WIDZENIA SIOSTRY MEDARDY

Siostra Medarda (Zofia Wyskiel) 1893-1973

Rozmowy z Jezusem Chrystusem, Duchem Świętym i Maryją Matką Najświętszą (Poznań, 1958-1971)



1. W dzień Miłosierdzia Bożego tj. w pierwszą niedzielę po Wielkanocy w roku 1958 przyszedł Pan Jezus Miłosierny i błogosławił Mi, potem mojej rodzinie i wszystkim, którzy do mnie przychodzą. Widziałam jak Pan Jezus udał się do Watykanu i stanął przed Ojcem Świętym, a obok było dużo kardynałów. Pan Jezus stał smutny, miał ręce związane jak do biczowania, spoglądał błagalnym wzrokiem na Ojca Świętego Piusa XII i powiedział mi: "Nie ogłosił Mego Święta Miłosierdzia Bożego". Podczas gdy patrzył na Ojca Świętego, to tiara Piusa XII wpadała jedna w drugą i pozostała jakby jedna korona. W ten sposób Pan Jezus dał mi do zrozumienia, że pontyfikat Ojca Świętego się kończy. Potem Pan Jezus patrzył na stojących obok kardynałów i mówił "Ten lud czci Mnie wargami, a serca ich są daleko ode Mnie".

Po kilku miesiącach w październiku 1958 r. Ojciec Święty Pius XII zmarł.

Gdy umarł zobaczyłam go jak przyszedł w białej sutannie i miał na głowie białą piuskę. Pius XII miał ręce w tyle związane. Mówił do mnie, że cierpi, bo nie zatwierdził Święta Miłosierdzia Bożego. Kazał powiedzieć następnemu Ojcu Świętemu, ażeby w Kaplicy Sykstyńskiej odmówił Koronkę do Miłosierdzia Bożego za jego /tzn. Piusa XII/ duszę. [Pięć miesięcy po śmierci Papieża Piusa XII, w 1959 r. Kongregacja św. Oficjum wydała Notyfikację, która postanawia, że należy powstrzymać się od rozszerzania obrazów i pism, które przedstawiają nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego w formach przedłożonych przez s. Faustynę; i po drugie: że pozostawia się roztropności biskupów polecenie usuwania wspomnianych obrazów, które zostały już wystawione do kultu. Jest to wersja złagodzona bo wcześniej prymas Wyszyński w 1958 r. otrzymał pismo z Kongregacji dodające jeszcze polecenie usuwania obrazów Króla Miłosierdzia, niewprowadzania Święta Miłosierdzia Bożego i upomnienia ks. Sopoćki, by nie szerzył więcej tych objawień i nabożeństwa - dekret ten nie został jednak nigdy opublikowany do powszechnej wiadomości.]

/Siostra Medarda mówi. Ponieważ nikt by nie uwierzył, sama i odprawiłam Koronkę do Miłosierdzia Bożego za duszę zmarłego Papieża Piusa XII i ofiarowałam się za jego duszę./

Pius XII kazał powiedzieć Ojcu Świętemu, aby zatwierdził Święto Miłosierdzia Bożego.

Pan Jezus powiedział mi, że teraz jest era Miłosierdzia Bożego a jeśli nie będzie to zatwierdzone, Kościół święty będzie prześladowany i to dopokąd nie wypełnią się pragnienia Jezusowe.

2. W niedzielę Miłosierdzia Bożego /pierwsza niedziela po Wielkanocy/ co roku Pan Jezus do mnie przychodzi.

Zwykle widziałam, że przychodził od strony okna, radosny błogosławił mnie i wszystkich: którzy do mnie przychodzą, mojej rodzinie, znajomym i całemu światu.

A w tym roku /1960/ gdy się obudziłam, Pan Jezus stał przy łóżku tak jak namalowany jest przez tego artystę, któremu siostra Faustyna dała wskazówki, jak ma być namalowany.

Nie był piękny, brodę miał rozdzieloną.

Dawniej zawsze widziałam te Serce [w] promienie białe i czerwone. A teraz widziałam ranę przebitą i z tej Rany Serca wytryskała Woda i Krew, jak z fontanny. Obok Pana Jezusa stała, uniesiona w powietrzu siostra Faustyna, ale nie była w habicie, tylko jako młoda 15 letnia panienka.

Pan Jezus upominał się aby obraz był wykonany tak, jak był wykonany przez artystę wg wskazówek siostry Faustyny.

Pan Jezus wytłumaczył mi, że w tym obrazie nie jest piękny, ale będzie w nim czczony, bo w pięknym obrazie zwykle ludzie czczą dzieło artysty, a nie Jego Samego.

Pan Jezus błogosławił jak zawsze. Po tym poszedł do Fary. Tam jakby na stopniach ołtarza był Wieczernik. Pan Jezus ustanowił Najświętszy Sakrament, tak jak w Wieczerniku. Widziałam i kielich z winem, tak jak malują Wieczerzę Pańską. Ale nie widziałam apostołów. I powiedział Pan Jezus, że największe Jego Miłosierdzie to ustanowienie Najświętszego Sakramentu w Wieczerniku.

Potem poszedł Pan Jezus do tych kościołów, gdzie są obrazy Miłosierdzia Bożego. Od Fary poszedł do kościoła przy ul. Żydowskiej, później poszedł do Salezjanów, później na Rynek Wildecki do Ojców Zmartwychwstańców. Stamtąd do Ojców Pallotynów, potem do kościoła św. Jana Kantego i wszędzie tam błogosławił. Był jeszcze też w domach mojej rodziny, moich przyjaciół, znajomych księży. Wszędzie, gdzie przyszedł, błogosławił i wylewał z Serca Krew i Wodę.

Potem był w Watykanie, jakby w Bazylice św. Piotra. Tak samo był tam Wieczernik na stopniach ołtarza, ale tam byli apostołowie, a obok po prawej ręce siedział obecny Ojciec Święty Jan XXIII na tronie. Miał dłonie złożone na kolanach i był w stanie skupienia, jakby w niemym zachwycie. Patrzył się na Pana Jezusa i na tą ostatnią wieczerzę, a Pan Jezus popatrzył na niego z uśmiechem, zadowoleniem i radością. Powiedział: "Spiesz się ze Soborem". [Pan Jezus powiedział to ponad dwa lata przed otwarciem Soboru Watykańskiego II]

Później Pan Jezus poszedł na Golgotę. Była tam wysoka góra i Krzyż. Pan Jezus był oparty o Krzyż, ale nie przybity. I wylewał Krew i Wodę ze Swego Serca na cały świat i powiedział: "Tu było największe Miłosierdzie. Po przebiciu Mego Serca wypłynęła Krew i Woda Mego Miłosierdzia. Krew oznacza Miłość, a Woda Miłosierdzie".

Pan Jezus powiedział, że Święto Miłosierdzia będzie zatwierdzone, że wszystkie wielkie dzieła mają zawsze trudności, a to jest największe dzieło Miłosierdzia. Pozostawił [je] na czasy ostatnie na ziemi, bo "Moje Miłosierdzie zawsze jest potrzebne, ale na ostatnie czasy najwięcej będzie potrzebne".

Wszystko co objawił w Swoim Miłosierdziu siostrze Faustynie jest prawdą. Jej spowiednik jest pokrzywdzony.

Gdy Pan Jezus chodził błogosławić, był też u mego ojca spowiednika ks. Porankiewicza i przytulił go do Serca. Był też w Łagiewnikach.

Z Krzyża Pan Jezus uniósł się wysoko. Według mego wrażenia był w pośrodku święta i na cztery strony świata wylewał Krew i Wodę i błogosławił. Po tym uniósł się do nieba jak przy Wniebowstąpieniu. Potem poszedł do czyśćca z Matką Boską i całym Niebem. Wylewał Krew i Wodę na cały czyściec i tysiące, tysiące dusz aniołowie stróżowie wyprowadzili do Nieba, każdy sobie powierzoną duszę i z całym orszakiem śpiewali "Te Deum Laudamus" na taką melodię, jak my śpiewamy. Najwięcej spamiętałam te słowa: "In Te, Domine?, Sperari non confudar in aeternum". /W Tobie, Panie, zaufam, nie będę zawstydzon na wieki/. Te słowa śpiewałam z nimi trzykrotnie.

3. Boże Ciało. Wtorek oktawy 21 czerwca 1960 r.

W czasie procesji, która szła z kościoła św. Marcina, był ołtarz przed kaplicą św. Józefa /naprzeciw okna mego pokoju/.

Na ołtarzu widziałam łódź. Pan Jezus stał na łodzi, po prawej św. Piotr, po lewej obecny Ojciec Święty. Św. Piotr trzymał klucze a Pan Jezus powiedział: "Ty jesteś opoką, a na tej opoce zbudowałem Kościół święty Mój, a bramy piekielne nie zwyciężą Go". Św. Piotr dał klucze Ojcu Świętemu.

Pan Jezus mówi: "Jam jest Prawda, Droga i Żywot. Kto ze Mną chodzi, nie chodzi w ciemnościach. Jam jest Zmartwychwstanie, kto we Mnie wierzy, żyć będzie wiecznie".

Po tym zmieniły się szaty i Pan Jezus ukazał się jako Zmartwychwstały i uniósł się wyżej.

Pan Jezus przyniósł mi Hostię. Dwóch aniołów w złotych szatach i złotych skrzydłach znajdowało się po bokach, ale w powietrzu dla asysty. Pan Jezus przyniósł Hostię na patenie, dużą jak do Mszy Świętej.

Spytałam, "Dlaczego taka duża Hostia jak do Mszy Świętej. "A czy ty nie wiesz, że jesteś tą hostią ofiarną i na tej ofierze Ja odprawiam Mszę Świętą jak na Hostii. Bo wiesz, że bez Hostii - nie ma ofiary Mszy Świętej".

Podał mi Pan Jezus Hostię, tak jak kapłan, trzymając jedną ręką patenę, a drugą Hostię podał mi do ust. Obawiałam się jak ją spożyję skoro taka duża, ale bez trudu ją przyjęłam i spożyłam odczuwając smak opłatka, tak jak gdy się Go przyjmuje w Komunii Świętej. Pan Jezus znikł z pokoju, a ja przemieniłam się w Pana Jezusa. Aniołowie pozostali i adorowali mnie jako Pana Jezusa.

Łódź stała. Pan Jezus wrócił do tej łodzi i uniósł się z niej jak Zmartwychwstały i wielkim głosem zawołał:

"Cieszcie się i radujcie się, bo wkrótce Polska zmartwychwstanie".

Wysoko nad ołtarzem, na tle błękitu nieba, stała Matka Boża jako Królowa. Wyglądała jak Królowa Jadwiga. Miała ogromny płaszcz królewski i koronę na głowie. Za nią stały hufce aniołów i archaniołów, wszyscy polscy święci, królowie i królowe, Św. Michał Archanioł, różni męczennicy, nawet z tych, którzy zginęli jako męczennicy w czasie wojny.

Przed Matką Boską stał św. Stanisław Kostka. Na czerwonej poduszce trzymał koronę złotą, a biały orzeł przyleciał z góry i sięgał dziobem po tę koronę. Był blisko, jakie 20-30 cm /od dzioba do korony/. Chciał ją porwać, ale jeszcze nie mógł, bo jest w szponach. Korona była nie duża, taka jak na głowę orła.

Później Matka Boska z całą Swą świtą niebieską stanęła nad Polską i zarzuciła płaszcz na całą Polskę.

Widziałam Polskę symbolicznie jako łódź o wielkiej sile, o silnych żaglach i kotwicy. Wyglądało jakby Polska mogła być rzucona na wielkie fale, a nic by jej się nie stało.

Potem Matka Boska stanęła nad całym światem i błogosławiła. Później stawała nad każdym Państwem i mówiła trzy razy: Izrael. Wyczułam w tych słowach, że Izrael przejdzie na łono Kościoła. Stawając przed każdym z Państw urywała kawał ze swego płaszcza i na te Państwa rzucała go. Ale płaszcz był ciągle w całości. /Rosja, Ameryka, Afryka, Europa, wszystkie kontynenty/.

Stojąc nad Niemcami miała wyraz twarzy bardzo smutny, jakby miała miecz w sercu. Stała długo bo do 15 minut i jakby się wahała czy rzucić płaszcz czy nie. Ale jakby po namyśle urwała ze Swego płaszcza i rzuciła tutaj też.

Jeszcze raz Matka Boska stanęła nad całym światem i błogosławiła.

A Pan Jezus stał dalej w łodzi na ołtarzu, a był ogromny deszcz. Pan Jezus powiedział "Patrz jak Mnie miłują. Wszyscy, którzy tu są, uczynili wyznanie wiary. Stali jak na posterunku. Była to wielka radość dla Mnie. Wszyscy otrzymali łaski w takim stopniu, jak zasługiwali".

Pan Jezus im błogosławił i miastu i całemu światu.

Widziałam szatana w postaci szczura. Z wściekłością i zazdrością patrzył na lud, który wielbi Boga.

Widziałam, jak Pan Jezus w tej łodzi jakby płynął na falach serc ludzkich dla następnego ołtarza.

4. 2 sierpnia 1960 r. u Franciszkanów

Była suma z asystą. Na ołtarzu widziałam dwóch aniołów wysokich w złocie, skrzydła złote. Adorowali Boga ze złożonymi rękami. Było mnóstwo aniołów na sklepieniu i w całym kościele. Ludzie obecni mieli - każdy swego anioła stróża, a ci aniołowie zanosili ich modlitwy przed Tron Boga. Ludzie byli w stanie łaski. Jedni aniołowie stróżowie mieli trybularze i kadzili w stronę ołtarza. Niektórzy mieli kwiaty i rzucali je na ołtarz. A niektórzy mieli jakby jakieś rozpylacze z wonnościami.

A ja odczułam taki silny zapach róż, że sądziłam, że kościół ubrany jest różami i że długo w tym zapachu nie wysiedzę i mogę zasłabną.

Gdy wyszłam z kościoła, powiedziałam do pani, która mnie prowadziła /pani Sarnowska Wanda/, że chyba wszystkie ołtarze udekorowano różami. A ona odpowiedziała, że wszystkie ołtarze ubrane były gladiolami.

Dziwiłam się dlaczego tyle aniołów widzę i przypomniałam sobie, że to dzień Matki Boskiej Anielskiej. Dlatego aniołowie przyszli tutaj na ten dzień, by uczcić Niepokalaną Dziewicę, Królową świata.

5. Poznań, dnia 2 maja 1961 r.

Mówi siostra Medarda, Zofia Wyskiel:

W Białą Niedzielę Miłosierdzia Bożego, to jest w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, dnia 9 kwietnia 1961 r. jak dzwonili na anioł pański przyszedł Pan Jezus o szóstej rano. Postać Królewska, piękna, Majestatyczny. Pierwsze spojrzenie na Jego rysy przypomniało odbicie Jego Twarzy na Całunie z tą różnicą, że bez śladów Krwawych Ran. Oczy koloru morza, mieniły się pięknym odcieniem turkusu, twarz gorzała pięknym kolorem pszenic - tak piękna, że trudno określić słowami. Włosy rozdzielone wpadały w fale koloru miedzi. Śliczne spojrzenie, tak piękne, że za jedno spojrzenie oddałabym wszystko na świecie, nawet za ułamek sekundy Jego spojrzenia. Ręce przebite tuż powyżej dłoni.

Śliczne stopy w sandałach, cała postać w białej szacie - jak namalowana na obrazie Miłosierdzia Bożego z jaśniejącymi promieniami białym i czerwonym.

Pan Jezus mówił: "Pokój tobie, pokój zostawiam ci, nie jako świat daje, ale jako Ja daję. Błogosławię ciebie, błogosławię każdemu, który tu przychodzi". Błogosławił rodzinie mojej, potem Pan Jezus poszedł do Fary. Tam przed ołtarzem Miłosierdzia Bożego stanął i z radością nań patrzył. Podszedł przed ołtarz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, gdzie odprawiają się nowenny i gdzie ludzie otrzymują łaski i gdzie dzieją się nadzwyczajne cuda. Powiedział Pan Jezus: "Tu jest dom Mojej Matki". Poszedł do ksiedza Penitencjusza u Fary, który siedział w konfesjonale: tam wylewał Krew i Wodę z promieni i powiedział: "Największe Moje Miłosierdzie jest w konfesjonale". Jakby dziękował księdzu za pracę w konfesjonale i założył mu naszyjnik, jakby łańcuch. Wstąpił na ambonę, był Królewski i Majestatyczny. Błogosławił "ex katedra" wszystkim, którzy tu przychodzą. Ksiądz proboszcz schodził z ambony, a Pan Jezus był na ambonie.

Potem Pan Jezus obchodził kościoły w których znajdują się obrazy Miłosierdzia Bożego. Był w kościele na ul. Żydowskiej potem u księży Salezjanów, potem na Wildzie u księży Zmartwychwstańców i wszędzie gdzie się te obrazy znajdują. Błogosławił z Wielką Miłością.

Pan Jezus poszedł do ojców Pallotynów. Po prawej stronie ołtarza Miłosierdzia Bożego stał ksiądz proboszcz w złotej kapie i Pan Jezus podał mu projekt kościoła.

Kościół był w stylu gotyckim z czerwonej cegły, pokryty czerwoną dachówką. Na tym tle pięknie odcinały się duże, białe witraże okien bez obrazów, z grubego szkła. Ksiądz Proboszcz przyjął i oddał innemu księdzu.

Potem Pan Jezus był w kościele św. Jana Kantego na Grunwaldzkiej, tam błogosławił i z Miłością patrzył na obraz Miłosierdzia, zadowolony jakby mówił: "Dobrze Mi tu jest".

Potem był u księdza na Górczynie w jego pokoju /Ksiądz Szymczak/. Tam znajdował się klęcznik, na który Pan Jezus wstawił lilię białą, różę i palmę /liść egzotyczny/ i powiedział: "Potęga modlitwy, nieskazitelność duszy, nieustanna opieka Mojej Matki Niepokalanej". Opodal na biurku leżał zeszyt w którym ksiądz czynił notatki. Pan Jezus błogosławił księdza i błogosławił, to co napisał.

Potem Pan Jezus był u księdza Sopoćki, spowiednika siostry Faustyny. Błogosławił go. Był w Łagiewnikach, gdzie znajduje się obraz Miłosierdzia Bożego i gdzie jest grób siostry Faustyny. Był u księdza Bituckiego, który bardzo się zajmował kultem Miłosierdzia Bożego. Pan Jezus wylał z ampułki jakby wodę i rzekł: "Bądź spokojny, będziesz uzdrowiony" /wkrótce potem dowiedziałam się, że rzeczywiście jest uzdrowiony/. Pan Jezus był u innego księdza staruszka, którego przyciskał do Serca "Takich wielu jak ty".

Później zbierał Pan Jezus małe dzieci, jakby ze szkół i przyprowadzał do kościoła, do salek parafialnych i oddawał kapłanom, jakby chciał dzieci od czegoś złego uchronić i oddawał kościołowi pod opiekę. Małe dzieci brał na kolana.

Potem był Pan Jezus w Chartowie i szukał Swego obrazu, a nie znalazwszy go na ścianie, zapytał groźnie znajdującej się tam siostry: "A gdzie jest Mój obraz".

Później poszedł do księdza arcybiskupa tutejszego, długo na niego patrzył, jakby się namyślał czy wziąć jego z tej ziemi, czy nie? Wyglądało na to, że zostawił, ale nie na długo.

Potem był Pan Jezus u księdza Kardynała Wyszyńskiego, który znajdował się przy biurku w pontyfikalnym stroju. Pan Jezus położył mu na biurku papier, podał do ręki gęsie pióro i przysuwając kałamarz by pisał rzekł: "Wszystkim się zajmujesz, a co najważniejsze, sprawą Święta Miłosierdzia Bożego, nie zajmujesz się wcale, a że Święto Miłosierdzia Bożego nie jest zatwierdzone winien jest Episkopat polski. Jeżeli nie zajmiesz się sprawą Święta Miłosierdzia Bożego będziesz prześladowany, a tę sprawę oddam ludziom świeckim". Minę miał bardzo groźną.

Udał się Pan Jezus do Watykanu, do biura i otworzył drzwiczki szafy i szukał w niej. Wyciągnął skrypt cienki, a na biurku paliła się świeca około 50 cm, a nad nią położył skrypt, który spłonął bez popiołu. Później udał się do Ojca Świętego, który nie siedział na tronie a stał. Pan Jezus był groźny - Oczy przedtem turkusowe, zmieniły się na ciemny granat. Powiedział: "Bóg nie da naigrywać się z Siebie. Jeżeli nie zajmiesz się aby Święto Miłosierdzia Bożego było zatwierdzone nie będzie spokoju w Kościele. Kościół będzie prześladowany. Nie będzie spokoju w poszczególnych krajach. Nie będzie spokoju na całym świecie, a nawet nie będziesz miał powodzenia w Soborze".

Potem Pan Jezus jakby w Warszawie był. Siedział na kamieniu, rękę miał opartą i płakał jak nad Jerozolimą. Szło dużo księży w szeregach po 12-tu, ogółem około 400. Jeden ksiądz oglądał się nawet na Pana Jezusa, ale nie z pokorą, a oblicze miał podobne do Judasza. Pan Jezus mówił i płakał: "Jeruzalem, Jeruzalem, tak chciałem zgromadzić dzieci twe jako kokosz swe pisklęta, a wzgardziłoś Mną".

A do mnie powiedział Pan Jezus: "Wiele otrzymujesz łask, ponieważ ofiarowałaś się za kapłanów". I prosi by jak najwięcej dusz ofiarowało się za kapłanów "Bo sól ziemi wietrzeje, a jeśli zwietrzeje, czym solona będzie? [por. Mt 5,13] Te dusze, które ofiarują się za kapłanów, mają uczestnictwo w zasługach kapłańskich tu na ziemi i w wieczności mają uczestnictwo w hierarchii kapłańskiej w Niebie".

Potem Pan Jezus obszedł całą Polskę i błogosławił mówiąc: "Pokój wam daję, nie jako świat daje, ale jako Ja wam daję".

Pan Jezus uniósł się do nieba i znikł.

Później widziałam jak Pan Jezus nad czyśćcem na dusze wylewał Wodę i Krew z promieni białych i czerwonych. Widziałam cały Dwór Niebieski, Matkę Boską, św. Józefa, św. Michała Archanioła, archaniołów, aniołów stróżów - jak wyprowadzali dusze z czyśćca do Nieba. Była wielka radość i całe Niebo się weseliło.

Powiedział Pan Jezus, że ja mam to powiedzieć i oddać to księdzu kardynałowi. I nie mam się oglądać na osoby ludzkie, bo jeśli tego nie uczynię - będę odpowiedzialna na Sądzie Bożym.

6. Wizja.

W dzień Serca Jezusowego, podczas nabożeństwa w Kościele Jezuitów w dniu 9 czerwca 1961 r., które odbyło się zamiast corocznej procesji na Skałce widziałam nad kościołem Pana Jezusa. Wyglądał jak Jezus Miłosierny. Miał bardzo szeroko otwarte Serce z którego oprócz Wody i Krwi wybuchał Ogień. Pan Jezus był bardzo smutny i mówił do mnie: "Patrz zamykają Mi drogę. Trzymaj Moją karzącą rękę przez twoje modlitwy, cierpienia i ofiary wynagradzające. Módl się, abym nie zamknął drogi do ich serc...".

Pan Jezus błogosławił młodym klerykom i wkładał Ogień ze Swego [Serca] w ich serca i był bardzo zadowolony z tych młodych kapłanów i kleryków, błogosławił młodzież dorastającą. Potem poszedł do jednego ze staruszków kanonika z Fary, założył mu wieniec laurowy i taki sam wieniec założył na głowę mego spowiednika. Żądał, aby kapłani intronizowali Serce Jezusa w rodzinach, aby bardzo zachęcali do pierwszych piątków /tzn. do uczęszczania do spowiedzi oraz przyjmowania Komunii Świętej w pierwszy piątek miesiąca/ i wszędzie błogosławił rodzinom, które mają intronizację Jego Serca i gdzie praktykują dziewięć piątków. Pan Jezus kazał powtarzać: "Najświętsze Serce Jezusa pełne Miłości i Miłosierdzia, zmiłuj się nad nami i nad całym światem".

Pan Jezus był u jednego kapłana w Poznaniu proboszcza kanonika. Był najpierw w kościele jego, mówił: "Mało tu jestem czczony, zimno tu". Potem w jego mieszkaniu położył mu trupią głowę na biurku i pismo: "Wszystko jest marność nad marnościami oprócz miłości i kochania Mnie. Wszystko jest niczym - mniej niż niczym".

Potem chodził do konających do szpitali i z Serca Swego szeroko otwartego stale w Ogniu, rozlewał Krew i Wodę. Serce Jego było stale w Płomieniach, które wyrzucał na konających.

Potem widziałam jak arcybiskup Baraniak błogosławił na nabożeństwie lud, trzymając w rękach monstrancję. Widziałam, że z monstrancji wychodzą ogromne Płomienie na cały świat. Było to jedno wielkie Goręjące Serce, zamiast monstrancji z którego buchały Płomienie jak z wulkanu. To Serce i Płomienie zasłaniały mi z oczu widzenia osobę arcybiskupa ks. Baraniaka.

Uniósł się Pan Jezus wysoko i błogosławił i widziałam z Serca Jego wybuchający Ogień.

/Pan Jezus wiele mówił do OO. Jezuitów, ale to mogę powiedzieć tylko ojcom/.

7. Wizja w dzień św. Piotra i Pawła, 29 czerwca 1961 r.

W czasie ofiarowania Archidiecezji Matce Najświętszej i wszystkich poszczególnych parafii w katedrze w Poznaniu, widziałam jak Matka Boska Wspomożenie Wiernych oddała berło arcybiskupowi i dała mu Dzieciątko Jezus do pocałowania.

/Dziwiłam się dlaczego nie prymasowi, bo był obecny na nabożeństwie, ale Matka Boska powiedziała, że arcybiskup Baraniak jest tu gospodarzem i to on oddaje, ofiarowuje Archidiecezje/.

/Matka Boska dała Dzieciątko Jezus do pocałowania jednemu z czcicieli Matki Bożej, pewnemu młodzieńcowi i dała mu to berło w rękę i powiedziała: "Idź w bój o Moją cześć. Nie lękaj się, Ja jestem z tobą"/.

Potem Matka Boska zdjęła płaszcz i zarzuciła na całą Archidiecezję i prosiła, aby biskupi poświęcili swoje Archidiecezje i całą Polskę Jej Matce Wspomożenia Wiernych.

/Dziwiłam się dlaczego Matce Wspomożenia Wiernych? A Ona odpowiedziała: "Bo jestem Matką Wspomożenia Wiernych dla wszystkich/.

Matka Boska prosi, żeby ksiądz prymas poświęcił Jej rząd "Bo ślepy, ślepego prowadzi, a jeśli ślepy ślepego prowadzi, to obaj wpadną w dół". Matka Boska także mówiła, że "za mało modlą się za rząd. Rząd nie ma łaski stanu".

Potem Matka Boska błogosławiła księży Salezjanów i mówiła: "Wiele radości daje Mi to zgromadzenie i jest pod szczególną Moją opieką. Są to Moi synowie o wielkiej prostocie serca, wielkiej miłości bliźniego i młodzieży". I zachęciła to zgromadzenie aby się nie zrażali w wychowaniu młodzieży, albowiem wiele radości i chwały przynosi Jej to zgromadzenie i ta młodzież. Matka Boska zdjęła płaszcz i stała w sukni. Była bardzo radosna i ogromnie cieszyła się z tego poświęcenia. Błogosławiła wszystkich.

8. 11 października 1961 r.

U Fary w Poznaniu w dzień koronacji Matki Boskiej Nieustającej Pomocy widziałam jak Matka Boska przyjmowała z wielką miłością wszystkich, im kto był w większym stanie łaski, tym większe łaski otrzymywał. Ale dużo osób znajdowało się tam tylko z ciekawości. Było wielu biskupów, otrzymali łaski w miarę ich świętości. Wielkie łaski otrzymał arcybiskup Baraniak. Widziałam u niego tak wielką pokorę, uniżenie, wiarę gdy koronował Matkę Najświętszą, jakby Ją żywą widział, oddawał hołd jako żywej Matce Boga, Matce, którą bardzo kocha. Widziałam miłość dziecka synowską, widziałam prostotę i wzruszenie. Matka Najświętsza bardzo mu była wdzięczna, dawała Mu wielkie łaski co do duszy, nawet łaskę zdrowia, chociaż nie całkowitego, a przed nim jasne, świetlane życie. Gdy Matka Najświętsza była ukoronowana, widziałam jak łzy leciały Jej z oczu. Dziękowała wszystkim. Pokazała na obraz Pana Jezusa Miłosiernego, który znajduje się w lewym narożniku, przy wejściu do Kościoła. Matka Najświętsza mówiła że: wiele radości dały Jej dzieci, że z wielką miłością każdy oddał Jej cześć i hołd "Ale nawet matka ziemska nie ma radości, jeśli jej dziecię nie jest uczczone, to cóż Ja, Matka Boga Świętego nad świętymi, czyż może radować się Moje Serce, gdy Mój Syn nie jest uczczony? I miała jakby żal, że Miłosierdzie, które przewyższa prawie wszystkie przymioty i przymioty Boże, nie jest uczczone i Święto Miłosierdzia Bożego nie jest zatwierdzone.

Potem Matka Boska błogosławiła.

Potem widziałam jak z Kaplicy Wiecznej Adoracji /we Farze/ wyszedł [ś.p. prymas] kardynał Hlond, za którego przyczyną ta kaplica została ustawiona. Mówił, że ma on wielką chwałę w Niebie za ustanowienie Kaplicy Wiecznej Adoracji, bo w niej Bóg ma wielką chwałę. Kolegiata Fara jest bazyliką wielce uprzywilejowaną, jest to postój Niepokalanej Dziewicy, która udziela wielkie łaski, gdyż jest Księżną, Panią miasta Poznania ale i całej Archidiecezji i łaski Swoje zlewa na całą Polskę.

I jeszcze mówił kardynał Hlond:

"Dlaczego tak mało myślicie o tym, że Ja leżę w Warszawie w grobowcu. Mało się staracie, mało myślicie o tym, aby mógł Bóg przeze mnie działać, gdyż wielu by otrzymało łaski darów, a jestem zaniedbany".

Potem widziałam jak zjawił się św. Michał Archanioł i szatan. Widziałam w środku kościoła walkę. Szatan był podobny do nietoperza, ale czerwony i wstrętny i ogromnych rozmiarów.

Michał Archanioł zwalczył go jakby mieczem ognistym, posadzka w kościele się rozstąpiła i św. Michał Archanioł strącił go w przepaść.

Nie wiem co to oznaczało.

9. 29 kwietnia 1962 r.

Pan Jezus przyszedł w tym dniu jak zwykle - przyszedł o 7-mej rano. W tym czasie właśnie odbywała się Msza Święta w mojej intencji na cześć Miłosierdzia Bożego. Nie wiedziałam wtedy, że właśnie o tej godzinie.

Pan Jezus był jak zwykle jako Miłosierny, ale inny. Widziałam Rany, Promienie Serca, ale cały był w Ogniu, jako Słup Ognisty. Powiedział:

"Jestem Ogniem i czego pragnę, jeno aby był zapalon. Przynoszę ci Ogień Miłości Mojej. W tym Ogniu będziesz się palić, przepalać, a nie spalisz się. Daję ci ten Ogień, abyś go roznosiła w dal, w dusze, a zwłaszcza w dusze kapłańskie, rodzin, młodzieży i dzieci. Jesteś ofiarą za ludzką niemiłość".

/Tej ofiary żądał Pan Jezus ode mnie przed 30 laty i prosił, abym była ofiarą Jego Miłości, wynagradzającą za ludzką niemiłość/.

Pan Jezus błogosławił mnie, dawał mi ten Ogień tak, że zniknęłam w tym Słupie Ognistym. Błogosławił ten dom i wszystkich którzy tu przychodzą, jak zwykle gdy w dniu [przyszłego Święta] Miłosierdzia się objawiał.

Był krótko i zaraz poszedł do tego kapłana, który odprawiał Mszę Świętą i widziałam jak ten Słup Ognisty go otoczył, że kapłan zniknął w Nim, w jednym Ogniu i Świetle i był podniesiony w górę na jakiś metr od ziemi.

Potem Pan Jezus dalej roznosił ten Ogień.

Był u E. Arcybiskupa, udzielając mu Promieni Światła i Płomieni. Potem był w seminarium gdzie są klerycy. Tam był bardzo radosny, cieszył się z tych młodych alumnów, był zadowolony, promienny i rozdawał im Światła, Promienie i Ogień. Był prawie we wszystkich seminariach tak świeckich jak i zakonnych.

Później był w salkach parafialnych. Tam był też bardzo radosny, przytulał księży do Serca za ich trud i pracę i rozdawał im Ogień. Dawał pocałunek na czole - pocałunek Miłości.

Widziałam dużo przyjaciół znajomych księży w świetle tych Promieni.

Potem Pan Jezus był w kościele, roznosił tablice przykazań i umieszczał je na ambonie. Powiedział, że księża zbyt mało mówią o przykazaniach. Przykazania są zaniedbane, dlatego świat jest grzeszny. Księża powinni mieć cykl kazań na temat przykazań Bożych. Potem Pan Jezus był w poszczególnych rodzinach znajomych moich. Tam roznosił te Ognie. A w domach, gdzie nie przestrzegane są przykazania, zostawiał tablice przykazań.

Potem był w tych kościołach, gdzie są obrazy Miłosierdzia Bożego i u tych kapłanów, którzy rozszerzają i czczą Miłosierdzie Boże.

Był też u ks. Sopoćki, ale widziałam, że leżał chory. Dawał mu Ognie Miłości.

Potem był u chorych w szpitalach i widziałam jak dawał moc z Siebie i wielu chorych uzdrawiał.

Był w katedrze we Wrocławiu u ks. biskupa Kominka i też dawał mu Płomienie i Światła. Był zadowolony. Dał ks. biskupowi jakąś godność wyższej hierarchii.

Był u ks. Prymasa. Przyszedł jako dostojny, Wielki Król, Bóg, Moc. Potężny jako Bóg - Moc - Potęga.

W ubiegłym roku, gdy przyszedł prosił, groził - a teraz był zupełnie obojętny. Miałam takie wrażenie, że chciałby jak najprędzej wypowiedzieć Swoje żądania i zaraz odejść. Wyglądał tak: obrażony Bóg w Swoim Majestacie. Ks. Prymas nie był w strojach pontyfikalnych jak inni, ubrany był w czarną sutannę, włosy miał przyprószone siwizną.

Przyszedł Pan Jezus, wziął jego rękę i powiedział te słowa: "Włóż rękę w bok Mój, w Rany Moje i nie bądź niewiernym, ale wiernym".

Powiedział: "Nie słuchasz Głosu Mego, a biskupstwo twoje weźmie kto inny".

/Nie zrozumiałam tego, żeby tu chodziło o biskupstwo tytularne ale o przednią łaskę. Nie wiem, co to znaczyło. Może to, że sprawą Miłosierdzia Bożego zajmie się ktoś inny/. [Trzy lata później w 1965 r. arcybiskup metropolita krakowski Karol Wojtyła otworzył proces beatyfikacyjny siostry Faustyny Kowalskiej. W 1978 r. dzięki swoim staraniom doprowadził do odwołania negatywnej notyfikacji z 1959 r., a kilka miesięcy później zostaje wybrany Papieżem. W 1993 r. ogłasza s. Faustynę błogosławioną. W 1995 r. wyraża zgodę na wprowadzenie Święta Miłosierdzia Bożego we wszystkich diecezjach w Polsce. W 2000 r. ogłasza bł. Faustynę świętą oraz ustanawia Święto Miłosierdzia Bożego dla całego Kościoła.]

Widziałam rozłożoną kapę czarną jakby przygotowaną do pogrzebu. /Też nie zrozumiałam tego, co to znaczy. Może to cierpienie Kościoła lub żałoba. Tego nie zrozumiałam/.

Pan Jezus podał ks. Prymasowi walizkę podręczną, jakby do podróży i mówi "Spiesz się i jedź prędzej niż tego wymaga potrzeba". /Nie wiem dokąd, wytłumaczenia nie miałam/.

Potem Pan Jezus był w Rzymie u jakiegoś kardynała, którego nie znam. Przytulił go do Serca i pozostawił go w tym Słupie Ognistym Swojej Miłości.

Widziałam jak nad Watykanem leżał okropny smok - szatan. Łeb miał nietoperza i skrzydła i wstrętne miał oczy.

Matka Boska Wspomożenie wiernych była bardzo smutna, piękny narzucony płaszcz rozwiewał się, na lewej ręce trzymała Dzieciątko Jezus, a w prawej miecz duży, ognisty, rozszczepiony i toczyła okropną walkę z szatanem, ale go pokonała i został zabity.

Pytałam się dlaczego Matka Boska walczy z szatanem, bo dotychczas widziałam zawsze walczącego św. Michała Archanioła. Pan Jezus odpowiedział, że Matka Niepokalana zwalczyła wszystkie herezje przez modlitwy Różańca wiernych. Dlatego Matka Boska ukazała się jako Wspomożenie Wiernych.

Wiele radości daje Kościół Matce Najświętszej przez odmawianie Różańca i wiele przez Różaniec otrzymuje łask.

Matka Boska mówi: "Odmawiajcie Różaniec".

Pan Jezus zwykle w dniu Miłosierdzia po objawieniu unosił się do metra wzwyż i błogosławił. Tym razem szedł w dal. Patrzyłam dokąd idzie.

I widziałam, że szedł do Francji, Anglii, Irlandii, Ameryki i Australii. Najwięcej upodobania miał w Australii i tam najwięcej zostawił łask.

Spytałam dlaczego właśnie do tych krajów idzie. Pan Jezus mówi: "Bo tam najwięcej czczą Moje Miłosierdzie, a Australia najwięcej".

W inne lata zawsze Pan Jezus chodził do mego spowiednika i kierownika, a tym razem nie był tam, co mnie zdziwiło.

W kilka dni później spowiednik mój przyszedł do mnie i w czasie spowiedzi mówi mi /nie pytany o to/, że droga moja jest dobra, a najlepszy dowód w tym, że mam niechęć i wstręt do objawień i tych głosów a jednak są nadal.

Bowiem to wszystko jest oparte na zgliszczach mojej miłości własnej, nie mam w tym radości, moim pragnieniem jest raczej droga ciemności i wiary. Całe życie pragnę i modlę się o tą ciemność. Więcej odpowiada mi wiara i ciemnia i cenię to także u innych, a przeciwnie - wszelkie wizje i nadzwyczajne drogi nie zachwycają mnie. To męczeństwo przechodzę od lat dziecięcych. Im więcej pragnę ciemności tym więcej mam objawień. Im więcej pragnę samotności i proszę Boga o to, by mi nie przysyłał osób pragnących korzystać z tych moich objawień i słyszalnych słów dla nich, tym więcej osób przychodzi - i nie tylko miejscowych ale i z dalekich stron.

Gdy spowiednik mówił mi te słowa, widziałam go w Słupie Ognistym i to, że mówił sam Pan Jezus. Miałam przekonanie, [że] przez mego spowiednika mówi sam Pan Jezus i bardzo mnie to uradowało, że znalazłam potwierdzenie prawdziwości objawień "ex cathedra".

Już kiedyś miałam takie potwierdzenie w chwilach wątpliwości co do mojej drogi.

Modliłam się wtedy do mego byłego spowiednika, już zmarłego ks. Żychlińskiego, aby mi dał znak potwierdzenia tej mojej drogi, gdyż on mnie prowadził przez 18 lat. On pierwszy kazał mi wszystko spisywać i aprobował te wszystkie słyszane słowa.

Czekałam, że przyjdzie ktoś jakiś kapłan - z odpowiedzią. Czekałam dłuższy czas. Pewnego dnia przychodzi do mnie kapłan, którego nie znałam i wchodząc mówi:

"A córki wasze prorokować będą..." [Jl 3,1].

Wtedy zrozumiałam, że to jest ten, na którego czekałam.

10. 10 czerwca 1962 r. Zielone Świątki

W dzień Zielonych Świątek zobaczyłam Ducha Świętego w postaci Gołębicy /Pierwszy raz widziałam Ducha Świętego pod taką postacią/. Była to Gołębica kształtu jak zwykle, lecz wyglądała jakby była ze srebra lub platyny. Widziałam jak Duch Święty spoczął na mej głowie i byłam spowita w rodzaj Promieni Ognistych, jakby to był Słup Ognisty. Duch Święty mówił: "Daję ci Dary Moje".

Były to Płomienie jak w Wieczerniku i widziałam siedem Płomieni jakby każdy Płomień oznaczał Dar.

Potem widziałam w spowiciu tych Promieni wielu ludzi a zwłaszcza kapłanów. Niektórzy byli w wielkim Ogniu /byli to znajomi moi kapłani/ i widziałam jakby unoszącą się Gołębicę nad ich głowami. Ci mieli po siedem Płomyków, Dary Ducha Świętego. I innych kapłanów widziałam, którzy byli w mniejszej Światłości, mieli po 5 lub 4 Darów /Bo zrozumiałam, że jeden Płomyk to oznacza Dar Ducha Świętego/. Widziałam biskupów, którzy mieli mniejsze Dary, ale nie wszyscy. Widziałam Ojca Świętego też w takich Płomieniach, ubogacony wielkimi Darami Ducha Świętego, a przede wszystkim Darem Mocy i Męstwa.

Duch Święty mówił do mnie, jakby to mówił Pan Jezus /ale była to Gołębica i pierwszy raz Gołębica mówiła do mnie/.

Duch Święty chodził jeszcze do rodzin i dawał Dary Ducha Świętego i Łaski zależnie od świętości i podatności ich dusz i jak współpracują z Darami Ducha Świętego.

Potem widziałam wielkie działanie Ducha Świętego w niektórych kościołach np. w kościele św. Jana Kantego na Grunwaldzkiej, który był cały w Płomieniach. Wielkie Dary otrzymywał proboszcz, widziałam dużo wiernych modlących się jakby byli prześwietleni, ubogaceni Darami za wierność i modlitwy do Ducha Świętego.

Widziałam też kościół na Świętej Górze w Gostyniu ubogacony wieloma Darami, cały jakby w palącym się Ogniu.

Potem widziałam Dary u naszego arcybiskupa, Dary Ducha Świętego, ale większe dotacje tych Darów widziałam u biskupa Kominka we Wrocławiu.

Duch Święty mówił:

"Wielkie działanie ma w Kościele Bóg Ojciec, jako Stworzyciel wszystkiego ma wielką opiekę nad całym światem i Kościołem, Syn Boży przez Swoją wylaną Krew i przez Swoją Mękę wstrzymuje Rękę Ojca, aby Jego Sprawiedliwość przebłagać w Miłosierdzie. Ale przeze Mnie, jako przez Ducha Miłości, Ducha Światłości, Ducha Świętości - Kościół otrzymuje największe Dary, a szczególnie we wszystkich sakramentach".

Duch Święty wyszczególniał wszystkie sakramenty i mówił, że we wszystkich sakramentach jest działanie Ducha Świętego. Mówił do kapłanów, aby we wszystkich czynnościach udzielania sakramentów robili to ze szczególną uwagą.

Jeżeli jest chrzest dziecka, powinni kapłani czynić to z wielkim zrozumieniem sakramentu. Bo tam jest wypędzenie złego ducha przez Ducha Świętego.

Obrządek bierzmowania mają czynić z wielką wiarą, bo członków Kościoła pasują na rycerzy. Duch Święty daje ogromną Moc i Siłę przeciw zakusom szatańskim. Kapłani winni czynić z wielką uwagą i namaszczeniem te obrzędy.

W konfesjonałach powinni kapłani sami być przyobleczeni, namaszczeni Jego Duchem, gdzie tam jest jakby przemienienie, jakby wydobycie duszy ze skorupy grzechu, tak gdzie szatan panował, ma panować On - Duch Święty, Duch Miłości i Światłości.

W kaznodziejstwie kapłani powinni przygotowywać się i wzywać Ducha Świętego na pomoc, aby Duch Święty przemawiał przez nich na kazaniach. Niech to nie będzie jakąś bezmyślną deklamacją lub odczyt, w to co mówią muszą wierzyć, że Duch Święty, Duch Wiedzy, Duch Światłości przemawia przez nich. W takich kazaniach Duch Święty przelewa się przez nich w dusze słuchających, oświeca ich rozum i to co usłyszeli idzie w czyn. Bo jeśli kapłan nie będzie sam jakby tchnieniem Ducha Świętego, nie może natchnąć innych.

Dalej mówił Duch Święty, że pragnie odrodzić świat przez świętych kapłanów. Prosił, aby było założone takie zgromadzenie, które by było wynagrodzeniem i prośbą o świętych kapłanów "Bo pragnę odrodzić świat przez świętość kapłanów. Zgromadzenie to ma mieć za zadanie wszystko czynić w intencji kapłanów, wszystkie ofiary, modlitwy, poświęcenia - za kapłanów.

Pytam się Ducha Świętego: "Co to ma być i jak?" Usłyszałam odpowiedź: "Módlcie się, "Veni Creator" a dam wam Światła".

Kościół mało modli się do Ducha Świętego i wzywał, aby modlili się do Niego. Duch Święty skarżył się, że jest mało znany. Pragnie aby księża na religii dużo mówili o Darach Ducha Świętego i Jego wielkim działaniu.

Małżeństwa mało modlą się do Ducha Świętego. Zawierając małżeństwo nie przygotowują się do tego sakramentu. Dlatego jest tak dużo rozbitych rodzin, bo nie rozumieją wielkości sakramentu. Kapłani powinni pouczyć zawierających małżeństwo i przygotować ich za przyczyną Ducha Świętego aby rodziny rozumiały ważność swoich obowiązków [i że] bez Darów Ducha Świętego nie są zdolni sami się uświęcić ani swoich dzieci "Bo gdzie nie ma Mojej Łaski, tam jest ziemia pustynna".

W sakramencie kapłaństwa Duch Święty wylewa wszystkie Swoje Dary i już w seminarium powinni ci, którzy przygotowują się do tego wielkiego sakramentu mówić o działaniu Ducha Świętego w ich sercach, bo jeśli kapłan nie będzie miał namaszczenia Darów Ducha Świętego jak może prowadzić, oświecać innych, jeżeli sam nie jest przepojony Duchem Świętym. Alumni powinni przez całe swoje lata nauki we wszystkim wzywać Ducha Świętego. Powinni prosić, błagać aby Duch Święty uczynił z nich przybytki Swoje, aby mogli w przyszłości takie przybytki stwarzać w duszach ludzkich, aby wypełnione było to: "Czyż nie wiecie żeście Kościołem Bożym, a Duch Święty mieszka w was" [1 Kor 3,16]. Duch Święty czeka na was, prosi czeka na was ze Swoimi Darami - ale jeżeli nie otworzycie swych serc na działanie Darów Ducha Świętego to Duch Święty - jakże może działać.

"Jestem Duchem Świętym Światłości, pragnę świętych, [jestem] Duchem Miłości, pragnę miłości. Pragnę miłości, Ognia Mego, ale przyjdźcie po Ten Ogień. Czekam. Jeżeli przyjdziecie, uczynię z waszych dusz jakby wulkany miłości. Będziecie się palić, a nie spalicie się. Będziecie Tą Miłość nosić w dal w inne dusze, bo będziecie roznosicielami Mnie Samego. Pragnę was przeistoczyć w Siebie, przemienić, przebóstwić. O, jakże się muszę skarżyć na tych, których wybrałem, których namaściłem i to namaszczenie jest niezniszczalne, a często odchodzę smutny od takich dusz, a jestem Bogiem Radości, mogę wam dać radość, pragnę abyście szli w Radościach Moich, Pokoju Moim. Tam gdzie jest pokój, tam Ja jestem, gdzie jest zamieszanie, gdzie jest rozterka, znak to, że nie jest to działanie Moje, ale działanie złego ducha. Kapłani! tchnienie Tchnienia Mego, współdziałajcie z Darami Moimi, abym nie był Bogiem smutnym, ale pocieszonym przez was, bo wy możecie rozweselać Mnie, abym się nie skarżył, że jestem Bogiem smutnym. Mówcie ciągle o Mnie, zwłaszcza misjonarze - wy synowie Moi, gdzie najwięcej daję wam Darów, abyście zdobywali dusze pod działaniem Moim, abyście sami byli świętymi, bo jeżeli wy nie będziecie świętymi i nie przychodzicie po Dary, po Łaski, po świętość, jakże możecie zdobyć dusze! Pragnę przez kapłanów odrodzić świat. Dusze żyjące wśród wirów życia, dusze, które ciągle świat was porywa i odciąga, oderwijcie się od ziemi, wznieście serca w górę, szukajcie Mnie, Ducha Świętego, Mocy i Siły. Wznieście się ponad ziemię i zmysły wasze wznieście. Pragnę mieszkać w przybytkach dusz wszystkich ale jakże mało jest tych, którzy idą za natchnieniem i Łaską Moją. Oderwijcie się od ziemi wszyscy, a Ja wam dam skrzydła do lotu, abyście leciały w[zwyż] w świętość. Bo czego pragnie cała Trójca Święta: "Świętymi bądźcie, jako Ojciec wasz Święty jest, jako Syn Boży, który przelał za was Krew, [oraz] Moją Świętością, bo pragniemy w was mieszkać jak w Przybytkach Naszych. Wielbijcie Nas, powtarzajcie z wielką miłością tą modlitwę: "Chwałą Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak było na początku, tak i teraz i zawsze i na wieki wieków Amen".

Daję Dary, działajcie póki czas, nie zasmucajcie Mnie, żyjcie w świętości, żyjcie tak, aby gdy nadejdzie ostatni wieczór waszego życia, abym przyszedł do was w sakramencie oleju namaszczenia, abyście mieli Dar Mocy Mojej przejść Bramy Niebios, a umocnieni tym ostatnim jakby pocałunkiem miłości, mógł was tam zanieść na skrzydłach Swoich, abyśmy mogli razem tak, jak przelewamy się w całej Trójcy Naszej Przenajświętszej - mogliście i wy wszyscy przelewać się w Nas, a My w was. Aby to wielkie Święto, Święto Radości, Święto Pokoju, które nie ma końca trwało po wszystkie wieki, aby było jedno uwielbienie, jedna świętość i radość, powtarzanie: "Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu".

11. 29 czerwca 1962 r.

W dzień Serca Jezusowego w piątek po oktawie w roku 1962 widziałam Pana Jezusa. Stał nad kulą ziemską, która znajdowała się jakby na środku nieba. Widziałam jak biło Serce Jego, żywe, mięsiste i widziałam szeroko otwartą ranę, z której wytryskała prawdziwa Krew i Woda Żywa na ziemię, na cały świat. Pan Jezus był bardzo radosny, spojrzał spokojnie. Potem zjawiła się Matka Najświętsza w postaci klęczącej w powietrzu.

Matka Boża Wspomożenie Wiernych. Podaje Panu Jezusowi zwój duży, szeroki na pół metra. Pan Jezus z uśmiechem i z wdzięcznością wziął zwój papieru i patrzył na mnie z tajemniczą miną /że mam ci coś do powiedzenia i przekazania, ale czekaj/.

Pan Jezus zaczął rozwijać zwój papieru. Była to ogromna mapa - lecz Polska żywa, długa i szeroka od morza do morza, żyzna i bogata w Łaski Boże, pełna miłości i wierna Jezusowi, Polska Katolicka, bardzo Boża, wierna córka Kościoła.

Pan Jezus uniósł się w niebo.

------------------------------------------------------------------------------------------------

Słowa Matki Najświętszej do pewnego kapłana, który jechał do Częstochowy:

"Wzbudzę męża, który rozdmucha popioły. Ziemia wasza jest Moim Królestwem. Płaszcz Mój jest długi i szeroki i płaszczem tym okryłam ją jak długa i szeroka. A będzie od morza do morza. Ojczyzna wasza to Królestwo Moje, jestem Królową, Matką waszej ziemi".

---------------------------------------------------------------------------------------------------

12. 2 sierpnia 1962 r.

W dzień Matki Boskiej Anielskiej byłam w kościele OO Franciszkanów. Ksiądz rozdawał Komunię Świętą poprzez cały kościół. Nie widziałam ani księdza, ani kielicha, ale tylko białą, małą Hostię sunącą prosto do moich ust. Smak tej Komunii Świętej był tak nadzwyczajny, że najwspanialszy owoc nawet w przybliżeniu smaku tego nie mają. Zachwycałam się i rozkoszą tego smaku, która była słodyczą nie do opisania.

Wchodząc i wychodząc często z kościoła zbierałam odpusty, przyznane temu kościołowi jako przywilej na ten dzień i oddałam wszystkie te odpusty Matce Najświętszej. Usiadłam przy ołtarzu św. Antoniego i mówię do Matki Najświętszej: wszystkie odpusty oddałam do Jej rozporządzenia, a nie zostawiłam nic dla swej rodziny... Wtedy zjawia się mój najstarszy brat Michał, który zmarł przed kilkunastu laty. Mówił: "Dobrze uczyniłaś, że oddałaś wszystkie Matce Najświętszej".

Widzę Matkę Najświętszą, która zasypana różami i była taka radosna, że ma te odpusty do dyspozycji. Rzuciła te róże /odpusty/ na dusze czyśćcowe i bardzo dużo dusz wychodziło z czyśćca.

I tak mówiłam do brata: "Nie otrzymaliście nic ode mnie..", a on potwierdził: "Dobrze zrobiłaś. Żebyś ty wiedziała jak my tu jesteśmy szczęśliwi i jeszcze więcej szczęśliwi na samą myśl, że to się nigdy nie skończy. To co powiedziane, że "oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, co zgotował Pan tym, którzy Go miłują" [1 Kor 2,9] jest za mało powiedziane, ta sama myśl, że to będzie trwać wiecznie daje tyle radości i rozkoszy, że to jest nie do opowiedzenia".

Potem widziałam św. Franciszka z Asyżu w wielkiej chwale /Nigdy przedtem nie widziałam go w swoich wizjach/. Widziałam Pana Jezusa i odbicie Ran Jego w ranach św. Franciszka.

Było to coś pięknego. Rany odbijały się jakby diamenty w wielkim blasku. Było zjednoczenie ze Swoim wybranym synem, który ma wielką chwałę, że ogromne łaski przez swoje stygmaty udziela tym wszystkim, którzy go wzywają w modlitwie.

Pytałam się o ojca Pio, czy to jest wszystko prawdziwe a św. Franciszek odpowiedział, że tak "Wiele łask ojciec Pio otrzymuje, że każda Jego Msza Święta to jest odbicie Męki Pańskiej w nim, działa bardzo wiele na Kościół. Każda jego Msza Święta jest łączeniem Nieba z ziemią i wiele czyni dla całego Kościoła.

Każdy kapłan, który odprawia Mszę Świętą powinien łączyć się z modlitwą i ofiarą ojca Pio gdyż wiele łask spływa na kapłanów dobrych i złych na całej kuli ziemskiej".

Pytałam Matki Boskiej czy każdy z przychodzących otrzymał odpust zupełny? A Matka Boża odpowiedziała, że prawie każdy, bo każdy z przychodzących miał tę dobrą wolę, że odpust wyjednał.

Matka Boża mówiła: "Sąd każdej duszy nie jest taki straszny, jak my to sobie wyobrażamy. Bo Bóg patrzy na wolę człowieka i Miłosierdzie Boże jest tak wielkie, że przewyższa Sprawiedliwość, a Krew Syna Bożego ciągle zasłania dusze przed Sprawiedliwością, że nie będzie wiele potępionych dusz. Bo Bóg patrzy na serce, a ludzie patrzą na czyny. Jeżeli sąd ziemski czyni tyle starań aby uniewinnić oskarżoną osobę, wyszukuje jakoby wszystkich środków i przyczyn aby mu zmniejszyć karę lub uniewinnić, to cóż dopiero Sędzia pełen Miłości i Miłosierdzia, o jakże bardzo broni i zasłania Swoim Miłosierdziem każdą duszę. Dlatego nie będzie dużo potępionych, bo Miłosierdzie przewyższa Sprawiedliwość".

/W dzień Matki Boskiej Anielskiej każdy może otrzymać odpust zupełny w kościołach OO Franciszkanów gdy spełni następujące warunki: spowiedź, Komunia Święta, intencja i pragnienie otrzymania odpustu zupełnego przy nawiedzeniu kościoła i odmówienie: 6 Ojcze Nasz, 6 Zdrowaś Mario, 6 Chwała Ojcu. Odpust zupełny daruje winy i kary czyśćcowe. Św. Franciszek uprosił te łaski u Matki Najświętszej i Pana Jezusa w kościele Porcjunkuli.

Odpust zupełny można otrzymać w tym dniu ilekroć razy nawiedzi się kościół OO Franciszkanów w stanie łaski/.

13. 2 października 1962 r.

Gdy rozpoczęła się na całym świecie Nowenna do Ducha Świętego w intencji mającego rozpocząć się Soboru [Watykańskiego II] w dniu 11 października br. rozmawiałam wieczorem o potocznych sprawach z dwiema paniami nauczycielkami. Była godzina 19:30. Zupełnie nieprzygotowana na to, co miało nastąpić, momentalnie widzę Ojca Świętego Leona XIII, który zjawia się, zaraz widzę Matkę Najświętszą Wspomożenie Wiernych z ognistym mieczem w ręku, a za Matką Najświętszą korowód Ojców Świętych [- Papieży] takich, których nawet nie znałam. Potem obok Matki Najświętszej stał Michał Archanioł i ogromne hufce aniołów i archaniołów, wiele świętych oraz dużo kardynałów. Wśród świętych widziałam św. Alfonsa, św. Tomasza z Akwinu, św. Wincentego a Paulo, św. Katarzynę Sieneńską, wiele świętych dziewic, jakby całe Niebo wyszło z Matką Najświętszą i szli w stronę południa na Watykan.

A w Watykanie i wokół Watykanu widziałam mnóstwo szatanów, że nie było kąta gdzie by nie było szatana. Była taka zajadliwość i taka wściekłość szatanów na Watykan jakby chcieli zniszczyć i spalić ale nie mieli mocy bo Matka Najświętsza trzymała miecz nad nimi a oni na widok Matki Najświętszej byli ogromnie przerażeni.

14. 11 października 1962 r.

W czasie otwarcia Soboru [Watykańskiego II] widziałam jak Ojciec Święty siedział na wielkim krześle i przemawiał. Niby to była postać Ojca Świętego ale jednocześnie był to św. Piotr. Jak zobaczyłam zamiast Ojca Świętego - Piotra miałam dowód jakby dogmat, że każdy Ojciec Święty to jest Piotr, opoka, skała, widziałam moc Kościoła i to, że bramy piekielne nie zmogą nigdy jego potęgi ani mocy. Nad głową Ojca Świętego było Oko Opatrzności Boskiej, duże śliczne, a pod tym Okiem Opatrzności rozpościerał się duży Krzyż i jakby żywy Pan Jezus przybity do Krzyża. Po prawej stronie Ojca Świętego stał Michał Archanioł z mieczem, a po lewej ręce Ojca Świętego stał św. Paweł z mieczem. Potem widziałam Matkę Boską wysoko nad głową Ojca Świętego oraz św. Józefa po prawej ręce Matki Najświętszej. Duch Święty unosił się nad Matką Boską w postaci Gołębicy i miał gałązkę oliwną tak jak gołąbek z arki Noego. Duch Święty dał Matce Najświętszej tą gałązkę a Ona podała ją Ojcu Świętemu do ręki. Widziałam dużo Ojców Świętych [- Papieży]. Widziałam Leona XIII, Piusa IX, X, XI, XII i innych oraz kardynała Hlonda.

Ojciec Święty był w postaci Piotra w wielkim blasku i jasności jakby w promieniach słońca i wszyscy byli w blasku. Ojciec Święty jakby cały spowity w Promieniach Ducha Świętego i co czynił - to z Ducha Świętego i był w wielkich Darach.

Potem Gołębica uniosła się i widziałam jak Gołębica nad każdym z kardynałów kładła gałązkę oliwną ale mniejszą.

Widziałam wszystkich kardynałów ich dusze rozmodlone przejęte, wielu bardzo świątobliwych tam było, pod natchnieniem działania Ducha Świętego.

Widziałam kardynała staruszka nad którym anioł śmierci rozpościerał swe skrzydła.

Procesję, którą widziałam w dzień rozpoczęcia nowenny, wciąż jeszcze widzę stojącą nad Watykanem. Tylko Matka Najświętsza rozłożyła płaszcz nad Watykanem, nad całym światem, Matka Boska Wspomożenie Wiernych. Widziałam to i widzę wciąż.

Św. Józef miał jakby różdżkę, która była kwitnąca i pytałam się św. Józefa - co to oznacza?

Św. Józef mówił, że jest opiekunem Soboru, a ta różdżka to symbol rozwoju i powiedział, że daje łaski rozkwitnięcia wiary w chrześcijaństwie i złączenia wszystkich i uznania prawdziwego Kościoła, którego Głową jest Chrystus a następcą św. Piotr, a wszyscy Papieże są widzialną głową Kościoła.

Miałam jasno przedstawione jako dogmat, że każdy Papież jest nieomylną głową Kościoła gdy mówi "ex Cathedra". Widziałam w sobie taką silną wiarę w ten dogmat, że gdyby mi powiedziano, że mam iść na męczeństwo w tej chwili dałabym życie za wiarę w Boga, za nieomylność głowy Kościoła, każdego Papieża.

Widziałam, że Ojciec Święty otrzymał wielkie łaski gdy był w Loreto [Papieskie Sanktuarium Świętego Domku Madonny] prosić o błogosławieństwo Matki Najświętszej i w Asyżu św. Franciszka.

Dostał łaski dla swego uświęcenia. Dojdzie do wielkiej świętości przez miłość do Matki Najświętszej przez czystość i pokorę dziecka. Wiele jest u Ojca Świętego pokory i ufności dziecka do Boga jako Ojca i do Matki Najświętszej - jako Matki.

Widziałam Dary Ducha Świętego pomnażające się w nim z każdą chwilą i dniem. Przede wszystkim otrzymał wielki dar męstwa, siły, że szatan się go lęka i ciągłą opiekę Matki Niepokalanej, która [mi] daje wskazówki a jakie on wie. Matka Najświętsza jest jego Matką Dobrej Rady, a że Ona jest Oblubienicą Ducha Świętego to otrzymuje przez Nią wiele Łask Ducha Świętego, ukształca go i prowadzi do wielkiej świętości.

Bardzo wiele pomaga mu Ojciec Św. Pius X, który stale jest przy nim. Pius X nazywa go "Synem Serca Jezusowego, w którym nie ma zdrady".

Potem widziałam szatanów, których nie było tak wiele, jak przed rozpoczęciem Soboru. Widocznie modlitwy Kościoła całego niszczyły moc szatańską. Widziałam ich jako nietoperzy - szczury, kryjące się z wielkim lękiem pomiędzy obecnymi.

Widziałam pomiędzy kardynałami, arcybiskupami i duchownymi wielu bardzo świątobliwych i zjednoczonych z Bogiem i również wielu obdarzonych Darami Ducha Świętego i opieką Matki Boskiej Niepokalanej. A w wielu widziałam jakiś bunt, nieufność. Święty Michał Archanioł ciągle stał nad nimi i hufce aniołów i trzymał miecz ognisty, jakby zwalczał mieczem szatana.

Widziałam św. Terenię unoszącą się ciągle nad wszystkimi zebranymi. Jest patronką kapłanów. Widziałam, jakby brała Łaski Ducha Świętego i roznosiła w postaci kwiatów, róż, gwiazd i roznosiła dużo wonności.

Dnia 2 grudnia 1965 r.

Siostra Zofia Medarda mówi - O godz 9-tej rano miałam wizję. Zwykle się budzę o godz 5:15 /gdyż mam radio i je nastawiam/. W tym czasie modlę się, odprawiam rozmyślania i łączę się ze wszystkimi Mszami Świętymi na całym świecie. I tak do godz 9-tej. Po tych modlitwach leżałam bezmyślnie. Zwykle mam wizje bez mego nastawiania. Momentalnie znajduję się w Watykanie i widzę jakby jakąś dużą salę. Zwykle, gdy miałam wizje, widziałam Ojca Świętego na tronie w szatach pontyfikalnych w pełnym przepychu. Obecnie widzę tu Pana Jezusa stojącego, jakby Dobry Pasterz, w ręku trzymał dużą laskę, po prawej ręce była Matka Boska - Niepokalana, bardzo piękna, po lewej stał św. Józef a obok św. Józefa stał obecny Ojciec Św. Paweł VI. Nie miał szat pontyfikalnych, ale był w zwykłej białej sutannie.

I słyszę, jak Pan Jezus oddaje św. Józefowi Kościół święty pod opiekę i czyni go głową Kościoła. Dziwię się temu bardzo, gdyż niedawno [w 1964 r.] Matka Boża została ogłoszona Matką Kościoła Świętego. A Pan Jezus mówi, że św. Józef od zarania życia, gdy [Jezus] był jeszcze w Łonie Matki Niepokalanej, opiekował się Nim, jako Najwyższą Głową Kościoła, strzegł Go i opiekował się Nim w każdej chwili. "Szukał mieszkania, gdy miałem się urodzić. Ponosił wszystkie trudy z Matką Niepokalaną. Współczuł z Matką Niepokalaną, że nie mógł uczynić Mnie - Boga Człowieka tak, jak pragnął w dostatku ale znalazł tylko ubogą stajenkę. Było to dla niego i dla Mojej Matki Niepokalanej wielką boleścią. Potem ucieczka do Egiptu, lęk aby nie zamordowano Mnie Boga - Człowieka. Troska na obczyźnie bez dachu nad głową. Św. Józef ciągle troszczył się o pracę, pożywienie dla całej rodziny Naszej Świętej. Potem był pierwszym wychowawcą i pedagogiem Boga w ziemskiej powłoce. On uczył Mnie Pisma Świętego, prowadził do świątyni. Zbolałym sercem szukał Mnie z Matką Moją przez trzy dni. Była to największa ich boleść gdyż jako Bóg Człowiek również cierpiałem nad ich boleścią. Ale trzeba było abym był w świątyni, nauczał i wypełniał Wolę Ojca Przedwiecznego. Nauczył Mnie pracować i pracował z wielką starannością, jako wzór pracujących. Przez całe trzydzieści lat był nieodzownym opiekunem Mnie, Boga Człowieka".

I widziałam jak Pan Jezus oddawał wszystkich pod jego opiekę. Oddawał dzieci już w żywocie matek /zrozumiałam - dzieci, które matki w żywocie mordują/ potem dzieci małe, większe, szkolne, ministrantów, młodzież starszą, kapłanów, zgromadzenia zakonne, dzisiejszą całą hierarchię Kościoła, biskupów, małżeństwa, rozbite małżeństwa, rodziny, pedagogów, tych co nauczają, pracujących i całą Polskę. Polska była bardzo długa i szeroka tak jak kiedyś widziałam, gdy Matka Boska okryła ją płaszczem, który był bardzo długi, że Polska była okryta od Bałtyku aż do Czarnego Morza.

Po tym oddawał państwa różnej narodowości i wyznań. I widziałam wielkie zjednoczenie Kościoła świętego, jak Kościół prawosławny, ewangelicki, herezje wielu tych, którzy nie idą drogą prawdy, ale są w ciemnościach i brak im Światła Ducha Świętego. Później gdy to wszystko Pan Jezus oddał św. Józefowi widziałam jak się zjawił św. Michał Archanioł trzymając wielki miecz, który oddał w ręce św. Józefowi, że ten miecz ma wielką siłę i moc i jest pogromcą szatanów gdyż św. Michał wypowiedział te słowa: "Mich - A - ELL".

Po tym św. Józef oddał ten miecz w ręce Ojcu Świętemu Pawłowi VI. Gdy Ojciec Święty otrzymał w dłonie ten miecz, stała się jasność tak wielka, tak silny, jak błyskawica i ujrzałam nad głową Ojca Świętego Białą Gołębicę, a Światłość była tak wielka, że byłam oślepiona i nie mogłam znieść tego blasku.

W czasie. gdy Pan Jezus oddawał Kościół święty pod opiekę św. Józefowi, pragnieniem Jego było, by Ojciec Święty uczynił św. Józefa głową Kościoła i oddał pod jego opiekę cały Kościół i cały świat tak, jak uczynił Matkę Najświętszą - Matką Kościoła Świętego.

27 października 1968 r. ŚWIĘTO CHRYSTUSA KRÓLA

Siostra Medarda nie była przygotowana na to, że Pan Jezus będzie dziś do niej mówił. Po śmierci ojca Pio [w 1968 r.] siostra bardzo cierpi i mało ma sił, więc nie chciała dużo mówić.

Zaczęłyśmy odmawiać Mszę Świętą, siostra po cichu, ja głośno. Po Sanctus siostra przerwała mi i powiedziała:

Widzę Pana Jezusa jako Króla w koronie na Głowie, szaty ma purpurowe i berło w Ręku. Obok Chrystusa Króla stoi Matka Boża też w koronie. Bóg Ojciec i Duch Święty też jest, a nad Nimi jakby się nagle otwarło Niebo, chóry aniołów i archaniołów wielu, wielu świętych - ogromne Królestwo Niebieskie.

Pan Jezus powiedział wtedy do siostry Medardy:

"Berła Mego nikt nie wyrwie mi z ręki. Jestem Królem Miłości, Królestwo Moje - to Królestwo Miłości. Otwórzcie serca wasze, aby Królestwo Moje było w was /do kapłanów/. Nie troszczcie się o jutro. Szukajcie zawsze Królestwa Mego a reszta będzie wam przydana. Jestem Królem Miłości i Wielkiego Miłosierdzia. Przychodźcie do Mnie z miłością a nie z trwogą, roznoście miłość, bo tam gdzie jest miłość tam Ja Jestem - tam Króluję.

Powtarzajcie często: "Najświętsze Serce Jezusa przyjdź Królestwo Twoje... Pokój Mój daję wam, pokój Mój zostawiam wam nie jako świat daje, ale jako Ja daję. Roznoście pokój. Świat nie ma pokoju, gdyż odszedł ode Mnie i nie szuka Mojego Królestwa, ale królestwa tej ziemi, a królestwo tej ziemi to w obecnych czasach królestwo szatana. Ale ufajcie! Jam zwyciężył świat! Nie zostawię was sierotami! Przyjdę do was i odrodzę świat przez was kapłanów. Wówczas nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz. Szatan będzie pokonany stopą Niepokalanej Dziewicy - Matki Mojej. Nastąpi era Ducha Świętego, Ducha Pokoju, Radości, Świętości.

Świętymi bądźcie, jako Ojciec wasz Niebieski Świętym jest [por. Mt 5,48]. Trzymajcie sztandar hufca Mego Królestwa. Na tym sztandarze wypisane są imiona wasze. Przyprowadźcie Mi miliony dusz. Nie zniechęcajcie się. Ufajcie!

Ufajcie Miłosierdziu Memu, które jest bezgraniczne. Mówcie do dusz o Miłosierdziu Moim.

Tyle razy powtarzałem, prosiłem aby było zatwierdzone Święto Mojego Miłosierdzia.

Niech kardynał krakowski [Karol Wojtyła 1967-78 r.] uprzywilejowany syn Miłości Mojej i Wielkiego Miłosierdzia stara się wszystkimi siłami o zatwierdzenie Mojego Święta a Ojciec Święty niech się nie sprzeciwia, bo od MIŁOSIERDZIA MEGO zawisło Królestwo Moje na ziemi. Pragnę królować w duszach jako Bóg Miłości i Wielkiego Miłosierdzia.

Jeśli będzie zatwierdzone Święto Mego Miłosierdzia nastąpi pokój w duszach. Państwa pogodzą się, Kościół będzie zjednoczony. Ustanie prześladowanie wiary i Kościoła. Wrogowie dadzą sobie pocałunek miłości i pokoju. Szatan będzie spętany i spadnie w czeluście piekielne. Zabłyśnie tęcza pokoju, a słońce miłości świecić wam będzie, rozjaśni wam wszystkie wątpliwości, wysuszy wszelkie błoto grzechu.

Św. Michał Archanioł, wszystkie hufce anielskie i archanielskie strzec was będą i nosić na ręku, abyście o ostry kamień nie ugodzili nogę.

Nastanie jedna owczarnia i jeden Pasterz. Ufajcie!

Bo kto Mnie zaufał, ten Mnie zwyciężył. Wobec ufających jestem bezsilny. Ślepa, dziecięca ufność łamie wszelkie przeszkody. Stańcie się jako dzieci, gdyż [dla] takowych jest Królestwo Moje - Królestwo Niebieskie.

Stańcie się jako dzieci - to znaczy miejcie prostotę, ślepą ufność, nie filozofujcie. Wszelka filozofia niknie wobec prostoty.

Królestwo Moje jest dla maluczkich, bo zakryłem wszystko przed wielkimi, a objawiłem maluczkim.

Słuchajcie słów Moich a serca wasze pałać będą miłością, tak jak pałały u Moich uczniów, gdy szedłem z nimi do Emaus. I powiedzieli: "Azali serce nasze nie pałało, gdy mówił do nas w drodze?" [Łk 24,32].

Niech serca wasze będą podatne na Głos Mój, na Słowa Moje, abym nie musiał powiedzieć jak do uczniów: "O głupi i leniwego serca ku wierzeniu" [por. Łk 24,25]. O jakże wielu jest tych głupich i serca leniwego, a gdyby mieli wiarę i prostotę dziecka Królowałbym przez nich - Dusza w duszę, Serce w serce.

Jestem Bogiem Miłości, Królem Miłości. Pragnę miłości, pragnę ufności, ślepej ufności!

Nazwałem Siebie ślepym Bogiem na grzechy ludzkie, bo jestem ślepym Bogiem - ale Wielkiego Miłosierdzia.

Jam Jest, Który Jest bez początku i bez końca.

Powtarzajcie często: "Króluj nam Chryste zawsze i wszędzie!"

Gdy Pan Jezus przestał mówić siostra Medarda wyjaśnia niektóre zdania:

Pan Jezus powiedział: "W Domu Ojca jest mieszkań wiele" [J 14,2], widziałam olbrzymie Królestwo i niezliczone miliardowe hufce aniołów i archaniołów i wtedy zrozumiałam te słowa tzn., że tego Królestwa nie ma końca. I tak jak Bóg jest nieograniczony - nieograniczone jest Królestwo Niebieskie. Tam nie ma przestrzeni ani początku, ani końca. Dlatego Pan Jezus powiedział: "Jam Jest, Który Jest bez początku i bez końca".

BOŻE CIAŁO

10 czerwca 1971 r.

/Wizja s. Medardy w tym dniu podczas procesji parafialnej św. Marcina o godz 11:30/.

Widzę Pana Jezusa jak wychodzi z kościoła św. Marcina w monstrancji. Jest bardzo groźny, w jednej ręce trzyma rózgę, a w drugiej miecz i mówi:

"Będę karał, bo ślepi i głupi są na wołanie Moje, uszy ich zamknięte - nie słyszą Mnie i nie chcą Mnie słyszeć - nie przychodzą abym mówił do ich serc. Lekceważą Mnie jako Boga Eucharystycznego, same świętokradztwa i tyle jest spustoszenia w duszach i gdyby nie Moja Matka Niepokalana, co ciągle powstrzymuje Mnie, rękę Moją karzącą, i dusze ofiarne z tego świata, zostałyby tylko zgliszcza. Ale czekają ich kary, bo ci co konsekrują sami są w grzechach śmiertelnych tak, że muszę płakać nad nimi jak nad Jerozolimą. Musi przyjść ogień i miecz, aby oczyścił się świat i aby zabłysnęła nowa jutrzenka, jutrzenka pokoju i zjednoczenia serc. Ufajcie bardzo, wzywajcie Miłosierdzie Moje, bo tylko Miłosierdzie Moje może wam przebaczyć i przyprowadzić owieczki do owczarni, a czekam na nich.

Kapłani! Weźcie oręż w rękę, w bój o dusze, nie myślcie o rzeczach doczesnych, bo nie dla was! Doczesne rzeczy was gubią. Oczyszczajcie dusze wasze przez ciągły żal za grzechy i pijcie Krew Moją, Krew Oczyszczenia, Mocy i Świętości.

Tyle razy wzywałem i wzywam: Świętymi bądźcie jako Ojciec wasz Niebieski Święty jest [por. Mt 5,48], myślcie o tym, że pragnę aby dusze były Moim Kościołem, świątynią i żebym mógł powiedzieć: "Azali nie wiecie żeście Kościołem Bożym i Duch Święty mieszka w was?" [1 Kor 3,16].

Dusze ofiarne, wynagradzajcie - cierpcie, choćby wasze cierpienia doszły do zenitu i zdawało się, że konacie, a choćbyście wołali tak jak Ja na Krzyżu: "Boże Mój, Boże Mój czemuś Mnie opuścił?" [Mt 27,46] - to nie zrażajcie się, bo ofiary wasze przyjęte, jesteście tarczą, która zasłania Kościół od napaści i sideł szatańskich. Szatan krąży jak lew aby was wszystkich pożreć, a zwłaszcza kapłanów i dusze wybrane, ale nie bójcie się. Jam Jest Który Jest, bez początku i bez końca! Jam jest z wami!

Ty mów do kapłanów ciągle, aby stali się świętymi, aby wypędzali szatana z dusz, aby rzucali sieci w Imię Moje a połów będzie obfity, aż sieci się będą rwać. Ty Mi daj świętych kapłanów. Przez twoje ofiary, przez twoje konanie - życie twoje będzie jednym konaniem, ale za to zmartwychwstaną dusze - stanie się wielkie zmartwychwstanie i przyjdą od wschodu do zachodu posłańcy Moi i będą rozszerzać Królestwo Moje, Królestwo dusz, bo świat przeminie, ale Słowa Moje nie przeminą [por. Mt 24,35].

Dusze kapłańskie, zakonne, dusze wybrane. Ofiarujcie się jako ofiary. Niech dla was nie będzie żadne cierpienie wielkie, cierpienie dla Mnie, dla Królestwa Mojego. I dopiero w wieczności zobaczycie, jak najdrobniejsze cierpienie, ofiara, modlitwa zamienia się ciągle w wonność kadzideł, zamienia się w miłość a miłość to wszystko, kto kocha ten święty!

Dajcie Mi wasze całopalenie, a Ja wam dam Siebie Samego i będziecie mogli mówić ze św. Pawłem: "Nie żyję już ja, ale żyje we mnie Chrystus" [Ga 2,20].

Cieszcie się, radujcie się, gdy cierpicie, bo co nie dostawa Męce Mojej w was się dokonywa [por. Kol 1,24]. Już tu na ziemi będziecie tak złączeni, że życie wasze stanie się niebem. Cała Nasza Trójca Święta pokaże wam wspaniałości Swoje, cała Trójca Święta okaże wam niezbadane i wielkie rzeczy i objawi wam tajemnice tak wielkie i wskaże wam miejsce waszego mieszkania, że będziecie wołać już tu na ziemi, gdy zobaczycie te tajemnice, że: "ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, co zgotował Pan tym, którzy Go miłują" [por. 1 Kor 2,9].

Dusze ofiarne! Wyjmijcie z rąk Moich miecz, abym nie karał świata. A możecie to uczynić przez Niepokalane Serce Matki Mojej, Matki Boga Człowieka, Matki Eucharystii.

/Właśnie przechodzi Pan Jezus w monstrancji niedaleko od miejsca zamieszkania s. Medardy i mówi:

"Idę jako Bóg Wszechmocny. Proś Mnie o wszystko, a niczego ci nie odmówię, a zwłaszcza proś za Kościół, kapłanów, za cały grzeszny świat". /i mimo, że wtedy Pan Jezus był zagniewany, radował się teraz, że jest jeszcze wielu dobrych kapłanów/

S. Medarda mówi: Widzę wielu aniołów jak klęczą w powietrzu przed samym ołtarzem, archaniołowie i cherubini, małe aniołki - a Pan Jezus na to: "To znak, że jestem Bogiem prawdziwym"/.

Dla Niej, dla Jej Serca nic nie mogę odmówić. Proście, aby nastąpił pokój w duszach, pokój w Kościele, pokój w poszczególnych państwach i pokój w całym świecie.

Błogosławię was w Imię całej Trójcy Świętej. Niech to błogosławieństwo będzie w was i przez was w duszach rodzin waszych, we wszystkich sercach na całej kuli ziemskiej. Mówcie często: "Niech będzie Bóg uwielbiony, niech będzie uwielbione Święte Imię Jego!" [por. Tb 8,5].

Odpisu dokonano 24.11.1971 r.

Za zgodność: KS

-----------------------------------------

Komentarz: Treść przepisana ze starego maszynopisu. W nawiasach kwadratowych są przypisy z Biblii oraz nowe słowa uzupełniające niejasne zdania. Przepisywanie wszystkich pism s. Medardy na postać elektroniczną, ukończono w dniu Święta Ofiarowania Pańskiego - Matki Bożej Gromnicznej - dzień ten jest jednocześnie pierwszym piątkiem miesiąca ku czci Najświętszego Serca Jezusa i wigilią pierwszej soboty miesiąca ku czci Niepokalanego Serca Maryi - 2.2.2018 r.

INNE ORĘDZIA S. MEDARDY (ZOFII WYSKIEL) PRZECZYTASZ TU: http://www.duchprawdy.com/medarda.htm



www.duchprawdy.com