielać im będą balsamicznego zapachu swej świętości.

Kto kocha, ten idzie przez życie prawie bez grzechu. Miłość go oczyszcza, miłość wybiela, miłość daje mu moc i jakby skrzydła do ciągłego lotu, tak, że dusze takie nie są przy ziemi, lecz szybują, ciągle w locie. Przejdą najsroższe cierpienia dla chwały Syna Mego, gotowi są iść na męczeństwo najstraszniejsze. Hasłem ich jest "Miłość".

Dusze takie, rozgorzałe w miłości Mego Syna, tak jak drugi Mój syn święty Jan, są najbliższe Serc Naszych. Bo serce, które kocha, nie ma innych pragnień w niebie i na ziemi, tylko kochać. Jeżeli dusze zwracają się z całą miłością do Serc Naszych, wtedy upajamy je miłością i dajemy im tę łaskę, że widzą Nas wszędzie, tak jak umiłowany uczeń wśród wszystkich Apostołów zawsze pierwszy widział Mego Syna.

Miłość - to nic innego, jak czystość serca. Nie tylko ten jest czysty, kto zachował dziewiczość. Kto zachował dziewiczość, a nie ma miłości, o tym nie można powiedzieć, że ma czystość serca. Bo dziewiczość bez miłości - to jak słońce w dniu pochmurnym; słońce nigdy nie gaśnie, lecz zakryte jest chmurami.

Dusze dziewicze, posiadające czystość ciała i serca, są jak te ognie zapalne, jak to słońce zwrócone ku Nam, dlatego, że posiadają miłość serca. Są jak te słoneczniki zwrócone ku Nam jako ku najwyższemu Słońcu.

Słoneczniki nie zwracają się nigdy w stronę gdzie nie ma słońca. Dusza, która kocha, jest zawsze rozsłoneczniona. Przez świętość Naszą ma tę przenikliwość, że kochając - ma wzrok orli i wszędzie widzi Miłość, tak jak Nasz kochany uczeń święty Jan. Było mu dane widzieć największe tajemnice w wizjach /Apokalipsa świętego Jana/ dlatego, że posiadał dziewiczość i serce rozgorzałe miłością.

Tajemnice jemu objawione nie były przedtem [objawione] nikomu w takiej mierze i nikt ich też dotąd nie rozumiał tak jak on. Bo nie ma takich dusz, które by przyjęły ten dar i mogły ze swych udzielać innym. Objawienia te były mu dane w nagrodę za wierną miłość, dziewiczość ciała i serca. Miał orle serce, orli wzrok. Przenikliwość jego była tak głęboka, że zapatrzony ciągle w Trójcę Świętą stał się niezbadany w swoich wizjach, tak jak dotąd niezbadana jest Trójca Święta.

Trójca Święta jest dotąd niezbadana, [dlatego] że jest Ich Trzech w Jednym Bogu. Dusze, które filozofują, analizują, jak to być może nie odgadłyby tego najgłębszym rozumem. Dla nich jest ta tajemnica niezbadana, niezrozumiana... Dusze bowiem chcą badać tajemnice Nasze rozumem, nie wiedząc o tym, że tajemnice najgłębsze zbadają tylko sercem.

Kto kocha, ten wyczuwa intuicyjnie wszystkie pragnienia, poniekąd wszystkie myśli ukochanej osoby… Tak samo i tu: dusza prosta o sercu kochającym, zgłębi największe tajemnice bez rozumowania, bez analizy. Ona wie, że Bóg to Miłość, a Trójca Święta - to też nic innego jak tylko Miłość. Ojciec kocha Syna, Syn kocha Ojca w łączności z Duchem Świętym, Duchem Miłości. Wszyscy są więc jedną Miłością, dlatego nazywają się nierozerwalną Trójcą Świętą.

Miłość prawdziwa też się nie rozdziela. Jeżeli się kogoś kocha, nigdy się z nim nie rozłącza. Gdy się kogoś kocha, jest się z tą osobą związaną przez miłość. Jedno żyje w drugim - tam nie ma rozdziału. Miłość oznacza także jedność. Może być tysiące osób: jeżeli one się kochają, wtedy jest jedna myśl, jedno serce - a przecież przedstawiają Nam tysiące serc.

Tak samo w Trójcy Świętej: Są Trzy Osoby, ale Jedna Miłość i nierozdzielność. Bóstwo zmieniło się w Bóstwo. Bóstwo stało się Bóstwem. Bóg powiedział o Sobie: "Jam jest, który jest"[Wj 3,14]. Miłość zrodziła Miłość. Miłość rozlała się w Miłość.

Jeżeli znajdujemy duszę przepojoną miłością, o dziewiczym sercu, Trójca Święta zakłada w niej Swój przybytek. Dla takiej duszy Ona nie jest niezrozumiana. Dusza kocha, lecz nie rozumuje. Rozum wtedy wpada jakby w przepaść. Jej nie potrzeba szukać czegoś - przedmiotu miłości. Ona zgłębia wszystko, ona pogrążyła się w Miłości i stała się jedno, stała się jakby nierozdzielną istotą, jakby Trójcą Świętą.

Nie ma w tym nic niezrozumiałego, bo powiedziane jest: „Kto Mnie miłuje, Ojciec Mój przyjdzie i mieszkanie u niego założy”. A jeżeli ktoś mieszka w kimś, to - jak sam rozum wskazuje - jest tą samą istotą. Ażeby i inne dusze zrozumiały to, co ci powiem, wytłumaczę ci teraz jasno: masz teraz powiedzieć, jak wielkie są dusze w oczach Naszych - dusze dziewicze, dusze orle, dusze kochające, posiadające dziewicze serce. Powiedz duszom tak:

Każda dusza bez względu na to, czy posiada dziewiczość ciała czy nie, ale posiadająca dziewiczość serca, to znaczy - jak już powiedziałam - czy będą to dusze przepojone miłością, czy będą to dusze związane małżeństwem, czy w stanie wdowim, choćby nawet i dusze upadłe, jeżeli w ich sercach pali się kaganiec miłości, mogą wzbić się wysoko, dojść do najwyższego zjednoczenia i najwyższej świętości, a to dlatego, że kochają. Bo miłość jest tak wielka, że wszystko przeminie na ziemi, a miłość nie przeminie. Miłość sięga poza grób.

Miłość nie ma żadnej przeszkody w kochaniu. Bóg, gdy widzi duszę kochającą, nie widzi żadnych przeszkód, aby zjednoczyć ją z Sobą i zrobić z niej najwspanialszy przybytek Swój i zamieszkać w niej tak samo jak mieszka cała Trójca Święta w Sobie.

Natomiast dusze posiadające i rozum wielki i dziewiczość ciała, a nie posiadają serca, są jak te to słońca przyćmione chmurami, słońce jest słońcem, ale zamglone. Dusze takie posiadają dziewiczość ciała, ale nie mają serc zapalonych miłością i czystością serca. Czystość ciała jest jakby bez znaczenia: Dusze takie idą przez życie jakby zaćmione. Nie mają wzroku jasnego, bo są mgłą zakryte - brakiem miłości. Dusze takie nie widzą Nas, a My też nie możemy im dać tych łask aby Nas ujrzały, bo to co mają najdroższego, to jest miłość, rozrzucają gdzie indziej, a nie w Nas. Są jak to słońce, które promienie swe ma rozrzucone na cały świat, ale zasłonięte jest chmurami, świeci ale nie grzeje i nie rozpłomienia. Lecz niech tylko jedna chmurka przeleci to znaczy niech dusza wzbudzi jeden akt miłości, słońce w tej chwili przedostaje się, rozpłomienia i daje życie wszystkim dookoła. Taka dusza przyćmiona jest jak na wpół umarła - żyje, ale ponieważ nie kocha, ciemna jest. O takiej duszy możemy powiedzieć, co o statui: choćby statua była z marmuru i najpiękniejszego kruszcu cóż z tego, kiedy nie żyje.

2 marca 1943 r.

Syn Mój mówił w przypowieściach o pięciu pannach mądrych i pięciu pannach głupich. Pięć panien mądrych - to dziewice o gorącym sercu. Miały lampy pełne oleju, to znaczy, że miały miłość. Idąc też z wielką miłością przyjęte zostały na gody, bo oblubieniec znalazł je czuwające, to jest rozgorzałe miłością. Mając w sobie miłość, to jest tę oliwę i płomień, nie tylko same paliły się w miłości, ale dawały światło na drugich, bo miały kaganiec - świeciły, promieniując w dal....

Dlatego oblubieniec przyjął je z wielką miłością na gody i wprowadził do komnat swoich, do przybytku Serca Swego, za to, że kochały [i] z zazdrością strzegły swojej miłości, bo nie tylko miały kagańce oliwą napełnione, ale miały oliwę w zapasie. To są dusze, które kochają, przez akty miłości rozpłomieniają się coraz wyżej i wyżej i stają się jakby żywymi lampami, spalającymi się w żywej miłości ku Nam.

Głupie panny też były dziewicami, ale że nie miały miłości, to jest tych lamp gorejących, nie czuwały nad tym, by dolewać oliwy, więc ich miłość wygasła. Gdy oblubieniec zapukał, szukały bezradnie światła. Lecz gdy był czas, to spały, nie starając się o to. To są dusze niemające dziewiczości serca, niemające miłości, które nie były oderwane od uczuć ziemskich. Dlatego nie zostały przyjęte na gody i usłyszały te straszne słowa: „Nie znam was”[Mt 25,12].

Ale i takie dusze niech się nie trwożą. Często są dusze, które pragną kochać, ale nie mogą znaleźć drogi do miłości. Niech tylko czuwają i mają dobrą wolę, niech każdy najdrobniejszy akt miłości rzucają w Nasze Serca, a rozpłomienią się i lampy ich serc będą świecić.

Magdalena

Najukochańsza Nasza córka Magdalena życie swoje utopiła w najstraszniejszym bagnie i błocie - a mimo wszystko stała się tak piękną jak lilia o najświeższym zapachu, jak poranek dnia pełen wiosny i świeżości. Straciła dziewiczość ciała, ale że miała serce płomienne i to nie jak jeden płomień, ale jak tysiące ogni - przeto płonęła miłość jej. Wydobywszy się raz z błota grzechu, przezwyciężyła wszystko, obmyła się w krynicy Serca Mego Syna przez żal i łzy i tę tak wielką, aż do szaleństwa posuniętą miłością. Stała się ukochanym Naszym dzieckiem, bo na nią wylało się największe Miłosierdzie Serc Naszych i Krew Mego Syna nie poszła na marne.

Odkupienie choćby tylko tej jednej duszy byłoby wielkim tryumfem dla Mego Syna, bo zgniótł grzech, z błota wydobył najpiękniejszy kwiat, który rozlewał woń jak ten olejek pachnący, którym namaściła nogi Mego Syna w czasie uczty u faryzeusza.

Jej życie było jakby jedną spowiedzią przez akt żalu i miłości. Syn Mój nazywałumiłowanym dzieckiem. Dlatego ją najwięcej kochał, że uwierzyła w Jego Miłosierdzie i ufała Mu. Gdy usłyszała z ust Mego Syna te słowa: „Przebacza się jej wiele, bo wiele umiłowała”[Łk 7,47], wiara i ufność w przebaczenie zrobiły ją tak spokojną, że nigdy nie miała żadnej wątpliwości. Wiedziała, że Syn Mój miał moc przebaczenia.... Nie rozbierała swych grzechów, czy one były wielkie, czy małe. Ona usłyszała słowa przebaczenia i to jej wystarczyło. Jej wiara i ufność w Miłosierdzie jej Mistrza, uczyniły ją jakby bezgrzeszną.

Ona kochała. Wierzyła w miłość ukochanej Istoty, brzydziła się swoim grzechem, widziała swoją nędzę i słabość. Wiedziała, że nie posiada niczego, czym by się chełpić mogła. Siedziała zawsze u stóp Mistrza i słuchała słów Jego w największej pokorze, a ponieważ kochała, doszła do tak wielkiej miłości, że można ją było nazwać szaloną. Nie było dla niej żadnych przeszkód, gdy chodziło o jej Mistrza. Szła wszędzie z Nim, na śmierć i na życie. Gdy był jej gościem w Betanii, siedziała u stóp Jego, zatopiona w miłości i było jej dobrze. Największym jej szczęściem było, gdy mogła przebywać z Nim. Ale również, gdy szedł na Bolesną Mękę, potrafiła iść za Nim.

Pocieszała Mnie w największych boleściach, sama pogrążona w najgłębszym smutku. Wśród łez przeszła całą Drogę Krzyżową, patrzyła na straszne Jego cierpienia… Serce jej tkliwe, przepełnione miłością, odczuwało całą mękę w tysięczny sposób. Przeszła aż na Golgotę. Nie opuściła Go ani na chwilę - i tak jak w Betanii trzymała się u stóp Jego w najniższym uniżeniu, tak też na Golgocie, gdy przybito Go do Krzyża, znowu usiadła pod Krzyżem, a Krew Mego Syna spływająca kroplami obmywała jej grzechy, bieliła ją…

Dla Mego Syna wiszącego w strasznej katuszy była ona wielką pociechą, taką samą jak Dobry Łotr. Jak przez niego Jego Miłosierdzie uwydatniło się w całej pełni, tak z drugiej strony patrząc na Magdalenę widział, że Krew Jego, Jego Bolesna Męka, Jego Miłość do stworzeń, nie poszła na marne. Cała Męka Mego Syna - to jedno wielkie Miłosierdzie, jedna Miłość, wypełnienie Jego słowa, że „przyszedł szukać, co było zginęło”[Łk 19,10 i Mt 18,11]. Widział teraz, że znalazł to, czego szukał, bo zaginiona oczyszczona w Krwi Jego przedstawiała całą ludzkość, dla której tak strasznie cierpiał.

O, dusze. Choćby grzechy wasze były tysiąckroć większe niż grzechy Magdaleny, choćby serca wasze były jak zamarłe i straciłyście wszystką wiarę nie tylko w Boga i wszystko, co jest najświętsze, ale i wiarę w samych siebie, że nic nie podołacie, że nie jesteście zdolne podźwignąć się z waszych grzechów, z tego błota moralnego, że nie macie siły ani mocy, nie lękajcie się. Jam jest Matka wielkiego Miłosierdzia: Ja teraz do was przemawiam:

Grzech, który jest obmyty przez wasze łzy i żal, grzech na który spływa co dzień w tysięcznych ofiarach Krew Mego Syna, przepadł tak jak kropla rosy w niezmierzonych falach morskich. Kto żałuje za wszystkie swoje grzechy, choćby to były największe zbrodnie i wzbudzi jeden akt żalu - to nic innego jak miłość.

Z miłości Ojciec Przedwieczny posłał Swego Syna na ziemię, aby odkupił świat i z miłości Syn przyjął tak straszne Męki. Wierzcie w Ich Miłość. Niech wiara otworzy wam oczy, a oczy wasze niech będą wpatrzone w najukochańsze źrenice Ojca Przedwiecznego, które są Światłością świata i z czułością patrzą na was. Patrzcie w Boskie oczy zalane Krwią wśród strasznych mąk i katuszy Mego Syna. A gdy wzroku waszego nie ośmielicie się podnieść z powodu grzechów waszych, by spojrzeć w Oblicze Boga Ojca i Syna, wtedy patrzcie na Mnie: na Moje oczy zalane łzami, w Moje Serce przebite mieczem boleści. Tutaj, wśród tej strasznej tragedii, jakiej świat nie widział i widzieć nie będzie, a która odbyła się na Golgocie, Ja otwieram Swój Testament i jako Matka, która jakby na nowo rodziła was w strasznej męczarni, a przez tę męczarnię odnowiła was, wołam do was:

Przez tę Bolesną Mękę, przez Krew Mego Syna, przez wszystkie Moje boleści, wołam: przyjdźcie do stóp i tu, razem z nietykalną dziewiczością serca umiłowanego ucznia Naszego, razem z pogrążoną w bezbrzeżnym żalu i wielkiej miłości Magdaleną, znajdziecie wszystko: przebaczenie, miłosierdzie i miłość. Dajcie Mi tylko ten wasz ból, te wasze troski, ten żal, że nie jesteście piękne tak, jak chciałybyście nimi być. Ale dajcie Mi te łachmany, te brudny wasze. Dajcie Mi mękę waszą całego serca. Ale łącznie z tym wszystkim dajecie Mi jedną iskrę miłości, dajecie Mi iskrę ufności, dajecie Mi iskrę wiary, że wierzycie w Naszą Miłość, a staniecie się dziećmi Naszymi.

Wierzcie, że jesteśmy dla was jednym Miłosierdziem. Zapominamy wszystko, przebaczamy wszystko. Z bagien najstraszniejszych, z waszego błota moralnego, staniecie się jako lilie białe. Z serc waszych wyschłych, zamarłych, pogrążonych w namiętnościach, gdzie już nie macie polotu ani iskier do rozpalania się, zrobimy z was ognie gorejące. Będziecie tylko same spowite w śnieżną biel dziewiczych serc waszych, ale płomień wasz rozniesie się przez waszą dobrą wolę poprzez wszystkie krańce ziemi… zapachem wonności waszej owiane, roztaczać będziecie tę woń w inne dusze: dusza w duszę, serce w serce.

Przychodźcie do Mnie często po siłę i moc, a będę wam Gwiazdą Przewodnią. Gdy świat będzie was pociągał w namiętności wasze, spójrzcie tylko na Mnie z czułością, a Ja, Matka Pięknej Miłości, wezmę was pod sztandar Swojej opieki. Choćby całe piekło rzuciło się na was, a lew ryczący chciał was pożreć, nie lękajcie się. Pijcie tylko Krew Mego Syna w Komunii Św. Tak Krwią napojone staniecie się mocne, mocą tej Krwi staniecie się silne, bo nakarmione Jego Ciałem, napojone Jego Krwią, będziecie pragnąć. Pragnienie wasze rozciągniecie na cały świat, aby inne dusze Nas chciały kochać i uwielbiać.

Pragnienie te rozpali was. Staniecie się jakby upojone szałem miłości świętej, jak córka Nasza Magdalena, która przeszła przez życie jak jeden płomień miłości. Była Mistrzowi swemu wierną sercem w najstraszniejszych Mękach, jej miłość sięgała aż poza grób. Gdy złożono Go do grobu, ona pierwsza, zrywając się przed brzaskiem słońca, poszła do grobu swego Mistrza i Pana, niosąc najwonniejsze olejki, by Go namaścić, a gdy Go nie znalazła, była jak oszalała z rozpaczy, bo kochając, odchodziła prawie od zmysłów. Tak samo i wy idźcie oczyszczone, rozgrzane własnymi łzami, napojone Krwią Mego Syna, szukajcie Go, wołajcie Go razem ze Mną.

Dusze, przychodźcie do Serc Naszych. Nie lękajcie się Nas. Nie lękacie się samych siebie, nie zrażajcie się tym, że jesteście samą słabością, bo im większa słabość tym większa potęga.

4 marca 1943 r.

Niewiele zasługuje na spojrzenie osoba, która idzie okryta w bogate szaty, choćby i w królewski strój, bo każdy powie, że król lub bogacz musi być ubrany. Nikt się nad nim nie wzruszy, ale gdy idzie żebrak odziany w łachmany lub dziecię sierota, znajdzie współczucie nawet w najtwardszym sercu.

Tak i wy dusze małe i nędzne, najwięcej w Sercach Naszych znajdziecie współczucia i litości. Więc nie myślcie o waszej nędzy, o waszych grzechach, ale bądźcie jak Magdalena: Gdy raz ukochała Mistrza, nigdy nie oglądała się wstecz, ale owiana miłością płomienną, była jakby spowita w miłość. Nie myślała więcej o swoich grzechach, bo zajęta była miłością. Miłość przelewała się w niej, żyła miłością. Dlatego idąc cięgle z lampą gorejącą, o dziewiczym sercu, zasłużyła na te piękne słowa wypowiedziane przez Mego Syna „Odpuszcza się jej wiele, bo wiele umiłowała”.

Dziewicze jej serce było tak wielkie, że dorównywała prawie w miłości umiłowanemu uczniowi Naszemu i wzbiła się na taki stopień świętości jak i on, a może i wyżej. Bo jemu było wszystko darmo dane, a ona walczyła jak mężny żołnierz na polu swych namiętności. I za tę walkę, za pokusę i bezbrzeżną miłość. Króluje razem z Nami, razem z najpiękniejszymi śnieżnobiałymi liliami, które przepojone miłością, śpiewają jeden hymn tryumfu, czci i Chwały Niepokalanemu Barankowi.

Wypowiedziane jest to wszystko dla dusz pięknych, które mają łaskę poświęcającą i nigdy nie straciły, jak i dla dusz, które przez łzy i pokutę ją odzyskały. Na pociechę tym ostatnim powiem, że tak jak grzechem brzydzimy się, jest on zniewagą Naszą, tak pokuta, dobra wola i miłość czynią Nas ślepymi na grzech. Widzimy tylko miłość, bo Sami jesteśmy Miłością.

Prawo do Serc Naszych i prawo do najwyższej świętości ma każdy, kto wierzy i ufa Naszej bezgranicznej miłości i miłosierdziu Naszemu. Dusza taka zabłyśnie jak lilia i dana jej będzie łaska jak Magdalenie, ta najwyższa cząstka miłości, która jej nie będzie odjęta ani tu, ani w przyszłym życiu. Amen.

Na pociechę mówię im, że dusze takich uniżonych Magdalen przewyższają nawet dusze takie, jaką był umiłowany uczeń Nasz…

/Tu kończą się słowa Niepokalanej Matki, dalej mówi Pan Jezus/

5 marca 1943 r.

CZWARTE SŁOWO:

BOŻE MÓJ, CZEMUŚ MNIE OPUŚCIŁ” [Mt 27,46]

Gdy byłem w Ogrójcu przed Moją Męką i tam się modliłem, mogłem mówić do Ojca: „Ojcze Mój, jeżeli można, niechaj odejdzie ten kielich ode Mnie…”[Mt 26,39] Cierpienia Moje były wtedy straszne. Byłem tam Sam, opuszczony przez Moich najbliższych, bo gdy poszedłem do uczniów Moich, by prosić, aby się ze Mną modlili, zastałem ich śpiących. Pociechą dla Mnie było, że mogłem się modlić, chociaż w strasznej męce takiej, że aż Krwią pociłem się, ale też wielką pociechą było dla Mnie to, że mogłem mówić do Ojca Mego „Ojcze” – smutna była Moja dusza”. …Szukałem pociechy u stworzeń, ale jej nie znalazłem. Zawołałem do Ojca: Ojciec przysłał Mi Anioła Pocieszyciela.

Było to wielką niemocą dla Mnie i upokorzeniem, że u stworzeń Moich musiałem szukać pociechy. To jest dla dusz, które są w smutku: Szukają u stworzeń jakiejkolwiek radości, szukają przyjaciela, szukają kogoś, aby z nimi współcierpiał… Same są bezradne tak, jak Ja w Ogrójcu: szukałem pociechy u ludzi, lecz jej nie znalazłem. Wtenczas, choćby ich cierpienia były tak straszne jak Moje i choćby krwawym potem się zalewały, niech wołają: Ojcze Mój, jeżeli można, niech odejdzie ten kielich.

"Ojcze Mój" – będzie im pociechą. Sam ten wyraz i ta myśl, że się ma Boga Ojca, Pocieszyciela, jest już jakby tym Aniołem Pociechy, którego nam Ojciec przysyła. Przeważnie znajdujemy tego Anioła Pocieszyciela w modlitwie. Modlitwa o pociechę w cierpieniu, modlitwa z wiara i miłością zwrócona do Ojca, nigdy nie idzie na marne. Gdy przyjdzie Anioł Pociechy, pociesza nas i daje to, o co prosimy. Gdy stworzenie cierpi i Bóg widzi to cierpienie, gdy dusza zwraca się z miłością dziecka, takiej modlitwy nigdy Bóg nie odrzuca.

Na Krzyżu, gdy konałem, było inaczej. Tam zostałem opuszczony przez wszystkich. Gdy patrzyłem z Krzyża na ziemię, naokoło słyszałem tylko szyderstwa i urągania: „Zejdź z Krzyża, a uwierzymy w Ciebie”[Mt 27,42]. "Tyleś cudów dokonał, uczyni i ten cud i wybaw Sam Siebie”. Tak wołali najwyżsi kapłani…..

Oglądałem się za jakimkolwiek sercem, szukałem wzrokiem, czy nie znajdę kogo z tych, którym tyle dobrego wyświadczyłem… Nie było nikogo. Popatrzyłem się na Matkę i garstkę ukochanych, a to Mi tylko boleść powiększało i Serce rozdzierało, gdy widziałem ich cierpienia. Czekałem dalej, czy nie usłyszę choćby jednego słowa pociechy… Tłum rzucał Mi tylko szydercze słowa. Wisiałem na Krzyżu jakby Sam jeden.

W takim strasznym opuszczeniu, wśród najstraszniejszych mąk, przybity do Krzyża… Nie śmiałem wołać „Ojcze”, bo odczuwałem opuszczenie, które dopuściłem na Siebie tylko jako sprawiedliwość, jakby jako zemstę za grzechy ludzkie. Byłem ofiarą zniszczenia. Ofiarą całopalną, bez pociechy, bez jakiejkolwiek pociechy, bez jakiegokolwiek ratunku ze strony ziemi… Gdy popatrzyłem we wzrok Ojca Mego, doznałem tak strasznej męki wewnętrznej i takiej groźby, że zawołałem: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś Mnie opuścił”. W Ogrójcu miałem jeszcze tę pociechę, że mogłem Boga nazywać Ojcem, tu już nie. Opuszczenie to dopuściłem na Siebie głownie dla dusz idących drogą ciemności wewnętrznych.

Dusze idące przez życie jakby pozornie opuszczone przez Nas przeżywają wtedy chwile tak straszne jak Ja na Krzyżu. Dusze takie idą przez życie i wołają: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś Mnie opuścił”. „ Czemu zostawiasz nas samych”, „Czemu chcesz abyśmy szli za Tobą, a nie oglądasz się na nas”. Zdaje im się jakbyśmy ich nie widzieli. „Zdaje się nam jakbyś nas nie widział”. „Byłeś Sam na Krzyżu opuszczony, wycierpiałeś wszystko, co może przecierpieć człowiek, wiesz co to opuszczenie, a dopuszczasz na nas takie straszne cierpienia.

Dusze są wtedy pogrążone w strasznej boleści i ciemności, że gdyby nie łaska Nasza, nie zdołałyby tego przeżyć. Znikąd nie doznają promyku radości. Świat cały z całą jego pięknością i przyrodą nie istnieje dla nich. Światło z nich oczy znikło, z gdziekolwiek się zwrócą, słyszą tylko jedno szyderstwo. Najbliżsi sercu opuszczą ich. Szukają dookoła pociechy, wołają do Ojca w modlitwie, ale i tam jakby tylko głuche milczenie. Niebo zdaje im się zamknięte. Wszędzie widzą cierpienie, ból, smutek, opuszczenie… Ale tak nie jest.

Ja dopuściłem na Siebie to wszystko: to, że zostałem rozpięty na Krzyżu, własną Krwią zalany, opuszczony od wszystkich i pierwej niż one wołałem: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś Mnie opuścił”. Byłem jako robak a nie człowiek, Ja nie potrzebowałem oczyszczenia, tylko przyszedłem oczyszczać drugich. Dopuściłem to wszystko tylko dla dusz, aby się oczyszczały i przeszły razem ze Mną Bolesną Mękę, abym tak, gdy przejdą oczyszczenie to, mógł je wprowadzić na drogi świateł, nieznane, ukryte, wiadome tylko duszom, którym ja daję. A daję je przeważnie duszom takim, które przejdą podobnie jak Ja opuszczenie i mękę, jaką była Moja na Krzyżu.

Im więcej dusza oczyszczona, tym więcej daję jej światła. Więc niech dusza nie lęka się w chwilach jej opuszczenia, gdy idzie taką drogą ciemną, bo idzie z światła w światło, nie wiedząc o tym.

8 marca 1943 r.

Oczyszczona swoim własnym męczeństwem, gdy wejdzie w światło, łatwiej pozna swoją nędzę. My widząc ją wybieloną jakby chrztem krwi własnego serca, udzielamy jej przez łaskę poznania Nas Trzech, bo kto widzi Mnie, widzi Ojca. Dokonujemy w duszy dzieł wielkich, nieraz zupełnie ukrytych przed światem. Gdyby dusza wiedziała o tym, nie wierzyłaby, aby Bóg-Stworzyciel mógł udzielać takich łask stworzeniom.

Duszom się wydaje, że są ciemne, jakby zamknięte w więzieniu, a nie wiedzą, że nad nimi pali się pochodnia płomienia, która rozświetla nieraz świat cały i promieniuje przez ich ciche walki i szamotania, jak ta pochodnia rzucają nieraz światło w inne dusze, które o tym nie wiedzą. Otrzymują łaski nadzwyczajne, niepomne na to, że są to skutki cierpień wybranych dusz, na które dopuszczamy to opuszczenie, ażeby stały się cichymi narzędziami Mej Bolesnej Męki i Mego opuszczenia, a przez to były siła i mocą drugim duszom.

Ja chcę przeprowadzić dusze przez to opuszczenie, by należały bez zastrzeżeń, całkowicie do Mnie. Wtedy przez ciemnię wyniszczone [są i] wyniszczam [w nich] wszelką miłość własną, odrywam je od wszystkiego, co ma najdroższego. W takich smutnych chwilach niech dusze przychodzą do Mnie i niech wołają: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś mnie opuścił”. Z wielką radością przyjdę im z pociechą. Każde drgnienie ich zranionych serc jest jakby wołaniem o ratunek….

Nie lękajcie się, dusze opuszczone. Wasze zranione serca trzymajcie w rolach i kładźcie Mi je na ołtarzu ofiary waszej. Za ciemności wasze, za udręki wasze, dam wam światło, że przechodzić będziecie przez życie w światłości w coraz większą światłość.

Gdzie ciemnia, tam musi być światło. Gdyby nie było ciemności, dusze wasze nie byłyby pochodniami i nie rzucałyby światła dalej. Dusze takie, które przeszły razem z Nami to wielkie opuszczenie, jednoczymy jak najściślej ze Sobą i dajemy im wielkie spoczywanie w Nas, to znaczy, że przez ciągłą obecność spoczywają w Nas i jakby giną w Nas. Jest to dla nich jedną z największych łask – bo gdyby nie było takiego opuszczenia, nie doszłyby do takiego wyniszczenia.

Kiedy się traci ukochaną osobę, opuszczenie jest tak straszne, że wydaje się wszystko stracone. Taka osoba opuszczona tęskni, szuka przedmiotu miłości. Nic ją nie cieszy, nic nie ma dla niej uroku, bo straciła to, co było jej ukochaniem. Dla takich osób nic nie istnieje: świat, radości, nawet giną z ich oczu – są niepocieszone. Ale z chwilą, gdy spotka się z ukochaną istotą, miłość staje się stokroć większa, bo znalazła to, co było dla niej stracone: wtedy jeszcze bliżej jednoczy się z nią i lęka się, aby jej znowu nie utracić. Tak samo i tu: Dusze oczyszczone, jakby pozornie opuszczone przez Nas, stają się niepocieszone, gdyż zdaje im się, że straciły Nas, straciły wszystko. Jest u nich pustka, ciemnia, tęsknota. My zaś widzimy ich dobrą wolę, bo kto nie kocha, ten nie tęskni za ukochaną osobą.

Gdy dusza przeszła taką drogę tęsknej miłości, dajemy jej wtedy wielkie światła, by poznała swą wielką nędzę, by odczuwała i zrozumiała drugich, i ten dar, by umiała ich pocieszać na drodze takiej, jaką sama przeszła, oraz wielki dar zjednoczenia z Nami, przez który dochodzi do największej kontemplacji i zatopienia się w Nas. Żyjemy wtedy w niej tak, że ona żyje, porusza się i oddycha jakby Nami i wkrótce dochodzi do najwyższych szczytów świętości.

Więc powiedz duszom opuszczonym Tak: Jeżeli chcą, aby, doszły do najwyższego zjednoczenia z Nami, potrzeba im takiego opuszczenia, jakie Ja przeżyłem na Krzyżu. Przez Moje opuszczenie wyjednałem duszom moc, by mogły to znieść, a zarazem dar światła – jak już wyżej powiedziałem – bo gdzie ciemność tam musi być światło, aby mogły rozeznać drogę jaką mają iść. Oświecone światłem, to jest darami Ducha Świętego, dochodzą bardzo szybko do najściślejszego zjednoczenia z Nami i już tu na ziemi żyją jakby w Niebie.

10 marca 1943r.

SŁOWO PIĄTE:

PRAGNĘ” [J 19,28]

Gdy wisiałem na Krzyżu opuszczony przez Ojca, doznałem tak silnego pragnienia pozyskania, ratowania dusz, że zawołałem wielkim głosem: „Pragnę”. Pragnąłem dusz, serc, które by zrozumiały to wielkie cierpienie Moje na Krzyżu, które ponosiłem dla nich. Pragnąłem nie tylko tych serc, które widziałem wkoło siebie, ale pragnąłem tych wszystkich, które nie uznają Mego cierpienia i miłości Serca. To pragnienie z Krzyża ciągle powtarzam: „Dajcie Mi pić” - Jestem spragniony miłości waszej, Jestem spragniony dusz waszych, które by się zjednoczyły ze Mną, a Ja z nimi.

Gdy wołałem na Krzyżu „Pragnę”, podano Mi żółć i ocet. Wtedy odwróciłem twarz – ale chciałem pić. Tak samo dziś przechodzą dusze koło Mej Bolesnej Męki widzą Mnie opuszczonego, zdradzonego, Własną Krwią zalanego… O jakże z wielką boleścią skarżyć się muszę, że zamiast współczucia tej kropli wody ożywczej, dają Mi często ocet i żółć swych grzechów. Zadają Sercu Memu straszną ranę, bo często są to najbliższe Mi, ukochane dzieci, które powinny Mi dać najczystsze swoje uczucia.

O, jakże one dalekie od tego. Rozrzucają to wszystko jak kwiaty najpiękniejszej miłości tam, gdzie często te kwiaty zdeptane będą, niezrozumiane przez świat. Idą przez życie pragnieniem wysuszone, łaknące wszystkiego, co może zaspokoić ich zmysły. Nie wiedzą o tym, że im więcej tego pragną, tym więcej usychają, tym większa jest pustynia ich serc. Niezaspokojone w swych pragnieniach – są wyschłe w skwarze swych znikomych pragnień. Patrząc na nich, jest to dla Mnie bolesną męką. Przechodzę wtedy wszystkie męczarnie Mych cierpień od narodzenia aż do Mego skonania.

Gdy przyszedłem na ziemię z wielką tęsknotą i pragnieniem i szukałem gospody, to jest serca, abym mógł się w nim narodzić, odpowiedziano Mi wszędzie, że nie ma miejsca. Dla wszystkich miejsce było, tylko nie dla Boga, który przyszedł zbawić świat. Tak odrzucony od swoich musiałem iść za miasto, abym tam w największym ubóstwie i uniżeniu narodzić się w stajni, wśród zwierząt…

Nie dano Mi zaspokoić Mego pragnienia, abym mógł pozostać z nimi i radować się. Pragnieniem ich było zabić Mnie. I musiałem uciekać do obcych, to jest w pogańskie strony.

Gdy stamtąd wróciłem, spragniony ich serc i miłości, znalazłem tylko zimną obojętność. Żyłem ukryty i nie z nimi. A gdy wystąpiłem jako Nauczyciel, by te zbłąkane owce przywieść na niwę Mego Ojca, spotkałem wszędzie obojętność, szyderstwa i prześladowanie. Mówiono: „Co może być dobrego z takiego miasta jak Nazaret?”[J 1,46]

Gdy pragnąłem pożywać tej Paschy, gdzie rozkoszą było przebywać z synami człowieczymi, co i tu znalazłem? Zdradę własnego ucznia, to jest jakby zdradę własnego dziecka. Sprzedano Mnie za trzydzieści srebrników. Przez tę zdradę rzucił Mnie własny syn na pastwę najstraszniejszych mąk i cierpień.

O, z jakim pragnieniem pragnąłem pożywać Paschę i przemieniać Siebie, abym stworzeniom był Pokarmem i Napojem, by nie szukały wód innych źródeł, tylko przychodziły do Mnie, Bym nie tylko mógł z nimi przestawać, ale oddać im się za Pokarm, być im Mocą na każdy dzień, być im Chlebem powszednim, by wzmocnieni Ciałem i napojeni Krwią Moją nie mogli Mi powiedzieć, że nie mają siły, nie mają mocy, że są sami, opuszczeni, gdy przyjdą grzechami skalani, bym mógł ich obmywać, a obmytych nakarmić, jak matka karmi swe dzieci.

Nie pozostawiłem Siebie w tej Tajemnicy na pewien czas tylko, nie powiedziałem, żeby konsekrować Mnie tylko w pewne dni i święta, niechby musiały po spożyciu czekać dłuższy czas, aż znowu przemienię Swe Bóstwo w człowieczeństwo, lecz stałem się chlebem codziennym dla dusz, aby czerpały życie ze Mnie, a Ja w nich mógł żyć do skończenia świata.

/Wizja: Baranek z Twarzą Jezusa obramowaną grubą, złotą aureolą./

Pojono Mnie żółcią i octem przez całe życie, aż do przybicia Mnie na Krzyżu, z którego znowu wołam: „Pragnę”. Skarżyć się muszę na własne stworzenie do dziś dnia i powtarzać ciągle: „Pragnę”. Jakże mało jest dusz, które by zrozumiały Moje wielkie słowo: „Pragnę”.

12 marca 1943 r.

Idź i wołaj do dusz, aby zaspokoiły pragnienie Mojego Serca. Niech przyjdą do Mnie wszystkie dusze - także te, które są piękne, które rozumieją Moje pragnienie, które chciałyby być upojone Wodą ożywczą jak ze zdroju, ażeby kielichy ich serc nie zwiędły, by były skąpane w Mojej Krwi, przychodząc codziennie pożywać Mnie w Komunii świętej.

Przyprowadź Mi także Samarytanki, które piją grzech z głębokich studzien swego własnego upodlenia, czerpią te wodę, ale nie gaszą swoich pragnień, bo nie szukają Wody Żywej, to jest Mnie. Żyją w grzechu, nie poznają Mnie, tak jak ona Samarytanka nie mogła Mnie poznać. Nie wiedziała, że jestem Bogiem, że mogę jej dać wodę inną - łaskę uświęcającą. Te dusze najmniej Mnie rozumieją, gdy wołam: „Pragnę”. Dajcie mi pić. Nie słyszą Mnie, nie wiedzą, Kto jest Ten, który pragnie je napoić i z nimi mówić, by nawrócić je ze złej drogi, aby nie piły wód ze studzien zatrutych jadem grzechu, ale czerpały wodę ożywczą ze zdroju Mego konającego Serca.

Przyprowadzaj Mi ich przez modlitwę i cierpienia. Mów Mi o nich często. Bierz Moją Krew i całą Moją Bolesną Mękę, ofiaruj Ją Ojcu Przedwiecznemu, by ich nie karał. Przypominaj Ojcu Memu pragnienie Moje na Krzyżu, że chcę ich zbawić, że wszystko wycierpiałem dla nich i stałem się jakby ślepym Bogiem na ich grzechy i pragnę… i pragnę…

Pragnieniem Swoim chcę ich oczyszczać, ożywiać, a dusze ich umarłe przez grzech pobudzać do życia, bo jestem ich Życiem. Mów im, by się Mnie nie bały, lecz niech przychodzą do Mnie, piją Krew Moją i pożywają Ciało Moje. Niech łączą się ze Mną. Powiedz im, że przez tę łączność w pożywaniu Mnie dam im tak wielkie łaski, że gdyby wiedziały, co znaczy jedna Komunia Święta, szliby na krańcu ziemi, aby Mnie spożyć. Przez jedno spożycie Mnie stają się jedno ze Mną, a Ja jako Bóg wszechpotężny w okruszynie chleba przemieniam się, staję się jakby niczym, bo nic nie jest widoczne, jak tylko ta kruszyna.

Tak mogę najnikczemniejszą duszę, gdy przychodzi do Mnie przez kapłana rozgrzeszona, własnym żalem oczyszczona, uświęcić przez łaskę Moją, uczynić piękną i świętą. Tak jak przed tym w oczach Moich jako Boga świętości i wielkiego Majestatu była niczym, tak teraz staje się największym pięknem przez Moją łaskę.

Wytłumaczę to jeszcze, aby Mnie zrozumiano. Otóż jest to tak: dusza jest okruszyną, która sama ze siebie nic dokonać nie może. Jest słaba pełna grzechu i niedoskonałości, ale się zniża, upokarza, wierzy we Mnie. Jest to wszystko, co Mi dać może Moje małe stworzenie. Aby Mnie dusze jeszcze lepiej zrozumiały, dam ci drugi przykład: Są dwa ziarnka. Ja Bóg Wszechmocny, Wszechpotężny, wyniszczam Siebie, biorąc postać małego ziarnka, dusza jako Moje stworzenie jest wobec Mnie też takim ziarnkiem. Gdy się te dwa ziarnka zmiele, staje się z nich mąka, to jest jedno. A więc Wielkość zniża się do nicości, nicość przez Wielkość staje się Nią i wtedy żyję Ja w niej, a ona we Mnie. To właśnie jest Moim „Pragnę” na Krzyżu, a obecnie w Tabernakulum.

Jak już powiedziałem – rozkoszą Moją jest przebywać z synami człowieczymi aż do skończenia świata. Widzisz, i zrozum teraz, jakie to piękne. Przez wielką miłość, przez wielkie pragnienie, łączę się z duszami i zapominam, że jestem Wszechpotężny – staję się nicością. Jest to dla Mnie wielkim upokorzeniem, ale widzę drugą nicość i jej upokorzenie i wiarę, że w tej drobnej okruszynie jestem Ja, Wszechmoc i Potęga, która może zniszczyć tysiące światów i na nowo je stworzyć. Łączę się z tą nicością, daję jej wszystko, bo daję jej Siebie, przemieniam ją w Siebie, i czynię ją świętą. Sprawdzają się na niej słowa: „Bądźcie świętymi, jako Ojciec i Ja świętymi jesteśmy”[por. Kpł 20,7].

15 marca 1943 r.

SŁOWO SZÓSTE:

WYKONAŁO SIĘ” [J 19,30].

Wszystkie Moje pragnienia spełniłem, wszystkie pisma proroków wykonałem. Wypełniłem Wolę Ojca Niebieskiego, abym przez Swoją Ofiarę odkupił świat, zdeptał grzech, powiększył chwałę Ojca Mego i wszystkich Nas Trzech, bym człowieka wybawił z niewoli szatańskiej, zdeptał jego pychę, zamknął piekło a otworzył Niebo. Wszystko się wykonało.

To co spełniłem na Krzyżu, codziennie spełniam na ołtarzu. Ofiara Moja trwa dalej w każdej Mszy Świętej i to jest ciąg dalszy otwarcia Mego Testamentu. Codziennie jestem Ofiarą przybitą na Krzyżu, Krew Moja przelewa się tak, jak przelewała się na Golgocie. Wszystkie słowa, które tam mówiłem, tutaj powtarzam. Przebaczam duszom, takim jak Łotr, obiecuję Raj każdemu, kto przyjdzie do Mnie ze skruszonym sercem i uznaje, wierzy we Mnie i kocha Mnie.

Opuszczenie przez Ojca Mego na Krzyżu, to opuszczenie Moje w Tabernakulum przez dusze, które Mnie nie rozumieją. Muszę do nich wołać: „Czemu Mnie opuszczacie?”, tak jak wołałem tam: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś Mnie opuścił”.

Matka Moja współcierpiała ze Mną. Współodkupicielka ludzkości, również wykonuje nadal Swoje posłannictwo, przyjmuje grzeszną ludzkość, tak jak ją tam przyjęła w osobie Mego ukochanego ucznia.

Pragnienia Mojego Serca powiększają się. Łaknę i pragnę dusz i czekam na nie jak przy tej ożywczej studni Jakubowej za grzeszną Samarytanką. Wykonałem to wszystko, co Mi Ojciec zlecił. Wykonałem, co prorocy przepowiedzieli ludzkości. Wykonuję dalej wszystko i ponawiam dalej Moją Ofiarę, i tak będę wykonywał, aż poślę Anioła Mego, który ogłosi światu: „Spełniło się wszystko”.

A teraz dusze, oto Ja Sam mówię do was: Jeżeli idziecie przez życie, rozważając Moją Bolesną Mękę, współczując ze Mną i Moją Matką, cierpienia swoje łącząc z Naszymi, ofiarujcie Ojcu Przedwiecznemu Moją Krew i wszystkie Moje cierpienia łącznie z waszymi. Czy jesteście pięknie oczyszczone i przychodzicie do Mnie jako najpiękniejsze, śnieżnobiałe owieczki, czy jesteście brudne, skalane grzechami, chodzące po manowcach i ciemnych drogach, wplątane w ciernie grzechu, i stoicie nad przepaścią piekielnej otchłani, nie lękajcie się ostatniej godziny, bo tak za pierwsze jak i za drugie Jam przeszedł tak straszne cierpienia.

Krew Moja z Krzyża spływała na szaty ucznia Mego Jana pełnego niewinności, ale również spływała na Magdalenę… Jam był przedstawicielem dusz nieskalanych, Magdalena była przedstawicielką dusz grzesznych. Krew Moja jednakowo płynęła na te dwie postacie.

Gdy będziecie pogrążone w boleściach na łożu śmierci waszej, gdy przyjdzie wam na myśl straszna chwila sądu, lęk przed Moją Sprawiedliwością, Moim Majestatem i Bogiem Rachunku, kiedy będziecie musiały zdawać rachubę z „włodarstwa swego”, nie lękajcie się. Spójrzcie wtedy z miłością na Krzyż. Przypomnijcie Mi wszystkie cierpienia, jakie poniosłem z miłości ku wam. Wołajcie wtedy z całą potęgą waszego serca: „O Jezu, przez Twoją Bolesną Mękę zmiłuj się nad nami”.

Ja jako Bóg wielkiego Majestatu, Bóg Sprawiedliwy, stanę się wam ślepym Bogiem na wasze grzechy, a dotrzymam słowa, że: „Przyszedłem na świat szukać, co było zginęło”. Przebaczę wam grzechy, dla Mojej Męki przekreślę wszystko, gdyż jak wyniszczyłem Sam Siebie, umierając dla was z miłości, tak wyniszczam wszystko w was przez Moją Miłość, i staniecie się jedno ze Mną, to jest jedną nierozerwalną Miłością.

19 marca 1943 r.

Ja z miłości ku wam wykonałem wszystko, co tylko może wykonać najukochańszy Oblubieniec, który kochając, potrafił wyniszczyć Sam Siebie, aby tylko zdobyć kochane serca i móc być szczęśliwym, że je posiada; nie patrzy na Swe cierpienie i wszelkie walki, szczęśliwy, że zdobył to, co pragnął.

Szczęśliwy jestem, żem wszystko wykonał… Szczęśliwy jestem, że otworzyłem Niebo a zamknąłem piekło….

O wy dusze, gdy tęsknicie w ostatniej chwili waszego życia, zmagacie się ze śmiercią, bądźcie spokojne, bo Ja dokonałem wszystko za was. Ja cierpiałem, Ja walczyłem – a wy, przechodząc również przez walki życia, jeżeli tylko będziecie miały trochę dobrej woli, śmierć nie będzie dla was trwogą, ale radością.

Walczyłyście mężnie pod Moją opieką.

Czego nie mogłyście uczynić same, dokonała Moja Męka, Krew Moja zmyła wszystkie wasze grzechy i winy. W tej ostatniej godzinie nie polegajcie, nie liczcie na siebie, ani na wasze cnoty, ani na wasze dobre uczynki, które spełniłyście, ale liczcie na Moją Krew, a Ja to wasze „Nie” łącznie z zasługami Mojej Krwi przedstawię Ojcu Niebieskiemu i Sam będę waszym Sędzią, bo „Sąd” zostawiony jest Synowi [J 5,22], i sądzić was będę z tej odrobiny dobrej woli, którą oddawaliście. A że jesteście prochem i nicością, i nic beze Mnie uczynić nie moglibyście, powiedzcie Mi wtedy: „Panie, niczym jesteśmy, i nic nie mamy, tylko wszystkie nasze zasługi i sprawy, wszystkie grzechy nasze zanurzone w Krwi Twojej, i idziemy na Sąd z ufnością w Twoje Miłosierdzie. Wierzymy, że Krew i Bolesna Męka Twoja będzie wykonaniem tego, czego my nie wykonaliśmy”. Wtedy znowu złączy się nicość z Wielkością, Potęga z nicością, i wspólnie będziemy mogli zawołać: „Dokonało się wszystko”.

SŁOWO SIÓDME:

OJCZE, W RĘCE TWOJE ODDAJĘ DUCHA MEGO” [Łk 23,46].

Gdy wymawiałem to słowo wśród strasznych męczarni, byłem jednak szczęśliwy. Doznałem radości, bo dokonałem tego, czego pragnęło Serce Moje. A przecież, będąc w Niebie, nie potrzebowałem nic do szczęścia Swego; nie potrzeba Nam innego szczęścia, bo żyjąc razem nie pragniemy niczego więcej.

A jednak tęsknota Moja za Ofiarą i cierpieniem, za miłością grzesznego stworzenia w Niebie była tak wielka, że przyszedłem na ziemię, poniosłem jak największe męczarnie, by wszystko wykonać, aby złączyć Serce Moje z sercem jego. Radością była dla Mnie myśl ta, że jestem i będę złączony przez Moje cierpienie z sercem człowieka i cierpienia Moje staną się jego, a jego cierpienia Moimi. Moja radość i jego radość staną się również wspólne. Zamknąłem piekło, a otworzyłem Niebo, z wielką radością zawołałem: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję Ducha Mego”. Wracam do Ciebie jako żołnierz z pola bitwy, zraniony, ale zwycięski, bo wydarłem szatanowi dusze, które za grzech nieodpokutowany trzymał w swej uwięzi”.

8 kwietnia 1943 r.

To słowo: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję Ducha Mego” napełniło również i całe Niebo wielką radością, że cierpiący Bóg wraca na łono Ojca Swego i w ręce Jego oddaje Swego Ducha. Te słowa: „Ojcze Mój” złagodziły wszystkie Moje boleści, bo w tych słowach nie wraca się do Boga Sprawiedliwego, który posłał Syna Swego, aby przeszedł męczarnie przechodzące pojęcia ludzkie, lecz do Boga - Ojca. Piekło zamknąłem, grzech był zmazany.

Stało się wielkie odrodzenie.

Ojciec Mój, widząc, że wszystko się wykonało, że Wola Jego została spełniona, że wykonały się słowa wyrzeczone przeze Mnie: „Ojcze, nie jako Ja, ale jako Ty chcesz…” spojrzał z taką miłością na ukochanego Syna, że też z miłością mogłem wołać: „Ojcze Mój, w ręce Twoje oddaję Ducha Mego”.

Spełniło się wszystko, czego życzył Sobie Ojciec Mój. Teraz idę do otchłani, by jako Zwycięzca zaprowadzić Ojcu Przedwiecznemu i oddać w Jego ręce wszystkie dusze, począwszy od Adama, zatrzymane w otchłani. Zabrzmiały hymny radosne w Niebie. Ojciec, który był Bogiem Sprawiedliwym i żądał zadośćuczynienia za grzech, stał się teraz Ojcem Miłosierdzia i Przebaczenia.

Dusze, odkupione Krwią Moją, dusze grzeszne, słuchajcie słowa Mego, którym przemawiam z tego śmiertelnego łoża Mego, z Krzyża Boleści. Błagam was, proszę, ufajcie Mi. Błagam was, proszę kochajcie Mnie, Błagam was i proszę, wierzcie w Moją Miłość.

Nie lękajcie się Mej Sprawiedliwości, nie lękajcie się sprawiedliwości Ojca Mego, bo grzech wasz został odkupiony. Mój Ojciec już nie jest zagniewany na was, bo Moja Bolesna Męka dokonała wszystkiego, aby gniew Jego przemienić w uśmiech i radość całej Trójcy Świętej i całego nieba.

Gdy życie wasze będzie choćby taką ciągłą Kalwarią cierpień, jak Moje, gdy będziecie rozpięci na Krzyżu: czy to cierpień fizycznych, moralnych, ufajcie Mi. Przychodźcie do Mnie, przypominacie Mi Moją Bolesną Mękę, choćby wasze cierpienia doszły do ostatecznych granic wyniszczenia, tak jak Moje na Krzyżu, oddawajcie Mi je łącząc z Moimi cierpieniami, skłońcie głowę na Moim Sercu, tak jak Ja skłoniłem głowę oddając Ducha Mego.

Oddajcie Mi wszystkie cierpienia, wszystkie ofiary, a Ja złączę je z Moimi, oddam je w ręce Ojca jako zadośćuczynienie, a wtedy Bóg nie będzie wam Bogiem Sprawiedliwym, ale będzie wam Ojcem, gdyż patrząc na Moje cierpienie, przebaczy wam, pocieszy was i napełni rozkoszą serce wasze, powiększy waszą ufność w Miłosierdzie Nasze. Cierpienia wasze złączone z Moimi staną się dla was rozkoszą, i sam ten wyraz: „Ojcze mój” wystarczy, by dziecko Jego przestało cierpieć. Pocieszy je myśl, że w Niebie ma Ojca, który wszystko wie i wszystko rozumie.

Jak żebrak proszę was z tego Krzyża: Dusze, kochajcie Mnie. Oddajcie Mi te małe serca wasze ściśnięte bólem i choćby przeszyte wszystkimi mieczami boleści. Jeżeli oddacie Mi choćby tylko małą cząstkę tych boleści, Ja, Bóg cierpiący, Ja, Bóg konający z miłości ku wam rozpromienię wasze serca taką miłością, że cierpienia wasze staną się jakby ogniami, którymi rozpalać będzie się miłość wasza i palić się będzie bez końca. Miłość Moja i miłość wasza przepali wszystkie wasze grzechy, złagodzi wszystkie wasze cierpienia. Owładnie was szaleństwo Krzyża. Będziecie cierpieć, a tego nie odczuwać. Serca wasze zanurzać będziecie w Sercu Mojej Miłości, a Miłość Moja dokona tego, że będziecie wołać: „Ojcze mój, w ręce Twoje oddajemy nasze dusze, nasze serca, nasze cierpienia, nasze walki… Bierz, zabieraj nam wszystko, a dozwól nam cierpieć, palić się miłością, skłonić głowę na Twoim Sercu i kochać Cię bez końca”.

Dusze wierzące w Moją Miłość, wierzcie we Mnie. Wierzcie w Miłość Moją taką, jaką widzicie na Moim Krzyżu: patrzcie - konam na Krzyżu z miłości ku wam, choć nie potrzebowałem cierpieć, ani was odkupić za grzech popełniony w Raju. Należał się wam żar ognia piekielnego. Ja Krwią Swoją, która teraz spływa na głowę Adama, zmyłem wszystko. Przebaczyłem wszystko, stałem się Ojcem Miłości. Oddając Ducha Mego Ojcu Przedwiecznemu, oddaje wam nie żar ognia piekielnego, ale żar Swojej wielkiej Miłości, i dziś spełniają się wielkie słowa: „Miłością wieczną umiłowałem was”[Jr 31,3].

Bo patrzcie: czy jest większa miłość „nad tę, gdy kto dał duszę za owce swoje?”[J 15,13] Stałem się dla was Bogiem - szaleńcem. Przyszedłem na ziemię by cierpieć i kochać was. Niczego też nie pragnę, tylko szaleństwa miłości waszej. Pragnę, byście Mnie Kochali, byście Mi ufali, ale najwięcej pragnę, byście wierzyli w Miłość Moją. Bo wierzyć, że Jestem Bogiem Stworzycielem - to jeszcze mało. Wierzyć, że Jestem Bogiem Odkupicielem, to też jeszcze mało. Ja pragnę, Ja chcę wiary, Ja pragnę, proszę, chcę wiary w Moją Miłość. Czy rozumiecie Mnie….

Przyłóżcie ucho waszego serca do Mego Serca i słuchajcie. Słuchajcie nie Mnie, tylko słuchajcie bicia Serca Mego. Ostatnie Jego bicie, ostatnie Jego drgnienia, są dla waszej miłości. Ostatnie Jego uderzenia są dla was z miłości. Nie żałowałem położyć życia dla was….

Gdybyście wiedzieli, co znaczy dla Mnie i dla całej Trójcy Świętej jeden akt miłości: miłości ufnej, miłości czystej, miłości takiej, która kocha nie oglądając się na zapłatę, miłości, która nie drży z bojaźni przed piekłem, ani raduje się ze szczęścia Nieba, ale pragnie miłości dla miłości, miłości z miłości. Bo miłość, która szuka samej siebie już nie jest miłością.

Taki jeden akt miłości nie szukający siebie więcej Mi chwały przynosi niż wszystkie wielkie czyny tchnące miłością własną. To wszystko dla Mnie niczym jest. Ja nie pragnę czynów wielkich. Ja nie pragnę męczeństwa ani całopalenia, ani umartwień, które by były zaprawione trucizną swojego „ja”. Ja pragnę jednego aktu miłości: tylko jednego, ale aktu czystej miłości, tę drobną daninę, jako grosz wdowi z miłości, przyjmę [z] miłością. Przeleję Swą Miłość w miłość i spotęguję ją tak, że z tej jednej iskry wzniecę pożar, w którym serca wasze będą się palić i spalać się, lecz się nie spalą. Będziecie łaknąć i pragnąć miłości, a im więcej pragnąć będziecie, tym większe pragnienie wzbudzać się będzie w waszych sercach - nie tylko w waszych sercach, ale pragnąć będziecie, aby cały świat stał się jednym ogniem, jednym pożarem miłości.

9 kwietnia 1943 r.

O jakże pragnę by świat się palił miłością. W płomieniach jego spaliłbym wszystkie jego grzechy, wytępiłbym zło i na popiołach jego i zgliszczach zasadziłbym najpiękniejsze drzewa, które by wydawały owoce. Zasiałbym najpiękniejsze kwiaty, których wonią napawałbym się tu na ziemi i przez całą wieczność. Jak jedna iskra wznieca pożar i potrafi spalić tysiące zabudowań, a czasem całe lasy, tak jeden akt miłości rzucony w Moją przepaścistą otchłań Ognia Pożerającego, to jest w Serce Moje, palić się będzie bez końca.

Dusze dobrej woli, dusze, które chcecie Mnie kochać, a zdaje się wam, że Mnie nie kochacie, gdyż nie odczuwacie swojej miłości, dawajcie Mi waszą dobrą wolę, pragnienie kochania, pragnienie zjednoczenia się ze Mną. Pragnijcie być sercem przy Sercu Moim. Nie lękajcie się, nie bądźcie w ciągłej obawie, że Mnie nie kochacie, bo kto pragnie Mnie kochać, już tym samym Mnie kocha. Tak jak pragnienie zła, bez względu na uczynek, już jest złem, tak samo pragnienie w dobrym bez względu na czyn, już jest Mi wystarczające.

Kto pragnie Mnie kochać, daje Mi wszystko, a jeżeli nie pragnie tym samym nie kocha Mnie. Więc kto pragnie, niech przyjdzie do Mnie i pije. W Źródle Mojego Serca są wody przepaściste, które się nigdy nie wyczerpią. Tą wodą upojenia, jakby winem najwyborniejszym dojdziecie do takiego szaleństwa miłości, że będziecie kochać, spalać się w miłości, pragnąć będziecie miłości, a ogień gorący w sercach waszych, przez Serce Moje, przepali wszelką rdzę grzechów i naleciałości i staniecie się czystym złotem. Serce Moje i serca wasze złączą się w jedną wielką miłość i w jedno serce.

Tak. Kochajcie, nie lękajcie się śmierci, bo gdy będziecie spoczywać na takim łożu cierpień waszych jak Ja na Krzyżu, skłońcie wówczas waszą głowę na Sercu Moim, a przyjdę w ostatni wieczór waszego życia i zaniosę was Ojcu Przedwiecznemu, oddając w ręce Jego dusze wasze, wołając: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha Mego”.

Żyłyście przepojone miłością, byłyście umęczone dźwiganiem Krzyża i teraz umieracie na nim. Zjednoczyłyście się ze Mną. Serca wasze stały się jednym Moim Sercem, Duch Mój – Duchem waszym. Byłyście jakby jedno ze Mną. Dlatego mogę zawołać do Ojca: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję Ducha Mego”. Niosąc dusze wasze, poniosę Siebie Samego i złożę Ojcu Przedwiecznemu jako ofiarę zabitą z miłości ku Mnie. Grzechy wasze zostały spalone miłością, zmyte Krwią Moją. Krew Moja stała się waszym odkupieniem.

Pragnienie Serca Mego zostało spełnione, abyście się stali jedno, jako i My Jesteśmy. Wtenczas, w tej strasznej chwili waszego konania bądźcie spokojni. Spojrzycie Mi śmiało w oczy jako Bogu wielkiego Miłosierdzia. Wtedy całą potęgą serc waszych wołajcie ten akt: „O, mój Jezu, Miłosierdzia przez Twoją Bolesną Mękę”, ten akt pełen miłości i skruchy.

Za waszą miłość, za wasze cierpienia, Ja Sam stanę się nagrodą waszą: Ja będę was sądził za wasze grzechy jako ślepy Bóg. Wpatrzony będę tylko w miłość waszą i serce przepojone miłością ku Mnie. Oddam Serce za serce, Miłość za miłość. Zaniosę was – jak już powiedziałem przed tron Ojca Mego. Umieszczę was w Sercu Moim i będziecie Nam nucić pieśń wielkiej miłości tu, gdzie jest wieczna radość, wieczne wesele.

Jeszcze raz wołam do wszystkich: Nie lękajcie się Mnie, lecz kochajcie Mnie. Otworzyłem wam Testament wielkiej Miłości i wielkiego Miłosierdzia. Stałem się ślepym Bogiem na wszystko, co Mnie obraża. Żądam tylko dobrej woli, wielkiej miłości. Chcę abyście się nie bały Mnie jako Boga-Sędziego, Boga Sprawiedliwego, lecz kochały Mnie jako Boga wielkiego Miłosierdzia.

Jeżeli będziecie tak czynić, o co was proszę, staniecie Mi się dziećmi kochającymi. Wspomnienie Męki będzie dla Mnie radością, bo dokonałem wszystkiego, czego żądał ode Mnie Ojciec Mój. Dusze wasze, skłonione na Sercu Moim, złączone z duszą Moją, oddam Ojcu Memu, wołając wielkim głosem: "Ojcze Mój, w ręce Twoje oddaję dusze Mych dzieci i ducha Mego." Amen.

Piątek 9 kwietnia 1943 r.

/Pisanie skończone około godziny trzeciej po południu. Był to piątek po czwartej niedzieli wielkiego Postu, poświęconej ku czci Krwi Przenajświętszej, do której mam szczególne nabożeństwo./

Następujące słowa notuję od siebie:


Chcę kochać Ciebie tylko, Jezu

O mój skarbie jedyny,

A życie moje stanie się pieśnią

Aż do ostatniej godziny.

O, Chryste, wykonaj na mnie wszystko,

Coś zamierzył,

Wyciśnij z mego życia wszystko,

Co może Ci przynieść chwałę.

Imieniu Twemu,

Wyniszcz mnie,

Abym umierając,

Była jedynie miłością.

Amen.

================================

=========================

==================

============

======

Za zgodność odpisu G.M.

Poznań, dnia 20 luty 1974 r.

---------------------------------------------------------------------------------------

Komentarz: Treść przepisana ze starego maszynopisu. W nawiasach kwadratowych są przypisy z Biblii oraz nowe słowa uzupełniające niejasne zdania. Opublikowano w dniu wspomnienia Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia 16 listopada 2017r.

INNE ORĘDZIA S. MEDARDY (ZOFII WYSKIEL) PRZECZYTASZ TU: http://www.duchprawdy.com/medarda.htm



www.duchprawdy.com